Czas na zmianę? Prezydent chce nowej konstytucji, rządzący mówią, że trzeba przestrzegać obecnej. Zwykły człowiek - tak Andrzej Poczobut mówi o sobie, odbierając od prezydenta Order Orła Białego. Podpisy w piątek. 40 miliardów euro na zbrojenia czeka na Polskę. Dobry wieczór, zaczynamy "19.30". Polska potrzebuje nowej konstytucji - ogłasza prezydent Nawrocki, i w rocznicę uchwalenia tej pierwszej w Europie zapowiada debatę o nowej. Powołuje radę, zaprasza polityków i ekspertów, bo jego zdaniem czas na decyzję: system prezydencki czy kanclerski. Kto jest gotów na rozmowę o konstytucji i gdzie ma się znaleźć sejmowa większość do jej uchwalenia? Ma ponad 200 lat. To pierwszy w Europie i drugi na świecie taki dokument. Konstytucję 3 maja dziś każdy mógł zobaczyć z bliska. Tu, w kancelarii premiera. Jestem bardzo wzruszona tym, że mogłam zobaczyć oryginał. Nie spodziewałam się w ogóle takiego pisma. Przepiękna. Konstytucja 3 maja była symbolem dążenia do nowoczesnego i sprawiedliwego państwa. Obowiązywała zaledwie 14 miesięcy. Bo pojawiły się siły, które nie miały zamiaru szanować i przestrzegać tej konstytucji. Slogany targowicy były równie piękne jak dzisiejszej polskiej prawicy, ale na końcu była zdrada. A właśnie polska prawica na czele z prezydentem chce obecną konstytucję zmienić. My potrzebujemy dziś konstytucji nowej generacji. Konstytucji nowej generacji roku 2030. Nawrocki przede wszystkim chce wzmocnienia swojej pozycji, jemu nie zależy tyle na zmianie Konstytucji, co mu zależy na omijaniu konstytucji i wzmacnianiu własnych kompetencji i dzisiaj to robi. Prezydent argumentuje, że obecna sytuacja społeczna i geopolityczna wymaga nowych rozwiązań. Żyjemy dzisiaj w momencie, w którym konflikt polityczny poszedł za daleko, niszczy wspólnotę, niszczy rodzinę. Trzeba powiedzieć temu "dość". Nowe rozwiązania dla prezydenta ma przygotować powołana dziś Rada Nowej Konstytucji. Pan Nawrocki równie dobrze może powołać radę do spraw liczenia chmur. Jest tyle samo warta. W radzie kilku byłych polityków: dawni marszałkowie Sejmu Józef Zych i Marek Jurek, byli europosłowie PiS Zdzisław Krasnodębski czy Ryszard Legutko. Jest też odkrycie towarzyskie prezesa Kaczyńskiego, była prezes TK Julia Przyłębska. To jest prowokacja. To nie ma być żadna zmiana konstytucji. To jest obliczone tylko na budowanie kolejnego podziału niestety w Polsce. Prezydent do rady zaprasza także przedstawicieli klubów poselskich. PiS i Konfederacja są na tak. Na pewno konstytucje trzeba co najmniej naprawić. Połatać te oczywiste wady, błędy. Przynajmniej punktowo w obszarze wymiaru sprawiedliwości i w zakresie władzy wykonawczej te zmiany są super konieczne. Za to koalicja rządząca do prezydenta się nie wybiera. My z PiS-em, z Nawrockim, ani z Konfederacją Konstytucji nie będziemy zmieniać. Dlatego że to są ludzie, którzy łamali Konstytucję. Najbardziej jaskrawy przykład tego, że to prezydent nie przestrzega konstytucji, to brak przyjęcia ślubowania od legalnie wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. To nie jest z mojej strony ironiczna uwaga. Naprawdę najważniejsza rzeczą jest przestrzeganie Konstytucji i wzmacnianie rządów prawa. Nie byłbym za pisaniem nowej konstytucji. Ale kilka przepisów należy zmienić - przyznaje profesor Andrzej Zoll, który w trakcie uchwalania obowiązującej konstytucji był prezesem Trybunału Konstytucyjnego. Prezydent należy do władzy wykonawczej, a zachowuje się obecny prezydent jak element władzy ustawodawczej i to trzeba wyczyścić. Aby zmienić konstytucję, potrzeba 2/3 głosów przy obecności minimum 230 posłów. Konstytucja to fundament państwa. Dokument gwarantuje stabilność i chroni prawa obywateli. Warto pamiętać, że najważniejszego aktu prawnego nie zmienia się na potrzeby polityczne. Propozycja prezydenta otwiera debatę, ale ta z pewnością szybko się nie zakończy. 