Były poseł zatrzymany. Janusz P. jest podejrzewany o oszustwo. Pionierska operacja. Lekarze przeszczepili serce 7-tygodniowej dziewczynce. Boże Narodzenie w październiku. Świętowanie w cieniu gospodarczej zapaści. Czwartek, 3 października, Zbigniew Łuczyński, zapraszam na "19.30". Były polityk i biznesmen Janusz P. zatrzymany w Lublinie przez Centralne Biuro Antykorupcyjne. Jest podejrzewany o oszustwo znacznej wartości. Poszkodowanych ma być nawet 5 tys. osób, a śledczy mówią o stratach na kwotę 70 mln złotych. Mężczyzna, którego CBA wyprowadza z domu, to Janusz P., były poseł i znany biznesmen. Funkcjonariusze w Lublinie i Biłgoraju zatrzymali też jego dwóch wspólników. Chodzi o podejrzenie oszustwa znacznej wartości. Mowa jest o kilkudziesięciu milionach złotych. Dokładnie o niemal 70 mln zł, jak czytamy w komunikacie rzecznika prokuratury krajowej. Śledztwo prowadzone przez wydział zamiejscowy we Wrocławiu dotyczy doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia mieniem nawet 5 tys. osób. Zobaczmy, jak wygląda Rolls-Royce, którego można wygrać w Skarbcu P. Biznesami byłego posła, jak i projektem Skarbiec, już wcześniej interesował się UOKiK. Ich zadaniem Janusz P. pod szyldem Polskich Destylarni podawał nieprawdziwe informacje o skali swojej działalności. Firma zapewniała również potencjalnych inwestorów o możliwości zysku na poziomie 50%. Pieniądze, które wpłacali konsumenci, były przekazywane nie na rozwój, nie na inwestycje, ale na rolowanie długów przez tę spółkę. Obrońca Jacek Dubois zapewnia, że jego klient już od ponad roku współpracował ze służbami, by wyjaśnić wszelkie wątpliwości. Janusza P. nie chciał nikogo pokrzywdzić, bo krzywdząc innych, tak samo krzywdził siebie. Chciał przeprowadzić bardzo duży, konkretnie opisany projekt gospodarczy. Dla posłów koalicji rządzącej zatrzymanie byłego posła Platformy, a później twórcy własnego ruchu politycznego, świadczy o tym, że wobec prawa nie ma równych i równiejszych. Widać ewidentnie, że nie ma świętych krów i wszystkie sprawy muszą być wyjaśnione. To, czy on jest z tej, czy innej strony politycznej, był z tej, czy innej partii politycznej, wszyscy są traktowani równo. Niezależnie, jaką masz legitymację, skąd jesteś, jaki masz rodowód, jeśli złamałeś prawo, musisz za to odpowiedzieć. Janusz P. to jedna z bardziej barwnych postaci polskiej sceny politycznej. Do historii Sejmu przeszły jego konferencje prasowe przypominające polityczne happeningi. Jego zadaniem w Parlamencie miało być upraszczanie prawa. Zasłynął w Sejmie z komisji do spraw uproszczeń, miał deregulować prawo, cały system prawny, w końcu może zniecierpliwiony tym, że nie udało mu się to, jak był posłem, chciał deregulować je na własną rękę. Po zakończeniu kariery politycznej wrócił do przemysłu alkoholowego. Był aktywny w mediach społecznościowych, gdzie pokazywał, jak wystawnie żyje, jak gotuje i czego lubi się napić. Teraz może mu grozić nawet do 10 lat więzienia. Czy poseł Marcin Romanowski usłyszy zarzuty w sprawie nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości? Taką możliwość dało wczoraj prokuraturze Zgromadzenie Parlamentarne Rady Europy, które uchyliło immunitet polityka. Sam Romanowski twierdzi, że naruszono jego prawo do obrony i nadal chroni go immunitet - polskiego Sejmu. Odpowiedzi na coraz dłuższą listę pytań szukał Daniel Chaliński. Ma status osoby podejrzanej. To prokurator krajowy o Marcinie Romanowskim - którego nie chroni już immunitet Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. On