Droga jazda. Koniec rządowego programu i wyższe ceny na stacjach paliw. Wspólny głos? Spotkanie prezydenta i szefa MON przed szczytem NATO. Serce z pudełka - bijące serce w drodze do biorcy. Dymy znad Zatoki Ormuz dawało się rozwiewać obniżką akcyzy i VAT-u, ale to się właśnie kończy. Rządowy program osłonowy Ceny Paliwa Taniej stop i już widać ruch na stacyjnych pylonach. Eksperci oczekiwali podwyżki cen rzędu 40, może 60 groszy, ale rynek ma inną wizję, jest drożej o złotówkę. Co teraz mówią eksperci? Takiego widoku o poranku mało kto się spodziewał. Ten, kto liczył, że będzie lepiej, chyba się przeliczył. Myślałem, że będzie taniej, ale co się poradzi? Na pewno jest zaskoczenie, bo paliwo ogólnie myślę, że dość sporo kosztuje. Paliwowy szok przeżyli dziś kierowcy w całym kraju. Miejscami za litr dziewięćdziesiątki piątki trzeba zapłacić aż 85 groszy więcej niż wczoraj, czyli 6 złotych i właśnie 85 groszy. Nie zarabiamy w euro, a ceny mamy takie jak w Europie. No nie, tu akurat mocno nie - cena benzyny na Zachodzie i południu Europy grubo przekracza dwa euro. Podwyżki w Polsce to efekt zakończenia programu CPN. Choć jeszcze wczoraj słyszeliśmy... Spodziewamy się, że w zależności od lokalizacji operatora mogą to być korekty rzędu 30-50 gr na litrze. Dziś eksperci tej samej firmy mówią, że była to prognoza minimalnej podwyżki. A prognozy jak ceny - są zmienne. Jeżeli ten system byłby jeszcze w dniu wczorajszym na tych samych zasadach, to cena oleju napędowego poziom maksymalny 7,07, a benzyny - 6,83. W ramach pakietu CPN obniżono VAT. Był wprowadzony tymczasowo. Przez trzy miesiące VAT na paliwo wynosił 8%. Dziś wrócił do 23. To kosztowało blisko 5 mld zł. Rząd zapowiada nowy podatek, który zrekompensuje straty budżetu. Ten podatek od nadzwyczajnych zysków ma sprawić, że to właśnie koncerny pokryją cenę tego pakietu. Pakiet CPN był odpowiedzią na gwałtowny wzrost cen ropy po eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie. I działaniach tych panów. Wtedy baryłka kosztowała nawet 116 dolarów, dziś - około 70. Na niższe ceny paliwa trzeba jednak poczekać. Są ogromne zniszczenie w Zatoce Perskiej infrastruktury. Jest konieczność odbudowywania zapasów przez niektóre kraje, zwłaszcza Stany, które zużyły dużą cześć swoich zapasów. Brak zapasów tam oznacza wyższe ceny tu. Jeszcze wczoraj wielu kierowców tankowało na zapas. Dziś wyższe ceny widać już niemal na każdej stacji. Pytanie brzmi, czy to chwilowy skok, czy początek trendu. Teraz wszystko zależy od sytuacji na Bliskim Wschodzie. W przypadku nasilenia konfliktu resort energii deklaruje gotowość do uruchomienia kolejnego pakietu. Eksperci jednak uspokajają. Nie ma bezpośredniego zagrożenia dla eksportu ropy z regionu Bliskiego Wschodu. Rynki mam wrażenie, że normują się w tym momencie, jeśli chodzi o poziom zaopatrywania się. Rynek może się stabilizować, ale dziś to boli - zwłaszcza teraz. Jest to przykre, że uderza się w ludzi, kiedy jadą na relaks. Kiedy chcą odpocząć. CPN się skończył, smutek pozostał, a licznik dosłownie bije po kieszeni. Szczyt NATO w Ankarze już za tydzień, Polska ma tam ważne rozmowy do odbycia. Amerykanie dają zielone światło dla stałej bazy US Army w Polsce, ale kłopot w tym, że w kolejce na tych światłach pierwszy chce być i rząd i prezydent. Dziś odbyło się spotkanie głowy państwa z szefem resortu