Iran bez przywódcy. Nie żyje Ajatollah Chamenei. Paraliż lotniczy. Kłopoty turystów, także z Polski. Podziały w pałacu. Kogo posłucha prezydent Nawrocki w sprawie SAFE? Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Pełnił najważniejszą religijną i polityczną rolę w państwie. Ajatollah Ali Chamenei nie żyje. Od wczorajszego uderzenia USA i Izraela sytuacja jest dynamiczna, trwają naloty na Iran i kontrataki skierowane na Izrael i amerykańskie bazy w regionie. Po śmierci przywódcy pojawiają się pytania o to, kto przejmie władzę. Wiadomo też, że w nalotach zginęły także inne wpływowe osoby irańskiego reżimu. Radość... ... i żałoba. Nasze oczy są pełne łez, a serca pełne żalu. Iran potwierdza: Rahbar nie żyje. Ajatollah Ali Chamenei wypił słodki, czysty napój męczeństwa i dołączył do Najwyższego Królestwa Niebieskiego. Najwyższy przywódca Iranu zginął podczas sobotniego nalotu na jego siedzibę w centrum Teheranu. Chamenei, jeden z najnikczemniejszych ludzi w historii, nie żyje. To sprawiedliwość nie tylko dla narodu irańskiego, ale dla wszystkich Wielkich Amerykanów i ludzi na całym świecie, którzy zostali zabici lub okaleczeni przez Chameneiego i jego bandę krwiożerczych zbrodniarzy. Irańskie władze ogłosiły 40-dniową żałobę. I przystąpiły do wyboru następcy. Bo choć zabójstwo Chameneiego stanowi dla reżimu poważny cios, nie oznacza jego końca. Jest to zdarzenie o bardzo dużym ciężarze symbolicznym, aczkolwiek nie wpłynie na dłuższą metę znacząco na Republikę Islamską jako państwo. Nie jest wiadomo, jak wielu jest przeciwników reżimu w Iranie. Nie pokazuje ich irańska telewizja. Ale są. Mówiła o nich nasza reporterka Anna Kowalska, która 15 lutego była w Teheranie podczas rocznicy rewolucji islamskiej. Irański reżim miał plan B na wypadek utraty przywódcy. Już dziś, zgodnie z konstytucją, wybrano Radę Przywódczą złożoną z prezydenta, szefa sądownictwa i przedstawiciela Rady Strażników Rewolucji. Szczególne znaczenie ma ostatnia z tych osób: Ali Reza Arafi. Długoletni bliski współpracownik Alego Chameneiego właśnie. Dzielący z nim i spojrzenie na świat, i pewien kręgosłup, i wartości, i spojrzenie na politykę zagraniczną, jaką jest np. zachowanie relatywnie bliskich relacji z Federacją Rosyjską. Rada przejęła władzę w Iranie. Tymczasowo, do momentu wyboru kolejnego przywódcy. Zostanie to zrobione tak szybko, jak to możliwe. Wśród kandydatów wymienia się syna Chameneiego, choć jak pisze "The New York Times" jego wybór nie byłby zgodny z wolą ojca. Chamenei miał bowiem już w czerwcu ubiegłego roku, po pierwszym amerykańsko-izraelskim ataku na Iran, wybrać trzech kandydatów na swoich następców. Syn ajatollaha Chameneiego, Modżtaba, cieszy się poparciem niektórych frakcji, ale Chamenei powiedział swoim zwolennikom, że nie chce, aby stanowisko najwyższego przywódcy było dziedziczne. Ali Chamenei rządził Iranem od 1989 roku. Był duchownym, pierwszym prezydentem Republiki Islamskiej. Jego decyzje były ostateczne: to on kontrolował armię i Korpus Strażników Rewolucji, mianował szefów sądów, mediów i służb. Bojownik, przywódca, budowniczy systemu, a przy tym wszystkim jednak intelektualista. Którego śmierć ma zostać pomszczona. Ameryka i syjoniści spalili serce narodu irańskiego. My spalimy ich serca. Donald Trump przed odwetem przestrzega. Jeśli to zrobią, uderzymy w nich z siłą, jakiej nigdy wcześniej nie widziano. Irańskie rakiety i drony zaatakowały dziś cele w Dubaju, Dosze i Omanie. Irańska operacja, choć rozpoczęta wczoraj, przygotowywana była od dłuższego czasu. Ale decyzja prezydenta USA o rozpoczęciu ataków bez formalnej zgody Kongresu dzieli Amerykanów i polityków. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Jak to możliwe, że prezydent USA podjął taką decyzję jednostronnie? Czy Donald Trump przedstawił powód ataku i rozpoczęcia wojny bez zgody Kongresu? Zależy, kogo zapytać. Zdecydowana większość demokratów, także członków Komisji Wywiadu, która zostali poinformowani chwilę przed atakiem, uważa, że administracja nie przedstawiła żadnego dowodu na to, że Iran w tym momencie bezpośrednio zagrażał bezpieczeństwu USA. Demokraci nie widzą powodu, dla którego prezydent działał tak pochopnie i tak drastycznie. Wielu aktywistów MAGA, ruchu, który wyniósł prezydenta do władzy, również krytycznie ocenia Trumpa, przypominają, że obiecał wojny kończyć, a nie zaczynać. Ale sojusznicy prezydenta mówią, że USA są na wojnie z Iranem od 1979 roku, więc Trump nie rozpoczyna wojny, a próbuje ją definitywnie skończyć, wykorzystując okazję, że reżim ajatollahów jest najsłabszy w historii. Pierwszy etap z perspektywy Amerykanów i Izraelczyków, jest sukcesem. Chamenei zlikwidowany. Kto będzie po nim, zależy od Irańczyków, nie od USA - mówi senator Lindsey Graham, który utrzymuje stałą linię z prezydentem. Jutro do regionu leci sekretarz stanu Marco Rubio. Amerykanie sygnalizują przez kanały dyplomatyczne w regionie, że Biały Dom jest gotowy rozmawiać z nowym liderem Iranu. Operacja "Epicka Furia" ma być zaplanowana najpierw na 5 dni ataków, ale armia jest gotowa, by prowadzić ją przez kilka tygodni. Nadzwyczajne posiedzenie ambasadorów unijnych krajów w reakcji na sytuację na Bliskim Wschodzie zwołała cypryjska prezydencja. Powodem jest sytuacja obywateli Unii Europejskiej w regionie. Kaja Kallas, szefowa unijnej dyplomacji, poinformowała o wycofywaniu części korpusu dyplomatycznego. Reakcje unijnych instytucji z perspektywy Brukseli śledzi Dorota Bawołek. Nadzwyczajne rozmowy zwołane w Brukseli służyły koordynacji stanowisk 27 państw członkowskich, które różnią się w swojej ocenie działań Izraela i USA. Podczas gdy Hiszpania krytykuje ataki, a Irlandia z całej mocy naciska na powrót do dialogu, Czechy i Węgry chwalą interwencje, a Francja i Niemcy pozytywnie wypowiadają się jedynie o takich jej skutkach, jak likwidacja potencjału nuklearnego i rakietowego Iranu. Dyplomatycznie, choć stanowczo, unijne władze zareagowały dziś na śmierć irańskiego przywódcy. Śmierć Alego Chameneiego stanowi moment przełomowy w historii Iranu. To, co wydarzy się dalej, pozostaje niepewne. Otworzyła się jednak nowa droga dla Iranu, którego przyszłość będą mogli w większym stopniu kształtować jego obywatele. Władze w Brukseli skrytykowały dziś także irańskie ataki na państwa w regionie, solidaryzując się z tymi ostatnimi. I choć zdaniem zwolenników Trumpa wystawiona na próbę solidarność Europy z USA zawiodła, to Według dyplomatów w Brukseli, biorąc pod uwagę napięcia i brak zaufania w stosunkach transatlantyckich, reakcje europejskich sojuszników powinny być dla Waszyngtonu satysfakcjonujące. Cały świat reaguje na wydarzenia w Iranie i na Bliskim Wschodzie. Nasi korespondenci to obserwują. Rząd