Specustawa powodziowa podpisana - miliard złotych dla poszkodowanych firm. Wniosek o areszt dla Janusza Palikota - były polityk nie przyznaje się do winy. Iga zmienia trenera - tenisistka rozstaje się z Tomaszem Wiktorowskim. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór, zaczynamy "19.30". Jest prezydencki podpis pod specustawą powodziową. Przepisy dziś rano opublikowano w Dzienniku Ustaw - w życie wejdą już jutro. To pomocowy pakiet ze wsparciem dla poszkodowanych rodzin, przedsiębiorców czy szkół. W miejscach dotkniętych żywiołem trwa szacowanie strat. No jest ciężko, jak po wojnie, można powiedzieć. Wronki w gminie Lewin Brzeski w 90% znalazły się pod wodą. W domu Anny Solarz było półtora metra wody. Udało im się przywrócić prąd, śpią na pierwszym piętrze. Ale wiele domów nie nadaje się do użytku. Lewin Brzeski szkody szacuje na 190 mln zł. Ale suma nie uwzględnia strat mieszkańców i przedsiębiorców. Wsparciem ma być specustawa powodziowa, którą bez poprawek przyjął wczoraj Senat. Ustawa została podpisana przez prezydenta kilka godzin po jej przekazaniu przez marszałka Hołownię. Rządowa specustawa zakłada wsparcie osób fizycznych, gmin i przedsiębiorców. Koszt rozwiązań to 6,5 mld zł w ciągu 10 lat. Kwestie np. urlopu pomocowego, jeśli ktoś naprawia, sprząta własną nieruchomość. To jest także dodatek dla dzieci szkolnych. Pracownikom na terenach powodziowych przysługuje do 8 dni urlopu na żądanie, możliwość obniżenia wymiaru czasu pracy oraz 20 dni zwolnienia na usuwanie skutków powodzi. Do miliona złotych może uzyskać poszkodowana firma. Przedsiębiorcy wnioski muszą złożyć w ZUS-ie. Pierwszy sposób to jest ilość osób ubezpieczonych w państwa firmie razy kwota 16 tys. I to da sumę do wypłaty. Druga kwota, którą można wskazać, to jest 75% średniomiesięcznego przychodu za ubiegły rok. Wsparcie otrzymają też posiadacze kredytów hipotecznych na mieszkanie lub dom zniszczone przez powódź. Raty przez rok będą umorzone. Spłaci je Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Powodzianie oprócz 10 tys. zł doraźnej pomocy otrzymają do 100 tys. na remont i do 200 tys. na odbudowę. Dodatkowe środki na remont domów zapowiada minister funduszy. 300 mln to już wiemy, że na pewno mamy takie środki w ramach specjalnej puli programu, które nazywa się Czyste Powietrze. na ocieplenie domów, termomodernizację, wymianę źródeł ciepła. Resort cyfryzacji z kolei zapowiada przywrócenie zniszczonej sieci telekomunikacyjnej. Będziemy również przekazywali laptopy dla powodzian, przede wszystkim dla szkół. Szkoły natomiast będą je mogły przekazywać również dzieciom, rodzicom. Specustawa przewiduje dodatki - 1000 złotych dla uczniów oraz 1000 zł na energię lub paliwo potrzebne do osuszenia domu. Polska wykorzysta też 5 mld euro z unijnego funduszu spójności na odbudowę po powodzi. Pieniędzy w budżecie szuka też rząd. Przygotowani jesteśmy, jeżeli by była taka konieczność, jak mówił minister Domański, na nowelizację budżetu tegorocznego i dokonanie zmiany również w budżecie przyszłorocznym. Na terenach powodziowych trwa walka z czasem przed nadejściem zimy. Nie wiem, czy nie lepiej się stąd w ogóle wyprowadzić, bo jednak wydaje mi się, że to będzie zalewało. Chyba że zrobią taki zbiornik jak w Raciborzu. To może to coś da, albo umocnią wały. Plan odbudowy terenów dotkniętych przez powódź rząd