Orędzie niepokoju. Donald Trump nie zamierza się zatrzymywać. Wielki Czwartek. Początek Triduum Paschalnego. Historyczna misja. Artemis II leci w kierunku księżyca. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Świat reaguje na orędzie Donalda Trumpa. Bacznie analizują je europejscy sojusznicy. Groźba opuszczenia NATO przez USA akurat tam nie padła, ale to nie oznacza, że nie ma powodów do niepokoju. O "planie marzeń Putina" pisze w mediach społecznościowych premier, wymieniając kolejno groźbę rozpadu NATO, złagodzenie sankcji wobec Rosji czy ogromny kryzys energetyczny w Europie. To było 18 minut zachwytu Donalda Trumpa decyzjami Donalda Trumpa. Tu prezydent mówił przede wszystkim o konflikcie na Bliskim Wschodzie i rozwijał długą, niemal triumfalną litanię osiągnięć Amerykanów w tej wojnie, zapowiadając ciąg dalszy. Cofniemy ich do epoki kamienia, tam, gdzie ich miejsce. To deklaracje. A to fakty. Dzień po ataku na Iran Donald Trump zapewniał, że operacja potrwa cztery tygodnie lub mniej. Minął ponad miesiąc, konflikt tylko się zaostrza, a teraz prezydent zapowiada kolejne tygodnie walk. W ciągu najbliższych dwóch, trzech tygodni uderzymy w nich ekstremalnie mocno. Jak pan ocenia to wystąpienie? Obawiam się, że z każdym wystąpieniem pana prezydenta Trumpa napięcie rośnie i obawy na to, że nie ma planu na zakończenie konfliktu na Bliskim Wschodzie. Bo Trump w tym orędziu nie przekazał kluczowej informacji - w jaki sposób chce zakończyć wojnę. Wojnę, za którą płaci cały świat. Po każdym jego wystąpieniu ceny ropy wzrastają, co uderza w Polskę i europejską gospodarkę. A tu widać to najlepiej. Od ceny paliwa zależy wszystko, dlatego w Polsce próbujemy w tej sytuacji, na którą nie mamy totalnego wpływu, utrzymać ceny paliwa w ryzach. Operacja "Epicka Furia" nie idzie po myśli Donalda Trumpa, więc ten nie zatrzymuje się w wypowiedziach, które co najmniej budzą niepokój. Donald Trump tymi słowami daje prezent Putinowi i Łukaszence. Białoruski satrapa już ostrzega. Przygotowujemy się do wojny, ale jesteśmy jej absolutnie przeciwni. Tymczasem PiS w alarmujących wypowiedziach Trumpa... Jesteśmy bardzo rozczarowani NATO, bo nie zrobili absolutnie nic. ...nie dostrzega niebezpieczeństwa dla Polski. Donald Trump gra w szachy 3D, a cała Europa gra w warcaby. A tak te szachy 3D Trumpa i jego europejskich proputinowskich przyjaciół wyglądają w praktyce: Groźba rozpadu NATO, złagodzenie sankcji wobec Rosji, - wylicza w sieci premier i kwituje: "Wszystko to wygląda jak wymarzony plan Putina". Ale PiS jakby o tym nie widział, jakby tego nie zauważał. Do wystąpień pana prezydenta Donalda Trumpa trzeba podchodzić ze zrozumieniem. Tu warto podkreślić, że mówi to polski poseł, z polską flagą w klapie. I mówi to o wypowiedzi Trumpa, która podważa sens istnienia NATO - gwaranta polskiego i europejskiego bezpieczeństwa. Te słowa powinny działać jak kubeł zimnej wody, nie tylko w Śmigus-dyngus, na polityków PiS-u, że trzeba budować własne kompetencje, własną armię, własny przemysł zbrojeniowy. Temu ma służyć program SAFE, któremu sprzeciwił się prezydent. Ten sam, który w weekend tak wychwalał Donalda Trumpa Wasz prezydent jest prawdziwym przyjacielem Polski, ale jest również przyjacielem Polski. Tu narracja prezydenta zgodna z narracją polityków PiS-u... Donald Trump, Donald Trump. ...którzy choć dziś już nie klaszczą, ani nie zakładają takich protrumpowskich czapek... Donald Trump gra w szachy 3D. ...to wciąż nie kryją swojej słabości do Trumpa. "Po ludzku szlag mnie trafia, bo z panią minister ciągle szukamy nowych środków na zdrowie" - to minister finansów Andrzej Domański w reakcji na wczorajszy wyrok sądu w Brukseli, który orzekł, że Polska musi zapłacić ponad 1,3 mld euro firmie Pfizer za nieodebrane szczepionki przeciwko COVID-19 zamówione przez rząd Mateusza Morawieckiego. 