Wielkiej Brytanii w komentarzu oświadczył wyraźnie, że "Iranowi nie wolno rozwijać broni jądrowej", ale mówi także o konieczności negocjacji i obronie brytyjskich interesów. Kiedy w sobotę amerykańskie i izraelskie myśliwce uderzyły w irańskie cele, w tym w rezydencję najwyższego przywódcy, brytyjskie samoloty pozostały w hangarach. RAF wzbił się w powietrze dopiero wtedy, gdy pierwsza fala ataków dobiegła końca, nie po to, by wziąć udział w operacji, lecz by chronić sojuszników w regionie przed ewentualnym irańskim odwetem. To wyraźna zmiana. Przez dekady Wielka Brytania stała ramię w ramię z Waszyngtonem w kluczowych operacjach militarnych. Tym razem, gdy Donald Trump dał zielone światło do ataku na reżim w Teheranie, Londyn postawił na powściągliwość. Rządowe źródła mówią wprost: to wnioski wyciągnięte z Iraku i Afganistanu. A brytyjscy ministrowie sygnalizowali, że operacja przeciwko Iranowi może nie mieć wystarczających podstaw w prawie międzynarodowym. Stąd odmowa Amerykanom zgody na wykorzystanie dwóch baz znajdujących się na terytorium Zjednoczonego Królestwa. Ta decyzja poważnie nadwyrężyła relacje między Londynem a Waszyngtonem. W odpowiedzi Donald Trump wycofał wcześniejsze poparcie dla brytyjskiej umowy o przekazaniu archipelagu Czagos, w tym strategicznej wyspy Diego Garcia, Mauritiusowi. I tu pojawia się pytanie znacznie poważniejsze: czy to tylko ostrożność w nieprzewidywalnej sytuacji, czy też sygnał, że rola Wielkiej Brytanii w ramach tak zwanych specjalnych stosunków z USA zaczyna się zmieniać? Komunikacyjny paraliż po eskalacji wydarzeń w Iranie dotyczy także Polaków, którzy utknęli na lotniskach Bliskiego Wschodu. Jak mówiliśmy wczoraj, przestrzeń powietrzna w rejonie konfliktów została zamknięta, a loty z Polski zostały odwołane. Według MSZ polscy obywatele nie są w niebezpieczeństwie. Informacyjny chaos i paraliż komunikacyjny - tak wygląda sytuacja setek tysięcy turystów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie po ataku Stanów Zjednoczonych na Iran. Wśród nich są także Polacy. Zwiedzając miasto, słyszeliśmy wybuchy, widzieliśmy rozbłysk rakiety na niebie, wprowadzało to niepokój. Kinga Roszak-Szydłowska jutro miała wracać ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dokąd poleciała na wakacje. Według najnowszych informacji kraj ten będzie mogła opuścić dopiero 11 marca. W podobnej sytuacji jest inna turystka z Polski - Katarzyna Bator. Widzimy bardzo często spadające rakiety, które są strącane przez system bezpieczeństwa. Ministerstwo Spraw Zagranicznych apeluje do przebywających w rejonie konfliktu Polaków, by zachowali spokój i stosowali się do komunikatów służb. Sugerujemy bardzo mocno pozostanie w miejscu schronienia z dala od okien, posiadanie przy sobie dokumentów, potrzebnych leków. Oraz naładowanego telefonu komórkowego. Zgodnie z przepisami turystami będącymi na zorganizowanych wycieczkach opiekują się biura podróży. Ci, którzy wylecieli na własną rękę, nie mają tego komfortu. Nie szukajmy najbliższej drogi powrotu, szukajmy samolotów przesiadkowych. Spróbujmy znaleźć linię lotniczą na przykład do Hiszpanii i stamtąd wtedy przedostaniemy się do Polski. W wyniku działań zbrojnych zostały zaatakowane trzy lotniska - w Abu Zabi oraz Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz Kuwejcie. Linie lotnicze na całym świecie odwołują