ma opracować wspólnie z samorządami. Są prokuratorskie zarzuty i wniosek o areszt dla Janusza Palikota. Zdaniem śledczych chodzi o oszustwa na kwotę ponad 70 mln złotych. Daniel Chaliński z nami. Danielu, co wiadomo o tej sprawie i jak bardzo przypomina głośne piramidy finansowe sprzed lat? Wiadomo coraz więcej. Prokuratura mówi wprost: były poseł oszukał ludzi, których namawiał do inwestycji w swoją firmę. A to właśnie - czarno na białym - daje obraz piramidy finansowej. Scenariusz działania np. podobny do oszustwa w aferze Amber Gold. Po prostu dajemy się nabrać. A ekonomiści łapią się za głowę i pytają, kto wierzy w takie nadzwyczajne zyski. Janusz Palikot szybko do swojego biznesu nie wróci, bo prokuratura wnioskuje o areszt dla byłego polityka. Grozić mu może nawet do 20 lat pozbawienia wolności. Przedstawiono mu 8 zarzutów. Jeden zarzut dotyczy przywłaszczenia, natomiast pozostałe 7 dotyczy podejrzenia popełnienia oszustwa. W całej tej sprawie jest ponad 5 tys. poszkodowanych. Zarzuty usłyszeli także współpracownicy, którzy byli prezesami w spółkach grupy kapitałowej Palikota. Jego obrońca przekazał, że biznesmen nie przyznaje się do winy. Mamy do czynienia z zupełnie niepotrzebną wstawką medialną, która jest troszeczkę zakrawająca na typ działalności jeszcze ministra Ziobro, a nie nowoczesnym państwem prawa. W całej tej sprawie chodzi o pieniądze - oszustwo może sięgać 70 milionów złotych. Biznesmen wspólnie z inwestorami zaciągał pożyczki m.in. na browar i wytwórnię wódki. Janusz Palikot miał zachęcać inwestorów i przekonywać o dobrej sytuacji finansowej w jego spółkach. Dziś jednak wiemy, że całkowite zadłużenie może przekraczać ponad 300 mln zł. Współpraca z Januszem Palikotem zaczęła się w 2021 roku. Ujawnianie fakty o ciemnej stronie alkoholowego biznesu Palikota nie dotyczą tylko inwestorów, ale i klientów. Dominik Maj w 2021 roku kupił od Janusza Palikota dwie beczki alkoholu za 12 tys. zł. Beczki do dziś nie zostały dostarczone, a kontakt z byłym politykiem się urwał. To tak jakbym poszedł do salonu samochodowego, kupił samochód i nagle diler by powiedział, że nie ma samochodu ani pieniędzy. Tylko tu jest taka sytuacja, że w tym przypadku byłaby jakaś informacja zwrotna od tego dilera. Dominik Maj zatrudnił prawników i nie wykluczone, że to może oznaczać kolejne kłopoty Palikota. A cała ta sytuacja - według ekonomistów - przypomina jedno. Piramidę finansową. Od dużej grupy osób pobiera się pieniądze po to, żeby pokazać innym, jakie to jest zyskowne, i żeby jeszcze więcej ludzi kusić, ale ze świadomością, że koniec końców wszystkim się nie wypłaci. Przykładów takich piramid finansowych mieliśmy w kraju sporo - najsłynniejsza to ta dotycząca Amber Gold, gdzie oszukano ponad 18 tys. klientów na ponad 850 mln złotych. Często kuszeni wysokim zyskiem, inwestując, zapominamy, że jest to powiązane z wysokim ryzykiem. Im silniejsza potrzeba, tym silniejsze emocje, a niestety emocje silne mają to, że zniekształcają, utrudniają nam dokonania realnej oceny ryzyka inwestycji. Mimo że co jakiś czas ujawniania jest kolejna piramida finansowa, to i tak są niektórzy, co się na nią nabierają. Wpływ na to mają np. celebryci, którzy zachęcają do wpłat. Kolejnym przykładem oszustwa inwestycyjnego jest sprawa GetingBanku czy tzw. Wojtka z Zanzibaru, który pieniądze inwestorów przeznaczał