obrony, ale wspólnego komunikatu o wspólnym stanowisku nie ma. Czy w staraniach o ojcostwo tego sukcesu coś może ucierpieć? Od dawna zapowiadane spotkanie prezydenta z ministrem obrony narodowej było najważniejszym testem w sprawie "wspólnego polskiego głosu" przed szczytem NATO w Ankarze. W sprawach dotyczących bezpieczeństwa, interesu Polski jest dążenie wszystkich ośrodków władzy, aby nasz kraj to był jeden głos. To komentarz polityka PSL-u, a nie szefa MON czy kancelarii prezydenta. Mówi się o konstrukcji NATO 3.0, a więc przede wszystkim więcej Europy w NATO. I oczywiście decyzja Stanów o stopniowym wycofywaniu się z Europy. Amerykanie chcą wycofać 5000 żołnierzy, ale i zabrać z Europy część sprzętu wojskowego. Administracja prezydenta Trumpa regularnie krytykuje członków NATO. Nie tylko za zbyt niskie nakłady na zbrojenia, także za niewłączenie się w wojnę z Iranem. To było haniebne. Państwa wschodniej flanki NATO będą w Ankarze przekonywać, by redukcja wojsk USA nie objęła regionu o szczególnym znaczeniu dla bezpieczeństwa całego kontynentu. Stąd takie spotkania jak ostatni szczyt wschodniej flanki w Gdańsku i wspólne stanowisko. Nikt tu nie ma wątpliwości, że obecność amerykańska i współpraca z USA dobrze służy bezpieczeństwu Europy i naszych państw. Bo Europa musi pokazać jedność. 9 państw jeżeli pójdzie do NATO czy do UE i mówi jednym głosem, to jednak to jest ogromna siła, to nie to co każde państwo oddzielne. By Polska była słyszana w NATO, potrzebny jest też wspólny głos prezydenta i rządu. Zapewnienia Kancelarii Prezydenta są takie: Kwestie bezpieczeństwa są fundamentalne. Myślę, że w kwestiach bezpieczeństwa potrzebny jest wspólny głos. Ale dobę przed spotkaniem z szefem MON prezydent zamieścił wpis, w którym krytykuje innych polityków, a siebie stawia w takiej roli: Prezydent nie brał woli narodu pod uwagę, gdy wetował ustawę o SAFE - ripostują rządzący. Kwestie bezpieczeństwa to nie, że ktoś coś szybciej krzyknie, tylko konsekwentne działanie wszystkich rządów. W Waszyngtonie po spotkaniu z Donaldem Trumpem Karol Nawrocki atakował rząd za jego zdaniem złą komunikację ze stroną amerykańską, także w sprawie stałej obecności wojsk USA w Polsce. Gdyby był rząd, który jest w stanie skorzystać z tej koniunktury... A na szczycie bukaresztańskiej dziewiątki w obecności szefa NATO prezydent uderzał w polski wymiar sprawiedliwości w kontekście Zbigniewa Ziobry. Nie mógł się spodziewać uczciwego procesu w Polsce. Jeżeli prezydent ma zdanie i ma racje, a rząd nie potrafi tego zrozumieć, to prezydent się nie będzie zgadzał, to jest oczywiste. Takie zachowanie podważa pozycje Polski na arenie międzynarodowej - słyszymy. Realizuje politykę nowogrodzką, taką partyjniacką politykę, a nie politykę, która jest polska. Mam nadzieję, że taka sytuacja się już nie pojawi. Polską racją stanu jest to, abyśmy w kwestiach bezpieczeństwa stali w jednym rzędzie. Zwłaszcza że w Ankarze Polska chce też kontynuować rozmowy w sprawie stałej amerykańskiej bazy. I Pałac, i rząd mówią o postępach. Baza zmieni sytuację Polski - mówią eksperci. Liczymy na to, że tu zostanie na stałe przetransportowany i rozmieszczony sprzęt, uzbrojenie, wyrzutnie, że tu będzie stała infrastruktura militarna. To wszystko jest ważne dla bezpieczeństwa Polski. Szczyt NATO rozpocznie się 7 lipca. Polska poznała się z