13 rozdziałów, 243 artykuły, zazwyczaj 50, ale bywa nawet 100 stron, bo wydanie wydaniu nie równe, tak czy inaczej, jest co czytać. Polska konstytucja to nie jest łatwy tekst, ale przyjmuje się go jako prawo wolą narodu, więc warto się zapoznać. Dziś ją sobie przypomnieliśmy, od preambuły po przepisy końcowe. My, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej. Wszyscy są wobec prawa równi. Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. Strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium. Kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa. Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia. Każdy ma prawo do nauki. Państwo w swojej polityce społecznej i gospodarczej uwzględnia dobro rodziny. Ustrój Rzeczypospolitej Polskiej opiera się na podziale i równowadze władzy ustawodawczej, władzy wykonawczej i władzy sądowniczej. Władzę ustawodawczą w Rzeczypospolitej Polskiej sprawują Sejm i Senat. Prezydent Rzeczypospolitej czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji, stoi na straży suwerenności i bezpieczeństwa państwa. Rada Ministrów prowadzi politykę wewnętrzną i zagraniczną. Sądy i Trybunały są władzą odrębną i niezależną od innych władz. Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali, wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka, jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi, a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej. Mamy w naszej historii prawdziwych bohaterów, ja jestem zwykłym człowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbował zachować się przyzwoicie - tak Andrzej Poczobut mówi o sobie, odbierając z rąk prezydenta Order Orła Białego, najwyższy w hierarchii i najstarszy w historii order Rzeczpospolitej. Dziennikarz i działacz opozycyjny polskiej mniejszość na Białorusi, po długich negocjacjach w zeszłym tygodniu został uwolniony przez reżym Łukaszenki. Mam dużą tremę, dlatego że taka ciężka sytuacja dla mnie: z jednego świata do drugiego, jeszcze do siebie nie doszedłem. Zaledwie 5 dni po odzyskaniu wolności, którą zabrał mu białoruski reżim, Andrzej Poczobut odebrał najważniejsze polskie odznaczenie - Order Orła Białego. Walczył o polskość, prawdę historyczną, prawa człowieka i demokrację - mówił prezydent. Andrzej Poczobut to bohater i człowiek niezłomny. Wzruszenie było ogromne, ale jeszcze bardziej przebijała się skromność. Jestem zwykłym człowiekiem, który żyjąc w nieprzyzwoitych czasach, próbuje zachować się przyzwoicie. Nie uważa się za bohatera, dla niego bohaterami są żołnierze AK, których losy opisywał. A order to symboliczne uhonorowanie całego Związku Polaków na Białorusi. Gdzie nadal jest co najmniej 900 więźniów politycznych. Ludzie są prześladowani nie za działalność polityczną, ludzie są prześladowani za to, że chcą, by ich dzieci uczyły się w języku polskim. Ponad 5 lat temu polsko-białoruski dziennikarz i działacz społeczny usłyszał od reżimu Łukaszenki absurdalne zarzuty: podżegania do nienawiści narodowej i religijnej oraz rehabilitacji nazizmu. Za mówienie prawdy o sytuacji na Białorusi. Bohater, który walczy o niepodległość Białorusi, o swobodę, o wolność. Jest bohaterem, jestem przekonany, też