na budowę luksusowej sieci hoteli i domów. Problem polega na tym, że mamy jako naród stosunkowo niską świadomość ekonomiczną i finansową, nazywamy to tak ładnie - inteligencją finansową. Proszę mi wybaczyć, ale trochę nam brakuje inteligencji i wyobraźni finansowej. Dlatego, aby to zmienić, potrzebna jest świadomość i edukacja - chociażby w szkołach. Oglądają państwo piątkowe wydanie "19.30", za chwilę u nas raport z Bliskiego Wschodu, a potem także... Domy pomocy - bez pomocy. Pytanie, co dalej, gdzie mają żyć? Pensje, które są w domach pomocy, są na poziomie najniższej krajowej. Szanse wyleczenia. Każdy miesiąc tu waży o naszym życiu. 75% pacjentów można zaproponować leczenie oszczędzające. Działania Iranu są legalne, to minimalna kara dla Izraela, jesteśmy gotowi na więcej - mówi najwyższy przywódca Iranu w pierwszym od 5 lat publicznie wygłoszonym kazaniu i wzywa sojuszników, by stanęli przeciwko USA. Na Bliskim Wschodzie wrze. Nowy przywódca Hezbollahu stał się celem dla Izraela, a po ostatnich atakach jego los nie jest znany. Raport ostatnich godzin ma dla państwa Anna Kowalska. Mamy kolejne niespodzianki. As w rękawie Izraela oznacza, że konflikt niebawem może wejść kolejną fazę, ale każdy zbyt ostry ruch izraelskiej armii na terenie Libanu wobec Hezbollahu może oznaczać konflikt totalny, bo wróg nie śpi cały czas swoje wsparcie dla Hoessa Lachu podkreśla najbardziej niebezpiecznych gracz w regionie, czyli Iran o czym właśnie otwarcie mówił dzisiaj najwyższy przywódca tego kraju tutaj na północy Izraela wszyscy, którzy Eksplozje... ...i unoszące się nad miastem kłęby dymu. Tak od dwóch tygodni wygląda codzienność mieszkańców Bejrutu. Uciekliśmy przed ostrzałem, nie chcemy umierać. Izrael mówi, że trafia w cele terrorystów. W jednym z nocnych ostrzałów zginąć miał nowy przywódca Hezbollahu Haszim Safi ad-Din. Izrael zapowiada, że operacja będzie kontynuowana, dopóki nie zniknie cały arsenał wojenny Hezbollahu. Nie pozwolimy, aby Hezbollah osiedlił się w tych miejscach w przyszłości. Poważne ataki są wymierzone w Hezbollah w Bejrucie, w południowym Libanie, i będą kontynuowane. Ale pod izraelskimi bombami giną nie tylko terroryści, w ciągu ostatnich 24 godzin w Libanie życie stracić miało co najmniej 37 osób. Tel Awiw ostrzelał także drogę ucieczki Libańczyków w stronę Syrii, mówiąc, że służyła do przemytu broni przez Hezbollah. W Izraelu mieszkańcy północy uważają, że wszystkie sposoby są dobre, by zatrzymać Hezbollah. Ci mieszkający przy niebieskiej linii, czyli przebiegającej na tej górze granicy z Libanem, już dawno swoje domy opuścili. Ci, którzy mieszkają kilkanaście kilometrów stąd, przygotowują się na najgorsze. Zarówno w Gazie, jak i w Libanie mogli stworzyć normalny kraj. Ale tego nie zrobili. To oni zaczęli. Musimy wreszcie z tym skończyć raz na zawsze. W Akce całe rodziny mieszkają w takich jak ten schronach, bo syreny wyją tu w zasadzie bez przerwy. Hezbollah codziennie wystrzeliwuje w tym kierunku setki pocisków. Jesteśmy tu od dwóch tygodni. Nie chcemy, żeby nasze dzieci się bały. Dlatego tu śpimy. Inaczej będą miały traumę do końca życia. Miasto wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jest opustoszałe. A w ratuszu od roku nieprzerwanie spotyka się gabinet wojenny. Na razie ten stół jest pusty, bo wszystkie rakiety udaje się przechwycić. Ale