Stany Zjednoczone wycofują z Niemiec 5000 żołnierzy. 2 maja - święto flagi. Prezydent wręczył 12 nominacji na stopnie generalskie i admiralski. Nocny wypad nad jezioro skończył się tragicznie - nie żyją dwie osoby. Monika Sawka, dobry wieczór! Tym razem na groźbach się nie skończyło. Stany Zjednoczone wycofują z Niemiec 5000 żołnierzy - przekazał Pentagon. Tłem dla tej decyzji jest konflikt z Iranem. Reaguje nie tylko Berlin, także NATO. Rzeczniczka Sojuszu mówi o potrzebie większych inwestycji w obronność. "Financial Times" pisze o ostrzeżeniu przez Waszyngton europejskich sojuszników, w tym Polski, w sprawie spodziewanych opóźnień w dostawach amerykańskiej broni. To już przeszłość. Teraz między kanclerzem Merzem i prezydentem Trumpem iskrzy. Pierwsze skutki już znamy. USA wycofają z Niemiec i skierują w inne rejony świata około 5000 żołnierzy. Rozkaz wydano - potwierdza rzecznik Pentagonu. Oczekujemy, że wycofanie zostanie zakończone w ciągu najbliższych 6 do 12 miesięcy. Trump w ten sposób wierzy, że karze, dyscyplinuje Europę. Czarę goryczy miały przelać krytyczne słowa kanclerza Niemiec o postawie Amerykanów na Bliskim Wschodzie. Amerykanie ewidentnie nie mają strategii, zwłaszcza że Irańczycy prowadzą bardzo zręczne negocjacje. Cały naród jest upokarzany przez irańskie władze państwowe. On krytykuje mnie za to, co robię w Iranie, ale kiedy go pytam, czy chcesz, żeby Iran miał broń nuklearną, odpowiada: nie. Trump powiedział więc "tak" wycofaniu części żołnierzy z amerykańskich baz w Niemczech. Minister obrony Niemiec przyznał, że Berlin spodziewał się takiego ruchu, stąd ta decyzja przyjmowana jest tu ze spokojem, ale temu spokojowi towarzyszy przekonanie, że Europejczycy teraz tym bardziej muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za swoje bezpieczeństwo. Amerykański kontyngent w Niemczech jest największy w Europie. To prawie 40 tysięcy żołnierzy. Siły USA są też między innymi w Wielkiej Brytanii, Polsce, Turcji, Włoszech i Hiszpanii. Trump nie wyklucza, że z dwóch ostatnich krajów też je zabierze przez brak wsparcia na Bliskim Wschodzie. Włochy nam w ogóle nie pomagają, a Hiszpania jest okropna, całkowicie okropna. To nie pomaga. To daje Putinowi nadzieję na rozbicie naszej jedności i to mnie nie cieszy. O możliwych konsekwencjach sporu wewnątrz NATO tak mówi premier: Największym zagrożeniem dla wspólnoty transatlantyckiej nie są jej zewnętrzni wrogowie, lecz postępująca dezintegracja naszego sojuszu. Musimy zrobić wszystko, aby odwrócić ten katastrofalny trend. Międzynarodowe sojusze trzeba umacniać - mówił dziś prezydent Karol Nawrocki. I nawiązywał do niedawnego wywiadu Donalda Tuska dla Financial Times. Szef rządu stawiał w nim takie pytanie: Od tego są polscy generałowie, ale przede wszystkim od tego są polscy politycy, żeby szanować sojusze, a nie je bezmyślnie podważać. Lider sojuszu może jednak zabrać część żołnierzy z Europy, może też opóźnić wysyłkę do Europy kupionego za oceanem sprzętu wojskowego. Jak donosi brytyjska prasa, Waszyngton miał ostrzec przed tym sojuszników na Starym Kontynencie. Powodem własne zapotrzebowanie na broń i amunicję. Na pewno już od poniedziałku będą ponowne kontakty Warszawa-Waszyngton, żeby upewnić się, że Polska wszystkie rakiety i pociski dostanie. Polska kupiła od Amerykanów m.in. kilka baterii rakiet Patriot i myśliwce F-35. Pierwsze samoloty przylecą do nas za kilka tygodni. Dziś na pierwszym planie. Biało-czerwoną flagę widać niemal wszędzie, i to w najróżniejszych odsłonach. 