19.30, ¦roda, 2 pa÷dziernika. Marek Czy¼, zapraszam. Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości, stracił immunitet. Alkohol w saszetkach jak mus dla dzieci znika ze sklepów. Izrael zapowiada odwet na Iranie. 85 głosów za, 23 przeciw - tak się kończy debata i głosowanie nad uchyleniem immunitetu Marcina Romanowskiego w Komisji ds. Regulaminu, Immunitetów i Spraw Instytucjonalnych Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. Na Romanowskiego czekają polscy prokuratorzy i 11 zarzutów za nieprawidłowości z czasów jego działań w Funduszu Sprawiedliwości. Marcin Romanowski bez immunitetu. Tak zdecydowało Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy. Nikt nie będzie ukrywał się za immunitetem Rady Europy, wtedy kiedy ciążą nad nim oskarżenia. Przypomnijmy, Romanowski w połowie lipca został zatrzymany. Wcześniej zgodę na pociągnięcie go do odpowiedzialności wydał Sejm, uchylając mu immunitet. Były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS usłyszał 11 zarzutów w związku z nieprawidłowościami w wydatkowaniu pieniędzy z Funduszu Sprawiedliwości. Szkody, które miał ponieść Skarb Państwa, to ponad 112 mln złotych. To wynika m.in. z zeznań byłego dyrektora w Funduszu Tomasza Mraza i z ujawnionych przez niego taśm. Tu mieliśmy usłyszeć próby ustawiania konkursów. Mam pełne przekonanie, że dochodziło tam do defraudacji środków finansowych. Sąd nie zgodził się wówczas na tymczasowe aresztowanie Romanowskiego. Po liście od przewodniczącego Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy uznał, że posłowi jako członkowi delegacji przysługuje europejski immunitet. Romanowski wyszedł na wolność. Wczoraj komisja regulaminowa zgromadzenia pozytywnie zaopiniowała wniosek ministra sprawiedliwości Adama Bodnara o pozbawienie Romanowskiego immunitetu. Poseł PiS nie stawił się przed komisją. Mówiąc jednocześnie wcześniej, że on się z zarzutami nie zgadza. A kiedy mógł się z nimi skonfrontować, to przed tą możliwością uciekł. Politycy Suwerennej Polski twierdzą, że Romanowskiemu uniemożliwiono skuteczną obronę. Trzeba było mu przedłożyć wniosek, bo on ma prawo zapoznać się z tym wnioskiem, no jak on ma się komisji tłumaczyć z czegokolwiek? Podczas debaty w Zgromadzeniu Parlamentarnym Rady Europy polscy posłowie spierali się w wystąpieniach. Premier i prokuratorzy nie respektowali immunitetu Rady Europy, aresztowali Marcina Romanowskiego bez respektowania tego immunitetu. Naszą rolą nie jest osądzać go, tylko naszą rolą jest umożliwienie polskiemu sądowi osądzenie go. Prokuratura czeka teraz na korespondencję z Rady Europy, z rezolucją o uchyleniu Romanowskiemu immunitetu. Jego pełnomocnik twierdzi, że postępowanie powinno zostać umorzone, a Romanowski ma immunitet Sejmu, bo we wniosku widnieje Prokurator Krajowy Dariusz Korneluk, nieuznawany przez PiS. Sąd Najwyższy stwierdził w uchwale, że pan prokurator Dariusz Korneluk nie mógł złożyć skutecznie wniosku. Pan prokurator Korneluk wniosek podpisał, natomiast wniosek został przesłany przez pana prokuratora generalnego do Sejmu. Nie ma żadnych przeszkód, aby przedstawić ponownie - jeśli tak uzna prokurator - przedstawić ponownie zarzuty, które już uprzednio były formułowane wobec pana Romanowskiego. Pytanie, czy śledczy