sam w debacie w Strasburgu nie uczestniczył, bo jak napisał dziś w mediach społecznościowych, nie miał czasu na przygotowanie stanowiska. Dokument o uchyleniu immunitetu trafił już tu - na biuro ministra sprawiedliwości. Teraz pytanie, co dalej. Uważam, że nie ma potrzeby stawiania nowych zarzutów. Myślę, że tutaj zostały dopełnione kroki te formalne, które były wymagane. Teraz sprawa musi iść do przodu. Najczęściej stawiane dziś pytanie to, czy Marcin Romanowski zostanie zatrzymany. Prokuratura przyznaje, że śledczy mają strategię. W zależności od okoliczności będzie mógł być zatrzymany, ale w zależności od zaistniałych okoliczności. Nie chcę wdawać się w szczegóły ze zrozumiałych względów co do planowanych czynności z jego udziałem. I tutaj dochodzimy do kwestii 11 zarzutów, które w połowie lipca usłyszał Romanowski. Sejm uchylił mu immunitet poselski. Prokuratura od początku miała wiedzieć, że były wiceminister ma immunitet Zgromadzenia Rady Europy, ale według zleconych przez prokuratorów ekspertyz nie chronił go w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Tydzień temu sąd okręgowy podtrzymał decyzję sądu niższej instancji o tym, że pozbawienie wolności posła Suwerennej Polski było niezgodne z prawem. Więc czy zarzuty raz już przedstawione wciąż obowiązują? Poprzednio pana posła chronił immunitet, wiec wykonane z jego udziałem czynności, czyli m.in. przedstawienie zarzutów i jego przesłuchanie, są po prostu bezskuteczne. Czyli prokuratura możne je na nowo ogłosić. Inna sytuacja jest w przypadku zatrzymania. Do niego może dojść, kiedy pojawią się w sprawie nowe fakty i dowody. Np. nie będzie się stawiał. Będziemy mieli inne podejrzenie utrudnienia postepowania, więc to nie jest kwestia nowych zarzutów. Bo nowe zarzuty wymagałyby ponownej procedury uchylenia immunitetu krajowego, jak i tego w Zgromadzeniu Rady Europy. Pan poseł Romanowski jest w tym momencie, można powiedzieć, obiektem szczególnego zajadłego ataku, według takiej stalinowskiej zasady: dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie. Jest jeszcze kolejny prawny problem. któremu prokuratura zarzuca ustawianie konkursów na pieniądze z Funduszu Sprawiedliwości, a także udział w zorganizowanej grupie przestępczej, uważa, że wciąż chroni go immunitet poselski, i powołuje się na to orzeczenie neosędziów Sądu Najwyższego, którzy orzekli, że prokuratorem krajowym wciąż jest Dariusz Barski, a nie Dariusz Korneluk. Zatem cała procedura z uwagi na tę wadę została przeprowadzona bezskutecznie. Pan poseł Romanowski ma w chwili obecnej immunitet cały czas poselski. Tak już mają pospolici szubrawcy, którzy za każdym razem, kiedy chce ich dopaść wymiar sprawiedliwości, znajdują sobie inną furtkę. Do gmachu Prokuratury Krajowej Marcin Romanowski ma zostać wezwany w najkrótszym możliwym terminie. Wiadomo jednak, że nie nastąpi to w tym tygodniu. Niemal 200 tys. zł - o tyle więcej zarobi prezes Narodowego Banku Polskiego, który podniósł sobie premię o 30%. To oznacza, że rocznie zarobi ponad 1,5 mln zł. Przyznawanie sobie wielotysięcznych nagród to jeden z zarzutów, który znalazł się we wniosku o postawienie Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. W zeszłym roku miesięczna pensja szefa NBP wynosiła ponad 23 tys. zł, ale Glapiński - dzięki przyznawanym sobie premiom i nagrodom - zarabiał około 110 tys. miesięcznie, czyli w sumie ponad 1,3 mln rocznie. W raporcie z wykonania budżetu państwa kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli skrytykowali sposób wypłacania nagród prezesom NBP. Mimo to zarząd banku centralnego, w skład którego wchodzą głównie nominaci PiS, jeszcze podwyższył jego zarobki. Więcej zarabiać będą też wiceprezesi NBP. Taki bezczelny skok na kasę. Glapiński wcześniej mówił, że sam ustala sobie pensję i zarabia za mało. Powiem jeszcze więcej, pamiętam takie wypowiedzi sprzed roku czy półtora, więc to tylko pokazuje kpinę z budżetu. Rutynowe działanie NBP, które zawsze na tych samych podstawach prawnych są dokonywane przez te same ciała i w ten sam sposób - tyle. Pani redaktor, bardzo prosimy o uszanowanie konferencji, spotkaliśmy się po to, by przekazać informację. Współczuję pani, że ma pani taką pracę. Dziękuję bardzo. Do widzenia. Prezydent mówi o nim "nielegalny", prokurator krajowy Dariusz Korneluk odpowiada: "Krytykuje mnie osoba, która wielokrotnie złamała konstytucję". To pokazuje głębokość sporu o polski wymiar sprawiedliwości i rosnące obawy, czy z tego klinczu jest jeszcze wyjście. I czy jest nim ustawa, która ma uregulować status neosędziów. Jestem prokuratorem od ponad 30 lat, podejmowałem w życiu różnego rodzaju czynności procesowe, ale nikt nigdy mi nie zarzucił, że popełniłem jakiekolwiek wykroczenie. Tak prokurator krajowy Dariusz Korneluk odpowiedział Andrzejowi Dudzie. Polski prezydent w obecności swojej odpowiedniczki z Gruzji w taki sposób mówił o jego zdaniem nielegalnie urzędującym prokuratorze. Śmiało można używać tutaj określenia pseudo-prokurator krajowy, jako że jest on całkowicie nielegalny. Pan prezydent już się bardzo zagubił w tym wszystkim, do czego się przyczynił, czyli w tym chaosie prawnym, i teraz robi wszystko, żeby ten chaos prawny pogłębiać. Który sięga dużo dalej niż prokuratura. Najświeższym przykładem tego chaosu jest stwierdzenie przez pełnomocnika posła Marcina Romanowskiego, że prokurator Korneluk działa nielegalnie, przez co - jego zdaniem - Romanowski nadal jest chroniony immunitetem. Legalnym prokuratorem krajowym, zdaniem prezydenta i Zjednoczonej Prawicy jest Dariusz Barski, zgodnie z decyzją trzech tzw. neo-sędziów Izby Karnej Sądu Najwyższego. Tyle że wnioski o ich awans do Sądu Najwyższego prezydentowi przedstawiła neo-KRS, więc to oni zostali wadliwie powołani - słyszymy. Prezydent też łamiąc konstytucję, powołał ich na stanowisko sędziów Sądu Najwyższego. Wtedy złamał konstytucję, zresztą nie pierwszy raz. - mówi nam profesor Jan Zimmermann z Uniwersytetu Jagiellońskiego, promotor pracy doktorskiej Andrzeja Dudy. To są nauczyciele także moi, bo ja też ukończyłem ten sam uniwersytet co pan prezydent i ci nauczyciele wobec mnie uwag nie mają, wręcz odwrotnie. Co potwierdza profesor Zimmermann, zapytany też o słowa prezydenta o "nielegalnym prokuratorze". Prokuratorem krajowym jest pan Dariusz Korneluk, pan prezydent tutaj wyszedł poza kwestie prawnicze i poza kwestie dyskusji prawnej, i w tym miejscu zaczął politykę. Uważam że łączenie wątków politycznych z zagadnieniem czysto prawnym jest nieprawidłowe, dlatego że to nie służy budowaniu praworządności. Pierwszym krokiem do wyjścia z chaosu prawnego jest uregulowanie statusu neosędziów - słyszymy. Wtedy będziemy mogli skupić się nad tym, czy wyroki są trafne, czy nie, czy wymiar sprawiedliwości działa sprawnie, czy nie działa, a nie działa, a nie zastanawiać się, kto zasiada nad stołem sędziowskim. W tym miesiącu mamy poznać projekt ustawy w sprawie statusu sędziów. Prezydent wielokrotnie mówił, że na zmiany się nie