Wielka Sobota - dzień milczenia i zadumy, tradycja święcenia pokarmów. Cena koszyka - jak to jest z wielkanocną drożyzną? Wyścig z czasem. Iran czy USA - kto pierwszy znajdzie strąconego amerykańskiego pilota? Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór w Wielką Sobotę. To ostatni dzień Wielkiego Tygodnia, tuż przed Świętem Zmartwychwstania. W dzień milczenia i zadumy, wierni tradycyjnie ruszyli do kościołów ze święconką, w której przynieśli pokarmy na wielkanocny stół. Tuż po zmroku w Kościele katolickim celebrowana jest najważniejsza liturgia w roku - Wigilia Paschalna. Koszyczek obok koszyczka, przygotowane z dbałością i zgodnie z tradycją. Przed południem wierni tradycyjnie poświęcili pokarmy, które jutro spożyją podczas uroczystego śniadania. Tradycyjny świąteczny koszyczek, tak jak bywało przed laty. Czyli jest baranek, kiełbasa, jajka, sól, szynki. Wszystko to powędruje na stół wielkanocny w Wielką Niedzielę. Wszystko ma symboliczne znaczenie. Baranek oznacza triumf życia nad śmiercią. Chleb - ciało Chrystusa, sól - oczyszczenie, a jajko - nowe życie. Zawartość koszyczków niemal niezmienna. Choć każdy region ma swoje obyczaje. W tradycyjnych góralskich strojach święcenie w Zakopanem. W strojach ludowych też bytomianie. Jak kiedyś nasi ojcowie, dziadkowie chodzili, my staramy się na tyle, ile umiemy, chociaż kilka razy w roku ubrać się. Święcenie pokarmów to nieodłączny element przygotowań do Wielkanocy. W Krakowie z wiernymi spotkał się kardynał Grzegorz Ryś. Przypomniał, że to święta, które niosą nadzieję na pojednanie. Trzeba mieć wielką nadzieję na to, że przyjdzie nam żyć w świecie, w którym będzie pokój, ludzie zaczną ze sobą pracować, przestaną się zabijać. Z myślą o samotnych i potrzebujących w dziesiątkach polskich miast odbywają się wielkanocne spotkania. Zawsze przygotowujemy około 500 miejsc i zawsze 50 mamy w rezerwie, okazuje się, że zawsze przychodzi trochę więcej ludzi samotnych, potrzebujących. W kościołach przy Grobach Pańskich czuwają ministranci, harcerze lub strażacy. To długa tradycja m.in. w Parafii świętych Apostołów Piotra i Pawła w Mąkoszycach w Opolskiem. Jest to zaszczyt uczestniczyć w takim wydarzeniu, jest to radość także, ponieważ mogę w tym uczestniczyć, mogę pilnować pana Jezusa przy grobie. Punktem centralnym Wielkiej Soboty jest Wigilia Paschalna - msza należąca już do liturgii Niedzieli Wielkanocnej. Rozpoczynamy ją na zewnątrz, przy ogniu znowu powrócą dzwony, znowu powrócą organy i zabrzmi to radosne, wielkanocne "alleluja". Noc Paschalna oraz Niedziela Wielkanocna to największe święto chrześcijańskie. Pan Jezus, umierając na krzyżu, zmartwychwstając, dał nam nadzieję na lepsze życie, dlatego że otworzył nam bramy raju, bramy nieba. W Wielki Piątek papież Leon XIV przewodniczył swojej pierwszej jako głowa kościoła Drodze Krzyżowej w rzymskim Koloseum. Niósł krzyż przez wszystkie 14 stacji. Motywem przewodnim rozważań była odpowiedzialność za wojnę i przemoc. W uroczystości wzięło udział około 30 tysięcy osób. Oglądają państwo "19.30", dziś mamy dla państwa także takie wiadomości: Czarna seria na polskich drogach. Kierujący osobowym BMW nie zastosował się do sygnalizatora, który nadawał sygnał czerwony. Stracił panowanie nad pojazdem, zjechał do rowu i tam jego auto dachowało. Jak dojechać bezpiecznie do celu? Pilnujemy się przepisów, zapinamy pasy. Nie ścigajmy się z czasem nawigacji. Połączenie alkoholu i kierownicy na ten czas to na pewno nie jest dobre rozwiązanie. Koszyk na wielkanocnym