USA poza NATO? Donald Trump rozważa wyjście z Sojuszu. Gra w Trybunał Konstytucyjny. Tylko dwoje z czwórki sędziów złożyło ślubowanie przed Karolem Nawrockim. Pomeczowy smutek. Tym razem mundial nie dla biało-czerwonych. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Od słów krytyki do alarmującej wypowiedzi o wycofaniu z NATO. Donald Trump w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika "The Telegraph" mówi wprost: "Rozważam wyjście Stanów Zjednoczonych z NATO". To reakcja na, jak mówi, brak poparcia sojuszników w operacji przeciwko Iranowi. Zdaniem amerykańskiego przywódcy, siła Sojuszu Północnoatlantyckiego jest tylko pozorna, a NATO to "papierowy tygrys". Iran wciąż walczy, końca wojny na Bliskim Wschodzie nie widać. Wciąż nie widać też zaangażowania w ten konflikt krajów NATO. Nie biorą udziału w odblokowaniu cieśniny Ormuz. Włochy i Hiszpania odmówiły lądowania amerykańskim samolotom w swoich bazach. To coraz bardziej frustruje Donalda Trumpa. Jesteśmy bardzo rozczarowani NATO, bo nie zrobili absolutnie nic. Tak amerykański prezydent mówił kilka dni temu. Dziś idzie o krok dalej. W wywiadzie dla "The Telegraph" przyznaje, że poważnie rozważa wyjście USA z Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nigdy nie byłem przekonany do NATO. Zawsze wiedziałem, że to papierowy tygrys. Europejscy sojusznicy USA do tych słów Trumpa podchodzą z dystansem. Komisja Europejska bardzo ostrożnie reaguje na wypowiedzi Donalda Trumpa, przypomina, że Europie zależy na silnych więziach transatlantyckich, bo są kluczowe dla jej bezpieczeństwa i obrony, w którą unijni i natowscy członkowie coraz bardziej inwestują. Odpowiedź Keira Starmera na presję ze strony Donalda Trumpa jest jednoznaczna: Londyn zamierza jeszcze mocniej zwrócić się ku Europie. Brytyjczycy chcą pilnie zacieśnić zarówno więzi gospodarcze, jak i wojskowe z UE. NATO się nie kończy, a Niemcy zostają wierne Sojuszowi i w ten sojusz zaangażowane - powiedział rzecznik rządu w Berlinie i podkreślił, że to nie pierwszy raz, kiedy Trump wypowiada te słowa. On i ludzie z jego najbliższego otoczenia. Będziemy musieli ponownie przeanalizować wartość NATO i ten sojusz dla naszego kraju. Nie ma wielkiego sojuszu, jeśli masz kraje, które nie chcą stanąć po twojej stronie, kiedy ich potrzebujesz. To typowa zagrywka Trumpa - ocenia amerykanista Tomasz Płudowski. Bardzo często zmienia zdanie, już nikt nie pamięta, co było wczoraj czy trzy dni temu. To jest spektakl na dzień dzisiejszy, to mu poprawia samopoczucie. Nie ma NATO bez USA, i to jest w naszym interesie, żeby to uspokojenie przyszło, ale nie ma też potęgi USA bez NATO. USA to lider NATO. Nakłady na obronność krajów paktu to prawie półtora biliona dolarów. Prawie bilion to wydatki USA, reszta to budżety krajów europejskich i Kanady. Jednak te proporcje względem lat poprzednich i tak się znacząco zmieniły - wedle życzenia administracji amerykańskiej. Waszyngton na NATO wciąż jednak narzeka. To jest kolejne potwierdzenie, że USA chcą redukować swoją obecność w Europie, no i dla nas wniosek - musimy przyspieszyć europeizację sojuszu. Nie jest dobrze, kiedy główny sojusznik mówi o tym, że z NATO chce wyjść i absolutnie nie należy się z tego powodu cieszyć, ale też praktyczny proces nie jest tak łatwy do przeprowadzenia, jak się panu prezydentowi wydaje. To amerykańska ustawa o autoryzacji obrony narodowej. Zgodnie z jej zapisami opuszczenie Sojuszu Północnoatlantyckiego przez USA wymaga zgody 2/3 Senatu lub ustawy Kongresu. Wola Trumpa, nawet jeśli ją podtrzyma, do