Trump grozi. "Tej nocy zginie cała cywilizacja", napisał amerykański prezydent. Do usług. Viktor Orban zapewniał Putina o swojej lojalności. Zondaproblem - kłopoty polskiej giełdy kryptowalut. Jeśli coś może brzmieć groźniej niż Epicka Furia, to już chyba tylko zagłada całej cywilizacji w jedną noc. Donald Trump sięga po coraz większy kaliber gróźb wobec Iranu. Iran odpowiada wygaszeniem wszelkich negocjacji wokół porozumienia pokojowego i tworzy żywe tarcze wokół kluczowej infrastruktury. Co ma Donald Trump na myśli, mówiąc o upadku cywilizacji - nie wiadomo. Wiadomo, że ultimatum upływa o 2.00 w nocy polskiego czasu. Ten irański muzyk jest jednym z pierwszych, którzy odpowiedzieli na specjalny apel władz. Iran mobilizuje młodych do tworzenia wokół elektrowni tak zwanych żywych łańcuchów. W praktyce - żywych tarcz. Zbierzmy się wokół elektrowni, które są naszym narodowym kapitałem. Donald Trump czeka do 2.00 w nocy czasu polskiego. Jeśli do tego czasu Teheran nie otworzy Cieśniny Ormuz, do akcji wkroczą amerykańskie siły. Uderzą w mosty i elektrownie Iranu. Ale o wiele większy niepokój wzbudza ten wpis Donalda Trumpa. Iran i Stany Zjednoczone odrzuciły propozycję 45-dniowego zawieszenia broni, przygotowaną przez mediatorów z Pakistanu, Egiptu i Turcji. Na razie nie ma żadnych sygnałów przełomu. Stany Zjednoczone mają zdolność wymierzenia znacznie większego bólu. Prezydent nie chce tego robić, ja też. Dlatego negocjujemy tak agresywnie. Ale piłka jest po stronie Irańczyków. Biały Dom zaprzecza spekulacjom o ataku nuklearnym. Eksperci ostrzegają, że zapowiadany cios w infrastrukturę cywilną Iranu może stanowić zbrodnię wojenną. Nawet jeśli mogłaby zostać uznana za cel wojskowy, prawo humanitarne zabrania ataków, które spowodują nadmierne straty wśród ludności cywilnej. Teheran grozi: każdy atak spotka się z odpowiedzią i zapowiada możliwą blokadę kolejnej strategicznej cieśniny, tej prowadzącej w stronę Kanału Sueskiego, kluczowego dla światowego handlu. Bezpodstawne groźby urojonego prezydenta USA, wynikające z impasu, nie wpłyną na kontynuację ofensywnych działań bojowników islamu. Stany Zjednoczone już rano zaatakowały wyspę Chark - główne centrum eksportu irańskiej ropy, ale to ma być dopiero wstęp do szerszych działań. Izraelskie wojsko też nie czekało na upłynięcie terminu ultimatum i uderzyło w kilkadziesiąt irańskich obiektów. Zniszczono m.in. ten most kolejowy. Cały czas miażdżymy terrorystyczny reżim w Iranie. Ale teraz robimy to z jeszcze większą siłą. Mojtaba Chamenei, nowy przywódca Iranu, dotychczas nie pojawił się publicznie. Według amerykańskiego wywiadu ajatollah jest krytycznie ranny. W sieci pojawiło się jednak nagranie Chameneiego wchodzącego do centrum dowodzenia. Film jest fałszywką, w pełni wygenerowaną przez sztuczną inteligencję. W imię własnego interesu i w imię euroatlantyckiej solidarności - taką sugestię ma Marcin Przydacz, szef prezydenckiego Biura Spraw Zagranicznych, dla europejskich sojuszników Ameryki, mówiąc o konieczności zaangażowania w uwolnienie cieśniny Ormuz. Polska jest sojusznikiem, ma nowoczesne okręty rozminowania, a interes widać na stacyjnych pylonach. Czy ktoś nas chce wysłać na wojnę? W imię solidarności euroatlantyckiej, by odblokować cieśninę Ormuz, żeby ceny energii spadły, część sojuszników USA powinna się zaangażować w wojnę z Iranem - to głos z Kancelarii Prezydenta. Takie państwa zachodnie, które posiadają