Nocna zmiana. Neon Zondacrypto zniknął z siedziby PKOl. Medaliści olimpijscy wciąż czekają na wypłatę. Polska świętuje 22 lata w Unii Europejskiej. Rządzący mówią o mocnej drużynie, opozycja o IV Rzeszy. Majówka pod kontrolą. Jak zadbać o bezpieczeństwo nad wodą? Monika Sawka, dobry wieczór. Na budynku Polskiego Komitetu Olimpijskiego nie ma już neonu kontrowersyjnego sponsora. Na kontach trzech medalistów zimowych igrzysk olimpijskich nie ma też pieniędzy. Nagrody w wysokości 950 tysięcy złotych miała wypłacić im firma Zondacrypto. Nie stać nas na przekazanie tych premii - mówi rzeczniczka komitetu. Nie odpuścimy tego - odpowiadają rodzice sportowców. Liczba pokrzywdzonych przez giełdę kryptowalut cały czas rośnie. Centrum Olimpijskie znowu będzie wyłącznie imienia Jana Pawła II. Z budynku Polskiego Komitetu Olimpijskiego zniknął neon giełdy kryptowalut Zondacrypto. Neon zniknął i dobrze, ale to nie zamyka sprawy. To jest wstyd. Rozumiem, że zdjęcie tego neonu jest pierwszym krokiem, żeby się Zondy pozbyć w ogóle. Zniknięcie neonu oznacza, że sponsor generalny PKOl nie wywiązał się z umowy, czyli nie wypłacił środków do końca kwietnia. Umowa zostanie zerwana, wtedy bezkosztowo. Mówił kilka dni temu Radosław Piesiewicz, ale nie ukrywał też, że liczył na rozwiązanie sytuacji. Trzymam kciuki. Czy umowa została zerwana, tego PKOl nie podaje. Wiadomo jednak, że medaliści zimowych igrzysk nie otrzymali blisko miliona złotych nagród obiecanych przez kryptogiełdę. Podobnie jak ich trenerzy, którzy mieli dostać po 75 tysięcy. Potwierdziła to w rozmowie z PAP rzeczniczka PKOL-u, która jasno przyznaje, że Komitet nie ma pieniędzy na wypłatę tych premii. Nie wiadomo, czy obiecane środki trafią do sportowców. To jest pytanie do pana prezesa, który obiecał te pieniądze. Pan Piesiewicz przez swoje działania kompromituje PKOl. Rozmawialiśmy z prawnikami - informuje matka trzykrotnego medalisty Kacpra Tomasiaka. Planujemy wysłać pismo i dowiedzieć się, co zamierzają zrobić z tym działacze. Nie odpuścimy tego. Mam nadzieję, że znajdą się środki na to, żeby wypłacić nagrody sportowcom. Część członków prezydium zarządu PKOl i kilkudziesięciu prezesów związków zaapelowało do Radosława Piesiewicza o dymisję. Mogę powiedzieć, co ja bym zrobił, pewnie podałbym się do dymisji, jeśli projekt się nie udał. A tu nie ma żadnych wątpliwości, że projekt Zondacrypto się nie udał, z całą pewnością ponosimy skutki wizerunkowe. Radosław Piesiewicz podczas ostatniej konferencji prasowej nie odpowiedział na pytanie, czy zrezygnuje ze stanowiska. Nie ma w sobie dość honoru, trzeźwej oceny sytuacji, by ustąpić i nie szkodzić wizerunkowi PKOl, on ma swoje interesy do zrealizowania. Odpowiedzialnych w PKOl za aferę Zondacrypto na razie brak. Politycznie miał ją ponieść ten były już poseł PiS. Janusz Kowalski zrezygnował z członkostwa w partii. Według Wirtualnej Polski to efekt powiązań z prezesem Zondycrypto. Poseł miał bywać w miejscach związanych z Przemysławem Kralem, a w trakcie spotkań miały być włączane zagłuszarki. Takich bredni jeszcze w życiu nigdy nie przeczytałem i oczywiście po majówce skieruję sprawę do sądu. Rządzący w niewinność posła nie wierzą. I przypominają