stole to nie tylko tradycja, ale i coroczne pytanie o cenę świąt. W tym roku wśród kluczowych wydatków paliwo, a przy rodzinnym stole nierzadko polityka. O rekordowo drogich świętach mówi Przemysław Czarnek - rządzący w odpowiedzi przypominają inflacyjne wskaźniki za czasów, gdy rządził PiS i podpowiedzi kandydata na premiera, który radził, by kupować mniej. Jak święta, to święconka. Co pani ma w koszyku? Jajeczka, babeczka, chlebek. A jak święconka, to rozmowy Polaków o cenach. Czy święta w tym roku są droższe niż zeszłoroczne? Nie, nie zauważyłam. Drogie są, jak się wejdzie, to z roku na rok trzeba więcej kasy wydać na to wszystko. Ile Polaków, tyle opinii, więc pytamy ekonomistów. Nie ma żadnych przesłanek, żeby stwierdzić, że za święta w tym roku zapłacimy znacznie więcej niż w zeszłym roku. I potwierdzenie tych słów szybko odnajdujemy w badaniach: W tym roku mniej zapłacimy za białą kiełbasę, chleb pełnoziarnisty, szynkę czy groszek w puszce. Więcej zapłacimy za to za jajka, ziemniaki, chleb pszenny czy gorzką czekoladę. Gorzka czekolada jest droga, bo zawiera dużo kakao, którego ceny rosną przez słabsze zbiory. Po wyłączeniu tego produktu koszt koszyka wielkanocnego w tym roku jest wyższy o niecałe 2%. Spójrzmy teraz na zarobki. Nasze zarobki cały czas rosły, rosły nawet szybciej od inflacji, były nawet okresy, że przez ostatni rok jakieś 1 czy 2 miesiące, że zbliżały się do 10%, a to oznacza, że stać nas na więcej niż rok temu. Twarde dane jednak nie powstrzymują polityków PiS-u przed straszeniem. Remedium ma być kandydat PiS-u na premiera i jego propozycja. Projekt ustawy, który składamy właśnie teraz o obniżeniu VAT na żywność z 5% do 0%. W przypadku cen paliw to jest uzasadnione, tak w przypadku żywności takiego uzasadnienia nie ma. Rząd obniżył VAT na paliwo, ceny są regulowane przez ministra energii. Wszystko po tym, jak Donald Trump rozpoczął konflikt na Bliskim Wschodzie. Ale to na razie nie przekłada się na ceny żywności, więc, jak mówią rządzący, ta propozycja Czarnka... Obniżenie podatku VAT na żywność. ...to czysty populizm. Z tego typu instrumentów korzysta się wtedy, kiedy mamy szalejącą inflacją. A ta teraz jest w ryzach - w marcu tego roku wynosiła 3%. Poprzednie święta nie były tak kolorowe. 3 lata temu inflacja sięgała blisko 15%. I gdy inflacja szalała, wtedy ten sam Przemysław Czarnek miał takie rady. Drożyzna nie oznacza, że nie można jeść. Można jeść trochę mniej i trochę taniej. Czyli zero jedzenia to jest program Czarnka. To był program Czarnka, gdy PiS było u władzy. A teraz, jak jest w opozycji, słyszymy o pieniądzach, które zostają w portfelach. To by oznaczało ubytek wpływu do budżetu z tytułu VAT. I tu pojawia się sprzeczność, bo to przecież sam Czarnek jeździ po Polsce i straszy. To państwo bankrut, które już ma 80 miliardów dziury budżetowej. By kilka dni później próbować przekuć święta w polityczne złoto. Tusk to drożyzna, Polacy chcą normalności, Polacy chcą również interwencji państwa. I tylko wyborcy czasami przeszkadzają w politycznym show. W przeddzień Wielkiej Nocy papież Leon XIV apeluje o pokój na Bliskim Wschodzie, ale wojenna rzeczywistość daleka jest od zgody. Także zapowiedzi Donalda Trumpa o końcu wojny nie przystają do tego, co wydarzyło się w ostatnich godzinach. Amerykanie stracili kolejny samolot nad Iranem i właśnie poszukują jednego z członków załogi, Teheran za żywego zaginionego wroga wyznaczył nagrodę. Zrobimy wszystko, co konieczne, aby kogoś wydostać i ocalić jego życie. Tak swoją misję