mogą teraz zatrzymać Marcina Romanowskiego? Nie powinno się zatrzymywać raz jeszcze z tego samego powodu, więc ja wyobrażam sobie to w ten sposób, że prokuratura wezwie pana Romanowskiego na czynność postawienia zarzutów. Jest wyjątek od takiego ustawowego zakazu ponawiania tej czynności w sytuacji, kiedy pojawią się nowe dowody i nowe fakty. Marcina Romanowskiego nie było w Strasburgu. Jego pełnomocnik nie zdradził, gdzie przebywa. Czynny żal do kosza. Wadliwa KRS powołała tylu wadliwych sędziów, że uporządkowanie ich statusu to podstawa naprawiania wymiaru sprawiedliwości. Taka jest dewiza resortu, a narzędziem naprawy miał być czynny żal wyrażany przez tych, którzy robili kariery, bo może nie było procedur, ale była wola. Ministerstwo przy czynnym żalu już się nie upiera, ale stan sędziowski czeka przegląd kadr. Pojawił się ten czynny żal w przestrzeni publicznej zupełnie niepotrzebnie. Pojawił się miesiąc temu po naradzie w Kancelarii Premiera ze środowiskami prawniczymi. "Czynny żal" miał być jednym z elementów weryfikacji neosędziów. Powiedzą: tak, faktycznie to był nasz błąd życiowy, to wtedy dobrowolnie wracają do sądu, w którym wcześniej orzekali, ale w stosunku do nich nic więcej się nie dzieje. Uznajemy ich, że są rozgrzeszeni. Ale jak ujawnił na naszej antenie Krystian Markiewicz, szef powołanej przez premiera komisji kodyfikacyjnej, czynny żal nie znajdzie się w reformie sądownictwa. Zdecydowanie komisja kodyfikacyjna nie pracowała i nie będzie pracowała nad tym czynnym żalem. Pomysł spotkał się z różnymi reakcjami. Sam pomysł wydaje się ciekawy, natomiast trzeba dbać o granice, które nie mogą zostać przekroczone, czyli na przykład musi zostać zapewniona droga odwoławcza w każdej takiej procedurze. Nie chodziło o samokrytykę, ale o to, że wzięli udział w antykonstytucyjnej, sprzecznej z naszą konstytucją procedurze. Sędzia Igor Tuleya ma tu radykalne stanowisko. Uważam, że neosędziowie nie powinni w ogóle być sędziami. Proponowane rozwiązana są bardziej liberalne. Tak zwani neosędziowie zostaną cofnięci na poprzednie stanowiska, ale będą mogli ponownie ubiegać się o awans w konkursach. Dla części z nich będą dyscyplinarki. Nominacje zachowają tylko asesorzy. Sędziowie wracają tam, skąd przyszli, ale mogą wziąć udział i taka jest zasada, że biorą udział w ponownych konkursach, w których niech wygrają najlepsi. Zmiany mają dotyczyć około 3000 sędziów wyłonionych po 2017 roku przez neo-KRS, nieuznawaną przez europejskie instytucje. Mieliśmy w grupie neosędziów też tych, którzy świadomie niszczyli innym życie, świadomie odsuwali sędziów od sfery orzeczniczej. Wyroki wydane przez neosędziów co do zasady pozostaną w mocy. Weryfikacji sędziów przeciwny jest prezydent. Coraz bardziej widoczna jest farsa, w jaką popada pan premier Donald Tusk i jego współpracownicy, co chwilę twierdząc, że ktoś jest jakimś neosędzią. Dlatego zmiany najwcześniej wejdą w życie po wyborach prezydenckich. Nie można deptać godności głowy państwa, nie można deptać godności Trybunału Konstytucyjnego. Sam akt nominacji prezydenta, który nie ma łaski uświęcającej, nie czyni sędziego. Moim zdaniem to nie są legalnie powołani sędziowie. Szybsze mogą być za to zmiany w KRS. Zostało już stwierdzone, że jest to organ quasi-KRS, a w związku z tym należy zakończyć jego działalność. Szef komisji kodyfikacyjnej przekonuje, że wystarczy wykonać wyroki sądów. KRS powinien być wygaszony dokładnie 13 grudnia 2023 roku. To by było dobre rozwiązanie, gdyby było częścią szerszego pakietu resetu konstytucyjnego. Są głosy o wstrzymaniu finansowania dla neo-KRS. Odciąć prąd, odciąć wodę. Nowa KRS ma być wybierana przez sędziów, a nie przez polityków. Więcej m.in. na ten temat u Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia" tuż po naszym serwisie. Nie bardzo wiadomo, jaki efekt rynkowy chciał uzyskać producent, pakując alkohol w tubki jak po owocowych musach, ale refleksja przyszła tak szybko jak oburzenie społeczne. Asortyment znika z rynku, producent przeprasza, a ministerstwo rolnictwa wysyła na miasto i wieś Inspekcję Handlową Produktów Rolno-Spożywczych. Ministra zdrowia dymisjonuje Piotra Jabłońskiego, dyrektora Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Tych saszetek z alkoholem wyglądających jak mus dla dzieci w sklepach już nie będzie. Producent zdecydował o ich wycofaniu z rynku, wstrzymał też produkcję. Główny inspektor sanitarny rozpoczął dziś kontrolę w zakładzie. Sprawdzamy zgodność również z przepisami różnych procedur związanych z oznakowaniem tych produktów. Swoje kontrole w sklepach rozpoczęła również Inspekcja Handlowa Artykułów Rolno-Spożywczych. Do tej pory sprawdziła ponad 200 punktów handlowych. Tematu nie odpuszczamy. Będziemy trzymać rękę na pulsie. Rękę na pulsie trzyma Ministerstwo Rolnictwa, gdzie ruszyły prace nad rozporządzeniem utrudniającym wprowadzanie takich alkotubek do obrotu. Będzie ograniczało możliwość sprzedaży czy też opakowywania alkoholu w taki sposób, o którym właśnie mówimy. Ministerstwo Zdrowia planuje zmiany w ustawie o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Do końca tygodnia ma być gotowy projekt regulujący wielkość opakowań i to, z czego są wykonane. Dziś do dymisji podał się Piotr Jabłoński, dyrektor Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom. Nawet jeśli w ich kompetencji nie jest na przykład regulacja opakowania, to jednak zwracanie uwagi na takie szczegóły jest bardzo ważne i stąd też dyrektor podał się do dymisji. Temat alkotubek wzbudził ogromne kontrowersje. Szczerze dla mnie nie powinno czegoś takiego być, bo to wygląda bardziej jak coś dla dzieci. Alkohol powinien być oddzielony i produkowany w innej formie niż takiej. Stąd stanowcza reakcja polityków, w tym premiera. Nie ma miejsca na żadne negocjacje, tego typu zagrożenie musi zniknąć. Taka reakcja nie dziwi, bo Polacy nadużywają alkoholu. Problem coraz częściej dotyczy nieletnich. W jednej z oświęcimskich szkół 17-letni uczeń miał ponad dwa promile. Chłopak został oddany pod opiekę rodziców, natomiast policjanci będą ustalać okoliczności, w jakich nieletni zdobył alkohol. Po alkohol sięgają nawet 13-latkowie. Dziennie w naszym kraju sprzedaje się ponad milion małpek. Problem jest poważny. Jest bardzo poważny z roku na rok, możemy zauważyć coraz większą liczbę osób, które zgłaszają się do nas do poradni z problemem używania czy uzależnienia się od alkoholu. Polak średnio spożywa rocznie prawie 9 litrów czystego alkoholu. Oglądają państwo "19.30", już za chwilę - Bliski Wschód jak beczka prochu, a później jeszcze: Co dzieje się w Totalizatorze Sportowym? Dziś tam nie zasiadają fachowcy, tylko pociotkowie. Jestem przekonany, że będą w tej sprawie wyciągnięte wnioski. Księża w rękach policji. Dwie z tych osób mają zarzuty o charakterze seksualnym na szkodę małoletnich. Dla społeczeństwa wielka hańba i wstyd. Wojciech Szczęsny oficjalnie w Barcelonie. To ekscytujące, ogromne wyzwanie dla mnie. Wyzwanie, które podejmę pełen energii. "Uciekajcie, bo nie chcemy was krzywdzić, ale toczymy tu wojnę z terrorystami" - Izrael apeluje do mieszkańców południa Libanu i planuje kolejne ataki na przyczółki Hezbollahu. Po wczorajszym rakietowym ataku Iranu na cele w Izraelu rząd w Tel Awiwie zapowiada odwet, Teheran - zniszczenie Ameryki w imię Islamu, a świat od Delhi przez Berlin po Waszyngton apeluje o dyplomację, a nie bomby. Chaos i panika w Izraelu. Po największym w historii ataku rakietowym Iranu. W stronę Tel Awiwu leciało 180 takich pocisków balistycznych. Doszło do niewielkiej liczby trafień w centrum Izraela i innych trafień na południu. Większość nadlatujących pocisków została przechwycona przez Izrael i koalicję obronną dowodzoną przez Stany Zjednoczone. Ale niektóre pociski dotarły do celu. Tylko sterta gruzów została po tej szkole na przedmieściach Tel Awiwu. Dosłownie chwilę po tym, jak włączyły się syreny, widzieliśmy już, że różne miejsca w mieście zostały trafione. Dotarłem na miejsce i widziałem tylko ogień. Rakiety spadły też na terytorium Palestyny - zginęła jedna osoba. Ucierpiały też bazy lotnicze Sił Powietrznych Izraela. Łącznie w całym kraju syreny alarmowe wyły bez przerw w ponad dwóch tysiącach miejsc. A przez godzinę na izraelskim niebie widać było tylko zestrzeliwane przez Żelazną Kopułę irańskie rakiety. Teheran ma za to słono zapłacić. Reżim w Iranie nie rozumie naszej determinacji do obrony i naszej determinacji do odwetu na naszych wrogach, ale zrozumieją to. Będziemy trzymać się zasady, którą ustaliliśmy: ktokolwiek nas atakuje - my atakujemy jego. Gabinet bezpieczeństwa już pracuje nad scenariuszami odwetu. Nawet opozycja i mieszkańcy Tel Awiwu chcą silnej odpowiedzi Izraela. Uderzmy w sam środek Teheranu, w sam środek ich parlamentu. Jesteśmy bardzo silni, a oni myślą, że jesteśmy słabi. Mój syn zaraz rozpoczyna służbę. Będę go namawiać, żeby z nimi walczył. Ale to może oznaczać początek pełnoskalowej wojny na Bliskim Wschodzie. Ostatnią rzeczą, jaką chcemy, jest początek III wojny światowej. A jesteśmy tego blisko. Tylko światowi liderzy mogą temu zapobiec. Teheran nie jest skłonny do rozmów i zapowiada kolejne ataki. Z Bożą pomocą ciosy frontu powstańczego staną się silniejsze i bardziej bolesne dla zużytego i gnijącego ciała syjonistycznego reżimu. Tym bardziej że izraelskie wojsko prowadzi coraz bardziej zacięte walki ze wspieranym przez Iran Hezbollahem. Kolejne izraelskie oddziały wkroczyły już na terytorium Libanu. Tylko dziś zginęło tam ośmiu izraelskich żołnierzy. Ale wtorkowa noc pokazała, że niebezpieczeństwo czyha także na izraelskich ulicach. Tutaj, w samym centrum Jaffy, czyli w południowej części Tel Awiwu, dwóch napastników otworzyło ogień w stronę przechodniów. Siedem osób zginęło, 15 zostało rannych. Ludzie leżeli