zgodzi. To jest "19.30". Już za chwilę przeszczep serca u 7-tygodniowego dziecka, a także: Pokonać kryzys psychiczny. Fala samobójstw w Polsce jest bardzo niepokojąca, powinna nam się zapalić czerwona lampka. Życie nas przytłacza. Fala obowiązków, stres. Osoby, które dzwonią na linię zaufania, mają w sobie iskierkę nadziei. organizatorki czarnych protestów uniewinnione. Powinnam być bardzo entuzjastyczna, że nie idę do więzienia, natomiast ja tak nie mam. Ten proces nie powinien się odbyć. Odpowiedź na odwet. Jesteśmy w stanie dotrzeć i uderzyć w każdy punkt na Bliskim Wschodzie. Z Bożą pomocą zwyciężymy. Siedmiotygodniowa Gabrysia ma nowe serce. To była pierwsza taka operacja w Polsce. Przeprowadzili ją lekarze z Zabrza. Dziewczynka to najmłodsze dziecko w historii polskiej transplantologii, które otrzymało nowy organ. Wyzwaniem dla lekarzy był nie tylko wiek pacjentki, bo serce tak małego dziecka ma wielkość włoskiego orzecha. Operacja trwała 6 godzin i przeprowadził ją 10-osobowy zespół, w tym 3 kardiochirurgów. Sukces jest podwójny, bo choć w Polsce w ubiegłym roku przeprowadzono 178 przeszczepów serca, to zaledwie 15 z nich to były operacje u dzieci. O wielkiej pracy dla ratowania życia małego dziecka. Zmęczona, ale szczęśliwa. Jutro skończy trzy miesiące. Dzięki lekarzom ze Śląskiego Centrum Chorób Serca Gabrysia dostała szansę na nowe życie. Radość, przerażenie, strach, to trzeba przeżyć, nie da się tego opisać. Kiedy Sylwia Ślęzak była w trzecim miesiącu ciąży, podczas badań prenatalnych lekarze wykryli u jej dziecka poważną wadę serca. Gabrysia po urodzeniu została zakwalifikowana do pilnej transplantacji serca. Zabieg wykonano w wakacje, ale było ryzyko powikłań, dlatego dopiero teraz lekarze ogłosili sukces. Serce właściwie spełniało kryteria takiego zespołu, który nazywamy heterotaksją, czyli nie było zróżnicowane na lewą i prawą stronę. Oprócz tego dziecko miało odwrócenie trzewi. Tak małego pacjenta, u którego wykonano transplantację serca, jeszcze w Polsce nie było. Zabieg trwał ponad 6 godzin i wymagał ogromnej precyzji, bo przeszczepiane serce miało wielkość orzecha włoskiego. Zaplanowaliśmy cały proces już na etapie, kiedy nasz kolega pobierał serce od dawcy, my usuwaliśmy serce i przygotowywaliśmy wstępnie te naczynia, które wymagały zespolenia. W ubiegłym roku w Polsce lekarze przeszczepili serce 178 osobom. Dzieci było wśród nich zaledwie 15. Ponad 30 dzieci czeka na transplantację serca w naszym kraju. Jedną z tych dzieci jest sześcioletnia Rozalka. Rano taka pani przychodzi i mam zajęcia. Szpitalna sala od 7 miesięcy zastępuje jej dom. Żyje dzięki sztucznej komorze serca, ale to rozwiązanie tymczasowe. Jedyną szansą jest przeszczep serca. Nic nie mogę zrobić, muszę tylko czekać i być dobrej myśli, że wszystko będzie dobrze. Znalezienie dawcy w przypadku małych pacjentów jest bardzo trudne, musi być zbliżony wiekowo i wagowo. Średni czas oczekiwania dziecka na przeszczep to 500 dni, dla wielu to za długo. Zdaniem Jadwigi Hermanowicz największym problem jest źle funkcjonujący system. Jej córka nie doczekała przeszczepu. Miała rok i osiem miesięcy. Mamy w Polsce ponad 300 szpitali z potencjałem dawstwa, aktywnych jest niewiele ponad sto. Od śmierci córki wspiera rodziców innych chorych dzieci i przekonuje, żeby nigdy nie tracili nadziei. Żeby się nie dali zdusić, a jeżeli przyjdzie najgorsze, żeby wierzyli, że wszystko ma jakiś głębszy sens. Są zielone, a na nich numery telefonu, pod którymi można otrzymać