Cele wojny - kolejne amerykańsko-izraelskie ataki na Iran i jego odwet. Reakcje giełd - ropa droższa, zamykane rafinerie i instalacje gazowe w Zatoce Perskiej. Turyści utknęli - kilkanaście tysięcy Polaków na Bliskim Wschodzie czeka na powrót do kraju. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Bliski wschód nadal w ogniu. Uderzenia Stanów Zjednoczonych i Izraela są wymierzone w głównie w irańskie zaplecze wojskowe - na mapie widać skalę operacji: od okolic Teheranu po południowe wybrzeża nad Zatoką Perską. Równolegle izraelskie lotnictwo uderza w pozycje Hezbollahu w Libanie. Iran mówi o odwecie, a ten jest wymierzony w Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn czy Kuwejt, ale także w brytyjską bazę na Cyprze. Jak wojna się rozszerza? Już nie tylko Iran. Izrael rozpoczął bombardowanie także setek celów w Libanie. Na celowniku - Hezbollah - wspierane przez Teheran libańskie ugrupowanie. W atakach zginą szef jego wywiadu. Hezbollah rozpoczął w nocy kampanię przeciwko Izraelowi. Dokładnie wiedział, co robi i zapłaci za to wysoką cenę. Jesteśmy dobrze przygotowani. Zmobilizowaliśmy blisko sto tysięcy rezerwistów, dziesiątki batalionów, brygad i dywizji. Wszystkie opcje są na stole. Włącznie z inwazją lądową. To izraelskie czołgi przy libańskiej granicy. A to uciekający w panice mieszkańcy Bejrutu. Bo w izraelskich uderzeniach zginęły już dziesiątki ludzi, setki zostały rannych. O setkach, ale ofiar śmiertelnych mówi z kolei Iran. Ja Jak intensywnie bombardowany jest przez Izrael, pokazuje to nagranie. To terrorystyczny reżim. Armia amerykańska poinformowała, że od momentu rozpoczęcia w sobotę działań bojowych zaatakowała ponad tysiąc irańskich celów. Zdjęciami z operacji chętnie dzieli się w mediach społecznościowych. Mówi o udziale między innymi największego lotniskowca i najdroższych bombowców na świecie. Zrzuciły tonowe bomby na irańskie ośrodki produkcji i przechowywania rakiet balistycznych. Misję wykonały z USA - bez międzylądowania. Misja operacji Epicka Furia jest prowadzona z laserową precyzją: zniszczyć irańskie rakiety. Zniszczyć irańską produkcję pocisków, zniszczyć ich marynarkę wojenną i infrastrukturę bezpieczeństwa, aby nigdy nie mieli broni jądrowej. Żadnych ćwiczeń z budowania demokracji. Walczymy, by wygrać. Szef irańskiego MSZ napisał, że Iran miał dwie dekady na analizę porażek armii USA i wyciągnął z tego wnioski. Zwierzchnik służb bezpieczeństwa ostrzegał, że kraj przygotował się do długiej wojny, a wrogowie pożałują błędnych szacunków. Na dowód irańska agencja Fars opublikowała ten propagandowy film z arsenałem dronów rzekomo gotowych do ataku. Te już wystrzelone uderzały w kraje regionu - Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn czy Kuwejt. To okolice ambasady USA w tym kraju. Zaatakowana została też brytyjska baza na Cyprze. Stąd decyzja Londynu, że udostępni swoje obiekty USA. Otrzymałem informacje o utracie trzech samolotów F-15E amerykańskich sił powietrznych. Załogi są bezpieczne. Wiemy już, że przyczyną nie był wrogi ostrzał. Ale w operacji przeciwko Iranowi zginęło już czterech amerykańskich żołnierzy. Tak to już jest. Prawdopodobnie ofiar będzie więcej, ale zrobimy wszystko, co możliwe, żeby tak się nie stało. Ameryka pomści ich śmierć i zada najdotkliwszy cios terrorystom, którzy wypowiedzieli wojnę cywilizacji. Po powrocie do Białego Domu Trump nie chciał odpowiadać na pytania. Wcześniej stwierdził, że ataki USA na Iran mogą potrwać cztery tygodnie. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz, ponad godzinę temu w Białym Domu prezydent Trump mówił o wojnie, która rozpoczęła się kilka dni temu, a jak już słyszeliśmy, miała potrwać najwyżej cztery tygodnie. Czy Donald Trump potwierdził ten horyzont czasowy? Czy to realny scenariusz? -- Ta wojna może potrwać od 4 do 5 tygodni. Taki jest na razie plan. Medal honoru otrzymał sierżant, który uratował życie polskiego kapitana w Afganistanie. -- Mamy zdecydowanie najpotężniejszą armię na świecie. Z łatwością zwyciężymy. Zakładaliśmy od 4 do 5 tygodni, ale mamy możliwość, żeby operacja trwała znacznie dłużej. -- USA przygotowują naród na jeszcze większe straty w ludziach. Operacja "epicka furia" podobno przebiega zgodnie z planem. Ale Amerykanie przesyłają posiłki do regionu. Celem tej wojny, jak mówi prezydent, jest zniszczenie infrastruktury wojskowej, która ich zdaniem mogła służyć Irańczykom do ochrony instalacji nuklearnych. Amerykanie mówią, że niszczą rakiety balistyczne dalekiego zasięgu, które mogłyby dosięgnąć Europy. Sekretarz wojny mówi, że celem nie jest zmiana reżimu na demokratyczny, Złoto i ropa w górę - to efekt uderzenia Stanów Zjednoczonych i Izraela na Iran. W przeddzień ataku baryłka ropy kosztowała nieco ponad 70 dolarów, dziś już 77. A to odbija się na cenie paliwa na stacjach benzynowych, także tych w Polsce - benzyna bezołowiowa jest droższa o kilkanaście groszy. Czy musimy się liczyć z kolejnymi podwyżkami cen? Drony spadające na jedną z największych rafinerii na świecie. I kolejne ataki na tankowce w Cieśninie Ormuz. Skutek może być jeden - odczujemy to w naszych portfelach. Skala podwyżek, którą notujemy obecnie, niestety daje podstawy do tego, żeby prognozować skokowy wzrost cen paliw już w tym tygodniu. Według wyliczeń ekspertów olej napędowy może zdrożeć nawet 50 groszy na litrze. Mniejszy skok cenowy ma dotknąć benzynę - 20 groszy. Pewnie wzrosną, ale jak się sytuacja ustabilizuje, to jest szansa, że znowu wróci do swoich poprzednich poziomów. Każdy chyba ma taką obawę, że może być drożej. Aczkolwiek w ogóle są takie sytuacje. To jest niepokojące. Nie ma co panikować. Uspokajają ekonomiści, ale nawet chwilowy wzrost cen paliw może wpłynąć na inflację, czyli wzrost cen towarów i usług. Jeśli cena baryłki ropy wzrośnie o 10 dolarów, to inflacja wzrośnie o 0,3 punktu procentowego. Na razie cena ropy brent wzrosła o ponad siedem dolarów. Wpływ na cenę mają także wstrzymane prace na polach naftowych chociażby w Bahrajnie. Z racji tego, że cały czas trwały te operacje przechwytywania pocisków, nawet jeden z nich spadł niedaleko naszego urządzenia, stwierdziliśmy, że ze względu bezpieczeństwa wyłączymy wszystko. Powodów wzrostu cen jest więcej, ta jest może najważniejsza. Ważne jest znaczenie Cieśniny Ormuz dla światowego handlu ropą naftową, to właśnie przez tę cieśninę przepływa 20% światowego handlu ropą naftową. Tylko w ubiegłym roku przepływało nią około 14 milionów baryłek ropy dziennie. Decyzją Teheranu cieśnina pozostaje zamknięta. Co ważne - kilkadziesiąt procent ropy sprowadzanej przez Orlen pochodzi z Arabii Saudyjskiej. Tankowce do Polski wyruszają jednak z portów na Morzu Czerwonym. Dostawy ropy realizowane do Orlenu, produkcja paliw w rafineriach