dla Polaków. I on już wpisał swoje imię w historię białorusko-polskich stosunków. Trafił do kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W zamknięciu był 1860 dni. W tym prawie 170 w karcerze - jednoosobowej izolatce. Śpi się na gołych deskach, bez żadnego przykrycia, czasami służba więzienna zmusza, żeby cały czas było otwarte okno. 2024 rok Andrzej Poczobut wspominał swojemu przyjacielowi Romanowi Imielskiemu jako najgorszy rok. Myślał, że pożegna się z życiem, ponieważ ciągle trafiał do karceru, ograniczano mu racje żywnościowe, myślał, że albo to wytrzyma, albo po prostu umrze, ale nigdy nie ukorzy się przed Łukaszenką. Nie ukorzył się i nie przyznał do fałszywych zarzutów. Wyszedł w ramach wymiany więźniów przy pomocy USA. Jego przyjaciele nie znają innej osoby, która tak bardzo zasłużyłaby na dzisiejsze wyróżnienie. Zawsze był człowiekiem przyzwoitym, człowiekiem wartości, człowiekiem odważnym i człowiekiem bardzo mocnym. W Dzień Polonii premier zaprosił na kolację Andrzeja Poczobuta i jego żonę Oksanę. Było o Polsce, o wolności i przyszłości. Dawno nie miałem tak dużej motywacji, jak w czasie rozmowy z Andrzejem Poczobutem, człowiekiem, który przesiedział wiele lat w więzieniu i robi coś dla ludzi. Naprawdę piękna postać. Na dzisiejszą uroczystość wyszedł z kliniki, w której dochodzi do siebie po latach izolacji. Jak mówi, docierały do niego informacje, które podtrzymywały go na duchu. Nie czułem się osamotniony. Wiedziałem, że tam w Polsce, w świecie, na Białorusi, są ludzie, są Polacy, którzy po prostu są razem ze mną. Andrzej Poczobut ma w planach wrócić na Białoruś, by nadal walczyć o demokrację. W piątek Polska podpisze umowę o pożyczce z funduszu SAFE. Terminy robią się ważne, bo zdolności w obronie zaczynają być w cenie. Bez Ameryki nie ma skutecznego NATO, wiedzą to po obu stronach Atlantyku, ale Prezydent Trump redukuje amerykańską obecność w Niemczech i zapowiada, że na tym nie skończy. Świat widzi w tym więcej emocji niż politycznej analizy, więc sojusz sojuszem, ale lepiej być w formie. Z bazy w Kalifornii na orbitę okołoziemską. To poranny start rakiety z czwartym polskim satelitą wojskowym. I nie ostatnim. Kolejnych kilka satelit oprócz tych z IceEye będzie w przestrzeni kosmicznej. Polska inwestuje w technologie kosmiczne. Część pieniędzy na ten cel ma pochodzić z unijnego programu SAFE. Pierwszy przelew europejskich środków na zbrojenia coraz bliżej. Wszystko wskazuje na to, że jeżeli wszystko pójdzie dobrze, to w piątek podpiszemy umowę SAFE i otworzymy linię kredytową na zakup sprzętu. Łącznie to prawie 44 miliardy euro - niespełna 200 miliardów złotych. To nie jest tylko ot, podpisanie jakiejś umowy, to jest naprawdę ważny moment w historii naszego kraju. Z unijnej pożyczki Polska ma m.in. budować Tarczę Wschód, produkować systemy antydronowe czy amunicję. W większości w polskich fabrykach. Opozycja ciągle jest przeciwna. Branie na siebie kolejnego zadłużenia w sytuacji kraju tak bardzo zadłużonego jak Polska jest oczywiście katastrofą. Tymczasem okoliczności zmieniają się z dnia na dzień. My musimy liczyć na siebie, my musimy inwestować szczególnie po tych informacjach, które słyszymy dzisiaj z Białego Domu. Znacznie ją ograniczymy i wycofamy znacznie więcej niż 5000 żołnierzy. Choć jeszcze wczoraj Pentagon informował o maksymalnie pięciu. Donald Trump chce zmniejszyć obecność amerykańskich sił w Niemczech, bo wściekł się na kanclerza Merza za krytykę postawy USA w Iranie. Konflikty wewnątrz NATO to jest ostatnia