pomoc. Tabliczki pojawiły się na warszawskich mostach, by powstrzymać osoby w kryzysie psychicznym przed ostatecznym krokiem. Rocznie w Polsce decyduje się na niego zdecydowanie zbyt wiele osób. Czy tabliczki z hasłem to dobry pomysł i kto czeka po drugiej stronie linii telefonicznej? zmęczenie, ciągły dół, niechęć do życia, smutek. Maciej Nowaczyk kilka lat temu przechodził kryzys, na tyle poważny, że miał myśli samobójcze. Pomoc rodziny i terapia pozwoliły mu wyjść na prostą, ale jak sam mówi, jego walka z depresją trwa nadal. Trzeba się trochę przyzwyczaić, nauczyć się z tym żyć i umieć obserwować te symptomy, kiedy zbliżamy się do tej granicy, kiedy znowu psychika leci w dół. Na problem, który dotyka coraz większej liczby osób, zwrócono uwagę m.in. w Warszawie. Na barierkach wszystkich stołecznych mostów pojawiły się takie tabliczki informacyjne. Pomysł zgłoszony przez społecznika Karola Bąkowskiego zrealizowano w ramach budżetu obywatelskiego. To jest bliskie mojemu pokoleniu, które jest zdigitalizowane, ma ochotę głosować, ma swoje świeże pomysły, i to jest coś takiego, co jest właśnie dla nich, bo jednak często to wyczerpanie psychiczne dotyczy właśnie nas. Mamy specjalny zespół, w którym zasiadają eksperci, psycholodzy i osoby które specjalizują się w problemie związanym z samobójstwami. Doszli do wniosku, że takie tabliczki warto umieścić w przestrzeni publicznej. Jak poważny jest ten problem w naszym kraju, pokazują statystyki, szczególnie te dotyczące młodzieży. Każdego dnia w Polsce co najmniej 6 nastolatków podejmuje próbę samobójczą. W zeszłym roku życie odebrało sobie 145 niepełnoletnich osób. W świecie wirtualnym młodzież bardzo często porównuje się na swoją niekorzyść do rówieśników, do osób znanych, do ich wyglądu i statusu materialnego, i to też wpływa negatywnie na ich dobrostan psychiczny. Tylko w zeszłym roku w Polsce doszło do ponad 15 tys. prób samobójczych. Co trzecia z nich zakończyła się śmiercią. Zdarza się rzeczywiście, że depresja ma uśmiechniętą twarz, kiedy wychodzi się do ludzi. Natomiast w domu naprawdę nie sposób nie zauważyć, że bliska nam osoba jest smutna, płacze, mówi że nie ma siły. Jeśli widzimy, że ktoś jest w bezpośrednim zagrożeniu, jego życie jest zagrożone, to nie wahajmy się zadzwonić na 112 i zapewnić tej osobie bezpieczeństwo. Drugi numer telefonu, pod którym możemy zadzwonić, także jeśli sami potrzebujemy pomocy, Obydwa działają całodobowo. Liderki Strajku Kobiet niewinne. Kobiety stojące na czele tzw. czarnych protestów po wyroku w sprawie aborcji oskarżone były m.in. o narażenie życia i zdrowia wielu osób, a także zagrożenie w związku z pandemią covid. Teraz sąd okręgowy w Warszawie potwierdził ich intencje i prawo do sprzeciwu. Liderki Strajku Kobiet - uniewinnione. To wyrok sądu okręgowego w Warszawie. Marta Lempart, Agnieszka Czerederecka i Klementyna Suchanow usłyszały zarzuty w związku z organizacją protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji. Strajki odbywały się w czasie pandemii covid-19. Kobiety oskarżono o spowodowanie zagrożenia epidemiologicznego. Brak jest kategorycznych podstaw do przyjęcia, że oskarżone działały w zakresie umyślnym w kierunku sprowadzania takiego niebezpieczeństwa. Marta Lempart została dodatkowo oskarżona o pochwalanie przestępstw i znieważenie funkcjonariuszy policji. Tu również sąd uznał ją za niewinną. Dziś dostałyśmy minimum przyzwoitości, ale wyglada to bardzo źle. Dla nich dzisiejsza data jest symboliczna. Równo 8 lat temu na Placu