Premier mówi "sprawdzam" w sprawie propozycji prezydenta i prezesa NBP. Karol Nawrocki zaprasza na spotkanie we wtorek. Prawie 3000 Polaków już wróciło do kraju. Loty ewakuacyjne będą kontynuowane. Ceny paliw w górę, czyli ekonomiczne skutki wojny. Monika Sawka, dobry wieczór. Prezydencki SAFE 0% nadal bez szczegółów o źródła finansowania, ale z propozycją spotkania z premierem. Program ogłoszony przez Karola Nawrockiego i prezesa NBP ma stanowić alternatywę dla europejskiej inicjatywy. Premier deklaruje, że jak tylko dostanie konkrety, zostaną przekształcone w projekt ustawy. Na stole jest prawie 200 miliardów złotych na obronność z unijnej pożyczki na, według rządzących, najlepszych realnie warunkach. Z taką serdeczną niecierpliwością czekam na te konkretne szczegóły. Ponawia swój apel premier. Bo choć od czasu ogłoszenia tego pomysłu... ...minęły trzy dni, to szczegółów wciąż brak. Proszę jak najszybciej dostarczyć konkrety, a ja gwarantuję, że zajmie nam to kilka godzin, żeby to przekształcić w projekt ustawy. i jeśli dzisiaj dostanę ten materiał, to w poniedziałek w Sejmie będzie projekt ustawy. Już jednak wiadomo, że to raczej niemożliwe. Prezydent, choć we wtorek zapowiadał... Dzisiaj wystosuję pismo do pana premiera. ...to zaproszenie na rozmowy wysłał po trzech dniach, wyznaczając ich termin na przyszły wtorek. Tematem spotkania będzie propozycja Prezydenta Karola Nawrockiego - #PolskiSAFE 0%. Ta nazwa, o której rządzący mówią wprost. Wprowadza Polaków w błąd. To jedyny konkret. Bo nawet udział Narodowego Banku Polskiego... Nic konkretnego jeszcze nie przedstawiłem. ...na razie stoi pod znakiem zapytania. Nie tylko dlatego, że Rada Polityki Pieniężnej, która zatwierdza plan finansowy banku centralnego, nic o nim nie wie. NBP od 3 lat wykazuje straty, nie ma więc zysków, które mógłby przekazać na zbrojenia. W sejfach co prawda są takie rezerwy, ale ich ruszyć nie można, bo chronią polską walutę. Trzeba by zmienić prawo polskie i prawo unijne, mała szansa na takie rozwiązanie. Chyba że, jak twierdzi profesor Marek Belka, wejdziemy do strefy euro. Te olbrzymie, bilionowe rezerwy walutowe, to nic innego jak koszt utrzymywania własnej waluty. Ale przecież prezydenta - to jego słowa z kampanii: Będę stał na straży polskiego złotego. ...trudno o takie inicjatywy podejrzewać. Nic nie mają, nie ma żadnych konkretów, są jakieś opowieści obu panów. PiS to nie przeszkadza i pod propozycją, której szczegółów nie ma, podpisuje się obiema rękami. Oceniam bardzo dobrze ten pomysł. Stąd podejrzenia rządzących, że chodzi nie tyle o zbrojenia, co politykę. Chodzi tylko i wyłącznie o odwrócenie uwagi od dobrego pomysłu, polskiego sukcesu, jakim jest SAFE europejski. To 190 miliardów zł pożyczki na korzystnych warunkach, która pozwoli zrealizować sporządzoną przez wojsko listę zakupów. Ponad 80% tych pieniędzy zostanie wydanych w Polsce. Tylko tu, do zakładów MESKO w Skarżysku Kamiennej, produkujących zestawy rakietowe Piorun, mają trafić 24 miliardy złotych. Kto na tym skorzysta? Polacy, polskie miasta i region. Jeśli prezydent podpisze ustawę o SAFE, a ma na to jeszcze dwa tygodnie, pierwsza transza pieniędzy trafi do Polski jeszcze w tym miesiącu. Z dwóch spraw, które są na stole, mamy bardzo zaawansowany program SAFE, gotowy do realizacji natychmiast i zapowiedź kolejnego projektu. Jestem nim zainteresowany, ale ja nie jestem zainteresowany wyborem między jednym a drugim. Potrzeby polskiej armii są szacowane na około 600 miliardów zł. Program