Cena sporu - oskar¼enia opozycji i decyzja szefa MON o odtajnieniu informacji dotycz@cych pomocy Ukrainie. 250 lat niepodleg¾o¦ci - huczne ¦wi-towanie rocznicy powstania USA. Za burtą - Iga Świątek żegna się z szansą na obronienie tytułu na trawiastych kortach Wimbledonu. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Trudna przeszłość. I teraźniejszość, która powinna łączyć, a nie dzielić. Taki przekaz wydaje się być wspólny i dla Polski, i dla Ukrainy. Ale UPA to symbol, z którym Ukraina nie wejdzie do UE - mówią polscy politycy. Polska oczekuje od Ukrainy pierwszego kroku po "tej nieszczęsnej decyzji" prezydenta Wołodymyra Zełenskiego - mówi Donald Tusk. Jaki może być pierwszy i jakie następne? To Kijów wywołał kryzys w polsko-ukraińskich relacjach, więc to Kijów pierwszy powinien wykonać gest pojednania - mówi premier. Oczekujemy od Ukrainy takiego pierwszego kroku. Po tej nieszczęsnej decyzji prezydenta Zełenskiego dobrze byłoby usłyszeć bardzo wyraźny sygnał ze strony Kijowa. Te mniej wyraźne już napływają. Utrzymany w serdecznym tonie list z apelem, aby wspólnie pracować nad trudną przeszłością, miał wysłać do premiera były prezydent Ukrainy, Wiktor Juszczenko. Jeśli przeszłość będzie rządziła nami, to przyszłość nie będzie prosta. Warto ten wysiłek podjąć. W piątek Warszawę odwiedził szef ukraińskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Andrij Sybiha. Strony miały się zgodzić, że prawda, szacunek i pamięć o ofiarach muszą być kluczem dwustronnych relacji. Wejście do Unii Europejskiej to jest wejście do rodziny. To oznacza, że sobie ufamy, a ufamy sobie na bazie prawdy i na bazie pojednania. Już we wtorek na temat wejścia Ukrainy do Unii będzie debatował Parlament Europejski. Złożyliśmy jako Koalicja Obywatelska poprawkę, bardzo ważną, dotyczącą m.in. właśnie upamiętnienia ofiar UPA, m.in. na Wołyniu. Polska wielokrotnie przypominała, że z Banderą na sztandarach Ukraina do Unii nie wejdzie. Jeżeli chce się być z kimś w przyjaźni w Unii, to nie sprawia mu się bólu i cierpienia. Co mogłoby być dobrym początkiem? Politycy są tutaj zgodni. Stop gloryfikacji banderowców. To po pierwsze. Po drugie, prawdziwy początek ekshumacji na Wołyniu. Te dwa gesty to byłby dobry wstęp do dalszej dyskusji, jak bez sentymentów, z poszanowaniem własnych interesów te stosunki dwustronne poukładać. Tym bardziej że zagrożenie ze strony Rosji nie maleje. Według zachodnich mediów Kreml może właśnie przygotowywać prowokacje w Polsce lub krajach bałtyckich. Nasz przekaz do Władimira Putina jest następujący: wiemy, co planujesz, nie rób tego. Cytowany przez państwową agencję TASS rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow doniesienia mediów na temat rzekomego zagrożenia rosyjskim atakiem na Polskę nazywa "straszakami". I oskarża o prowadzenie kampanii demonizowania Rosji. W zachodnich mediach krąży zbyt wiele tego typu strasznych historii. We wtorek rusza szczyt NATO w Ankarze. Jednym z głównych tematów będzie bezpieczeństwo wschodniej flanki. Artykuł 5 obowiązuje. Atak na jednego z nas jest atakiem na nas wszystkich. Więc, panie Władimirze: wara od Polski, wara od krajów NATO. Do Turcji polska delegacja leci ze wspólnym, wypracowanym podczas spotkania w Pałacu Prezydenckim, stanowiskiem. Pełna lista sprzętu przekazanego do tej pory Ukrainie zostanie odtajniona. Zlecił to minister obrony narodowej, który zapowiada też rozliczenie osób odpowiedzialnych za działania