loty w tym regionie, co oznacza kłopoty nie tylko dla przebywających tam osób, ale także turystów powracających lub lecących na przykład do Azji przez Dubaj. Ministerstw Spraw Zagranicznych wydało ostrzeżenie przed podróżami do Iranu, Jordanii, Bahrajnu, Kuwejtu, Kataru, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Arabii Saudyjskiej, Izraela i Palestyny. Wiemy, że pojawiają się oferty pomocy, które mają podtekst komercyjny. Proszę w to nie wierzyć. Obecnie przestrzeń powietrzna nad większością krajów Bliskiego Wschodu jest zamknięta, więc ewakuacja polskich obywateli przez rząd jest utrudniona, ale wojsko nie wyklucza w przyszłości takiej możliwości. Taka deklaracja i taki przygotowanie ze strony sił powietrznych jest, w ogóle całej armii, całego Sztabu Generalnego, jeżeli jakikolwiek taki wniosek ze strony MSZ wpłynie do nas, jesteśmy w stanie go natychmiast zrealizować. Dla Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, została uruchomiona dodatkowa infolinia pod numerem Ponadto MSZ apeluje, by osoby przebywające w rejonie konfliktu rejestrowały się w systemie Odyseusz. W sytuacji, gdy na Bliskim Wschodzie wybuchają bomby, zasadne są pytania dotyczące naszego bezpieczeństwa. Polska scena polityczna jest podzielona, to wiadomo, ale czy polskie spory toczone o ważne sprawy, takie jak SAFE, nie powinny ustąpić rozsądkowi i realnym wyliczeniom? Prezydent Karol Nawrocki ma jeszcze czas na ważny podpis. Zakulisowo toczy się właśnie bój o to, czy Karol Nawrocki podpisze ustawę o SAFE. Do zaakceptowania ustawy namawia prezydenta wąskie grono doradców. Weta pod ustawą żąda prezes Jarosław Kaczyński. Proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. W moim przekonaniu powinien to zawetować, ale to oczywiście decyzja prezydenta, nie moja. Czyżby? "Prezes rozpoczął operacją, która ma rzucić pyszałkowatego prezydenta na kolana, by pokazać mu, że nie jest tak potężny, jak mu się wydaje" - pisze Andrzej Stankiewicz z Onetu. Takie polityczne zagrywki to dla prezesa nie nowość. Kiedy w 2017 roku Andrzej Duda odważył się zawetować ustawę o sądach, Kaczyński przestał z nim rozmawiać. Czy Nawrocki się ugnie? To twardy gracz, skórę ma znacznie grubszą niż Andrzej Duda. Nawrockiego wystawiła partia, ale on dzisiaj gra na siebie i swój własny wizerunek. Tym bardziej że, jak zwracają uwagę publicyści, Kaczyński ma problem z przywództwem na prawicy. Rośnie mu konkurencja w postaci obu Konfederacji, a prezydent Nawrocki widziałby siebie w roli lidera prawicowego obozu. To wszystko sprawia, że Jarosław Kaczyński na pewno będzie próbował zmniejszyć, umniejszyć jego rolę i w efekcie zmniejszyć jego popularność. Jakbyście spojrzeli na prezydenta wczoraj, dzisiaj, to przecież na jego twarzy maluje się niemal rozpacz, bo on dobrze wie, że go PiS i Kaczyński wyprowadzili na takie pole minowe. Z tego powodu wśród współpracowników prezydenta zdania są podzielone. Do podpisania ustawy mają namawiać go szef gabinetu Paweł Szefernaker oraz Marcin Przydacz, szef biura polityki międzynarodowej. Przeciw mają być na razie jego doradczyni Barbara Socha, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz oraz szef kancelarii Zbigniew Bogucki. To jest branie kredytu na bardzo długi czas, podczas gdy wiemy, że w Unii mechanizm warunkowości to narzędzie polityczne. Sondaże są ważne, ale nie są