jeśli tylko dojdzie do wojny, będziemy gotowi. Bo władze obawiają się otwartej wojny z Hezbollahem i w pokoju kontrolnym 24 godziny na dobę obserwują całe miasto. Czujnym oczom służb nie umknie żadna zbliżająca się w kierunku Akki rakieta. Ani żaden potencjalny intruz. Jesteśmy silni, mamy silną armię i podniesioną do góry głowę. Zrobimy wszystko, co w naszej mocy, aby jak najszybciej skończyć z Hezbollahem. W "19.30" teraz mapa walk w Ukrainie, czyli Wuhłedar w rosyjskich rękach i coraz większe zagrożenie dla Pokrowska - strategicznego węzła w Donbasie. Prezydent Zełeński ostrzega, że październik to czas decyzji, a szef NATO w Kijowie apeluje, by go nie tracić i umożliwić Ukrainie użycie broni dalekiego zasięgu na terytorium Rosji. Wojna im nie przeszkodziła. Ani ta w Ukrainie, ani ta na Bliskim Wschodzie. 30 tys. Żydów przyjechało do Humania, by świętować tu żydowski Nowy Rok. Przyjeżdżam tu co roku, ponieważ to miejsce jest magiczne. Ale przecież w Ukrainie toczy się wojna. W Izraelu też jest wojna. Linia frontu przebiega zaledwie 400 km dalej. Ale to nie na południu, a na wschodzie toczą się najkrwawsze walki. 3 dni temu - po ponad 2 latach szturmów - rosyjskie wojska wdarły się do centrum Wuhłedaru. Wcześniej miasto było intensywnie bombardowane. To jedno z ostatnich nagrań - ze zrzutu potężnej jednotonowej rosyjskiej bomby. Mimo poniesieniu wielu strat w długotrwałych walkach wróg nie zrezygnował z prób zdobycia Wuhłedaru. By zachować ludzi i sprzęt, dowództwo wydało zgodę na ich wycofanie. Dla ukraińskiej armii miasto jest symbolem zwycięskich walk z Rosjanami. Według zachodnich ekspertów stracili tutaj ponad tysiąc czołgów, wozów bojowych i dział. Ze względu na położenie miało też strategiczne znaczenie. Jego utrata otworzyła rosyjskim wojskom drogę na Pokrowsk - to logistyczny węzeł sił ukraińskich w Donbasie. Wojna trwa już długo i ludzie są coraz bardziej zmęczeni. To jest najtrudniejsze. Zmęczeni ludzie. Ze wsparciem dla Kijowa zaledwie 48 godzin po przejęciu przywództwa NATO przybył Mark Rutte. Wezwał członków Sojuszu do umożliwienia Ukrainie atakowania celów bronią dalekiego zasięgu na terytorium Rosji. Ukraina ma oczywiście prawo do samoobrony, a prawo międzynarodowe jest tutaj po stronie Ukrainy i nie kończy się na granicy. A Rosja prowadzi nielegalną wojnę. Za tydzień w Niemczech Wołodymyr Zełenski będzie omawiał z państwami Zachodu dalsze działania, w tym ukraiński plan zwycięstwa. Wczoraj Biały Dom po raz pierwszy stwierdził, że zawiera on szereg produktywnych kroków. I weźmie go pod uwagę. "Nasza sytuacja jest dramatyczna, grozi nam zamknięcie" - apelują domy pomocy społecznej w całej Polsce. Pieniędzy brakuje właściwie na wszystko, a na szczycie listy są podstawowe potrzeby - jedzenie, rachunki czy pensje. Dotacje na nowych zasadach to poważny problem dla wielu placówek i poważne pytanie o przyszłość ich podopiecznych. Przeżyli wiele. Dla siebie są jak rodzina. Jest taka Ewa Gerono, jest Jasiu Świątek. Dużo osób mam takich zaprzyjaźnionych. Pani Urszula od 30 lat jest podopieczną schroniska niepełnosprawnych w Radwanowicach. To jej jedyny dom, który może stracić. Nie wyobrażam sobie, że będę w stanie im powiedzieć, że nie mamy środków dla nich, bo pytanie, co dalej, gdzie mają żyć? Schronisko jest w krytycznej sytuacji. Brakuje pieniędzy na jedzenie, rachunki