wyjścia z NATO nie wystarczy. Dwoje nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, Magdalena Bentkowska i Dariusz Szostek, złożyło ślubowanie w obecności prezydenta. Jak dotąd do pałacu prezydenckiego nie zostali zaproszeni pozostali z 6 wybranych sędziów. Według premiera to nie zaskoczenie. Jakie mogą być dalsze kroki w tej sprawie i jak mogłyby wyglądać alternatywne warianty złożenia ślubowania przez nowo wybranych sędziów? Będę mówił o otwartym tekstem: prezydent łamie dzisiaj prawo. Tak minister sprawiedliwości ocenia decyzję prezydenta, by spośród 6 wybranych przez Sejm sędziów Trybunału, przyjąć ślubowanie tylko od tych dwojga, zgłoszonych przez PSL i Polskę 2050. Powinniśmy być wszyscy w taki sam sposób zaprzysiężeni, bo nie ma powodów do różnicowania nas. Ale pałac prezydencki wie swoje i choć wcześniej, to zdjęcia sprzed dwóch tygodni, przekonywał, że wszyscy sędziowie zostali wybrani w wadliwej procedurze, to teraz i melodię, i argumenty zmienił. W kadencji prezydenta Nawrockiego zostały opróżnione dwa wakaty w Trybunale konstytucyjnym. Proszę, żeby mi pokazał choć jeden przepis, który mówi, że prezydent obsadza tylko kandydatury, które się zwolniły w czasie jego kadencji. Ale zamiast paragrafów - takie słowa. Które według pałacu upoważniają Karola Nawrockiego do wybrania sobie sędziów, od których przyjął ślubowanie. Gdzie jest w Konstytucji zapisane, że prezydent może wybierać, od kogo odbierze ślubowanie, a od kogo nie? Nigdzie nie ma napisane i Nawrocki jak umie czytać, to doskonale o tym wie, ale to jest czysta polityka. W tym wyroku Trybunału Konstytucyjnego jest napisane wprost, że "Prezydent nie jest organem dokonującym wyboru sędziów TK, i że nieodbieranie przez niego ślubowania należy uznać za sprzeczne z rolą głowy państwa". Ale pałacowi to nie przeszkadza. Prezydent musiał dokonać wyboru i dokonał takiego wyboru. Senator Krzysztof Kwiatkowski przypomina, że chodzi te same przepisy, które są stosowane w przypadku składania ślubowania przez nowo wybranych posłów wobec marszałka seniora. Ostatnio był nim Marek Sawicki, wcześniej Antoni Macierewicz. Wyobraźmy sobie, że marszałek senior z PiS-u mówi: nie podobają mi się wszyscy posłowie Lewicy i od nich ślubowania nie odbieram. To wtedy byśmy wszyscy mówili: popełnia przestępstwo. Mamy też obowiązek, ze jeżeli prezydent nie odbiera przysięgi od prawidłowo powołanych sędziów, to popełnia przestępstwo konstytucyjne. Mecenas Marcin Matczak pisze wprost. To złamanie Konstytucji i powód do postawienia go przed Trybunałem Stanu. Zgadzam się z mecenasem Matczakiem, bo pan prezydent najzwyczajniej w świecie łamie konstytucję. Według sondażu IBRIS 57% uważa, że prezydent powinien przyjąć ślubowanie od wszystkich wybranych sędziów. 28% jest przeciwnego zdania. Pan prezydent nie jest Ludwikiem XIV. Nie może stosować zasady "państwo to ja", bo czasy się zmieniły. A może pan prezydent czyta inną konstytucję. Wydaje mi się i ubolewam nad tym, że pan prezydent czyta wiadomości od Jarosława Kaczyńskiego. Bo, według rządzących, to w interesie PIS jest blokowanie zmian w Trybunale Konstytucyjnym. Na jego czele obecnie stoi były bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry, a wyroki, tak jak ten, uznający komisję śledczą ds. Pegasusa za niekonstytucyjną, są na rękę PiS. Państwo nie może abdykować. Minister sprawiedliwości zapowiada, że znajdzie sposób, by nowo wybrani sędziowie złożyli ślubowanie. Więcej na ten temat zawirowań w Trybunale Konstytucyjnym w programie "Bez trybu" w TVP Info o 20:18. Sąd w Brukseli nakazał