rosyjski ślad, a także fakt, że od Zondycrypto kilkaset tysięcy złotych dostały fundacje Zbigniewa Ziobry i Przemysława Wiplera. To jakoś się układa w jedna całość - my wam dajemy pieniądze, a wy pilnujecie naszych interesów, żeby ten rynek był nieuregulowany. Prezes Zondycrypto tak straszył w lipcu ubiegłego roku planowanymi przepisami. Jest w zasadzie projektem, który całkowicie zabije rynek kryptowalut w Polsce. Przeciwko ustawie był PiS i Konfederacja. A dwukrotnie zawetował ją prezydent. Była zgoda Kaczyńskiego i jego obozu, aby ten pan i ta cała giełda po prostu okradała Polaków. To jest temat na komisję sejmową potencjalnie. Prezydent miał przedstawić swój projekt ustawy regulującej rynek kryptowalut. Wciąż tego nie zrobił. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze 22 lata Polski w UE, a później: Cicha epidemia. Lawinowy wzrost zakażeń wirusem HIV. Warto się badać. Zbyt późna diagnoza doprowadza do śmierci. Wykonanie testu pozwoli osobie zakażonej żyć normalnie, żyć długo. Nawet 10 tysięcy osób może nie wiedzieć o tym, że są zakażone. Wyczekiwana premiera - "Polska na TAK!" z własnym hymnem. Jest prześliczna. Ma taki pozytywny wpływ na nas. Wydaje mi się, że tak jednoczy Polaków. Ma on od razu trafiać do wszystkich Polaków. Od Bałtyku do Tatr. 22 lata Polski w UE to widoczne gołym okiem korzyści, dotacje, inwestycje i przemiany. Polska zyskała także na bezpieczeństwie. Choć nie wszystko wszystkim się podoba. Jeden z polityków PiS porównał ją do IV Rzeszy. A inny najchętniej by z niej wyszedł. Ale zdecydowana większość Polaków cały czas popiera naszą obecność we Wspólnocie. Te emocje warto przypomnieć. Dzisiaj marzenia stają się rzeczywistością. Stało się coś, w co jeszcze kilkanaście lat temu nikt by nie uwierzył. To było jak dodatkowy sylwester - sztuczne ognie, nocne śluby i oczekiwanie na pierwsze narodzone dziecko. Większe możliwości będzie miało startu. Górale przepiłowywali graniczne szlabany. W miastach trwała uliczna fiesta. Po raz pierwszy od wielu stuleci Polska jest naprawdę w Europie, ja nie mogę dalej mówić. Już wtedy wiedzieliśmy, że to dobra decyzja. Pisze premier. Ale wtedy pamięć o tym, jak wygląda życie poza Unią, była świeża. Dziś już nie, a to otwiera drzwi takim politykom. My chcemy wyprowadzić eurokomunę z Polski. To się nazywa polexit, ale to jest w zagranicznym języku, nie każdy rozumie, więc bardziej swojsko powiem: wy***ć z Polski. Na partię Grzegorza Brauna chce głosować blisko 8%. Ale nie tylko ona wznieca antyunijne nastroje. Robią z antyunijnej polityki paliwo polityczne. To zawsze jest niebezpieczne. O czym przekonali się Brytyjczycy. Ale to nie przeszkadza PiS w stawianiu takich tez. Niemcy chcą nam zabrać państwo, Francja też, Bruksela wręcz pali się do tego. Tą UE straszą i straszą nie w interesie obywateli, tylko w interesie swoich projektów politycznych. Takich jak ten projekt. Lewactwo brukselskie, europejskie. Który miał być sposobem na sondażową zapaść PiS. Wyobraźmy sobie państwo, w którym rządzi Kaczyński z Mentzenem, Kaczyński z Bosakiem czy Kaczyński z Braunem. To jest państwo, które będzie chciało wyjść z UE. To jest ogromne zagrożenie, wyobraźmy sobie, jeżeli mówimy o 500 