zagrażające bezpieczeństwu Polski i ujawnianie tajemnic państwowych. Przypomnijmy, Krzysztof Bosak napisał w mediach społecznościowych, że Polska miała wiosną tego roku przekazać Ukrainie pociski do systemów Patriot. Krzysztof Bosak wpisem w mediach społecznościowych wywołał polityczną burzę. Zasugerował, że wśród sprzętu, który Polska przekazała Ukrainie, były rakiety do systemu Patriot. Według marszałka do przekazania cennego uzbrojenia miało dojść wiosną i, jak pisał polityk, w tajemnicy przed Sejmem. Sytuacja dla mnie przynajmniej była zaskakująca, jak przeczytałem te informacje i zacząłem to weryfikować, bo moje biuro i my o tym nie wiedzieliśmy. Pan prezydent powinien być przez pana premiera czy pana wicepremiera, ministra obrony narodowej informowany o takich sprawach i według moich informacji, tak jak ja je zweryfikowałem jeszcze wczoraj, niestety to jest bardzo prawdopodobne. Tyle że sam marszałek Sejmu Krzysztof Bosak jako wicemarszałek Sejmu ma dostęp do informacji niejawnych. A o każdym sprzęcie wojskowym wysyłanym na Ukrainę byli informowani prezydenci, najpierw Duda, teraz Nawrocki - przypomina wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz. I zapowiada ucięcie spekulacji i domysłów. A więc i tych, które przekazywał rząd PiS. Szef MON zlecił też Służbie Kontrwywiadu Wojskowego zbadanie, kto "intencjonalnie dążył do ujawnienia tajemnic państwowych". Jeżeli gdzieś rozmawiano, to w zaciszu gabinetów różnych - prezydenckich, ministerialnych, premierowskich, ale bez takiego nagłaśniania w medialnej debacie, bo może to przynieść potencjalnie kiedyś szkody. Wszystko obserwuje i może wykorzystać Kreml. Cena za zdobycie kilku politycznych punktów w bieżącej bitwie politycznej może być bardzo kosztowna, gdy politycy zapomną, że jej stawką jest bezpieczeństwo. To jest "19.30" w niedzielę. A dziś jeszcze u nas... Cena choroby. Minęło 30 lat od zakończenia mojego leczenia. Nie powinniśmy ponosić konsekwencji leczenia po jego zakończeniu. Prawo do zapomnienia? Będziemy chcieli pomijać informację, że byliśmy leczeni. Ta choroba byłaby wymazana z karty. Prawo do zapomnienia w onkologii staje się unijnym standardem. Daje prawdziwą szansę na powrót do normalności. Stany Zjednoczone świętują 250. rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. Urodziny były huczne także za sprawą pogody. Upały i idące w ślad za nimi burze pokrzyżowały rocznicowe plany, ale prezydent Donald Trump był zdeterminowany, aby przemówić. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Co mówił prezydent i jak odebrano jego słowa? Przemówienie miało charakter wiecu partyjnego. Zwolennicy prezydenta zadowoleni, ale zmęczeni tym, co się działo. Oglądanie takich przemówień w telewizji ma swoje zalety. Przeciwnicy prezydenta oburzeni tym, jak taką rocznicę mógł wykorzystać do ataku na opozycję, zarzucając jej komunizm. Jednak Amerykanie świętowali Dzień Niepodległości, a przynajmniej próbowali, bo upały często uniemożliwiały wyjście z domu. Historia Ameryki jest jak z filmu, więc z obchodami 250-lecia jej powstania nie mogło być inaczej. Był i horror, i film akcji. Dla waszego bezpieczeństwa musicie znaleźć schronienie po prawej lub lewej stronie błoni. Ewakuacja jest trochę zaskoczeniem. Mam nadzieję, że uda mi się zostać i że ta burza po prostu przejdzie. W okolicznych muzeach i budynkach rządowych ludzie mogli znaleźć schronienie przed deszczem. Czekali i wspólnie śpiewali hymn. Ten