6 mld zł! 6 mld! Minister finansów nie kryje oburzenia po wyroku belgijskiego sądu, ale to nie na sąd jest oburzony. To jest bezpośrednio wina rządu PiS-u. Sąd nakazał Polsce zrealizowanie umowy na zakup kilkudziesięciu milionów dawek szczepionki na covid, którą zerwał rząd Mateusza Morawieckiego. 64 miliony dawek szczepionki, którą będziemy zobowiązani odebrać i która będzie zutylizowana. To niemal 6 mld zł wyrzucone w błoto, bo pięć lat temu rząd PiS zamówił kolejną partię szczepionek, choć miał zapasy w magazynach i zakontraktowaną jeszcze jedną dostawę. Dopiero potem uznano, że nowe preparaty od Pfizera są niepotrzebne. Koncern pozwał Polskę. PiS wini Brukselę. Postawiono nas wtedy pod ścianą, zresztą i wszystkie inne kraje unijne, że albo wspólne zakupy, albo zero dostępu do szczepionek. Więc mówiąc szczerze, nie mieliśmy innego wyjścia. Wyjście było, bo była możliwość odstąpienia od tej umowy, słyszymy. 2021 rok to był ten moment, w którym mogliśmy skorzystać z klauzuli i nie przystępować do kolejnego zamówienia. Tak - przyznaje były wiceminister zdrowia w rządzie PiS. Ale Janusz Cieszyński dodaje, że Polska przez to wypadłaby z kolejki po szczepionki i w kolejnych latach mogła zostać bez zapasu preparatów. To są błędne decyzje, to był ten chaos, o którym mówi również raport NIK-u z 2023 roku. Wspomniana kontrola wykazała, że zamówiono o wiele za dużo szczepionek. Preparaty zalegały, aż upłynął termin ważności. Dawki za niemal 1 mld zł zutylizowano, resztę rozdano innym krajom. Wyraźnie przeszacowano liczbę szczepionek, jakie będą potrzebne Polsce. To kolejna zła decyzja podjęta przez rząd PiS. Polska nie chce płacić Pfizerowi za szczepionki, które potem zniszczy. W obecnej sytuacji w ochronie zdrowia to gigantyczna kwota. 6 mld zł to dla nas roczny koszt leków dla pacjentów onkologicznych. Stąd zapowiedź apelacji od wyroku, choć niewykluczone, że na czas jej rozpatrywania całą kwotę i tak trzeba będzie wpłacić jako zabezpieczenie. Oglądają państwo 19.30 w Wielki Czwartek. Dziś opowiemy o znaczeniu tego dnia dla katolików, a poza tym jeszcze m.in. takie tematy: Pomagamy ofiarom wypadków. Koszty są różne i mogą sięgać naprawdę wysokich kosztów. Fundacja TVP przyjmuje wnioski. O dofinansowanie mogą się ubiegać rodzice i krewni dzieci do 18. roku życia. Dzięki temu możemy razem robić dobro. Krzysztof Szczucki zawieszony w prawach członka PiS-u. Oficjalnie powodu nie podano, za kulisami słychać jednak, że to za wstrzymanie się od głosu w sprawie odrzucenie prezydenckiego weta do nowelizacji Kodeksu postępowania karnego. "Jeżeli uważam, że coś jest niezgodne z konstytucją, to o tym mówię" - odpowiada Szczucki. I to nie jedyny przypadek, gdy poseł nie zgadza się z prezesem. Nową odsłonę ma także spór Mateusz Morawiecki kontra ziobryści i nic nie zapowiada jego końca. Jeszcze do niedawna w pociągu o nazwie "PiS" miały się znaleźć miejsca dla wszystkich. Skoro mam być tym maszynistą w pociągu szybkich prędkości, który ma świetne programy, jest świetnie przygotowany, to w