miliardach w ramach nowego budżetu z UE dla Polski, wyobraźmy sobie Polskę bez tych pieniędzy. Gdzie byśmy byli? To policzył Polski Instytut Ekonomiczny. Dane mówią jasno: gdyby nie Unia, PKB Polski byłoby o 30% niższe, co oznacza, że teraz bylibyśmy na poziomie 2015 roku. Dlatego dziś w mediach społecznościowych rządzący przypominają. To Unia dała nam bogactwo. Rozejrzyjcie się dokoła. Polska naprawdę wypiękniała. Razem jesteśmy bezpieczniejsi, a nasza gospodarka rośnie szybciej. Nie zwalniamy tempa. PiS z okazji dzisiejszej rocznicy porównuje Unię do IV Rzeszy, a Janusz Kowalski, do wczoraj w PiS, mówi tak. W mojej ocenie dyskusja o polexicie będzie całkowicie naturalną dyskusją przez najbliższe dwa lata. Jeśli nie Unia, to co? Jeżeli nie Unia, to Łukaszenka i Putin. Nie ma innej drogi. Albo jesteśmy w Unii silnych gospodarek, albo idziemy pod but rosyjski. Prezydent rocznicy wejścia do Unii nie poświęcił nawet oddzielnego wpisu, wspomniał tylko o niej, pisząc o współpracy polsko-amerykańskiej. Wcześniej, podobnie jak Donald Trump, przekonywał, że Polsce w Unii w obecnym kształcie nie jest po drodze. To nie jest Unia naszych marzeń. To, co dzieje się w tej chwili z prezydentem Nawrockim, prezesem Kaczyńskim i całą resztą i konfederacjami po prawej stronie to jest jawny już kurs antyeuropejski. Nazwijmy rzecz po imieniu, ci, którzy mówią, że to jest wstęp do polexitu, do wyjścia Polski z UE, mają niestety coraz więcej racji. Według rządzących zdecydują Polacy, nie w referendum, lecz w przyszłorocznych wyborach. Ponad 277 miliardów euro - tyle pieniędzy przez 22 lata Polska dostała z UE. A to przekłada się na konkretne inwestycje: nowe drogi, mosty, obiekty sportowe. Pieniądze pozwoliły polskim przedsiębiorstwom rozwijać się w tempie niespotykanym nigdy wcześniej w naszej historii. W 2004 roku Polska stała się placem budowy. Liczne inwestycje, takie jak drogi i mosty. Kraj dynamicznie zaczął się zmieniać. Teraz odwiedziliśmy miejsca, które bez unijnych środków mogłyby nie powstać. Zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny. Największy obiekt hydrotechniczny w Polsce. Na co dzień nie jest on wypełniony wodą, uruchamia się dopiero w trakcie wezbrań. Może pomieścić nawet 200 mln metrów sześciennych wody. Dzięki temu obniża fale powodziową na Odrze. I to znacząco. Ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa regionu. To, jak potrzebna była ta inwestycja, pokazała powódź w 2024 roku. Jakby nie było zbiornika teraz przy tej powodzi, to oj oj. Byłoby źle. Na tych zdjęciach widzimy, jak zbiornik zatrzymał falę powodziową. To tu wszystko było zalane. Inwestycja kosztowała prawie dwa miliardy złotych. Z czego Unia dała ponad 1/3. W przeciągu kilkunastu dni trwania powodzi w 2024 roku spłacił się, bilansując koszty, jakie zostały poniesione na jego realizację, oraz potencjalne szkody, jakie mogła wyrządzić woda. Trzy dekady temu zbiornika nie było. Powódź tysiąclecia zalała Raciborz i Wrocław. Już bezpiecznie się raciborzanie czują. Pani też się czuje bezpieczniej? No oczywiście, tym bardziej, że mieszkam tam. Arena Mistrzów w Gniewinie na Pomorzu. Nazwa nieprzypadkowa, bo to tu podczas Euro 2012 trenowała zwycięska