Orlenu i zaopatrzenie stacji jest bezpieczne. Wzrost nie tylko dotyczy paliw - ceny złota przekroczyły poziom 5400 dolarów za uncję. W porównaniu z piątkiem to wzrost o dwieście dolarów. Inwestorzy w takiej sytuacji zwracają się do bezpiecznych aktywów, wycofują swój kapitał z bardziej ryzykownych inwestycji i szukają złota, które sprawdziło się w trakcie wielu konfliktów. Czyli zyskują ci, którzy złoto mają już w portfelu. W związku z sobotnim atakiem na światowych giełdach duże spadki notowań. Przewiduję gwałtowny wzrost cen ropy naftowej, a cały świat pogrąży się w przedłużającym się kryzysie, podobnie jak miało to miejsce po embargu naftowym w 1974 roku. Na warszawskiej giełdzie indeks WIG20 w pierwszych minutach tracił na wartości około dwa procent. W momencie zamknięcia wskazywał minus jeden procent. Inwestorzy boją się eskalacji konfliktu. Nawet kilkadziesiąt tysięcy Polaków może przebywać w regionie Bliskiego Wschodu, informuje MSZ. W Krajach Zatoki Perskiej jest kilkanaście tysięcy naszych rodaków. Chcą wrócić do kraju. Napięcia w regionie rodzą emocje i pytania o pomoc. I czy odpowiedzialność spada tylko na przewoźników i firmy turystyczne. Jak w tej sytuacji powinien zareagować rząd i czy to, co robi, j est wystarczające? Kilkadziesiąt tysięcy Polaków w całym regionie Bliskiego Wschodu. Kilkanaście tysięcy w krajach Zatoki Perskiej: Iranie, Omanie, Zjednoczonych Emiratach, Arabii Saudyjskiej oraz Kuwejcie. To - jak potwierdził nam MSZ - liczba podróżnych z Polski, którzy z powodu wojny USA oraz Izraela z Iranem nie mogą wrócić do domu. W samych Zjednoczonych Emiratach Arabskich mamy 10 tysięcy osób zarejestrowanych w Odyseuszu. Odyseuszu, czyli systemie informatycznym polskiego MSZ, który pomaga lokalizować podróżnych z Polski w najdalszych zakątkach globu. Jeden z nich, Jakub Jurek, utknął w stolicy Kataru, Dosze. Jeżeli mówimy o turystach, to płacz. Jest płacz po hotelach i widać taką bezradność. Zofia Pietrzyk-Chyła z powodu odwołania lotów wraz z mężem utknęła w Male, stolicy Malediwów. Noclegi rozeszły się w przeciągu dosłownie kilkunastu sekund. My i tak jesteśmy w komfortowych warunkach, ale niektórych utknęli bez dachu nad głową, spali na plażach z małymi dziećmi. Krzysztof Jędrocha do kraju wracał z Filipin. Do Dochy dotarł w sobotę, w okolicach godziny trzynastej, po dwóch godzinach lotnisko zostało zamknięte, a wszystkie loty anulowane. Od tego czasu przebywamy tu na koszt linii lotniczych, zapewniono nam nocleg i wyżywienie. Największym problemem jest brak perspektywy, kiedy uruchomione zostaną loty do kraju. Dla tych, którzy utknęli, otworzono specjalną infolinię: Względnie bezpiecznymi krajami regionu są dziś - jak informuje MSZ - Egipt oraz Jordania. Dużo gorzej jest po wschodniej stronie Zatoki Perskiej. Najbezpieczniej jest pozostać w miejscu schronienia. Tam dalej latają pociski. Mówi rzecznik MSZ. Ponawia apel o stosowanie się do apeli lokalnych służb, śledzenie komunikatów ministerstwa oraz pozostanie w miejscach, które są bezpieczne. O możliwościach ewakuacji Europejczyków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, dyskutowano dzisiaj w Brukseli. Unia ma doświadczenie w tego typu operacjach. Na początku koronawirusa ewakuowała 100 tysięcy swoich obywateli. Rok później z Afganistanu sprowadzono trzy tysiące unijnych obywateli. Do wzmożonego wysiłku w celu sprowadzenia Polaków do kraju wezwał prezydent Karol Nawrocki. Z całą pewnością nie powinniśmy zostawić Polaków w rejonie Zatoki Perskiej. Podejmuję wysiłki w tym kierunki i tego samego żądam od rządu. Na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie z partnerami w Europie prowadzi też bezpośrednie rozmowy szef MSZ Radosław Sikorski. To jest 19.30. A wśród najważniejszych wiadomości... Medal Honoru dla Michaela Oliisa. Poświęcił swoje życie, ratując polskiego oficera. Czapki z głów. Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Była to postawa bohaterska. Będziecie w Ameryce, to powiedzcie rodzicom tego chłopaka, że to prawdziwy bohater, uratował mi życie. Wprowadzenie unijnego programu SAFE, który ma wzmocnić nasze bezpieczeństwo w sytuacji wydarzeń i eskalacji konfliktów, które dzieją się na naszych oczach, wydaje się oczywiste i szczególnie ważne. Jednak opozycja robi wszystko, żeby tanie finansowanie do Polski nie dotarło. Jednym z argumentów jest używanie sformułowania "kamienie milowe". Jakie są fakty w tej sprawie? Ja jeszcze decyzji nie podjąłem - mówi prezydent pytany o podpis pod ustawą o SAFE. Na decyzję ma jeszcze prawie trzy tygodnie. Rząd apeluje. W związku z sytuacją na Bliskim Wschodzie apeluję - panie prezydencie, szkoda czasu, proszę dać nam działać. Polska ma otrzymać 180 miliardów złotych. O podpis do prezydenta apeluje też 11 polskich firm zbrojeniowych, dla których to szansa na rozwój i bezpieczeństwo. Ale PiS grzmi, że SAFE to demontaż polskiej suwerenności. To Bruksela decyduje, na co mamy wydać pożyczkę. To jest tylko i wyłącznie założenie nam kajdanek. Nie Bruksela, tylko polscy wojskowi opracowali listę zakupów dla polskiej armii w ramach SAFE. Nie mamy wątpliwości jako wojskowi co do zasadności użycia tego mechanizmu. I powiem tylko, że był projektowany przy współudziale wojskowych. Ale prawej strony to nie przekonuje. Są różnego rodzaju kamienie milowe, czyli znów chcą włączyć pseudomechanizm praworządności. A inny poseł PiS pytał, czy premier wziąłby kredyt na zbrojenia od Putina. Musimy zachować suwerenność, musimy zachować niezależność. Program SAFE służy zwiększaniu suwerenności, a nie odwrotnie. To są po prostu bzdury i taki wściekły atak przypuszczany, bo to trwa któryś tydzień sterowany przez Nowogrodzką. To, co spowodowało atak prawicy, to zdanie nawet nie z samej ustawy o SAFE, co z jej uzasadnienia. Mówi, że wniosek o kolejną transzę pieniędzy składany jest "w zakresie zrealizowanych kamieni milowych". Jest synonimem słowa etap. To jest kompletnie inna metodologia. Nie ma żadnych innych warunków oprócz bezpieczeństwa i ochrony antykorupcyjnej, które Polska musi spełnić, żeby te środki otrzymać. O tym mówi rozporządzenie Rady Unii Europejskiej. Państwo członkowskie przedstawia uzasadnienie wniosku o płatność wraz z dowodami postępów w realizacji planu. Upraszczając - kolejna transza popłynie, jeśli dany etap zakończono. W KPO rzeczywiście istniała zasada - najpierw reformy, potem pieniądze. I były tam kamienie milowe. Natomiast w SAFE jedynym ograniczeniem jest ochrona budżetu UE. Tutaj rzeczywiście KE może zablokować w ramach SAFE, jeśli pojawi się ryzyko. Ryzyko korupcji albo nieprawidłowo wydanych pieniędzy. I są to mechanizmy typowe dla innych programów unijnych. Takie same klauzule jak po prostu w środkach, które Polska dostaje na rolnictwo albo na