chór pewnie przejdzie do 250-letniej amerykańskiej historii. A być może nawet ten freestyle. Robili co mogli, by dać do zrozumienia, że nie odejdą. Na zewnątrz są chmury jak przy tornadzie. To cisza przed burzą. Ale czekamy na inaugurację fajerwerków. Po godzinie, by pokazać determinację, na miejsce przybył prezydent. Wraz z pierwszą damą czekał 1,5 godziny na rozpoczęcie pod okiem kamer, machając do samego siebie na ekranie. I pisząc w internecie, że jest na miejscu. Organizatorzy, by zatrzymać ludzi przed powrotem do domów i hoteli, wydali komunikat: od 250 lat Amerykanie pokonują wszelkie wyzwania dzięki swojej wytrwałości, odporności i determinacji. Odrobina deszczu nigdy nie osłabi naszej dumy. 1,5 godziny później, niż planowano, prezydent rozpoczął swoje przemówienie. Dobry wieczór, Ameryko. Jeśli myślicie, że to było łatwe, to nie było. Chcę też wszystkim podziękować, bo postąpili właściwie. Zobaczyli błyskawicę i powiedziałem: nie ma takiej możliwości. Jeśli będziemy musieli przemawiać przed jedną osobą o 4.00 nad ranem, to ja i tak tu będę. Trump chciał pokazać, że przebieg wieczoru symbolizuje determinację Amerykanów do osiągania postawionych celów. Zaprosił weteranów: z lądowania w Normandii porucznika Arthura Rose'a, z wojny w Wietnamie pułkownika Parisa Davisa i ostatniego ocalałego z Pearl Harbor, Kena Schubringa. Przez dwa i pół wieku nasze Stany Zjednoczone były ukoronowaniem osiągnięć ludzkiej historii. Ten kraj jest domem wolności. To jest kraina wolności. A to jest flaga, która jest sztandarem najbardziej niezwykłego, najbardziej wyjątkowego, najbardziej niesamowitego narodu, jaki kiedykolwiek istniał na powierzchni Ziemi. I radzimy sobie teraz lepiej niż kiedykolwiek wcześniej. Prezydent ostrzegał kraj przed zagrożeniem komunizmem. Do Waszyngtonu zjechali przede wszystkim jego wyborcy. Trump nie starał się nawet jednoczyć kraju w rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. 15-metrową replikę podpisywali mieszkańcy Michigan. W Bostonie odczytywali ją na żywo. W Nowym Jorku oprócz spektakularnej parady żaglowców, wśród nich "Dar Młodzieży", odbył się także konkurs jedzenia hot dogów. Amerykanie są dumni ze swojej kuchni i rewolucyjnych bitew, jak pod Mount Vernon. W New Jersey odbyła się parada, którą przez upały trzeba było odwołać w Filadelfii i Waszyngtonie. Jednak w stolicy mimo błyskawic odbył się pokaz fajerwerków. Podobno największy w historii świata. Na pewno największy w historii Ameryki, ale dla wielu Amerykanów to tożsame. Happy Birthday, America! Mężczyzna podejrzany o zamordowanie żony w podkieleckim Borkowie zatrzymany. Poszukiwania trwały wiele godzin, użyto m.in. dronów obserwacyjnych, a w obławie brało udział ponad stu funkcjonariuszy. 65-latek poszukiwany od piątku wpadł w ręce policji dziś rano. Trafił do szpitala. To finał ponad 30 godzin policyjnych poszukiwań. Mężczyzna wpadł w ręce mundurowych o 6.00 nad ranem na terenie kieleckiego Biesaku. Był wyraźnie zaskoczony tym, że spotkał policjantów, nie stawiał oporu. W obławie brało udział ponad stu policjantów, którzy od piątku z ziemi i z powietrza przeczesywali lasy w mieście i w okolicach Kielc. Widziałam, jak jechaliśmy, wszędzie pełno policji, samochodów policyjnych nieopisanych. Poszukiwania skupiały się w rejonie ulicy Krakowskiej w Kielcach, na wysokości dzielnicy Białogan. Taka osoba nie ma szans na długotrwałe przebywanie w ukryciu, chyba że jest do tego przygotowana. Tu wydaje się, że planu nie było, a policjanci, korzystając z psów tropiących i śmigłowca, z godziny na godzinę zawężali obszar poszukiwań. Żeśmy się troszkę obawiali, sprawdzałam w domu, czy zamknęłam drzwi dokładnie, bo zawsze jakaś obawa jest. Facet ponoć bez butów uciekł, więc myślę, że krzywdy by nam nie zrobił bez butów. Na miejsce została zadysponowana załoga karetki pogotowia. Decyzją medyków mężczyzna w asyście policji trafił do szpitala. 