tym pociągu wszyscy mamy swoje miejsce! Całe PiS! Dziś już wiadomo, że nawet najmniejsze odstępstwo od linii partii to zjazd na boczny tor. Jak w przypadku posła Krzysztofa Szczuckiego. Powody zawieszenia? Nieoficjalnie mówi się o dwóch. Polityk wstrzymał się od głosowania w sprawie prezydenckiego weta do nowelizacji Kodeksu karnego, a potem skrytykował przyjęcie przez Karola Nawrockiego ślubowania od zaledwie dwóch z sześciu sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jeżeli coś jest zgodne, niezgodne z konstytucją, zgodne, niezgodne z prawem, to o tym mówię. Politykiem się bywa, prawnikiem się jest. Koledzy partii co prawda Szczuckiego cenią i wspierają. Jesteśmy kolegami, lubimy się, serdecznie Krzysztofa pozdrawiam. Ale w sprawie zawieszenia bezpiecznie trzymają się linii partii. Jeżeli są jakieś powody, które są przyczyną takiego zawieszenia, to mam pełne zaufanie do naszych gremiów partyjnych. Zdaniem opozycji krytyka Szczuckiego to pośredni atak na jego pryncypała. A tym jest były premier, Mateusz Morawiecki. Zawieszenie posła byłoby więc kolejną odsłoną wewnętrznego konfliktu, który właśnie trawi PiS. Pamiętajmy, że pan Szczucki jest człowiekiem pana Morawieckiego, więc to są takie prztyczki nie wprost wobec pana Morawieckiego. Byłego premiera atakują też partyjne media, takie jak Telewizja Republika. W programie "13. piętro" powtarzano plotkę, według której Morawiecki podczas tajnych spotkań miałby się układać z samym Donaldem Tuskiem. Podobno premier Morawiecki znajduje czas na bliżej nieokreślone spotkania z Tuskiem. Kojarzysz, czaisz? W wywiadzie dla Wirtualnej Polski Morawiecki zdementował te informacje. I zasugerował, że za podobnymi plotkami miałby stać Jacek Kurski. Zaprezentowane właśnie przez Jarosława Kaczyńskiego credo, według którego w PiS nie ma miejsca dla posłów wahających się. Temu trzeba było położyć kres zdecydowanie, bo partia takich ludzi, którzy nie wiedzą, jak jest, nie potrafią się bronić, są tacy rozmiękczeni, taka partia nie ma żadnych szans. W ostatnim czasie za podobne odchylenia, tym razem w sprawie SAFE, z partii usunięto związanego z PiS od 25 lat senatora Jacka Włosowicza. Razem z posłem Szczuckim ciążył widocznie partii bardziej niż tacy politycy jak Łukasz Mejza czy Dariusz Matecki. "Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli" - to pierwszy artykuł polskiej konstytucji, która właśnie skończyła 29 lat. Gdy ją tworzono, poważny spór dotyczył m.in. roli prezydenta. Jak pokazuje czas, to wciąż kwestia do dyskusji. Na przykład takiej, co może głowa państwa, gdy ważą się losy Trybunału Konstytucyjnego. Komentarze po przyjęciu przez Karola Nawrockiego ślubowania od dwojga z szóstki sędziów zebrał Daniel Chaliński. Sala rozpraw Trybunału Konstytucyjnego, a w nim najważniejszy akt prawny. Konstytucja świętuje dziś urodziny. Stwierdzam, że większością 2/3 głosów uchwalono Konstytucję RP. Po 29 latach od tych wydarzeń trwa dyskusja, kto ją łamie. Karol Nawrocki do sieci wrzucił taką grafikę, że to on przywraca porządek konstytucyjny. Faktycznie prezydent przywraca ten porządek, panie pośle? Takimi grafikami Karol Nawrocki śmieje się nam prosto w twarz. Bo głowa państwa, jak i jego kancelaria albo nie rozumieją zapisów w Konstytucji, albo po prostu nie chcą jej przestrzegać. Łamie Konstytucję i to, co robi w sprawie ślubowań sędziów Trybunału, jest po prostu deliktem, czyli złamaniem prawa. Wczoraj Karol Nawrocki