politykę regionalną. To są takie standardowe działania antykorupcyjne, a nie jakieś specjalne kamienie milowe. Więc to jest pewna konfabulacja. Ta zasada sprowadza się właściwie do kilku słów: wystarczy nie kraść. I zbroić się wspólnie z sojusznikami. W obliczu groźby eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie premier zapowiedział: Zainteresowanych wspólnym programem z Francją jest w sumie osiem europejskich krajów. Współczesna wojna zmienia oblicze, co dobitnie pokazują wydarzenia na Bliskim Wschodzie. Wcześniej obserwowaliśmy to za naszą wschodnią granicą. Na froncie w Ukrainie napadniętej przez Rosję najskuteczniejszym orężem okazały się drony. Taka broń powstaje też w Polsce, a systemy bezzałogowe made in Poland są coraz bardziej zaawansowane. Wojna na drony. Zupełnie inna, niż wyobrażaliśmy ją sobie jeszcze dwie dekady temu. Mamy przeskok technologiczny w postaci rakiet dalekiego zasięgu, artylerii kierowanej i przede wszystkim też dronów. Niewielkie drony są w stanie dokonywać ogromnych zniszczeń. A żołnierz, operator takiego bezzałogowca, jest daleko od jego celu. Nowe technologie, systemy bezzałogowe. Dzisiaj o dronach mówią wszyscy. To nie jest tylko linia frontu, tylko to są uderzenia na infrastrukturę krytyczną. Tak się dzieje w Ukrainie. Ale i teraz na Bliskim Wschodzie. Wykorzystanie tych wszystkich rzeczy powoduje, że są żołnierze, są siły zbrojne, ale biorą udział w walce cyfrowo - sterując coś, gdzieś, czymś. Taką nowoczesną broń od lat produkuje polska prywatna firma. Grupa WB specjalizuje się w systemach łączności i dowodzenia. I właśnie w bezzałogowcach. Hitem jest niewielki, lekki dron rozpoznawczy FlyEye. Obejmujemy niemal wszystkie rodzaje sił zbrojnych, które są w Polsce. To jest system sprawdzony. To jest jeden z najlepszych tego rodzaju systemów na świecie. Od początku rosyjskiej agresji i aneksji Krymu firma podwoiła zatrudnienie. Pracuje w niej już dwa tysiące sześćset osób, połowa to inżynierowie. Myśmy stworzyli dwie fabryki od podstaw, aby móc na ogromną skalę spełniać wymagania i zamówienia ze strony naszych klientów. I ze strony pierwszego, najważniejszego klienta, czyli Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej, i ze strony klientów eksportowych. Nie da się ukryć, że część naszego sprzętu trafia również do użytkowników ukraińskich. Drony uderzeniowe typu kamikadze, a mówiąc fachowo, amunicja krążąca WARMATE, jest kupowana między innymi przez armie Indii czy Korei. Trafiają też do Ukrainy. Nową szansą może być europejski program SAFE i dostawa systemów bezzałogowych dla Tarczy Wschód. To jest pewnego rodzaju katapulta, która wrzuca nas do największych graczy na tym rynku. My wtedy formułujemy standardy, to od nas kupowane są elementy. Bo wdrożenie mechanizmu SAFE to możliwość wspólnych zakupów uzbrojenia przez wiele krajów. Dla Polski będzie oznaczało wzmocnienie potencjału obronnego i większą niezależność od zewnętrznych dostaw. Potencjał obrony to są zdolności armii, wyposażenie i kondycja przemysłu zbrojeniowego. To wszystko podnosimy programem SAFE. To też koło zamachowe dla gospodarki. Nowe kontrakty dadzą wiatr w żagle nie tylko firmom, które je zrealizują, ale też całej sieci ich krajowych dostawców i podwykonawców. A jest ich w całym kraju prawie dwanaście tysięcy. Uwaga, kierowcy, nadchodzą zmiany. Od północy wchodzą w życie kolejne