Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Gem, set, mecz i ona - Maja Chwalińska, sensacja turnieju French Open na kortach Rolanda Garossa w Paryżu. A jeśli Paryż, to Anna Kowalska, której już teraz oddaję głos i zapraszam do współprowadzenia dzisiejszego wydania "19.30". Aniu... Dobry wieczór Państwu, witam z Paryża, który oczarowany dzisiaj jest tą polską czarodziejką, bo taki ma już tu przydomek Maja Chwalińska. Polka jak burza z kwalifikacji dotarła do półfinału jednego z najważniejszych turniejów świata, z wielkim spokojem pokonując rywalki bardziej doświadczone i utytułowane. Dziś Mai postawić się chwilami próbowała rozstawiona z numerem 22 Rosjanka Anna Kalinska. Ale to Polka w najważniejszych momentach zachowała zimną krew. Z uśmiechem na ustach Maja Chwalińska kontynuuje swój paryski sen. W ćwierćfinale Rolanda Garrosa 7:6, 6:3 pokonała notowaną prawie 100 miejsc wyżej Rosjankę Annę Kalinską. Sama nie wiem, co się dzieje. Wiem, że się powtarzam, ale każdy mecz tutaj jest dla mnie czymś niesamowitym, więc jestem bardzo wdzięczna. Ale to nie był łatwy mecz. Polka w pierwszym secie prowadziła już co prawda 5:1, ale Kalinska wyrównała na 5:5. Ten set zakończył się tie-breakiem. Maja Chwalińska do końca zachowała zimną krew i od stanu 3:3 nie oddała już żadnego punktu. W drugim secie też szybko odskoczyła na 4:1 i chociaż Rosjance udało się jeszcze Maję przełamać, to ostatecznie Polka ze spokojem zakończyła mecz w dwóch setach. Niesamowity sukces Mai. Mimo że wizualizowałem to sobie i marzyłem o tym, tak jak ona przez wiele lat, to zderzyć się z ta rzeczywistością to całkiem coś innego. Polka jest pierwszą od 6 lat i jedynie drugą w historii French Open tenisistką, która z kwalifikacji zaszła tak daleko. Na swojej drodze do półfinału straciła tylko jednego seta, w meczu z Marią Sakari, pokonując wcześniej choćby mistrzynię olimpijską Qinwen Zheng. I Belgijkę Elise Mertens. Żeby wygrać punkt z Mają Chwalińską, trzeba bardzo popracować, trzeba popracować na nogach, trzeba być cierpliwym, trzeba się fantastycznie ustawiać do tych piłek. Komentatorzy obecni na kortach Rolanda Garrosa chwalą jej dojrzałą i nieprzewidywalną grę. Już nazwali ją największą bohaterką ostatnich dwóch tygodni i niespodzianką, która swoim nietypowym stylem gry zaskakuje nawet najbardziej doświadczone zawodniczki. Dlaczego miałaby nie wygrać całego turnieju? Jej historia jest jak z bajki. Jest kopciuszkiem w turnieju wielkich nazwisk. Gra klasyczny, leworęczny tenis. Pokonuje każdą zawodniczkę jedna po drugiej. Przypomina mi młodą Igę Świątek z 2020 roku, więc czemu nie? Z turnieju odpadły już wielkie faworytki. Poza Igą Świątek dziś także numer 1 w światowym rankingu, Białorusinka Aryna Sabalenka, którą sensacyjnie wyeliminowała rozstawiona z numerem 25 Diana Sznajder. I to z nią w drugim półfinale zmierzy się jutro Maja Chwalińska. W pierwszym meczu półfinałowym zagrają: pogromczyni Igi Świątek, Ukrainka Marta Kostiuk, i Rosjanka Mirra Andriejewa. Niech się dzieje, co chce, ale ostatnią piłkę wygra Maja. Maja w Paryżu już wygrała. Nie tylko 750 tys. euro, ale też awans o 84 miejsca w rankingu WTA. Po French Open zajmować będzie co najmniej 30. miejsce, dzięki czemu do kolejnych turniejów - także wielkoszlemowych - przystąpi już jako zawodniczka rozstawiona. Ale najpierw czeka ją najważniejszy mecz w karierze. Półfinał Rolanda Garrosa z udziałem Mai Chwalińskiej w czwartek najwcześniej o 16:15. Emocji w tym meczu nie brakowało. Ja widziałam na trybunach skaczących z radości bliskich Mai Chwalińskiej. Ale te wielkie emocje także w rodzinnej Dąbrowie Górniczej