odebrał ślubowania od dwóch z sześciu legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Jest mi bardzo przykro, że taka sytuacja się dzieje. Mówi wybrany przez Sejm sędzia TK Krystian Markiewicz. Zaproszenia do Pałacu nie dostał. A to dziwi tych, którzy odebrali ślubowanie. Przekazałem swoje poglądy i poinformowałem: "Panie prezydencie, to, jak będzie wyglądał Trybunał, w dużej mierze zależy teraz od pana". Argumentacja Pałacu - w Trybunale zasiada już 11 sędziów. Konstytucja została przyjęta w referendum i tam jest mowa o 15 sędziach, czyli jest 15 sędziów, nie 13. Nie, że wystarczy. Ale prezydentowi może chodzić o coś innego. Przy 11 sędziach w Trybunale PiS wciąż ma tam większość. W przypadku powołania pozostałej czwórki na pewno większości w Trybunale by nie mieli. Prezydent krytykowany jest także za to, że z szóstki wybranych sędziów wybrał tych, których chciał. Dokonał takiego wyboru w oparciu o ocenę kandydatów, w oparciu o przedstawione dokumenty, o ich życiorysy. Ale, zaznaczmy, nie są to kompetencje prezydenta. Dobierać można kwiatki do bukietu, ale nie sędziów do TK. Sześciu zostało wybranych, od sześciu musi zostać odebrane ślubowanie. Co potwierdza wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Rządzący mają plan B, tak by pozostała czwórka sędziów złożyła ślubowanie. Widzimy pomysły przed obiema izbami parlamentu, przed marszałkiem Sejmu, przed notariuszem i wysłanie prezydentowi, żeby mógł się zapoznać. Bo choć w ustawie mowa o złożeniu ślubowania wobec prezydenta, to nie znaczy, że w obecności, twierdzą rządzący. To, czy tak naprawdę pogłębia ten kryzys w TK, to, że nie mamy wciąż ślubowania wszystkich 6 sędziów? Tak, oczywiście, że tak. System został zepsuty przez PiS. To, jak szybko trzeba naprawić sytuację w tym budynku, pokazują fakty. Trybunał rocznie wydaje zaledwie 14 orzeczeń. Na ważne wyroki ludzie czekają długie lata. Kieruje je do następczej oceny TK. Do listy spraw, którymi Trybunał ma się zająć, trafiła podpisana, ale wysłana do TK ustawa o Państwowej Inspekcji Pracy. Wszystkie osoby, które dzisiaj pracują na fałszywych śmieciówkach, pracują na umowach cywilnoprawnych w warunkach, w których powinny być zatrudnione na umowę o pracę, otrzymają efektywną ochronę. Dziś Wielki Czwartek - dzień, który kończy Wielki Post i otwiera Triduum Paschalne. Kościół w trakcie Mszy Wieczerzy Pańskiej upamiętnia Ostatnią Wieczerzę Jezusa z uczniami i ustanowione w jej trakcie sakramenty eucharystii i kapłaństwa. Dziś także wspominamy papieża Polaka - 21. lat temu odszedł św. Jan Paweł II. Msza krzyżma, podczas której kapłani odnawiają przyrzeczenia potwierdzając gotowość służby. Podczas liturgii święcone są oleje, które potem będą używane m.in. podczas sakramentu chrztu czy namaszczenia chorych. Wielki Czwartek rozpoczyna w Kościele katolickim obchody Triduum Paschalnego. Każdy chce przeżyć te święta nie tylko w taki sposób, że jedziemy do rodziny, spotykamy się, ale też od tej strony duchowej, żeby przede wszystkim przyjąć Jezusa do swojego serca. To pierwsze uroczystości Wielkanocne, którym przewodniczy nowy papież. Podczas wieczornej liturgii sprawowanej na pamiątkę Ostatniej Wieczerzy Leon XIV zgodnie z tradycją obmył stopy dwunastu księżom. Ten gest pokazuje, że pełna miłość wyraża się w pokorze i służbie. Symboliczny wymiar będzie też miała jutrzejsza droga krzyżowa. Papież zadeklarował, że sam poniesie krzyż przez wszystkie stacje. Chce w ten sposób dać znak, że dla niego papiestwo jest krzyżem, że jest czymś do uniesienia. W tym roku obchody wielkoczwartkowe zbiegają się z rocznicą śmierci Jana Pawła II. Trudno zapomnieć ten dzień. Kardynał Dziwisz był z nim do końca. Myśmy kochali Ojca Świętego. Był dla nas ojcem. Nie tylko dla tych, którzy pracowali w jego domu, ale dla wszystkich innych. Tak wszyscy to odbierali. Odchodzi ojciec. 