rzecz, jakiej potrzebujemy. Mówił premier, który kilka dni temu w wywiadzie dla Financial Times zastanawiał się nad dalszą lojalnością USA względem sojuszników NATO. Jarosław Kaczyński oskarżał wtedy szefa rządu o psucie relacji z USA i dodawał: W tym czasie Niemcy zacieśniają współpracę z Amerykanami nad koncepcją NATO. Czy taka diagnoza dzisiaj pana zdaniem jest trafna? Sytuacja jest dynamiczna i wszystko się zmienia dosyć szybko. Jak widać, nie pierwsza diagnoza, która się prezesowi Kaczyńskiemu nie udała. Bo takie relacje Trumpa z kanclerzem Niemiec to przeszłość. Pytania więc o przyszłość relacji transatlantyckich. To jest kolejny sygnał ostrzegawczy, że niektórzy politycy, w tym prezydent Trump, mają trochę inne podejście niż te tradycyjne, dotychczasowe, które dawało nam wszystkie poczucie i gwarancje bezpieczeństwa. Premier apeluje o zachowanie wspólnoty Zachodu z USA. To kluczowy sojusznik Polski. W naszym kraju stacjonuje około 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Iskander czy szahed - mieszkańcy Charkowa znają te nazwy dobrze, potrafią nawet rozpoznać, co nadlatuje. Przez lata wojny nauczyli się żyć z syrenami alarmów i nawet dzieci wiedzą, co robić, by nie tracić czasu, bo można stracić życie. Miasto jest jednym z najbardziej bombardowanych miast w Ukrainie, ale próbuje normalnie żyć. A jak się żyje pod bombami? To jest fragment rakiety Iskander, bardzo groźnej, która jest w stanie przenosić nawet 600 kilogramów materiałów wybuchowych. To z kolei jest wnętrze takiej rakiety Iskander, przenoszące ładunki kasetowe, zakazane w wielu krajach. Kiedy one wszystkie eksplodują, są w stanie pokryć obszar nawet 10 boisk piłkarskich albo całkowicie zniszczyć choćby wieżowiec. Na cmentarzysko rakiet i dronów charkowskie służby zwożą fragmenty pocisków, jakie Rosjanie zrzucają na okolice. Tyle zebrano w trzy miesiące. Prowadzimy ponad 33 tysiące spraw o zbrodnie wojenne wojsk Putina w obwodzie charkowskim. 80% spraw to ostrzały obiektów cywilnych. Charków to jedno z najintensywniej bombardowanych miast Ukrainy. Nie ma dnia ani nocy, żeby nie spadły tu Shahedy albo rakiety. Alarmy w minionym tygodniu trwały w obwodzie ponad 130 godzin, czyli 5,5 dnia bez ustanku. Na syreny i wybuchy najsilniej reagują dzieci. Mój syn zawsze krzyczy: do korytarza, do korytarza. Dobrze rozumie, że coś trzeba zrobić i jakoś się schronić, W dzieciach to wszystko zostaje. Bardzo dobrze rozumieją, co się dzieje i co to jest wojna, bo to nasza codzienność. Zniszczenia w Charkowie widać wszędzie. Ludzie starają się je oswajać i wybite okna ozdabiają obrazami. Gdy wyją syreny, nie zamykają się już sklepy ani restauracje, bo inaczej nie dałoby się w Charkowie żyć. Marija i Sofija w trakcie alarmu odwiedzały zoo. Przyleci, to przyleci. Co zrobisz? Jak trzeba, to schodzimy do schronów, ale żyjemy dalej, cieszymy się życiem, młodością. W Charkowie mieszka ponad 220 tysięcy uchodźców z regionów, w których toczą się walki, albo okupowanych przez Rosjan. To obok Kijowa i Dnipra największe centrum przesiedleńców w kraju. Pomaga wiele organizacji, w tym katolicki kościół. Dostajemy bezpłatne leki, ciepły obiad każdego dnia. Nie zawsze to, co chcesz, ale dają zupę, łyżkę, widelec. Pracy i potrzebujących jest tak dużo, że busy z darami rozładowuje własnymi rękami sam biskup. Nie można siedzieć. Trzeba działać. To jest normalne. Pan Jezus też pracował. Linia frontu znajduje się niecałe 20 kilometrów od obwodnicy Charkowa. Putin systematycznie rozszerza tak zwaną strefę