2 maja to Dzień Flagi, najmłodsze święto państwowe w Polsce. Ma uczyć szacunku i przywiązania do narodowych barw. W czasie uroczystości z tej okazji na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego Karol Nawrocki z wicepremierem szefem Ministerstwa Obrony Narodowej wręczyli 12 nominacji, na stopnie generalskie i jedną admiralską. Towarzyszy nam przy każdym święcie narodowym, dziś obchodzi swoje własne. Od 22 lat oficjalnie obchodzimy Dzień Flagi. To obowiązek, jak i przywilej, że możemy dzisiaj pod biało-czerwoną iść. Jest naszym podstawowym symbolem narodowym, więc przyszliśmy to uczcić. Warto dbać o to i pamiętać o swojej historii i być dumnym z tego, że jest się Polakiem. W całej Polsce to biało-czerwona była na pierwszym miejscu. Tradycyjnie przez Łódź przeszedł pochód ze 123-metrową flagą. Starsi i młodsi wiedzieli doskonale, po co wyszli dziś na ulice. Bo warto promować patriotyzm, żeby więcej ludzi było większymi patriotami. Jak co roku zawisła też na latarni w Świnoujściu. Borne-Sulinowo pobiło rekord Polski. Mieszkańcy przygotowali flagę o długości 3055 metrów. Mam nadzieję, że to nie będzie pierwszy i ostatni rekord. W Warszawie uroczystości państwowe odbyły się na Placu Zamkowym. Flagę podniesiono na wieży zegarowej Zamku Królewskiego, zgromadzeni zaśpiewali hymn. Na plac ściągnęły setki turystów oraz mieszkańców stolicy. Prezydent, prezydentowa, co więcej, pierwszy raz w życiu coś takiego zobaczyć, to przeżycie jest mocne. Zbyt krótko, cały czas orkiestra grała, a nie było słów odnośnie patriotyzmu, miłości do ojczyzny, miłości do flagi. Przemówienia były na dziedzińcu Pałacu Prezydenckiego. Musimy myśleć o trwałej ponad tysiącletniej RP, która trwać będzie przez kolejne tysiąc lat. Głowa państwa wręczyła 11 nominacji generalskich i jedną admiralską. Karolowi Nawrockiemu towarzyszył wicepremier i szef MON, Władysław Kosiniak-Kamysz, od którego żołnierze dostali buzdygany honorowe. Oni na ramieniu swoich mundurów zawsze noszą biało-czerwoną. To jest powód do ich dumy, do tego, że czują się odpowiedzialni za wspólnotę, do tego, że nie służą żadnej władzy. O mianowaniu generałów Biuro Bezpieczeństwa Narodowego poinformowało dwa dni temu. W listopadzie prezydent Nawrocki nie wręczył nominacji oficerskich. Tłumaczył, że służby nie przekazują mu istotnych informacji. Rządzący ostro krytykowali głowę państwa, mówiąc o graniu bezpieczeństwem państwa. Teraz problemu z nominacjami dla generałów nie było. Z waszych życiorysów płynie głębokie przekonanie o tym, że Rzeczpospolita będzie bezpieczna. Ten dzień jest tego wyrazem, że współdziałanie jest możliwe, to jest obowiązek współdziałania nakreślony w konstytucji. To jest przywilej i zaszczyt działania na mocy konstytucji najważniejszych organów państwa. Dzień Flagi świętowano także w kancelarii premiera. 