Dzień czwarty na Bliskim Wschodzie: Izrael bombarduje Liban, nowe ataki na Iran. Trudne powroty - pierwsze samoloty z Polakami z Bliskiego Wschodu wylądowały w kraju. Lekarze skazani - za brak starań o uratowanie życia Izabeli z Pszczyny. Nasze działania potrwają tak długo, jak to będzie konieczne - mówi Donald Trump, a świat czwarty dzień patrzy na Bliski Wschód w ogniu. Bomby, rakiety, drony w użyciu z obu stron, bo reżim w Teheranie nie składa broni i grozi wojną każdemu, kto wesprze Amerykę i Izrael. Cieśnina Ormuz jak wąskie gardło światowej gospodarki nadal zamknięta, ceny gazu w górę, ropy też. Jaka jest dynamika tego frontu? Dostała zielone światło i wkracza do Libanu. To izraelska armia zajmująca kolejne przygraniczne miejscowości. Rozpoczęliśmy ofensywę przeciwko Hezbollahowi. Nie działamy tylko defensywnie. Teraz przechodzimy także do ofensywy. Musimy przygotować się na wiele długich dni walk. Tel Awiw przekonuje, że to nie początek inwazji lądowej. A jedynie rozszerzenie strefy buforowej, by bronić się przed libańską bojówką powiązaną z Iranem. Nasza obecność ogranicza się do bezpośredniego obszaru przygranicznego, aby zapobiec atakom na izraelską ludność cywilną. To nie jest manewr ani operacja na dużą skalę. Ale izraelskie bombardowania pozycji Hezbollahu w Libanie - już tak. Trwają drugą dobę. Tyle zostało z jednej z siedzib tej organizacji w stolicy kraju, Bejrucie. Izraelska armia twierdzi, że atakuje centra dowodzenia oraz magazyny broni. To główne cele Izraela i USA także w Iranie, które ponownie zbombardowały siedziby prezydenta kraju i Najwyższej Rady Bezpieczeństwa. A także budynek Zgromadzenia Ekspertów w Kom - organu, który ma wybrać nowego przywódcę państwa. W sumie w ciągu pierwszych 3 dni wojny amerykańsko-izraelskie siły zaatakowały ponad 1200 celów. Do końca dnia ta liczba ma się podwoić. Szczerze mówiąc, najsilniejsze uderzenia ze strony naszego wojska dopiero nadejdą. Następna faza będzie boleśniejsza dla Iranu niż ta obecnie. Wymowne nagranie z udziałem ponaddźwiękowych bombowców B-1 Lancer zaprezentowało dowództwo amerykańskiej armii. Mają niszczyć obiekty powiązane z irańskim programem rakiet balistycznych i jądrowym. To zdjęcia zbombardowanego zakładu wzbogacania uranu w Natanz. Ale bomby trafiają też w cywilów. To skutek uderzenia w szkołę podstawową dla dziewcząt. Według irański władz zginęło niemal 170 osób. To jest jej książka do matematyki. Mohanna Zari, pierwsza klasa. To jest jej teczka z pracą szkolną i jej zadanie domowe. Co złego zrobiła? Jej pudełko z kolorowymi kredkami wciąż jest w torbie. Trwa amerykańskie śledztwo w tej sprawie - przyznaje Marko Rubio. Prezydent Donald Trump twierdzi, że Teheran chce rozmawiać, ale on już nie. W kolejnym wpisie mówi, że wbrew obawom USA posiadają nieograniczone zasoby militarne. Może to trochę potrwać, ale to nie będą lata. To nie będzie niekończąca się wojna. W rzeczywistości to wysiłek, by osiągnąć pokój. Teheran, który dziś zaatakował nie tylko Izrael, ale też m.in. ambasadę USA w Arabii Saudyjskiej czy port w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ostrzegł kraje europejskie przed przyłączaniem się do działań zbrojnych. To byłby akt wojny przeciwko Iranowi. Chwile później dodaje, że wojna i tak pochłonie także Europę. Jeśli