przepisy, które zaostrzają odpowiedzialność kierowców w rażący sposób naruszających zasady ruchu drogowego. Warto się z nimi zapoznać, bo kary nie tylko za spowodowanie wypadku, ale i za niebezpieczną jazdę, łamanie zakazów czy nielegalne wyścigi będą dotkliwe. Już od jutra na drodze takiej jak ta poza terenem zabudowanym, jeśli przekroczymy dopuszczalną prędkość o 50 kilometrów, to możemy stracić prawo jazdy na 3 miesiące. Bez zmian pozostanie wysokość mandatu - 1500 złotych. Bardziej rygorystyczne prawo ma zmniejszyć liczbę wypadków na najbardziej niebezpiecznych drogach, tych dwukierunkowych, jednojezdniowych. Nie będzie jednak dotyczyło dróg ekspresowych i autostrad. Prędkość ma największe znaczenie, o ile w obszarze zabudowanym jest najwięcej wypadków, o tyle ofiar jest najwięcej poza obszarem zabudowanym. Zdaniem ekspertów, którzy tworzyli nowe przepisy, kary dla kierowców drastycznie łamiących przepisy były zbyt niskie. Przyzwyczaili się do tego, że opłaca się te przepisy ruchu drogowego łamać. Jest to dobre, bo zwiększa bezpieczeństwo, studzi tych, co mają w głowie jeszcze lat 17. A ci, którzy 17 lat mają naprawdę, od jutra mogą starać się o prawo jazdy. Dopuszczenie 17-latków wynika z tego, że są to osoby, które często były wykluczone komunikacyjnie. Szczególnie w mniejszych miejscowościach. Siedemnastolatkowie nie od razu będą jednak samodzielnymi kierowcami. Po zdaniu egzaminu przez pół roku będą mogli prowadzić auto tylko, gdy będzie z nimi doświadczony kierowca. Przyzwoitka to osoba, która 25 lat ma, nieprzerwanie 5 lat posiada prawo jazdy, trzeźwa musi być, nie będzie przywożenia pijanych wujków z wesela. Za jazdę bez opiekuna będzie groził mandat i utrata prawa jazdy. Niepełnoletni nie będą mogli pracować jako kierowcy, ale zdobędą doświadczenie. Cieszę się z tego, że to wprowadzają, bo mój brat będzie zaczynać od marca prawo jazdy. Z nowych przepisów cieszyć się będą także rolnicy. Ciągniki mogą po drogach publicznych jeździć do 40 kilometrów na godzinę - o dziesięć więcej niż do tej pory. Po tym, co przeszła, nie przestaje być radosna i mimo wszystko ufna. Mimo że to człowiek ją zawiódł i zostawił na śmierć podczas siarczystych mrozów. Przeżyła. Historia sparaliżowanej suczki Luny porusza, a to, co dzieje się teraz, przywraca wiarę w człowieka. Czapki z głów dla pana Marcina. Dlaczego? Waleczna i radosna. Jakby wiedziała, że rozpoczyna nowe, lepsze życie. Przekochana, wszyscy jesteśmy w niej zakochani, jest bardzo grzeczna. Luna trafiła do schroniska po tym, jak jej właściciel postanowił pozbyć się jej i wyrzucił na mróz. Suczka ma sparaliżowane tylne łapy, jednak próbowała wrócić do domu. Czołgała się po śniegu i lodzie. Znaleźli ją ludzie, którzy zziębniętą i poranioną zawieźli do schroniska. Ta historia wywołała lawinę dobra. Ludzie, choć nikt nie prosił, zaczęli wpłacać na konto schroniska w Piotrkowie Trybunalskim pieniądze na leczenie suczki. A wózek, dzięki któremu się porusza, sfinansował anonimowy darczyńca. Ludzie mają piękne serca i dobre serca. Te zwierzęta są dla nich ważne. Jak się dzieje jakaś krzywda zwierzęciu - chcą pomagać. Sprawa Luny niebawem ma trafić do prokuratury. Bo nie dość, że suczka prawie zamarzła, a porzucenie zwierzęcia to przestępstwo, to też jej stan zdrowia wskazuje na to, że się nad nią znęcano. Bestialstwa zawsze było tyle samo, ale my reagujemy, my zgłaszamy, nie