SAFE pokrywa jedną trzecią, pieniądze z NBP, według MON, to szansa na kolejne zakupy. Więc naprawdę nie kłóćmy się o to, który projekt jest lepszy, tylko wdrażajmy pierwszy projekt i pracujmy nad drugim, to będzie poprawiało polskie bezpieczeństwo i to będzie polska racja stanu. A w sytuacji, gdy wybuchają kolejne konflikty, według rządzących nie można tego odkładać na później. "To jest sytuacja nadzwyczajna" - mówi premier i przyznaje, że wciąż wielu podróżnych czeka na pomoc. Z terenów objętych konfliktem wróciło do kraju już blisko 3000 Polaków. Ostatni przebywający na Bliskim Wschodzie mają wrócić do domu w poniedziałek. A dla tych, którzy z powodu konfliktu nie mogą skorzystać z wakacji, rząd uruchomił Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. Powrót z Dubaju przez Oman, gdzie przewieziono ich autokarami. Wakacje inne niż planowali. 36 godzin powrotu, to się robi trochę nerwowo. Od środy wiozły nas autokary do Omanu, na granicy 3 godziny nas trzymali, walizki kazali otwierać. cieszymy się, że jesteśmy na miejscu, na razie wyleczyliśmy się z wakacji all-inclusive. Nad ranem w Warszawie wylądowały też dwa specjalne samoloty rządowe, ze wsparciem medycznym i psychologicznym. Misja specjalna dla osób z problemami zdrowotnymi i rodzin z małymi dziećmi. W sumie ponad sto osób. Od początku marca z terenów objętych konfliktem ewakuowano już ponad 2800 Polaków. Nie jest to powód do satysfakcji, bo wciąż bardzo dużo ludzi czeka nie tylko na pomoc, ale także na informacje. Rząd zapowiada bezpieczny powrót kolejnych grup, ponad 1,5 tysiąca osób. Nasze placówki zamieszczają regularnie aktualne komunikaty w mediach społecznościowych i wysyłają smsy do osób zarejestrowanych w systemie Odyseusz. Dla turystów, którzy nie mogą skorzystać z wakacji z powodu wojny na Bliskim Wschodzie, rząd uruchomił Turystyczny Fundusz Gwarancyjny. Mogą z niego skorzystać tylko osoby, które miały wykupione wczasy w terminie od 28 lutego do 27 marca. Te osoby powinny zarejestrować się w systemie TFP i złożyć wniosek. Wnioski są proste i łatwo przez nie przejść, wniosek musi również złożyć organizator danej wycieczki. Kraje objęte funduszem gwarancyjnym to Arabia Saudyjska, Bahrajn, Iran, Izrael, Jordania, Katar, Kuwejt, Liban, Oman, Palestyna, Zjednoczone Emiraty Arabskie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych apeluje: przed każdym wyjazdem zagranicznym trzeba sprawdzać rekomendacje w aplikacji mObywatel. Warto też korzystać ze sprawdzonych linii lotniczych i biur podróży. Apelujemy: jeśli nie możecie polecieć do Omanu czy też do Emiratów Arabskich są inne bezpieczne kierunki jak Egipt czy Turcja Osoby, które z powodu wojny nie wróciły na czas do pracy, muszą skontaktować się z pracodawcą. Najważniejszy, kluczowy obowiązek to poinformowanie swojego szefa o nieobecności w pracy. Możemy to zrobić smsowo, mailem, telefonem. Ostatni Polacy przebywający na Bliskim Wschodzie maja wrócić w poniedziałek. Od ataku na Iran mija tydzień. Amerykanie i Izraelczycy przekonują, że uderzenia przebiegają skutecznie. Mimo dotkliwych strat Teheran kontratakuje. Na celowniku nie tylko Turcja, także Arabia Saudyjska i Bahrajn. Izraelscy dowódcy mówią o wkraczaniu w kolejną fazę operacji przeciwko Iranowi, co to oznacza? Kolejne i coraz silniejsze ataki przede wszystkim na pozycje wojsk. W pierwszej fazie Izrael i USA uderzyły w irański arsenał nuklearny po to, żeby unieszkodliwić wroga. W drugiej fazie chcą zniszczyć cały irański przemysł zbrojeniowy. Są