marynarkę, powinny w ramach działań koalicyjnych wesprzeć Amerykanów i ja do tego ich bardzo mocno namawiam. Polska nie jest gotowa i nie powinna - dodaje minister. Jak Zagłoba cudze rozdaje. Generał Polko uważa, że Polska powinna być solidarna z Amerykanami, ale wystarczyłaby oferta pomocy, np. system antydronowy San czy polskie niszczyciele min po odblokowaniu cieśniny Ormuz. Działania, które pokazują nasz sojusz z Amerykanami, a z drugiej strony nie są wikłaniem Polski w wojnę. Jego zdaniem to lepsze od politycznych kłótni. Wypowiedź ministra Przydacza wywołała burzę, stanowczy sprzeciw Donalda Tuska i polityków, nie tylko z koalicji rządzącej. Nie mamy żadnego interesu w tym, żeby pomagać Izraelowi czy USA. Było tej wojny nie wywoływać, nie byłoby takich reperkusji. To Izrael i USA jednostronnie podjęły decyzję o nielegalnym ataku na Iran, bez mandatu z Rady Bezpieczeństwa ONZ, bez konsultacji z sojusznikami, od których teraz wymagają pomocy. Właśnie udział Izraela, który nie jest członkiem NATO, utrudnia możliwość zaangażowania państw Sojuszu - zwraca uwagę Paweł "Naval" Mateńczuk. Apeluje do polityków, by nie rzucali słów na wiatr, jeśli chodzi o zaangażowanie w konfliktach. Wy, stojąc nad grobami, mówicie bardzo ładne, fajne słowa o pamięci i o waleczności, ale to my rodziny, my żołnierze najwięcej mamy do stracenia. O szkodliwości słów Przydacza dla Polski mówi Michał Szczerba. Na pewnym etapie może ktoś zapytać: ale Polska też ma marynarkę i Polska ją rozbudowuje, to dlaczego Polska nie uczestniczy w tej operacji? I wtedy będzie musiał pan Przydacz zjeść swój język i będzie świecił oczami. Premier już w połowie marca ogłosił jasne stanowisko rządu w tej sprawie. Polska nie wyśle swoich wojsk do Iranu. Sondaż ibris dla Rzeczpospolitej pokazuje, że prawie 90% Polaków nie chce wysłania wojsk do Iranu. Polska brała udział w misjach bojowych w Iraku i Afganistanie, ale to była zupełnie inna wojna, przypomina generał Polko. To Amerykanie zostali zaatakowani. Teraz Polska sama jest zagrożona. Myśmy pokazali swoją wiarygodność. Teraz oczekujemy od naszego największego sojusznika, jakim są Stany Zjednoczone, że również i oni będą z nami w tych trudnych chwilach. Ukraina nie jest już dla Ameryki priorytetem. To teraz spójrzmy na bezpośrednie skutki sytuacji w Zatoce Perskiej, które mają odzwierciedlenie w naszych portfelach. Baryłka ropy naftowej Brent kosztowała dzisiaj na rynkach ponad 110 dolarów. To prawie 40 dolarów więcej niż przed rozpoczęciem wojny USA i Izraela z Iranem. Jeśli zaś chodzi o ceny paliw na naszych stacjach benzynowych, to od jutra będą takie jak w święta, czyli litr bezołowiowej 95 to 6,21 zł, 98 - 6,82 zł, diesla - 7,87 zł. To jest "19.30", co jeszcze w programie? Historyczny rekord. Przekraczamy najdalszy punkt w historii człowieka. Ten rekord wynosi dziś 406 tys. km. NASA wraca w okolice Księżyca po ponad 50 latach. Zobaczyliśmy coś, czego nie widział jeszcze żaden człowiek, nawet podczas Apollo. Okrążyli Księżyc, nie używając silników, tylko grawitacji, a teraz wracają do domu. Jeżeli Viktor Orban patrzy w sondaże, to nie są to dla niego łatwe dni. Opozycyjna TISA bierze władzę w każdym niemal badaniu, a do wyborów niespełna tydzień. Nie pomaga straszenie Brukselą ani ukraińskimi zamachami na gazociąg Turkstream i nie wiadomo, czy pomoże wizyta amerykańskiego wiceprezydenta. Bo z pewnością nie pomogły dość dziwne deklaracje i