najważniejsze. Najważniejszy jest interes Polski. Nie najważniejsze, ale jednoznaczne. Jak wynika z sondażu IPSOS przeprowadzonego na zlecenie "19.30", aż 39% respondentów uważa, że prezydent Nawrocki powinien podpisać ustawę. SAFE znaczy bezpieczna Polska, silna Europa. Chciałbym, aby pan prezydent jak najszybciej zaakceptował tę ustawę. Zasadnicze pytanie jest takie: czy prezydent Nawrocki uwolni się od tego ciężaru, od tej smyczy, na której próbuje go trzymać Kaczyński? Otwarte pozostaje pytanie, co w pałacu prezydenckim wybrzmi głośniej: głos prezesa czy głos suwerena. A kilka kilometrów od pałacu prezydenckiego także tarcia. Mowa o ulicy Nowogrodzkiej - siedzibie PiS. Konflikt już się nie czai. On jest. A ważni politycy na czele z byłym premierem trafią przed partyjny sąd. Słowne potyczki, internetowe zaczepki, to poważna rysa na wizerunku partii. Prezes wzywa do zakończenia dyskusji o podziałach. Ale czy jego głos jest tak silny jak kiedyś? Gdyby ktoś zastanawiał się, jaka w PiS panuje atmosfera... Były premier w komisji etyki. ...to już ma odpowiedź. Konflikt w PiS-ie narasta. Przed partyjnym sądem staną Mateusz Morawiecki, Mirosława Stachowiak-Różecka, Ireneusz Zyska i Patryk Jaki. Bardzo się cieszę, że znalazłem się w tak doborowym towarzystwie. Ten uśmiech z twarzy posła Zyski może wkrótce zniknąć, bo zdaniem kierownictwa PiS-u politycy złamali partyjny zakaz. Nawet nie wiedziałam, że mamy taką komisję w partii. Poszło o internetowe zaczepki. To Patryk Jaki na spotkaniu ze studentami w Lublinie. Tym razem twardo zachowujemy się jak trzeba. Oczywiście jest kilku posłów, którzy zachowują się inaczej i warto obserwować, którzy się nie uczą i nie potrafią wyciągać wniosków. Nie trudno nie zauważyć aluzji do wrogiej frakcji Mateusza Morawieckiego. Patryku, skoro obecnie jesteś ekspertem i znasz remedium na każdy problem, to powiedz: jak poszła sztandarowa reforma sądownictwa? Pyta były premier i dodaje, że od dłuższego czasu Patryk Jaki i jego zwolennicy zajmują się głównie krytykowaniem dorobku rządu PiS. Na świecie wojna, a w PiS-ie zapasy w błocie. Coraz bardziej brutalne, ale wiadomo o co chodzi. O władzę, kasę, o bezkarność. Te zapasy, jak mówi europoseł, trwają mimo wezwania Jarosława Kaczyńskiego do zakończenia dyskusji o podziałach w partii. Prezes ostrzegał: kto zabierze publicznie głos, będzie zawieszony. Obowiązują pewne zasady komunikacyjne i każdy powinien się do nich stosować w związku z tym to jest kwestia pewnej konsekwencji działania. O tym, jak bardzo podzielona jest dziś największa partia opozycyjna świadczy fakt, że były premier niczego nie żałuje. Jeżeli ktoś mnie atakuje, to normalny odruch w życiu, że trzeba odpowiedzieć. Z Jarosławem Kaczyńskim nie liczy się nikt. Nie liczy się Mateusz Morawiecki, nie liczy się dawna Solidarna Polska, nie wiem, kto się z nim liczy poza jego kotem. Nie sądzę, żeby Jarosław Kaczyński był to w stanie przeciąć. Za Morawieckim wstawili się posłowie z jego frakcji. Wkrótce na Nowogrodzkiej będą się z tego tłumaczyć. Współtworzyłam tą partię i nie podzielam poglądu pana Jakiego, że dopiero teraz, kiedy do tej partii wstąpiła Suwerenna Polska, to ona jest taką, jaką on się nie musi wstydzić. W PiS-ie narasta nerwowość. Średnia sondażowa, jest coraz niższa. Zbliża się do 20%, a nie do 30%. Upragniona samodzielna większość jest już historią. Walka