kraje myślą, że mogą bezpiecznie siedzieć w kącie, dopóki ta wojna się nie skończy, a potem skorzystać z jej rezultatów, są w poważnym błędzie. Ogień tej wojny jest wysoce zaraźliwy i ogarnie cały świat. W związku z irańskimi atakami Francja zamierza wysłać na Bliski Wschód systemy antydronowe i antyrakietowe. Grecja, by chronić Cypr, fregaty i myśliwce F-16. A Brytyjczycy - niszczyciela. Wakacje, wycieczki, służbowe podróże - Polacy przywiozą z nich wspomnienia, ale chyba niechętnie pielęgnowane. Dni w zamkniętym hotelu, koczowanie na lotnisku, setki prób telefonicznego połączenia z infolinią, w większości nieudane, bo dzwoniących tysiące. Polacy próbują wracać z rejonu Zatoki Perskiej, często trasami jak zły sen logistyka. O trudnych powrotach. Dla nich to jak przebudzenie ze złego snu. Wreszcie w Polsce, wreszcie bezpieczni. Koniec wakacji w ich przypadku cieszy. Jak już wylądowaliśmy, to była euforia. To grupa polskich turystów, którzy wylądowali na poznańskim lotnisku. Po drodze z Wietnamu mieli w sobotę międzylądowanie w Dubaju. Utknęli tam po zamknięciu przestrzeni powietrznej na skutek wojny. Wylot nie był pewny do samego końca. Nie było kontaktu z wieżą, bo podobno jakiś odłamek przeleciał. Nie wiedzieliśmy, co się wydarzy. W momencie wylotu dowiedzieliśmy się od kapitana, że nie ma nikogo na wieży i że lot się nie odbędzie. Jak już podstawili schody, że mieliśmy wysiadać, to potem się jednak okazało, że lecimy. Ta grupa miała zapewnione noclegi. Nie było takich sytuacji, jak mamy informacje od znajomych, że oni w Azji po wykwaterowaniu z hotelu, bo skończyła im się doba, muszą radzić sobie na własną rękę. Ale odgłosy toczącej się w regionie wojny docierały i do dubajskich hoteli. Codziennie rano było słychać strącane rakiety przez rakiety przeciwlotnicze Emiratów. To nie jest codzienne uczucie mieć rakiety nad głowami. Samolot z Dubaju z Polakami na pokładzie wylądował też w Warszawie. Dostałem telefon do pokoju, że za godzinę mój samolot wystartuje, jeżeli zdążę, to zdążę, jeżeli nie, to muszę czekać dalej. Mieliśmy godzinę. Można powiedzieć, że ta godzina była moją walką o życie. To zaledwie garstka spośród Polaków, których uziemiły działania wojenne na Bliskim Wschodzie. Inni, a to nawet dziesiątki tysięcy rodaków, czekają. I muszą uważać na oszustów. Tu przypadek z Kataru. Przerzut z Dohy do Rijadu ktoś podszywający się pod polską ambasadę wycenił na 14 tys. riali. Czyli ponad 14 tys. zł. Jordania właśnie otworzyła ponownie swoją przestrzeń powietrzną. Nad resztą regionu dla cywilnych lotów niebo pozostaje zamknięte. Rząd pracuje nad planem ewentualnej ewakuacji. Pracujemy nad tym 24 godziny na dobę. Żaden Polak nie może i nie pozostanie bez pomocy wtedy, kiedy ta pomoc będzie niezbędna. Skala, nie tylko dla polskiego rządu, jest bezprecedensowa. W całym Bliskim Wschodzie, w tych krajach, które są teraz atakowane, obywateli Unii jest ponad milion, więc naprawdę te wyjazdy z Bliskiego Wschodu będą się odbywały najróżniejszymi sposobami. I nie zajmie to dwa czy trzy dni. Według ostatnich danych w samych Emiratach jest 14 tys. Polaków - rezydentów i turystów. Nie tylko Polacy utknęli w rejonie zagrożonym wojną. 