2 maja to także Dzień Polonii i Polaków za granicą. W Belwederze prezydent wręczył odznaczenia państwowe działaczom polonijnym. Biało-czerwone flagi powiewają także w Chicago. W Stanach Zjednoczonych trwa parada Dnia Konstytucji 3 Maja. To największe poza granicami Polski obchody święta. W Ameryce mieszka najwięcej Polaków na obczyźnie. Polskie korzenie deklaruje około 10 milionów Amerykanów. Łączymy się z Marcinem Antosiewiczem. Jak przebiega parada? Wspaniale. Mogą państwo to zobaczyć na żywo. Biało-czerwone barwy. Szkół jest bardzo dużo. Wiele instytucji polonijnych przyjechało się zaprezentować. To najstarsza parada. Mamy drugą konstytucję na świecie. Oglądają państwo "19.30", za chwilę tragedia na jeziorze, a później jeszcze: Musieli zbierać na wyjazd, ze Stanów Zjednoczonych wrócili z gradem medali. Kosztowało nas to dużo wyrzeczeń, determinacji, ale jak widać, opłacało się. Walczyliśmy o to naprawdę i staraliśmy się. Z jednej strony jest wielka euforia, z drugiej strony jest smutek, że to już jest koniec. Chcielibyśmy więcej. W Europie stajemy się taka potęga. Amerykanów gonimy, żeby być też kiedyś potęgą na świecie. Nocna tragedia na Jeziorze Salińskim w Pomorskiem. Przewróciła się łódź, na pokładzie której było 5 osób. Kobiety i mężczyzny nie udało się uratować. Policja zatrzymała sternika. 33-latek miał ponad półtora promila alkoholu w organizmie. Zostanie przesłuchany dopiero, gdy wytrzeźwieje. Błąd, który kosztował życie. Głośno było w nocy i była na pewno libacja alkoholowa. Na jeziorze Salińskim w Pomorskiem w nocy nagle przewróciła się łódź. 5 osób wpadło do zimnej wody kilkadziesiąt metrów od brzegu. Stwierdziliśmy, że trzy osoby są już na brzegu, wydostały się w jakiś sposób. Natomiast dwie osoby znajdują się pod powierzchnią wody. Musieliśmy reagować szybko. Akcja ratownicza trwała 7 godzin. Życia kobiety i mężczyzny nie udało się uratować. Oboje mieli 28 lat. Dwie kolejne osoby trafiły do szpitala. Za sterami ich 33-letni znajomy. Miał ponad półtora promila alkoholu w organizmie. Przebywa w pomieszczeniu dla osób zatrzymanych. Po wytrzeźwieniu będą z nim wykonywane wszelkie czynności. Śledczy badają okoliczności tragedii. Ratownicy od lat ostrzegają - alkohol i woda to śmiertelne połączenie. Na pewno były jakieś błyskotliwe manewry. Chciał się popisać, wpłynął na kilwater, to jest wytworzona fala przez własną łódkę. To była niewielka łódź. Taka, jaką nad jeziorami wypożyczają setki osób. Po zmroku i po wypiciu alkoholu taka jednostka może stać się śmiertelną pułapką. O 23:00 wypływać pod wpływem alkoholu. Niestety, alkohol powoduje różne głupie pomysły i szkoda po prostu tych osób. W zeszłym roku w ciągu całego weekendu utonęły trzy osoby. Mówimy cały czas o odpowiedzialności i bezpieczeństwie, no to dwie podstawowe sprawy zawiodły. Po zmroku nawet spokojne jezioro może być niebezpieczne. Organizm, szczególnie po alkoholu, szybko traci siły. W ciemności łatwo stracić orientację i wpaść w panikę. Skrajna głupota, bo sternik to też kierowca. Jeżeli pijesz, to nie jeździsz, a zwłaszcza że wiesz, że wypiłeś i wsiadać z ludźmi, to skrajna głupota. A mimo to nad wodą ten sam błąd od lat niemal zawsze kończy się tragedią. Panele fotowoltaiczne na domu Przemysława Czarnka znów tematem politycznej dyskusji. Kandydat PiS na premiera zapytany, co zamierza zrobić z instalacją, skoro sam od dawna ostro krytykuje odnawialne źródła energii, odpowiedział bez wahania, że na razie demontażu, choć sam go zapowiadał, nie będzie. Rządzący mówią o hipokryzji i tłumaczą, że gdyby PiS inwestował w odnawialne źródła energii, prąd byłby tańszy. Panie profesorze, OZE-sroze to jest właśnie pańska hipokryzja. Grzmią rządzący, bo w historii Przemysława Czarnka i jego paneli fotowoltaicznych można się pogubić. Ale od