na ziemi i kazali mi się schylić. Zobaczyłem naprzeciwko mnie terrorystę, chciał coś zrobić, ale na miejscu pojawiły się siły bezpieczeństwa. To najgorszy od roku atak palestyńskich terrorystów na terytorium Izraela. Służby obawiają się, że biorąc pod uwagę napięcia w regionie, będzie ich teraz więcej. A my łączymy się teraz z Anną Kowalską, która jest w Tel Awiwie. Dobry wieczór, Aniu. Powiedz, czy jest jeszcze szansa na uniknięcie eskalacji tego konfliktu i wojny na pełną skalę? Konflikt będzie eskalował, bo Izrael zapowiedział odwet. Myślą o tym też USA. W grę wchodzi uderzenie w irańskie rafinerie, pozycje nuklearne, a nawet uderzenie w wysokich rangą przywódców. Wszystko, czego Iran doświadczył, to tylko ułamek tego, co czeka go w odwecie - takie słowa miały paść w Gabinecie Bezpieczeństwa Izraela. Od odpowiedzi Tel Awiwu zależeć będzie przyszłość tego konfliktu. Widzieliśmy zdjęcia z Jaffy. Bliski Wschód zawsze był ładunkiem o krótkim loncie, ale teraz lont już się pali. Świat przygląda się wiwatom na ulicach Gazy i Bejrutu, Rosja wzywa Izrael do kroku wstecz, amerykańska armia ma rozkaz wesprzeć Izrael w ochronie nieba, a Ankara przewiduje atak Izraela na Turcję. Jakie echa słychać między wybuchami? Kiedy nad Tel Awiwem wybuchały irańskie rakiety, w zbombardowanym wcześniej przez Izrael Bejrucie strzelały fajerwerki. Świętowano też w zniszczonej przez izraelskie wojska Gazie. Ale szał radości najbardziej widoczny w Iranie. Na ulice Teheranu wyszły tysiące ludzi, by zademonstrować swoje poparcie dla działań władz. Czujemy głęboką dumę. Nie boimy się. Ta akcja pokazuje, że jeśli tylko Iran będzie chciał, może stanowczo odpowiedzieć Stanom Zjednoczonym i Izraelowi. Atak Iranu śledził prezydent Joe Biden wraz z wiceprezydentką Kamalą Harris i zespołem ds. bezpieczeństwa narodowego Białego Domu. Niech nikt nie ma złudzeń: Stany Zjednoczone w pełni, w pełni popierają Izrael. Na rozkaz Bidena amerykańska armia pomogła Izraelowi w zestrzeliwaniu irańskich rakiet. W akcji wzięły udział dwa niszczyciele, które wystrzeliły kilkanaście pocisków przeciwlotniczych. Pentagon zadeklarował też rozmieszczenie kilku tysięcy dodatkowych żołnierzy w regionie oraz trzech eskadr myśliwców. Na Morze Śródziemne został wysłany lotniskowiec USS Harry Truman. Iran jest destabilizującą i niebezpieczną siłą na Bliskim Wschodzie. A atak na Izrael tylko jeszcze bardziej potwierdza ten fakt. Na działania Teheranu nie ma zgody też po drugiej stronie Atlantyku. Atak potępił szef unijnej dyplomacji. W podobnym tonie wypowiedział się premier Wielkiej Brytanii. A minister spraw zagranicznych Niemiec ostrzegła Teheran, że prowadzi region w przepaść. To jest eskalacja. A czego na pewno powinniśmy uniknąć, to eskalacji do momentu, żeby wybuchła pełnoskalowa wojna na Bliskim Wschodzie. Sytuacja w regionie była tematem numer jeden posiedzenia rządowego komitetu do spraw bezpieczeństwa. O niej rozmawiał też Radosław Sikorski z nowym sekretarzem generalnym NATO Markiem Rutte. Prezydent Turcji wezwał świat muzułmański do stworzenia silnego sojuszu przeciwko Izraelowi. Ale szans na to nie ma, bo poszczególne kraje regionu dzieli zbyt wiele. Irańskie rakiety to show. Oszukiwanie muzułmańskich i arabskich narodów, zwłaszcza