i wypłaty dla pracowników. To wynik zmniejszonej dotacji. Placówka w tym roku dostaje o 560 zł mniej na mieszkańca. Chodzi o podopiecznych przyjętych przed 2004 rokiem. Osoby na starych zasadach będą mieć jeden posiłek dziennie, a osoby na nowych zasadach będą mieć 4 posiłki dziennie? Bo do tego to zmierza. Nowe zasady - czyli osoby przyjęte po 2004 - dotuje gmina na podstawie średniej utrzymania, którą ustala sam ośrodek. Wszystko powiększone jest o inflację. Dopłaca również sam podopieczny - 70% swojego dochodu, i jego rodzina. Stare zasady dotuje rząd i mieszkaniec. Jest określona kwota na każdy powiat - i tu jest problem. Osoby na nowych zasadach sponsorowały osoby na starych zasadach. A przy zmniejszonej dotacji stało się to niemożliwe. Dług sięga już ponad 0,5 mln zł. Źle jest również w Konarach, gdzie w DPS-ie każdego miesiąca brakuje 17 tys. złotych. Środków szukają władze Małopolski. Pracujemy nad tym, by wskazać, gdzie te środki niewykorzystane są, i żeby je przesunąć na domy pomocy społecznej. W Polsce działa około 800 DPS-ów - pytania, jak przeżyć, stały się codziennością. Ono jest naprawdę przerażające, że nie potrafimy tak sobie zorganizować tego państwa, żeby nie było pytań, co zrobić ze starymi i bezradnymi ludźmi. O krytycznej sytuacji finansowej alarmowano już w marcu. Tak naprawdę pensje w DPS-ach są na poziomie najniższej i to, wydaje mi się, wymaga pilnej regulacji. Regulacji, która jest niezbędna. Pytamy resort polityki społecznej o zmiany. Jest ustawa o finansach, która zwiększa budżety samorządów, bo wiemy, jak przez te ostatnie lata budżety był drenowane, więc samorządy również nie miały środków na domy pomocy społecznej. Politycy opozycji komentują. Powinni szczególnie zwrócić uwagę na sposób finansowania DPS-ów, nie zrzucając tego tylko na rodziny czy tylko na samorządy. Bez względu na partię - bez pomocy oni stracą dom i zostaną sami. Skazani na zapomnienie. -Wyobraża sobie pani życie bez tego miejsca? - Nie. Są nowe zasady sprzedaży polskiego drewna, a z nimi zaostrzone kontrole i powrót certyfikatów. Eksport cennego surowca ma się mniej opłacać, zmiany mają wspierać lokalnych nabywców. Branża dostrzega ich dobre strony, ale pojawiają się pytają o wzrost cen drewna. Drewno z Polski pod szczególnym nadzorem. Nadal będzie mogło iść na eksport, ale firmom, które sprzedają je za granicę, ma się to mniej opłacać. Drewno na potrzeby eksportu będzie nabyć dużo trudniej, a co więcej, trzeba będzie też więcej za takie drewno zapłacić. Resort klimatu i Lasy Państwowe ogłosiły właśnie nowe zasady sprzedaży surowca. Będą obowiązywały przez dwa kolejne lata. Premiowani będą nabywcy lokalni, którzy zadeklarują, że kupione drewno będzie przerabiane w kraju. Im bliżej miejsca ścięcia drzewa będzie zakład, tym lepszą cenę będzie mógł dostać, zamawiając je w Lasach Państwowych. Kierowaliśmy się przede wszystkim zasadą transparentności procesu, ograniczeniem eksportu nieprzerobionego drewna poza granicę europejską. To dlatego, że firmy kupujące polskie drewno w dużej części odsprzedają je za granicę, m.in. do Chin. Z deklaracji składanych przez przedsiębiorców wynika, że jest to, uwaga, jedyne 15 tys. m3, jednak kiedy spojrzymy na dane GUS-u dotyczące eksportu drewna, można stwierdzić, że ilość drewna eksportowanego z Polski przekracza milion metrów sześciennych. To