30 tysięcy Niemców, tyle samo Francuzów, blisko 100 tys. Brytyjczyków z niepokojem obserwuje niebo nad Zatoką albo szuka drogi do schronu, gdy wyją alarmy. Nikt nie wie, jak się wojna potoczy i jak długo potrwa, więc powstają plany ewakuacji. Największą w historii szykuje Wielka Brytania. To może być największa i najtrudniejsza operacja ewakuacyjna cywilów od dekad - ostrzega brytyjski rząd, który mówi, że wszystkie scenariusze są na stole, a skala wyzwania jest ogromna. W brytyjskim Odyseuszu zarejestrowało się ponad 100 tys. osób przebywających w Katarze, Dubaju, Bahrajnie i Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w państwach pod ciągłym ostrzałem ze strony Iranu. Liczba niezarejestrowanych może być nawet dwukrotnie wyższa. Nielicznym udało się już opuścić region. Jestem przytłoczona. Nie mogę doczekać się powrotu do domu i spotkania z rodziną. W Dubaju było przerażająco. Słyszeliśmy eksplozje, widzieliśmy dym, widzieliśmy pociski na niebie. Nawet dziś rano, wsiadając do autobusu, który jedzie na lotnisko, słyszałem huki nad głowami, było mnóstwo dymu i eksplozji. W grę wchodzą loty czarterowe, a nawet samoloty wojskowe. Problem w tym, że przestrzeń powietrza nad regionem coraz częściej przypomina pole minowe przecięte smugami dronów i rakiet, także tych, które nie zawsze trafiają w zamierzony cel. Rozważany jest też transport lądowy. Ewakuowani mogliby zostać przewiezieni autobusami do Arabii Saudyjskiej albo Turcji. Politycy zapewniają, że bezpieczeństwo obywateli jest absolutnym priorytetem, ale dzisiaj nikt nie potrafi odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy uda się wywieźć wszystkich, zanim konflikt odetnie ostatnie możliwe drogi ucieczki. Choć obrazy wojny są sugestywne, to wizja wymarzonych, zaplanowanych i opłaconych wakacji bywa silniejsza. Są biura podróży, które wychodzą tym wizjom naprzeciw, i nadal sprzedają wycieczki w miejsca z listy ostrzeżeń MSZ. Komu się o uszy jakoś nie obiły plotki o wojnie? Szybka podróż w rejon konfliktu? Nie ma kłopotu. Oferta na środę, wylot z Katowic do Omanu. Jaki koszt, proszę mi powiedzieć, takiego wyjazdu? W tej chwili Maskat, przy dwóch osobach, z Katowic, to za osobę 3999 zł plus 30 zł fundusz gwarancyjny. Ofertę sprawdziliśmy dwukrotnie. Nie mamy żadnych informacji, żeby był problem. Co w cenie? To jest all-inclusive, pokój deluxe, 8 dni, 7 noclegów. Oman graniczy ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Arabią Saudyjską oraz Jemenem. We wtorek na tamtejszy port spadły drony, zaatakowany został tankowiec w cieśninie Ormuz. Kraj objęty jest 4. stopniem alertu MSZ. Resort stanowczo odradza wszelkie podróże do Omanu. Za państwa pośrednictwem pragnę zaapelować do biur podróży, które w dalszym ciągu oferują i co gorsza realizują wycieczki na Bliski Wschód, apeluję o odpowiedzialność i nierobienie tego. Kierunek bliskowschodni jest kierunkiem, którego należy unikać, bo nawet jeżeli da się tam dojechać, to może być problem z powrotem. Apelujemy do wszystkich obywateli, żeby takich decyzji nie podejmowali. Wyjazd do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, w których utknęły tysiące turystów? Nadal równie łatwy jak do Omanu. Pierwszy, jaki proponujemy w systemie, to z Krakowa lot 8 marca, i na ten moment można spróbować go zakupić. Oferty wylotów do krajów Zatoki Perskiej znaleźliśmy też na stronach internetowych pośredników. Zamówienie