opisują żołnierze jednostki specjalnej amerykańskich sił powietrznych. Do akcji wkraczają jako ostatni z ostatnich. By ratować zaginionych na terytorium wroga. Teraz operują w Iranie i z Iranem ścigają się o życie członka załogi tego zestrzelonego myśliwca F-15. Drodzy i patriotyczni obywatele, jeśli pojmiecie pilota lub pilotów wroga i przekażecie ich żywych siłom policyjnym i wojskowym, otrzymacie cenną nagrodę. Jak widać na tym nagraniu, chętnych na kwotę około 70 tysięcy dolarów jest wielu. Poszukiwany to operator uzbrojenia. Bo pilot wczoraj został uratowany. Ale nie wiadomo, w jakim jest stanie. Nasi piloci są szkoleni z myślą o takich sytuacjach. Uczy się ich unikania pojmania, a jeśli już do niego dojdzie, także tego, jak zachowywać się w niewoli w sposób godny i reprezentujący ich kraj. Działania sił USA prowadzone są w skrajnie trudnych warunkach. Na tym filmie można usłyszeć, jak pada rozkaz, by strzelać do amerykańskiego śmigłowca. Trafione zostały dwa. O przebiegu akcji na bieżąco informowany jest prezydent Donald Trump. Ale w telefonicznych rozmowach z mediami nie chciał powiedzieć, jaka będzie odpowiedź USA, jeśli poszukiwanemu oficerowi stanie się krzywda. Mimo fałszywych twierdzeń prezydenta USA o całkowitym zniszczeniu irańskiego systemu obrony powietrznej, amerykański wrogi myśliwiec został zestrzelony przez nasz nowy zaawansowany system obrony powietrznej. Maszyna spadła w południowo-zachodniej części Iranu. I to pierwsze zestrzelenie amerykańskiego samolotu nad jego terytorium od czasu rozpoczęcia przez USA i Izrael wojny. I mniej niż dwie doby po orędziu, w którym Trump mówił to: Nasze siły zbrojne odniosły szybkie, zdecydowane i przytłaczające zwycięstwa na polu bitwy. Nie mają żadnych środków obrony przeciwlotniczej. W operacji poszukiwawczo-ratowniczej USA straciły też taki samolot A-10. Został zestrzelony w pobliżu cieśniny Ormuz. Pilot zdołał się katapultować. Z najnowszych danych Pentagonu wynika, że w trakcie Epickiej Furii zginęło 13 amerykańskich żołnierzy, a niemal 400 zostało rannych. Propozycję 48-godzinnego rozejmu Teheran miał dziś odrzucić. Za tydzień rozstrzygnie się polityczna przyszłość Węgier. Na finiszu kampanii rośnie poparcie dla opozycyjnej TISZY, ale przybywa także obywateli, którzy obawiają się o uczciwość wyborów. Rekordowa jest liczba zarejestrowanych do głosowania za granicą. A co słychać z samego Budapesztu? Cały kraj interesuje się głośnymi wywiadami z funkcjonariuszami służb. 1 z nich mówił, że służby miały być zaangażowany w rozpracowywaniu opozycyjnej partii. W innym wywiadzie kapitan węgierskiej armii mówi wręcz o prywatyzacji wojska pod rządami Viktora Orbana. Mówi, że w ostatnich latach kluczowe decyzje dotyczące węgierskiego wojska miał podejmować syn węgierskiego premiera. Jak wynika z rozmowy to syn Orbana miał być pomysłodawcą wysyłania na misję pokojową do Czadu blisko 200 węgierskich żołnierzy. Jak sam miał przyznać syn węgrowskiego premiera w ramach tej misji jest w stanie poświęcać życie nawet setki węgierskich żołnierzy. Zaprószenie ognia od zniczy to według policji prawdopodobna przyczyna pożaru krzyża w warszawskiej parafii św. Maksymiliana Kolbego. Krzyż nazywany jest papieskim, bo właśnie przed nim Jan Paweł II odprawił swoją pierwszą mszę świętą w Polsce po wyborze na Stolicę Piotrową. Ważny symbol ma zostać odbudowany. Krzyż był stalowo-drewniany, metalowa konstrukcja się zachowała, ale była niestabilna, więc krzyż został zdemontowany i zabezpieczony w ten właśnie sposób. To