prawie 3% rocznej produkcji drewna w Polsce. Dlatego jego nabywcy będą musieli zadeklarować, że zgadzają się na ewentualną kontrolę. Na tej podstawie będziemy, zarówno Lasy Państwowe, poszczególne nadleśnictwa, ale też administracja skarbowa, będziemy mogli dokonać kontroli. Jeśli kontrola wykaże, że drewno jednak wyjechało z kraju, nabywca straci możliwość kupowania surowca od Lasów Państwowych na 2 lata. Właścicielka tartaku w Imielinie na Górnym Śląsku tego się nie obawia. Nie odsprzedajemy drewna, wszystko wykorzystujemy na cele budowlane, budujemy również domy szkieletowe, także na własne cele. Dla klientów na opakowania. Jest natomiast niepokój, czy nowe zasady nie spowodują, że drewno podrożeje. Na portalu zakupowym będziemy podbijać sobie ceny. To, co cieszy i leśników, i przetwórców drewna, to to, że przywrócony został certyfikat FSC. Oznacza on, że drewno zostało pozyskane z poszanowaniem zasad ochrony przyrody. Poprzednie władze Lasów Państwowych zrezygnowały z certyfikatów. Wtedy ta produkcja nasza stanęła pod dużym znakiem zapytania. Zwłaszcza w perspektywie takiej długoplanowej. My w tym okresie zaczęliśmy korzystać z naszych zapasów, jeżeli chodzi o drewno, certyfikowane drewno FSC. Bo wielu klientom kupującym gotowe wyroby na takim certyfikacie zależy. Branża drzewna w Polsce wypracowuje ponad 2,5% PKB. Jest jedną z chorób onkologicznych, w których jest najwięcej możliwości dobrania skutecznej terapii, a ostatnie lata to wręcz kosmiczny przełom. Raka piersi można leczyć skutecznie, ale wciąż co trzecia pacjentka zgłasza się za późno. O znaczeniu badań profilaktycznych, gdy liczy się dosłownie każdy dzień. Joanna Pieczyńska, z zawodu dentystka, dwa tygodnie temu przeszła operację raka piersi. Wyczuła u siebie niewielką zmianę. Jest szczególnie wrażliwa, bo jej mama niedawno chorowała na raka piersi. Biorąc pod uwagę, że się regularnie badam, biorąc pod uwagę, jaki tryb życia prowadzę, jak się odżywiam, jak uprawiam sport, było to dla mnie mega zaskoczenie. To oddział chirurgii onkologicznej w warszawskim Szpitalu Czerniakowskim. Średnio terminy od rozpoznania do operacji usunięcia raka piersi to 3 tygodnie, zgodnie ze standardami karty DILO. Jeśli nowotwór jest wykryty i operowany w krótkim czasie, w 80% przypadków można zachować pierś. Jeszcze kilkanaście lat temu było to rzadkością. Na szczęście jest coraz więcej wczesnych raków piersi, dzięki temu możemy zaproponować leczenie oszczędzające, dzięki temu pacjent jest wyleczony prawie w 100%. W Polsce wzrasta liczba kobiet z wykrytym rakiem piersi. 30 lat temu było 5000 rocznie, dziś jest nawet pięciokrotnie więcej. Chorują coraz młodsze kobiety, a wśród przyczyn często wskazuje się na stres. Ale wciąż na badania profilaktyczne zgłasza się mało, bo zaledwie 1/3 zaproszonych kobiet. Spotykam się nawet wśród moich pacjentek czasami z takim podejściem, że lepiej nie wiedzieć, dopóki się nie będę badać, to nie będę wiedziała. Witam państwa w "Pytaniu na śniadanie". Joanna Górska, prezenterka telewizyjna, usłyszała diagnozę 7 lat temu. Za wszelką cenę szukała dla siebie ratunku, choć w tym czasie nie było wielu możliwości leczenia raka, którego u niej wykryto. Potraktowała chorobę zadaniowo, z pełną determinacją. Doszłam do przekonania, że nie mam na imię "statystyka", tylko że nazywam się Joanna Górska i się nie