tym panem podczas prezydenckiej kampanii wyborczej Karola Nawrockiego, Karol Nawrocki poznał go wcześniej. Znali się z bokserskiego ringu i kawiarnianego stolika, jest z tych czasów kilka zdjęć i dość skwapliwe dziś unikanie wspomnień. Trochę nic dziwnego. Patryk M., dla kolegów Wielki Bu, stanie przed sądem za rozboje, włamania i handel narkotykami. O 16 latach znajomości i może ośmiu do odsiadki. To Patryk M., czyli Wielki Bu, szerzej znany z takich występów i tej znajomości z Karolem Nawrockim. Pokaż mi swoich przyjaciół, a powiem ci, kim jesteś. Wielki Bu ma teraz spore kłopoty. Muszę się bić z tatą zapłakanego chłopca. Prokuratura Krajowa skierowała przeciwko niemu do sądu akt oskarżenia, który obejmuje łącznie sześć zarzutów. To między innymi udział w zorganizowanej grupie przestępczej czy udział w kradzieży z włamaniem auta. To nie wszystko. Uczestnictwo w obrocie 17 kilogramami marihuany o wartości 850 tysięcy złotych. Jak również 2 kilogramami amfetaminy o wartości 60 tysięcy złotych. Sprawa jest przykładem skutecznych działań CBŚP prowadzonych we współpracy z prokuraturą oraz partnerami zagranicznymi. Kryminalna karta w życiorysie Wielkiego Bu to też skazanie i odsiadka za porwanie. Prokuratura wiązała go też z gangiem sutenerów. To jest wielka ryba polskiego wymiaru świata przestępczego. Środowisko prezydenta Rzeczpospolitej to środowisko szemrane. I oddane Karolowi Nawrockiemu. Wielki Bu w kampanii przeprowadził nawet wywiad... Siemanko, widzowie. Sam ze sobą. Mój głos będzie oddany na Karola. Politycy PiS-u znajomość prezydenta z półświatkiem próbują teraz bagatelizować. Wcale bym nie przesądzała o jakichś zażyłych kontaktach. Ale zapominają, że są na to konkretne dowody - choćby takie w postaci zdjęć. Ja też znam mnóstwo ludzi. Ludzie czasami stają do zdjęć. Ale to była taka kawka, stoliczek. Ale jeśli działa się taka rzecz, jak pan prezydent był ochroniarzem, wówczas to logiczne, że ci ludzie piją kawę, coś robią. Ale nie, to zdjęcie już było, jak był prezesem IPN. Siedział na kawie z Wielkim Bu. I ze względu na tę relację rządzący pytają, co zrobi Nawrocki w razie prawomocnego skazania Wielkiego Bu - czy będzie go ułaskawiał, czy załatwi mu tripa do USA? Czy pan prezydent interesuje się losami wielkiego Bu i czy może liczyć na ewentualne ułaskawienie? Nie wiem, czy prezydent wie. Nie interesuje się tymi losami. Mówi prezydencki minister. Ale jednoznacznie nie zaprzecza, że do ewentualnego ułaskawienia nie dojdzie. Pan prezydent bardzo oszczędnie korzysta z prawa łaski. Karol Nawrocki po objęciu urzędu prezydenta nie zerwał kontaktu ze "starymi" znajomymi. Raz sierpem, raz młotem. To styczeń tego roku, Jasna Góra i pielgrzymka kibiców. Na której w taki serdeczny sposób prezydent witał się z Dragonem. To wielokrotnie karany przywódca gangu kiboli Jagielloni Białystok. Ten ktoś siada obok prezydenta, nie wiadomo, o czym z nim rozmawia, nie wiadomo, o czym prezydent mu mówi. To jest dość niebezpieczne. Już nie tylko dla samego prezydenta, ale też dla bezpieczeństwa państwa. Którego Karol Nawrocki jest głową. Prokuratura to wyraźnie mało, komisja śledcza może ciut za dużo, więc niech powstanie komisja zaufania publicznego - taką ma propozycję prezes Kaczyński, by rozjaśnić mroki mazowieckiej służby zdrowia. Żadnych polityków, sami eksperci i prawnicy. Wybiorą ich organizacje medyczne i Sejm. Będzie projekt ustawy, będziemy rozmawiać - odpowiada marszałek Sejmu. Nie tylko Szpital Południowy, ale wszystkie duże placówki medyczne na Mazowszu - PiS chce kontroli, które miałaby przeprowadzić specjalnie powołana Komisja Zaufania Publicznego. W zamyśle apolityczna. To nie jest komisja śledcza. Tam nie ma polityków. Wyboru dokonuje Sejm, ale kandydatów zgłaszają różnego rodzaju organizacje zawodowe. W jej skład miałoby wejść 15 osób: lekarze, prawnicy, przedstawiciele zawodów medycznych. Miałaby przesłuchiwać świadków i sprawdzać dokumentację placówek. Nigdy nie było tak, że stan był idealny, ale dzisiaj mamy do czynienia z inną sytuacją, z jawnym złodziejstwem. W zamyśle PiS kontrole komisji miałyby objąć tylko Mazowsze. To 26 dużych szpitali podlegających pod samorząd. Dbających o około 5,5 miliona pacjentów. Rozumiem, że PiS ma już gotowe wnioski dla takiej komisji i gotowy protokół, teraz tylko szuka, żeby miało większość, żeby go przegłosować. PiS liczy, że pomysł komisji eksperckiej mogłaby poprzeć Konfederacja. Ale ta zgłaszała już inny pomysł - pełnoprawnej komisji śledczej. Zbada, czy ta patologia jest tylko patologią Szpitala Południowego, czy może rozlała się szerzej. Według rządzących prezes PiS chce własnej komisji, bo na powołanie komisji śledczej nie ma większości. A ten pomysł ich zdaniem to polityczna hipokryzja i sposób na nabijanie wyborczych punktów. Niech zbada sprawę kolana pana Kaczyńskiego, kul, które przywieziono mu do szpitala, tego, jak marszałek przychodził do niego w odwiedziny. W Sejmie pada też pytanie, czy mazowieckie kontrole obejmą szpital w Garwolinie. Dyrektor, a zarazem radny PiS Krzysztof Żochowski skarżył się, że rzekomo niedofinansowane szpitale umierają w ciszy, a nie wspomniał, że zarobił w nim w ostatnim roku ponad milion złotych. Wszystkie szpitale powinny być badane. Przecież to nie jest kwestia tego, kto zasiada konkretnie w organach założycielskich, tylko czy są patologie, czy nie. Sprawę Szpitala Południowego bada już szereg instytucji. Między innymi prokuratura, która wszczęła w sprawie placówki dwa śledztwa. Prokuratura bardzo intensywnie działa w tej sprawie. Będziemy sprawdzać wszystko. Placówki medyczne dalej bada też Najwyższa Izba Kontroli oraz powołana przez ratusz komisyjna rewizyjna. To musi być wyjaśnione do spodu. Bez żadnych ale, bez zamiatania czegokolwiek pod dywan. Jeżeli PiS chce naprawdę pomóc ochronie zdrowia, apelują rządzący, prezydent powinien podpisać ustawę wiążącą informacje o zarobkach medyków z ich numerem PESEL. Są tacy, którzy zarabiają dobrze, ciężko i uczciwie, a są tacy, którzy nadużywają tego, dyżurują jakiś trylion godzin. I jest to niezrozumiałe. Rząd zapowiada własną ofensywę legislacyjną w służbie ochrony zdrowia. Żeby lekarze nie dublowali dyżurów, żeby nie pracowali po 11 godzin przez 30 dni z rzędu, bo to jest zagrożenie dla pacjentów. We wtorek na ten sam temat rozmawiali premier, ministra zdrowia oraz prezes Narodowego Funduszu Zdrowia. Więcej pieniędzy w portfelach seniorów. Wzrasta procent drugiego świadczenia. Wyższa renta wdowia. Jeśli ma niską emeryturę, to bardzo duża pomoc. Płacimy całe życie składki, to coś nam się należy. ZUS przeliczy nam świadczenie korzystniejsze. Doprowadzimy do tego, że to świadczenie będzie wynosiło 50%, czyli jedno 100, a drugie 