reprezentacja Hiszpanii, dziś z boiska korzystają mali piłkarze. Możemy się tylko cieszyć, że gramy na takiej murawie i na takich przygotowanych obiektach. Przebudowa całej infrastruktury kosztowała gminę 5,5 miliona złotych. Unia dała dwa. Byliśmy takimi prekursorami w budowie takiego obiektu sportowego. Stadion to nie jest norma na wsi. Ta inwestycja to dowód, że nawet w małych miejscowościach pojawiły się światowej klasy obiekty. Warunki w skali naszego województwa pomorskiego to Gniewino pod tym względem jest bezkonkurencyjne. Inwestycje ze środków europejskich to przede wszystkim drogi. I to nie tylko główne, a lokalne. Ta asfaltowa w gminie Odrzywół powstała na początku naszej przygody w europejskiej wspólnocie. Dzięki tej budowie poprawiła się jakość komunikacji - weszliśmy w XXI wiek. Bo przed wejściem Polski do Unii gmin nie było stać na takie drogi. W tym konkretnym przypadku gmina za przebudowę odcinka zapłaciła 140 tysięcy złotych, ponad czterysta dała Unia. Asfalt zastąpił żwir. Dlaczego tak lepiej? No bo by było dużo kurzu, a tak to jest fajnie. Środki unijne zmieniają także nieco większe miasta. To Rypin. 15-tysięczne miasto w Kujawsko-Pomorskiem. I Zespół Szkół im. Unii Europejskiej wraz z centrum sportowym. To jest bardzo ważne miejsce. Odbywa się tutaj wiele imprez kulturalnych, sportowych, mieszkańcy mogą korzystać z pięknej pływali. Do tego strefa spa, siłownia czy kręgielnia. Wszystko to kosztowało ponad 26 milionów złotych. Unijne dofinansowanie wyniosło 16. Obiekt naszych marzeń. Co potwierdzają mieszkańcy. Była fajna zabawa, kochanie? Takich inwestycji po 2004 roku w Polsce są tysiące. Łącznie Polska z UE otrzymała ponad 277 miliardów euro. Czym jest Unia Europejska dla osób, które urodziły się w dzień przystąpienia Polski do europejskiej wspólnoty? Wiele z nich wskazuje, że dla nich to większe perspektywy, rozwój czy też współpraca pomiędzy uniwersytetami. Unia dała im możliwości, których nie mieli w ich wieku ich rodzice. Ale młodzi Europejczycy dostrzegają też minusy - biurokrację i puste hasła o wspólnych wartościach. Paszporty, kolejki i kontrole graniczne. Dziś trudno sobie to wyobrazić. Tutaj nie do końca jesteśmy określeni przez te granice. Raczej ogranicza nas wyobraźnia w tym momencie. Zuzanna urodziła się w dniu wejścia Polski do Unii. Dziś jest sportowcem, a to wiąże się z częstymi wyjazdami. Strefa Schengen to dla niej ułatwienie. Jednak te procedury, przejścia przez granicę, są szybsze. Jednocześnie możemy wybierać, gdzie chcemy mieszkać. Dla mnie ta rzeczywistość jest normalnością i nie wyobrażam sobie, żeby mogło być inaczej. Normalnością są też wyjazdy na najlepsze uniwersytety w Europie. Z takiej szansy skorzystał Łukasz, który kończył studia z zarządzania drużynami piłkarskimi w Southampton i Madrycie, kiedy w Polsce jeszcze nie śniło się o takich kierunkach. Efekt: wprowadził dwa kluby do ekstraklasy. Ta wiedza zdobyta za granicą predestynowała mnie do tego, że dostałem szanse pracy w wielu wielkich polskich klubach czy zagranicznych. Szacuje się, że od wejścia Polski do Unii, od 400 do niemal 700 tysięcy studentów, miało okazję uczyć się za granicą. Impulsem jest program Erasmus. Zosia i Ewelina