poddam. Ostatnie lata to szczególny postęp w terapiach onkologicznych. To odkrywanie nowych grup terapeutycznych, które wprowadzamy w leczeniu zarówno wczesnej choroby jak i zaawansowanej. A to poprawia bardzo wyniki leczenia. Dla pacjentek z rozpoznaniem wciąż największym problemem jest brak wiedzy, gdzie szukać skutecznej pomocy. To dla nich Stowarzyszenie Amazonki Polskie stworzyło platformę "Onkologiczne Centrum Kryzysowe", w którym są bezcenne informacje. Cała droga jest wskazana, jak krok po kroku przejść leczenie. My jesteśmy z ta chorą i co najważniejsze, Każdy tydzień i miesiąc zwłoki decydują o wielkości raka i ryzyku przerzutów lub szansie całkowitego wyleczenia raka. Żeby się badać, żeby to wykryć i jak najszybciej się tego pozbyć. "Naszym celem było zostanie numerem jeden i to trener pierwszy wypowiedział to na głos" - pisze Iga Świątek w oświadczeniu, w którym informuje o rozstaniu z dotychczasowym szkoleniowcem Tomaszem Wiktorowskim. To z nim w sztabie została liderką światowego rankingu i osiągnęła największe dotychczas sukcesy w karierze. Informacja o rozstaniu to w tej karierze punkt zwrotny. O zmianie planów i krótkiej trenerskiej ławce - Igor Sokołowski. Ta informacja wstrząsnęła światem sportu. Iga Świątek, numer 1 kobiecego tenisa, opublikowała dziś zaskakujące oświadczenie. Po 3 latach osiągania największych sukcesów w mojej karierze, Ze sportowego punktu widzenia trudno uzasadnić tę decyzję. Coś w tym teamie się dzieje. Nie wiemy dokładnie co, bo od jakiegoś czasu informacje z obozu Igi są bardzo skąpe. Według ekspertów decyzja o zmianie trenera to prawdziwa rewolucja. Nie ma takiej relacji, jeśli chodzi o tenis, takiej stricte trener-zawodnik. Tylko jednak jest to relacja trochę bardziej przyjacielska. Jednak spędzamy ze sobą mnóstwo czasu. Trener Tomasz Wiktorowski pozwolił Idze Świątek na wydobycie z siebie całego tenisowego potencjału i dzięki temu udało jej się awansować na pierwsze miejsce w rankingu, ale o kolejne jej sukcesy, nawet pod wodzą innego trenera, możemy być spokojni. A poprzeczka jest zawieszona wysoko. Tylko w tym sezonie Polka wygrała 5 dużych turniejów - w Dosze, Indian Wells, Madrycie i Rzymie. Nie zapominając o czwartym zwycięstwie w prestiżowym French Open i brązowym medalu, który Iga Świątek zdobyła na igrzyskach olimpijskich w Paryżu. Ostatni oficjalny mecz Iga Świątek zagrała 5 września. Polska tenisistka wycofała się z turniejów w Seulu oraz Pekinie. Dziś dowiedzieliśmy się, że nie stanie na korcie także w Wuhan. Decyzja naszej ambasadorki sportu w świecie, żeby nie wystąpić na kolejnym turnieju, to mnie najbardziej zaskakuje. Nie wiadomo jeszcze, kto u boku Igi Świątek zastąpi Tomasza Wiktorowskiego. Z uwagi na tę istotną dla mnie zmianę, Takich postaci jest kilka, które chciałyby współpracować z liderką światowego rankingu i z którymi Iga by chciała. Na pierwszy plan przychodzi mi do głowy postać Darrena Keyhilla, wybitnego szkoleniowca australijskiego. Giełda nazwisk potencjalnych trenerów naszej gwiazdy właśnie ruszyła. Na podjęcie decyzji liderka światowego rankingu ma kilka tygodni. Tyle pozostało do rozpoczęcia kolejnego sezonu. W "19:30" to już wszystko. Tradycyjnie polecam Państwu "Pytanie dnia". Dziś gościem Justyny Dobrosz-Oracz będzie poseł Polski 2050 Ryszard Petru. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia!