Dymisje dw#ch zast-pczy$ prezydenta Warszawy po aferze w Szpitalu Po¾udniowym. Łagodzenie napięć, czyli spotkanie szefów MSZ Polski i Ukrainy. Chwila nieuwagi, auto jak piekarnik. A w środku zatrzaśnięty dwulatek. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Dymisje w Warszawie i ultimatum premiera w sprawie nadużyć w systemie ochrony zdrowia. Rafał Trzaskowski po aferze w Szpitalu Południowym odwołuje swoje dwie zastępczynie, zapowiada odpolitycznienie rad nadzorczych i zarządów miejskich spółek - wszystkich. Donald Tusk oczekuje do wtorku konkretnych rekomendacji w sprawie kominów płacowych i także zapowiada personalne zmiany. O trzęsieniu ziemi po aferze w służbie zdrowia. Kryzys musi spowodować refleksję. I powoduje kadrowe trzęsienie ziemi w warszawskim ratuszu. Stanowiska tracą dwie zastępczynie Rafała Trzaskowskiego. Obie złożyły rezygnacje. Przyjąłem je. Aldona Machnowska-Góra i Renata Kaznowska wydały oświadczenia. Nie mam poczucia winy, ale mam poczucie odpowiedzialności. Odchodzę bez żalu i złych emocji. Emocje wokół sprawy Szpitala Południowego jednak narastały. Jeszcze kilka dni temu Renata Kaznowska, pytana o aferę w lecznicy, nie widziała powodów do dymisji. Dziś, po 10 latach, opuszcza gabinet wiceprezydenta Warszawy. Aldona Machnowska-Góra traci już drugie stanowisko. Do niedawna zasiadała w Radzie Nadzorczej Szpitala Południowego. Chcę zaznaczyć, że nie rozstrzygam o żadnej winie. Ale w sprawach publicznych oczekiwania, i tym samym odpowiedzialność, są wyższe niż w życiu prywatnym. Bohater afery - młody lekarz milioner i były radny KO Dawid Kacprzyk - wyrzucony z pracy i już bez legitymacji partyjnej. Następnie odwołany zarząd szpitala i rada nadzorcza, teraz dymisje w ratuszu. Dla opozycji to za mało. Te decyzje są taką zasłoną dymną, są łzawymi decyzjami, bo pali się grunt pod nogami PO. Według polityków PiS polityczną odpowiedzialność za aferę powinni ponieść liderzy warszawskich struktur KO, z Marcinem Kierwińskim na czele. Bez jego parasola ochronnego - on się teraz tego parasola nad młodym lekarzem wypiera - nie była możliwa taka działalność. Nie będę uczestniczył w politycznej nagonce na ludzi, którzy nie odpowiadają za sytuację w Szpitalu Południowym. Premier przypomina, że trwa ustalanie takich osób. Kontrole w placówce prowadzi NFZ, ministerstwo zdrowia, NIK, stołeczny ratusz, Naczelna Izba Lekarska, Inspekcja Pracy i CBA. Dwa śledztwa prowadzi prokuratura, która po zeznaniach lekarza sygnalisty nie wyklucza wszczęcia trzeciego. Od wczoraj trwa postępowanie wyjaśniające dotyczące szpitalnego prosektorium. Chodzi tutaj o kwestię dotyczące pobierania nienależnych opłat w prosektorium. Będą z tego konsekwencje prawne i karne. Szef rządu nie wyklucza jednak konsekwencji politycznych i dymisji na szczeblu rządowym. Na gorących krzesłach: szef Narodowego Funduszu Zdrowia i ministra zdrowia. Przyszły tydzień będzie w tej kwestii rozstrzygający. Donald Tusk do wtorku czeka na ich rekomendacje w sprawie uzdrowienia sytuacji w szpitalach. Bo zdaniem premiera problem, który wypłynął w Szpitalu Południowym, jest systemowy. Koniec z salonikami VIP, koniec z zeszytami i omijaniem kolejek, koniec z niesprawiedliwymi, wynikającymi z wad systemu i pazerności niektórych, kominami płacowymi. Bardzo się cieszę, że nad tą reformą pracuje rząd. Prezydent Warszawy też zapowiada