boimy się zeznawać i dzięki temu prokuratorzy te sprawy rzadziej umarzają. Niestety nadal najczęściej orzekaną karą za znęcanie się nad zwierzętami jest kara więzienia z warunkowym zawieszeniem. A to już owczarek Lakuś - znaleziony przez swoich obecnych właścicieli z odciętą częścią tylnej nogi. Nie wiadomo, czy zrobił mu to człowiek. Ale dzięki człowiekowi, dzięki studentom Politechniki Białostockiej pies dostał wózek skrojony specjalnie pod niego, który częściowo przywraca zwierzęciu sprawność i wiarę w ludzi. Jest to dla mnie naprawdę dar z nieba. Uczelnia ta i uczniowie, opiekunowie, którzy zrobili ten wózek. Dla mnie to jest ogromna pomoc. A dla studentów to był nie tylko dobry uczynek. Dużo się uczymy, bo to jest wykorzystanie wiedzy w praktyce. Tej, którą zdobywamy w teorii na wykładach. Jest to na pewno fajna opcja, żeby tę wiedzę sobie utrwalić. A owczarek Lakuś ma prawdziwe szczęście. Dzięki ludziom o wielkich sercach znów może biegać. To było prawdziwe braterstwo broni. Sierżant Michael Ollis w 2013 roku w Afganistanie uratował życie polskiego oficera Karola Cierpicy, sam zginął. Amerykańskiemu żołnierzowi pośmiertnie nadano Medal Honoru. To najwyższe odznaczenie w Stanach Zjednoczonych. O solidarności we wspólnej walce ramię w ramię i cenie krwi. To Medal Honoru, najwyższe wojskowe odznaczenie Stanów Zjednoczonych. Otrzymują go tylko ci, którzy wykazali się niezwykłą odwagą i męstwem, broniąc innych, często poświęcając siebie samych. Michael Ollis, amerykański sierżant, lekceważąc własne bezpieczeństwo, stanął między talibskim bojownikiem a polskim oficerem Karolem Cierpicą, który został ranny. Uratował jego życie, tracąc własne. Było to 13 lat temu, podczas ataku na bazę wojskową w prowincji Ghazni w Afganistanie. Karol Cierpica razem z żoną, by upamiętnić bohatera, dali swojemu najmłodszemu synowi na imię Michael. Jak zaszłam w ciążę, lekarz mówił na tej wizycie, że to będzie chłopiec. Wyszliśmy z tej wizyty i mówię: zapytaj państwa Ollisów, czy możemy mu dać na imię Michael. Po stracie syna rodzice Michaela Ollisa zaprzyjaźnili się z kapitanem Cierpicą i jego rodziną. Poświęcenie sierżanta nie zostawiło miejsca na żal czy złość, lecz połączyło dwie rodziny. Linda i Bob lubią opowiadać małemu Michaelowi o swoim synu. Kiedy Michael był małym chłopcem, to tutaj grał i bawił się tu w wojsko. W Staten Island Michael Ollis jest bohaterem. Ma tu swój pomnik, a jego imię noszą między innymi stadion sportowy czy prom, który codziennie kursuje między wyspami Nowego Jorku Pamięć o Michaelu jest pielęgnowana również w Polsce. W jego ślady idą uczniowie tej klasy mundurowej z bydgoskiego liceum. Był to czyn niezmiernie bohaterski, bardzo szanuję tę postawę, było to pokazanie nieskazitelnych wartości honoru i oddania. Bohater z Afganistanu jest dla nich nie tylko patronem klasy, ale i wzorem. Postać Michaela pokazuje, że jesteśmy w stanie zrobić dużo dla siebie nawzajem i to daje motywację, że mamy wsparcie w innych. Bo dla ludzi w mundurze braterstwo broni to rzecz, która łączy do końca życia. To braterstwo krwi, braterstwo broni jest i jak najbardziej powinno funkcjonować. A o swoich bohaterach wojsko nigdy nie zapomina. Dziękuję za uwagę w 19.30. Przypominam, że dziś w TVP INFO startuje 22.30, czyli nasze podsumowanie wiadomości dnia. Zaprasza Bartosz Filipowicz. A już za chwilę Pytanie Dnia.