i Bielsku-Białej, gdzie na co dzień trenuje 24-latka. O tym, z jaką determinacją tę trudną drogę na szczyt pokonywała Polka, opowie Michał Niewodowski. Od najmłodszych lat wiedziała, co trzeba zrobić, żeby osiągnąć wielki sportowy sukces. Myślę, że trzeba mieć takie cechy jak wytrwałość, cały czas trzeba pracować nad sobą, nie poddawać się. Nie wiedziała wtedy, że będzie sensacją tegorocznego French Open. Nie umiem ocenić, który turniej jest dla mnie największym sukcesem. Mam nadzieję, że ten największy sukces jeszcze przede mną. W tej drodze na samym początku pomógł jej Paweł Kałuża, jej pierwszy trener. To on na zawodach Talentiady w Dąbowie Górniczej dostrzegł w niej wielką zawodniczkę. Wyróżniała się na tle rówieśników sprawnością fizyczną. Szybko przyswajała technikę tenisową. Super jej to wszystko wychodziło. W Zespole Szkół Sportowych w Dąbrowie Górniczej Maja jest legendą. Padało wiele razy, że jest wojowniczką. Tak samo było tutaj widać, że jest wojowniczką. Musiała wrócić do spraw nauki, zaliczała szybko jak wojownik i uciekała na zgrupowania. Czy turnieje. Dziś cała szkoła Mai śledziła jej mecz i trzymała mocno kciuki. Wszyscy dopingowaliśmy i staraliśmy się, jak mogliśmy. Wszyscy wierzyliśmy do końca, że wygra. I wygrała. Wygrywała na korcie i poza nim. Mierzyła się z kontuzjami, hejtem i depresją. Dziś jej sportowa droga, determinacja i zawziętość inspirują młodych sportowców. Biorę z niej przykład, ponieważ ona się nie poddaje. Pomimo wielu porażek nadal dąży do sukcesu. Sukces Mai pokazuje, że jak się chce, można wszystko osiągnąć. Sprawia, że wierzę, że rzeczy niemożliwe są czasami jednak osiągalne. Maja z rodzinnej Dąbrowy przeniosła się do Bielska-Białej. Klubowe półki są wypełnione jej pucharami. Od tych najmniejszych do największych zwycięstw. Widzieliśmy, że Maja jest w dobrej dyspozycji, że jest dobrze przygotowana do tego turnieju, ale szczerze nie spodziewaliśmy się, że będzie taki sukces. A mamy nadzieję, że to jeszcze nie koniec. A Maja goni w światowym rankingu polską królową Rolanda Garrosa. Z Igą Światek łączy ją nie tylko sportowa ambicja. Dziewczyny grały razem w kadrze, wspierały się na korcie, ale, jak się okazuje, nie tylko tam. Zawsze wspominała, że Iga Świątek umie lepiej matematykę od niej. Teraz Chwalińska idzie drogą, która na kortach Rolanda Garrosa przecierała Iga. I chce spełnić ich wspólny plan sprzed lat, że będą się wymieniać wielkoszlemowymi tytułami. Rok po roku. Trzymamy kciuki jutro za Maję, żeby realizowała ten plan. Czekamy na kolejne sportowe emocje w Paryżu, a teraz oddaję Państwa w ręce Zbigniewa Łuczyńskiego w Warszawie. A u nas nie milkną głosy po decyzji prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, który nadał elitarnej jednostce wojskowej imię "Bohaterów UPA". Głos w tej sprawie zabrał minister spraw zagranicznych Ukrainy, który stwierdził, że sytuacja, w której znalazły się oba państwa, nie daje nic dobrego ani Ukraińcom, ani Polakom. Andrij Sybiha wyjaśnił, że nazwa pododdziału była wyborem żołnierzy. Do kontrowersyjnej decyzji odnoszą się też polscy politycy. Szef MSZ mówi wprost. Wołodymyr Zełenski popełnił błąd. W tej kwestii, co zdarza się rzadko, pełna zgoda całej sceny politycznej. Nie ma wytłumaczenia dla takich decyzji, które kompletnie są przeciwko wrażliwości Polaków. Jest nie do pogodzenia z polską racją stanu. Różnice pojawiają się wraz z pytaniem o to, co dalej. Po tym, jak Wołodymyr Zełenski nadał jednemu z pododdziałów imię "Bohaterów UPA", resort dyplomacji, MON i marszałek Sejmu ruszyli do dyplomatycznej ofensywy. Zrobię wszystko, żeby ta decyzja została