Polsce wykonanie umowy z czasów pandemii. Polska musi zapłacić ponad 5,5 miliarda złotych za szczepionki od firmy Pfizer, które zamówił rząd Mateusza Morawieckiego, ale odmówił odbioru części dawek zakontraktowanych przez Komisję Europejską. Wyrok jest nieprawomocny. Sprawę skomentował premier Donald Tusk. Rząd Morawieckiego zamówił szczepionki na COVID, których nie odebrał i za które nie zapłacił. Polska, a więc my wszyscy, będziemy musieli zapłacić za tę skrajną głupotę PiS ponad 6 miliardów kary. I to niestety nie jest prima aprilis. Komisja Europejska zawarła kontrakt z amerykańskim producentem w imieniu krajów członkowskich w 2021 roku. Polska zobowiązała się do zakupu szczepionek zgodnie z wynegocjowanym harmonogramem. Rok później rząd odmówił jednak dalszego odbioru dawek. Wspólny start w wyborach parlamentarnych? W politycznej przestrzeni politycznej i to nie tylko w Polskim Stronnictwie Ludowym, coraz głośniej wybrzmiewają głosy o możliwej koalicji PSL z ewentualnym ugrupowaniem byłego premiera Mateusza Morawieckiego. Oliwy do ognia dolewa dzisiejsze spotkanie obu polityków podczas debaty w czasie Europejskiego Forum Rolniczego w Jasionce. To pierwsza taka debata oko w oko tych dwóch polityków od ponad 7 lat. Można debatować, siedząc po dwóch różnych stronach politycznej barykady. Władysław Kosiniak-Kamysz i Mateusz Morawiecki przez ponad półtorej godziny rozmawiali głównie o bezpieczeństwie. Tu padła jasna deklaracja byłego premiera. Zagłosuje pan za naszym SAFE ludowców? Ja zagłosuję. Tutaj jest pierwsza zgoda między nami. Dodatkowo poruszany był temat KPO. Tutaj wicepremier wypomniał politykowi PIS, że to on otworzył drogę do zaciągania zobowiązań kredytowych przez Unię Europejską. Ja uważam, że to była inwestycja i będę akurat pana przed pańskimi kolegami, którzy pobłądzili, będę w tej sprawie bronił. Momentami było jednak burzliwie. Pan jest używany przez obecnego premiera jako tarcza dla jego polityki. Chwile później panowie wymieniali uprzejmości. Pan premier wtedy negocjował offset na Caracale i ten offset był dobry. Dobrze mi się z panem rozmawia. Ze swojej strony chciałbym zadeklarować gotowość do współpracy. Zapraszam. Pytanie, jak tę gotowość rozumieć. Słyszę różne głosy, że coś nowego się tworzy, myślę, że raczej jest duży przypadek w tym wszystkim. Gazeta Wyborcza twierdzi, że jedna z frakcji w PSL-u chce wspólnego startu w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych razem z Mateuszem Morawieckim. Wcześniej zaczęli prima aprilis. To nie jest możliwy scenariusz. Ucinają krótko ludowcy. Ale pytania same się mnożą. Były premier na debatę założył zielony krawat. To kolor ludowców. PSL w ostatnim sondażu notuje ponad 5%, a ma apetyt na więcej. Czy szuka sojusznika? Decyzja Władysława Kosiniaka-Kamysza i kongresu jest taka, że idziemy jako PSL. I to się nie zmieni? To się nie zmieni. Pytanie zatem, co dalej. O tym, jaka jest współpraca i kiedy to po wyborach decyduje się na podstawie wyników wyborów. Morawiecki od kilku miesięcy w swojej partii spychany jest na drugi tor. On sam, mimo swoich ambicji, nie został namaszczony przez prezesa PIS na kandydata na premiera. Chciałby pan być wicepremierem w rządzie Czarnka? Niekoniecznie. Nie widzi się też w rządzie, a taki polityk mógłby pociągnąć za sobą wielu polityków, którzy wspierają byłego premiera. Nie widzę powodu, dla którego taki pomysł miałby się pojawić. No w rządzie u czarnka nie chce być, mówił o tym publicznie. Panie redaktorze, pan premier aktywnie się włączył w wszystkie nasze działania, które