Maja do boju! Chwalińska w ćwierćfinale French Open. Sukces in vitro. 15 tys. dzieci to efekt rządowego wsparcia dla programu. Na ratunek. Rządowy samolot poleciał do Chin po chorą 24-latkę. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. "Turniej jej życia", "zrobiła to", "rywalkom będzie się śniła po nocach" - to wszystko prawda i to komentarze po zwycięskiej walce Mai Chawalińskiej o ćwierćfinał French Open. Polska tenisistka mecz po meczu odprawiała do domu tenisowe gwiazdy i właśnie wyeliminowała kolejną. Chwalińska na kortach Rolanda Garrosa pisze kolejny rozdział historii polskiego kobiecego tenisa, który akurat w Paryżu ma się świetnie. Piękny paryski sen trwa. I Maja Chwalińska nie planuje się z niego budzić, meldując się w ćwierćfinale French Open. Czuję czystą radość. Gdy zaczynałam turniej, nie przypuszczałam, że zajdę tak daleko. Jestem bardzo, bardzo wdzięczna, że tu jestem. Zwycięstwo nad Francuzką Diane Parry jest jej 7. triumfem na paryskich kortach i tym samym jest ostatnią Polką w grze. Komentatorzy na kortach Rolanda Garrosa z podziwem nazywają Chwalińską największą niespodzianką turnieju. Od pierwszej rundy kwalifikacji w 7. meczach straciła przecież tylko 1 seta i jak burza dotarła do ćwierćfinału. Jej urozmaicona gra - jak słyszymy - niepokoi już każdą kolejną rywalkę. A ta gra jest efektem jej ciężkiej pracy. Maja w swojej karierze mierzyła się z różnymi przeciwnikami na korcie i poza nim. Walczyła z kontuzjami, hejtem i depresją. Jest niezwykłym pracusiem, to jest niesamowite ile czasu ona poświęca, jak bardzo jest skrupulatna we wszystkim co robi, a do tego jest bardzo skromną, przesympatyczną dziewczyną. Maja pochodzi z Dąbrowy Górniczej, ale na co dzień trenuje w Bielsku Białej. Bacznie obserwują ją młodzi zawodnicy, dla których jest inspiracją do tenisowej kariery. Bardzo dobrze grała, bardzo daleko też zaszła, no i dobrze gra. Czy też uda mi się zagrać na Roland Garros? - To jest twoje marzenie? - Tak. Bo gdy Maja była w ich wieku, jeszcze nie wiedziała, że to French Open będzie jak dotąd najlepszym w jej życiu. Nie umiem ocenić, który turniej jest dla mnie największym sukcesem, mam nadzieję, że ten największy sukces jeszcze przede mną. I my też na to liczymy. Dobre występy Mai na kortach w Paryżu, przełożą się na jej awans w rankingu WTA. Przed turniejem była 114., dziś awansuje na 49. Miejsce, co ułatwi jej dalsze starty. We wszystkich turniejach wielkoszlemowych jest w turnieju głównym. Łapie się nie do wszystkich, ale do większości turniejów WTA. Więc może zupełnie inaczej kalendarz planować. Na razie musi planować kolejne noclegi w Paryżu, bo już w środę zawalczy o półfinał wielkiego szlema z Anną Klainską. "Mamy 15 tys. więcej skarbów" - ogłasza premier w Dniu Dziecka, w którym właśnie mijają 2 lata od wdrożenia rządowego programu finansowania in vitro. Pary, których rodziny powiększyły się dzięki wsparciu z programu, podkreślają, że kluczowa jest pomoc finansowa, bez której wiele z nich nie miałoby szansy zostać rodzicami. I choć liczby są ważne, to jest co najmniej kilkanaście tysięcy ważniejszych powodów do radości. Ja się czuje kompletna. Agnieszka i Mariusz mają 8-miesięcznego, zdrowego synka. O dziecko starali się 10 lat. Są jedną z tysięcy par, które skorzystały z rządowego programu refundacji leczenia niepłodności metodą in vitro. Po 4 procedurach udało się. Jakie to szczęście? Niewyspane, nie no, żartuję, nie jest tak źle. Jest tak, jak miało być. To jest taki nasz cel życiowy, żeby mieć kogoś bliższego niż tylko znajomych, prawdziwą rodzinę. Weronika i Daniel przez 6 lat starali się zostać rodzicami. Wspomagaliśmy się innymi metodami wspomagającymi, jak osocze, jak szpik. To dla takich par 2 lata temu rząd podjął decyzję o wznowieniu refundacji in vitro ze środków publicznych. Efekt - 15 tys. narodzonych dzieci. Kiedy mamy do czynienia z kryzysem demograficznym w Polsce i na świecie, to jest naprawdę wielka rzecz, że mamy 15 tys. więcej skarbów. Już 40 tys. par jest objętych programem. Również te pary, które ze względów zdrowotnych, onkologicznych, mogą się starać właśnie dzięki procedurze in vitro. PiS wycofał refundację w 2016 r. W tego rodzaju programy nie powinny być angażowane pieniądze publiczne. Wtedy była naprotechnologia? Były różne... w każdym razie była bardzo silnie wspierana rodzina. Program naprotechnologii - forsowany przez rząd PiS - okazał się fiaskiem, miało się urodzić jedynie 70 dzieci po 2 latach jego działania. Politycy PiS in vitro nadal krytykują, głównie ze względów światopoglądowych. Trzeba sobie powiedzieć wprost, ona wiąże się z zabijaniem nienarodzonych dzieci i to było nieakceptowalne. Ten polityk PiS-u poszedł tak daleko, mówiąc o in vitro i urodzonych dzięki tej metodzie dzieciom: Szczęście jest w normalnym małżeństwie, gdzie jest kobieta, mężczyzna i są dzieci urodzone w sposób naturalny. Bardzo często są problemy kto jest ojcem. Te problemy związane ze zdrowiem tych dzieci, które się rodzą. Ale co pan opowiada? Politycy PiS wypowiedzi kolegi z klubu rzekomo nie znają. Ja tej wypowiedzi nie słyszałem. To ja mówię panu, że tak było. Potępia je pan? Nie. Jeżeli będę je słyszał, to wtedy je skomentuję. To jest po prostu obrzydliwe. To jest stygmatyzowanie dzieci, to jest obrażanie ich rodziców. To jest także obrażanie wiedzy medycznej, lekarzy i zdrowego rozsądku. Te wypowiedzi znają lekarze. Bzdury. Specjaliści przypominają, że dzięki in vitro urodziło się już 13 mln dzieci na świecie. Są dziećmi zdrowymi, są poddane takiej samej statystyce jak dzieci, które powstają z normalnych, fizjologicznych ciąż, do których dochodzi w sposób spontaniczny, na dyskotece np. Nie ma różnicy. Rozwijają się prawidłowo I jak dodaje lekarz - bez in vitro, by ich nie było. Rodzice dzieci urodzonych dzięki in vitro nie chcą słuchać antynaukowych głosów polityków. Chcą cieszyć się swoim szczęściem. Trzeba się sugerować tym, co jest tutaj i tutaj. A nie osobami trzecimi. Rządzący zapowiedzieli zwiększenie finansowania programu in vitro z 500 do 600 mln zł. To jest poniedziałkowe wydanie Nowy tydzień przynosi jeszcze m.in. takie tematy... Pułapka zastawiona na konsumenta. Coś tam jest po prostu dodane. Wysokie kary dla nieuczciwych producentów. Nałożyliśmy kary w wysokości blisko 4 mln zł. Konsument musi wiedzieć co kupuje. Właśnie mija rok od 2. tury wyborów prezydenckich, w których triumfował Karol Nawrocki. Choć do pałacu wprowadził się dopiero w sierpniu, już jako prezydent elekt, mocno zaznaczał swoje miejsce na prawicy. Najkrótszy opis relacji z rządem to 33 - dokładnie tyle ustaw zawetował prezydent i to zaledwie wstęp do trudnej kohabitacji. Ale i Jarosław Kaczyński ma powody do zmartwień. Tak było rok temu. Dziś Karol Nawrocki swoją prezydenturę - to nagranie zamieszczone przez kancelarię - ocenia wysoko. To był rok dynamicznej prezydentury, rok realizacji zobowiązań. Obietnic w kampanii było wiele. Będziecie państwo po 100 dniach od przejęcia urzędu płacić o 1/3 mniej za rachunki energii elektrycznej. Ale tych spełnionych - ze świecą szukać. Bo choć prezydent organizował wiece, na których podpisywał swoje projekty ustaw, to potem nie robił nic, by znaleźć dla nich większość. Czy w sprawie któregokolwiek z projektów zgłosił się do PSL z prośbą o poparcie? Pan prezydent ma to do siebie, zresztą całe jego środowisko, że dużo mówią, a jak już przychodzi do konkretów, to pojawia się problem. Absolutnie nikt nie rozmawiał a propos projektów, które zgłaszał pan prezydent, bo to były tylko polityczne zagrania. Często, tak jak w przypadku zerowego PiT-u dla rodzin, bez wskazania źródeł finansowania. Mam nadzieję, że kolejne jego projekty będą bardziej rozsądne, że nie będzie przedstawiał propozycji, na których korzystają tylko najbogatsi mieszkańcy naszego kraju. PiS zastrzeżeń nie ma i chwali prezydenta za takie relacje z Donaldem Trumpem. Robi swoje, tak jak zadeklarował w kampanii: "po pierwsze Polska, po pierwsze Polacy". Rządzący pytają jak te słowa z kampanii... Polska musi twardo bronić swoich granic. ...mają się do weta wobec blisko 200 mld zł na zbrojenia w ramach programu SAFE. Każdy z obywateli ma prawo mieć żal do prezydenta RP o to, że nie chciał stanąć, jak go zapraszaliśmy, we wspólnym szeregu, budowy silnej i bezpiecznej Polski, trudno sobie wyobrazić o gorszą decyzję. Karol Nawrocki zawetował już 33 ustawy, pod tym względem wyprzedza go tylko Aleksander Kwaśniewski, który ma na koncie 35 wet. Ale w ciągu 10 lat, a nie miesięcy. Stąd takie słowa: Karol wetomat Nawrocki ze strony rządzących. Na liście wet: przepisy ograniczające tymczasowe aresztowania, co skutkowało takim protestem kibiców i dwukrotne "nie" dla regulacji rynku kryptowalut, mimo informacji służb o powiązaniach tego rynku z rosyjską mafią. To jest prezydent prawicy i skrajnej prawicy, po 1989 r. tak upolitycznionego prezydenta nie mieliśmy. Wzorem polityków PiS Karol Nawrocki w taki sposób wsparł największego sojusznika Putina w UE i tak reagował, gdy był dopytywany o powody tej decyzji. M.in. stąd spadek w rankingu zaufania - z 58% we wrześniu, do 48% w maju. Pan prezydent robi to, czego oczekują od niego Polacy, wyborcy, miliony wyborców, którzy na niego zagłosowali. Rządzący przypominają, że od tego momentu... Tak mi dopomóż Bóg. ...powinien porzucić partyjne barwy. On nie zrobił nic przez ten rok, żeby pozyskać kogokolwiek spoza swojego dotychczasowego elektoratu. Co widać po tym sondażu, jego prezydentura dzieli Polaków, niemal równo, na pół. Donald Tusk rozwiązał struktury regionalne Koalicji Obywatelskiej w Małopolsce. To konsekwencje odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego. Miszalski przestał pełnić funkcję przewodniczącego małopolskich struktur Koalicji Obywatelskiej. Region znajdzie się pod zarządem komisarza, którym została Dorota Niedziela. Wicemarszałkini Sejmu będzie odpowiedzialna za odbudowę lokalnych struktur partii. Specjalny lot z wojskowym zespołem medycznym na pokładzie jest już w Pekinie. Cel to transport przebywającej w śpiączce 24-letniej Polki. U pani zdiagnozowano rzadkie powikłanie potworniaka jajnika. Sam transport jest ogromnym wyzwaniem, a dalsze rokowania pozostawiają wiele znaków zapytania. 17 godzin lotu w jedną stronę. Trwa wyścig z czasem. Po Klaudię Uciechowską dziś rano wyruszył z Warszawy specjalny samolot, który ma ją przetransportować z Pekinu. Pomoc - po apelu bliskich - zaoferował polski rząd. Zrobimy wszystko, żeby zapewnić najlepsze warunki i będziemy walczyć o życie pani Klaudii. Na pokładzie obok lekarzy wojskowych leci też mama 24-latki, która mówiła przed wylotem o radości przeplatanej ze strachem. Boję się jak ona zniesie transport przede wszystkim, bo stan jest ciężki, nie ma poprawy. Klaudia od 2 lat studiowała w Pekinie. To miało być spełnienie jej marzeń. 15 kwietnia rodzice rozmawiali z nią po raz ostatni, wtedy Klaudia trafiła do szpitala. Z każdym kolejnym dniem było coraz gorzej. Jak zobaczyłam zdjęcia ze szpitala, to jest nie moje dziecko, Początkowo lekarze podejrzewali u niej zaburzenia psychiatryczne, dopiero po 4 dniach padło właściwe rozpoznanie - potworniak, guz jajnika, który w rzadkich przypadkach może wywoływać autoimmunologiczne zapalenie mózgu. Tak było w tym przypadku. U Klaudii po usunięciu guza doszło do dodatkowych powikłań. Doszło jeszcze do sepsy pooperacyjnej i oprócz tego do zakrzepicy z zatorowością. Klaudia miała wykupione ubezpieczenie, ale koszty leczenia okazały się wyższe, nie wystarczyło też na transport do Polski. Rodzina i przyjaciele zaczęli desperacko zbierać pieniądze, by ściągnąć ją do domu. Udało się dzięki wsparciu MON. Transport osoby chorej to jest skomplikowana operacja logistyczna, często z użyciem specjalistycznego sprzętu, zespołów medycznych, w związku z tym koszty sięgają nawet kilkuset tysięcy złotych. Klaudia od kilku tygodni jest w śpiączce. Lekarze przyznają, że najbliższe dni będą kluczowe, bo transport pacjenta w tak ciężkim stanie jest bardzo wymagający. Bliscy Klaudii nie tracą nadziei, że wróci do zdrowia. Klaudię czeka długa rehabilitacja i powrót do zdrowia drobnymi krokami, Powrót zaplanowano na czwartek. Najgorsza jest ta niemoc, brak możliwości trzymania jej za rękę, dlatego chcę mieć ją tutaj. Klaudia trafi do szpitala we Wrocławiu. Pogodowa mapa Polski świeci na żółto, przez większość kraju przetaczają się silne burze i ulewne deszcze. Mieszkańcy południa Polski w niebo spoglądają z tym większym niepokojem, że miniony weekend pozostawił po sobie krajobraz zniszczeń. Na Śląsku i Opolszczyźnie trwa wielkie sprzątanie po potężnej wichurze. Będzie grzmieć - ostrzegają synoptycy. I wydają kolejne ostrzeżenia przed burzami z porywami wiatru do 85 km/h. Alerty pierwszego stopnia obowiązują w niemal całej wschodniej połowie Polski. W południowym pasie od Raciborza po Gorlice mogą gwałtownie wzrosnąć stany wód. Nadal będą występować silne opady deszczu, burze, porywisty wiatr i przez najbliższy tydzień ta dynamika w pogodzie będzie występować, będą trudne warunki. Pytanie czy tak trudne, jak w tej wsi na Opolszczyźnie. W Balcarzowice w weekend uderzyła trąba powietrzna. Niszczyła wszystko, co napotkała na drodze. Obróciła w stronę podwórka, zabrała budynki gospodarcze, przejechała po całym budynku po dachu, zawaliła ostatni pokój i na następne gospodarstwo przeszła. Za drogą po prostu się nagle wszystko skończyło. Nikt nie został ranny, ale mieszkańcy i samorząd liczą straty. Są ogromne. Z kilkunastu uszkodzonych domów 2 nie nadają się do zamieszkania. Trwa wielkie sprzątanie i próba powrotu do normalnego życia. Jest pewna trauma społeczna związana z przejściem trąby powietrznej. Psycholog działa w szkołach: szkole podstawowej w Jaryszowie, do której chodzą dzieci z Balcarzowic i w szkole w Ujeździe. Rodziny, które straciły dach nad głową, zamieszkały u bliskich. W razie potrzeby gmina ma dla nich tymczasowe lokale. Poszkodowanym będą wypłacane zasiłki. Pogoda nie odpuszcza, po nocy strażacy znów musieli zakładać plandeki. To jest zabezpieczenie dachu, który najprawdopodobniej po nocy, po silnym wietrze został odkryty. Groźnie było też na Górnym Śląsku. Z tym się spotkałem po raz pierwszy. Czarno, dosłownie nie było nic widać. I szarpało wszystkim co się dało. Tu też zrywało dachy. Wszystko żeśmy tu ogarnęli. Żeby zabezpieczyć plandekami i uratować co się da. Widać nie było nic. Struga deszczu i ten wiatr, te drzewa się tak chyliły. Wychodzimy zobaczyć co się stało, czy nam jakichś szkód nie narobiło. My wychodzimy, patrzymy, a tu już dachu nie ma. Przez Polskę przetacza się front burzowy. To warunki, w których lokalnie trąby powietrzne mogą powstawać. Ale tej, która wytworzyła się w okolicach Strzelc Opolskich, nikt się nie spodziewał. Nie było takich przesłanek do tego, żeby móc stwierdzić, że trąba powietrzna może wystąpić. Tak naprawdę nawet nie było przesłanek do tego, że mogą wystąpić tak silne burze czy tak silna superkomórka burzowa. Ta wygenerowała trąbę powietrzną, w której wiatr dochodził do 200 km/h. "Na pewno nie był sympatykiem PiS-u" - tak o zatrzymanym adwokacie Macieju Z. mówi z rozmowie z reporterem "19:30" jego brat, radny tej partii. 48-letni mecenas, który stał za częścią fałszywych alarmów, usłyszał 7 zarzutów, a 3 najbliższe miesiące spędzi w areszcie. Co wiedzą o nim służby? Miał fałszywie alarmować o zamachach na najwyższe osoby w państwie. Warszawski adwokat Maciej Z. w kajdankach doprowadzony do prokuratury. 48-latek został zatrzymany w swoim mieszkaniu. Na miejscu policjanci zabezpieczyli szereg przedmiotów teleinformatycznego sprzętu, jak dyski, komputery, ale także broń palną. Do tego pociski artyleryjskie, materiały faszystowskie czy liczne tajne dokumenty i odznaki służb. Działał w pojedynkę, posługując się znajomością prawa i wiedząc, w jaki sposób podszyć się pod osoby, które sprawują funkcje publicznie, tak by przekierować uwagę na niektóre osoby, a odwrócić uwagę od samego siebie. Maciej Z. podszywał się pod wiceministra czy znanego prokuratora. Miał zawiadamiać o fałszywych zamachach m.in. na prezydenta Karola Nawrockiego oraz szefa MSZ Radosława Sikorskiego. A że zatrzymano prawnika, myślę, że ma świadomość, jakie go czekają kary. Mam nadzieję, że będą to kary surowe. Mężczyzna usłyszał 7 zarzutów. Grozi mu do 8 lat więzienia. Aktualnie przebywa w areszcie. Jego kancelaria pozostaje zamknięta. Ale nie to budzi kontrowersje. Ta narracja całkowicie się PiS-owi posypała od wczoraj. Twierdzą rządzący, bo prawnik jest rodzinnie powiązany z warszawskim politykiem PiS. Dokładniej z radnym Wojciechem Zabłockim. W sobotę wieczorem. - Czyli dowiedział się pan z mediów? - Tak. W rozmowie z nami radny PiS odcina się od swojego brata. Twierdzi, że od lat nie utrzymują kontaktu. I liczy na sprawiedliwy proces. Nie mam z nim kontaktu, ale wiadomo, że nawet jak się nie utrzymuje kontaktu z rodziną bliższą czy dalszą, to im się dobrze życzy. Każdy życzy innym ludziom szczęścia. Tu na chwilę się zatrzymajmy i przypomnijmy wypowiedzi polityków PiS-u, co mówili i jak mówili o służbach, które tropiły przestępców w sprawie fałszywych alarmów. Jestem ostrożny w mówieniu, że winni zostali złapani. To przypomina nam niestety czasy minione, czasy PRL-u, prześladowanie opozycji. Jak kłamali, jak opowiadali bzdury, że albo są nieskuteczne służby, co widać, że są bardzo skuteczne, albo jest to sprawka rządu, co widać nawet po powiązaniach zatrzymanego. Nie jest w żaden sposób prawdziwe. Dziś PiS komentować zatrzymania mecenasa nie chce. Nie wiem, kto realizował taką narrację, ale na pewno nie PiS. Oni chcieli głów komendanta głównego policji, straży pożarnej, ministra, a tak naprawdę głowy powinny polecieć u nich. Zatrzymany prawnik, co ważne, nie odpowiada za fałszywy alarm w sprawie zagrożenia życia w mieszkaniu szefa pisowskiej telewizji. Nie odpowiada też za zgłoszenie materiałów wybuchowych na posesji Jarosława Kaczyńskiego. W tych sprawach zatrzymano już 5 osób. Cztery przebywają w areszcie. Policja dała jasny sygnał: znajdziemy każdego w każdym miejscu, w każdej chwili. Nie ma znaczenia, jaką funkcję pełnisz. Policja zapowiada kolejne zatrzymania. II wojna światowa to czas okrutnych zbrodni i bolesnych rozstań. W "19:30" opowiemy o tych, o których przez lata milczano. Dziesiątki tysięcy dzieci - głównie z Polski - zostało uprowadzonych i przekazanych niemieckim rodzinom. Najpierw trafiały do ośrodków Lebensbornu, gdzie były germanizowane. Pierwszy powstał 90 lat temu. Osoby, którym brutalnie odebrano dzieciństwo, od lat ubiegają się o odszkodowania. Ma około 90 lat i do dziś nie wie, kim byli jego rodzice. Muszę z tym żyć. Hermann Luedeking miał zaledwie kilka lat, kiedy SS-mani zabrali go z łódzkiego sierocińca do Niemiec. Trafił do ośrodka Lebensbornu. Tam zaczynają się moje wspomnienia, a dokładnie w momencie, kiedy zawołała mnie opiekunka, zaprowadziła do mojej późniejszej mamy zastępczej i powiedziała: "Proszę sobie wybrać jedno dziecko. Będzie je pani mogła od razu zabrać". Powiedziała: "Biorę małego Hermanna". W rzeczywistości nazywa się Roman Roszatowski, ale Niemcy nadali mu nowe nazwisko. Nie zna też swojej daty urodzenia. Jest jednym z dziesiątek tysięcy zrabowanych dzieci, zabieranych z sierocińców, z rodzin adopcyjnych i od biologicznych rodziców. Większość z nich została wywieziona z Polski. Również mama Yvonne Ajubi, blondynka z niebieskimi oczami. Zniszczyli jej życie. Była w 4 rodzinach zastępczych i 3 ośrodkach opiekuńczych. Z pierwszego została porwana mniej więcej wtedy, kiedy powstało to zdjęcie. Całe życie powtarzała, że nie wie, czym jest miłość matki. Niemieccy rodzice często nie mówili im prawdy. Kiedy wychodziła na jaw, była bolesna. Haymo Heyder miał kilka miesięcy, kiedy Niemcy wywieźli go ze Słowenii, matkę zabili w Auschwitz. Na drugie imię nazwali Heinrich, po zbrodniarzu wojennym Himmlerze, pomysłodawcy Lebensbornu. Mój teść, czyli ojciec Haymo, był kuzynem Heinricha Himmlera. Haymo nie chciał o tym słyszeć. Moi teściowie chcieli uchronić go przed prawdą, a on z tym wszystkim nie chciał mieć nic wspólnego. On i inni nie doczekali od państwa niemieckiego odszkodowania, jedynie niektórzy - niewielkich od landów. Mało, że zrabowane dzieci zostały pozbawione najlepszych lat, pozbawione dzieciństwa, pozbawione rodziców, to jeszcze teraz - w dorosłym życiu - odmawia im się odszkodowań i statusu ofiar, a więc po raz drugi stają się ofiarami. Pojawiła się jednak nadzieja. Komisja petycyjna z ogromną przewagą poparła pomysł, by Ministerstwo Finansów przeanalizowało, jak mogłyby wyglądać odszkodowania. Kwotę potencjalnych odszkodowań resort określił na 125 mln euro. Niedługo będziemy obchodzić rocznicę polsko-niemieckiego traktatu o dobrym sąsiedztwie. To dobra okazja, by wykonać ten gest wobec naszych polskich przyjaciół i sąsiadów - gest pojednania. Dla wielu spóźniony. Do tej pory ofiary rasistowskiej fobii Hitlera nie otrzymały na poziomie federalnym żadnego odszkodowania. Nie udało się także na historycznym budynku pierwszego ośrodka Lebensbornu umieścić pamiątkowej tablicy, która być może skłoniłaby wielu do jakże aktualnej refleksji. Szacuje się, że od 2022 roku z Ukrainy do Rosji zostało uprowadzonych około 20 tys. dzieci. Ciekawe wnioski, ważne alerty i wysokie kary po ubiegłorocznej kontroli przeprowadzone przez Inspekcję Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Zamiast zdrowego miodu często karmimy się podróbkami, zamiast prawdziwych wyrobów mleczarskich dostajemy ich imitację, za którą dodatkowo słono płacimy. Ale ci, którzy na konsumentach próbują zarobić, też zapłacą - niemal 4 mln zł. Sekret dobrego sera tkwi w jego prostocie. Wystarczą 4 składniki i szczypta cierpliwości. Żadnych dodatków, broń Boże konserwantów ani innych substancji, które mogą w jakiś sposób ten ser wzmocnić. Niektórzy próbują jednak namieszać. W składzie tłuszcz roślinny oprócz tego z mleka czy mylące nazewnictwo - to tylko niektóre nieuczciwe praktyki. Kupuję tylko w sprawdzonych sklepach. Przykładów fałszowania żywności jest wiele. Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych w zeszłym roku przeprowadziła 80 tys. kontroli. Efekt? Kary na blisko 4 mln zł. Najwięcej oszustw dotyczyło olejów i oliw. Stosowanie tańszych zamienników i mieszanie tłuszczów to najczęstsze grzechy. Z punktu widzenia konsumenta to ogromny problem, bo my płacimy za oryginalność tego produktu. Oszustwa dotyczyły nie tylko składu, ale i wagi produktów. Kontrole wykazały przypadki nastrzykiwania mięsa, przez co kurczak czy wołowina były cięższe. Widać, że ta szyneczka to już nie jest ta szynka, tylko coś tam jest dodane. Policja żywnościowa, jak mówi się o inspekcji, sprawdza oznakowanie, a także wygląd, zapach i skład żywności. Wymaga tego od nas, od producenta, żebyśmy pokazali skład, recepturę i jak to wyprodukowaliśmy. Gorzka kara spotkała także tych, którzy próbowali słodzić, a na etykietach się tym nie chwalili. Miody ze słodzikami są lejące i przypominają gęsty syrop. Każdy miód musi się skrystalizować. Nie ma miodu naturalnego, który się nie krystalizuje. W połowie czerwca w życie wejdzie unijna dyrektywa śniadaniowa. Na słoikach miodów będzie musiał widnieć kraj pochodzenia i skład mieszanki. Konsument musi wiedzieć, co kupuje, jaki jest skład produktu i ile tego pyłku pszczelego jest. Inspekcja rozpoczęła tworzenie bazy polskich miodów, która ma służyć jako wzorzec autentyczności. "Polska jest na tak" - państwo dobrze to wiedzą, a od miesiąca można to także głośno wyśpiewać. Od premiery oficjalnego hymnu akcji mija miesiąc, na YouTube jest już niemal milion wyświetleń i co najmniej tyle samo powodów, dla których państwo są dumni ze swoich małych ojczyzn i lokalnych społeczności. A my z "Polską na tak" ruszamy dalej i już w tym tygodniu zatrzymamy się w Opolu. Nie minął miesiąc od publikacji tego hymnu, a obejrzało go już prawie milion internautów. Michał Miotke, który go zaśpiewał, mówi to zasługa idei "Polski na tak". Dlatego, że jest mocno apolityczny i jest społeczny, który łączy, a nie dzieli, a dziś w przestrzeni publicznej mamy dzielenia tak dużo, że myślę, że wszyscy są nim zniechęceni i szukają tego co łączy. Hymn wpadł w ucho widzom tak bardzo, że sami zaczęli go śpiewać. To wykonanie seniorami z Uniwersytetu Ludowego w Rypinie. A to już juniorzy z Ełku. "Polska na tak" dociera do ludzi, którzy pozytywną energią rozwijają swoje małe ojczyzny. Tu pokazujemy to dobro, te uśmiechy, tę energię. I to jest właśnie chyba siła tego programu. To, że ludzie potrafią razem tworzyć wspólne rzeczy, a my mamy szansę z nimi przy tym być. Inicjatywy młodych i seniorów. Spotkania i koncerty w szkołach, takich jak ta w Bolszewie na Kaszubach, do której przyjechał zespół Kombii. By być blisko, zachęcamy do wspólnego śpiewania. Zachęcamy tych, którzy przystąpili do akcji "Polska na tak", czyli uczniów z blisko 400 szkół oraz seniorów, żeby nagrali swoją własną wersję hymnu "Polska na tak". I przysłali ta ten adres. Nagrania będą publikowane podczas wakacyjnej trasy TVP i Polskiego Radia. "Polska na tak" odwiedzi w sumie 12 miast. Będzie tam także obecna nasza redakcja. Początek 20 czerwca w Bielsku Białej. Podróżować po kraju pomoże nam m.in. ten pociąg. Szybki jak Teleexpress. Żwawy czterdziestolatek. Życzyłbym Polsce na tak, żeby była tak długo na antenie, jak Teleekspres, aczkolwiek nie jest to proste, no bo 40 lat to jest jednak kawał czasu. Będziemy mieli rok 2066. Do tego czasu ten hymn będą już umieli zaśpiewać wszyscy Polacy. To wszystko w programie. Dziękuję. Dziś w "Pytaniu dnia" u Justyny Dobrosz-Oracz komendant główny policji Marek Boroń.