na miejscu już amerykańskie bombowce, które uderzają bardzo głęboko. Od tego może zależeć sukces całej operacji. Uderzenie w fundamenty reżimu tego upadek gospodarczy i być może w ogóle upadek. Bliski Wschód płonie. Izrael w dzień i w nocy nieustannie ostrzeliwał Dahiję, czyli południowe przedmieścia Bejrutu i bastion Hezbollahu. Pociski z ziemią zrównały całe dzielnice. A miasto zamieniło się w wielki obóz dla przesiedleńców. Nigdy w życiu nie spałem tak na ziemi. Nikt nawet nie przyniósł koca. Tel Awiw chce raz na zawsze zniszczyć centra dowodzenia i magazyny broni wspieranych przez Iran terrorystów. Chcieliście sprowadzić piekło na nas, sprowadziliście piekło na siebie. Dahija będzie wyglądać jak Khan Junis. Nasi północni mieszkańcy będą żyć w pokoju, ciszy i bezpieczeństwie. Krwawe walki trwają też na izraelsko-libańskiej granicy. A Tel Awiw cały czas odpiera zmasowane ataki Iranu. Dziś pociski spadały w dwóch miejscach w Izraelu. Godzinę temu wystrzelili w nas rakiety. Byłem w tym domu i usłyszałem potworny wybuch. Mieliśmy dużo szczęścia. Nasz dom jest zniszczony, mam 77 lat, przeżyłam pięć wojen, jest nam bardzo ciężko. Ale mam nadzieję, że na końcu wszystko będzie dobrze. Na razie nic nie wskazuje na szybki koniec tej wojny. USA wykluczają jakiekolwiek negocjacje z reżimem w Teheranie. Nie będzie żadnego porozumienia z Iranem poza bezwarunkową kapitulacją. I wraz z Izraelem zapowiadają drugą, jeszcze bardziej krwawą, fazę konfliktu. Po zakończeniu fazy zaskakującego uderzenia otwierającego, w którym uzyskaliśmy przewagę powietrzną i stłumiliśmy rakiety balistyczne, przechodzimy teraz do kolejnego etapu kampanii, w którym zintensyfikujemy szkody wyrządzone fundamentom reżimu i jego potencjałowi militarnemu. Wzmożone ataki na własnej skórze odczuli już mieszkańcy Teheranu. Przerażeni uciekinierzy opisują najgorszą noc od początku tej wojny. Izrael mówi, że precyzyjnie celuje, ale to nieprawda. Zabijają cywilów, a zwykłe budynki są burzone. W atakach zginęło już 1200 Irańczyków, setki tysięcy straciły dach nad głową. Ale zwolennicy reżimu, którzy dziś opłakiwali zmarłego w sobotę ajatollaha, o rozejmie słyszeć nie chcą. Jeśli teraz zgodzimy się na zawieszenie broni, ta sama sytuacja powtórzy się za sześć miesięcy. Więc musimy z nimi skończyć, położyć im kres. Teheran stracił już ponad połowę swojego arsenału, ale coraz częściej atakuje amerykańskie bazy, infrastrukturę i budynki mieszkalne w innych krajach Zatoki Perskiej. W kierunku swoich sąsiadów Iran wystrzelił już prawie 2500 pocisków balistycznych i dronów. Dziś celem ataku była choćby ta amerykańska baza w Kuwejcie. Turcja, członek NATO, ostrzega przed wojną, która może wymknąć się spod kontroli. I przygotowuje się na falę uchodźców z Iranu. W Stambule jest nasz specjalny wysłannik Witold Tabaka. Na przyjęcie ilu osób przygotowuje się Turcja? Na razie tureckie ministerstwo spraw wewnętrznych deklaruje możliwość przyjęcia 90 tysięcy osób. Ale to rozwiązanie, którego Turcy chcieliby uniknąć. Rozważanie są 3 scenariusze: 1. Uchodźcy migrują, ale tylko na terenie Iranu. 2. Przy granicy tworzona jest dla nich strefa buforowa. 3. W ostateczności są oni przejmowani do obozów na terenie Turcji. Jedno, czego administracja Erdogana chce uniknąć, to niekontrolowany napływ uchodźców. Jak wyglądało to przez wiele lat w przypadku milionów Syryjczyków. "Nie będzie żadnej umowy z Iranem poza bezwarunkową kapitulacją" - jak słyszeliśmy, Donald Trump nie pozostawia żadnych wątpliwości i sugeruje, że zamierza kontynuować ataki do upadku reżimu. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Amerykański prezydent stwierdził, że musi być osobiście zaangażowany w wyznaczenie nowego lidera Iranu. Czy kogoś konkretnego ma na myśli? Tak, podobno jest trzech kandydatów. Trump nie zdradza nazwisk, ale mówi, że wybór będzie bardzo łatwy. Biały Dom preferuje zmianę reżimu a la model wenezuelski, gdzie teraz, jak mówi prezydent, rządzi fantastyczna liderka, które do niedawna jeszcze była wiceprezydentką u Maduro. Trumpowi nie będzie przeszkadzało, jeśli nowy lider będzie także ajatollahem. Waszyngton akceptuje reżim religijny. Ważne, by nowe władze w Teheranie były proamerykańskie, a co najmniej nie antyamerykańskie. Z otoczenia prezydenta coraz częściej słychać, że to Irańczycy stali za zamachem na życie prezydenta w kampanii wyborczej w lipcu 2024 roku. Stąd zaraz po zabiciu Chameneiego Trump powiedział: "Dopadłem go, zanim on dopadł mnie". W Waszyngtonie pojawia się coraz więcej informacji, że Rosjanie dostarczają Irańczykom danych wywiadowczych, które wykorzystują do atakowania Amerykanów w regionie. Jednak Amerykanie i tak są pewni szybkiego rozstrzygnięcia na swoją korzyść. Są zadowoleni z ofensywy powietrznej, dlatego prezydent w tym momencie wyklucza inwazję lądową amerykańskich marines. Prawo i Sprawiedliwość straszy kryzysem paliwowym. W mediach społecznościowych na oficjalnym profilu PiS pojawiły się wpisy sugerujące, że Polacy boją się braku paliwa na stacjach. Orlen zapewnia: rafinerie pracują normalnie, a dostawy surowca przebiegają bez zakłóceń. Rządzący tłumaczą też, że nie trafia on do Polski przez cieśninę Ormuz, zamkniętą przez Iran, i przestrzegają przed sianiem paniki. Konflikt w Zatoce Perskiej winduje ceny paliwa. Na świecie i w Polsce. Tankować trzeba, nie ma wyjścia. Jak człowiek musi, to zapłaci każdą cenę. Tu w ciągu trzech dni coś z wojna się dzieje, to jest już u nas odczuwalne na kieszeni. Za litr benzyny Polacy muszą zapłacić dziś średnio 50 groszy więcej niż przed tygodniem. Litr oleju napędowego zdrożał niemal o złotówkę. Niestety, prognozy są dalej zwyżkowe, jeżeli chodzi o wzrost cen. Według portalu E-PETROL.PL w przyszłym tygodniu litr diesla może kosztować średnio 7,30 zł. Za litr popularnej 95 trzeba będzie zapłacić 6,30 zł. Ceny są bardzo wrażliwe na wszystko, co się dzieje na Bliskim Wschodzie. Rynki reagują dosyć intensywnie, dlatego te ceny mogą się szybko zmieniać. Nie oznacza to, że wzrosną na stałe do poziomu 8 złotych. Nie przekonuje to polityków opozycji, którzy od kilku dni straszą, że lada moment paliwa zabraknie. Wzywają też rząd do objęcia kierowców tarczą paliwową. Jeżeli to nie jest kryzys na stacjach paliw, to nie wiem, co nim jest. Jeżeli te ceny przekroczą, jeżeli wartość baryłki przekroczy choćby sto dolarów, to będzie reakcja w postaci jakiejś tarczy paliwowej czy energetycznej. Eksperci są zgodni: o tym, że zabraknie paliwa, nie ma mowy. A dezinformacja może niebezpiecznie podbijać ceny. Jedna z najgorszych rzeczy, które możemy zrobić jako obywatele, to mówiąc w cudzysłowie "najazd na stacje benzynowe", to tylko i wyłącznie zwiększy zapotrzebowanie zarówno na olej napędowy, jak i na benzynę. Opozycja w bardzo nieodpowiedzialny sposób od początku szuka tylko i wyłącznie dziury w całym, by siać panikę. Mimo zapewnień, że dostawy do Polski nie są zakłócane, bo też są realizowane innymi szlakami. Do opamiętania i ostudzenia emocji wzywa minister energetyki Miłosz