50. Kilkunastu obywateli Polski zostało rannych w Turcji w zderzeniu autokaru, którym podróżowali, z samochodem osobowym. Nie odnieśli poważnych obrażeń. Kierowca osobówki zginął. Do wypadku doszło wcześnie rano, w prowincji Antalya. Autobusem jechało 30 Polaków. W wyniku zderzenia oba pojazdy się przewróciły. Na miejsce skierowano żandarmerię, straż pożarną oraz zespoły ratownictwa medycznego. Obrażenia rannych są lekkie. MSZ zapewniło, że polski konsul pozostaje w kontakcie ze szpitalami, w których znajdują się Polacy, a także z lokalnymi służbami i z organizatorem wyjazdu. Śledztwo w sprawie przyczyn wypadku prowadzi żandarmeria. Ostrzeżenia o poranku obejmowały 15 województw, więc przed tym, co sunie nad Polską z zachodu na wschód, ani nie było, ani nie ma się gdzie schować. Zachód kraju ma to już za sobą, Wielkopolska, Kujawy i Pomorze liczą straty i usuwają szkody. Katalog znany, bo już się z taką pogodą próbowaliśmy. Co się dzieje, gdy się lato zbiesi? Tak wyglądał pogodowy armagedon nad Wielkopolską. Nawałnica z gradem i silnym wiatrem spowodowała zniszczenia między innymi we wsi Osowa Sień niedaleko Leszna. W chwili, jak to wszystko ucichło, wyszliśmy na dwór i zobaczyliśmy, że tu całego dachu nie ma razem z fotowoltaiką, wszystko znalazło się u sąsiada na polu. To trwało zaledwie kilka minut. Wir powietrza, deszcz, powyrywane dachy na blachach. Teraz strażacy w pocie czoła usuwają skutki szalejącego żywiołu. Równie trudna sytuacja w kujawsko-pomorskim - tak wyglądała dzisiaj siedziba bydgoskiej Caritas. Woda dosłownie zatopiła dary przygotowane przez siostry zakonne dla potrzebujących. Najgorsza chyba była świadomość, że to wszystko, co w tym magazynie jest, a miało służyć innym, miało być podarowane, zostało zalane. Na Opolszczyźnie pełne ręce roboty mieli nie tylko strażacy, ale i pogotowie elektryczne - wichura pozbawiła mieszkańców prądu. Dzięki wczorajszej ich pracy część miejscowości, która była pozbawiona energii, ten prąd odzyskała. Dzisiaj w całym kraju strażacy wielokrotnie interweniowali. A prognozy nie są optymistyczne, dlatego służby apelują o zachowanie ostrożności. Także tych korzystających z wypoczynku nad wodą. Z naturą nie ma żartów. Przed wypłynięciem na wodę musimy sprawdzić prognozę, przygotować się do odpowiednich warunków atmosferycznych, Ale o swoim bezpieczeństwie muszą pamiętać wszyscy - meteorolodzy zapowiadają kolejne załamanie pogody. Ekstremalne warunki synoptycy przewidują w najbliższych godzinach dla Lubelszczyzny, Podkarpacia i południowej Małopolski. Najpierw upały, potem gradobicia i wiatr dadzą się też we znaki mieszkańcom pasa rozciągającego się od Dolnego Śląska i Opolszczyzny poprzez ziemię łódzką i Mazowsze, kończąc na Podlasiu i Suwalszczyźnie. Ci, którzy oczekują uspokojenia aury, muszą uzbroić się w cierpliwość - takie widoki w niektórych regionach mogą nam towarzyszyć co najmniej do końca tygodnia. To jedyne na świecie urządzenie, które służy do transportu bijącego serca. Tak zwane "Serce w Pudełku" może trzykrotnie dłużej żyć poza organizmem człowieka. Kardiochirurdzy z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego dotąd sami zbierali pieniądze na każde takie urządzenie. Teraz jest refundowane przez Ministerstwo Zdrowia. W piątej dobie po przeszczepie serce bije równo i ma się dobrze. Ostatnie tygodnie pani Marta