wycieczki do Dubaju czy Maskatu to kwestia zaledwie kilku kliknięć. Organizator powinien przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo. Bo w sytuacji kryzysowej bezpieczeństwo turystów jest priorytetowe. Nasze placówki we współpracy z biurami podróży pracują nad tym i będziemy także sprawdzać, czy rzeczywiście wszyscy obywatele są zaopiekowani. W razie kłopotu, jak sprawdziliśmy, reklamacji nie uwzględnia się. Może pan zmienić na coś innego, co jest dostępne w systemie, po cenie aktualnej. Ale pieniędzy nie mogę uzyskać zwrotnie? Proszę jej nie kupować, jeżeli pan się waha. Takie wakacje warto więc może odłożyć na później. Francja proponuje Europie szerszy zakres atomowego odstraszania. To jest "19.30", mamy dla państwa jeszcze m.in.: Odłóż telefon. Siedmiolatki grasują po mediach społecznościowych bez żadnej kontroli. To trzeba zablokować. Jest mniej rozkojarzenia na lekcjach. Odzyskaj życie. Możemy bardziej ze sobą spędzać czas. Bardzo szybko poczułam taki wewnętrzny spokój, że mi jest dobrze tu, gdzie jestem. Francja proponuje Europie szerszy zakres atomowego odstraszania. Chce zwiększyć produkcję głowic nuklearnych, a w gronie zainteresowanych taką ochroną także Polska. Choć tu politycznie głosy podzielone, bo z Pałacu Prezydenckiego słychać opinie, delikatnie rzecz biorąc, sceptyczne. O lepszych i gorszych parasolach. Baza wojskowa w Bretanii. To tu cumują francuskie podwodne okręty atomowe. I to właśnie tu prezydent Francji ogłosił nowy nuklearny program odstraszania, do którego zaprosił Polskę. Aby być wolnym, trzeba budzić strach, a żeby budzić strach, trzeba być potężnym. Dlatego zwiększamy nasz arsenał głowic. Francuski program ma wzmacniać NATO, a nie z nim konkurować. Przewidujemy możliwość rozmieszczenia elementów sił strategicznych na terytoriach naszych sojuszników. Do programu, oprócz brytyjskich i niemieckich przyjaciół, dołączą Polska, Holandia, Belgia, Grecja, Szwecja i Dania. Zbroimy się z przyjaciółmi, aby wrogowie nie ośmielili się nas zaatakować. Tak o programie mówi polski premier. Inwestujemy bardzo dużo w przyszłe elektrownie jądrowe i Polska nie będzie chciała być pasywna, jeśli chodzi o bezpieczeństwo nuklearne w kontekście militarnym. Ale Pałac Prezydencki mówi, że sprawa nie była z nim konsultowana i że Polska przede wszystkim powinna przystąpić do programu USA. Poza kwestiami decyzji politycznych, to najpierw trzeba mieć zdolności odpowiednie. Wiemy, że takie zdolności do odstraszania nuklearnego posiadają USA poprzez program Nuclear Sharing. PiS mówi wręcz, że to groźne dla relacji polsko-amerykańskich. To jest zrobione na zasadzie pewnej konkurencji do USA, wypychania tak naprawdę Stanów Zjednoczonych z Europy. Pracujemy nad zwiększeniem, a nie zmniejszeniem, obecności amerykańskiej w Polsce. Szef MON dodaje, że udział w jednym programie nie wyklucza drugiego. To jest ważny element strategii bezpieczeństwa. On nie wyklucza Nuclear Sharing. One się moim zdaniem uzupełniają, bo wszystkie są połączone w ramach Sojuszu Północnoatlantyckiego. We francuskim parasolu nuklearnym uczestniczyłyby państwa NATO. Podobnie jak w amerykańskim. Niektóre z krajów byłyby w obu programach. Do sojuszniczego Polska też aspiruje. I ta gra na wielu fortepianach budzi za oceanem zrozumienie. Obecnie