reformy. Chce odpolitycznić miejskie spółki, także szpitalne. W radach nadzorczych i zarządach nie będzie miejsca dla działaczy partyjnych. Albo praca dla Warszawy, albo członkostwo w partii. Czas na decyzję do końca lipca. To była ważna rozmowa, a doszło do niej w czasie napięć pomiędzy oboma krajami, po tym gdy prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek imię bohaterów UPA, a polski prezydent odebrał mu Order Orła Białego. Minister spraw zagranicznych spotkał się dziś w Warszawie z szefem ukraińskiej dyplomacji. "Jesteśmy skazani na dobre sąsiedztwo" - mówił przed rozmową Andrij Sybiha. Jakie są zatem wnioski? O to spotkanie miał zabiegać Kijów. Szef ukraińskiej dyplomacji spotkał się w Warszawie z Radosławem Sikorskim. Jesteśmy skazani na dobre sąsiedztwo i o tym przyjechałem rozmawiać. Rozmowa ministrów trwała niespełna 1,5 godziny. Jakie efekty tych rozmów? Brak komentarza Andrija Sybihy mówi dużo. Bo polsko-ukraińskie relacje od dłuższego czasu są bardzo napięte. W tym wypadku bardziej niż kiedykolwiek dyplomacja woli ciszę od demonstracji publicznych. MSZ w komunikacie podkreśla konieczność prowadzenia konstruktywnego dialogu. Ministrowie mieli się zgodzić, że kluczem do poprawy naszych relacji jest dialog historyczny oparty na prawdzie i poszanowaniu przeszłości. Mam takie sygnały, że strona ukraińska szuka sposobu, żeby przynajmniej to napięcie opadło. I to byłby pozytywny znak. Kryzys w relacjach nastąpił po tym, jak prezydent Ukrainy nazwał jedną z jednostek wojskowych imieniem bohaterów UPA. Przypomnijmy, że to właśnie Ukraińska Powstańcza Armia dopuściła się masowych mordów i czystek etnicznych na polskiej ludności cywilnej. Zginęło około stu tysięcy osób. Bardzo bym chciał, żeby jednak doszło do refleksji po stronie ukraińskiej, żeby prezydent Zełenski wycofał się z tej haniebnej decyzji. Dwa tygodnie temu Karol Nawrocki zdecydował o odebraniu prezydentowi Ukrainy Orderu Orła Białego. Prezydent Nawrocki miał rację, jak się oburzał, bo wszyscy byliśmy oburzeni działaniami Zełenskiego. Zełenski niestety mam poczucie, że nadal eskaluje swoje działania, a dla nas polityka historyczna jest ważna. Wołodymyr Zełenski w ostatniej chwili odwołał swój przyjazd do Gdańska na kluczową konferencję poświęconą odbudowie Ukrainy. Do niedawna mówił tak. Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jak żyć, jak mówić i jakich bohaterów szanować. Teraz studzi emocje. Jeśli są pytania, znajdą się na nie odpowiedzi. Ukraina jest na to gotowa. Jesteśmy silnymi sąsiadami i dobrymi przyjaciółmi. Jan Paweł II czuwa nad stosunkami polsko-ukraińskimi. Będzie dobrze. Bo jak słyszymy, strona ukraińska musi zdawać sobie sprawę, że czasem trzeba zrobić krok w tył. Tym bardziej jeżeli myśli o wspólnocie europejskiej. Nie ma czegoś takiego jak wspólnota europejska bez pojednania, a nie ma pojednania bez prawdy historycznej i rozliczenia się z bolesną historią. Ukraina musi to zrozumieć. Jednocześnie premier podkreślił, że choć Polska wspiera Ukrainę, nasza delegacja na szczycie NATO będzie ostrożna z kolejnymi deklaracjami w sprawie pomocy finansowej. Ma to związek z naszymi obowiązkami dotyczącymi wschodniej granicy Unii Europejskiej. W sprawie Ukrainy gorąco także przy Wiejskiej. To, co wydarzyło się w Małopolsce wschodniej, na Wołyniu, było ludobójstwem. Posłowie zajęli się projektem zmian w