prowadzimy. Ludzie z PSL-u są ludźmi uczciwymi, nie handlują nieruchomościami, tak jak to robił pan premier Morawiecki, nigdy nie mieli takiej afery, jak afera związana z RARS-em albo Funduszem Sprawiedliwości. Przypomnijmy, że Mateusz Morawiecki usłyszał zarzuty w sprawie wyborów kopertowych. Grozi mu do 3 lat więzienia. To jest "19.30" w 1. dzień kwietnia, a wśród najważniejszych wiadomości: Rusza misja, jakiej nie było od pół wieku. Lecimy na Księżyc. Pobijemy rekord ustanowiony przez misje Apollo. Księżyc to dopiero początek To punkt wyjścia do Marsa. Choć mecz dobry i emocjonujący, to nasza reprezentacja nie pojedzie na mundial do Ameryki Północnej. Finał baraży o awans na mistrzostwa świata skończył się dla biało-czerwonych przegraną 2:3 ze Szwecją. Drużyna ze Skandynawii okazała się lepsza, a my próbujemy zrozumieć dlaczego, choć według wielu byliśmy lepsi, to powracamy na tarczy. O możliwych scenariuszach i pomysłach na narodową drużynę. I koniec marzeń o mundialu. Nie wyobrażam sobie tych mistrzostw bez nas, porażka, no porażka. Ciężko, ciężko, bardzo fajny mecz, od dłuższego czasu zasłużyliśmy na to zwycięstwo. Polska przegrała ze Szwecją. Odpadła jeszcze przed pierwszym gwizdkiem tegorocznych mistrzostw świata. Przegrał zespół lepszy, lepszy na boisku i tyle. Sport bywa brutalny. To było widać na boisku. Przez 94 minuty statystyki były po naszej stronie. Mieliśmy więcej akcji, więcej strzałów. Jednak o jeden gol mniej. Porażka w najbardziej nieodpowiednim momencie. Trudno ocenić to spotkanie, bo graliśmy bardzo dobrze. To najlepsze spotkanie pod moim kierownictwem w reprezentacji. Bo nie poddawaliśmy się, próbowaliśmy i tworzyliśmy okazję. Możesz dwa razy wracać do gry, a na końcu zostajesz z niczym i wydaje mi się, że dla sportowca i dla kibiców jest to najgorsze uczucie. Czasami jest tak, że stwarzasz więcej sytuacji bramkowych. Piłka nie wpada, oni raz się urwą w drugiej połowie, no i strzelą ci gola na 3:2. Bo były błędy. A ten kosztował nas mundial. Kontrolowaliśmy ten mecz i nie wiem, czy nas to zgubiło, czy zbyt bardzo się otworzyliśmy, żeby mecz zakończyć w podstawowym czasie gry. Pytania się mnożą, bo każdy wierzył w zwycięstwo. Ci na stadionie i ci przed telewizorami. Wczorajszą rozgrywkę w TVP oglądało ponad 7 milionów osób. A dobra gra przegrała z decyzjami sędziego. Nie brakuje opinii ekspertów, że zostaliśmy kilkukrotnie skrzywdzeni w tym meczu i że nie powinno być gola na 2:1 dla Szwedów, że nam przysługiwał rzut karny i my powinniśmy mieć tą jedenastkę. Ale tego nie było i po raz pierwszy przegraliśmy baraże. Nie ma co płakać, wiemy, jakie mamy umiejętności, do czego możemy dążyć i głowa do góry, idziemy do przodu. Tegoroczne mistrzostwa będą wyjątkowe. Po raz pierwszy jest 3 gospodarzy, 48 drużyn i 104 mecze. Rozdanie tylko 3 dodatkowych miejsc dla Europy sprawi, że ten turniej będzie bardzo egzotyczny pod względem drużyn, o których nie mamy bladego pojęcia. Myślę, że na palcach dwóch rąk można policzyć osoby w Polsce, które coś wiedzą o zespole. Np. zespół Curacao. Wielkim nieobecnym są Włochy, które przegrały wczoraj w karnych z Bośnią i Hercegowiną. Trzeci raz z rzędu nie zagrają na mundialu. A Polacy po raz pierwszy od 12 lat. I choć turniej dla białoczerwonych się skończył, kibice liczą, że to początek nowej kadry. Dwa gorące nazwiska. Jeden, którego zna cały świat, bo jego kariera trwa od lat. Ale coraz częściej mówi się o jej zwieńczeniu. Robert Lewandowski. Wiadomo, że nasz najlepszy piłkarz nie poprowadzi reprezentacji podczas najbliższego