kontakty Orbana i jego ludzi z Kremlem. Tak mocno Stany Zjednoczone wspierają Viktora Orbana na finiszu kampanii wyborczej. JD Vance z wiecu poparcia dla premiera Węgier zadzwonił do Donalda Trumpa. Kocham Węgry, kocham Viktora. Mówię ci, to świetny facet. Mamy znakomitą relację. A to już wspólna konferencja prasowa z Viktorem Orbanem. Ja chcę oczywiście pomóc najbardziej jak mogę premierowi Orbanowi w tym okresie wyborczym. Od czasów zwycięstwa Donalda Trumpa przyjaźń amerykańsko-węgierska przechodzi renesans. Do wizyty odniósł się lider węgierskiej opozycji. Peter Magyar cytuje słowa JD Vance'a wypowiedziane w Budapeszcie, kiedy amerykański wiceprezydent powiedział, że bez względu na to, jaki będzie werdykt Węgrów w niedzielę, Waszyngton będzie współpracował z każdym węgierskim rządem. Zdaniem Petera Magyara to dowód na to, że Orban i Fidesz stracili już monopol na kontakty z Białym Domem. W innym wpisie dodał, że żaden obcy kraj nie może ingerować w wybory na Węgrzech. W Polsce politycy koalicji rządzącej nie rozumieją decyzji Amerykanów. Interwencja innego kraju w wyborczą kampanię, która jest na ostatniej prostej. Mam absolutne przekonanie, że my w Europie absolutnie nie oczekujemy tego od naszego sojusznika. PiS-owi wizyta JD Vance'a się podoba, bo też wspiera Orbana. Zrobił to choćby prezydent Karol Nawrocki. Teraz te rzeczywiste sondaże, które się ukazują, pokazują, że jest tam w granicach równowagi. Nie wiadomo, które sondaże według polityka PiS są nierzeczywiste, ale choćby ten przygotowany przez niezależny węgierski instytut pokazuje, że partia Orbana może po 16 latach stracić władzę. Wizyta wiceprezydenta USA w Budapeszcie na pięć dni przed wyborami parlamentarnymi to sygnał, że amerykańska prawica czuje zagrożenie utraty wpływów w tym rejonie Europy. A zgodnie z amerykańską strategią bezpieczeństwa to właśnie europejską prawicę ma wspierać USA. Będą popierać patriotyczne partie w Europie, działające trochę odśrodkowo na UE i na integrację europejską i które mają stać się pasem transmisyjnym amerykańskich interesów na Starym Kontynencie. Nieoficjalnie chodzi też o pieniądze. Amerykanie sprzedają swoją ropę i gaz. I wiedzą, że odcięcie węgierskiej zależności od Rosji oznacza to, że amerykańskie firmy ostatecznie zarobią. Cała kampania urzędującego premiera Węgier oparta jest głównie na straszeniu wciągnięciem w wojnę w Ukrainie oraz na krytyce UE. Do czego włączył się JD Vance. To, co się dzieje w tym kraju w trakcie tej kampanii wyborczej, to jest jeden z najgorszych przykładów zagranicznej zewnętrznej ingerencji w wybory. Przypomnijmy - to mówi wiceprezydent USA, który z Waszyngtonu przyjechał ze wsparciem do Budapesztu. JD Vance nie mówił o zagrożeniu rosyjską ingerencją w wybory. A ta może być znacząca. Amerykański Bloomberg ujawnił zapisy rozmów Viktora Orbana z Władimirem Putinem. To jedno z zapewnień. Tę dyspozycję komentuje polski premier. Wybory parlamentarne na Węgrzech w najbliższą niedzielę. Licencjonowana giełda kryptowalut sponsorem Olimpijskiej Reprezentacji Polski. To jest informacja sprzed pół roku, a logo sponsora błyszczy na elewacji Centrum Olimpijskiego. Od kilku dni może trochę mniej dumnie, bo Zondacrypto ma kłopoty. Władze giełdy utrzymują, że techniczne i przejściowe, więc klienci czekają, kiedy przejdą, bo na razie z wypłatą środków jest problem. Jak realne mogą być straty na wirtualnym pieniądzu? Do tej pory największa