skończyły właśnie semestr w Zagrzebiu. Jest to niesamowite doświadczenie, które bardzo dużo uczy. Nie jest to łatwe, bo trzeba wykazać się dużą odwagą, żeby wyjechać do innego kraju. Nie znając nikogo, kto ci tam pomoże. Tych ludzi poznaje się z czasem. Program pomaga nie tylko w nauce, ale w odkryciu samych siebie i poznaniu z bliska, czym jest wspólnota europejska i kim chcemy w niej być. Fantastyczne było to, że mogliśmy zobaczyć różne kultury i jak wygląda życie w innych krajach, nie tylko na przykład z internetu, tylko jak wygląda w rzeczywistości. Przyjaźnie z Erasmusa potrafią połączyć na całe życie. Wiedzą o tym Ania i Francesco, którzy poznali się 13 lat temu w Cordobie. Dziś mieszkają razem w Turynie i wychowują małego Eneę, który czerpie z tradycji obojga rodziców. Czy będzie czuł się Włochem czy będzie się czuł Polakiem, my dajemy mu środki i narzędzia, by czuł się Europejczykiem. My damy mu skrzydła, a on będzie latać. Bo w parach międzynarodowych najpiękniejsze jest to, że każde z nich jest kulturowym ambasadorem w swojej rodzinie. Nauczyłem się, żeby ściągać buty, wchodząc do domu. To jest moja nowa religia. We Włoszech nie robi się tego często, ale zacząłem to bardzo doceniać. Nauczyłam się cierpliwości w urzędach na poczcie, bo biurokracja we Włoszech jest dużo bardziej rozwinięta. Bo w Unii właśnie o to chodzi, by przekraczać granice i otwierać się na nowe. Rocznica przystąpienia Polski do Unii przypada w momencie, gdy wspólnota mierzy się z nowymi wyzwaniami, w tym z kontrowersyjną umową z krajami Mercosur, która tymczasowo od dziś zaczyna obowiązywać. Decyzję podjęła Komisja Europejska, mimo sprzeciwu. Polski rząd porozumienie zaskarżył do unijnego Trybunału Sprawiedliwości. Największe obawy dotyczą wpływu umowy na polski sektor drobiu i wołowiny. W gospodarstwie 1 maja to dzień jak każdy inny. Jednak Tomasz Rasiński z niepokojem patrzy w przyszłość. Powód: umowa z Mercosur. Mamy duże obawy o swoją opłacalność, o swoją rentowność gospodarstw. To jest potężne zagrożenie. Rolnicy boją się, że polskie mięso zostanie wyparte z rynku europejskiego przez mięso z Ameryki Południowej. Bo z powodu niższego cła będzie tańsze. Obniżka cen o 1/3, to już naprawdę nie będziemy zarabiali. Widzimy te różne obawy dotyczące obowiązywania umowy pomiędzy UE a krajami Mercosur. Politycy PiS w internetowej ofensywie obwiniają rząd za wejście umowy w życie i deklarują, że sami są jej przeciwni. Ale to 7 lat temu, za rządów PiS, osiągnięto porozumienie polityczne w tej sprawie. Premierem był Mateusz Morawiecki. Wtedy politycy PiS mówili tak: Polska jest tutaj zwolennikiem zawarcia umowy o wolnym handlu między UE a wspólnym rynkiem południa, czyli Mercosur. Polska zdecydowanie popiera rozwój wielostronnych umów handlowych, do których na pewno należy umowa z Mercosurem. Umowę podpisano na początku tego roku w Paragwaju. Ten rząd nie zrobił nic, aby to zablokować. Mówi Przemysław Czarnek. Rządzący odpowiadają: byliśmy o krok od zbudowania mniejszości blokującej Mercosur. Zabrakło jednego kraju. Włochy z jakiegoś powodu, na przestrzeni jednego miesiąca, zmieniły zdanie. Choć wejście do gry w tej sprawie zapowiadał Karol Nawrocki. Przekonywał o