Motyka. Sianie paniki i chaosu dzisiaj jest totalnie nie na miejscu, ono nie sprawi, że paliwa będzie więcej i że będzie tańsze, wręcz przeciwnie, więc tutaj warto apelować o rozsądek. Uspokajający komunikat publikuje też ORLEN. Dzisiaj jesteśmy pod presją wysokich cen paliw na światowych rynkach i musimy wspólnie tę presję przeczekać. Ze swojej strony stabilizujemy polskie ceny na tyle, na ile to możliwe. Jeżeli to nie pomoże, a sytuacja będzie się pogarszać, spółka nie wyklucza obniżenia marży. Rośnie napięcie na linii Kijów - Budapeszt. Ukraina oskarża Węgry o porwanie swoich obywateli i kradzież milionów dolarów i złota. Władze węgierskie zatrzymały 7 Ukraińców pod zarzutem prania brudnych pieniędzy. Jechali w konwoju. "Żądamy ich natychmiastowego uwolnienia" - mówi minister spraw zagranicznych Ukrainy i zaleca powstrzymanie się od wyjazdów na Węgry. Gigantyczne pieniądze, złoto i 7 porwanych. Konwój miał trafić z Austrii na Ukrainę, przechwyciły go węgierskie służby. W akcji wzięli udział antyterroryści. To oznacza, że teraz przystępują do działań terrorystycznych, czyli zaczynają brać zakładników, przynajmniej tak odczytujemy. Kijów też nie przebiera w słowach. Dwa opancerzone wozy przewoziły 40 milionów dolarów, 35 milionów euro i 9 kilogramów złota. Ukraiński bank zapewnia, że transport był legalny, a formalności celne i normy unijne dopełnione. Kosztowności należą do obywateli i firm z Ukrainy. Miały trafić do obiegu i zasilić rynek pieniężny. Ale dla Budapesztu to za mało. Węgierski rząd domaga się wyjaśnień, sugerując, że pieniądze mają związek z ukraińską mafią wojenną. Jeśli to rzeczywiście transakcja między bankami, dlaczego nie została przeprowadzona przelewem? Grupa ukraińskich konwojentów przetrzymywanych od wczoraj w tej jednostce antyterrorystycznej na terenie Budapesztu oskarżonych o pranie brudnych pieniędzy, ale także nielegalne wwiezienie ogromnej ilości gotówki na teren kraju, lada moment ma zostać wydalona z kraju. To wszystko wpisuje się w narrację Orbana, który przez trwającą kampanię wyborczą uderza nie w swojego politycznego przeciwnika, a w Wołodymira Zełenskiego, zarzucając, że Kijów chce zmienić rząd w Budapeszcie i wciągnąć Węgry w wojnę. Orban prowadzi prorosyjską politykę i zależy mu na ropie naftowej, która teoretycznie według niego powinna płynąc rurociągiem "Przyjaźń" a przed wyborami byłaby to dobra karta przetargowa. Od miesięcy relacje Kijów-Budapeszt są napięte. Orban blokuje unijną pomoc dla Ukrainy i oskarża Zełenskiego o celowe wstrzymanie dostaw rosyjskiej ropy rurociągiem "Przyjaźń". Pod koniec stycznia sieć została uszkodzona przez drony Putina. Wstrzymamy dostawy przez Węgry towarów, które są dla Ukrainy ważne, dopóki nie otrzymamy zgody Ukrainy na dostawy ropy naftowej. Przejęcie konwoju to nie operacja służb, tylko kolejny element politycznej gry - słyszmy od eksperta. Jest to bez wątpienia próba wywarcia bezpośredniego nacisku na Wołodymyra Zełenskiego, żeby jak najszybciej ten rurociąg był uruchomiony i żeby ta splamiona krwią ropa płynęła do Europy. Dla Orbana to gra o wszystko. Wybory za miesiąc, sondaże wskazują porażkę Fideszu i rządzącego od 16 lat Orbana. Dzień przed konwencją Prawa i Sprawiedliwości były szef rządu przedstawił w Warszawie swoją strategię dla nowoczesnej gospodarki. "Musimy odwrócić fatum historii" - mówił Mateusz Morawiecki. Nie wszystkim dzisiejszy event byłego premiera się jednak spodobał. To pokłosie wewnętrznych sporów. Pytanie, czy nazwisko kandydata