historyczny, pamiątkowy krzyż pod którym w 1979 roku papież odprawił mszę. Nie tutaj, ale na Placu Piłsudskiego, pod tym krzyżem padły słynne słowa: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Krzyż został zabezpieczony, przede wszystkim ważne jest to, że w pożarze nikt nie ucierpiał. Policja wyklucza celowe podpalenie. Prawdopodobną przyczyną jest to, że pod tym krzyżem stała bardzo duża liczba zniczy. Na obecną chwilę policjanci po wykonaniu oględzin i swoich czynności procesowych wykluczają, by w tym miała udział osoba trzecia, natomiast będziemy jeszcze do tego przesłuchiwać zarządcę terenu. Zniczy było dużo z uwagi na obchodzoną niedawno rocznicę śmierci papieża Polaka. Ważna informacja z punktu widzenia wiernych jest taka, że pożar nie wpłynie na harmonogram nabożeństw związanych z triduum paschalnym. Bezpieczne święta zaczynają się od naszych decyzji - apelują policjanci, dla których wielkanocny ruch na drogach oznacza czas intensywnej pracy. To, że tłumnie ruszyliśmy w trasę, widać w statystykach, także dotyczących wypadków. I te wpadki pokazują, że do wielu kierowców apel policji nie dotarł. Bo znów na liczniku jest górka, a za kierownicą drogowy pirat na podwójnym gazie. Miał półtora promila alkoholu we krwi i zabił swoją pasażerkę. 25-latek kierujący motorowerem doprowadził do tego tragicznego zdarzenia w gminie Łopuszno pod Kielcami. Na łuku drogi najprawdopodobniej na skutek utraty panowania nad pojazdem zjechał z jezdni i wjechał do przydrożnego rowu. Podobny tragiczny finał miał ten wypadek w powiecie puławskim na Lubelszczyźnie. 23-latek kierujący Audi zginął na miejscu. Prawdopodobnie jechał z bardzo dużą prędkością, na łuku jezdni stracił panowanie nad pojazdem, zjechał do rowu i tam jego auto dachowało. Czarna seria na polskich drogach trwa. Taki był efekt ignorowania sygnalizacji świetlnej przez kierowcę osobówki na jednym z głównych skrzyżowań w podwarszawskich Markach. Samochód wbił się w miejski autobus, przewracając go. 8 rannych pasażerów autobusu przewieziono do szpitala. Kierowcy obydwu pojazdów byli trzeźwi. Jak ktoś jedzie nieprzepisowo, na czerwonym świetle, albo wymusza, no to jest niebezpiecznie. I niestety niebezpiecznie było wczoraj na naszych drogach. Zginęło 9 osób, a ponad 90 zostało rannych. Łącznie doszło do niemal 70 wypadków. Ale najbardziej zatrważająca jest ta liczba: 274. Tyle osób w Wielki Piątek wsiadło za kierownicę po alkoholu. Wśród nich był 22-latek, który w Ujsołach na Żywiecczyźnie, mając niemal dwa promile, wsiadł za kierownicę bez prawa jazdy. Jego samochód zderzył się czołowo z innym pojazdem i siłą odrzutu wpadł w przystanek pełen ludzi wracających z wieczornej mszy. Rannych zostało 5 osób, w tym dziecko. Na szczęście ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Trzeba pamiętać, że przy pewnym stężeniu alkoholu we krwi osoba już nie jest świadoma. Tutaj bardzo dużo zależy też od naszego społeczeństwa, czyli po prostu świadków tego. Mają oni obowiązek albo nie dopuścić pijanego za kierownicę, albo o takim fakcie poinformować służby. Tak samo jak każdy z nas ma obowiązek zrobić wszystko, by bezpiecznie dojechać do celu. Odrobina spokoju, przed nami dzień życzliwości na drogach, więc może warto byłoby taką życzliwość i spokój na tę drogę przełożyć. A to przecież niewielka cena za bezpieczny powrót do domu. W tym tygodniu kosmiczny wyścig wszedł w nową fazę, ale w trakcie, gdy misja Artemis II okrąża Księżyc, to tu na Ziemi trwają prawdziwe gwiezdne wojny. Kolonizować Srebrny