buforową wzdłuż granic, a obwód charkowski, w tym takie miasta jak Kupiańsk czy Wowczańsk, są aktywnymi strefami walk. Iran nie zapłacił jeszcze wystarczająco wysokiej ceny za to, co zrobił ludzkości i światu w ciągu ostatnich 47 lat - taka jest odpowiedź Donalda Trumpa na ostatnią irańską propozycję zakończenia wojny. Trump dodaje, że może wznowić ataki, jeśli Iran nie będzie się zachowywał przyzwoicie. W Teheranie nie wiedzą, co według Trumpa znaczy "przyzwoicie", ale twierdzą, że są gotowi się bić. 6500 ton amunicji i sprzętu wojskowego dostarczonych z USA do Izraela w ciągu zaledwie doby. W sumie od amerykańsko-izraelskiego ataku na Iran Tel Awiw otrzymał go tyle, ile waży ten największy lotniskowiec świata USS Gerald Ford czy 5000 takich myśliwców. To bezprecedensowe dostawy. Prezydent USA Donald Trump we współpracy z premierem Benjaminem Netanjahu podejmują wysiłki, aby Iran nie stanowił już zagrożenia. Ale wkrótce możemy być zmuszeni do ponownego działania, aby zapewnić osiągnięcie celów kampanii. Nowe działania militarne przeciwko Iranowi zasugerował też Donald Trump. Jeśli będą się źle zachowywać, jeśli zrobią coś złego, ale na razie zobaczymy. Ale jest to możliwe, z pewnością. Kilka godzin później zareagował na najnowszą irańską propozycję pokojową. Wkrótce dokonam przeglądu planu, który Iran nam właśnie przesłał, ale nie mogę sobie wyobrazić, aby był on akceptowalny, skoro Iran nie zapłacił jeszcze wystarczająco wysokiej ceny za to, co zrobił ludzkości i światu w ciągu ostatnich 47 lat. Tyle że reżim strachu nie okazuje. A świadczą o tym jego żądania. Według mediów 14-punktowy plan Teheranu zakłada wycofanie wojsk amerykańskich z obszarów otaczających Iran, zniesienie blokady cieśniny Ormuz przez USA i nowy mechanizm jej kontroli. A także uwolnienie zamrożonych irańskich aktywów, wypłatę odszkodowań, zniesienie sankcji i zakończenie wojny na wszystkich frontach, w tym w Libanie. Reżim Iranu trwa. Wciąż ma zapasy wzbogaconego uranu, a jego program jądrowy pozostaje realny. Irańska armia zachowuje zaś wystarczającą skuteczność bojową, by utrzymać konflikt w impasie i potrafi skutecznie kontrolować cieśninę Ormuz. Panie sekretarzu, obawiam się, że mówił pan prezydentowi to, co chce usłyszeć, zamiast tego, co musi usłyszeć. Według sondażu Ipsos dla dziennika "Washington Post" wojnę za błąd uważa aż 61% Amerykanów. Jeszcze więcej, bo 70%, pragnie jak najszybszego porozumienia z Teheranem. Miał być mocny jak Ursus i rzeczywiście na polskiej roli nie było mocnych, ale do czasu. W gospodarce socjalistycznych niedoborów miał się dobrze, ale nie dał rady niewidzialnej ręce rynku. Choć nie ma pewności, czy była taka niewidzialna, bo historia Ursus kryje kilka dziwnych zakamarków. Polecamy reportaż Mariusza Sepioło pt. "Mechaniczny koń trojański" dziś o 20:15 w Raporcie specjalnym na antenie TVP Info. To, co się wydarzyło w tamtych latach, jest ewidentnym systemowym działaniem. Proszę wybaczyć moje emocje, ale miałem przyjemność zarządzać spółką Ursus, która walczyła wtedy o odzyskanie rynku, o odbudowę. Bardzo proszę, żeby zapamiętano, skąd to się wzięło, z zupełnej indolencji państwa w tamtym czasie, zawiodły starostwa, zawiodła służba celna i zawiodła dystrybucja środków unijnych, bo nie mieliśmy szansy jako Ursus konkurować z białoruskimi traktorami. Ustawa ma 10 lat i miała oczyścić przestrzeń publiczną z elementów upamiętniających polski socjalizm i radzieckie braterstwo. Posągi, obeliski, nazwy ulic w demokratycznym państwie nie wyglądały jak