swoich dobrych relacjach z premier Włoch. Celu nie osiągnął. Nie było konkretów i konkretnej deklaracji. Jeszcze przed podpisaniem umowy udało się wywalczyć mechanizm zabezpieczający europejskich producentów przed zbyt dużym napływem taniego mięsa. Jeśli ceny żywności poprzez ten import z krajów Mercosur spadną o 5%, to wtedy wrócą stare cła na te produkty. Na razie umowa z Mercosur obowiązuje tymczasowo, bo jej przeciwnicy, wśród nich Polska, nie składają broni. Już jest złożona skarga ze strony Parlamentu Europejskiego do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i będzie kolejna ze strony polskiego rządu. Pozycja rolnictwa w polskiej gospodarce jest istotna, więc rozmawiałem i uprzedziłem Komisję, że będziemy szli do Trybunału z Mercosurem jako rząd. Na pozytywne rozpatrzenie skargi liczą polscy rolnicy. Będzie to troszeczkę trwało, ale myślę, że tutaj będzie to rozwiązane w sposób przyjazny dla rolnictwa europejskiego. Polska jest drugim największym eksporterem mięsa wołowego w Unii Europejskiej. Tragedia podczas skoków spadochronowych w Lesznie w Wielkopolsce. Podczas lądowania jeden z nich, 39-latek, spadł z wysokości około 4000 metrów. Wezwano Lotnicze Pogotowie Ratunkowe. Samolot Cessna wykonywał komercyjny lot z 6 skoczkami. To był jego pierwszy skok ze spadochronem w tym sezonie. Do ogromnej tragedii doszło na terenie lotniska w Lesznie w województwie wielkopolskim. 39-letni mieszkaniec powiatu wrocławskiego skakał ze spadochronem z wysokości 4000 metrów. Jak mówią świadkowie, najprawdopodobniej za późno wykonał manewr skrętu, przez co z dużą prędkością uderzył w ziemię. Kątem oka widziałem zakręt, taki o mniej więcej, taką małą spiralę, no i przeciągnięcie tego spadochronu. Nie znam się na spadochroniarstwie, spadł po prostu pionowo w dół na twarz. Mężczyźnie od razu pomocy udzielili policjanci i strażacy, którzy byli na miejscu, gdyż na terenie lotniska odbywał się piknik majówkowy i rozpoczęcie sezonu. Po 20 minutach na miejscu wylądował śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mimo reanimacji życia mężczyzny nie udało się uratować. Wszystkie loty na terenie lotniska zostały dziś odwołane. Sprawę będzie wyjaśniała policja pod nadzorem prokuratury, a także Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. "Myślałem, że mnie to nie dotyczy" - to zdanie, które specjaliści najczęściej słyszą od osób zakażonych wirusem HIV. Z danych GIS wynika, że ich liczba rośnie w zastraszającym tempie. Eksperci ostrzegają: wirus HIV jest jak ruletka, każda aktywna seksualnie osoba mogła się nim zakazić. I przypominają, że testy w kierunku zakażenia są proste i szybkie. Można je też wykonać dyskretnie, we własnym domu. Jestem zakażona od urodzenia, ponad 33 lata. Magda Glewicz o tym, że ma HIV, dowiedziała się jako 12-latka. Zakaziła się od swojej matki. Warto się badać, żeby żyć, bo im wcześniejsza diagnoza, tym szybciej wróci się do dawnego życia. Z HIV żyje w Polsce ponad 35 tysięcy osób. Najnowsze dane wskazują, że liczba zakażeń rośnie. Tylko do połowy kwietnia wykryto ponad 700 nowych przypadków. Wzrosty są trzykrotne rocznie w całej Polsce, w dużych aglomeracjach miejskich szczególnie jest to dotkliwe. Klinicyści