Kluczowy moment misji Artemis II - Orion przeleci nad niewidoczną stroną Księżyca. Gra o cieśninę Ormuz, Iran odrzuca ultimatum Trumpa. Amerykański prezydent straszy piekłem. Powalone drzewa, brak prądu i interwencje strażaków. Silny wiatr nad Polską. Monika Sawka, dobry wieczór. Przed Artemis II historyczne wydarzenie i najważniejszy moment misji. Statek Orion przeleci nad niewidoczną stroną Księżyca, a czworo astronautów pobije rekord podróży pozaziemskiej, który przetrwał ponad pół wieku. Kulminacyjne wydarzenie potrwa około 40 minut. Czegoś takiego ludzkość jeszcze nie doświadczyła. Poza nieziemskimi widokami, załoga Orionu ma także ważne przesłanie. Za nami miesiące przygotowań, a przed nami sekundy, które zdecydują o miejscu tej wyprawy w historii. Rozpoczyna się właśnie kulminacyjny moment misji Artemis II. Statek kosmiczny Orion i jego załoga weszli oficjalnie w siłę grawitacyjną Księżyca. Czyli przyciąga ich ziemski satelita. Cel misji: przelot wokół srebrnego globu. 6500 kilometrów od jego powierzchni. Jak to blisko? Wyobraźmy sobie piłkę. Standardową piłkę trzymaną w wyciągniętej ręce. Mniej więcej to jest coś takiego. Taki widok, jak astronauci zobaczą księżyc. To jest jednak duża odległość. Ile szczegółów zobaczymy na piłce, no trochę tam widać. Astronauci też zobaczą trochę na powierzchni Księżyca. Kratery, morza księżycowe, a przede wszystkim niewidoczną z Ziemi stronę księżyca. To wspaniałe osiągnięcie być tutaj, widzieć Księżyc, widzieć Ziemię i wiedzieć, że jesteśmy pomiędzy tymi dwoma ciałami niebieskimi. Widać to, patrząc przez okno. Głównym zadaniem astronautów ma być obserwacja i fotografowanie otoczenia. Doświadczenia naukowców czy ludzi, do tego przeszkolonych, są naprawdę dużo cenniejsze niż jakiekolwiek zdjęcia zrobione przez sondy kosmiczne i wniosą na pewno dużo cennej wiedzy. Krok po kroku, sekunda po sekundzie - wszystko jest dokładnie zaplanowane. Lada moment astronauci mają pobić pierwszy rekord. Znajdą się najdalej od Ziemi - dalej niż w 1970 roku była misja Apollo 13. Po godzinie 1:00 polskiego czasu statek kosmiczny będzie mijał powierzchnię Księżyca w najmniejszej odległości. Aż w końcu pięć minut później Orion osiągnie największą odległość od Ziemi. Od tego momentu astronauci zaczną drogę powrotną w stronę naszej planety. Jedną z najciekawszych rzeczy, którą astronauci będą śledzili, znajduje się tutaj. W zasadzie na samej krawędzi tarczy Księżyca, którą z Ziemi możemy zobaczyć. To tak zwane morze wschodnie, które pojawia się u nas dosłownie na milimetr, jeśli patrzymy przez teleskopy. Zdjęcia wykonane przez astronautów misji Artemis II to coś więcej niż dokumentacja, dla wielu to spojrzenie człowieka na kosmos z perspektywy, której nie widzieliśmy od pokoleń. Te zdjęcia Ziemi już przeszły do historii. Gdy my wysyłamy naszych astronautów na ziemską orbitę, to jest tylko 400 km od Ziemi, a oni lecą na odległość 400 tysięcy km od Ziemi, dlatego oni są w stanie zobaczyć Ziemię jako całą tą piękną kulę. Wesołych świąt wielkanocnych wszystkim na Ziemi. Załoga regularnie łączy się z Houston. Setki tysięcy kilometrów od domu obchodzili święta. Świętowaliśmy na pokładzie - ukryliśmy kilka jajek w kabinie. Były to suszone jajecznice, wszyscy jesteśmy zadowoleni. To 6. dzień misji Artemis II. Powrót człowieka w okolice Księżyca