Glob chcą USA, Chiny czy Indie. Ale zanim człowiek znów postawi nogę na Księżycu, warto zobaczyć, jak misja Artemis II widzi Ziemię na zdjęciu, na którym wszyscy jesteśmy. W wyścigu na księżyc trwa dogrywka. Cały świat spogląda w niebo i śledzi losy misji Artemis, za to astronauci z podziwem patrzą na Ziemię. Udało nam się zobaczyć w całości Wielki Kanion. I wtedy stało się jasne, że nie jesteśmy na Ziemi, bo ten obiekt nie jest z niej w całości widoczny. A więc widok, który mamy, jest już wyjątkowy. I tak, Ziemia jest dość mała, a Księżyc zdecydowanie się powiększa. Coraz bliżej Księżyca są Chiny, które przygotowują się do wysłania tajkonautów na srebrny glob przed 2030 rokiem. Te kroki ich bardziej przypominają kroki amerykanów sprzed kilku dekad, czyli misja Apollo. Co paradoksalnie może spowodować, że drugą rundę wygrają Chińczycy. Bo Chińczycy swojej szansy na wygraną w tym wyścigu upatrują w opóźnieniach misji Artemis. Ich plany są ambitne i brzmią jak z powieści science-fiction. Jeszcze w tym roku ma być wyniesiony do chińskiej stacji kosmicznej lądownik księżycowy. W kosmos poleciały już elementy księżycowego szpitala, który ma być częścią przyszłej bazy na srebrnym globie. Poczyniliśmy pierwszy krok dla naszego szpitala kosmicznego. 5 urządzeń eksperymentalnych zostało właśnie wysłanych w kosmos na pokładzie satelity. Przez najbliższe 3 lata będą zbierały dane. Powrót człowieka na księżyc to kwestia prestiżu, ale i udowodnienia, że jest się rozwiniętym krajem. Druga korzyść to stworzenie przyczółku do dalszej eksploracji kosmosu i pozyskiwania surowców. Naukowcy na całym świecie są przekonani, że na Księżycu znajduje się woda, ale jak dotąd nikomu nie udało się jej znaleźć. Teraz Chiny zamierzają jej poszukiwać. Gdyby tak było i udało się ją rozdzielić na wodór i tlen, to mając bazę na księżycu, można byłoby wytwarzać tam paliwo rakietowe. Naszym celem jest znalezienie się w czołówce światowej. Będziemy promować starty wielkich rakiet wielokrotnego użytku. Księżyc znalazł się też w orbicie zainteresowań Indii. Hindusi wysłali już swoją sondę, planują wysłać w kosmos astronautów i w 2035 roku postawić stopę na srebrnym globie. To jest jeszcze naprawdę bardzo mglista przyszłość, jeśli chodzi o program kosmiczny. W tej chwili dwa główne wyzwania, przed którymi stoją, to przywiezienie próbek z księżyca i udowodnienie, że nie tylko potrafią coś wysłać na Księżyc, ale też to sprowadzić. Jak na razie to Donald Trump sprowadził na ziemię NASA. Chce obciąć finansowanie niepotrzebnych jego zdaniem projektów, bo priorytetem ma być program Artemis, czyli lądowanie człowieka na Księżycu. Wybitny naukowiec nazywał to miejsce nową Polską - ministerstwo kultury chce, aby dom Ignacego Domeyki w Santiago w Chile stał się muzeum upamiętniającym mistrza. Polak urodzony na terenie dzisiejszej Białorusi był bohaterem narodowym w czterech krajach, ale największą sławę zyskał właśnie w Chile. Dom Ignacego Domeyki odwiedził Maciej Gąsiorowski. Przyjaciel Mickiewicza, pierwowzór Żegoty z trzeciej części "Dziadów" i jeden z najwybitniejszych naukowców, którzy w XIX wieku wyemigrowali z Europy do Ameryki Południowej. Przez 40 lat mieszkał w tym domu przy ulicy Queto w samym centrum Santiago de Chile. Perła architektury XIX wieku zaprojektowana przez genialnego badacza przyrody. Dom Ignacego Domeyki jest równie niezwykły, jak jego biografia. Jest nazywany ojcem chilijskiego górnictwa - najważniejszego sektora naszej gospodarki. Wykształcony w Wilnie i Paryżu emigrant na drugim krańcu świata stał się najsłynniejszym naukowcem, bohaterem narodowym Chile. Jego odkrycia geologiczne przyczyniły się do rozwoju kraju. On wykształcił tu całe pokolenia inżynierów, był wieloletnim rektorem Uniwersytetu Chilijskiego. Poza minerałami znalazł w Chile miłość. Miał 48 lat, gdy ożenił się z 15-letnią Enriquette. Mimo różnicy wieku stworzyli szczęśliwy dom, w którym wychowały się kolejne pokolenia. Ignacy Domeyko nazywał ten dom nową Polską. My urodziliśmy się tu, w tej jego Polsce. Tu wszystko jest polskie i my też czujemy się Polakami. Najbliższe sąsiedztwo domu Domeyki to dziś zaniedbana, biedna część miasta. Polskie ministerstwo kultury chce, aby ten kawałek Polski w Chile zamienić w Centrum Domeyki. Przez ostatni rok przygotowywaliśmy inwentaryzacje kompleksową, poczynając od ogrodu, po budynek, kolekcję, która się znajduje w środku, po to, by zobaczyć, jakie są rzeczy potrzebne do wykonania. Projekt zakłada wykupienie tych domów i stworzenie w nich nowoczesnego kompleksu, który będzie sąsiadował z zabytkowym domem i ogrodem. Teraz ten dom należy do prywatnej rodziny, jest zamknięty, jeśli zostanie przekształcony w muzeum, to całe dziedzictwo Domeyki zostanie udostępnione społeczeństwu. Wiele organizacji musi współpracować, aby stworzyć tu coś wielkiego. O tym, że powstaje coś wielkiego, świadczy to spotkanie rodziny Domeyków, lokalnych władz i polskiej ambasady. Cordillera de Domeyko, szczyt Cerro Domeyko, Pueblo Domeyko czy port Lugareja Domeyko. Nazwisko słynnego Polaka nosi tu 140 miejsc. Jest szansa, że już niedługo ten dom będzie się nazywał Muzeum Domeyki. To sposób na uniknięcie stresu związanego z przygotowaniami i przedświąteczną bieganiną. Coraz chętniej cztery ściany domu zamieniamy na hotel - najczęściej nad morzem lub w górach, ale przybywa także tych, którzy po więcej wielkanocnego słońca lecą za granicę. Jak turystyka świąteczna staje się alternatywą dla tradycji? Piękne widoki i relaks. Coraz więcej osób spędza święta poza rodzinnym domem i wybiera wypoczynek. Między innymi w Sopocie. Tak całkiem się zresetować, zmienić coś, zobaczyć, inaczej odpocząć, nie stać w kuchni, nie gotować. W wielu hotelach nad Bałtykiem nie ma ani jednego wolnego miejsca. Są już obiekty i to niemałe, bo mowa o dużych hotelach resortowych, które już od kilku dni deklarują, że mają pełne obłożenia na ten okres świąt Wielkiej Nocy w Sopocie. Magnesem jest świąteczny catering i bogata oferta dla rodzin z dziećmi. Staramy się organizować warsztaty rodzinne, gdzie mogą uczestniczyć i dzieci, i rodzice razem, to jest też wspólne poszukiwanie wielkanocnego zajączka. W okolicach nadmorskich taki pakiet to jest około 560-600 złotych. Nieco taniej na południu Polski, bo atak zimy w górach odstraszył część świątecznych turystów. Mogę powiedzieć, że w tej chwili mamy obłożenie na poziomie 50 procent. Mimo trudnych warunków, nie brakuje chętnych na świąteczne wędrówki po Karkonoszach. Wspinamy się dzisiaj na Śnieżkę, jutro Śnieżne Kotły, tak że intensywnie, nie przy stole. W Tatrach też pogoda jak w Boże Narodzenie, a nie Wielkanoc. Obowiązuje trzeci stopień zagrożenia lawinowego. Mamy prośbę do turystów, którzy przyjechali na święta w Tatry, żeby bardzo uważali. Stąd w długi świąteczny weekend tłumy na Krupówkach. Co roku mamy w domu, a w tym roku stwierdziliśmy, od trzech lat planowaliśmy, żeby przyjechać do Zakopanego na święta. Bardzo fajna aura, jak widać jeszcze zimowa. Przybywa tych, którzy od takiej aury uciekają i spędzą święta pod palmami. W porównaniu z zeszłym rokiem jest ich niemal dwa razy więcej. Święta tym razem na Majorce. Udało nam się zebrać całą rodzinę i dlatego zdecydowaliśmy się wylecieć i spędzić razem czas w takim klimacie cieplejszym. Najpopularniejsze zagraniczne kierunki wielkanocnych wyjazdów to Włochy, Hiszpania i Grecja. Wśród miast Rzym, Barcelona i Rodos. Popularna jest też Malta i kurorty w Egipcie. Ofert last minute nie brakuje. Jeśli ktoś chciałby wyjechać jeszcze do Egiptu, to może polecieć za 1400-1500 złotych tydzień, all inclusive z przelotem. Wiele osób świąteczne wycieczki odpuściło, bo w planach ma wyjazd majówkowy. Wielkanoc w Belgii pachnie i smakuje czekoladą, a zdjęcia, które za moment państwo zobaczą, przedstawiają prawdziwe dzieła sztuki. Wielu producentów wytwarza je od podstaw, smaki bywają wyrafinowane, ale zawsze w trendach, czego przykładem jest tegoroczna matcha. A światowy kryzys, owszem, może wpływać na wielkość porcji, ale nie sprawi, że zrezygnujemy z degustacji belgijskiej kulinarnej potęgi. Z Haiti, Wietnamu czy Dominikany - w ziarna kakaowca rodzina Blondelów zaopatruje się na całym świecie. Każde z nich w zależności od pochodzenia ma inny smak, ziarna z Indii mają owocowy aromat, te z Ekwadoru są kwaśniejsze, z Dominikany bardziej słodkie - i to czuć w naszej czekoladzie. By pralinki rozpływały się w ustach, belgijscy czekoladnicy prażą ziarna kakaowca w odpowiedniej temperaturze i drobno mielą. Temperatury nie zdradzę, to na niej polega nasz sukces, to sekret. Sekretne receptury belgijskie rodziny czekoladników przekazują sobie z pokolenia na pokolenie. Wyrób czekolady to w Belgii często rodzinna tradycja, moi dziadkowie i pradziadkowie też byli cukiernikami. Liczba producentów czekolady w Belgii w ciągu dekady się podwoiła. W niewielkim kraju wyrabianiem narodowego przysmaku zajmuje się obecnie 750 czekoladników. 40 najlepszych wzięło udział w wielkanocnej wystawie. Tu wykorzystaliśmy gorzką czekoladę, ta część jest z czekolady mlecznej, a ta z białej, do tej dodaliśmy glukozy, by łatwiej układać ją w plisy i falbanki. I choć ważą kilkanaście kilogramów, te wielkanocne jaja wykonano z czekolady, która zgodnie z belgijskimi przepisami musi zawierać co najmniej 35 procent kakao. To kolejny sekret wyjątkowego smaku belgijskich pralinek, ale również powód ich wysokiej ceny. Dwa lata temu przez problemy na plantacjach kakaowców ceny ziaren wzrosły pięciokrotnie. Za to teraz mamy problem z rosnącymi kosztami energii, które na pewno wpłyną na ceny czekolady. Za paczkę pralinek w Belgii tak jak w Polsce już trzeba zapłacić nawet 1/4 więcej niż jeszcze rok temu, ale w święta nikt nie potrafi odmówić sobie czekoladowych słodkości. Belgijscy producenci wypełniają je wyszukanymi nadzieniami, w tym roku przebojem jest matcha. Na Wielkanoc zawsze kupujemy najlepsze czekoladki, smaczniejsze i droższe niż te, które jemy na co dzień, a Bruksela to najlepsze miejsce na takie zakupy. Kurczaki i jajka z czekolady we wszystkich smakach i kolorach to u nas najlepsze świąteczne przysmaki. Zazwyczaj nie jem czekolady, ale w Wielkanoc pochłaniam ją kilogramami. Święta wielkanocne w Belgii nie bez powodu nazywane są czekoladowymi żniwami. Bardzo państwu dziękuję za wspólnie spędzony czas. Do życzeń spokojnych świąt wielkanocnych dołączę jeszcze zaproszenie na "Pytanie dnia", dziś gościem Mariusza Piekarskiego będzie doktor Michał Bilewicz z Uniwersytetu Warszawskiego, a jutro o 19:30 spotka się z państwem Zbigniew Łuczyński, do zobaczenia.