początku. Żadnych OZE-sroze dofinansowanych z dopłatami. Dwa miesiące temu Czarnek, namaszczony przez prezesa na kandydata partii na premiera, przekonywał, że odnawialne źródła energii są złe, a Polska ma wrócić do wydobycia węgla. My mamy nasze bogactwa naturalne i wara wam od nich. Ale szybko przyszedł czas, by powiedzieć słowo "sprawdzam". Ma pan na swoim dachu zainstalowane OZE-sroze? Tak. Później były takie deklaracje. Tak, będę demontował te panele. Zdemontuję to świństwo. To Przemysław Czarnek kilka tygodni temu, a to dziś. Nie zdejmę paneli, dopóki nie będzie taniego prądu w Polsce. My wprowadzimy tani prąd i wtedy zdejmę panele. Test na prawdomówność niezaliczony - słyszymy. Ja pamiętam, jak w 2024 roku pan Czarnek zdobył nagrodę Dzbana Roku, 300 tys. internautów mu przyznało tą nagrodę i myślę, że pretenduje po raz drugi po tę nagrodę. Zatem OZE-sroze już nie jest takie straszne. Stał się więźniem własnego sloganu. Przekonuje dziennikarz specjalizujący się w energetyce. Czarnek swoje panele założył 5 lat temu, w czasach, kiedy był w rządzie. Dziś mówi o drogim prądzie, zapominając o twardych danych. Więc mamy tutaj kolejną taką woltę, która ma po prostu uzasadnić coś, co naprawdę od początku jest nielogiczne i niespójne. Średnia cena prądu za jedną megawatogodzinę w 2023 wynosiła 533 złote. Rok później 424, a w 2025 - 446. Efekt? Prąd o 16% tańszy. Zdaniem rządzących prąd mógłby być dziś jeszcze tańszy. Gdyby PiS inwestował w odnawialne źródła energii, mielibyśmy zupełnie inną sytuacje. My w to inwestujemy. W planach na ten rok wybudowanie dwóch pierwszych bateryjnych magazynów energii. Tam będzie przechowany nadmiar energii elektrycznej z fotowoltaiki. Ile magazynów bateryjnych w Polsce wybudowano za rządów pis? Zero. Przemysław Czarnek, który już nie chce demontować swoich paneli, tak niedawno nimi straszył. I tak codziennie myślę o tym, czy na tym dachu mi się ta fotowoltaika nie zapali, co się stanie, jak to się zepsuje. Jest to swego rodzaju straszenie, straszenie technologią, która naprawdę jest bezpieczna. Jeżeli tylko jest dobrze zainstalowana, jeżeli nie ma żadnych wad konstrukcyjnych, to jest bezpieczna i może swobodnie pracować przez około 20 lat. Polityk PiS krytykując odnawialne źródła energii, zapomniał, kto za nie odpowiada. OZE-sroze wprowadzał rząd Morawieckiego i Czarnka. W 2018 roku Polska zaakceptowała unijną dyrektywę zwiększającą udział OZE. Rok później Mateusz Morawiecki zgodził się na redukcję emisji węgla. Donald Trump znów uderza w Europę. Amerykański prezydent zapowiedział, że w przyszłym tygodniu podwyższy cła na samochody osobowe i ciężarowe sprowadzane z UE do 25%. Zarzucił Wspólnocie, że nie przestrzega w pełni uzgodnionej umowy handlowej. Bruksela już zagroziła odwetem. A europejska branża motoryzacyjna ostrzega Amerykanów przed ogromnymi kosztami. Bremerhaven. Największy terminal samochodowy w Europie i najważniejszy port eksportowy niemieckiej motoryzacji. To stąd co roku setki tysięcy aut "made in Germany" ruszają w świat. Co trzecie do Stanów Zjednoczonych. Głównie tu, do portu w Brunswick w stanie Georgia. Tak przynajmniej było do teraz. Poinformowaliśmy bardzo piękny kraj, Niemcy, że ze względu na to, że oni i inne kraje europejskie nie przestrzegają naszej umowy handlowej, podnosimy cła na wszystkie samochody wjeżdżające do USA do 25%. Także na ciężarówki. Nowa