alarmują, że w oddziałach zakaźnych pojawia się wiele nowych osób z zaawansowaną postacią HIV i to jest bardzo niepokojące. Pokutuje niska świadomość społeczna. Co trzeci zakażony wirusem HIV w Polsce o tym nie wie, bo nigdy nie wykonał badań. Test może zlecić lekarz POZ, można je też wykonać w jednym z 28 punktów konsultacyjno-diagnostycznych, jak ten przy Chmielnej w Warszawie. Można tutaj przyjść zupełnie swobodnie, bez zapisu, bez skierowania, bez numeru dowodu. W ciągu 15-20 minut możemy otrzymać wynik. Jeżeli będzie pozytywny, trzeba rozpocząć leczenie, bo w walce z HIV liczy się czas. Wirus może się rozwijać bezobjawowo nawet przez 10 lat i w tym czasie siać spustoszenie w organizmie. Gdzie są tak głębokie zaburzenia odporności, że przyplątują się różne infekcje płuc, przewodu pokarmowego, mózgu, które są bardzo ciężko leczalne, a ciężko nieuleczalne. Nowoczesne leki blokują namnażanie się wirusa. To zapobiega rozwojowi AIDS, ale też powoduje, że osoba żyjąca z HIV przy regularnym stosowaniu terapii przestaje być zakaźna dla innych. Praktycznie całe moje leczenie ogranicza się do jednej tabletki dziennie. Tomasz Siara od 27 lat żyje z wirusem. Dziś wspiera innych, którzy tak jak on muszą się zmierzyć z trudną diagnozą i przekonuje, że wykonanie badań to wyraz naszej odpowiedzialności - również za swoich bliskich. Rozpoczęcie leczenia, czyli tak jak u mnie, powoduje, że tych objawów, tak długo jak będę się leczył, to tych objawów nie będę miał i w żaden sposób ten wirus nie wpływa na moje zdrowie. Rząd zapowiada zmiany w finansowaniu terapii antyretrowirusowej. Projekt zakłada, że NFZ będzie finansował także leczenie osób nieubezpieczonych żyjących z HIV. Będą one miały dostęp do wizyt lekarskich, badań diagnostycznych i leków bez dodatkowych opłat. Na jeziorach i zalewach zaroiło się od jachtów, motorówek, kajaków i promów. Słoneczna pogoda sprzyja aktywnościom na wodzie. Tym, którzy w majówkę decydują się na taki wypoczynek, policjanci przypominają o rozwadze. Statystyki są przerażające. Każdego sezonu toną dziesiątki Polaków. I nie dlatego, że nie umieją pływać, tylko dlatego, że myślą, że wiedzą lepiej. W Giżycku długo czekano na ten moment. Właśnie tutaj, w samym sercu Krainy Wielkich Jezior, z wielką pompą zainaugurowano sezon żeglarski. Jest pięknie, jest dużo ludzi, jest wesoło. I jeszcze pogoda dopisała! Na co tu narzekać? Zielone światło dla wodniaków to także początek wzmożonej pracy służb dbających o nasze bezpieczeństwo. Dla tych ochotników Mazurskiego Pogotowia Ratunkowego to będzie pierwszy sezon w trudnej i odpowiedzialnej służbie. Aby ratować ludzkie życie. Ratownicy i policja wodna są przygotowani do działania, ale w pierwszej kolejności sami powinniśmy pamiętać o sile żywiołu, jakim jest woda. Jak to na Mazurach czasami bywa, jest silny wiatr, szkwał, spłyńmy gdzieś, gdzie jest bezpiecznie, przy pomoście, przy brzegu. Na wodzie nie ma mocnych, nie ma kozaków. Tu trzeba rozwagi i umiejętności. I te zasady obowiązują wszędzie, także tutaj, na "Bieszczadzkim Morzu", czyli Jeziorze Solińskim. Solina ma tę magię. Z powodu zmiennego wiatru to jeden z najtrudniejszych w Polsce akwenów żeglarskich. Tu trzeba być