mundialu. Ale jest też on. Oskar Pietuszewski. O wielkiej przyszłości mówią koledzy z kadry, a jego gra wyostrza apetyty kibiców i nie tylko. Robert Lewandowski, rocznik 1988, i Oskar Pietuszewski, urodzony 20 lat później, w roku, w którym Lewandowski zagrał pierwszy mecz w barwach biało-czerwonych. Zmiana pokoleniowa w polskiej kadrze dzieje się na naszych oczach. Czy kapitan polskiej drużyny żegna się z reprezentacją? Sam Lewandowski w rozmowie z TVP SPORT sprostował, że jeszcze do widzenia nie mówi: To żadna deklaracja, wrócę do klubu, mam trochę w sezonie do rozegrania meczów, więc pewnie te moje gdzieś z tyłu głowy znaki zapytania, będę musiał sobie sam na nie odpowiedzieć. "Lewy" w polskiej kadrze jest rekordzistą. Zagrał w 165 meczach i strzelił 89 bramek. 100 razy wychodził na boisko z opaską kapitana drużyny. Wiele będzie zależało od jego przyszłości w Barcelonie, co wczoraj sam także sugerował, jeżeli tam będzie w stanie się dogadać, przedłużyć umowę, to myślę, że znajdzie w sobie tyle motywacji, jakiś taki dodatkowy bodziec, by pograć jeszcze w reprezentacji. Pietuszewski zagrał w dwóch meczach kardy, ale w reprezentacjach młodzieżowych ma na koncie 24 spotkania i 9 goli dla biało-czerwonych. Jeden z jego pierwszych trenerów pamięta go doskonale. Taki był nieustępliwy, nie poddawał się na pewno w dążeniu do celu i miałem wrażenie, że dopóki mu nie wyszło to, co sobie zaplanował i założył, to się nie poddawał. Reprezentacja Polski U-21 daje nadzieję, że w polskiej piłce fala wznosząca jest na horyzoncie. Drużyna pod wodzą trenera Jerzego Brzęczka w 8 meczach eliminacji mistrzostw Europy zaliczyła 8 zwycięstw. W tabeli Grupy E jesteśmy na pierwszym miejscu i mamy duże szanse na awans, bo do zagrania zostały tylko dwa mecze. Ale zdaniem Tomasza Smokowskiego w drużynie narodowej nie ma miejsca na pośpiech. Ich trzeba wprowadzać, jak to się ładnie mówi, sukcesywnie, powoli, stopniowo, może najpierw z ławki, a może jednego do składu, a może Pietuszewski już zacznie grać w pierwszym składzie. Po meczu Polska-Albania, czyli swoim debiucie w reprezentacji, Pietuszewski mówił tak: Przede wszystkim bardzo się cieszę, że ten debiut nastał dzisiaj, spełniam po raz kolejny swoje marzenia. Kibice mają nadzieję, że wkrótce będzie spełniać też ich marzenia. A tacy kibice to marzenie każdego piłkarza. Wtargnął na teren firmy i oddał strzał w kierunku pracownika. Mrożące krew w żyłach sceny rozegrały się na terenie łódzkiej fabryki. W zakładzie przeprowadzono ewakuację 400 pracowników. 42-latka, który zabarykadował się w budynku, ujęto po wielogodzinnych negocjacjach. To szczęśliwy finał trwającej niemal 10 godzin akcji służb. Po obławie i długich negocjacjach zatrzymano mężczyznę, który dziś rano wtargnął do tego zakładu produkcyjnego w Łodzi z bronią i otworzył ogień, a następnie zabarykadował się w jednym z pomieszczeń. Negocjacje doprowadziły do tego, że mężczyzna zbliżył się do policjantów i wtedy kontrterroryści przejęli mężczyznę. Wszystko zaczęło się dziś rano na ulicy Nowy Józefów w Łodzi. 