Wielkanoc, najważniejsze święto dla chrześcijan. Przesłanie pokoju. Mocny apel Leona XIV. Minęło 10 lat. 500+, a dziś już 800+, czy program spełnił swoje oczekiwania? Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Dziś świąteczna niedziela, najważniejsze i najstarsze święto chrześcijańskie. Dla wierzących to czas wspominania męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Wielkanoc to także czas symboli, które kochamy: pisanki, wielkanocne koszyczki z pokarmami, które stanowią podstawę wspólnego rodzinnego spotkania przy śniadaniu. Dzielimy na każdego członka rodziny. Poświęcone pokarmy. Tak jak nakazuje tradycja. Na stole jajka, żurek i mazurek. Potrawy, bez których trudno sobie wyobrazić święta. Jest szynka, jest wędlina. Są serniki, babka. W wielu domach właśnie tak zaczyna się Wielkanoc. Od śniadania i bycia razem. Wspólne posiłki zawsze scalają i powodują, że możemy porozmawiać i nie mijać jak codziennie. Bo to jeden z tych momentów, kiedy łatwiej się zatrzymać. A potem ruszyć z koszyczkiem na polowanie. Dzisiaj ładna pogoda, pochowamy jajka. Niech szukają. Wielkanoc to najważniejsze święto dla chrześcijan. Przypomnienie o zmartwychwstaniu i nadziei, która ma wracać nawet po najtrudniejszych chwilach. To są wyjątkowe święta. Rodzinne, są dzieci. Wszystko dobrze. Od rana kościoły pełne wiernych. W te święta Zmartwychwstania Pańskiego niech nam uświadomią, że pokój zaczyna się w sercu człowieka. Życzenia popłynęły też z Watykanu. Radosnych Świąt Wielkanocnych. Tegoroczne modlitwy skupione wokół pokoju w czasie tak ogromnych konfliktów. Jeśli w tej sytuacji jesteśmy tak bardzo niepogodzeni, tak nawzajem się nie cierpimy, to tak jakby siedząc na tej beczce prochu, bawili się zapałkami. Ale w wielu regionach Polski świętowanie dopiero przed nami. W tym roku wierni Kościoła prawosławnego obchodzą Wielkanoc za tydzień. Sens pozostaje ten sam. Dzisiaj, niosąc tą palmę w ręku, chcemy powiedzieć, że Jezus Chrystus jest naszym zbawicielem, mesjaszem. To też jeden z niewielu dni, kiedy polityka schodzi na drugi plan i mimo różnic mówi jednym głosem. Pięknych pisanek, smacznych mazurków i mokrego, ale też rozważnego dyngusa. Wesołych Świąt! Kochani, dużo miłości, ciepła i spokoju na święta. Ale w te święta nie chodzi o wielkie słowa. Tylko o to, by usiąść obok, a nie naprzeciwko siebie. A jak wygląda Wielkanoc na świecie? Tam gdzie toczy się wojna, gdzie radość ze zmartwychwstania to jednocześnie smutek i nadzieja na pokój? A także tam, gdzie przez setki lat wytworzyła się tradycja celebrowania, charakterystyczna tylko dla tego miejsca. Lumen Christi, światło Chrystusa, po raz kolejny zwyciężyło śmierć i ciemność. Święta tajemnica tej nocy rozprasza nienawiść, ugina surowość możnych i sprzyja harmonii i pokojowi. Chrystus zmartwychwstał. Bo Chrystus Zmartwychwstał - te słowa powtarzał dziś cały katolicki świat. Od Węgier przez Palestynę po kosmos. Niezależnie od tego, czy wierzycie w Boga, czy nie, to okazja, aby przypomnieć sobie, gdzie jesteśmy i kim jesteśmy. Dobrą nowinę oznajmiły wiernym dzwony, lecące z nieba cukierki, albo dziecięce wózki-grzechotki. W Austrii w ten sposób najmłodsi przypominają o modlitwie przez cały Wielki Tydzień. Dzieci są szczęśliwe, my też. To piękny zwyczaj, tradycja, która wciąż powraca. Dla jednych Wielka Niedziela to dosłownie odrodzenie. W nowej wierze. Tylko we Francji chrzest przyjęło dziś 13 tysięcy dorosłych. To o blisko 30% więcej niż rok temu. Wiara chrześcijańska daje prawdziwy filar w życiu. Daje