zmieniona. Stawiamy tę sprawę jasno. Na razie są tłumaczenia. Szef ukraińskiej dyplomacji pisze, że nazwa pododdziału była wyborem ukraińskich żołnierzy. I zapewnia, że nie mieli oni antypolskich intencji. Ukraińska Powstańcza Armia dla Polaków to przede wszystkim mordercy kobiet i dzieci podczas rzezi Wołyńskiej, w Ukrainie zapamiętana została inaczej. Dla naszego narodu rzeź wołyńska, 100 tys. Polaków zamordowanych bestialsko przez UPA, to jest rana. Dla strony ukraińskiej działalność UPA to również walka o suwerenność tego kraju, również przeciwko Rosji. I tu jest ten spór. Ale, co podkreślają rządzący, teraz mamy wspólnego wroga. A wygrana Ukrainy z Rosją to polska racja stanu. Nie ma wolnej, niepodległej Polski bez wolnej, niepodległej Ukrainy. W związku z tym jeżeli się zdarzają takie rzeczy, trzeba do nich mądrze podchodzić. Prawica wie swoje i już bije w antyukraińskie dzwony. Powinniśmy zapowiedzieć, że Polska będzie blokowała akcesję Ukrainy do UE. Karol Nawrocki chce odebrać Wołodymyrowi Zełenskiemu Order Orła Białego przyznany mu 3 lata temu. Komitet polityczny PiS wyraża poparcie. Przemysław Czarnek idzie jeszcze dalej. Ostatnie dni to skrajna nielojalność pana Zełenskiego, którego już trudno nazwać prezydentem Ukrainy. Dla rządzących takie działania to nic innego jak próba zbijania kapitału politycznego kosztem bezpieczeństwa. Stąd apele o rozsądek. Mamy prawo do rozczarowania i do domagania się korekty, ale nie pozwólmy, żeby rosyjska narracja i próby skłócenia nas wtedy, kiedy Ukraina walczy o życie, żeby to się powiodło. Takich spraw się nie załatwia - kto jest ważniejszy i kto jest mądrzejszy - poprzez ustawki w lesie. Trzeba wiedzieć, w jakim się jest miejscu w historii. W poniedziałek wnioskiem Karola Nawrockiego zajmie się Kapituła Orderu Orła Białego. To jej pełen skład. Jej opinia nie jest wiążąca dla prezydenta. Ale jego decyzja będzie wymagać kontrasygnaty premiera. Order Orła Białego odebrano tylko raz. Temu politykowi. Wincenty Witos, nazywany jednym z ojców polskiej niepodległości, odzyskał go po 9 latach, wraz z przeprosinami. Te lekcję z historii warto odrobić. Jest propozycja utworzenia stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce - poinformował w mediach społecznościowych minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz. Oznaczałoby to wzmocnienie obecności amerykańskich sił nad Wisłą. Teraz stacjonuje u nas około 10 tys. żołnierzy. Zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Polski nie maleje. Przeciwnie, może być jeszcze większe. Przekazałem sekretarzowi obrony USA Pete'owi Hegsethowi oficjalną propozycję utworzenia nowej, stałej bazy wojsk amerykańskich w Polsce. Bezpieczna Polska to silna armia, silne społeczeństwo, a także silne sojusze. Polityczna burza w Krakowie po przegranym referendum, w którym stanowisko stracił dotychczasowy prezydent. Rusza giełda nazwisk. A największa partia opozycyjna już wie, kto jej zdaniem jest najlepszym do zarządzania stolicą Małopolski. To Michał Drewnicki, przedstawiciel młodego pokolenia w PiS. Kto będzie kandydatem Koalicji - jeszcze nie wiadomo. Ja nie byłem zaskoczony. Tak skromnie Michał Drewnicki komentuje decyzje Komitetu Politycznego PiS. Krakowski radny dołącza do wyścigu o fotel prezydenta miasta. Wyrażałem gotowość do startu. Przymierzałem się do tego też od ostatnich dni. Lokalny polityk się przymierzał, mimo że jeszcze kilka dni temu prominentni politycy PiS-u apelowali do Konfederacji. Krzysiu, Sławku, wybierzmy wspólnego kandydata na prezydenta Krakowa. Jedność na prawicy. Jedności, jak widać, nie ma. Prawica idzie