na premiera, które jutro ogłosi Jarosław Kaczyński, cokolwiek zmieni w partii, która notuje najniższe poparcie od lat. Hala Sokoła nazywana jest "krakowskim talizmanem" Jarosława Kaczyńskiego. To tu ogłaszano kandydatury Andrzeja Dudy i Karola Nawrockiego. Teraz prezes PiS ma tu wskazać swojego kandydata na premiera. Dobry kandydat sto razy lepszy niż Tusk. A kto nim będzie? Wiem albo nie wiem. Albo inaczej - nie wiem albo wiem. Kandydat jest in pectore, czyli w sercu Jarosława Kaczyńskiego. Zgodnie z wolą prezesa ma być on młody. Poniżej 50 lat taki kandydat. W ścisłym finale partyjnego castingu mają być prezydenci miast Stalowej Woli, Lucjusz Nadbereżny, oraz Chełma - Jakub Banaszek. Skupiam się na zadaniach Chełma, samorządu, mam tam bardzo dużo wyzwań. Z powodu wieku z castingu wypadł 57-letni Mateusz Morawiecki, choć wielokrotnie deklarował chęć. Ale jest też inny powód - walka frakcyjna w PiS. Od dłuższego czasu pan Morawiecki jest niechcianym synkiem pana prezesa Kaczyńskiego. "Synkiem politycznym" i to jeszcze niegrzecznym, bo mu bryka. Mateusz Morawiecki zorganizował dziś w Warszawie własny programowy event gospodarczy pod nazwą "Powered by Poland". Co wielu potraktowało jako konkurencyjną imprezę wobec sobotniej konwencji PiS w Krakowie. Dla mnie jest to dziwne. Były premier miał być wezwany w tej sprawie na dywanik. Czy była zgoda na to? My nie działamy w ten sposób, że reglamentujemy, zabraniamy politykom swoich działań. Choć już za publiczną dyskusję o sprawach partii kilkoro polityków, w tym Mateusz Morawiecki, trafiło przed partyjną komisję etyki. Ta werdykt ogłosi w przyszłym tygodniu. Spotykamy się w bardzo dobrej atmosferze. Mamy katalog kar i możemy odstąpić od ukarania. Nie mogę nic mówić przed. Sam Mateusz Morawiecki deklaruje wsparcie dla kandydata, którego w Krakowie namaści prezes PiS. Jedność będzie na pewno - to mogę zapewnić. Jesteśmy skoncentrowani na jednym celu. I takie mam plany, żeby być w Krakowie. Natomiast najlepsze filmy to takie, które trzymają w napięciu do samego końca. Dla rządzących konwencja PiS to dzielenie skóry na niedźwiedziu. Najpierw trzeba wygrać wybory. Kaczyński musi zrobić jakiś krok, bo to wszystko po prostu leci na łeb na szyję. To jeden z najnowszych sondaży. Niezmiennie prowadzi KO - ponad 34% poparcia. PiS - 22% Trzecia Konfederacja. Jarosław Kaczyński, który będzie ogłaszał kandydata na premiera, w zapomniał, że nie będzie decydował, kto będzie premierem. Wydaje się to dość groteskowe z jego strony. Dla PiS-u krakowska konwencja to próba odzyskania utraconego elektoratu. Wierzył, że kino może zmieniać świat. A film może być czymś więcej niż rozrywką. Jego filmy stały się świadectwem XX-wiecznej Polski, pokazując dramat jednostki w zderzeniu z systemem. W tym roku mija 10 lat od śmierci Andrzeja Wajdy. Odbierając w 2000 roku Oscara, powiedział, że robi to w imieniu polskiego kina i wszystkich tych, którzy nie mieli szansy opowiedzieć swojej historii. Ufał aktorom i dawał im wolność. Potrafił wydobyć z nich to, co najlepsze. Daniel Olbrychski nazywał Andrzeja Wajdę Norwidem polskiego kina. Zagrał w 13 z 39 filmów fabularnych mistrza. Żartuje, że ostatnią rolą, jaką mu powierzył, jest ta - ojca chrzestnego jego jedynej córki Karoliny. Dla mnie Andrzej był najpierw mistrzem, mentorem, reżyserem, rodzajem drugiego ojca, a potem starszego brata. Karolina Wajda wspomina, że ojciec był wspaniałym artystą, który umiał łączyć różne dziedziny sztuki. Przede wszystkim jednak był tatą. Dzisiejsze uroczystości w Sejmie zorganizowanie przez marszałka bardzo ją poruszyły. Zawsze czułam, że mogę do niego przyjechać i schować się pod jego skrzydła. Ludzie, którzy są wrażliwi, którzy zetknęli się z jego twórczością, też noszą to w sobie. "Ziemia obiecana", "Niewinni czarodzieje" czy nagrodzony Złotą Palmą w Cannes "Człowiek z żelaza". Andrzej Wajda był nie tylko jednym z najwybitniejszych twórców polskiego, ale i światowego kina. Został doceniony Oscarem za całokształt twórczości. Będę mówił po polsku, bo chcę powiedzieć to, co myślę, a myślę zawsze po polsku. Za Żeromskim Andrzej powtarzał, że trzeba rozrywać polskie rany, żeby nie zabliźniły się błoną podłości, bo był kochającym Polskę polskim patriotą, który uczył nas patriotyzmu. To jedna z lekcji mistrza. Kolejna, by nie marnować ani sekundy na ekranie. Andrzej Wajda - artysta i obywatel. Legenda kina, która przez swoje filmy dawała Polakom coś bezcennego: oddech wolności. Prezes Narodowego Banku Polskiego wraca z nowym repertuarem. Podczas wczorajszego wystąpienia Adam Glapiński stwierdził, że z zamiłowania nie jest matematykiem, bardziej behawiorystą zwierząt. Co wiele tłumaczy. Był już jastrzębiem na czele jastrzębi, teraz pojawiło się nawiązanie do kurnika. Tak określił siedzibę NBP, a siebie nazwał mocarzem. Złote cytaty prezesa zebrał dla państwa Michał Niewodowski. Nie do końca wiosną budzi się przyroda, a razem z nią po miesiącach dygresyjnej zimy przebudził się prezes Narodowego Banku Polskiego, choć z rannym wstawaniem różnie u niego bywało. Nie chciałem chodzić też rano na judo, na SGH jak studiowałem, to chodziłem wieczorem na ósmą na podnoszenie ciężarów i na boks. W ten sposób zostałem takim mocarzem. Mocarz to nowość, nie to co oblatane ptasie frazesy. Pojawiam się przed państwem jako jastrząb. Przychodzę jako gołąb czy przylatuję jako gołąb na czele innych gołębi. Na czele jakiego stada by nie stał, mocarz w środowisku naturalnym nie boi się odważnych decyzji, jak przebudowa siedziby NBP. Mówiłem wielokrotnie państwu: Boga się boję, żony się boję, a poza tym właściwie niczego. A projekt tak jak prezes jest odważny, wielki, nie to co teraz. W tej chwili to jest niestety przykro, to nie jest Bizancjum, tylko to jest kurnik w porównaniu z innymi bankami centralnymi w Europie. To nasz polski bank na miarę naszych możliwości. Stąd dbałość o detale. Przy okazji informuję, że nie ma w banku złotych wind. Zlikwidowanie klamek od drzwi obrotowych wszędzie na parterze NBP, bo one były w kształcie monety Euro. Bo to zagraniczny pieniądz. Dobrze jest czasem wyjeżdżać za granicę, chociaż ja nie lubię. Nic dziwnego, Europa się wyludnia, pytanie, kto za to odpowiada. Wyzwolenie kobiet, dobre, wspaniałe, właściwe, jestem tym zachwycony. Wyzwolenie kobiet przyniosło to, że kobiety same decydują o tym, żeby mieć mniej dzieci albo nie mieć, mają do tego pełne prawo. I mają też pełne prawo, żeby czasem im pomóc albo je wyręczyć. Poszedłem do sklepu, normalnie żona zakupy robi. Dlatego paragon wziąłem i go mam. Oprócz paragonu z czasów walki z wysoką inflacją, prezes Glapiński zyskał też popularność. Inflacja sięgnęłaby szczytu Giewontu albo Rys, Rysów. Rysy. Bo co by prezes nie powiedział, to zawsze był jakiś szczyt. Bardzo dziękuję za wspólnie spędzony czas. Za chwilę Pytanie dnia. Dziś u Doroty Wysockiej-Schnepf była prezes NBP Hanna Gronkiewicz-Waltz. Wieczorem w TVP Info także premiera nowego programu "Kłamstwo nie przejdzie". Ja czekam na państwa jutro o 19:30.