42-latek, były pracownik tej fabryki, wtargnął na teren zakładu tuż po godzinie 7:00, oddał strzały w kierunku jednego z pracowników, po czym uciekł. Z miejsca zdarzenia ewakuowano 400 osób. Napastnik do strzeżonego zakładu miał dostać się przez ogrodzenie, co zauważył pracownik ochrony. Nie wiadomo jeszcze, dlaczego mimo to mężczyźnie z bronią udało się dotrzeć do jednego z biur, gdzie zaatakował pracownika firmy. Z wstępnych przesłuchań pokrzywdzonego te strzały miały być oddane w jego kierunku, jednakże w momencie, kiedy uciekał z pomieszczenia, w którym te strzały były oddane, dokładnie tego nie widział. Na szczęście nikomu nic się nie stało. Wówczas napastnik zabarykadował się, a na miejscu pojawili się antyterroryści oraz policyjni negocjatorzy. Przez cały dzień teren wokół zakładów był pilnie strzeżony. Mężczyznę zatrzymano po godzinie 17:00 i przewieziono na komisariat. Zostanie zasięgnięta opinia dwóch biegłych psychiatrów, być może zostanie uzupełniona o opinię biegłego psychologa, nie wykluczamy, że cała sprawa otrze się o obserwację sądowo-psychiatryczną. Mężczyzna nie był wcześniej karany i nie miał pozwolenia na broń. Na ten moment nie są znane motywy jego działania. Jutro w prokuraturze ma usłyszeć zarzut usiłowania zabójstwa. To była prawdziwa gorąca linia. Węgierski minister spraw zagranicznych Peter Szijjarto miał w rozmowie telefonicznej ze swoim rosyjskim odpowiednikiem Siergiejem Ławrowem dostarczać strategicznych informacji dotyczących Unii Europejskiej, a także zbiegać o usunięcie z list sankcyjnych Unii rosyjskiego oligarchy. Rozmowa polityków została nagrana półtora roku temu. Chwilę po tym, gdy szef węgierskiej dyplomacji wrócił do Budapesztu z Moskwy, którą w ostatnich latach odwiedził aż 16 razy. Słuchaj, dzwonię na prośbę Aliszera, prosił mnie, żebym ci przypomniał, że zajmowałeś się sprawą jego siostry. Pani Ismaiłowej? Tak, oczywiście. Chodziło wykreślenie z unijnej listy sankcyjnej siostry rosyjskiego oligarchy Aliszera Usmanowa. I tak się też stało. W rozmowie szokuje uległy ton węgierskiego dyplomaty - mówią analitycy od lat opisujący system stworzony przez Viktora Orbana. To zaskoczenie, jak bezpośrednio Siergiej Ławrow prosi lub nakazuje ministrowi, by wyświadczył mu przysługę. Ta sprawa pokazuje, jak aktywnie Węgrzy szukają u Rosjan uzasadnienia dla swoich działań w Unii Europejskiej. Szijjarto problemu jednak nie widzi. Dziś dokonali nowego, wielkiego odkrycia: udowodnili, że publicznie mówię to samo, co przez telefon. Ale o rozmowie polityków przychylne władzy w Budapeszcie media mówią niechętnie. To jeden z większych węgierskich dzienników Magyar Nemzet kojarzony z Viktorem Orbanem. Na okładce widzimy obszerną relacje z wiecu wyborczego Orbana, natomiast, mimo blokady informacyjnej w rządowych mediach, informacja o gorącej linii pomiędzy Sijarto a Ławrowem dotarła do zwykłych Węgrów. Myślę, że nie jest to w interesie Węgier. Rosja to agresor. Jesteśmy przeciwni tej polityce, jest fatalna, mam nadzieje, że to się zmieni za dwa tygodnie. Na finiszu kampanii w całym kraju coraz częściej spotkać można też takie rządowe plakaty powielające narracje Kremla. Nadchodzi pierwsza od ponad 50 lat taka wyprawa w kosmos. Astronauci załogowej misji NASA wyruszą dziś w nocy z misją na orbitę Księżyca. Artemis II znajdzie się po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat w przestrzeni okołoksiężycowej. Start pierwotnie planowano na luty, potem na marzec. Czy tym razem się uda? W Centrum Kosmicznym Kennedy'ego na Przylądku Canaveral wszystko gotowe do startu. NASA zapewnia, że pokonała problemy techniczne, pogoda też sprzyja, więc wszystko wskazuje na to, że Amerykanie po 53 latach wracają na Księżyc. Victor, Christina, Jeremy, lecimy na Księżyc. Troje Amerykanów: dowódca Reid Wiseman, pilot Victor Glover, specjalistka Christina Koch i Kanadyjczyk Jeremy Hansem w roli drugiego specjalisty misji spędzą 10 dni w kapsule Orion o wielkości minivana. Kapsuła kosztowała ponad 20 miliardów dolarów. Budżet całego projektu Artemis wynosi ponad 90 