po ponad 50 latach nie jest jednorazowa akcją - to część szerszego planu. Tak naprawdę misję Artemis II można traktować jako próbę generalną przed planowanym ponownym lądowaniem ludzi na Księżycu. Artemis II zakończy okres obserwacji Księżyca po 3:00 w nocy polskiego czasu. W TVP Info o godzinie 23:00 program specjalny. Oglądają państwo "19.30", w programie jeszcze: Późna diagnoza. Zdiagnozowałem się w wieku 29 lat, już jako dorosły. Diagnoza dała mi to, że zrozumiałam, co się dzieje. Jakość życia osób z ADHD po leczeniu bardzo się poprawia. Coraz więcej emerytów pracuje. Mają kontakt z ludźmi, nie ma izolacji społecznej. Zwiększają swój kapitał emerytalny. Jak zdrowie pozwoli, to jeszcze będzie parę lat. To jest pasja dla mnie. Irańska marynarka wojenna odrzuciła żądanie Donalda Trumpa dotyczące otwarcia cieśniny Ormuz. Teheran zapowiedział tworzenie "nowego porządku w Zatoce Perskiej". Amerykański prezydent zagroził wczoraj atakami na irańskie elektrownie i mosty, jeśli cieśnina nie zostanie otwarta w ciągu 48 godzin. Irańczycy odpowiedzieli: zareagujemy w ten sam sposób. Według CNN Trump odrzucił też propozycję rozejmu wypracowaną przez mediatorów. Teheran. W izraelskim ataku lotniczym na dom mieszkalny i uniwersytet zginęło 12 osób. Haifa. Cztery osoby nie żyją, cztery są ranne po uderzeniu irańskiego pocisku balistycznego w budynek mieszkalny. Tel Awiw. Rakieta uderzyła w bazar, niszcząc kilka budynków. Na Bliskim Wschodzie dzień w dzień wyją syreny alarmowe. A będzie gorzej, bo Donald Trump zwiększa presję na Iran. Prezydent powiedział mi: jeśli szybko nie zawrą porozumienia, rozważam wysadzenie wszystkiego w powietrze i przejęcie ropy. Co to oznacza, "wyjaśnia" w mediach społecznościowych Donald Trump. Nie przebierając w słowach. Iran odpowiedział natychmiast: zareagujemy w ten sam sposób. Każdy atak na cele cywilne spotka się ze zwielokrotnioną odpowiedzią przeciwko interesom wroga w dowolnym miejscu w regionie. I dodał: Trump myśli jak przestępca. To wyraźne publiczne podżeganie do zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, a powiedziałbym, że do ludobójstwa, ponieważ grożenie atakiem na krytyczną infrastrukturę oznaczałoby chęć narażenia całej ludności na ryzyko. A co z porozumieniem, którego domaga się Trump? Projekt 45-dniowego rozejmu, zakładającego ponowne otwarcie cieśniny Ormuz, opracowali mediatorzy: Pakistan, Turcja i Egipt. Cieśnina Ormuz jest zamknięta. Irańska marynarka wojenna zapowiada zaprowadzenie nowego porządku w Zatoce Perskiej. Pomocy w jej odblokowaniu Donald Trump domagał się od sojuszników, między innymi z NATO. Chciał koalicję państw, które wyślą okręty do Zatoki Perskiej. Zabrakło jednak chętnych. W imię inwestycji w dobre relacje, w moim przekonaniu, takie państwa zachodnie, które posiadają marynarkę, powinny w ramach działań koalicyjnych wesprzeć Amerykanów i ja ich do tego bardzo mocno namawiam. Mówi prezydencki minister, szef Biura Polityki Międzynarodowej Marcin Przydacz. Jego słowa wywołały spore kontrowersje. Odpowiedział na nie m.in. premier Donald Tusk. Komisja Europejska kończy prace nad umową pożyczkową z Polską w ramach programu SAFE. Dokument ma zostać podpisany po świętach, wypłata pierwszej zaliczki może nastąpić jeszcze w tym miesiącu. Rządzący wciąż nie rozumieją, dlaczego prezydent Karol Nawrocki zawetował ustawę i powiedział "nie" miliardom na zbrojenia. Dlaczego prezydenta nie ma w polskich zakładach? Tu, do Zielonki, do Wojskowych Zakładów Elektronicznych, wiceminister obrony zaprasza prezydenta. Ja wiem, że prezydentowi bardzo łatwo przychodzi fotografować się w samolocie F-35, zresztą który zamawiamy do Polski. Wszystko tu jest w porządku, ale chciałbym pana prezydenta zaprosić do polskich zakładów zbrojeniowych, niech przyjedzie tutaj do Zielonki, niech zobaczy, jak tutaj pracują Polacy przy liniach produkcyjnych. Gdzie produkują najnowocześniejsze pociski i komponenty, które w najbliższych latach staną się kluczowym elementem walki radioelektronicznej. Rządzący nie mają wątpliwości, dlaczego Karol Nawrocki tych miejsc teraz unika. Skompromitował się jako ten, który w sposób szczególny ma dbać o obronność. I wciąż nie rozumieją, jak zwierzchnik sił zbrojnych mógł powiedzieć "nie" unijnym miliardom na zbrojenia. Miał obowiązki polskie, ale z tych obowiązków się nie wywiązał. Unia też się dziwi. Czy unijni urzędnicy, przywódcy innych państw, rozumieją decyzję polskiego prezydenta? Nie i to było trzeba długo tłumaczyć, bo pytanie, które dostaję, to jest: przecież to był wasz pomysł. Zaproponowany przez Polskę w trakcie polskiej prezydencji. Po wecie prezydenta naszą pulą środków zainteresowały się inne państwa. Zdradza w rozmowie z "19.30" ministra odpowiedzialna za SAFE. Kto chciał wziąć nasze 180 miliardów złotych? Faktycznie było tak, że po wecie pana prezydenta w Brukseli rozdzwoniły się telefony innych stolic: czy to znaczy, że Polska nie chce pieniędzy z programu SAFE i czy te pieniądze wracają do puli. Mój komunikat był jasny: Polska była, jest i będzie częścią mechanizmu SAFE. I sprzeciw prezydenta tego nie zmieni - słyszymy od rządzących. Ja bym sobie nie darował, gdyby rząd, który wspieram, odpuścił ponad 180 miliardów dodatkowych pieniędzy na obronność. Zrobimy wszystko, aby nie zmarnować ani jednego euro. To właśnie minister obrony wspólnie z ministrem finansów podpiszą umowę tuż po Wielkanocy. A PiS już straszy. Donald Tusk chce znaleźć ministrowi Domańskiemu kolegę do współodpowiedzialności w przyszłości. Za budowanie bezpieczeństwa będą chcieli kogoś ścigać. Niech próbują, naprawdę, ja wiem, co robię. Budowa silnej Polski jest sprawą świętą i nikt mnie nie wystraszy. Mówi minister obrony. A Polska Grupa Zbrojeniowa wylicza straty po wecie prezydenta. To nawet 4 mld złotych - przyznaje wiceprezes PGZ. Bo weto oznacza utratę miliardów złotych dla służb podległych MSWIA. Dzisiaj musimy szukać innej drogi i pewnie w inny sposób te przepływy finansowe będą przechodzić, ale założenie jest jedno: policja, straż graniczna, projekty infrastrukturalne muszą się wydarzyć, muszą tam być inwestycje. Rozważany jest wariant, w którym wojsko z programu SAFE kupuje sprzęt dla służb MSWiA i potem go im przekazuje. Tysiące mieszkańców bez prądu, setki interwencji strażaków. Synoptycy ostrzegają przed silnym wiatrem. Miejscami obowiązują alarmy nawet drugiego stopnia. Najsilniej wieje na Wybrzeżu, gdzie alert wydało również Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. Porywy wiatru sięgną tam nawet do 95 km/h. Jakie są najnowsze prognozy? Można szukać pozytywów. Pogoda jutro ma wracać do normy. Dziś mamy połamane drzewa i sztorm. Najbardziej we znaki daje się to mieszkańcom Wybrzeża. Dużo pracy dla strażaków. Interweniowali ponad 3 tys. razy. Temperatury w nocy także będą się obniżać i w najbliższych godzinach orkan Dave będzie słabnąć na sile, te porywy będą się powoli zmniejszać, na tą chwilę ostrzeżenia są wydane do godzin wieczornych. Natomiast w dniu jutrzejszym jeszcze porywisty wiatr na północy, północnym-wschodzie i na wschodzie kraju i te temperatury nadal będą się obniżać. Alerty II stopnia dla Wybrzeża dziś do 21.00. należy zachować szczególną ostrożność. Poniedziałek Wielkanocny to nie tylko religijne obrządki, ale także liczne zwyczaje i obrzędy ludowe. Śmigus-dyngus, znany także jako lany poniedziałek, od wieków rozbrzmiewa w polskich domach śmiechem, pluskiem wody i radością. Choć policjanci przypominają, że polewanie innych bez zgody może skończyć się karą. W tym wyjątkowym czasie, niosącym przesłanie odrodzenia i nowego początku, papież Leon XIV przypomina o tym, co najważniejsze. W trakcie modlitwy Regina Caeli mówił o prawdzie, która coraz częściej ginie w świecie fake newsów i o tych, którzy najbardziej potrzebują światła oraz wsparcia. Drodzy przyjaciele, jakże ważne jest, aby ta Ewangelia docierała przede wszystkim do tych, którzy są uciskani przez zło, które wypacza historię i sumienia. Do narodów rozdzieranych przez wojnę, chrześcijan prześladowanych za wiarę i dzieci, którym odebrano edukację i bezpieczeństwo. To również czas, w którym możemy zbliżyć się do siebie. Bycie patriotą, a więc bycie tym, który kocha ojczyznę całym sercem i całą duszą, nie może jednocześnie wykluczać innych. Jesteśmy w naszym wspólnym domu. Poniedziałek Wielkanocny to drugi dzień najważniejszych świąt chrześcijańskich upamiętniających zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Najważniejsze to, co mamy w swoim serduszku. To są święta do przeżywania. Święta Bożego Narodzenia bardziej do odwiedzania, a te do przezywania. Wielu Polaków pielęgnuje także te tradycje. Śmigus-dyngus, czyli polewanie wodą. Tak było w latach 90. A tak wyglądało to jeszcze wcześniej. Dziś oblanie kogoś bez jego zgody może skończyć się mandatem od 20 złotych do nawet 5000. Dlatego zabawa dozwolona jest tylko za zgodą albo podczas zorganizowanych wydarzeń, jak w Lisowicach, gdzie co roku odbywa się wielka bitwa wodna z udziałem strażaków. Zmęczeni jak zwykle. Jestem tu kolejny raz i jak zwykle super. Polecam każdemu taką zabawę w śmigus-dyngus. W Krakowie Wielkanocny Poniedziałek to także jeden z najstarszych i najbardziej znanych odpustów w Polsce Emaus. Jego tradycja sięga średniowiecza, kiedy mieszkańcy wędrowali w procesji do wsi Zwierzyniec. No ja jestem z Krakowa, więc co roku chodzimy od dzieciństwa. Najpierw w moimi rodzicami, teraz z moimi dziećmi. W Karpaczu świąteczna radość łączy się z pomocą innym. Podczas Mistrzostw Polski z Jajem uczestnicy rywalizują między innymi w rzucie jajkiem w podobiznę burmistrza. Do tego wspólne smażenie gigantycznej jajecznicy z 2026 jaj. Zabawie towarzyszy zbiórka dla 17-letniego Marcela chorego na nowotwór. W swoim życiu często słyszeli, że są zdolni, ale leniwi. Bywa, że pracują piątą noc z rzędu i są tak skupieni, że zapominają zjeść. Kiedy po pomoc zgłaszają się do psychiatry, słyszą: to ADHD. Liczba dorosłych z tą diagnozą wzrasta lawinowo. Wraz z rozpoznaniem przychodzi w końcu, po latach, zrozumienie, że zmagania z impulsywnością, roztargnieniem czy chronicznym odkładaniem zadań mają neurologiczne podłoże. Nastawiam pranie, po czym próbuję wyjąć za 3 godziny, a ono jest nieuprane, bo gdzieś po drodze nie włączyłem pralki. Od nadmiernej impulsywności po zapominanie o zapłaceniu rachunków. Osoby z ADHD mówią o nieustannej gonitwie myśli i trudnościach w dopasowaniu się do schematów. Potrafię w jednym czasie w głowie śpiewać sobie piosenkę, myśleć, co zjem, planować wakacje, i jeszcze kilka rzeczy na raz. Problemy z koncentracją, zapominanie, problemy z planowaniem. Bogna Cudna otrzymała diagnozę ADHD dopiero w wieku 43 lat, przyznaje, że to pozwoliło jej lepiej wykorzystać swój potencjał. Teraz jest trenerką jogi. Miałam takie podejrzenia wcześniej, że nie powinnam pracować na krześle w biurze i dziwiłam się, że mnie nosi w życiu w lewo, w prawo. Po prostu diagnoza dała mi to, że zrozumiałam, co się dzieje. ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, najczęściej kojarzony jest z nadruchliwością u dzieci. Objawy z wiekiem mogą się zmienić, złagodnieć, ale z ADHD się nie wyrasta. Problemy z koncentracją u osób dorosłych to jest najczęściej zgłaszana trudność, ale też natłok myśli w głowie, poczucie wewnętrznego napięcia, niepokoju, rozedrgania. Wiele osób z ADHD zmaga się dodatkowo z uzależnieniami lub depresją, bo ciężko im podporządkować się społecznym schematom. ADHD u dorosłych to wciąż niedostatecznie rozpoznawane i często błędnie interpretowane zaburzenie. Zgłasza się do nas bardzo wiele osób, które chce sprawdzić, czy te trudności, które maja w życiu, czy faktycznie to jest ADHD. Postawienie diagnozy może zmienić bardzo dużo, ponieważ możemy wprowadzić odpowiednie działania terapeutyczne, w tym farmakoterapie. Katarzyna Trąbicka przyznaje, że dzięki diagnozie w końcu udało jej się opanować wewnętrzny chaos. Z tego, co wiem, to średni wiek diagnozy u kobiet to 37. rok życia, a ile by to zmieniło w życiu, gdyby przez te 37 lat wiedzieć. Bo ADHD mocno odbija się na życiu prywatnym i zawodowym. Z jednej strony pozwala na niesamowitą kreatywność, z drugiej oznacza ogromne trudności w skupieniu uwagi i dotrzymywaniu terminów. Na początku przechodzi się żałobę po straconym dzieciństwie, po straconych latach nastoletnich, straconych pod tym względem, że człowiek cały czas myślał, że coś jest z nim nie tak. Aneta Korycińska, jedna z najbardziej znanych w Polsce polonistek, przyznaje, że diagnoza była punktem zwrotnym w jej życiu. Po psychoedukacji, po diagnozie zdecydowałam, że mogę być mamą, bo wiem, jak funkcjonować. Liczba diagnoz w ciągu ostatnich 5 lat wzrosła prawie dwukrotnie, do 64 tys. w 2024 roku. Jednak eksperci szacują, że realna liczba osób z ADHD jest kilkukrotnie wyższa i może sięgać nawet miliona osób. Marcin ma 9 lat i w swoim życiu przeżył więcej niż niejeden dorosły. Cierpi na niewydolność nerek. Tata chłopca nie żyje, mama decyzją sądu nie może się nim opiekować. Dzieciństwo spędzał głównie w szpitalu. Po opowiedzeniu jego historii w programie "Reporterzy", do MOPS-u zgłosiła się pani Ewelina. Dzięki niej Marcin czeka na przeszczep już w domu. Czarny mary, hokus pokus. Gdybyś miał taką czarodziejską różdżkę, to jakie czary byś robił? Nerka. Przez dwa lata domem dla 9-letniego dziś Marcina, cierpiącego na niewydolność nerek, była szpitala sala. Tata chłopca nie żyje, mama nie może się nim opiekować. Nie było też rodziny zastępczej. To jest moje łóżko. Mam nawet miśka. A czego ci brakuje? Domu. Historię dializowanego codziennie chłopca, który w szpitalu mieszkał dwa lata, w lipcu ubiegłego roku opowiedział Wojciech Królikowski z programu "Reporterzy" TVP. Materiał zobaczyła pani Ewelina. I zdecydowała się zostać mamą zastępczą Marcina. To była chyba niedziela. I w poniedziałek zadzwoniłam do MOPS-u w Katowicach. Zapytałam, czy jest ktoś zainteresowany, żeby Marcina zabrać. No i taka była informacja, że nie. W październiku ubiegłego roku odbyła się rozprawa. Sąd zdecydował, że pani Ewelina może zająć się chłopcem. Ten pierwszy wieczór, kiedy zasypiałeś u pani Eweliny, zamiast w tej swojej izolatce. Co wtedy czułeś? Że w końcu nie będę w szpitalu i w końcu będę mógł zasnąć we własnym łóżku. A jakie to było uczucie? Że jestem zachwycony. Jesteśmy bardzo wdzięczni, że rzeczywiście temat został nagłośniony na tyle, że udało się znaleźć rodzinę zastępczą dla tego chłopca. Wiemy o tym, że jest dobrze zaopiekowany, wiemy, że mógł wrócić do normalnej szkoły, do normalnego środowiska. Jeszcze rok temu Marcin marzył o domu, wyjściu na spacer, pojechaniu na wakacje. Dziś ma rodzinę, chodzi do szkoły, jest też na liście do przeszczepu. Czeka na nową nerkę. W szpitalu była tylko jedna lekcja. A w szkole pięć. Pani mi mówi, że jestem mądry chłopak. W przyszłości chłopiec chce być opiekunem osób niepełnosprawnych. Lubię pomagać. A dlaczego warto pomagać? Żeby świat był lepszy. Mogliby spokojnie odpoczywać, ale ani myślą o zakończeniu pracy. Liczba aktywnych zawodowo seniorów osiągnęła rekordowy poziom. Część chce mieć dodatkowe zajęcie, ale wielu dorabia, bo musi. Demografia i niskie świadczenia wymuszają aktywność. Jednak nie tylko o pieniądze chodzi. Także o kontakty społeczne i poczucie przynależności do zespołu, które jest nie do przecenienia. Dla niego czas płynie wolniej. Pan Stanisław ma 75 lat. Jako zegarmistrz pracuje od 61. Naukę zaczynałem w wieku 14 lat, w 1965 u mistrza uczeń musiał być, przy warsztacie pracować, później egzamin czeladniczy, mistrzowski. Przez jego ręce przeszły tysiące zegarków. I jeszcze niejeden przejdzie. Może się urodziłem po to, żeby tak pracować. Nie myślałem kiedyś, że tak będzie. Ale skoro zdrowie pozwala. Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że już co dziesiąta osoba w wieku emerytalnym w Polsce nadal pracuje. To oznacza, że mamy niemal 900 tysięcy pracujących emerytów. I to najwięcej w historii naszego społeczeństwa. Od czwartego kwartału 2021 roku, zwiększyli swój udział o 0,6 punktu procentowego. Prawie 60% pracujących na emeryturze to kobiety. W ubiegłym roku ich średnia emerytura była o około 1500 złotych niższa niż świadczenie mężczyzn. Tamara Hachulska od ponad 30 lat uczy języka angielskiego. Nie zrezygnowała z pracy nawet, gdy przekroczyła wiek emerytalny. Po przeliczeniu tego, jaka może być emerytura, postanowiłam, że trzeba jeszcze trochę popracować. Jeżeli tylko jest taka możliwość i będę potrzebna i mogę służyć swoimi doświadczeniami, pasją, to jak najbardziej. Bo nie tylko o pieniądze chodzi emerytom. Mają kontakt z ludźmi, więc nie ma takiej izolacji społecznej. Są aktywni pod względem intelektualnym, pod względem fizycznym, a więc to na pewno pozytywnie przekłada się na samopoczucie. Aktywność zawodowa w wieku emerytalnym przynosi wiele korzyści. Mamy starzejące się społeczeństwo, mamy deficyty pracowników na rynku pracy, emeryci mogą tę lukę skutecznie uzupełniać. Mogą też przekazywać swoją wiedzę, jak pan Stanisław. Nawet panie nauczycielki ze szkoły przyprowadzają dzieci, żeby coś im powiedzieć o zegarmistrzostwie, zegarach. Trend aktywności zawodowej seniorów będzie się utrzymywał. Wynika to z rosnącej liczby osób w wieku emerytalnym i wydłużającej się średniej długości życia. Kościoły w Belgii w Wielkanoc pękają w szwach. Większość odwiedzających to jednak nie wierzący, a turyści szukający nie tyle duchowych, co artystycznych wrażeń. Obrazy Rubensa, które na co dzień zdobią ściany świątyń, do muzeów i mieszczących się w nich sal konserwatorskich trafiają dopiero wówczas, gdy wymagają restauracji. Milimetr po milimetrze, restauracja obrazów bywa żmudna, choć odnawiający arcydzieła belgijskich mistrzów, Breugla czy Rubensa, czują się zaszczyceni. Gdy ściągamy kolejne warstwy farby dodane później, odkrywamy oryginał, na którym czasem można znaleźć nawet odciski palca artysty. Czasem do renowacji trzeba przystosować całą salę w muzeum, jeśli obraz, jak dzieła Rubensa, ma olbrzymie rozmiary. Nad tym obrazem Rubensa pracowaliśmy w szóstkę. Wiele miesięcy spędziliśmy na rusztowaniu ze względu na jego wielkość. Do renowacji trafiło właśnie kolejne dzieło Rubensa, jeden z jego trzech słynnych paschalnych tryptyków, przedstawiający Zmartwychwstanie Chrystusa. Dwa pozostałe monumentalne dzieła obrazujące "Podniesienie Krzyża" i "Zdjęcie z Krzyża" można nadal, wchodząc prosto z ulicy, podziwiać w Katedrze w Antwerpii, gdzie 6 wieków temu na zamówienie wiernych namalował je mistrz baroku. W obrazach Rubensa najbardziej charakterystyczny jest ruch, który widać w mięśniach mężczyzn na "Podniesieniu Krzyża". Oglądając obraz, stajemy się jego częścią. Taki był zamysł artysty. Odnawianie arcydzieł sztuki często ciągnie się latami. Restauracja tego słynnego ołtarza gandawskiego braci van Eyckow, przedstawiającego adorację mistycznego baranka, trwa już 15. rok. Gdy odnowiona dolna część ołtarza wróciła do kościoła, a świat obiegła informacja o tym, że po restauracji mistyczny baranek otrzymał ludzką twarz, liczba turystów eksplodowała. Katedrę w Gandawie tylko w ubiegłym roku odwiedziło półtora miliona ludzi. Trudno jest znaleźć balans między liturgią, turystyką i kulturą. Za każdym razem przypominamy, że katedra to przede wszystkim miejsce modlitwy. Belgijscy księża i współpracujący z nimi przewodnicy wciąż uważają jednak, że religijne arcydzieła powinny pozostać w miejscach, do których były pierwotnie przeznaczone, nawet jeśli przez to atmosfera w kościołach częściej przypomina tę w galeriach sztuki. Tej sztuki nie da się zrozumieć, nie znając religii katolickiej, dlatego opowiadając o obrazach przypominamy i tłumaczymy podstawy chrześcijaństwa. Taka ewangelizacja religijnymi arcydziełami sztuki to również próba przyciągnięcia do kościoła odchodzących z niego wiernych. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. Gościem Aleksandry Pawlickiej będzie dr Anna Materska-Sosnowska, politolożka z Uniwersytetu Warszawskiego. Spokojnego wieczoru.