solidną, niezmienną podstawę do życia. Ale nie wszędzie słychać dziś radosne głosy. W zazwyczaj tętniących życiem zaułkach jerozolimskiej starówki panowała dziś cisza. Ze względu na wojnę dostęp do Grobu Pańskiego został ograniczony. Nie ma powodu, żeby zamykać Pana. Możesz zamknąć wszystkie drzwi, wszystkie podłogi, wszystko, nawet ubranie, ale nigdy, przenigdy nie zamykaj Pana. O to, by do ziemi świętej powrócił pokój, w specjalnym orędziu modlił się dziś papież Leon XIV. Niech ci, którzy mają broń, odłożą ją. Niech ci, którzy mają siłę rozpętywania wojen, wybiorą pokój. Nie pokój narzucony siłą, ale poprzez dialog. Nie z pragnieniem dominacji nad innymi, ale z pragnieniem spotkania się z nimi. Papież, będący zagorzałym krytykiem wojny w Iranie, przypomniał też, że nie wolno przyzwyczajać się do przemocy i pozostawać na nią obojętnym. W Watykanie, gdzie wobec miasta i świata przemówił zwierzchnik Kościoła katolickiego, To pierwsza Wielkanoc z papieżem Leonem XIV. Jakie słowa wypowiedziane w tym trudnym dla świata czasie powinniśmy wziąć sobie do serca? Papież apelował o pokój i wyzbycia się chęci dominacji władzy. Kto ma władzę rozpętywania wojen niech wybierze pokój. To dziś słowa papieża Leona XIV, który przestrzegał nas dziś przed tym, żebyśmy nie przyzwyczajać się do przemocy, bo to może sprawić, że staniemy się obojętni na śmierć tysięcy ludzi na nienawiść i podziały, a także wszystkie ekonomiczne i społeczne konsekwencje przemocy. W pozdrowieniu w języku polskim i życzył nam wszystkim radosnych Świąt Wielkanocnych. Donald Trump poinformował, że wojsko amerykańskie uratowało drugiego pilota z załogi myśliwca F-15 zestrzelonego w piątek nad Iranem. W misji poszukiwawczo-ratunkowej na terenie Iranu uczestniczyły dziesiątki samolotów. Uratowaliśmy ciężko rannego i naprawdę odważnego oficera, członka załogi F-15 w górach Iranu. Tego typu naloty są rzadkością ze względu na zagrożenie dla ludzi i sprzętu. Po prostu się nie zdarzają. Drugi nalot miał miejsce tuż po pierwszym, kiedy uratowaliśmy pilota w biały dzień, co również jest nietypowe. Operacja nad Iranem trwała 7 godzin. Niesamowity pokaz odwagi i talentu. W pobliżu gazociągu łączącego Serbię z Węgrami, serbska policja odnalazła materiały wybuchowe wraz z zapalnikami. Służbom udało się w porę zabezpieczyć materiały wybuchowe - przekazały władze Serbii. W Budapeszcie w trybie pilnym zwołano nadzwyczajną radę obrony. Premier Węgier ogłosił mobilizację najwyższych organów bezpieczeństwa. Zagrożony obiekt to część strategicznego systemu Balkan Stream, dzięki któremu rosyjski gaz płynie przez Turcję, Bułgarię i Serbię na Węgry. Incydent ma miejsce zaledwie tydzień przed wyborami parlamentarnymi na Węgrzech, w których Viktor Orban walczy o utrzymanie władzy. Na terenie szpitala w Ostrowi Mazowieckiej policja śmiertelnie postrzeliła 51-letniego mężczyznę podejrzanego o dokonanie przestępstwa. Strzały padły podczas próby ucieczki. Mężczyzna był niedawno poszukiwany listem gończym. 