ustawie o IPN. Projekt zaostrza definicję zbrodni popełnionych przez UPA oraz penalizuje propagowanie ich ideologii. Wnioskodawcą jest pan prezydent, któremu oczywiście zależy na dostarczaniu paliwa politycznego i budowaniu jeszcze większego napięcia między Polską a Ukrainą, bo to ma służyć wyborom. Koalicja Obywatelska jest za procedowaniem dalej projektu, ale co ważne... Powinniśmy wystrzegać się amoku nienawiści. To odpowiedź na takie wypowiedzi polityków PiS-u. To jest nazizm w czystej postaci Nazizm ukraiński. Banderyzm był faktem, ale nie można, na Boga, za to winić obecnych wszystkich obywateli Ukrainy, którzy są w Polsce. Według najnowszego sondażu Rzeczpospolitej ponad 30% Polaków deklaruje, że ich stosunek do Ukraińców po odebraniu orderu prezydentowi Ukrainy zmienił się na gorsze. To jest "19.30", w programie jeszcze między innymi: Skutki upałów - owoce ugotowane na krzakach. Wszystko, na co pracowaliśmy od początku zeszłego roku, przestało istnieć. Już nic się nie nadaje do zerwania. Od 40 do 55 tysięcy strat. Te temperatury zniszczyły około 60% owoców na plantacjach. Pomocna łapa, czyli jak pies uratował psa. Leżał wzdłuż pomostu, pysk w wodzie. Tak jakby pomagał mu przetrwać. Był wsparciem duchowym dla swojego kumpla, który wpadł do wody. Ministerstwo Edukacji Narodowej grzmi po wecie prezydenta do ustawy dotyczącej m.in. praw i obowiązków ucznia. Padają słowa o siewcy destrukcji. Pytania do głowy państwa mają też młodzi ludzie. Karol Nawrocki argumentuje, że choć nie kwestionuje potrzeby ochrony praw uczniów, to ustawa prowadziłaby do nadmiernej biurokracji i ideologizacji szkół. Uczniowie mieli szansę zyskać obrońców swoich praw - we wrześniu miał być powołany krajowy rzecznik praw uczniowskich. Po dwóch latach rzecznicy mieli się też pojawić w szkołach. Tu nie chroni się praw, a zwiększa biurokrację i zmierza do ideologizacji. To będzie szkolna prokuratura od tropienia anonimowych donosów. Takie uzasadnienie oburzyło ministrę edukacji. Pan prezydent mówił, że będzie rozmawiał z młodzieżą, współpracował, powołał radę dla młodzieży, z młodzieżą. Po czym robi coś dokładnie przeciwko młodym. Nie można młodych traktować jako ściankę w czasie kampanii wyborczej. Bo to właśnie młodzież zabiegała o zmiany, które wprowadzała ustawa. Decyzja prezydenta Karola Nawrockiego cofnęła polską szkołę do głębokiego PRL-u. To jest splunięcie w twarz organizacjom uczniowskim, młodzieżowym, społecznym, które o takie zmiany jak w tej ustawie walczyły od lat. Prezydenckiemu wetu dziś przyklasnął szef ZNP. Uczeń jest także dzieckiem. Jeżeli ktoś już widział taką celowość, to mógł to ulokować jako jeden z departamentów rzecznika praw dziecka. My naprawdę nie widzieliśmy potrzeby, żebyśmy my to tworzyli. Dziecku w szkole nie dzieje się krzywda. Sami uczniowie widzą to inaczej. I pytają: Skoro zachowujecie się dobrze w stosunku do uczniów, to czego macie się bać? To jest ustawa tylko i wyłącznie wymierzona w tych, którzy gnębią młodych ludzi każdego dnia. Nowelizacja miała porządkować prawa i obowiązki uczniów i katalogować kary. Teraz przepisy są rozproszone, a głównym źródłem reguł obowiązujących w szkołach są statuty i dyrektorzy. I to się nie zmieni. Drugie prezydenckie weto dotyczy ochrony morza przed zanieczyszczaniem przez statki. To argumentacja Karola Nawrockiego. Obiecałem Polakom, że nie zgodzę