oddzielnie. Choć marzenia PiS-u, by Konfederacja poparła ich kandydata, pozostały. To jest nasza też oferta do nich, aby rozważyli poparcie tego kandydata. Nie będziemy dawać się ulegać szantażom emocjonalnym, politykom PiS i traktowaniu jak gówniarzy. Pomijając ten spór, giełda nazwisk kandydatów do fotela prezydenta Krakowa znacznie się wydłuża. Mimo że partie tworzące rząd jeszcze nie przedstawiły nazwisk. Jestem gotowy i nad tym pracujemy również z naszymi koalicjantami, żeby znaleźć najlepsze rozwiązanie. Uważam, że potrzebujemy kandydata, który zgromadzi nie jedno, a kilka środowisk. Szef ludowców rozmawia o tym z premierem. Lewica swoją kandydatkę ma przedstawić w poniedziałek. Będzie to kandydat lub kandydatka progresywna, która zawalczy o tanie mieszkania, o czyste powietrze w Krakowie. Nieoficjalnie mówi się o posłance Darii Gosek-Popiołek. Kandydatem Polski 2050 może zostać Paweł Śliz. Startu w bitwie o stolicę Małopolski wciąż nie potwierdził Łukasz Gibała. Trzeba wyciągnąć wnioski z porażki, a to była porażka. Tak o referendum, które doprowadziło do odwołania Aleksandra Miszalskiego ze stanowiska, mówi Dorota Niedziela. Wicemarszałkini Sejmu z KO pokieruje kampanią w Krakowie po tym, jak premier rozwiązał struktury regionalne w Małopolsce. Muszę z tą strukturą porozmawiać, jak oni to widzą, gdzie widzą problemy, przeanalizować to i stosownie do tego zadziałać. Tutaj nie ma żadnego pośpiechu, żadnej rewolucji. Tu nie będzie nowych ludzi. Wśród nazwisk wymienianych jako kandydaci KO na fotel prezydenta Krakowa - senator Monika Piątkowska. Powinniśmy wyjść naprzeciw wyborcom i pokazać osobę, która uspokoi tę sytuację, która będzie gwarancją stabilności i sprawnego zarządzenia miastem. Bo dla Donalda Tuska i całej koalicji rządzącej wybory w Krakowie to sprawdzian przed przyszłorocznymi wyborami do parlamentu. Uwaga opinii publicznej będzie skierowana na Kraków i od rozstrzygnięć na pewno wiele będzie zależało również w polityce centralnej. Przedterminowe wybory w Krakowie najprawdopodobniej na przełomie sierpnia i września. Ma to być miejsce otwarte na ludzi, które stanie się centrum służącym mieszkańcom, dlatego koncepcja się zmieni. Mowa o odnowieniu Pałacu Saskiego w stolicy, który ma być odbudowany na mocy obowiązującej ustawy. Pomysł na konkretne zmiany w podejściu do tego, co w budynkach będzie się działo po rekonstrukcji, ma Ministerstwo Kultury. Od przyjęcia przez Sejm ustawy o odbudowie Pałacu Saskiego mija już prawie 5 lat. Dziś jedyne prace, jakie są prowadzone na Placu Piłsudskiego, to wciąż te podziemne. W odkopanych ruinach archeolodzy nadal odnajdują przedmioty pamiętające minione stulecia. Czasami są to znaleziska małe, chwytające za serce, jak chociażby medalik zawierający w środku prawdopodobnie fotografię. Będziemy go otwierać komisyjnie pod okiem specjalistów. Ale dla nas najważniejsze są jednak te znaleziska architektoniczne. To one mają pomóc precyzyjnie odtworzyć wygląd pałacu. Kiedy do góry zaczną piąć się mury, na razie nie wiadomo. Najwyższa Izba Kontroli kilka miesięcy temu wytknęła gigantyczne opóźnienia w pozyskiwaniu terenu pod odbudowę i niewiele mniejsze w przygotowaniu projektu budowlanego. Negatywnie oceniono też harmonogram i kosztorys. Pierwotnie wydatki oszacowano na 2,5 mld zł. Obstawiam, że będą dwukrotnie wyższe, dlatego że musimy wyposażyć te wszystkie instytucje, które będą w środku. Nie możemy zostawić pustego budynku. Odbudowany pałac miał się stać siedzibą urzędników z Kancelarii Senatu lub Urzędu Wojewódzkiego. Ale Ministerstwo Kultury mówi o nowej koncepcji. To powinien być pałac, z którego korzystają mieszkańcy Warszawy, turyści, mieszkańcy całej Polski. To powinno być miejsce, które żyje, jest otwarte, które ma instytucje kultury. Odbudowa od początku ma przeciwników i zwolenników. Ci pierwsi mówią, że to kosztowne odtwarzanie pałacu przebudowanego przez rosyjskich zaborców. Zwolennicy przypominają, że po odzyskaniu niepodległości pałac był siedzibą Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Wtedy zbudowano tam Grób Nieznanego Żołnierza. Jego rola była bardzo ważna dla Warszawy, jeśli chodzi o obraz miasta. Pojawiał się na pocztówkach, w przewodnikach. Pałac Saski został wysadzony w powietrze przez Niemców po upadku powstania warszawskiego. Jego rekonstrukcja ma być symbolicznym zakończeniem odbudowy zniszczonej stolicy. Nie mam wątpliwości, że ten kompleks architektoniczny tchnie życie w tę nieco umartwioną część miasta. Liczą na to też zagraniczni turyści zwiedzający Warszawę. Nawet jeśli jest to bardzo drogie, to część polskiego dziedzictwa. I to zawsze powinno być zachowywane ku pamięci. Prace archeologiczne potrwają do końca tego roku. Równolegle mają ruszyć prace projektowe. Protesty w Southampton. Premier mówi o konieczności przeglądu policyjnych procedur. A amerykański miliarder Elon Musk deklaruje finansowe wsparcie pozwu przeciwko funkcjonariuszom. Śmierć Henry'ego Nowaka, studenta polskiego pochodzenia, wywołuje burzę w Wielkiej Brytanii. Napastnik po pchnięciu nożem 18-latka oskarżył go o rasizm. Policjanci uwierzyli w wersję agresora i zakuli umierającego w kajdanki. Southampton na południu Wielkiej Brytanii. Po tym, jak policja opublikowała nagranie z interwencji, po której zmarł Henry Nowak, w mieście wybuchły zamieszki. Nie sądzę, żeby rząd lub policja poradziły sobie z tą sytuacją. Dlaczego nie usłyszeliśmy, że policjant został zdymisjonowany lub że trwa śledztwo? Nie jestem rasistą, ale wydaje mi się, że w tym kraju policja stosuje osobne standardy rasowe. Mamy tego dość. Chodzi o policyjną interwencję z grudnia zeszłego roku. Henry Nowak, student z polskim i brytyjskim paszportem, został napadnięty i pchnięty kilkukrotnie nożem przez sikha Vickruma Digwę. Digwa nagrał Nowaka telefonem, wezwał rodziców, a matka ukryła nóż. Po tym, jak policja przybyła na miejsce, okłamał funkcjonariuszy, że to on ofiarą rasistowskiego napadu. Henry Nowak wielokrotnie powtarzał policjantom, że został dźgnięty i nie może oddychać. Mimo to został zakuty w kajdanki. Policja wezwała pogotowie, dopiero gdy stracił przytomność. Naprawdę trudno się ogląda ten materiał i trudno się go słucha. Myślę o tym młodym człowieku w takich okolicznościach. Robiło mi się niedobrze, kiedy to oglądałem. Brytyjski premier zażądał niezależnego śledztwa od policji, a sprawa już stała się przedmiotem politycznej debaty na Wyspach. Prawica oskarża policję o polityczną poprawność przy aresztowaniu. Fałszywe oskarżenie o rasizm liczyło się w tym momencie bardziej niż ktoś, kto umierał. Lewica z kolei oskarża partię Farage'a o podsycanie nienawiści wobec sikhów. Skrajna prawica postanowiła upolitycznić cierpienie ludzi, atakując społeczność sikhijską za noszenie tradycyjnego noża kirpanu i domagając się jego zakazu, mimo że nie został użyty w tym brutalnym ataku. Ogromne poruszenie wywołał apel ojca zabitego chłopaka. Nie chcemy, aby jego śmierć służyła do tworzenia dalszych podziałów, nienawiści czy napięć. Chcemy, aby jego historia sprawiła, że nasze ulice będą bezpieczniejsze dla wszystkich. 