spędziła w szpitalu, z dala od męża i synka. Czuję się jeszcze trochę zmęczona po operacji, ciężko mi się mówi, ale jestem szczęśliwa. Przed operacją walczyła o każdy oddech. Serce praktycznie się nie kurczyło. Jedyną szansą na życie był dla niej przeszczep. Narząd udało się znaleźć w Łodzi. O świcie wyruszyliśmy z ekipą transplantacyjną na pobranie. A to specjalne urządzenie, tak zwane pudełko na serce, w którym narząd bije tak, jak w organizmie człowieka. Podczas transportu, w karetce pełen zestaw reanimacyjny, gdyby doszło do zaburzeń rytmu. Teraz będę podłączał defibrylator, żeby móc monitorować serce. Przy okazji możemy to serce oceniać, obserwować, badać biochemicznie. To już sala operacyjna w Warszawie, w uniwersyteckim Centrum Klinicznym. Serce w dobrej kondycji zostaje przekazane w ręce kardiochirurga. Urządzenie wspiera prace serca, co pozwala przeszczepić je w ciągu 12 godzin, to jest trzykrotnie dłużej, niż było to możliwe do tej pory. Dzięki temu można przeszczepić serca nawet u najtrudniejszych pacjentów, którzy wcześniej nie mogli być operowani z powodu licznych zrostów po poprzednich operacjach. To mi daje komfort, że jak widzę, że mam te 12 godzin, to widzę serce, które sobie stoi w rogu, i mogę spokojnie klatkę otwierać, spokojnie wszystko łączyć tak, aby potem wszystko działało. Na pierwsze siedem takich zestawów do transportu serca lekarze zbierali pieniądze sami, miedzy innymi na koncertach charytatywnych "12 godzin dla serca". Najbliższy koncert w Magowie pod koniec lipca też będzie poświęcony transplantologii, bo z pozyskaniem narządów jest wciąż trudno. Pomimo że możemy dzięki zgodzie domniemanej pobierać narządy od każdego, to szanujemy ból, traumę rodziny i nie pobieramy narządów wbrew woli najbliższych. Pani Marta docenia decyzję rodziny, dzięki której ma nowe serce. Dostałam w prezencie drugie życie. Jestem dozgonnie wdzięczna, że ktoś podjął tak trudną decyzję. Chce wrócić do wypraw rowerowych z rodziną, co od wielu miesięcy było nierealne. Dokładnie rok temu ruszyły wypłaty z rządowego programu "renta wdowia". Najprościej, jest to mechanizm pozwalający na łączenie dwóch świadczeń emerytalno-rentowych po śmierci małżonka. Skorzystało z niego ponad milion osób i po roku widać, że program czekają zmiany. Przeszłam po śmierci męża na rentę rodzinną, bo swojej emerytury nie miałabym 2000. Ciężko przeżyć. Bo oprócz straty najbliższej osoby to także strata jednego świadczenia w domowym budżecie. A czynsz i rachunki zostają. Senior zostaje w tym samym domu, płaci te same rachunki albo niewiele mniejsze i właśnie ten problem rentą wdowią rozwiązujemy. Renta wdowia wypłacana od równo roku pozwala połączyć własne świadczenie, rentę lub emeryturę, z częścią renty rodzinnej po zmarłym małżonku, dziś to 15% dodatkowego świadczenia, lub odwrotnie - całą rentę rodzinną plus 15% swojego świadczenia. Wybiera się wariant bardziej opłacalny. Wdowy i wdowcy dostają średnio około 350 złotych więcej miesięcznie. To nie są kokosy. Emeryt 100 złotych ma więcej, też się ucieszy, nie? Tak myślę. Nie jestem wdową, ale wyobrażam sobie, że gdybym była, to bym chciała otrzymywać. Przepisy wymagają jednak spełnienia kilku kryteriów. Trzeba być w wieku emerytalnym. Drugim kryterium jest wiek owdowienia, a więc data nabycia prawa do renty rodzinnej. I ta nie może być wcześniejsza niż na pięć lat przed osiągnięciem powszechnego wieku emerytalnego. Więc kobieta musi mieć 55 lat, mężczyzna - 60 lat. Jest też limit - połączone świadczenia nie mogą przekraczać 5340 zł netto. Tylko w tym roku ZUS wypłacił dodatkowe 1,5 mld zł. Ale od przyszłego roku renta wdowia wzrośnie. 15 procent dodatkowego świadczenia zwiększy się do 25 procent. A tak to będzie wyglądało w portfelach. Do kieszeni seniora, seniorki pobierającego rentę wdowią trafiać będzie około 500 lub 600 zł miesięcznie. Kolejna ewaluacja ma nastąpić w 2028 roku, ale o tym zdecyduje już kolejny rząd. Lewica zapowiada, że jeśli tylko będzie w rządzie, dopilnuje zmian. Doprowadzimy do tego, że to świadczenie będzie wynosiło 50%, czyli jedno 100, a drugie 50. I po drugie, bardzo ważne, to świadczenie będzie dotyczyło wszystkich wdowców i wszystkich wdów. Na razie według danych ZUS dotyczy około miliona seniorów. Tanie paczki z produktami z Chin zalewają Europę, niszcząc nasze rodzimy firmy i platformy sprzedaży internetowej. Dlatego Unia dziś mówi "stop" i nakłada cła na przesyłki o wartości do 150 euro. Jak w praktyce ma to wyglądać, w relacji naszej unijnej korespondentki Doroty Bawołek. Zryczałtowane unijne cło w wysokości trzech euro, czyli około 13 zł, jest od dziś nakładane na każdy artykuł tego samego rodzaju, który znajduje się w paczce przychodzącej spoza Europy, co oznacza że jej ostateczny koszt może się bardzo szybko się zwielokrotnić. Trzy produkty, za które teraz płacimy dziewięć euro, mogą kosztować dwa razy tyle, choć Komisja Europejska tłumaczy, że nie powinny. To nie konsumenci, a sprzedawcy albo platformy sprzedażowe mają płacić nowe cła. I to oni najprawdopodobniej przeniosą koszty na klientów, dla których często nieprzemyślane zakupy niskiej jakości towarów z Chin mogą stać się mniej atrakcyjne. I o to chodzi Europie, bo tylko w ubiegłym roku na unijny rynek trafiło 5,9 mld tanich paczek, głównie z Chin. Ich nadawcy, chińscy producenci i platformy sprzedażowe, już wiedzą, jak obchodzić nowe opłaty: towary, które po odprawie z kontenerów trafiają do magazynów, zbudowanych między innymi w Polsce, będą zwolnione z nowych opłat, przynajmniej do czasu, gdy Unia i na nie nie znajdzie sposobu. Telewizja Polska liderem wśród nadawców w czerwcu! Najchętniej oglądali państwo TVP1 i TVP Sport, a imprezy, które przyciągnęły największą uwagę, to mecze mistrzostw świata i 63. Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Wśród najchętniej oglądanych pozycji miesiąca znalazło się siedem programów Telewizji Polskiej. Najwięcej widzów przyciągnął koncert Premier w Opolu - średnia widownia to 2,3 mln osób. 14 transmisji fazy grupowej mundialu obejrzało ponad 2 mln widzów każdą, najwięcej, prawie 2,9 mln, zobaczyło mecz Francja - Senegal. Dzięki mundialowi TVP Sport był liderem anten sportowych w 2026 roku. Widownia TVP1 w czerwcu wzrosła o 4% rok do roku, a TVP2 - aż o 19%. Ten festiwal zaczął się w Warszawie, ale potem przeniósł się do Gdyni i chyba mu tam dobrze. Od prawie ćwierć wieku wzywa fanów różnej muzyki na lotnisko w Kosakowie i dziś nie być na Openerze to trochę jak zmarnować wakacje. Na jeszcze nieudeptanej ziemi jest Sandra Meunier. Witaj, co się w tym kotle w tym roku szykuje? Gościem Aleksandry Pawlickiej w "Pytaniu dnia" będzie Paweł Zalewski, wiceminister obrony narodowej. Do zobaczenia.