65-latek zniknął po tym, jak w piątek w ich mieszkaniu w Borkowie odkryto ciało jego rok młodszej żony. To on miał widzieć ją jako ostatni. Nikt normalny tego by nie zrobił, bo ponoć zamordował żonę. Mężczyzna jeszcze dziś ma usłyszeć zarzut zabójstwa. Wczoraj przeprowadzono sekcję zwłok jego żony. Doznała ona licznych urazów głowy, które powstały od narzędzia tępokrawędzistego. Rodzina nie miała założonej Niebieskiej Karty, nie było też policyjnych interwencji związanych z przemocą domową. Ten problem dotyka tych, którzy przeszli leczenie nowotworowe i choć wygrali z chorobą, to ich historia jest powodem poważnych kłopotów. Ozdrowieńcy, jeśli już dostaną np. kredyt, co jest trudne, to za jego ubezpieczenie płacą więcej. Pytają więc, jak to jest, że prawo do zapomnienia mają osoby skazane, a oni nie. Jestem w pełni wyleczony. Kamil Dolecki miał 17 lat, kiedy zdiagnozowano u niego nowotwór złośliwy tkanki kostnej. Wygrał, a dziś pomaga innym chorym. W 1996 r. wziąłem około 300 litrów chemioterapii, pełną dawkę radioterapii, więc na dzień dzisiejszy tamta historia jest całkowicie zakończona. Mimo że leczenie zakończył prawie trzy dekady temu, gdyby chciał wziąć kredyt, nadal musi podawać informację dotyczącą wcześniejszej choroby. A to znacznie podnosi składkę za ubezpieczenie. Wpływa to na wyższe koszty kredytu, takie ubezpieczenie będzie droższe, a czasami wręcz jest nieosiągalne i wtedy klient staje w bardzo trudnej sytuacji. Takie trudności typu nie mogę wziąć kredytu na mieszkanie czy na leczenie, czy na cokolwiek innego. To jest duży problem, który przygniata i zniechęca do życia. Stąd postulat wprowadzenia prawa do zapomnienia dla osób, które zakończyły leczenie i od 5 lat pozostają zdrowe. Żeby po kilku latach po przebytej chorobie instytucje finansowe czy firmy ubezpieczeniowe nie mogły przetwarzać już tej informacji o chorobie. Pod apelem w tej sprawie podpisało się pięć kluczowych instytucji, m.in. rzecznik praw pacjenta. Skoro prawo do zapomnienia mają osoby skazane i po iluś latach ten wyrok nie jest wykazywany, to dlaczego osoby, które przeszły ciężką chorobę, nie mogą na równi ze zdrowymi przystępować do kredytów? Onkolog prof. Jacek Jassem przyznaje, że podobne rozwiązania wprowadzono już w wielu krajach unijnych. Na ogół przyjmuje się, że ten pięcioletni okres jest dobrą cezurą. Bo dzięki postępowi medycyny coraz więcej chorych udaje się uratować, a nowotwory stają się chorobami przewlekłymi. My jako lekarze leczymy pacjentów nie tylko, żeby żyli dłużej, ale i normalnie, i myślę, że państwo powinno pomóc w tej sytuacji. Prawo na zapomnienia dla pacjentów onkologicznych ma też wymiar symboliczny. Planów jest bardzo dużo, pewnie chciałabym w przyszłości założyć rodzinę. Mam nadzieję, że zakup mieszkania czy domu będzie gdzieś w zasięgu ręki. Natalia Korolewicz, która dwa lata temu zachorowała na raka piersi, przyznaje, że dla pacjentów to nie tylko zmiana przepisów. To nadzieja na realizację planów i