taryfa ma zacząć obowiązywać od przyszłego tygodnia. I jest o 10% wyższa od dotychczasowej. To niekorzystna informacja dla całej Europy, w tym Polski. Polska jest wielkim dostawcą podzespołów do samochodów, więc to nie jest dla nas dobra wiadomość. Dla szefa komisji handlu międzynarodowego w Parlamencie Europejskim - wręcz nie do zaakceptowania. Plan Trumpa dotyczący nałożenia 25% ceł na samochody z UE jest nie do przyjęcia. Parlament Europejski nadal wywiązuje się z porozumienia ze Szkocji, pracując nad finalizacją przepisów. Podczas gdy UE dotrzymuje zobowiązań, strona amerykańska wciąż ich nie przestrzega. Bruksela zawarła umowę handlową z USA w lipcu ubiegłego roku po burzliwych negocjacjach. Ta wprowadza między innymi jednolitą stawkę celną w wysokości maksymalnie 15% na większość unijnych towarów, w tym auta. W zamian Bruksela zgodziła się obniżyć do zera swoje cła na amerykańskie towary przemysłowe oraz zadeklarowała zakup energii od USA o wartości 750 miliardów dolarów oraz zainwestowanie w Ameryce kolejnych 600 miliardów. Jeszcze tydzień temu europejski komisarz do spraw handlu wrócił z Waszyngtonu z zapewnieniem, że to porozumienie między krajami pozostaje stabilne. Podczas wszystkich moich spotkań z przedstawicielami administracji dostrzegłem autentyczne zainteresowanie wdrożeniem porozumienia między Unią a USA oraz dalszą współpracą na rzecz wzmocnienia naszych gospodarek. Bruksela ostrzegła Waszyngton, że zastrzega sobie prawo do podjęcia działań w celu ochrony własnych interesów. Jest szansa na ponadpartyjną zgodę w sprawie zniesienia przedawnienia w przypadku przestępstw pedofilii. Zgodnie z obecnymi przepisami, jeśli ktoś był molestowany w dzieciństwie, to jego oprawca może zostać pociągnięty do odpowiedzialności karnej tylko do 40. roku życia ofiary. W walkę o zmianę prawa zaangażowała się pełnomocniczka rządu do spraw równości. O ściganie przestępców bez względu na upływ czasu od lat walczą organizacje wspierające ofiary. Molestowania seksualnego doświadczyłam w wieku 8 lat. Lilianna Kupaj na długo wymazała trudne doświadczenia z pamięci, ale obrazy z przeszłości wracały. To jest obraz, kiedy siedzę u księdza na kolanach i on wkładał rękę pod moją bluzkę. Dopiero po prawie 40 latach, dzięki wsparciu bliskich, była gotowa ujawnić, przez co przeszła. Dopiero wtedy zaczęłam rozumieć swoje życie, układać puzzle na nowo. Oprawca nigdy nie poniósł kary, bo sprawa się przedawniła. Aktualnie przestępstwa seksualne wobec małoletnich przedawniają się, kiedy ofiara skończy 40 lat. Nadal uważamy, że jest to stanowczo za mało. Organizacje wspierające ofiary pedofilii apelują, by takie przypadki były ścigane bez względu na upływ czasu. Każda osoba, która była dotknięta jako dziecko tym bestialskim czynem, powinna dochodzić swojego prawa, kiedy będzie na to gotowa. Są na to szanse. W sprawę zaangażowała się Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości, która negocjuje zmiany z resortem sprawiedliwości. To nie jest sprawa o mnie, to jest sprawa o wszystkich tych, którzy się ze mną kontaktują, o których ja słyszę. Ministra walczy o systemowe wsparcie ofiar w oparciu o własne doświadczanie - też była ofiarą molestowania, ale przestępstwo się przedawniło. Chciałabym, żeby te osoby miały jakieś poczucie sprawiedliwości, dokument z prokuratury, ale także coś, co mogłoby dać im ukojenie i spokój, bo