2 kwietnia stał się częścią naszej narodowej historii, a każda rocznica na nowo budzi wspomnienia. Nie mogę mówić. To jest bardzo przykre. To był dzień nie do zapomnienia. Ludzie płakali. Wspaniały przewodnik naszego życia. Dla wielu jego obecność w życiu jest nie tylko symboliczna. Zachorowałem na raka i moi znajomi modlili się za wstawiennictwem Jana Pawła II. Widocznie Pan Bóg mnie jeszcze tutaj potrzebuje. Uczył, że wiara nie może być tylko deklaracją, ale powinna wyrażać się w czynach A jego nauka nie traci na aktualności. Jest ciągle prorocka. Dzisiaj w świecie, który oferuje wiele różnych możliwości, trzeba odkryć, ze warto żyć dla miłości. Przerwa trwała ponad pół wieku, po nerwowym wyczekiwaniu był udany start i są pierwsza zdjęcia z historycznej misji Artemis II. Kapsuła Orion z czworgiem astronautów na pokładzie w tym momencie pędzi w stronę Księżyca z prędkością około 30 tysięcy km/h. Pierwsza doba lotu to intensywny sprawdzian kluczowych systemów, czy wszystko działa, jak należy. O tym z Florydy Marcin Antosiewicz. To najsilniejsza rakieta NASA w historii, co słychać i czuć, stojąc kilka kilometrów od pola startowego. To bez wątpienia historyczny moment, człowiek po 53 latach wraca na Księżyc. Ludzie tutaj krzyczą "USA! USA!". Właściwie wraca czteroosobowa załoga astronautów, a miliony ludzi na całym świecie wiążą z tą misją wiele nadziei. Tysiące, setki tysięcy przyjechało, by na żywo oglądać start misji Artemis II na Przylądku Canaveral. Boże, to było piękne! Chyba już nigdy w życiu nie zobaczę niczego piękniejszego. To było wspaniałe. I to było czuć. Możesz to zobaczyć w telewizji, ale musisz być na miejscu, by to poczuć i zobaczyć w tym samym czasie. Polecieliśmy na Księżyc. Tym razem jednak załoga nie wysiądzie na Księżycu. Choć nie będzie miała okazji zrobienia takich zdjęć jak Neil Armstrong w 1969 roku, to sprawdzą sprzęt nowej generacji, który pozwoli na dobre wrócić człowiekowi na najważniejszego satelitę Ziemi. Jest to pierwsza od ponad pół wieku załogowa misja w tym środowisku, realizowana przy użyciu rakiety i statku kosmicznego, które nigdy wcześniej nie przewoziły tam ludzi. Astronauci krążą teraz po wysokiej orbicie okołoziemskiej. Jeśli ich organizmy w kapsule Orion dobrze zareagują na zmianę warunków, ruszą na orbitę Księżyca. Ta podróż potrwa cztery dni. Krążąc wokół Księżyca, mają sprawdzić wpływ jego promieniowania na ludzki organizm. Dolecą na południowy biegun, dalej niż misje Apollo. Na Ziemię wrócą po 10 dniach. Sukces ogłosimy, kiedy bezpiecznie wylądują w wodzie, a my zaczniemy pracować nad kolejną misją. Artemis III ma bezzałogowo wylądować na Księżycu, tak by Artemis IV na początku 2028 roku mogła już wynieść tam ludzi, którzy zadokują i stworzą stałą bazę. To teraz nadzieja nas wszystkich, bo oprócz patrzenia na wielką historię widzimy także ich prywatne losy. Dowódca misji Reid Wiseman zostawił na Ziemi dwie nastoletnie córki, które sam wychowuje od sześciu lat, kiedy zmarła jego żona. Christina Koch, specjalistka misji, jest