51-latek, wcześniej poszukiwany listem gończym za niepłacenie alimentów, został w piątek zatrzymany przez policjantów z wydziału kryminalnego. Dzisiaj mężczyznę przewieziono na badania do tego szpitala, około godziny 11:00 pod eskortą policjantów. W pewnym momencie ten mężczyzna wybiegł ze szpitala. Policjant za nim pobiegł, próbował go zatrzymać, wydawał mu polecenia do zatrzymania się, niestety mężczyzna nie reagował. Wówczas policjant użył broni służbowej, postrzelił tego mężczyznę, mężczyzna został przewieziony do tego samego szpitala, gdzie została mu udzielona pomoc medyczna. Pacjent został zaintubowany, został podłączony do respiratora i siedmiokrotnie był defibrylowany. Po trwającej ponad pół godziny akcji byliśmy zmuszeni zakończyć akcję i pacjent zmarł. Policjant biorący udział w zdarzeniu także odniósł obrażenia, obecnie jest pod opieką psychologa. Na miejscu zdarzenia wciąż pracuje prokurator, który będzie wyjaśniać okoliczności tej tragedii. Gdy wystartował dekadę temu, miał wpłynąć na dzietność, zakładał comiesięczną wypłatę. Program "Rodzina 500+" ma 10 lat. Dziś to 800 złotych na każde dziecko. Rośnie grupa korzystających ze świadczenia. Niestety fakt, że wielu rodzinom poprawiła się sytuacja ekonomiczna, nie wpływa na liczbę urodzeń. Świąteczny stół rodziny Owczarków suto zastawiony tradycyjnymi potrawami. Wszystko dla dwojga dorosłych i ich czwórki dzieci. Ja miałem brata, siostrę mam, żona też ma braci, to z jakiej racji miałoby nie być u nas dużo dzieci. Tak liczne rodzinne śniadania to coraz rzadszy widok. W zeszłym roku ubyło ponad 150 tysięcy Polaków. Więcej ludzi umiera niż się rodzi. Program rodzina 500+ miał być narzędziem, które powstrzyma kryzys demograficzny. Właśnie minęła dekada od jego inauguracji. Ówczesna premier Beata Szydło była wtedy w gminie Zatory. Teraz też ją odwiedziła. 10 lat to długi czas, to jest taki moment, w którym trzeba podsumowywać. To podsumowanie. Program, teraz 800+, rocznie pochłania już ponad 60 miliardów złotych. Przed dekadę wydano niemal pół biliona. Te pieniądze miały zachęcać do powiększania rodziny. Udawało się przez rok. Potem liczba dzieci urodzonych w Polsce systematycznie spadała. Kryzys demograficzny się pogłębia. Przestaliśmy widzieć jakiekolwiek efekty, ale nie oznacza to, że z punktu widzenia prokreacyjnego to rozwiązanie było zbędne. Za te pieniądze masz rodzić - no jak to wygląda w ogóle? Pomysłodawca programu przyznaje, że nie o demografię w nim chodziło. Taki cel do projektu kilka lat później dodał PiS, który wykorzystał go jako lokomotywę wyborczą. Myśmy zakładali, że trzeba stworzyć sytuację wsparcia finansowego dzieci w rodzinach. Dane GUS pokazują, że efekt był, choć bez trwałego trendu. Odsetek skrajnie ubogich dzieci jest niższy niż kilkanaście lat temu. Świadczenie pozytywnie odbija się na domowym budżecie - przyznają rodzice. To jest jak najbardziej odciążenie, szczególnie widzą to osoby, które mało zarabiają. To jest koszt, ale to jest również i inwestycja. Jeżeli my inwestujemy w zbrojenia, jeśli inwestujemy w energię, to inwestujmy również w kapitał społeczny. Profesor Aulejtner sugeruje powiązanie wysokości świadczenia z minimum egzystencji w rodzinie z dwójką dzieci, czyli systemową podwyżkę. Na razie nie ma dyskusji na ten temat - mówią rządzący. To świadczenie ma adekwatną wysokość i jest realnym wsparciem dla każdej rodziny. Dlatego nie ma mowy o rezygnacji z programu. W tym roku ograniczono wypłatę świadczenia dla cudzoziemców. Dziś 5 kwietnia, dzień, w którym świętujemy Wielkanoc, ale warto także przypomnieć pamiętną dla wszystkich Polaków datę. Właśnie 5 kwietnia w 1989 roku podpisano porozumienie pomiędzy opozycją, którą była wtedy Solidarność, a władzą komunistyczną. Obrady toczyły się od lutego, a miejscem, które wtedy łączyło, był okrągły stół. Zupełnie to inaczej wygląda niż w Pałacu Prezydenckim. Po raz pierwszy od lat znów stają przy nim. Przy stole, który stał się symbolem rozmowy i przełomu. Dziś to już eksponat. Cały świat na to patrzył. Wtedy centrum