o wpływy w partii Kaczyńskiego trwa od dłuższego czasu. Z jednej strony harcerze, czyli środowisko byłego premiera, z drugiej - maślarze. Takie uszczypliwości w naszym kierunku to nie jest nowość, ale faktem jest, że frakcja Tobiasza Bocheńskiego chce wypchnąć Morawieckiego z partii. Obie frakcje liczą, że wskazany przez prezesa kandydat na premiera będzie z ich otoczenia. Ruchy tektoniczne są, lawina ruszyła, zobaczymy, co się będzie działo dalej, bo to dopiero pierwsze salwy tej wojny, która może na prawicy trwać przez najbliższe miesiące. Kandydata PiS-u na premiera poznamy w ciągu 2 tygodni. 1 marca to Narodowy Dzień żołnierzy Wyklętych. Ustanowiony przez Sejm w rocznicę rozstrzelania członków zrzeszenia Wolność i Niezawisłość, zakonspirowanej organizacji antykomunistycznej, działającej jeszcze 3 lata po wojnie. Uroczystości m.in. z udziałem prezydenta odbyły się w miejscach związanych z bohaterami powojennego podziemia niepodległościowego. W dekadach PRL żołnierze niezłomni. Wyklęci za powojenną niepodległościową walkę z komunistycznym reżimem. Przez władze Polski Ludowej uznawani za zdrajców - torturowani i skazywani na śmierć w pokazowych procesach. Hołd oddał im prezydent. Bili się przedstawiciele podziemia ludowego, narodowego, podziemia poakowskiego. Bili się z komunistycznymi zdrajcami i z nowymi okupantami Polski po roku 1945. My dzisiaj odwołujemy się do tego przykładu niezłomnej postawy patriotycznej. Uroczystości i biegi upamiętniające żołnierzy wyklętych odbyły się w całej Polsce. To świadectwo niestety rozpoczynało się od kresów wschodnich, również tutaj od Lubelszczyzny. Nigdzie indziej, jak właśnie w Lublinie znajdywały się katownie urzędu bezpieczeństwa publicznego. W tym okresie, kiedy tu było więzienie, przed frontem stał budynek administracyjny. W tym budynku wykonywano wyroki śmierci. Ciała były chowane potajemnie. Do tej pory nie zakończyła się identyfikacja. Komuniści wychodzili z założenia, że ciało przeciwników należy do państwa. Chciano uniknąć przede wszystkim manifestacji politycznych, ale także zatrzeć pamięć. 1 marca jest dniem pamięci o żołnierzach wyklętych od 2011 r. To rocznica stracenia na terenie tego więzienia na warszawskim Mokotowie członków zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość. To jest moment rozstrzelania, w tył głowy strzał, wobec czwartego zarządu "Wolność i Niezawisłość". O tą wolność dla obywateli, niezawisłość dla państwa polskiego, walczyli żołnierze niezłomni. Szczególnie zależy mi, żeby młodzież mogła poznać tą historię. Historia nie jest jednak ani czarno-biała, ani łatwa. Bohaterstwo żołnierzy wyklętych przesłania ciemna strona w życiorysach wielu z nich. Pojawiają się sytuacje i zarzuty mówiące o egzekucjach nieuzasadnionych osób cywilnych, czy inne mówiące o niehonorowym zachowaniu się żołnierzy. One wszystkie podlegają badaniu. Taka właśnie jest historia Burego, czyli kapitana Romualda Rajsa. Jego pacyfikacje podlaskich wsi IPN uznał za spełniające znamiona ludobójstwa. Lewica zaproponowała ustawę o zadośćuczynieniu dla rodzin jego ofiar. Te osoby zginęły głównie dlatego, że na ścianach w ich domach były ikony, że były prawosławne. To nie była w żadnym wypadku walka o niezależny byt państwa polskiego, to była czystka etniczna i religijna. Ale wyklęci to też ofiary. Chowano ich między innymi na tzw. Łączce na warszawskich Powązkach. To jest też moment nie tylko pamięci o tym, co było, ale tak naprawdę wyciągania wniosków. Że dzisiaj potrzebujemy silnego, odpornego, bezpiecznego państwa. Żeby nigdy nie trzeba było tworzyć państwa podziemnego. Według szacunków IPN w powojenne podziemie antykomunistyczne mogło być zaangażowanych do 180 tysięcy osób. Polacy więcej oszczędzają, przynajmniej statystycznie. Pensje rosną, a inflacja maleje. No i tu pojawia się pytanie, co zrobić z pieniędzmi, jeśli już uda się zaoszczędzić. Czy przysłowiowa skarpeta to dobry pomysł? A jeśli nie, to gdzie i jak ulokować pieniądze? Żyjemy z dnia na dzień. Młodych ludzi pieniądze często się nie trzymają. Inne podejście mają ci nieco starsi. Zawsze trzeba mieć jakąś rezerwę i coś oszczędzić w razie jakiejś pilnej potrzeby. Danuta Gwóźdź też oszczędza mimo kosztownych pokus na każdym kroku. Oszczędzam i żyję pełnią życia, tak że chyba się to da pogodzić. Ekonomista Piotr Kamiński przyznaje - Polacy są w stanie oszczędzać coraz więcej. Z danych Eurostatu wynika, że odkładają średnio co dziesiątą zarobioną złotówkę. Stopa oszczędności dynamicznie wzrasta kwartał do kwartału. Jest to trzeci największy przyrost, jeśli chodzi o Unię Europejską. Mimo dynamicznego wzrostu, dystans do większości krajów Unii wciąż jest spory. Są jednak podstawy, by systematycznie się zmniejszał. Jest to efekt rosnących wynagrodzeń i spadającej inflacji. Ta jest już poniżej celu NBP, wyhamowała do niemal 2%. 3 lata temu inflacja wynosiła ponad 18% rok do roku. Równolegle w górę pięły się zarobki. Jesteśmy już w europejskiej elicie gospodarczej i wygrywamy w niej z Hiszpanami. Premier nawiązywał do tych wyliczeń Międzynarodowego Funduszu Walutowego - średnia roczna pensja Kowalskiego jest już wyższa niż Sancheza. A w kilka lat mamy dogonić Brytyjczyków, jeśli chodzi o parytet siły nabywczej. Za średnią pensję Polacy będą mogli kupić tyle samo, co mieszkańcy Zjednoczonego Królestwa. Nasze zarobki rosną szybciej niż inflacja. Ale to pod względem gromadzenia majątku nadal jesteśmy w tyle - przyznaje bloger finansowy Maciej Samcik. My jesteśmy jako społeczeństwo statystycznie na etapie zbierania poduszki finansowej. To jednak dobry moment, żeby taką poduszkę w bezpieczny sposób powiększać. Odkładam wyznaczoną przez siebie kwotę na konto oszczędnościowe. Takie konta i lokaty to właśnie bezpieczne rozwiązanie. A przy stopach procentowych wyższych niż poziom inflacji także efektywne. Lepiej wycisnąć z tych pieniędzy te 2-4% w skali roku - to jest możliwe dzisiaj bez podejmowania dużego ryzyka. Które towarzyszy na przykład inwestowaniu oszczędności na giełdzie. Są też rozwiązania dla tych, którzy chcą mieć poduszkę finansową na starość. Warto też myśleć o długoterminowych formach zabezpieczenia emerytalnego, jak rachunki IKE i IKZE, które pozwolą systematycznie gromadzić środki i długoterminowo zabezpieczać swoje finanse. By potem móc z nich swobodnie korzystać. Liczę na swój rozsądek, chociaż czasem zdarza mi się poszaleć. Ważne, żeby było za co szaleć. Dziś kończymy, trwa druga doba wydarzeń na Bliskim Wschodzie. A świat wstrzymuje oddech. Bezpieczeństwo to ważne słowo. Za chwilę niedzielne Pytanie Dnia, Aleksandra Pawlicka w rozmowie z ministrą do spraw SAFE Magdaleną Sobkowiak-Czarnecką. Główny program informacyjny TVP powraca jutro, do zobaczenia.