pierwszą kobietą, która leci na Księżyc, a pilot Victor Glover 1. Afroamerykaninem na pokładzie księżycowej misji. Prezydent gratulował im wczoraj podczas orędzia do narodu. W 250-lecie powstania USA powrót na Księżyc ma symboliczne znaczenie i nikt nie ukrywa, że chcą zdążyć przed Chińczykami. Wyścig o podbicie Księżyca i Marsa wchodzi w decydującą fazę. Koniec jednego z kluczowych etapów śledztwa w sprawie serii podpaleń, do których doszło w Polsce i na Litwie. Jest akt oskarżenia w sprawie podłożenia ognia na zlecenie Rosji w centrach handlowych w Warszawie, Wilnie, a także próby podpalenia w Rydze. Przed sądem stanie pięć osób, z których trzy odpowiedzą za akty sabotażu. Od podpalenia centrum handlowym Marywilska w Warszawie mijają prawie dwa lata. Choć handel wrócił, to wspomnienie tamtego dnia nie opuszcza sprzedających, którzy potracili swoje majątki w pożarze. To był armagedon. Zawalił się świat, myślę, że każdemu z nas zawalił się świat. Dla każdego, kto tu pracował, to był szok. Tragicznie to się dla nas skończyło dla wszystkich, bo praktycznie wszystkie stanowiska zostały zniszczone doszczętnie. Podpalenia w Warszawie Marywilskiej i marketu budowlanego oraz pożar w sklepie meblowym w Wilnie to nie są przypadki. Pięć osób zostało objętych aktem oskarżenia w związku z działalnością zorganizowanej gruby przestępczej, która dokonywała aktów dywersji i przestępstw o charakterze terrorystycznym, działając na rzecz Rosji, ale to nie koniec. Prokuratorzy kontynuują postępowanie, ustalenia wszystkich osób biorących udział w podpaleniu hali przy ulicy Marywilskiej 44 oraz przede wszystkim zleceniodawców oraz przede wszystkim wykonawców. Za pomoc obcemu wywiadowi w aktach dywersji grozi nawet dożywocie. Werbując Białorusina i czterech Ukraińców, rosyjskie służby miały swój cel. Odwrócić uwagę społeczeństwa polskiego skoncentrowanego na pomocy Ukrainie. Kolejny element to jest wywarcie takiej presji psychologicznej na społeczeństwie. Pożary. Dywersja na torach. Cyberataki na wodociągi, energetykę, administrację czy szpitale. To elementy wojny hybrydowej. Dlatego od jutra wchodzi w życie zaktualizowany krajowy system cyberbezpieczeństwa. Trzeba zrobić wszystko, żeby krajowy system bezpieczeństwa był wzmocniony. Pieniądze, które rekordowo wydaje rząd, były dobrze skierowane, żeby obywatele czuli się bezpieczni. Bo Polska jest jednocześnie jednym z najczęściej atakowanych i najlepiej broniących się przed cyberniebezpieczeństwami krajów UE. Telewizja Polska ma nową misję i będzie wspierać dzieci i młodzież, które ucierpiały w wypadkach komunikacyjnych. Na liście potrzeb środki na leczenie, rehabilitacja czy specjalistyczny sprzęt medyczny. Fundacja właśnie rozpoczęła przyjmowanie wniosków, a Tomasz Mildyn opowie, kto może skorzystać z pomocy. To nagranie z poniedziałku. Trzyletnie dziecko, które jechało w samochodzie, trafiło do szpitala. Co roku w wypadkach komunikacyjnych uczestniczy około 3000 dzieci. Duża część z nich wymaga później rehabilitacji. Skomplikowany i może być proces długotrwały. W takich przypadkach ważna jest jak najszybsza rehabilitacja i branie pod uwagę urazu psychicznego wywołanego wypadkiem. W zależności od tego, co potrzeba, jaki sprzęt powinien być zaangażowany, te koszty są różne i mogą sięgać naprawdę wysokich kwot. Fundacja TVP ogłosiła właśnie nabór do programu wsparcia dla dzieci poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Każdy rodzic lub opiekun prawny może zgłosić się po pomoc przez formularz na stronie Fundacji. W tej chwili dysponujemy kwotą miliona złotych, natomiast jeśli ta kwota zostanie rozdysponowana, dostaniemy kolejne środki. Pieniądze zebrano podczas charytatywnej Wielkiej Wyprawy Maluchów. Jej organizator Rafał Sonik chciał w ten sposób pokazać, że małe samochody mogą nieść dużą pomoc. Zbieramy pieniądze po to, żeby te dzieci miały poczucie, że maluszki i dobrzy ludzie pomagają im w największym problemie życiowym, czyli w rehabilitacji, w dochodzeniu z powrotem do zdrowia. W ostatnim dziesięcioleciu liczba wypadków z udziałem najmłodszych spadła o jedną trzecią. W ubiegłym roku dzieci do 14. roku życia uczestniczyły w 1900 wypadkach, z czego 60% jako pasażerowie. Tu ciągle sporo do poprawienia mają dorośli. Często niestety spotykamy się z sytuacją, kiedy nie mam fotelika bądź jest źle zamocowany, zapięty. W ostatnich latach często zdarzają się też wypadki na hulajnogach czy rowerach. W tej kwestii ważna jest jak najwcześniejsza edukacja. W 2024 roku odnotowano blisko 3000 wypadków komunikacyjnych, w których poszkodowanymi były osoby do 18. roku życia. Około stu dzieci zmarło. Teraz bohater, którego dobrze państwo znają, ale warto do niego wrócić, bo właśnie kolejny raz zapisał się w historii. Mateusz Waligóra zakończył wyprawę "Gdzie skrzypi mróz", pokonał wszystkie trzy legendarne arktyczne szlaki. A sukces cieszy tym bardziej, że za nami zima, jakiej nie było od lat. A pan Mateusz zdążył nas przyzwyczaić do tego, że zawsze w zanadrzu ma nowy plan. Dwumetrowe narty do chodzenia po śniegu i pulki, czyli sanki w kształcie łodzi, dotarły do Polski wraz z polarnikami. Jestem zmęczony, trochę poobijany, ale szczęśliwy, że kolejna z tych wypraw zakończyła się sukcesem. Mateusz Waligóra spędził w Arktyce półtora miesiąca. Wyprawa była podzielona na trzy etapy. Najpierw samotnie pokonał płaskowyż Finnmarksvidda w norweskiej Laponii, gdzie panowały nawet 30-stopniowe mrozy, następnie Królewski Szlak Kungsleden w szwedzkiej Laponii, gdzie Mateusza z towarzyszem zaskoczyły dodatnie temperatury, wiatry i mokry śniegu. Ostatni był płaskowyż Hardangervidda w Norwegii. Tu przed samym końcem Mateusz i Łukasz Supergan omal nie zginęli, spadając ze skarpy przysypanej śniegiem i zatopionej w mgle. Whiteout, czyli takie zjawisko bardzo gęstej mgły, w której nie odróżniamy w żaden sposób ukształtowania terenu, po którym się poruszamy. Skandynawia zimą, na początku wiosny była niesamowicie piękna. Otwarta przestrzeń, pustka i taka samotność bardzo często i kompletna wolność w tym. Wyprawa miała udokumentować, jak na dalekiej północy wyglądają zmiany klimatu. Materiały polarników analizuje Instytut Ochrony Środowiska. Zmienia się zupełnie klimat, przechodzi z klimatu arktycznego na klimat bardziej kontynentalny. A co wydarzyło się i wydarza się w Arktyce, nie zostaje w Arktyce. Ma i będzie miało wpływ także na naszą przyszłość. Zmiany klimatu są faktem, one się dzieją bardzo wyraźnie, bardzo tam to widać, bo Arktyka to jest swoiste laboratorium zmian klimatu. Dla Mateusza to była już druga wyprawa polarna. Równo dekadę temu samotnie przeszedł norweski płaskowyż Hardangervidda i podkreśla, że dziś jest tam znacznie mniej śniegu, lodu i mrozu. W 19.30 to już wszystko. Za chwilę Michał Wawrykiewicz, europoseł Koalicji Obywatelskiej, będzie gościem Justyny Dobrosz-Oracz w "Pytaniu dnia". Spokojnego wieczoru!