marzeń, które zatrzymała choroba. Choroba to jest tylko etap w naszym życiu i chciałabym, żeby nie definiowała nas w przyszłości. Według Głównego Urzędu Statystycznego osób pracujących w zawodzie jest u nas 15,5 mln. Statystyka jest ważna, bo automatyzacja czy rozwój sztucznej inteligencji nieźle miesza w tych danych, a to dopiero początek. AI przejmuje i będzie przejmować część codziennych obowiązków wykonywanych tradycyjnie przez ludzi. Czy jest się czego bać? Michaił Polko zużytym butom daje drugie życie, tak jak dzięki modzie na zero waste i noszenie obuwia jedynego w swoim rodzaju drugie życie dostał jego zawód. W tych czasach powracamy do tego, żeby mieć coś wyjątkowego, coś spersonalizowanego dla siebie. Przyszłość tej profesji maluje się w kolorowych barwach. Nie da się tego powiedzieć o każdym z 443 zawodów. Według danych GUS na 15,5 mln osób pracujących w Polsce już teraz ponad 600 tys. ma poważnego konkurenta o miejsce pracy: sztuczną inteligencję. W tej grupie jest ponad 70% kobiet, co jest też dużo mówiące. Na liście 13 zawodów, które może zastąpić AI, są m.in.: księgowy, pracownik call center, makler czy agent ubezpieczeniowy. Im bardziej czynności, które wykonujemy, są powtarzalne, tym szybciej to będzie zastąpione przez sztuczną inteligencję. Wśród prognoz wymieniani są też pracownicy biurowi niższego szczebla i niektórzy do niedawna pożądani specjaliści. Wydawałoby się jeszcze kilkanaście lat temu, że zawód analityka czy grafika komputerowego to bardzo perspektywiczne zawody, a analiza danych wskazuje, że wykorzystujemy coraz więcej AI w tego rodzaju zawodach, tym samym potrzeby firm na pracowników są coraz mniejsze. Jednak rynek pracy nie znosi próżni. Już pojawiają się stanowiska pracy dopasowane do współczesnych realiów. Powstają nowe zawody, takie jak prompt inżynierowie, coraz więcej inżynierów od sztucznej inteligencji, architektów tych rozwiązań. Są zawody, w których rozwój nowych technologii jest wsparciem, a nie wizją zwolnień. Chirurdzy operują przy pomocy takich robotów medycznych na odległość. AI pomaga sporządzać dokumentację medyczną, a to wspiera prace przychodni i szpitali, którym brakuje rąk do pracy. A to nie koniec listy. Nasza sytuacja demograficzna sprawia, że i tak nie mamy pełnego poziomu zastępowalności pracowników na rynku pracy, więc na przykład ktoś odchodzący na emeryturę nie zostanie jeden do jednego zastąpiony przez nowego pracownika. Bez rozwoju sztucznej inteligencji załatanie luki na rynku pracy może być trudniejsze. Strażacy na szlaku. 2000 osób, kobiet i mężczyzn, w pełnym rynsztunku ważącym nawet 20 kg, weszło wczoraj na górę Śnieżnik. Weszli po to, by promować rejestrację w bazie dawców szpiku Fundacji DKMS. Ten ciężar to, jak mówią, tylko ułamek tego, co na swoich barkach noszą zmagający się z nowotworami krwi. O lawinie dobra. Byłem zdrowym gościem i nagle spotkało mnie coś, czego się nie spodziewałem. Na co dzień pokazuje widzom świat, historie ludzi i ich problemy. 