to jest blizna, która często niesie się przez lata. Skala zjawiska jest ogromna, co widać po ilości spraw, które trafiają do Państwowej Komisji ds. przeciwdziałania wykorzystaniu seksualnemu małoletnich. Jeżeli chodzi o sprawy przedawnione, my mamy ponad 400 spraw zarejestrowanych i nie mam nawet odwagi szacować, ile takich spraw jest, ale z niektórych badan wynika, że przestępstw ujawnionych jest ok. 10%. Jak podkreślają eksperci, większość skrzywdzonych w dzieciństwie jest gotowa na rozliczenie z przeszłością dopiero po latach. Niedawno odebraliśmy telefon od osoby dziś 70-letniej, która została wykorzystana seksualnie jako dziecko i po raz pierwszy opowiedziała konsultantom naszego telefonu o tym, co się wydarzyło. Ofiary blokuje poczucie wstydu i winy, często boją się też społecznego niezrozumienia. To jest tak duża trauma, że działają tu silnie mechanizmy obronne, takie jak wyparcie i zaprzeczenie, ofiary czują też bardzo duży wstyd, lęk. Lilianna Kupaj podkreśla, że możliwość dochodzenia swoich praw jest kluczowa, by rozliczyć się z trudną przeszłością - krzywda ofiar nie ma terminu ważności. Przedawnienie kogo chroni? To jest proste, chroni sprawcę, a nie ofiarę. Doświadczenie traumatyczne zostaje z człowiekiem do śmierci. To jedna z największych klęsk w ostatnich latach. Tak źle nie było od dawna - mówią sadownicy. Przymrozki spowodowały gigantyczne straty. Szkody w niektórych gospodarstwach sięgają stu procent. Szef resortu rolnictwa już zapowiedział wsparcie. O nadzwyczajną pomoc rządzący mają zwrócić się do Komisji Europejskiej. I to nie koniec kłopotów rolników, bo teraz Polskę trawi susza. Rafał Suchoń od 30 lat prowadzi gospodarstwo na Kujawach. Jak sam mówi, tak dramatycznej sytuacji w uprawach rzepaku nie pamięta. Średnie moje plony z ostatnich lat to są na poziomie około 4 ton. A w tym roku, jeśli ten rzepak zostanie do żniw, to jeśli zbiorę 250 kg, to będzie sukces. Nie rokuję tutaj żadnych nadziei, żeby coś więcej z tego było. Na Mazowszu sytuacja wygląda podobnie. Jacek Sobczyk uprawiający kukurydzę z niepokojem wychodzi na swoje pole. Nic praktycznie nie zbierzemy, jeśli się nie zmieni pogoda. Bo w tym momencie zboża jare nie chcą rosnąć, zasiew kukurydzy na słabych glebach jest wstrzymany, bo to się mija z celem. Konsekwencje mogą być poważne. Najpierw silne przymrozki, a teraz susza, jakiej nie widziano od lat. Rolnicy liczą straty, a rząd zapowiada, że pomoc ma trafić do poszkodowanych jak najszybciej. Ruszamy z kopyta od poniedziałku, mam nadzieję, że wszyscy wojewodowie powołają komisje we wszystkich samorządach, będą komisje, aby jak najszybciej oszacować poziom strat. I móc wystąpić do Komisji Europejskiej o nadzwyczajną pomoc w związku z klęską żywiołową. W zeszłym roku z Brukseli do poszkodowanych rolników i sadowników trafiło 400 milionów złotych. Niewykluczone, że teraz straty będą jeszcze większe. Takiej klęski suszy nie mieliśmy od wielu, wielu lat. Część osób się łudziło, że obfite opady śniegu odsuną od nas ryzyko suszy, natomiast przez tyle lat tych opadów było niewiele. Skutki widzimy zarówno na polach, jak i na mapach. Tak wygląda nasz bilans klimatyczny za marzec. Oprócz rejonu Tatr mamy do czynienia z katastrofalnym deficytem wody w środowisku. Tak trudne warunki to problem także dla nas - konsumentów. Jeśli sytuacja się nie poprawi, za nasze ulubione owoce i