polska giełda kryptowalut chwaliła się pół milionem aktywnych użytkowników i nie szczędziła grosza na marketing. Ale od kilku dni jej użytkownicy zgłaszają problemy: nie mogą realizować zleceń, odnotowują opóźnienia. Zawsze zaczyna się od tego, że są problemy z wypłatami i pocieszające komunikaty, że to tylko kwestia problemów technicznych. A potem następuje krach. Prezes Zondacrypto, mieszkający na co dzień w Monako Przemysław Kral, próbuje uspokajać nastroje - uporanie się z kłopotami to kwestia kilku dni. Ale wraz z kłopotami Zondy wracają pytania o polityczne wątki regulacji rynku kryptowalut. W przeszłości giełda chętnie finansowała imprezy polityczne. Zondacrypto była sponsorem wydarzeń z udziałem prawicowych polityków. Sponsorowała wyjazdy osób związanych z szeroko rozumianym obozem prawicy. Jedną z takich imprez była zorganizowana w maju 2025 roku w podrzeszowskiej Jasionce konferencja CPAC. Uczestnikami byli m.in. prezydent Andrzej Duda czy kandydat PiS na prezydenta Karol Nawrocki. Już wtedy zapowiadał, że będzie przeciwny uregulowaniu rynku krypto. Obietnicy dotrzymał. Choć koalicja rządowa utrzymywała, że nowe przepisy potrzebne są na już, dwukrotnie doczekały się prezydenckiego weta. Choć koalicja rządowa utrzymywała, że nowe przepisy potrzebne są na już, dwukrotnie doczekały się prezydenckiego weta. W mętnej wodzie niektórym rybom się bardzo dobrze pływa. Takie weto jest kompletnie niepotrzebne, ale widocznie ktoś ma w tym interes. Środowisko prezydenta przekonuje, że ustawa miała liczne błędy, zapisy szły za daleko, a regulacje i tak nie objęłyby firmy zarejestrowanej w Estonii. Wykorzystywanie trudnej sytuacji podmiotu działającego na prawie estońskim do walki z prezydentem jest elementem przykrycia wielu problemów, z którymi borykają się teraz rządzący. Z takim postawieniem sprawy nie zgadzają się rządzący. Państwo musi mieć obowiązek i narzędzia, żeby w sytuacjach, gdzie istnieje realne ryzyko, że ludzie będą okradzeni, podejmować decyzje i wychodzić z potrzebną interwencją. Podobnego zdania są eksperci, według których niepewny, nieuregulowany rynek to pole do działalności różnego rodzaju oszustów. Bardzo często ubierają kryptowaluty w różnego rodzaju oszukańcze platformy inwestycyjne, gdzie możemy stracić wszystkie środki pieniężne. Afery pokroju SKOK-ów, Getback czy Cinkciarza pokazały, że klienci powinni mieć ochronę państwa. Prezydent wzywa premiera do natychmiastowego zaskarżenia umowy o wolnym handlu Unii Europejskiej z państwami Ameryki Południowej. Karol Nawrocki napisał w tej sprawie list do Donalda Tuska, do którego dołączył gotową skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE. W opinii prezydenta, a także rządu, umowa handlowa z Mercosurem może okazać się szkodliwa dla konkurencyjności rynku i polskiego rolnictwa. Do zaskarżenia tej umowy rząd został wezwany przez polski Sejm. Z kolei pod koniec marca Parlament Europejski skierował do TSUE wniosek o zbadanie zgodności umowy Mercosur z prawem unijnym. Dlatego też, jak powiedział wtedy premier, polski rząd zrezygnował z osobnej skargi do TSUE. W internetowym wpisie szef MSZ przypomniał, że prezydent nie ma żadnych konstytucyjnych uprawnień do prowadzenia polityki europejskiej, która jest wyłączną domeną rządu. Jeszcze nie wiadomo, co nam wszystkim ziemniaki zawiniły, ale będzie to trzeba ustalić, bo w magazynach zalega ich dwa razy więcej niż rok temu. Nie da się ich