Nowy traktat. Polska i Wielka Brytania podpiszą pakt o bezpieczeństwie. Układ sił. Jakie są szanse na nową konstytucję proponowaną przez prezydenta? Miliardy na straż. Bedą dodatkowe pieniądze na doposażenie straży pożarnej. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. 27 maja Polska i Wielka Brytania podpiszą traktat o współpracy, a obronność będzie w nim priorytetem. To ważna informacja, zwłaszcza po decyzji Amerykanów o wycofaniu tysięcy żołnierzy z Niemiec. W Europie słychać obawy, czy sojusznicy opuszczą jedynie Niemcy, czy ją całą. A może przeciwnie - trafią na wschodnią flankę NATO? Polski premier pytany o taki scenariusz odpowiada, że sygnałów na razie nie ma. Co więc komunikuje kluczowy transatlantycki partner i na co pozwalają międzynarodowe porozumienia? Rząd zabiega, aby w Polsce stacjonowało jeszcze więcej amerykańskich żołnierzy. Rozmowy na ten temat prowadzone są z Pentagonem, ale premier i ministrowie zastrzegają: nic kosztem europejskiej solidarności. Od początku tego rządu żeśmy bardzo konsekwentnie zabiegali i będziemy zabiegać o maksymalną obecność sił amerykańskich w Polsce. W 4 bazach w Polsce stacjonuje dziś na stałe 360 żołnierzy służby czynnej oraz 10 tysięcy personelu rotacyjnego. Szefowie MON potwierdzają, że trwają negocjacje, aby było ich więcej. A ci, którzy tu są, byli tu na stałe. Niezależnie od tego, co dzieje się w innych państwach, z jaką liczebnością wojska tam stacjonują, Polska od dawna prowadzi takie rozmowy. Te słowa to nawiązanie do decyzji USA o wycofaniu wojsk z Niemiec. W największej amerykańskiej bazie w Europie w pobliżu Ramstein jest dziś 35 tysięcy amerykańskich żołnierzy. Część z nich ma być przeniesionych. Znacznie zmniejszymy liczbę żołnierzy, a mianowicie o znacznie więcej niż 5 tysięcy. Jednym z powodów tej decyzji ma być postawa Europy wobec wojny w Zatoce Perskiej. Widzieliśmy po stronie amerykańskiej rozczarowanie, jeżeli chodzi o europejskie reakcje na to, co dzieje się w Iranie. Ale jestem pewien, że Europejczycy zrozumieli te sygnały. Momentem ogłoszenia amerykańskiej decyzji jest zdziwiona szefowa unijnej dyplomacji. Od dawna mówi się o wycofaniu wojsk amerykańskich z Europy, ale oczywiście moment ogłoszenia tego jest zaskakujący. Myślę, że to pokazuje, że musimy naprawdę wzmocnić europejski filar NATO. Ale w podejmowanie tego typu decyzji na podstawie kaprysów nie wierzą specjaliści. Amerykanie robią przegląd regularny zagrożeń, a na tej podstawie następuje projekcja siły. To nie jest decyzja, która przez prezydenta została ogłoszona z powodu obrażania się na któregoś z liderów UE czy państw sojuszniczych. Przedstawiciele resortu obrony zapewniają, że sprawa relokacji wojsk nie wpłynie na stosunki między europejskimi sojusznikami. Zrobimy wszystko, żeby nie dochodziło do dezintegracji NATO, również od środka. Status amerykańskich żołnierzy w Polsce reguluje podpisana jeszcze w 2009 roku umowa SOFA. Ale wicepremier Kosiniak-Kamysz przestrzega, że nie ma umowy, która "gwarantowałaby coś na sto procent". W boju się sprawdzamy, w życiu się sprawdzamy. tym więcej będziemy mieć sojuszników. Bezpieczeństwo Polski mają wzmacniać umowy bilateralne. Dojdzie do podpisania traktatu między Polską a Wielką Brytanią. Będzie to traktat wzmacniający naszą współpracę w dziedzinie obronności, ale nie tylko. Podpisanie dokumentu 27 maja. Podobny traktat z Francją Polska podpisała 9 maja ubiegłego roku. Informacja o wycofaniu amerykańskich żołnierzy z Niemiec zbiega się ze spotkaniem Europejskiej Wspólnoty Politycznej w Armenii. Ze szczytu płynie jasny sygnał, że Europa i Stany Zjednoczone potrzebują siebie bardziej niż kiedykolwiek, a współpraca powinna być obowiązkiem. O czym przestrzegał obecny na szczycie w Erywaniu prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. To dźwięk ukraińskiego drona lecącego nad Moskwą. Ominął ponad sto rosyjskich systemów obrony przeciwlotniczej i eksplodował w luksusowej dzielnicy miasta. Uderzył w budynek w pobliżu ulicy Mosfilmowskiej. Nikt nie został ranny. Na miejscu pracują służby ratunkowe. Chodzi o ten ponad 50-piętrowy wieżowiec. Znajduje się pobliżu ambasad i rezydencji dyplomatycznych. Do tej pory żaden z ukraińskich bezzałogowców nie przedarł się tak daleko w głąb rosyjskiej stolicy. I żaden nie uderzył zaledwie 6 kilometrów od Kremla. To wiadomość dla Putina na 5 dni przed Dniem Zwycięstwa. Do tej pory był okazją, by pokazać potęgę militarną. W tym roku w obawie przed ukraińskimi bezzałogowcami na placu czerwonym sprzętu militarnego nie będzie. W obliczu tego zagrożenia terrorystycznego, podejmowane są oczywiście wszelkie środki, aby zminimalizować zagrożenie. Parada się odbędzie, choć w ograniczonej formie. By nie została zakłócona, Putin zaproponował nawet krótkie zawieszenie broni. Najprawdopodobniej jednostronne, bo Ukraina zamiast chwilowego, chce trwałego zaprzestania wymiany ognia. To bardzo wymowne - pokazuje, że nie są teraz silni. To lato będzie momentem, w którym Putin zdecyduje, co dalej, czy rozszerzyć wojnę, czy postawić na dyplomację. Musimy skłonić go do wyboru dyplomacji. O wsparciu dla Kijowa i bezpieczeństwie Europy mówiono dziś w Armenii podczas 8. szczytu Europejskiej Wspólnoty Politycznej. Sytuacja geopolityczna w Europie wiąże się z trwającą rosyjską wojną agresywną przeciwko Ukrainie, a konflikt na Bliskim Wschodzie pokazuje, że nasz kontynent potrzebuje 360-stopniowej wizji bezpieczeństwa. Prezydent Ukrainy odbył szereg spotkań dwustronnych. Między innymi z premierem Donaldem Tuskiem. Była mowa o zaplanowanej na czerwiec w Gdańsku konferencji o odbudowie Ukrainy. Bieżące wydatki kraju wesprze 90 miliardów euro unijnej pożyczki. Włączyć się w nią chce Wielka Brytania. Zapewni Ukrainie zdolności, których tak bardzo potrzebuje w 5. roku tego konfliktu. Pierwsza transza zostanie przeznaczona na zakup dronów. Integrujemy nasze przemysły obronne. Inwestujemy w ukraińską produkcję dronów. W Erywaniu przywódcy byli zgodni - Europa musi rozwijać swoje zdolności obronne, ale też dążyć do niezależności energetycznej. Oglądają państwo "19.30" w poniedziałek. Co jeszcze przynosi nowy tydzień? Problem dużej wagi. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie. Doświadczyłem tych efektów nie tylko ja, ale i osoby w moim otoczeniu. Zdrowie fizyczne i psychiczne dla chorych zupełnie się zmienia. Prezydencka propozycja zmian w Konstytucji i pytanie, czy nowe zasady też grałyby na prezydenta. Obowiązująca ustawa zasadnicza dzieli władzę na trzy - nie brakuje głosów, że potrzeba dyskusji nad jej doprecyzowaniem, jednak prezydent i znaczna część opozycji chce całkowicie nowej Konstytucji. Rządzący odpowiadają, że wystarczy przestrzegać obowiązującej i dopóki układ sił znacząco nie przechyli się na jedną ze stron, o zmianie nie ma mowy. To jest iluzja. Tak premier ocenia ten postulat prezydenta. Trzeba zmodernizować konstytucję z 1997 roku albo ją zmienić. Tak dalej być nie może, że władza w Polsce rozkłada się na dwa ośrodki. Przez blisko 30 lat to nie było problemem - odpowiada premier. Przy uczciwym czytaniu tej konstytucji można ustanowić dobre relacje przede wszystkim między rządem a prezydentem. Problemem według rządzących jest to, że Karol Nawrocki czyta Konstytucje po swojemu i widzi w niej zapisy, których nie ma. W efekcie daje sobie prawo do wybierania sędziów Trybunału Konstytucyjnego czy decydowania o polityce zagranicznej. Nie przepisy konstytucji są do zmiany, tylko często postawa, którą niektórzy prezentują, jest do zmiany. Tak naprawdę Nawrockiemu śni się władza ściśle prezydencka na wzór Trumpa. Ale to są marzenia, to nigdy nie wejdzie w życie. Bo prawica nie ma, i według sondaży po wyborach mieć nie będzie, dwóch trzecich w Sejmie, a ta do zmiany konstytucji jest niezbędna. Stąd takie komentarze. Nie dajmy z siebie zrobić frajerów. I słowa o zasłonie dymnej. To jest ucieczka do przodu Karola Nawrockiego. To jest pierwszy prezydent, który w tak krótkim czasie ma zaufanie społeczne poniżej 50 procent. To zaufanie, jak wynika z sondażu CBOS, od września spadło o blisko 10 punktów procentowych. Tu są tylko polityczne, politykierskie intencje. I według rządzących próba odwrócenia uwagi od takiego wsparcia największego sojusznika Putina w Europie, weta wobec SAFE czy ustawy o kryptowalutach. Prezydent wymyśla tematy, żeby odwrócić uwagę od tego, że swoje obowiązki wykonuje fatalnie, a Polacy oceniają to coraz gorzej. Dla prawicy prezydencka inicjatywa to przejaw troski o państwo. Zdecydowanie trzeba zmian, dlatego że dzisiaj mamy kilka elementów dobrych, ale bardzo dużo elementów dysfunkcjonalnych. Prezydent mówi o budowaniu porozumienia ponad podziałami. Dlatego właśnie powołałem dzisiaj korpus, fundament do spraw nowej konstytucji. Dziękuję państwu, że reprezentujecie państwo, różne środowiska. Według rządzących raczej jedno. W 10-osobowej radzie większość to osoby związane z PiS. Wśród nich były senator z ramienia tej partii, a obecnie członek Trybunału Stanu - Piotr Andrzejewski. Tu podczas obrony wybranej za czasów PiS prezes Sadu Najwyższego. Zdjąć togi i tam siąść, ogłaszam przerwę. Wśród osób, które prezydent powołał do zmieniania Konstytucji, także ta trójka o jawnie antyunijnych poglądach. To ich ostatnie wystąpienia. Za dekadę, dwie, rozważałbym wyjście z UE. Jeżeli ta Unia będzie taka, jaka jest, to powinniśmy z niej odejść. Nominację odebrała też była prezes Trybunału Konstytucyjnego. To jest moje odkrycie towarzyskie. Za której rządów wyroki były na rękę PiS i z PiS omawiane, jak wynika z tego fragmentu mailowej korespondencji Michała Dworczyka. Ja z panią Przyłębską nie będę dyskutował na temat ładu konstytucyjnego, bo czułbym się dość groteskowo. Ale według prezydenta to odpowiednia osoba do tego, by zmieniać ustrój. Kwitnące kasztany to podobno najbardziej wyraźny sygnał, że ruszają matury i fakt, że w tym roku w wielu miejscach jeszcze nie zakwitły, wcale z egzaminu dojrzałości nie zwalnia. Niemal 345 tysięcy maturzystów właśnie rozpoczęło najważniejszy egzamin i akurat w tym roku dane mają szczególne znaczenie, bo to rekordowa liczba absolwentów ze względu na kumulację roczników. Równo o 9:00 w całej Polsce zaczął się egzamin z języka polskiego. Cały wolny tydzień się uczyłam. Kanapeczki mamusia zrobiła, rano jeszcze trzeba było podjechać po długopisy do sklepu, bo zapomniałem. Ważny tyle, by zdać, 31% wystarczy. Do egzaminu przystąpił dziś także 17-letni piłkarz FC Porto Oskar Pietuszewski. Jestem wychowany tak, by tą maturę zdać, kariera przyspieszyła w niesamowitym tempie, ale szkołę trzeba zdać, nie wiadomo, jak dalej będzie. Egzamin miał trzy części: test "Język polski w użyciu", test historycznoliteracki i wypracowanie. Tegoroczne tematy to: "Wpływ pracy na człowieka i otaczającą go rzeczywistość" oraz "Kiedy dla człowieka jest ważne, jak postrzegają go inni?". Myślałam, że będzie gorzej, że będą "Dziady", z tego nie było nic, więc jestem zadowolona. A to największa matura w Polsce. Na egzamin Szkoły w Chmurze do Warszawy przyjechało 5000 osób. 8000 uczniów szkoły w chmurze podchodzi w tym roku do egzaminów maturalnych w Warszawie, Poznaniu i Kutnie. A w przyszłym roku wiemy, że będzie ich jeszcze więcej. Na napisanie były 4 godziny, ale niektórym wystarczyła jedna. Temat drugi, ale nie pamiętam, o czym on już był. Totalnie już mi wypadło z głowy. Podobno rodzice bardziej się denerwują niż dzieci? Na pewno ostatniego dnia. W tym roku stres potęguje rekordowa liczba przystępujących do egzaminu. Rok temu maturę zdawało prawie 260 tysięcy uczniów. Dziś niemal 90 tysięcy więcej. To efekt dawnych zmian w systemie edukacji i powrót tak zwanych dużych roczników. 12 lat temu edukację zaczęły dzieci z rocznika 2007 i 2008. Dziś to głównie oni decydują o swojej przyszłości. Uniwersytety zacierają ręce. Na pewno jest to z korzyścią dla uniwersytetów, bo będą mogły sobie lepiej poselekcjonować tych przyszłych studentów. Podobna sytuacja spotka maturzystów za rok. Za to za dwa lata będzie demograficzna zapaść. Dziś Międzynarodowy Dzień Strażaka i okazja, by z wielu miejsc popłynęły podziękowania za służbę, gotowość do niesienia pomocy i poświęcenie. Ale sami zainteresowani najczęściej właśnie na służbie i rzadko w świątecznym nastroju, jak strażacy z Gliwic, którzy przez wiele godzin walczyli z ogniem na terenie dawnej fabryki drutu. Święto czy nie, na akcję trzeba jechać. Tak jak tu, w Gliwicach, gdzie strażacy rozpoczęli swoje święto od walki z potężnym pożarem fabryki drutu. Ogień objął około 15 tysięcy metrów kwadratowych. Prowadzimy intensywne działania gaśnicze na trzech odcinkach bojowych. Nie ma osób poszkodowanych. Płonęły częściowo rozebrane hale. Paliło się nam gruzowisko wymieszane z materiałem palnym w postaci drewna konstrukcyjnego czy papy. Kolejna udana akcja. Można świętować. Czołem strażacy! Czołem, panie prezydencie! W międzynarodowym Dniu Strażaka były życzenia i słowa uznania od władz. Trzeba mieć ogromną odwagę, żeby każdego dnia poświęcać swoje życie i swoje zdrowie dla drugiego człowieka. Rocznie to kilkaset tysięcy wyjazdów na akcje. Statystycznie co minutę, wy, polscy strażacy, wyjeżdżacie na interwencje. To codzienna służba ponad 30 tysięcy strażaków zawodowych i 700 tysięcy ochotników. Bez strażaków ochotników, bez