23-letni sprawca usłyszał wyrok dożywotniego więzienia. Policjanci jak dotąd nie ponieśli żadnej odpowiedzialności. Rusza pomoc dla poszkodowanych przez trąbę powietrzną, która przeszła w Opolskiem. Już od dziś ruszają wypłaty pierwszych zasiłków doraźnych w wysokości 8000 zł. Pomoc trafia do mieszkańców już kilka dni po przejściu żywiołu. O szybkiej akcji i koordynacji służb w tej sprawie. Na to nie idzie się zabezpieczyć. Trzeba życie ratować. Najgorsze minęło. Rachunek został. Ten dach... Okna, prądu nie ma. W Balcarzowicach od 4 dni trwa sprzątanie po tornadzie. Mieszkańcy już oszacowali straty. Teraz zastanawiają się, czy stracone mienie uda się naprawić. Będziemy remontować, żeby coś było, a jak nie starczy, to będziemy czekać. Nazbieramy i będziemy działać dalej. Dlatego dziś najważniejsza jest pomoc. Wypłaty pierwszych zasiłków ruszyły. Pieniądze są już na kontach mieszkańców tych 12 poszkodowanych rodzin. To jednak dopiero początek długiej listy potrzeb. Żywioł uszkodził 11 budynków mieszkalnych i 7 gospodarczych. Na ich odbudowę również znalazły się środki. Kolejno 200 i 100 tys. zł. Ale wystarczy spojrzeć... ...by wiedzieć, że wielu straciło majątek życia. Ratujemy mienie, czyścimy budynki, które grożą zawaleniem. Bo wiatr wiał tu z prędkością ponad 200 km/h. Niszczycielska siła niektóre budynki łamała jak domki z kart. Zrywane dachówki wbiły się w inne domy. Na szczęście nikt nie został ranny. Okna powybijane, pełno szkła. Nawet plastikowy pojemnik był w środku. Dach uszkodzony. Na razie zamiast remontów są łopaty i ciężka wspólna praca. Tak jak w 2008 roku pomagaliśmy mojej siostrze, tak w tym roku cała rodzina pomaga mnie. Bo zniszczenia da się odbudować. Pod warunkiem że z tym trudnym zadaniem nie zostanie się samemu. Było. Nie ma. Postawimy nowe. Damy radę. Bo choć tornado trwało tylko kilkanaście sekund, to ślad po nim zostanie tu na lata. 24-letnia Klaudia Uciechowska jest już w Polsce. Specjalny samolot wylądował we Wrocławiu. Kobieta została przejęta przez specjalistyczny zespół medyczny i przewieziona do Wojskowego Szpitala Klinicznego. Największym wyzwaniem podczas ewakuacji Polki, która w stanie śpiączki przebywała w pekińskim szpitalu, okazały się chińskie procedury oraz uzyskanie zgody na dojazd karetki bezpośrednio do samolotu. Klaudia walczy o życie po ekstremalnie rzadkim powikłaniu medycznym. Komercyjne ubezpieczenie nie pokryło wysokich kosztów terapii i transportu, dlatego w akcję ratunkową zaangażował się polski rząd. Ta technologia to rewolucja diagnostyki serca i układu krwionośnego. W Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu uruchomiono tomograf komputerowy nowej generacji, który może zastąpić droższą i bardziej inwazyjną koronarografię. To pierwsze na Śląsku i trzecie w Polsce takie urządzenie. Pytanie, czy jego możliwości mogą być w pełni wykorzystane. Pan Tomasz trafił do Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu z podejrzeniem zawału. Zwykle pacjenci z takim rozpoznaniem przechodzą koronarografię, badanie z podaniem kontrastu. Tu można było zastosować nowoczesny tomograf komputerowy, oparty na technologii zliczania fotonów. To wykluczyło bardziej skomplikowane badania, na które mogłem być narażony. Tomograf zapewnia ultrawysoką jakość obrazu i daje kilkakrotnie więcej informacji, co pozwala wykryć zmiany na wczesnym etapie choroby, zanim dojdzie do zawału lub udaru. Dla nas to przede wszystkim rewolucja polegająca na tym, że znaczną część chorych, których poddajemy inwazyjnemu badaniu, jakim jest koronarografia, będzie mogła to badanie przejść w sposób nieinwazyjny. Serce jako jedyny narząd w organizmie jest w ciągłym ruchu. Urządzenie musi błyskawicznie zbierać dane, przy jednoczesnym ograniczeniu promieniowania. Jeśli chodzi o dawkę promieniowania, aparat potrafi ją zredukować od 30 do 50%, m.in. dlatego, że jest takim szybkim skanerem. Podobny tomograf od 2 lat pracuje w Instytucie Kardiologii w Aninie. Żeby jak najlepiej wykorzystać jego możliwości, zespół przyjmuje także pacjentów spoza Instytutu, również onkologicznych. Tutaj pewnym limitem są ograniczenia narzucone przez NFZ, które nie pozwalają nam wykorzystać możliwości technicznych, które już mamy. Dobra wiadomość jest też taka, że Ministerstwo Zdrowia poszerzyło właśnie katalog wskazań, przy których nie będzie ograniczać rozliczeń za badania obrazowe. Dotąd priorytetowo byli traktowani tylko pacjenci onkologiczni z kartą DiLO. Teraz w ten sposób będą rozliczani także pacjenci, którzy przeszli leczenie onkologiczne, już nieobjęci karta DiLO, ale wymagający regularnych kontroli. Według kardiologów priorytetowo powinni być traktowani także pacjenci z chorobami serca. Pacjent kardiologiczny może mieć tykającą bombę w sobie, czyli blaszki miażdżycowe, które stanowią realną groźbę zawału serca. Z powodu chorób serca co roku w Polsce umiera 150 tys. osób. To pierwsza przyczyna zgonów w Polsce. Lepszy dostęp do nowoczesnych badań to mniejsze koszty leczenia pacjentów w zaawansowanym stanie. A na koniec "19.30" o pociągu do muzyki. A konkretnie o tym, który jedzie do Opola, bo tam już jutro rusza 63. edycja Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki. Wszystkie drogi prowadzą teraz właśnie tam. W drodze - artyści, widzowie i dziennikarze TVP. W tym rześcy 40-latkowie, czyli Teleexpress, który pomknął żwawo w stronę muzyki. Wśród pasażerów także rześka Sandra Meunier. To nie jest zwykły pociąg do Opola. To początek jubileuszu "Teleexpressu". Program, który od 40 lat codziennie towarzyszy widzom, dziś sam ruszył w podróż - z Warszawy prosto na Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki w Opolu. Na pokładzie szefowa, gwiazdy programu, które już jutro poprowadzą koncert SuperJedynki. W tym legenda Maciej Orłoś. Maćku, jakie jest twoje najpiękniejsze wspomnienie związane z Teleexpressem? Nie wiem, czy ono jest najpiękniejsze, ale na pewno jest to mocne wspomnienie, czyli mój pierwszy dyżur, czerwiec 1991 roku, bo bardzo przeżywałem to spotkanie z milionami odbiorców. Teleexpress przez lata zmieniał oprawy, studia i prowadzących, ale jedno zostało: charakterystyczny rytm, energia i kontakt z widzami. SuperJedynki będą Teleexpressowe. Bardzo się cieszę, że nasza cała ekipa będzie jutro wieczorem na scenie. Będzie dynamicznie, Teleexpressowo, rockowo, bez dwóch zdań. Każdy podczas tego koncertu znajdzie coś dla siebie, co mu w duszy gra, tak jak od 40 lat w duszy każdemu gra Teleexpress. Będzie wiele wspaniałych występów, które połączone będą z ciekawostkami, z takimi nawiązaniami do tego jubileuszu Teleexpressowego. W końcu ten pociąg wiezie nie tylko wspomnienia. Są tu też debiutanci. Dla nich to podróż w stronę jednej z najważniejszych scen w Polsce. Na pewno delikatny stres, ale bardziej przed tym, że to będzie mój pierwszy raz na tej scenie. Jest ekscytacja, jest troszkę stresu. ale takiego bardziej dopingującego. Nie mogę się doczekać. 40 lat na antenie, tysiące wydań i miliony widzów. Dziś Teleexpress świętuje tak, jak działa od zawsze - szybko, blisko ludzi i z dobrą energią. Kierunek: Opole. Następna stacja: jubileusz. Zaczęliśmy sportowo. Kończymy i muzycznie, i sportowo. Dziękuję. Anna Kowalska z Paryża. I Zbigniew Łuczyński z warszawskiego Mokotowa. A za chwilę u nas jak co dzień "Pytanie dnia". W studiu już prowadząca Dorota Wysocka-Schnepf i jej gość. Kłaniamy się państwu. Do zobaczenia.