świadectwo historii, tylko pamiątka zniewolenia, więc znikały jeden po drugim, ale nie wszystkie. O historycznej prawdzie i lokalnej pamięci. "Może nie jest najpiękniejszy, ale jest nasz". Tak o tym pomniku mówią mieszkańcy Kęszycy Leśnej w lubuskiem. Gipsowa rzeźba to pamiątka po radzieckiej bazie wojskowej. Stanowi pewną atrakcję i symbolizuje to, że to była tu rzeczywiście potężna jednostka. Nie chcę go rozbierać. Ale chce Instytut Pamięci Narodowej w ramach ustawy dekomunizacyjnej. Mieszkańcy przemalowali radzieckiego sołdata tak, by stał się polskim żołnierzem i tym samym uchronić go przed likwidacją. Urzędników to nie przekonało. Pomysł asymilacji tego żołnierza na potrzeby współczesne jest moim zdaniem nietrafiony - namalowanie mu tego orła w koronie i biało-czerwonej flagi na ramieniu nie czyni z niego obiektu pamięci współczesnej. W obronie pomnika, a raczej kapliczki, stają także mieszkańcy wsi Ciełuszki na Podlasiu. Ten nietypowy krzyż łączący elementy prawosławia i komunizmu poświęcony jest, jak głosi inskrypcja, "bohaterom, którzy zginęli za wyzwolenie naszej ojczyzny". Treść tej informacji w języku rosyjskim jest jednoznaczna, stąd nasza opinia jest jednoznaczna, niezależnie od tego, czy są tam symbole religijne. Dla nas tożsamością jest przede wszystkim krzyż prawosławny i to jest najważniejsze. Ta gwiazda jest rzeczą drugorzędną i nikt nie kojarzy tego, że jest to coś złego, coś negatywnego. Ustawa dekomunizacyjna nie obejmuje cmentarzy i taką linię obrony przyjmują mieszkańcy Ciełuszek, ale na wszelki wypadek zasłaniają kontrowersyjną gwiazdę, by nie drażnić urzędników. Tam z kolei, gdzie sierp i młot przeszkadzał mieszkańcom, a miejsce ma status cmentarza, znaleziono inny sposób. Na przykład ten pomnik w miejscowości Dębe Wielkie na Mazowszu, pierwotnie poświęcony żołnierzom armii czerwonej, w ramach dekomunizacji nie został zburzony, a przeszedł transformację. Przez dekadę tysiące ulic zmieniło swoje nazwy, a w całej Polsce rozebrano pomniki sławiące poprzedni ustrój, mimo sprzeciwów i gróźb ze strony rosyjskiej. Ale nie wszystkie. To obiekt w centrum Olsztyna, nazywany przez mieszkańców "Szubienicami". Urząd miasta zapewnia, że pomnik zniknie, ale nie wiadomo kiedy. Postsowiecki element w naszym pięknym mieście nie jest nam potrzebny do szczęścia. Dalsze losy pomników, które w opinii IPN już dawno powinny zniknąć, leżą w rękach samorządów. Zbiorowa pamięć narodu o własnej historii jest łatwiejsza w pielęgnacji, gdy da się ją oprzeć o artefakty. Rzeźby, obrazy, pamiątki, insygnia władzy, inkunabuły. Po niejednej walce o niepodległość, Polska toczy inną, o zwrot tego, co wojenne zawieruchy zabrały, a powojenne mroki nie chcą ujawnić. O archeologii odzysku. Zrabowana w trakcie wojny szkatuła Izabeli Czartoryskiej skrywała bezcenne pamiątki po polskich królach. To rekonstrukcja, ale jeden z oryginalnych artefaktów niebawem wróci do Polski. Są znaczące dla państwa polskiego. Dla naszego dziedzictwa i oczywiście bardzo ważny jest pierścień Zygmunta. Jak wynika z ustaleń dziennika Rzeczpospolita, Niemcy są skłonni zwrócić Polsce pierścień Zygmunta I Starego. Po wojnie trafił do muzeum biżuterii w Pforzheim z prywatnej kolekcji Heinza Batkego. Pierścień ten Batke nabył od nieznanego nam nabywcy w latach między 1954-1962. Profesor Letkiewicz zauważyła pierścień na czasowej wystawie w Częstochowie. Poinformowała o tym Ministerstwo Kultury. Żeby potwierdzić jego autentyczność, porównano go ze zdjęciami archiwalnymi. Nałożenie tych dwóch zdjęć na siebie uświadomiło, że wżery, uszczerbki, zarysowania są identyczne. W ostatnich latach polska odzyskała niemal 900 dzieł, a w toku jest jeszcze ponad 200 spraw. W ubiegłym roku do domu wróciło przeszło sto obiektów, w tym ministerstwo odzyskało już 16. To skomplikowany i delikatny proces. Każde postępowanie restytucyjne jest inne, w zależności od tego, gdzie znajduje się obiekt, jaka jest jego sytuacja prawna, ale też to, kto jest w jego posiadaniu. W trakcie drugiej wojny światowej Polsce zrabowano ponad pół miliona dzieł. Wśród nich najcenniejszy obraz, "Portret Młodzieńca" autorstwa Rafaela Santiego. Dziś jego wartość to nawet 400 milionów złotych, ale lokalizacja obrazu jest zagadką. Obraz został wywieziony w ramach tak zwanej ewakuacji Dolny Śląsk. Po raz ostatni wiemy, że go widziano w jednym z pałaców pod Strzegomiem na Dolnym Śląsku. Od tej pory nie wiadomo, co się z nim stało. W Bazie Strat Wojennych wciąż widnieje ponad 70 tys. poszukiwanych obiektów. Ministerstwo robi wszystko, żeby sprowadzić je do domu. Jeśli chodzi o państwo niemieckie, my w tym momencie negocjujemy bardzo konkretną grupę obiektów, która jest bardzo znacząca i bardzo dla nas ważna. Rozmowy trwają, obie strony mają spotkać się w tym tygodniu w Warszawie. W kalendarzu nie ułożyło się najlepiej, bo weekend w tym roku bez majówkowych bonusów, za to pogoda wyjęła spod lady najlepszy towar, więc morze, góry i Mazury jak z sezonu marzeń. Bez jałowych debat o wyższości węgla nad brykietem cała Polska na głębokim wdechu wzięła się za świętowanie. Co prawda już trzeba wracać, ale to był weekend! Słońce, wolne i jeden scenariusz dla tysięcy warszawiaków. Frisbee, grill plus kocyk i piknik na Polu Mokotowskim. Plan idealny. Co dzisiaj szefowa kuchni serwuje? Taki serek a la włoski, kiełbaski białe, sałateczki. Lekkie rzeczy też - warzywa, papryki, cukinia. A na co masz największego smaka? Na bagietki z grilla! Do tego muzyka i relaks na świeżym powietrzu. W Warszawie cieplej niż w Madrycie czy na Mykonos. Fajnie, bo jest dużo ludzi. Fajna atmosfera. A może tak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady? Wstałyśmy około 2:00 w nocy, jesteśmy ze Śląska i stwierdziłyśmy, że idziemy na wschód słońca. Okazuje się, że pomysł nie był oryginalny, ale warto. Na szlakach w Bieszczadzkim Parku Narodowym tłumy. Główny cel: słynna Chatka Puchatka. Spokój, cisza. Naprawdę natura zniewala z nóg, że tak powiem. Widoki, kolory i zapachy to już Zamek Książ. Tauron Festiwal Kwiatów i Sztuki przyciągnął tłumy z całej Polski. Każda sala to inna epoka, każda aranżacja - osobna historia. Te kwiaty dodają takiego uroku i nie wiem, czy jest miejsce w Polsce albo w Europie, gdzie tworzą jeszcze takie piękne dekoracje. Po chłodnym kwietniu i kapryśnym marcu szturm turystów również nad Bałtykiem. Wolę morze niż góry. Staramy się tu być co roku. Ale w tym roku prawdziwe obłożenie. Międzyzdroje liczą na powtórkę z frekwencji w wakacje. To, co się działo tutaj w ostatnich dwóch dniach, myślę, że przekroczyło nasze najśmielsze oczekiwania, pełne obłożenie. Nawet wczoraj overbooking, z którym musieliśmy sobie wczoraj poradzić. Dobra majówka to również taka z tupnięciem nóżką. W Bytomiu rytm kultowego utworu Snoop Dogga wytupywało kilkaset osób, tańcząc do wspólnej choreografii. Liczą, że ich nazwisko znajdzie się w księdze rekordów Guinnessa. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w Pytaniu Dnia będzie Marcin Radwan-Rohrenschef, sędzia Trybunału Stanu. Dziękuję i do zobaczenia.