10 lat temu sam usłyszał diagnozę, która dla wielu oznacza wyrok. Krzysztof Włostowski, a dla nas Krzysiek, operator TVP, zachorował na ostrą białaczkę szpikową. Agresywny nowotwór, który rocznie w Polsce odbiera życie setkom osób. Lekarze leczyli mnie z zapalenia gardła, anginy. Po takim miesiącu leczenia antybiotykami trafiłem do szpitala, w kartce na sygnale. Już w bardzo ciężkim stanie. Jedynym ratunkiem był przeszczep szpiku. Wtedy kilkaset kilometrów od Warszawy zadzwonił telefon. Pani Agnieszka z Iławy nie znała nawet imienia biorcy. Wiedziała tylko, że ratuje komuś życie. W imieniny, 21 stycznia do mnie zadzwoniła pani z DKMS, że jest osoba, która choruje i potrzebuje moich komórek macierzystych. Zgodziłam się nawet bez chwili zastanowienia. Właśnie dla takich historii strażacy od sześciu lat zakładają mundury i ruszają na szlak. Nie po medale, rekordy czy szczyty. Pomaganie mamy we krwi. Stawiając krok za krokiem, chcą zachęcić kolejne osoby do zarejestrowania się w bazie. Po to tutaj jesteśmy, żeby zwrócić uwagę całego społeczeństwa, że można pomoc tym ludziom. Oni mają swoje marzenia, plany. Rok temu w takiej sytuacji był ośmiomiesięczny Staś. Czekał na kogoś, kto uratuje mu życie. Dla każdego rodzica usłyszeć diagnozę śmiertelnej choroby jest to nie do opisania i nie wyobrażamy sobie życia bez syna. Teraz już jako dwulatek razem z rodzicami zdobywa szczyty. Ta droga właśnie jest trudna. Tak samo leczenie jest trudne. Wejdziemy wysoko ze Stasiem, bo on żyje. Przeżył. I ma się świetnie. STAŚ KRZYCZY To znaczy, że jest zdrowy. Dołączenie do bazy zajmuje kilka minut i jest darmowe. Polska jest trzecia w Europie pod względem zarejestrowanych dawców, jednak to wciąż za mało, bo co piąty pacjent nadal nie znajduje osoby, która mogłaby uratować mu życie. Żeby pomóc komuś potrzebującemu przeszczepienia, trzeba zarejestrować się do bazy, inaczej po prostu nie znajdziemy siebie nawzajem. Za liczbami kryją się osoby, które nadal czekają. Na szpitalnych oddziałach. Z dala od swoich rodzin. Od lutego jestem cały czas w szpitalu. Dostaję chemioterapię. Jedynym moim ratunkiem jest przeszczep szpiku. Dla jednych wciąż jest nadzieja. Dla innych to już wspólna historia. Relacje, które wywiązują się między dawcą a biorcą, są nie do opisania. To jest najprostszy sposób, żeby zostać prawdziwym bohaterem. To prawdziwe piekło, mówią Francuzi o pożarach, które pustoszą część kraju. Ekstremalne upały, a do tego silny wiatr i susza - to wszystko sprzyja rozprzestrzenianiu się ognia. W departamentach nad Morzem Śródziemnym ogłoszono najwyższe alerty zagrożenia pożarowego, a setki strażaków walczą z żywiołem. O południu Europy w ogniu. Akcja gaszenia ognia tuż nad głowami kierowców. Utknęli na autostradzie po tym, jak w okolicy wybuchł pożar. Takie sceny widziałem w telewizji, ale kiedy to dzieje się tak blisko ciebie, to po prostu nie wiesz, co robić. O bezradności mówią tysiące mieszkańców z 6 departamentów na południu Francji, którzy po fali ekstremalnych upałów teraz mierzą się z pożarami. Sezon pożarów dopiero się zaczyna. Musimy więc wszyscy zachować najwyższą czujność. Celem - jak dodają strażacy - jest ugaszenie ognia w ciągu pięciu minut od pojawienia się pierwszych zarzewi. Zadanie trudne, bo płomienie szybko rozprzestrzenia porywisty wiatr. Wykorzystujemy kamery termowizyjne i drony do identyfikacji ognisk ognia. Ewakuowano prawie 3000 osób, wśród nich turyści. Czekamy, aż pozwolą nam wrócić na miejsce, żeby sprawdzić, czy nasza przyczepa kempingowa jest cała. Większość z nich spłonęła doszczętnie. Pożary szaleją także na popularnych greckich wyspach Rodos i Korfu. Ogień pojawił się też na północny zachód od Salonik. Ewakuowano około 4000 osób. Dwie zginęły. Widziałem płomienie, gdy tylko się pojawiły. Myślałem, że zdołamy je opanować. A to już widoki jak z filmów katastroficznych w Portugalii. Najtrudniejsza sytuacja panuje w