się na wdrażanie Zielonego Ładu w Polsce, a ta ustawa w praktyce to oznacza. Arkadiusz Marchewka, który w Ministerstwie Infrastruktury odpowiada za gospodarkę morską, przypomina, że to za rządów PiS przyjęto założenia Zielonego Ładu. Tłumaczy, że ustawa nie wprowadzała nowych wymagań środowiskowych, a wskazywała właściwy urząd do wydawania certyfikatów dla statków. Karol Nawrocki odrzucił już 39 ustaw. To absolutny rekord - żaden inny prezydent nie zawetował aż tylu, nawet rządząc przez dwie kadencje, co obecnie urzędujący w niecały rok. Jest zainteresowany taką taktyką - im gorzej w Polsce, tym lepiej dla niego. Czyli on przeszkadza w reformowaniu Polski, bo chce na końcu krytykować sprawujących władzę. Na horyzoncie kolejne weto - do ustawy o statusie osoby najbliższej, namiastki praw dla par nie tylko tej samej płci. W środę politycy PSL byli w Pałacu Prezydenckim na spotkaniu ostatniej szansy. Liczymy, że gospodarz Pałacu Prezydenckiego wyniesie się ponad to, co sugeruje mu jego obóz polityczny. Na zewnątrz było 35 stopni, a w aucie zamknięte przypadkowo dwuletnie dziecko. Liczyła się każda minuta, więc bezradna przerażona matka wszczęła alarm i powiadomiła policję. Ci zdecydowali się wybić tylną szybę samochodu. Weszli do środka, aby otworzyć auto i uwolnić dziecko. Ta historia skończyła się dobrze, ale było o krok od tragedii. Tu liczyła się każda sekunda. Na nagraniu z kamery nasobnej kieleckich policjantów widzimy interwencję dotyczącą dwulatka przypadkowo zamkniętego w aucie w 35-stopniowym upale. Pomoc wezwała matka, która po tym jak odebrała chłopca ze żłobka, wsadziła go do samochodu. Kobieta przechodząc na swoje miejsce kierującego, nieopatrznie zamknęła pojazd, zostawiając kluczyki w jego wnętrzu. Kiedy drzwi nie udało się otworzyć, jeden z policjantów po wybiciu szyby wsunął się do samochodu i wyciągnął kluczyki leżące na siedzeniu. Wówczas chłopca udało się bezpiecznie wydostać z auta. Na szczęście skończyło się na strachu i ratownicy po przebadaniu dziecka nie stwierdzili u niego żadnych obrażeń. W tej sytuacji niebezpieczeństwo było dziełem przypadku, ale tylko w tym tygodniu doszło do kilku interwencji policji wynikających z roztargnienia i braku wyobraźni rodziców. W Lublinie w tym rozgrzanym aucie ojciec zostawił dwuletnią córkę, z kolei w Staszowie w Świętokrzyskiem w pełnym upale w aucie bez opieki został czterolatek. Dzieci wyszły z tych sytuacji bez szwanku tylko dzięki szybkiej interwencji mundurowych. Dziecko zamknięte w samochodzie, mówiąc wprost bardzo mocno, gotuje się. Na początku dochodzi do procesu niszczenia białek, pojawia się niewydolność wielonarządowa, a w konsekwencji obrzęk mózgu i śmierć dziecka. W skrajnych temperaturach może do tego dojść bardzo szybko. Wystarczy kilkanaście minut, by samochód stał się śmiertelną pułapką, dlatego jeśli zauważymy dziecko w nagrzanym samochodzie, działajmy szybko. Najpierw upewnijmy się, że właściciela auta nie ma w pobliżu, a następnie pukaniem w szybę sprawdźmy, czy dziecko będące w środku reaguje. Jeżeli nie, natychmiast zadzwońmy na numer alarmowy 112. Gdyby wydłużał się czas do przyjazdu służb, narzędziem lub ostatecznie łokciem trzeba wybić szybę znajdującą się jak najdalej od dziecka. Potem otworzyć drzwi i ostrożnie wydostać je z samochodu. Oceniamy według swojej umiejętności, czy tam jest oddech, czy są czynności życiowe. Jeżeli ich nie ma, przystępujemy do rutynowej resuscytacji. Nasza pomoc może uratować czyjeś życie, ale najważniejsze to nie dopuścić do podobnej sytuacji. Chwila nieuwagi może doprowadzić do tragedii. Takich strat rolnicy nie pamiętają. Po ekstremalnych upałach nad wieloma miejscami w Polsce przeszły gwałtowne nawałnice, które zniszczyły to, czego nie wypaliło słońce. W wielu miejscach zniszczenia sięgają nawet stu procent, bo burza z gradem zmiotła wszystko, co znalazło się w zasięgu żywiołu. O skutkach, szacowaniu szkód i oczekiwanej pomocy. Popękane, one są poodbijane, one są miękkie. I tutaj dwa-trzy dni i nie będzie co zbierać. Nawałnica w sadzie pana Mateusza w Wielkopolsce zniszczyła wszystkie uprawy. Te czereśnie nie trafią do sprzedaży. To cztery tony. Straty około 50 tys. zł. U mnie w sadzie wszystkie czereśnie idą na straty, idą pod drzewo. Po tym gradzie, który przeszedł na sadzie. Już nic się nie nadaje do zerwania ani do konsumpcji, nie przez ludzi. Nawałnica i grad na Lubelszczyźnie wypłukały całą plantację aronii pana Kamila. Rolnik został z niczym, bo, jak sam mówi, nikt nie chciał go ubezpieczyć. Nie chcą takich upraw ubezpieczać, bo to jest prawdę przy jakiejkolwiek szkodzie problem. To są ogromne pieniądze. Zostaliśmy bez środków jakichkolwiek. Wszystko, na co pracowaliśmy od roku, od początku zeszłego roku, przestało istnieć. Podobna sytuacja na Opolszczyźnie, choć powód strat jest tu inny. Plony niszczy nie nadmiar wody, ale jej brak. Nie tylko Opolszczyzna z problemem suszy boryka się już od kilku lat. Nie jest to problem dnia dzisiejszego, ale to już jest długofalowe. W tym roku temperatura nie oszczędza rolników. Na wiosnę przymrozki niszczyły uprawy. Teraz robią to upały. Tu w małopolskich Myślenicach porzeczki dosłownie ugotowały się na krzakach. Efekt - pan Maciej ma do wyrzucenia niemal 80% upraw. Po prostu ugotowało je. Nawet nie samo słońce, ale temperatura. Straty w uprawach spowodowane ekstremalnymi upałami nie są traktowane jako klęska żywiołowa. Brak zapisu równa się brak odszkodowań, dlatego Krajowa Rada Izb Rolniczych chce zmienić obowiązujące od dekady rozporządzenie. Dotyczy ono przymrozków, suszy i gradu. Nikt nie przewidział wtedy, że w Polsce będą ekstremalne temperatury, i nie ma możliwości oszacowania strat. Do Ministerstwa Rolnictwa spływają wnioski o pomoc z całej Polski. Plantatorzy liczą na wsparcie, bo w tym sezonie dla wielu z nich to być albo nie być. Nie zostawimy rolników, sadowników bez wsparcia, będziemy szukać rozwiązań. Pogoda przeorała pola, a teraz może zaorać domowe budżety. Bo to, czego zabraknie przy zbiorach, często wraca później przy sklepowej kasie. Te kataklizmy spożywczo-rolne będą się nasilały i występowały coraz częściej. Co będzie się przekładało na wzrosty produktów. Pierwszego wzrostu cen możemy spodziewać się już pod koniec lata. Teraz Wenezuela i prawdziwy cud. Po ośmiu dniach od tragicznego trzęsienia ziemi i 114 godzinach nieprzerwanej akcji i nadludzkiego wysiłku udało się wydobyć spod gruzów żywego 44-latka. W Wenezueli w wyniku trzęsienia ziemi zginęło ponad 2500 osób, ale ta historia to symbol nadziei, która nie powinna gasnąć. Choć wydaje się to nieprawdopodobne, pod tymi gruzami po trzęsieniu ziemi Hernan Alberto Gil Flores przetrwał osiem dni. Zniósł to wszystko jak wojownik. Te gruzy to pozostałość po centrum handlowym. Hernan pracował tam jako ochroniarz. W momencie katastrofy był w budce strażniczej. To uratowało mu życie. Początkowo trudno było go zlokalizować, ponieważ słyszeliśmy jedynie głos. Namierzyliśmy go dzięki sonarowi. Użycie ciężkich maszyn nie wchodziło w grę - rumowisko było zbyt niestabilne. Ratownicy własnymi rękami usuwali więc zwały gruzu. Po kilku dniach udało się im wydrążyć niewielki tunel, którym wsunęli kamerę. Tym samym tunelem ratownicy wsunęli cienki przewód, którym podawali uwięzionemu mężczyźnie wodę. Dostarczenie mu tego pierwszego łyka wody zajęło nam trzy dni. Hernan miał do ratowników tylko jedną prośbę: żeby nie mówili jego żonie, że żyje. Na wypadek, gdyby nie udało się go uratować. Na początku były dni smutku, bólu i rozpaczy, ponieważ nie mogli go znaleźć. Nie wiedziałam, czy żyje, czy nie, czy jest ranny, czy został gdzieś zabrany. Ale potem dowiedziałam się, że żyje, i w końcu dostrzegłam promyk nadziei na jego przeżycie. W akcji ratowniczej uczestniczyły zespoły z kilku państw, m.in. Chile, Portugalii i USA. Usuwały gruzy i zabezpieczały tunele prowadzące do poszkodowanego. Wreszcie, po ośmiu dniach, Hernan został wyciągnięty. Nie mógłbym być szczęśliwszy. Właśnie po to tu przyjechaliśmy. Mężczyzna trafił do szpitala, gdzie przejdzie niezbędne badania. Jego stan jest stabilny. Musimy wykonać kilka badań laboratoryjnych, żeby sprawdzić jego parametry życiowe. Ale jestem optymistycznie nastawiony co do jego powrotu do zdrowia. Z każdą godziną szanse na odnalezienie żywych ludzi maleją. Ale ratownicy się nie poddają. I ratują każde życie. W czwartek, po ośmiu dniach, uwolnili spod gruzów sześcioletniego psa Buddy'ego. Bilans ofiar po podwójnym trzęsieniu ziemi w Wenezueli wzrósł do ponad 2500 osób. Są śluby rodzinne, są królewskie, ale jest też ten, którym teraz żyje świat. Ślub Taylor Swift, ikony popkultury i najbogatszej piosenkarki na świecie. Biała Suknia, czerwony dywan i lista gości niczym z gali Oscarów. A do tego ślubny prezent, który otrzyma nie młoda para, ale potrzebujący od młodej pary. To będą miliony dolarów na cele charytatywne. Zero telefonów, zero pamiątkowych selfie, ale nasz wodzirej Maciej Gąsiorowski ma dla państwa materiał. Pierwszy kontrakt płytowy podpisała, gdy miała 14 lat. Dziś ma 36, a jej przeboje nucą miliony ludzi na całym świecie. Nasze pokolenie dorastało razem z Taylor Swift. Towarzyszyła nam w każdym ważnym momencie życia. Czuję, jakbyśmy dorastały, mając ją zawsze u swego boku. Odkryłam, że jej teksty, jej piosenki to nie jest tylko taka popowa muzyka, która jest ogólnodostępna i taka mainstreamowa. Teraz tysiące fanów chcą być blisko Taylor, która podobno wzięła ślub z gwiazdą amerykańskiego futbolu Travisem Kelcem. Słyszeliśmy, że jest zamieszanie wokół ślubu Taylor Swift i Travisa Kelcego. Pomyśleliśmy więc, że wpadniemy i sprawdzimy, czy uda nam się coś zobaczyć. Tu, w Madison Square Garden, ma się odbyć wesele. Wśród tysiąca zaproszonych gości są gwiazdy takie jak Selena Gomez, Ed Sheeran czy Paul McCartney. Wszyscy będą śledzić wydarzenia i sprawdzać, co się dzieje, nawet jeśli nie jest się zagorzałym fanem. No bo umówmy się, zamykają całą okolicę. Miejsce tętniące życiem. To ma być królewskie wesele Ameryki - także ze względu na przypadającą jutro 250. rocznicę Deklaracji Niepodległości. Zdaniem Karoliny Sulej, autorki książki "Era Taylor Swift", prywatne wesele w kultowym miejscu Ameryki za kilkadziesiąt milionów dolarów to kolejna odsłona legendy piosenkarki. Jest liderką państwa, państwa Swifties, rozproszonego po globie. Globalnym newsem jest jej ślub, pewien rodzaj uhonorowania nie tylko życia prywatnego, Innego zdania są ci, którzy od lat krytykują gwiazdę. Choćby za to, że jej loty prywatnymi samolotami to symbol braku szacunku dla ekologii i życia pełnego blichtru. Jest to zlot próżniactwa, celebryctwa, ludzi, którzy psują ten świat, pogłębiają nierówności społeczne. Ciekawe jest to, że ludzi to ekscytuje, jaką sukienkę założy Taylor Swift. Inaczej na sprawę patrzą miłośnicy sportu, którzy od trzech lat śledzą związek piosenkarki z gwiazdą amerykańskiego futbolu. Mający polskie korzenie Travis Kelce to jeden z najlepszych zawodników w historii. Jeśli patrzy się na mecze NFL, odkąd są razem, to widać, że wiele fanek Taylor przerzuciło się na oglądanie NFL, bo chcą wiedzieć, jak radzi sobie narzeczony Taylor. Dziś cały świat chce wiedzieć, jak będzie wyglądało to wesele i małżeństwo. W "Blank Space" Taylor śpiewała, że "To będzie już na zawsze albo zginie w płomieniach". To, że pies jest najlepszym przyjacielem człowieka, to wiadomo. Przynajmniej ja nie mam żadnych wątpliwości. Ale historia, którą państwu za chwile pokażemy, udowadnia, że pies może być także najlepszym przyjacielem... drugiego psa. I to takim, które przyjaciela nie zostawia w biedzie, ratując mu życie. O pomocnej dłoni... Przepraszam - łapie. Historia tych dwóch psów pokazuje, że z prawdziwym przyjacielem dobrze wychodzi się nie tylko na zdjęciu. Kiedy jeden z owczarków wpadł do jeziora Rogoźno w Wielkopolsce, drugi został przy nim na pomoście i próbował ściągnąć pomoc. Był gdzieś w tym miejscu, tak naprawdę do nas dopływał. Pies nie mógł sam wyjść z jeziora, bo brzeg porośnięty jest gęstą trzciną. Nerwowe zachowanie jego kompana na pomoście zwróciło uwagę mieszkańców, którzy poinformowali służby. Leżał wzdłuż pomostu, pysk w wodzie. Tak jakby po prostu pomagał mu przetrwać, jakby mówił: "Czekaj, ktoś na pewno przyjdzie, ja zawołam", bo tak to naprawdę wyglądało. Na miejsce przyjechali strażacy z OSP Rogoźno i ratownicy WOPR. Na wszystkich wrażenie zrobiła przyjacielska postawa psa, który przez całą interwencję towarzyszył ratowanemu koledze. Był wsparciem duchowym dla swojego kumpla drugiego, który wpadł do wody. Takie zachowanie to u psów nic nadzwyczajnego - tłumaczy zajmująca się nimi od 15 lat dyrektorka schroniska dla bezdomnych zwierząt. Może czasami są to takie subtelne, nie aż tak heroiczne gesty, ale rzeczywiście takie rzeczy się dzieją w tym świecie zwierząt i one emocjonalnie mają też takie reakcje, takie odruchy, jeśli się szczerze lubią. Szczere uznanie należy się też ludziom, bo w tej historii mają swoje zasługi. Gdyby nie reakcja pani Aldony i szybka interwencja służb, pies sam by sobie nie poradził. Psiak już opadał z sił i ta trzcina faktycznie uniemożliwiała mu wyjście, więc gdyby nie ingerencja człowieka, mógłby nie mieć szans. Od życia dostał kolejną szansę i potwierdzenie, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Ja już państwu dziękuję, czas na "Pytanie dnia" - u Mariusza Piekarskiego dziś Jan Grabiec, szef Kancelarii Premiera, przewodniczący Komitetu ds. Pożytku Publicznego. Spokojnego wieczoru.