wydarzeń, które decydowały o losach kraju. Ja miałem na przykład zarzut zdrady stanu. Janusz Onyszkiewicz - rzecznik strony solidarnościowej. Czegoś takiego w świecie przedtem nie było. I Marcin Święcicki reprezentujący stronę rządową. Wchodząc do dzisiejszego Pałacu Prezydenckiego nie wiedzieli jeszcze, jaki będzie finał tej skomplikowanej gry między komunistyczną władzą a Solidarnością. Nikt nie przypuszczał, że Polska stoi u progu wolności. Okrągły stół to nie była rewolucja, ale z rewolucyjnymi konsekwencjami. To było niezwykłe, że po raz pierwszy w historii komunizmu, po raz pierwszy od 70 lat jego istnienia, kiedy opanował 1/3 świata, byli gotowi pójść na rozwiązania, które de facto wprowadzały demokracje i odbierały im te dyktaturę. By zrozumieć skalę tego wydarzenia, trzeba spojrzeć na liczby. Ponad 700 osób pracowało w trzech głównych zespołach, dziesięciu podzespołach i kilku grupach roboczych. Nasze spotkanie jest momentem szczególnym, od którego zależy wiele. Przez kolejne 59 dni negocjowano kompromis. Jednak nie wszyscy byli przekonani co do pomysłu rozmów ludzi Solidarności z komunistami. Byłem sceptykiem, uważałem, że władza komunistyczna chce nas oszukać i mogło się jej to udać. Ale jak powiedziałem, potem nie miała już narzędzi, jak nawet milicja obywatelska głosowała na solidarność, to kim mieli ewentualnie cofnąć zmiany. Równo 37 lat temu na mocy ustaleń Okrągłego Stołu przywrócono legalność NSZZ Solidarność i zapoczątkowano proces zmian, który wkrótce zmieniło oblicze kraju. Okrągły stół okazał się drogą do częściowo wolnych wyborów. A później efekt domina. Polska stopniowo zrywała więzi z blokiem wschodnim. W kolejnych latach nasz kraj obrał kurs na Zachód. Wstępując do NATO i do UE. Oto dzisiaj Polska wraca do europejskiej rodzin. Tak Polska dołączyła do świata zachodnich wartości i idei. A tak ten mebel symbolizujący początek zmian doczekał się nieoczekiwanego epilogu. W grudniu prezydent Karol Nawrocki ogłosił: Dziś skończył się w Polsce postkomunizm. Okrągły stół został wyniesiony z Pałacu Prezydenckiego. Pan prezydent słynie z tego, że dialog to jest coś, co jest jemu obce. Nikt o zdrowych zmysłach nie pozwoliłby, żeby Okrągły Stół znalazł się na śmietniku, tym bardziej na śmietniku historii. Dobrze, że jest w Muzeum Historii Polski, dobrze, że każdy może go zobaczyć. Przy okrągłym stole siedziało 5 przyszłych premierów i 3 późniejszych prezydentów, w tym Lech Kaczyński. Dzisiaj oczywiście mamy w pewnym sensie nawrót prób rozciągnięcia dominacji rosyjskiej z powrotem bardziej na zachód, ale jest NATO, jest UE i w związku z tym jednak damy radę. Teraz o sytuacji, która dotyczy wielu tysięcy osób żyjących w spektrum autyzmu i ich rodzin. Rzeczywistość dorosłych po zakończeniu edukacji nie wygląda dobrze. System nie daje im realnej szansy na pracę i samodzielność. To może się zmienić. O petycji, za którą powinny iść konkretne działania. Bartek ma 29 lat, dyplom szkoły średniej i dwa zawody. A i tak od lat bezskutecznie szuka pracy. Chcę się poczuć jak dorosły, chcę poczuć pieniądz w ręku, a nie, że mam rentę i pieniądze mi z nieba spadają. Bo praca dałaby mu spełnienie. Podobnie jak tysiącom osób z autyzmem, które zdane są na opiekę starzejących się rodziców i finansową pomoc państwa. Osoby wychodzą ze szkoły i właściwie nie ma dla nich propozycji. System wspiera uczniów, ale zapomina o dorosłych. By to zmienić, ich rodzice złożyli tę petycję do ministerstwa pracy. Resort na pytanie naszej redakcji odpowiada, że są już