warzywa zapłacimy więcej. Dlatego wszyscy z nadzieją patrzą w niebo i na termometry. Zdaniem synoptyków to nie koniec przymrozków - IMGW wydało ostrzeżenia przed niskimi temperaturami przy gruncie dla części powiatów na południu kraju. Ale są też dobre wiadomości. W poniedziałek od północnego zachodu nasunie się zatoka niżowa z frontem atmosferycznym, który przyniesie większe zachmurzenie i przelotne opady deszczu. Pozostaje mieć nadzieję, że te przelotne opady zmienią się w regularny deszcz, który pozwoli odetchnąć producentom żywności. Żeby pojechać na mistrzostwa świata i puchar świata do USA, musieli zbierać pieniądze. Teraz reprezentacja Polski wróciła do kraju z gradem medali. Radość z wygranej była ogromna. Ogromne wrażenie zrobiło też niezwykle głośne i emocjonalne wykonanie Mazurka Dąbrowskiego przez zawodników. Jak wyglądał powrót mistrzów do kraju? Orlando i Olsztyn dzieli 8000 kilometrów. Tu wszyscy czekali na powrót zawodników Soltare, ze złotymi medalami pucharu świata w cheerleadingu. Jesteśmy mega wzruszone, że tak to pięknie wygląda i że nas tu tak wszyscy pięknie przywitali. Polska wygrała klasyfikację medalową pucharu świata, zdobywając dwa złote i dwa srebrne medale. Do tego dochodzi brąz rozgrywanych kilka dni wcześniej mistrzostw świata. Brzmi jak amerykański sen. To jest najwyższy poziom, już się wyżej nie da. Jesteśmy wdzięczni, że mieliśmy taką szansę i mam nadzieję, że będzie ich co raz więcej. Sukces tym większy, że Polacy w Orlando pokonali rywali z całego świata i to w kraju, który wymyślił cheerleading. Wiedzieliśmy, że jesteśmy dobrze przygotowani, ale nie wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać, jesteśmy pozytywnie zaskoczeni, a to, co dzieje się w sieci, przechodzi ludzkie pojęcie. Wiralem stał się przerwany hymn. Choć to nie jedyne przeciwności losu, z jakimi mierzyli się nasi reprezentanci. Zespoły, żeby pojechać na mistrzostwa, prowadziły zbiórki. Tak naprawdę jest to bardzo duże przedsięwzięcie finansowe i zrzutka nam bardzo pomogła oczywiście, ale to jest kropla w morzu potrzeb. Bo koszt wysłania 200-osobowej reprezentacji Polski do Orlando, mekki cheerleadingu, to miliony złotych. Pomagają sponsorzy, ministerstwo, samorządy. Kluczowa jest też determinacja zawodników. Dla wszystkich, który zaczynają trenować, to jest po prostu taka wisienka na torcie i cel, do którego każdy dąży. To jest spełnienie marzeń każdej zawodniczki. To był już mój trzeci raz na mistrzostwach świata i najlepszy wyjazd. Cheerleading jest w jednym z najszybciej rozwijających się sportów w Polsce. 8 lat temu w związku było około 250 osób, dziś na mistrzostwach Polski startuje około 5000 zawodników. Bardzo dużą uwagę przykładamy do tego, żeby szkolić trenerów, szkolić zawodników. Ściągamy na szkolenia także kadrę właśnie ze Stanów Zjednoczonych. I jest w kogo inwestować, bo cheerleading od igrzysk w Brisbane będzie oficjalną dyscypliną olimpijską. Były usilne starania amerykanów, żeby ich flagowy sport miał swój debiut na olimpiadzie w Los Angeles. Nie udało się to niestety. Ale na to warto poczekać 6 lat. Liczymy, że do Australii pojedziemy jako jeden z medalowych faworytów. Najbliższy cel to obrona mistrzostwa Europy. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. U Doroty Wysockiej-Schnepf dziś Maciej Wróbel, wiceminister kultury, Koalicja Obywatelska. Spokojnego wieczoru.