szczególnie wyczulonym na kapryśną aurę. Najważniejsze jest, żeby mieć na pokładzie kamizelki asekuracyjne, w razie załamania, zmiany pogody zakładamy je i w razie wypadku utrzymują nas na wodzie. Na łódce nie powinno się pić alkoholu, w szczególności kapitan musi tutaj uważać i pilnować załogi, choć niestety wciąż zdarzają się takie sytuacje. Dlatego policja regularnie kontroluje wypoczywających nad wodą, tak jak np. tutaj w Turawie na Opolszczyźnie. Pływanie kajakiem lub rowerem wodnym pod wpływem alkoholu to nie tylko nieodpowiedzialność, ale także wykroczenie. Korzystający z szybszych jednostek na podwójnym gazie muszą liczyć się z poważniejszymi konsekwencjami. Jeżeli osoba prowadząca łódź motorową znajduje się pod wpływem alkoholu, wtedy mamy do czynienia z przestępstwem, jest taka osoba traktowana jak kierowca samochodu, bo mamy silnik spalinowy. Zdrowy rozsądek i poczucie odpowiedzialności. To niewiele, a czasem wystarczy, żeby nadchodzący sezon przyniósł nam tylko miłe wspomnienia. To wyjątkowe muzyczne podsumowanie "Polski na tak", wspólnej akcji TVP i Polskiego Radia. Michał Miotke, wokalista, gitarzysta i kompozytor, stworzył utwór, który ma łączyć pokolenia i promować nowoczesny patriotyzm. W realizację nagrania zaangażowało się kilkadziesiąt osób, zarówno profesjonalnych muzyków, jak i młodych pasjonatów. Kulisom powstawania hymnu przyglądała się Sandra Meunier. "Polska na TAK" połączyła regiony i pokolenia. Akcja TVP od miesięcy pokazuje to, co w naszym kraju najpiękniejsze: ludzi, emocje i wspólnotę. Teraz ducha nowoczesnego patriotyzmu muzycznie uchwycił Michał Miotke. Ma on od razu trafiać do wszystkich Polaków, niezależnie w której części Polski mieszkają. Od Bałtyku do Tatr. Te wszystkie założenia, które prezentuje akcja "Polska na TAK", są mi bliskie. Od Bałtyku do Tatr. I taki jest nasz przekaz, jak przekaz całej akcji "Polska na TAK", że pod tym hasłem jest miejsce dla każdego. Bo to projekt, który łączy. Dlatego do realizacji utworu zaproszono doświadczonych muzyków oraz młodzież i utalentowanych pasjonatów, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę ze sceną. Najciekawsze było spotkanie z dziećmi, które wchodzą na scenę, na co dzień nie koncertują w tego rodzaju salach. Ja się cieszę. Mały stresik jest. Tak jak u każdego profesjonalisty. Młodzi artyści na nagranie teledysku przyjechali doskonale przygotowani. Sala jest bardzo duża i to takie pierwsze doświadczenie w życiu i wszyscy są podekscytowani bardzo. No cieszymy się bardzo. Ta piosenka jest prześliczna. Ma taki pozytywny wpływ na nas. Wydaje mi się, że tak jednoczy Polaków wszystkich. Taki jest cel hymnu. A akcja będzie kontynuowana. TVP co miesiąc odwiedza miasta, szkoły czy seniorów. Odsłania murale i zaprasza do celebracji wspólnoty. Wkrótce w "Polskę na TAK" włączone zostaną również osoby z niepełnosprawnościami. Ja najbardziej kocham Polskę za piękne krajobrazy i piękne miejscowości. Zwierzęta, kwiatki, miłość. Jest bardzo dużo fajnych atrakcji i można dużo zwiedzać. Dokładnie tak. W wakacje "Polska na TAK" będzie podążać trasą Lata z Radiem i Telewizją Polską. Jesteśmy jedną wielką rodziną. "Polska na TAK" nie tylko pokazuje, jacy jesteśmy.