centrum kraju. Ogień pochłonął 12 tys. hektarów lasów i łąk i zbliża się do domów. Budzimy się, by zobaczyć, czy płoną nasze domy. Mój jest nieco dalej, ale niestety otoczony lasem. Rannych zostało co najmniej 17 osób, w tym 7 strażaków. Trudna sytuacja skłoniła portugalski rząd do uruchomienia Europejskiego Mechanizmu Ochrony Ludności. W akcji gaśniczej pomagają m.in. jednostki z Włoch i Hiszpanii. Bronimy zagrożonego domu. Ogień rozprzestrzenia się szybko, więc postawiliśmy kilka zapór, aby zapobiec jego spaleniu. Hiszpania pomaga i jednocześnie sama walczy z pożarami w pobliży popularnego wśród turystów wybrzeża Costa Brava. Rok temu cieszyliśmy się z jej wielkiego sukcesu. Teraz przełykamy gorzka pigułkę, bo obrończyni tytułu, nasza Iga Świątek, zakończyła swoją przygodę na tegorocznym wielkoszlemowym Wimbledonie, odpadając w 3. rundzie. Ponad dwie godziny walki na korcie okazały się zwycięskie dla jej rywalki. A u nas nie ustają pytania, co dalej. To był tenisowy rollercoaster. Pełen zwrotów, nerwów i piłek, które mogły przechylić szalę w każdą stronę. Ostatecznie to rywalka Świątek zachowały więcej zimnej krwi. Alexandra wykazała się większą odwagą w kluczowych momentach. W tie-breaku obie miałyśmy wiele okazji, by wcześniej zakończyć seta, ale to nie ułożyło się po mojej myśli. Po myśli nie ułożył się również drugi set. Filipinka potrzebowała zaledwie kilku minut, żeby urwać Świątek 4 gemy. Seria błędów zakończyła występ Polki na Wimbledonie. A to oznacza, że Iga nie obroni tytułu sprzed roku. Przegrana Świątek ma też wymiar historyczny, bo oznacza, że od triumfu Sereny Williams w 2016 roku żadnej tenisistce nie udało się obronić mistrzowskiego tytułu. Nawet największe gwiazdy przekonują się, że londyńska trawa nie wybacza nawet najmniejszych błędów. Już wiadomo, że Iga nie obroni też 3. miejsca w rankingu WTA. W klasyfikacji Live jest już szósta, ale turniej trwa, więc spadek może być jeszcze większy. To nie jest jeszcze tak zły ranking, którego nie da się odbudować, bo gdyby forma wróciła, wygrałaby jeden, drugi czy kolejny turniej, to to jest na ranking do odbudowania. Wygranych potrzebuje także, by zakwalifikować się do WTA Finals. Świątek grała w turnieju mistrzyń przez ostatnie 5 lat. Chyba musimy się przyzwyczaić do tej myśli, że jej tam w tym roku nie będzie. To też nie jest jakiś straszny dramat. Oczywiście z jej punktu widzenia jako zawodowego sportowca to jest strata punktów, strata pieniędzy. Sama Świątek mówi, że chce mniej myśleć o wynikach, a skupić się na odbudowie swojej gry. Szczerze mówiąc, wyniki nie mają już dla mnie takiego znaczenia. Byłam na nich tak bardzo skupiona, że trudno dłużej funkcjonować w ten sposób. Dlatego naprawdę próbuję odpuścić. Iga jest na tenisowym zakręcie, co martwi dziennikarzy i kibiców. Powinna być jak Michael Jordan, ona powinna być wściekła, że jeżeli jest druga, to jest pierwszą przegraną. Nie widzę tej iskry, nie widzę tego ognia, tej pasji. Ta iskra wciąż w niej jest. Bo niezależnie od bieżących wyników, jest najlepszą polską tenisistką w historii. I inspiruje kolejne pokolenia. Bo ranking może się zmieniać z tygodnia na tydzień. Ale dla tych, którzy po raz pierwszy biorą rakietę do ręki, Iga Świątek wciąż pozostaje numerem jeden. Niedzielne wydanie "19.30" dobiegło końca. Dziękuję, że wybrali państwo TVP. Głos oddaję Aleksandrze Pawlickiej, która zada "Pytanie dnia". Gość to profesor Roman Kuźniar. Do zobaczenia.