projekty tak zwanego "zatrudnienia wspomaganego". Jednak zdaniem autorów petycji trzeba myśleć o systemowym rozwiązaniu dotyczącym autyzmu. Chcielibyśmy, by osoby w spektrum autyzmu były zauważane, żeby nie były traktowane tak jak wszystkie osoby z niepełnosprawnością, bo to specyficzna grupa ludzi. Ich mózgi inaczej funkcjonują. Mogą być idealnymi pracownikami w bibliotekach, archiwach czy w pracy z seniorami. Bardzo skrupulatni, sumienni, dokładni. Nie potrafią manipulować, nie potrafią kłamać, są zawsze bezwzględnie szczere i zawsze postępują zgodnie z regułami, ale myślę, że dla pracodawcy, przynajmniej dla części z nich, może to być wielki atut. Bartek jest optymistą. Liczy na pracę, ale nie tylko. Jak każdy, pragnie miłości. Wierzę, że w końcu osiągnę w swój cel. A rodzice wierzą, że rynek pracy otworzy się dla ich dorosłych dzieci. Jeden na stu Polaków jest w spektrum autyzmu. Wiele z tych osób może pracować. Jeśli wykorzystamy ich mocne strony, to będą wydajnymi pracownikami, płatnikami podatków i szczęśliwymi ludźmi. Oglądają państwo wielkanocne wydanie Wielkanoc to znaczy także "szlachetność". I to staje się także naszą tradycją. Bo ludzi ubogich, w kryzysie bezdomności, seniorów, dzieci dotkniętych wojną, a także takich, którzy po prostu nie mają z kim dzielić świątecznego stołu, nie brakuje. Do nich płynie pomoc. A Szlachetna Paczka to już dziesiątki tysięcy tych, którzy ją otrzymali. Małe rzeczy, a za nimi wielkie gesty - tak było w weekend cudów. Pan Andrzej jeszcze półtora roku temu mieszkał bez gazu i ciepłej wody. W nocy spał w kapturze. Moim największym marzeniem to była kąpiel w ciepłej wodzie, no i spełniło się. Tak było w grudniu. Spełniłeś swoją funkcję, teraz czas na nowy. Paczka sprawiła, że tak jest dziś. Nowy piecyk i okulary, niby niewiele, ale potrafią zmienić spojrzenie na świat. Dać komuś to, co ja dostałem, nie mówię o przedmiotach, tylko to uczucie radości, spokoju. Takiego spojrzenia w przyszłość. Ze spokojem w przyszłość spogląda pani Danuta i jej syn Łukasz. On choruje na cukrzycę, ona przeszła dwa udary. Podczas Weekendu Cudów otrzymali 29 paczek, jedzenie starczyło na wigilię, a nawet na Wielkanoc. Tyle żywności zostało, mąka, kaszę, ryże, a to będą wypieki, jeszcze w święta się przyda, ja akurat zajmuję się wypiekami w domu. Ale w paczce było nie tylko jedzenie, były też krzesła, dzięki którym rodzina mogła dziś wspólnie zasiąść do świątecznego śniadania. To jest niezapomniane przeżycie dla mnie i dla mojej rodziny. No dużo rzeczy dostaliśmy. Tylko w trakcie finału Szlachetnej Paczki stowarzyszenie pomogło 52 tysiącom osób. Pomoc dotarła do blisko 20 tysięcy rodzin, o trzy tysiące więcej niż rok temu. Wartość pomocy to ponad 80 milionów złotych. Najwyższa w historii. A za tymi liczbami kryją się odmienione ludzkie historie. Można zupkę zrobić, a wcześniej to było ciężko z pieniążkami. Przekonałem się, że człowiek nie musi być sam. Sprawiają to wolontariusze. Ich rekrutacja rusza już niebawem. Nasi korespondenci śledzą świąteczne tradycje z całego świata. Nie sposób więc nie wspomnieć o tradycji znad Tamizy. Tam pachnie przyprawami korzennymi, cynamonem i goździkami. A to wszystko w świątecznych bułeczkach z krzyżem, upamiętniających ukrzyżowanie, ale i smakujących wybornie. To hot cross buns, wypiek znany od średniowiecza. Dawniej wierzono, że mają niemal magiczne właściwości. Nie pleśnieją, chronią dom przed złem, a nawet zapewniają szczęście. Dziś traktowane są już bardziej przyziemnie, ale wciąż z ogromnym