broń nuklearną mają 3 kraje NATO: USA, Wielka Brytania i Francja. Poza tym Chiny, Rosja, Indie, Pakistan, Korea Północna. Uważa się, że broń jądrową ma też Izrael, choć ten oficjalnie nie potwierdza. Francja ma prawie 300 głowic nuklearnych. Mogą je przenosić samoloty oraz podwodne okręty atomowe. Dla porównania Stany Zjednoczone mają około 5,5 tys. głowic nuklearnych. A zagrożenie dla Europy nie maleje. Pomysł prezydenta Macrona objęcia Polski tym programem jest jasnym sygnałem dla Rosji, że jednak się nie opłaca nas atakować. W ogóle się nie opłaca atakować Sojuszu, bo potencjały rosną. Decyzja w sprawie ewentualnego użycia broni nuklearnej pozostanie w gestii Paryża. Jeżeli stwierdzi, że jej żywotne interesy są zagrożone przez kryzys na wschodniej flance NATO, francuskie samoloty przenoszące broń jądrową mogą się pojawić nad Polską albo naszym rejonem. Do tego dochodzi nieprzewidywalny konflikt na Bliskim Wschodzie. Rozmowy o parasolu nuklearnym jeszcze w marcu, wtedy w Paryżu odbędzie się szczyt energii atomowej. Wojna w Zatoce pokazuje, czyja broń jest najskuteczniejsza, i ją powinniśmy kupować - to poselska, ekspercka opinia o naszych zbrojeniach. Posłom i posłankom opozycji zdarzają się przy okazji umiarkowanie zręczne wypowiedzi o złomie krajowej produkcji. Słabo to koresponduje z ariami o gospodarczym patriotyzmie, ale pozwala dowodzić, że eksperymenty z jakimś SAFE to polityczna fanaberia. O sile przekazu dnia. Takich bojowych wozów piechoty Borsuk polska armia ma mieć więcej dzięki pieniądzom z programu SAFE. A to mapa pokazująca ponad 30 polskich firm, do których trafią środki. Za ich pośrednictwem skorzysta kolejne 11 tys. przedsiębiorstw - także z Polski. Posłanka PiS jasno określiła, co jej zdaniem mogą wyprodukować te firmy w ramach programu SAFE. Nie damy rady wyprodukować tak nowoczesnego uzbrojenia, i co z tym złomem zrobimy? Ale jakim złomem? Nie wydaje mi się, żebyśmy byli w stanie, wykorzystując potencjał UE, uzbroić się w taki sposób, aby to było dla naszego bezpieczeństwa. W zapewnieniu bezpieczeństwa pomoże m.in. ten nowoczesny radar produkowany przez prywatną firmę zbrojeniową z Gdyni, który wejdzie w skład systemu antydronowego SAN. I jest z powodzeniem używany w walczącej Ukrainie. Rządzący na posłance PiS nie zostawiają suchej nitki. Złom? To jest dyskwalifikujące w przestrzeni publicznej. Chlapnęła coś z przekazu partyjnego, ale tak samo jak głupi jest przekaz PiS-u, tak samo głupia była wypowiedź posłanki. Przekaz PiS-u w sprawie SAFE to amerykański sprzęt wojskowy jako priorytet. To, co się dzieje na Bliskim Wschodzie, świadczy o tym, że tylko sprzęt amerykański, i kompatybilny z tym sprzętem, odgrywa jakąś rolę na współczesnym polu walki. Kupować trzeba broń ze Stanów Zjednoczonych, Wiadomo, bo: Polskie firmy zbrojeniowe oprócz wspomnianych Borsuków produkują tak nowoczesny sprzęt, jak armatohaubice Krab, moździerze Rak, transportery Rosomak, drony uderzeniowe i rozpoznawcze czy ręczne wyrzutnie Piorun. Te ostatnie cieszą się popularnością wśród sojuszników. Są tak konkurencyjne, że zapotrzebowanie na nie składają np. Niemcy, Francuzi i inne państwa. Wiele z nich jest sprawdzonych na polu walki. Jest skuteczny, skoro Ukraińcy proszą o polskie uzbrojenie: broń strzelecką, polskie Kraby, Rosomaki, Warmate'y, Pioruny. Polskiego sprzętu wojskowego nie musimy się wstydzić - mówią eksperci. Sprzęt produkowany w Polsce jest sprzętem dobrym i trzeba stawiać na jego rozwój, na jego produkcję. Ponad 80% środków z SAFE trafi do polskiej zbrojeniówki, reszta zakupów będzie w Unii Europejskiej. Zdaniem byłego ministra obrony z PiS to ma być uderzenie w USA. Program SAFE, pożyczki SAFE mają wypchnąć USA z Europy. To nieprawda - odpowiadają rządzący, bo Europa cały czas kupuje w USA. Polska wydaje setki mld zł. SAFE nie osłabia pozycji Polski, wzmacnia pozycję przemysłu zbrojeniowego w Polsce, wzmacnia bezpieczeństwo Polski, wzmacnia UE, wzmacnia NATO, wzmacnia nasz sojusz ze Stanami. Uwalnia również środki, np. na zakupy w USA. Jak dodaje szef MON, Amerykanie wspierają proces dozbrajania w ramach SAFE. Gdy rozmawiałem z gen. Grynkewichem i powiedziałem, że Polska jest największym beneficjentem programu SAFE, to uzyskałem wsparcie, a nie negację. Ustawa wdrażająca program SAFE jest na biurku prezydenta. W szpitalu w Bytomiu zmarł 39-latek, który w czasie interwencji policji zaatakował funkcjonariuszy szablami. W mieszkaniu było wiele niebezpiecznych przedmiotów. Funkcjonariusze użyli wobec agresywnego mężczyzny broni palnej. Prokuratura bada zasadność jej użycia i czy policjanci nie nadużyli swoich uprawnień. Podczas interwencji 39-latek zranił jednego z policjantów, nie reagując na żadne wezwanie, żadne polecenie, będąc bardzo mocno wzburzonym, pobudzonym, niestety konieczne było w tym momencie użycie broni palnej. Prokuratura rejonowa w Bytomiu prowadzi postępowanie przygotowawcze o czyn z artykułu 155 Kodeksu karnego, tj. o nieumyślne spowodowanie śmierci, mężczyzny w wieku lat 39. Lekarze ginekolodzy ze szpitala w Pszczynie usłyszeli prawomocne wyroki w sprawie śmierci ciężarnej Izabeli, która zmarła w wyniku wstrząsu septycznego we wrześniu 2021 roku. Lekarze zostali skazani na wyroki bezwzględnego więzienia. Kary bezwzględnego więzienia, od 12 miesięcy do półtora roku, oraz wieloletnie zakazy wykonywania zawodu. Taki wyrok usłyszeli dziś trzej lekarze z Pszczyny. Ja jestem zadowolona, sąd pierwszej instancji podzielił tę argumentację. W momencie kiedy zawiesił wykonanie kary jednemu z oskarżonych, pisałam od tego apelację i ta apelacja została dzisiaj uwzględniona. Sąd w Katowicach przychylił się do wniosku prokuratury. Wyrok zaostrzono dla Krzysztofa P., zastępcy ordynatora, który trafi na rok do więzienia. Poprzednia kara była w zawieszeniu. Trudno mówić o satysfakcji, ta sprawa w mojej ocenie jest porażką całego systemu. Ale na pewno jest jakiś rodzaj ulgi, że ta sprawa dobiegła końca. Dramat rodziny rozpoczął się jesienią 2021 roku. Po tym, jak Izabeli w 5. miesiącu ciąży odeszły wody płodowe, zgłosiła się do szpitala w Pszczynie. Wiadomo było, że płód był uszkodzony. Rodzina kobiety od początku uważała, że lekarze zbyt długo zwlekali z zakończeniem ciąży, co przyczyniło się do śmierci Izabeli. Śmiech na sali, gdyby byli zwykłymi obywatelami, to by dostali po 15-20 lat. Ponownie swoje postępowanie przeprowadzi Naczelna Izba Lekarska w Katowicach. Lekarze z Pszczyny mają już wieloletnie zakazy wykonywania zawodu, ale na tym może się nie skończyć. Najsurowsza kara, jaką może orzec okręgowy sąd w Katowicach, to kara odebrania prawa wykonywania zawodu. Śmierć Izabeli wywołała w całym kraju protesty pod hasłem "Ani jednej więcej". To był sprzeciw wobec obowiązujących przepisów aborcyjnych, które zostały zaostrzone przez Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej pod koniec 2020 roku. Na pewno poparcie dla tego prostego faktu, że aborcja jest prawem człowieka, prawem kobiety, totalnie wzrosło, i to dzięki naszym strajkom. Minęło od nich 5 lat. Przez ten czas zmieniła się władza, a w Sejmie pojawił się projekt ustawy mającej na celu dekryminalizację "pomocnictwa w aborcji". Jak szybko się pojawił, tak szybko przepadł głosami PSL, PiS i Konfederacji. Absolutnie nic się nie zmieniło. Lekarze wykazują się ignorancją, dbaniem o własny interes, nieznajomością protokołu Światowej Organizacji Zdrowia. A prawo aborcyjne w Polsce jest wciąż jednym z najbardziej restrykcyjnych w Europie. Powierzchnia tego ekranu to około 80 cm2. Niby mało, ale potrafi zasłonić cały świat, i to na długie godziny. Z tych godzin robią się dni, a potem nauka wynajduje termin: fonoholizm. Telefony komórkowe zaczynają być takim problemem, że wydarzeniem na skalę życia staje się rzucenie nowego nałogu. O równie nowej higienie, której muszą pomóc przepisy. Odzyskanie sprawczości nad własnym życiem - to najpiękniejsze uczucie. Monika Sabat spędzała długie godziny na kanapie, przeglądając media społecznościowe. Porównywała się do innych. Z dnia na dzień czuła się coraz gorzej. W końcu postawiła na detoks. Odstawiła popularne komunikatory na rok. Poczucie ulgi. Zaczęłam czytać książki i podróżować. Ten czas się nagle pojawił. Podobnie czują się uczniowie szkół, w których wprowadzono zakaz telefonów. Bardzo pomogło w koncentracji i w nawiązywaniu relacji. Od mediów społecznościowych uzależniony jest co trzeci uczeń szkół ponadpodstawowych. Zagrożeń jest sporo: cyberprzemoc, pornografia, hejt - na początek. Dlatego KO, śladem Australii, chce wprowadzić limit wieku dla użytkowników platform - do 15. roku życia. Miałam spotkanie z premierem Gawkowskim, który mówi: "Jesteśmy gotowi od 1 stycznia weryfikować anonimowo tożsamość użytkowników platform". Bo choć w teorii limit wieku obwiązuje, łatwo go obejść, podając się za dorosłą osobę. Tak już nie będzie. Jeśli platforma nie zablokuje dostępu młodszym użytkownikom, będzie musiała liczyć się z karami finansowymi. Zdarzały się zjawiska agresji, przede wszystkim słownej, w popularnych grupach, na komunikatorach. Mamy do czynienia z różnymi zjawiskami, o których nie mieliśmy pojęcia. Tak jak np. FOMO, żeby nie być pominiętym z żadną wiadomością. Oczywiście w sieci nie brakuje też pozytywnych treści. To zostanie zweryfikowane. Dla różnych serwisów wprowadzony może być inny limit wieku. Ale eksperci zwracają uwagę na inną problematyczną kwestię: gromadzenia wrażliwych danych. W tym temacie ważny będzie też głos młodych. O ich zdanie zabiega brytyjski rząd, który rozpoczął właśnie konsultacje społeczne w sprawie ewentualnego zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 16. roku życia. Tamtejsze władze chcą poznać ich opinię oraz ich rodziców i opiekunów. Marcin Bosacki, wiceminister spraw zagranicznych, za chwilę w Pytaniu Dnia. A w "19.30" to wszystko, dziękuję państwu za uwagę i życzę spokojnego wieczoru.