miliardów dolarów. Ostatnie 2,5 roku to była niesamowita podróż i naprawdę widzimy już światło na końcu tunelu. Światło po starcie najsilniejszej w historii NASA rakiety chce na żywo zobaczyć 400 000 ludzi, którzy zjechali na Przylądek Canaveral z całego świata. Powrót na Księżyc jest naprawdę cool! Misję Artemis II poprzedziła Artemis I - misja bezzałogowa. Było to 4 lata temu. Tym razem jest to już test lotu z ludźmi na orbitę Księżyca i z powrotem. Zamierzamy wykonać zdjęcia i przyjrzeć się jego drugiej stronie. Wyślemy naszych astronautów dalej od Ziemi niż kiedykolwiek wcześniej dotarł człowiek, co pozwoli nam pobić rekord ustanowiony przez misje Apollo. Jednak tym razem załoga nie wysiądzie jeszcze na stacji Księżyc. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, to będzie to możliwe dopiero w czasie misji Artemis IV na początku 2028 roku. To punkt wyjścia do Marsa, gdzie mamy największe szanse na znalezienie dowodów na istnienie życia w przeszłości. Zatem wyniki tej misji mogą okazać się kluczowe w zrozumieniu wszechświata, którego jesteśmy częścią. Dla większości ludzi żyjących na wsi, ta sprawa jest oczywista. Czasami zapach, zwłaszcza dla mieszczuchów, jest delikatnie mówiąc niekomfortowy. Nie da się ukryć, że obornik pięknie nie pachnie. I to może być, i jest, przyczyną konfliktów, a do tego dochodzą hałas czy praca maszyn w nocy. W tej sprawie będzie ingerować rząd. Bo "funkcje produkcyjne" wsi mają być chronione. Taka muzyka z kurnika bywa pierwszym krokiem do darcia kotów. Podrażnione nozdrza też mogą rozjuszyć, zwłaszcza gdy jest to dla kogoś nowość. Ona była rozczarowana tym, że wyprowadziła się na wieś, a ktoś po drugiej stronie ulicy rozrzucał obornik. W tym przypadku skończyło się na słownej przepychance doświadczonego rolnika z nową sąsiadką. Coraz łatwiej przychodzi nam zamienić miejską dżunglę na taki krajobraz. Problem pojawia się, gdy trzeba przyjąć to, co oferuje wieś, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Dziś co piąty mieszkaniec wsi nie ma pochodzenia wiejskiego. Budując swoje życie blisko natury, muszą często burzyć swoje wyobrażenia. Wieś się kojarzy ze zwierzętami, z kogucikiem, z zapachami, z jajkami. We wsi niedaleko Łodzi sąsiedzi skarżyli się na nieprzyjemny zapach z chlewni. Sąd zdecydował, że hodowca świń musi im zapłacić sto tysięcy złotych odszkodowania. Ministerstwo Rolnictwa chce ograniczyć takie sytuacje. Dlatego każdy, kto planuje kupić ziemie na wsi, będzie musiał złożyć oświadczenie, że wie, co robi. Żeby osoby, które chcą się przeprowadzić z miasta, miały świadomość taką, gdzie się wprowadzają. Że mogą być hałasy podczas prac polowych, że mogą być zapachy. Ten rolnik nie może młócić, bo mu przeszkadza? Jolanta Stasiak na wsi mieszka od urodzenia. Chwali pomysł, by działalność rolnicza nie była traktowana jako nadmierne oddziaływanie na sąsiadów. Trochę ten rolnik będzie chroniony, bo teraz każdy, kto chce, to idzie i skarżą. Zdaniem prawników nowe przepisy mogą jednak ograniczać prawa właściciela nieruchomości. Jeżeli ktoś z dziada pradziada prowadził takie gospodarstwo rolne, to powstaje konflikt, który wydaje się trudny do rozstrzygnięcia. Ustawa ma spowodować, że na wsi sprawy nie będą stawiane na ostrzu noża, a procesy sądowe zastąpią mediacje. Rząd ma zająć się ustawą po wakacjach. W "19.30" to wszystko, już za chwilę Pytanie Dnia. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf będzie dr hab. Krystian Markiewicz, jeden z sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego. Dziękuję, do zobaczenia.