szyitów. Wmawianie im, że oto jesteśmy i walczymy o wyzwolenie Palestyny. Kraje Zachodu radzą swoim obywatelom wyjazd z ostrzeliwanego przez Izrael Libanu i organizują loty ewakuacyjne. Polskie władze poinformowały, że zmniejszają liczebność personelu w ambasadzie w Bejrucie. Do opuszczenia Iranu przez swoich obywateli wezwały Niemcy. A z lotów nad tym państwem zrezygnowały Polskie Linie Lotnicze LOT. To w obawie przed reakcją Izraela, który może nawet zdecydować się na zbombardowanie irańskich obiektów nuklearnych. Jakie według pana Iran powinien ponieść konsekwencje? To się dopiero okaże. Na nadzwyczajnym posiedzeniu w sprawie sytuacji na Bliskim Wschodzie zebrała się Rada Bezpieczeństwa ONZ. Gromy tej wojny toczą się tak głośno, że wyciszyły do zera temat wojny w Ukrainie podczas amerykańskiej debaty numer dwa. Starli się w niej kandydaci na wiceprezydenta J.D Vance i Tim Walz. Marcin Antosiewicz widział, słyszał i teraz analizuje dla państwa to spotkanie. Powiedz, jak się rozłożyły akcenty w debacie i czy jest jej zwycięzca? Zdecydowanego zwycięzcy nie ma, pokazują sondaże. Ale w debacie jako telewizyjnym show lepiej wypadł senator JD Vance, kandydat Trumpa na wiceprezydenta. W sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie obaj kandydaci byli zgodni, że Ameryka musi stać przy Izraelu, który ma prawo do odpowiedzi na irański atak. Najbardziej poróżnili się w sprawie imigrantów i aborcji. Vance obwinia migrantów za całe zło w kraju: od przestępczości, przez zaniżone płace, po kryzys mieszkaniowy. Gubernator Walz, kandydat Harris na wiceprezydenta, bronił prawa kobiet do wyboru. Vance chce oddać decyzję politykom w poszczególnych stanach. Zadaniem obu 34 dni przed wyborami była mobilizacja elektoratów, bo nie każdy jest tak zdeterminowany jak były prezydent Jimmy Carter, który wczoraj skończył 100 lat, i ma już tylko jedno marzenie: by dożyć do 5 listopada i oddać głos na Kamalę Harris. Transparentnie, w konkursach, z kryterium fachowości - tak miał przebiegać dobór kadr w naszych spółkach, naszego skarbu, naszego państwa. Ale w Totalizatorze Sportowym coś poszło za łatwo i jest kłopot, bo się dziennikarze doszukali partyjnych nominatów w regionalnych strukturach spółki. Zgrzytnęło w rządzie, ruszyły interwencje i wróciły wspomnienia. O ludziach, od których ci w totku mogliby się uczyć. Totalizator Sportowy - spółka Skarbu Państwa, która w zeszłym roku miała ponad 350 mln zł zysku. Doszło w niej do kadrowej rewolucji. Wymieniono zarząd powołany za rządów PiS, wymieniono też 13 dyrektorów regionalnych. Według doniesień Onetu, w ich miejsce zatrudniono osoby powiązane z koalicją rządową. M.in. fotel dyrektora w Lubelskiem przypadł Bartoszowi Piechowi - to wieloletni radny powiatowy z PSL-u. Dyrektorem oddziału w Kielcach został Karol Wilczyński - związany z Koalicją Obywatelską przewodniczący Rady Miasta. Dziś tam nie zasiadają fachowcy, tylko pociotkowie. Mój głęboki niepokój budzi to, co dzieje się w Totalizatorze Sportowym. Nad Totalizatorem Sportowym nadzór sprawuje Ministerstwo Aktywów Państwowych. Resort zapowiedział, że zwróci się do rady nadzorczej spółki o wyjaśnienia. A w razie nieprawidłowości podejmie stosowne działania. Rada Nadzorcza Totalizatora zebrała się dziś w trybie pilnym. Oczekuje od zarządu informacji na temat trybu powoływania dyrektorów. Jeżeli znajdą jakąkolwiek wątpliwość, to jestem przekonany, że będą wyciągnięte w tej sprawie wnioski. To działania objawowe, a miały być prewencyjne. Zapowiadano transparentne konkursy, w których decydować będą kompetencje, a nie znajomości. To był jeden ze stu konkretów na sto dni rządów. Konkurs będzie metodą, której już nikt nie będzie mógł ominąć. Zdaniem koalicjantów teraz tak jest i nie ma porównania z tym, co działo się w państwowych spółkach za rządów Zjednoczonej Prawicy. Czy mamy do czynienia z konkursami na stanowiska zarządcze w spółkach Skarbu Państwa? Mamy. Czy mamy tam fachowców, a nie nominatów PiS-u? Tak. Państwo z różnych funkcjonariuszy PiS, którzy obsiedli wszystkie spółki, spółeczki, trzeba wyczyścić. Kilka miesięcy temu Trzecia Droga złożyła w sejmie projekt ustawy, która ma odpartyjnić państwowe spółki. Posłowie pochylą się nad nim w przyszłym tygodniu. Będziemy punkt po punkcie rozmawiać na ten temat, tak aby zrobić jak najlepszy projekt, który odpolityczni te spółki. Na razie rząd gasi jednak kolejny personalny pożar. W spółce IDEAS NCBiR wspierającej rozwój sztucznej inteligencji w Polsce zmieniono prezesa. Młodzi naukowcy wystosowali list w obronie poprzedniego - profesora Piotra Sankowskiego, założyciela ośrodka. Obawiają się o przyszłość rozpoczętych projektów i badań ważnych dla przyszłości Polski. Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego po dzisiejszym spotkaniu z profesorem Sankowskim uspokajał. Nie będzie żadnego wstrzymania badań, nie będzie żadnych zmian, i poprosiłem, żeby pan profesor kontynuował swoją misję jako osoba, która koordynowała pracę zespołów badawczych. Minister zapewnia, że nie miał wpływu na wybór nowego prezesa IDEAS NCBiR. Dwaj księża z diecezji sosnowieckiej mieli się dopuścić pedofilii - komunikuje tamtejsza prokuratura okręgowa. Zarzuty są tak poważne, a materiał dowodowy tak mocny, że sąd wydał zgodę na 3-miesięczny areszt dla jednego z nich. Drugiego objęto policyjnym dozorem. Zatrzymano też byłego duchownego, któremu prokuratura zarzuca oszustwa. Co się dzieje w kurii, o której było już głośno? Diecezja sosnowiecka i 3 zatrzymanych. To proboszcz, ksiądz i były kapłan. Dwie z tych osób mają zarzuty o charakterze seksualnym na szkodę małoletnich. Łącznie tych zarzutów w stosunku do tych dwóch osób jest 11. Co oznacza, zdaniem śledczych, że dwóch księży w ciągu kilkunastu lat mogło wykorzystać 11 dzieci. Trzeci podejrzany jest o oszustwa, których dopuścił się jeszcze w czasie posługi. To jest rozpad religii i dla społeczeństwa wielka hańba i wstyd. Były kapłan decyzją sądu nie może opuszczać kraju. Drugi - podobnie. Ostatni - trafił do aresztu. To nie powinna mieć w ogóle miejsca. Ksiądz decyduję się po to na służbę dla innych, żeby być przykładem. Kuria diecezjalna dziś odmówiła komentarza przed kamerą. W momencie, gdy Kuria Diecezjalna otrzyma dodatkowe informacje, zostanie wydane oficjalne oświadczenie w tych sprawach. Zatrzymania są związane ze śmiercią 26-letniego diakona w Sosnowcu. Sprawcą morderstwa okazał się ksiądz, który po dokonaniu zbrodni popełnił samobójstwo. Panowało tam takie większe systemowe przyzwolenie na różnego typu ludzkie słabości wśród księży. Dopóki one nie stawały się skandalami, to były traktowane powierzchownie albo po prostu w ogóle niezauważane. To kolejny raz, kiedy diecezja sosnowiecka jest na celowniku śledczych. To jest historia która od lat się ciągnie. W ubiegłym roku w Dąbrowie Górniczej, w mieszkaniu księdza Tomasza Z. podczas seksimprezy przytomność stracił jeden z uczestników. Interweniowały służby. Ksiądz został już skazany na 1,5 roku więzienia m.in. za nieudzielenie pomocy i przestępstwa związane z narkotykami. Niestety dopiero teraz dojrzeliśmy do tego, żeby tego typu problemów podchodzić w sposób odpowiedzialny, nie ukrywać, krótko mówiąc, przestępstw duchownych. W marcu tego roku w mieszkaniu innego księdza zmarł młody mężczyzna, który był pod wpływem narkotyków. Ksiądz usłyszał zarzuty. To, co się dzieje w diecezji sosnowieckiej, mają wyjaśnić dwie specjalne komisje. Najważniejszym zadaniem - ustalenie odpowiedzialnych za skandale z udziałem duchownych. Wszystko jasne, pan Robert będzie strzelał, pan Wojciech będzie bronił i taki jest z grubsza plan FC Barcelony na najbliższy sezon. Wojciech Szczęsny oficjalnie obejmuje miejsce między słupkami w bramce Dumy Katalonii. Długo jego rękawice na kołku nie wisiały i nic dziwnego, jeśli Barca miała kadrowy kłopot, to lepszego rozwiązania znaleźć nie mogła. Wojciech Szczęsny oficjalnie piłkarzem Barcelony. To ekscytujące, ogromne wyzwanie dla mnie. Wyzwanie, które podejmuję pełen energii. Jestem gotowy do pracy i chcę jak najszybciej wejść do gry. O podpisaniu tej umowy mówiono już od kilkunastu dni, ale dopiero teraz dopełniono formalności. Około godziny 15:00 dowiedzieliśmy się oficjalnie, że Wojtek Szczęsny jest piłkarzem Barcelony. Z zegarkiem w ręku o godzinie 13:00 Wojciech Szczęsny dotarł do biur za moimi plecami przy stadionie Camp Nou, a następnie musieliśmy na ten oficjalny komunikat poczekać. Polski bramkarz w sierpniu ogłosił, że przechodzi na sportową emeryturę. Tę decyzję zmieniła propozycja hiszpańskiego klubu, gdzie gra Robert Lewandowski. Na początku nie byłem pewien, czy jestem gotów na nowe wyzwania, ale potem rozmawiałem z moją rodziną oraz przyjaciółmi i oni uświadomili mi, jak głupio bym zrobił odmawiając. I mieli rację. Dużą rolę w tym odegrał Robert, który jako pierwszy zaczął mnie przekonywać do tego. Barcelona pod koniec września straciła podstawowego bramkarza. Marc Andre ter Stegen zerwał ścięgno rzepki w kolanie i kontuzja wykluczyła Niemca z gry. To jego ma zastąpić Szczęsny. Nie wiadomo, czy zagra w pierwszym składzie. To będzie trudna rywalizacja. Za Wojciecha Szczęsnego kciuki szczególnie trzymają w Agrykoli Warszawa. To w tym klubie bramkarz Barcelony stawiał pierwsze piłkarskie kroki. To coś wspaniałego, że Wojtek podpisał z Barceloną kontrakt. Taka reklama dla Agrykoli to będzie duży plus dla klubu. Bardzo chciałbym być jak Wojtek Szczęsny. Moim marzeniem jest grać dla Legii, a potem dostać się do Barcelony. Najpierw w Dumie Katalonii zadebiutuje jednak Szczęsny. Najprawdopodobniej dojdzie do tego już 20 października podczas meczu ligi hiszpańskiej z Sevillą. Ja już państwu dziękuję, czas na "Pytanie Dnia". U Doroty Wysockiej-Schnepf dziś prokurator krajowy Dariusz Korneluk. Zapraszam i do zobaczenia.