sentymentem. Krzyż symbolizuje ukrzyżowanie Jezusa, a przyprawy - te użyte przy jego pochówku. To wypiek z ogromną historią. Bułeczki pełne są rodzynek, cynamonu i gałki muszkatołowej. Najlepiej smakują lekko podgrzane, z masłem, koniecznie przy filiżance herbaty. To nasza tradycja. Bułeczki od zawsze są związane z Wielkanocą i ludzie nie wyobrażają sobie świąt bez nich. Bo dla wielu Brytyjczyków to coś więcej niż tylko jedzenie - to rytuał. Jemy je od Wielkiego Piątku do Poniedziałku Wielkanocnego. Przy herbacie, przy kawie. To część naszej tradycji. Choć Brytyjczycy mają też inne tradycje. W Szkocji gotujemy jajka na twardo i malujemy. W niedzielę turlamy je ze wzgórza i zjadamy dopiero, gdy się rozbiją. A choć dziś bułeczki można kupić w każdym supermarkecie, niektórzy wciąż wierzą, że te najlepsze powstają według starych receptur i z odrobiną magii. Bo w Wielkiej Brytanii nawet zwykła bułeczka potrafi mieć ponad 600 lat historii i wciąż znika szybciej, niż zdąży wystygnąć. W "19.30" mówiliśmy dziś o wielkanocnych zwyczajach, tradycjach, które się różnią i rodzinnych tradycjach i potrawach, ale na koniec warto wspomnieć o tym, które łączy i bez którego Wielkanocy po prostu nie ma. Jajo. Mały cud, pełen wszystkiego, co najlepsze dla naszych organizmów. Prawdziwy superfood. A czy ci, którzy straszą cholesterolem, mają rację? Wszystko, co dobre, znajdziemy w jaju. To taki cud natury, z którego potem poza organizmem matki wykluwa się organizm. W związku z tym w tym organizmie musi być wszystko, a właściwie w opakowaniu musi być wszystko. W opakowaniu komplet 13 witamin i minerałów, wzorcowe białko i antyoksydanty. W tym jajku mamy około 70 kcal, to jest tyle, co pół jabłka, a sytość jest bardzo duża. Sytość jest dzięki białku. A ile jest białka w białku, można sprawdzić takim urządzeniem. Albo po prostu jajko zanurzyć w wodzie. To, które wypływa, najlepsze czasy ma już za sobą. Komora powietrzna - ona też mówi nam o świeżości. Jajko możemy podświetlić latarką zwykłego telefonu. Im większa pusta przestrzeń, tym starsze. A że świeże jest najlepsze, to trzeba je dobrze przechowywać i niekoniecznie w lodówce. W warunkach niższych niż temperatura pokojowa, chłodniejsze miejsce, w przyciemnieniu, nie na słońcu, bo to słońce będzie też negatywnie wpływało na proces utrzymania świeżości. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, tygodniowo można jeść od 7 do 10 jajek. U zdrowych osób ten cholesterol zawarty w pokarmie nie ma dużego wpływu na cholesterol zawarty we krwi. Kolor żółtka i skorupki nie mają wpływu na smak ani wartości odżywcze jajka. To tylko kwestie estetyczne. Liczy się to, co je kura. U Tomasza Majdy, jak zapewnia sam hodowca, jedzą to, co najlepsze. Szczęśliwa, dobrze karmiona, dobre warunki, odpowiednia ilość przestrzeni, czyste powietrze i czysta woda. Na drugim biegunie są kury z chowu klatkowego. Kury w klatce mają dla siebie przestrzeń nie większą niż kartka A4, na jedną kurę przypada taka powierzchnia. Nie może się poruszać swobodnie, rozprostować skrzydeł. Jajko to wielkanocny symbol odradzającego się życia. Ale też przedmiot sporu. Co było pierwsze, jajo czy kura? Oczywiście, że jajo. Jednak z tego jaja, niezależnie czy to była kura, czy nie kura, ten organizm musiał powstać. I taki jest punkt widzenia biologii ewolucyjnej. Dziękuję za świąteczne wydanie Życzę państwu dobrej pogody i pogody ducha. Za chwilę gościem Aleksandry Pawlickiej w Pytaniu Dnia będzie prymas Polski, arcybiskup Wojciech Polak. Do zobaczenia.