strażaków zawodowców, nie ma obrony cywilnej. Jesteście jej fundamentem, stanowicie jej trzon. Bo gaszenie pożarów to tylko część służby. Strażacy walczą z kataklizmami jak powodzie czy wichury, ratują ofiary wypadków. Poza miastami to właśnie ochotnicze straże są najbliżej zdarzeń i docierają do poszkodowanych jako pierwsi. Strażacy państwowi mogą na nas liczyć o każdej porze dnia i nocy i naprawdę robimy dobrą robotę. Polscy strażacy zbudowali też sobie renomę na świecie. Gasili pożary lasów w Szwecji i Grecji, a trzy lata temu ratowali ludzi w dotkniętej trzęsieniem ziemi Turcji. Ogrom zniszczeń, ogrom cierpienia ludzkiego, gdzie ludzie potracili dobytek całego życia. Tam się zawaliło całe miasto wielkości Zgierza, dlatego tego się nie da zapomnieć. Strażacy są świetnie wyszkoleni i coraz lepiej wyposażeni. W najbliższych latach trafi do nich 2,5 miliarda złotych. Te środki pozwolą na budowę 80 nowych strażnic, remont 70, na zakup najnowocześniejszego sprzętu, w tym dronów i kamer termowizyjnych. I najważniejsze, by powrotów z akcji było tyle samo, co wyjazdów. W centrum Lipska w Niemczech kierowca wjechał samochodem w tłum pieszych. Zginęła co najmniej jedna osoba, 25 zostało poszkodowanych. Sprawca został zatrzymany. Według relacji mediów rozpędzony SUV wjechał w grupę ludzi na pełnej sklepów handlowej arterii wyłączonej z ruchu samochodów. Początkowo kierowca samochodu próbował uciekać, ale został zatrzymany przez policję. Nie wiadomo na razie, dlaczego kierowca wjechał w tłum, czy był to wypadek, czy działanie celowe. Atak w okolicy poznańskich Term Maltańskich. Po kilkunastu godzinach poszukiwań policjantom udało się schwytać mężczyznę, który wczoraj w trakcie awantury na terenie ogródków działkowych maczetą zaatakował dwóch innych mężczyzn. Obaj trafili do szpitala. Był późny wieczór, gdy na tym poznańskim osiedlu przy jeziorze Maltańskim rozegrały się sceny jak z horroru. Dwóch mężczyzn zostało zaatakowanych dużym nożem albo maczetą. Życiu ofiar nie zagraża niebezpieczeństwo. Od wczoraj pozostają pod opieką lekarzy. Do naszego szpitala trafił pacjent z otwartym złamaniem ręki w okolicy łokcia. Jak ustalili mundurowi, sprawca i jego ofiary znali się. Miało dojść między nimi do kłótni. Poszkodowani nie byli dla policji anonimowi. Byli wcześniej notowani za różne występki. Sprawca uciekł, a ranni, co ciekawe, nie chcieli współpracować z policją. To jest jakaś prywatna sprawa między ofiarami a napastnikami i te ofiary doskonale wiedzą, dlaczego taka sytuacja miała miejsce. Na likwidowanym osiedlu, gdzie zostało już tylko kilkadziesiąt rodzin, od dawna ma być niebezpiecznie. My się boimy. Kilka miesięcy temu nieznani sprawcy spalili samochód pana Jerzego. Szajki ludzi, mieszkają po jakiś namiotach, opuszczonych budynkach, no najgorszy element. Nożownik został zatrzymany dziś po południu przez policję, ale lęk mieszkańców pozostał. Mama się boi chodzić tutaj przez park, bo się coś dzieje. Krwawy finał miała też majówka we Włocławku. 38-latek ranił nożem kuchennym 6 lat starszą kobietę. Oboje byli pijani. Dramat rozegrał się po koncercie w okolicach rynku. Za sprawcą ruszyło dwóch znajomych poszkodowanej. Mężczyźni dobiegli do sprawcy, zaczęli go bić, a także, używając noża, ranili mężczyznę. Jeden z nich został zatrzymany. Kobieta w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Lekarze zajmują się też napastnikiem, którego pilnuje policja. Pisklęta nurogęsi, które trafiły pod opiekę ptasiego azylu warszawskiego zoo, mają nową rodzinę. Wędrówki tych ptaków do Wisły w Warszawie urosły do rangi symbolu, ale to wyjątkowo trudna przeprawa. Pisklęta straciły matkę w Łazienkach Królewskich, ale znalazły nową - zapracowaną, otoczoną młodymi, ale wciąż gotową wziąć pod swoje skrzydła kolejne. To moment, w którym 10 osieroconych pisklaków dołącza do 10 innych i zastępczej matki. Niezwykle wzruszająca chwila. Łatwo jednak nie było. do akcji wkroczyli wolontariusze i zarząd zieleni warszawskiej. Miedzy różnymi kajakarzami, między driftującymi motorówkami, udało nam się śledzić naszą nurogęś i po praskiej stronie przeprowadzić adopcję. Ta historia zaczęła się w sobotę, kiedy w Łazienkach Królewskich nurogęś z pisklętami weszła do stawu, by przedostać się do Wisły. Matkę pożarła ryba. Najpewniej sum. Sumy są tutaj właściwie od zawsze. Tak samo jak karpie, które w XVIII wieku zostały wpuszczone na prośbę Stanisława Augusta. Jest to gatunek, który jest tu historycznie, ale również jest naszym krajowym gatunkiem. To, że sum pożarł nurogęś, nie jest niczym wyjątkowym. Jednak tych ptaków w stolicy jest zaledwie kilka, dlatego podjęto walkę o pisklaki. Bez matki nie mają szansy przeżycia, więc jeśli byśmy nie podjęli tych działań, to ta dziesiątka pisklaków, która została przez nas odłowiona i przekazana do ptasiego azylu, na pewno by nie przeżyła. Teraz mają spore szanse na przeżycie. Samicy po usłyszeniu pisku od razu uruchomił się instynkt macierzyński, dodatkowa gromadka mogła zostać z sukcesem dołączona. Małe nurogęsi mają teraz nową rodzinę, a matce rodzinka powiększyła się o 10 dodatkowych piskląt. Nurogęsi wbrew nazwie są kaczkami. Wykluwają się w dziuplach w Łazienkach Królewskich. Później matka prowadzi je do Wisły. Żeby się tam dostać, muszą przejść przez ruchliwą Czerniakowską. Kiedyś ginęły pod kołami, dziś mają za sprzymierzeńców sztab ludzi. Wśród nich pana Jacka. Wolontariusza, który jak kilkadziesiąt innych osób wiosną patroluje miejsca lęgów. Gdy tylko zauważą młode z matkami, trasa wędrówki jest zabezpieczana, a ruch - wstrzymywany. Fantastyczna, wzruszająca akcja, czasami po prostu łzy idą, jak się uda, przejdą te gęsi, pisklaki niewielką szanse by miały, żeby przejść, no to co fajniejszego można zrobić dla przyrody. Mocna reprezentacja, specjalna trasa i jedyny taki repertuar - po 16 latach przerwy Zespół Ludowy Pieśni i Tańca "Mazowsze" wrócił za ocean. O kulisach wyjątkowego amerykańskiego tournee. Po 16 latach Mazowsze wróciło do Ameryki w potężnym składzie. 194 osoby, w tym ponad 150 artystów, przyleciało na tournee, by wystąpić w Waszyngtonie, słynnym Kennedy Center, w Nowym Jorku, Toronto i Chicago. Polonia, myślę, że odczuwa bardziej to pragnienie zobaczenia folkloru. Oni tęsknią za tym, to jest dla nich tęsknota za domem, za ojczyną. Oprócz swojego standardowego programu, Mazowsze przygotowało na tę trasę specjalny medley złożony z musicalowych standardów. My pobudzamy nie tylko Polonię i Polaków, i potomków tych Polaków, ale my pobudzamy również tam, gdzie jedziemy, miejscową społeczność, która mówi, a należy się zastanowić, jak ważne jest nasze dziedzictwo, jak ważne jest to, co tworzyliśmy kiedyś, skąd jesteśmy. W wielu miejscach na trasie udało nam się podejrzeć ogromną logistykę tych koncertów i próby artystów, którzy dawali z siebie naprawdę wszystko. Od ponad 75 lat po świecie jeżdżą kostiumy, tylko zmieniają się artyści, natomiast choreografia, kostiumów, rysunków i elementów zostaje. Właśnie to jest ten fenomen. Tysiące ludzi obejrzało w USA i Kanadzie koncerty legendarnego zespołu ludowego, który za dwa lata będzie obchodził 80-lecie istnienia. Więc wszyscy mamy nadzieję, że znowu wybiorą się za ocean. Choć otyłość dotyczy co czwartej osoby w Polsce, z profesjonalnego leczenia pod opieką specjalistów korzysta zaledwie kilka procent z nich. Wielu przed rozpoczęciem leczenia powstrzymuje brak dostępu do specjalisty, ale też obawy związane z terapią, często podszyte niesprawdzonymi informacjami. O faktach i mitach w leczeniu otyłości. Michał Bonarowski jeszcze niedawno ważył dwa razy więcej. Jest po operacji bariatrycznej, ale stosuje też farmakoterapię, żeby uniknąć nawrotu otyłości. Jest coś, co szczególnie pomaga mu utrzymać masę ciała. Likwidacja takiego food noise'u, czyli szumu informacyjnego, który cały czas w głowie nakazuje nam myśleć o jedzeniu. Marek Popiński od lat bezskutecznie próbował pokonać otyłość dietami, ale obawiał się terapii lekami. Czy te leki nie mają skutków ubocznych, czy nie dojdzie do uszkodzenia organów wewnętrznych. W internecie pełno jest informacji o chorobach trzustki, tarczycy, utracie wzroku, mięśni czy zniekształceniu twarzy przy stosowaniu leków na otyłość. Do lekarzy często trafiają pacjenci rozczarowani brakiem efektów po stosowaniu terapii na własną rękę. Ona nie działa dlatego, że zbyt gwałtownie zwiększano dawki leków, doszło do ogłuszenia receptorów, dlatego terapia powinna być prowadzona w sposób profesjonalny. Leki nie mogą być traktowane jak sposób na szybką utratę masy ciała na specjalną okazję. Raz rozpoczęta terapia trwa latami, czasem całe życie. Zbyt szybka redukcja masy ciała bez wsparcia dietetycznego i aktywności fizycznej może powodować, że ten pacjent wygląda źle, tzw. ozempic face. Faktem z kolei jest, że redukcja masy ciała nawet o 10% to zmniejszenie ryzyka udaru, zawału, cukrzycy i zwiększenie długości życia. Szpital Czerniakowski w Warszawie organizuje sympozja dla lekarzy różnych specjalności, żeby mogli aktualizować wiedzę dotyczącą leczenia otyłości. Jest bardzo dużo mitów wśród pacjentów i lekarzy, więc powinniśmy się wyposażać w narzędzia, żeby z tym walczyć. Polskie dzieci tyją najszybciej w Europie, więc będzie to populacja zmagająca się z chorobą otyłościową i jej powikłaniami w przyszłości. Z profesjonalnego leczenia korzysta w Polsce najwyżej 5% z 9 milionów osób z otyłością. Pan Marek jest pewien, że zdecydowałby się na terapię wcześniej, gdyby wiedział, jak poprawi to stan jego zdrowia. W moim przypadku utrata wagi, wyrównanie ciśnienia plus samopoczucie, więcej energii mam. Doświadczyłem tych efektów nie tylko ja, ale i osoby w moim otoczeniu i widzę, jak bardzo zmieniło się ich życie, więc dlaczego miałbym się opierać przed poprawą swojego stanu zdrowia? Ja już bardzo państwu dziękuję. Za chwilę Justyna Dobrosz-Oracz zaprosi państwa na Pytanie dnia i rozmowę z ministrą edukacji narodowej Barbarą Nowacką, spokojnego wieczoru.