Zamkowym zastrajkowały po raz pierwszy. O wolność kobiet walczą do dziś. Ten proces w ogóle nie powinien się odbywać, bo zapłacimy za niego wszyscy, a Ordo Iuris i wszyscy winni krzywd kobiet nie ponieśli żadnych konsekwencji. W październiku 2020 roku Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przepisy dopuszczające aborcję w przypadku ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu są niezgodne z konstytucją. Nadal mamy w Polsce najbardziej restrykcyjne prawo aborcyjne w UE, chyba bardziej restrykcyjne ma Malta. Uważam, że nienarodzone dzieci zasługują na obronę i ten standard, który ukształtował Trybunał Konstytucyjny, jest wystarczający. Liberalizację prawa do aborcji politycy koalicji rządzącej obiecywali w kampanii. W lipcu projekt depenalizacji pomocy w aborcji Sejm głosami polityków Polskiego Stronnictwa Ludowego jednak odrzucił. Projekt ma wrócić do Sejmu. Trwają też prace nad trzema projektami liberalizacji prawa do aborcji. Trzy - bo o porozumienie trudno. Jeśli na pewne zamówienie anulujemy wyroki Trybunału Konstytucyjnego i konstytucję, to jest anarchia. Robimy wszystko, by przekonać polityków PSL. Na razie Ministerstwo Zdrowia przygotowało wytyczne dla lekarzy, prokuratorów i szpitali. Przesłanką do legalnego przerwania ciąży ma być zagrożenie zdrowia psychicznego matki. I tu też słyszymy różne, wręcz skrajne, opinie na ten temat. Teraz już można zabijać dzieci zdrowe, to piekło dzieci, i to najgorsze, co mamy do czynienia w całej Europie. W szpitalu we Wrocławiu odmówiono aborcji kobiecie, która się do tego absolutnie kwalifikowała, dzięki bezczynności tego rządu bezczynności Ministerstwa Zdrowia lekarze czują się upoważnieni do narażania kobiet na utratę życia lub zdrowia. Strajk Kobiet prowadzi zbiórkę podpisów pod projektem obywatelskim, który zakłada powszechny i bezpłatny dostęp do aborcji. Po ataku rakietowym Iranu na Izrael napięcie w regionie nie maleje. Jednostki izraelskiej piechoty i czołgów są na terenie Libanu, trwają także naloty na Liban, ale także na Syrię, gdzie znajdują się jednostki Hezbollahu. Za kilka dni minie rok od ataku Hamasu na Izrael, który zapoczątkował odwet i krwawą wojnę w Strefie Gazy. O aktualnej sytuacji na Bliskim Wschodzie. Elitarna izraelska brygada nocą wkroczyła do Libanu. Nagranie z jej działań opublikowało dowództwo. W skład 36. dywizji wchodzą regularne jednostki piechoty i jednostki pancerne, a to oznacza, że Izrael rozszerza działania w południowym Libanie. Jesteśmy w stanie dotrzeć i uderzyć w każdy punkt na Bliskim Wschodzie. Wszyscy nasi wrogowie, którzy do tej pory nie zdawali sobie z tego sprawy, wkrótce to zrozumieją. Cel to zniszczenie takich tuneli i arsenału Hezbollahu na terenach przygranicznych. Ale armia zarządziła też ewakuację jednego z największych miast na południu - stutysięcznej Nabatiji. Z kolei stolica jest jednak bombardowana z powietrza. Izraelskie siły zaatakował budynek w ścisłym centrum, tuż obok siedziby libańskiego parlamentu i biura ONZ. Miał być wykorzystywany przez Hezbollah. Zginęło co najmniej 9 osób. Taki właśnie jest Izrael. Jest jak nowotwór. Absolutne zło. Izrael przeprowadził też naloty w zachodniej Syrii, którą atakuje regularnie, bo są tam jednostki Hezbollahu i sił irańskich. Bomby uderzy w skład amunicji - prawdopodobnie należący do Rosjan - bo znajdujący się niedaleko bazy lotniczej Humajmim, w której stacjonują rosyjskie siły wspierające reżim Baszara el-Asada. Te miały pomagać Syryjczykom w strącaniu izraelskich rakiet. Jesteśmy w trakcie trudnej wojny przeciwko osi zła Iranu, która chce nas zniszczyć. Ale tak się nie stanie. Z Bożą pomocą zwyciężymy. Netanjahu z dowództwem armii planuje odwet za atak Teheranu. Na celowniku mogą się znaleźć irańskie instalacje naftowe i nuklearne z elektrownią atomową Buszer na czele. To plan znany od 20 lat. Ale ani w przeszłości, ani dziś na jego realizację nie zgadza się Biały Dom. Mają prawo odpowiedzieć. Ale powinna to być odpowiedź proporcjonalna. Bo jak przypomina ten irański pocisk balistyczny, który spadł na pustynię Nagew, Teheran ma potencjał, by boleśnie odpowiedzieć. I tym razem może to nie być tylko nowa atrakcja turystyczna. Jest z nami Anna Kowalska. Po ataku Iranu na Izrael rodzi się pytanie o odwet Izraela. Czy, kiedy i w jakiej formie może nastąpić odpowiedź Tel Awiwu? To, że nastąpi, jest niemal pewne. Niektórzy twierdzą, że już tej nocy. To wykluczył Joe Biden. To właśnie Amerykanie pomagają izraelskim służbom w przygotowaniu odwetu. Zapewniają amunicję i przygotowują obronę Izraela. Odwet będzie znaczący. Wydaje się, że może być atak na irańskie rafinerie. Wykluczono najbardziej nuklearną opcję, czyli uderzenie w nuklearne pozycje Iranu. Jest 3 października, więc najwyższa pora na - życzenia świąteczne? Właśnie trwa Boże Narodzenie w Wenezueli. Na mocy dekretu prezydenta święta przyspieszono. Na ulicach kolorowe światełka, ozdoby, w sklepach dekoracje. Jednak większość Wenezuelczyków ma niewiele powodów do świętowania, a Boże Narodzenie ma tylko odwrócić uwagę od pogłębiającej się gospodarczej zapaści. Za tą piękną fasadą ozdób kryje się pomysł reżimu na przetrwanie. Mikołaj przyszedł do Wenezueli już w październiku, by odwrócić uwagę mieszkańców od kryzysu. Bo Boże Narodzenie skończyło się w tym kraju dwie dekady temu. Jak to możliwe, że wydają tyle pieniędzy? Co ja będę świętować? Nawet nie wiem, czy zrobię świąteczny obiad, bo mnie na to nie stać. To chyba pomysł na to, żeby odwrócić naszą uwagę od tego, co się dzieje naprawdę. W kraju złota i ropy miliony żyją w nędzy. W mniej niż dekadę dochód narodowy spadł o 80%. Na czele państwa - były kierowca autobusu Nicolas Maduro. Znany z zamiłowania do drogich dań i stołowania się w najdroższych restauracjach świata. To był kraj niesamowicie bogaty. Jednak od czasów wprowadzania tzw. socjalizmu XXI wieku, minęło już 25 lat od tego momentu, pogrąża się w przepaści, gdy najpierw Hugo Chavez, a później Nicolas Maduro wprowadzają swoje socjalistyczne pomysły. Pomysł świąt w październiku Maduro ogłosił w atmosferze oskarżeń o sfałszowanie lipcowych wyborów. W trakcie brutalnie tłumionych przez reżim protestów zginęło 27 osób. Te pieniądze powinny zostać przeznaczone na emerytury. Zwłaszcza że 2 miesiące temu uchwalono ustawę, zgodnie z którą przedsiębiorcy będą płacić większe podatki. Miesięczna emerytura w Wenezueli wynosi 130 boliwarów, czyli 3,5 amerykańskiego dolara. Koszt samej świątecznej choinki, którą ustawiono w stolicy, to 100 dolarów. Mimo to 1/3 mieszkańców Wenezueli nadal jest wierna Maduro. Ten duch Bożego Narodzenia odzwierciedla postęp w naszym kraju, w co wierzę i w co wierzy nasz prezydent. Tymczasem król jest nagi. A Wenezuela w większości chce zmiany. Utrzymanie się u władzy to dla Maduro wybór między wolnością a więzieniem. Zdecydowanie wolimy święta w grudniu. W "19.30" to wszystko. Za chwilę Pytanie Dnia i Justyna Dobrosz-Oracz w rozmowie z ministrą Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz. Do zobaczenia.