ani sprzedać, ani utylizować, odwróciły się od nich nawet gorzelnie, bo asortyment zbożowy ma lepszą prasę i ponoć smak. Do tego dochodzi trudne otoczenie zagranicznej konkurencji i rosnące konsumenckie oczekiwania. Jak ciężko jest pod ziemniaczaną górę? Zamiast na stołach, zalegają w magazynach. Tu stoją pełne skrzynie odmian chipsowych, które prawdopodobnie nie zostaną sprzedane w tym roku mimo tego, że jest zero wirusa. To sytuacja wielu rolników w Polsce. Góry ziemniaków nie trafiają na sprzedaż. Rolnicy mówią o kryzysie w branży, bo takiego załamania rynku nie widzieli od lat. Ten problem z nadpodażą ziemniaka jest już od sierpnia tamtego roku. Dlaczego? Sprzyjające warunki pogodowe spowodowały, że niektórzy moi znajomi mieli sto ton ziemniaka jadalnego z hektara. Skala problemu jest ogromna, bo mowa o milionach ton. Zeszłoroczne zbiory w Polsce przekroczyły 7 mln ton. To o 18% więcej niż w 2024 roku. Jednocześnie import nie zniknął, bo sieci handlowe mają swoje kontrakty. Do Polski trafiają setki tysięcy ton z zagranicy. A Polski ziemniak zostaje w tyle. Plantatorzy rezygnują z tego, bo nie ma zbytu. Co mają z tym zrobić? Koszty są ogromne, to doprowadzi nawet do ruiny gospodarstwa. Efektem ogromnej nadwyżki jest spadek cen. Jeszcze w zeszłym roku rolnik mógł sprzedać kilogram ziemniaków za 80 groszy. Teraz za 20, czyli cztery razy mniej. Koszty transportu przewyższały wartość towaru, która była na samochodzie do wywiezienia na dany supermarket. Zalegających ziemniaków nie da się nawet oddać - skarżą się rolnicy, bo nawet gorzelnie czy biogazownie nie są w stanie ich przyjąć. One i tak już są zawalone różnego rodzaju ziemniakami, których nikt nie chce. Mają hałdy ziemniaków. Eksport nie pomaga. Nadprodukcja dotyczy większości Europy. Resort rolnictwa analizuje sytuację i zapowiada działanie. Konkretów jednak brak. Robimy wszystko, żeby nasze produkty sprzedać. Ten problem jest przedmiotem uzgodnień z branżą. I chociaż na targach klienci wybierają lokalne produkty... Wszystko nasze polskie, nie kupuję zagranicznych. Odnoszę się do rodzimych. Lepsze, wygodniejsze, smaczniejsze. ...to jednak za mało, żeby wchłonąć nadwyżkę. Rolnicy mierzą się z czasem, bo problem nie leży w polu, tylko w magazynach. Troje Polaków odpowie za pomoc w podpaleniu fabryki zbrojeniowej w Czechach. Ustalenia portalu TVP Info potwierdza dla "19.30" Prokuratura Krajowa. ABW zatrzymała trzeciego podejrzanego, a cała trójka młodych dwudziestoparoletnich Polaków trafiła do aresztu. W tle sprawy - działania Izraela wobec Palestyńczyków. Prokuratura Krajowa potwierdza, że trzeciej osobie z Polski - 23-letniemu Tomaszowi N. - postawiła zarzut - cytuję - "ułatwienia innym osobom dokonania czynu o charakterze terrorystycznym". Chodzi o podpalenie w nocy z 19 na 20 marca hali produkcyjnej zakładu LPP Holding w czeskich Pardubicach. To firma sektora zbrojeniowego. Do podpalenia przyznała się propalestyńska organizacja o nazwie Earthquake Faction, która wrzuciła do sieci wideo ze swojej akcji. Powodem sabotażu miała być współpraca czeskiej firmy z izraelską armią w produkcji dronów. Firma LPP oświadczyła, że w zaatakowanym zakładzie w Pardubicach nie były produkowane ani drony dla Izraela, ani żadne inne uzbrojenie, bo produkcję wojskową z powodu prac budowlanych przeniesiono w inne miejsce. Młodzi Polacy mieli pomagać w wywołaniu pożaru. Jak dowiedziałem się w prokuraturze, pomoc ta polegała przede wszystkim na dostarczeniu sprawcom narzędzi użytych podczas przestępstwa. Wszyscy troje zostali zatrzymani przez ABW. Sąd aresztował ich na trzy miesiące. Kara, jaka im grozi, to nawet 15 lat więzienia. Barkiem, pięścią, a nawet gazem. We wrocławskim MPK fizyczne napaści na kontrolerów biletów trafiają się coraz częściej. Bilet to nie majątek, ale czasem jazda na gapę wygląda na dziwnie pojęte wyzwanie. I choć monitoring w autobusie raczej redukuje szanse na bezkarność, to do wyzywania od "kanarów" czasem dochodzą rękoczyny. O robocie coraz bardziej jak na bramce w lokalu. Jeden z pasażerów tramwaju nie chciał pokazać kontrolerom ani biletu, ani szkolnej legitymacji. To już nagranie z przystanku. Mężczyzna uderza barkiem jedną z kontrolerek i ucieka. Prowadzone jest postępowanie pod kątem naruszenia nietykalności cielesnej. Sprawcy za ten czyn grozi do roku pozbawienia wolności. Policja opublikowała dziś jego wizerunek. Po tym jak informacja pojawiła się w mediach, 17-latek sam zgłosił się na komisariat. Poszkodowana kontrolerka trafiła do szpitala, od czterech dni jest na zwolnieniu lekarskim. A to inne zdarzenie. Wideo nagrane dzień wcześniej. Gapowicz ucieka i ciągnie za sobą kontrolerkę. Obcokrajowcy nie mieli niestety biletu. Chciałam ich zatrzymać, wyciągnęli mnie za sobą z tramwaju i uderzyłam głową o beton i ręką. Pod koniec marca ucierpiał też pan Paweł, którego zaatakował pasażer bez biletu. Próbowałem mu zastawić drogę, była już wzywana policja. Pasażer udawał, że coś szuka w kieszeni. Nagle się odwrócił i gazem mi psiknął w oczy. Kontrolerzy biletów nie są traktowani jak funkcjonariusze publiczni. Taką ochroną od 2023 roku objęci są kierowcy autobusów, motorniczowie czy konduktorzy w pociągach. Atak na nich zagrożony jest wyższą karą: nie roku, a trzech lat pozbawienia wolności, i ścigany z urzędu. Może to jest moment, że po tym dramatycznym pobiciu kontrolerki z Wrocławia w końcu to się wydarzy. Izba Gospodarcza Komunikacji Miejskiej po raz kolejny apeluje o rozszerzenie tej grupy właśnie o kontrolerów biletów. To jest konieczne, żeby w jakiś sposób zablokować, zastopować tę przemoc, ale z drugiej strony wystąpiliśmy również do ministerstwa o interpretację czy też zmianę przepisów, które pozwoliłyby na uregulowanie noszenia kamer nasobnych. Również pasażerowie dzięki temu będą się czuli bezpieczniej. Na zmiany czekają pracownicy Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego we Wrocławiu. Mamy też wstępne porozumienie np. ze strażą miejską, chcemy zintensyfikować tę współpracę, sprawić, żeby kontrolerzy mieli też przy sobie kogoś w mundurze. Legalna jazda i czyste sumienie kosztują zaledwie 4,60 zł. Ceną za ten atak może być rok więzienia. Gdy szła do powstania, miała 17 lat, biało-czerwoną opaskę i legionowego orzełka taty na berecie. Pamięta powstańczą euforię sierpnia, późniejszą makabrę śmierci miasta, a na koniec gorycz białej flagi. Pamięta, jak wojna ograbiła ją z młodości, ale zostawiła przekonanie, że złu należy się przeciwstawiać. Niczego nie zapomniała, gdy następne lata kazały stanąć po właściwej stronie. Wanda Traczyk-Stawska kończy 99 lat. Wanda Traczyk-Stawska, pseudonim "Pączek", kończy 99 lat. Odwiedziliśmy ją razem z wolontariuszami Muzeum Powstania Warszawskiego, przekazując kwiaty i życzenia także od widzów i redakcji "19.30". Miała 12 lat, gdy wybuchła wojna. Widziałam, że ze zbombardowanego domu wybiegła kobieta z niemowlęciem i Niemcy do niej strzelali. Nie do niej samej, tylko w to niemowlę. I widziałam, jak się rozpada. I to było też jedną z przyczyn, że w powstaniu chciałam być żołnierzem. Żeby nie być bezbronną? Nie. Żeby nigdy Niemcy nie mogli do dzieci strzelać. Wojnę wspomina jako największe okrucieństwo, ale wybuch powstania warszawskiego jako najpiękniejszy dzień w życiu. Jak biegłam z prasą, żeby rozdawać, to byłam tyle razy pocałowana jak nigdy w życiu. To była walka o wolność i godność. Powstanie o godność człowieka i o to, żeby już więcej nie było idei takiej jak faszyzm, jak komunizm. Jako żołnierz Armii Krajowej walczyła w powstaniu z bronią w ręku. To ją widać na koloryzowanych zdjęciach. Byłam przebrana za chłopca, dlatego że chłopaki nie mogli przeżyć, że dziewczyna ma broń, a oni tylko butelkę z benzyną. To dzieci od zawsze są dla niej najważniejsze. Po wojnie pracowała jako nauczycielka w szkole specjalnej. Kilka lat temu wsparła sejmowy protest rodziców osób z niepełnosprawnościami. Dzieciom podarowała małpkę, którą dostała po kapitulacji. Na tej małpce jest pamięć powstania warszawskiego, ale także dużo, dużo całusów. Orędowniczka Polski w Unii Europejskiej, o której jej pokolenie marzyło. Jako żołnierz chcę wam powiedzieć: my bez Unii Europejskiej jesteśmy jak mucha na słonia. Odważnie reagowała na antyunijne hasła Roberta Bąkiewicza, który zakłócał jej wystąpienie. Milcz, chamie skończony. Europa to moja matka także. A gdy Rosja zaatakowała Ukrainę, mówiła tak. Ja bym chciała znów mieć naście lat i im pomagać, bo wiem, że oni walczą nie tylko o siebie, oni walczą o całą Europę. Nigdy więcej wojny - powtarza od lat. I przypomina, że najwyższą cenę zawsze płacą cywile. Mówię do was jako stary żołnierz i stara nauczycielka. Proszę, pamiętajcie, że najważniejsze jest żeby być razem. Razem cały świat, żeby nie było już nigdy wojny, żeby żadne dziecko polskie nie zginęło. Pokoju i zgody. Przestać się kłócić. Tego Wanda Traczyk Stawska nam życzy. Choć życzenia przede wszystkim płyną dziś do niej. Nawet gdyby zawołali: Houston, mamy problem, nikt by ich nie usłyszał. Przez ciche i mroczne jak kosmos 40 minut załoga misji Artemis II nie miała kontaktu z Ziemią. W kosmos zapuścili się najdalej w historii, by zrobić pierwszy krok w podróży na Księżyc. Nie pierwszej, bo ludzie już tam byli, ale teraz chcą zostać na dłużej. Kosmonauci już wracają pod pełną kontrolą NASA, a Sandra Meunier ma dla państwa zapowiedź takiej odysei. Przekraczamy najdalszy punkt w historii człowieka z szacunkiem dla tych, którzy byli przed nami. Lecimy jeszcze dalej, zanim Matka Ziemia zacznie przyciągać nas z powrotem do wszystkiego, co jest nam drogie. Ponad 406 tys. km od Ziemi. Tak daleko nie był jeszcze nikt. Astronauci na pokładzie statku Orion okrążyli Księżyc, bijąc rekord misji Apollo 13 sprzed ponad pół wieku. Wybieramy ten moment i rzucamy wyzwanie temu i kolejnym pokoleniom: pobijcie ten rekord. Z naukowego punktu widzenia przełomem była możliwość zmapowania niewidocznej z Ziemi strony Księżyca. Analizowali powierzchnię Księżyca, analizowali formacje na niej zawarte. Przeprowadzali obserwacje uderzeń meteorytów i dokonywali badań naukowych. Dane, które naukowcy będą analizować jeszcze przez lata. Ten wąski sierp, który chował się za tarczą Księżyca, wtedy traciliśmy łączność z Ziemią. To głos legendy. Astronauta misji Apollo 8 i 13 Jim Lovell przed śmiercią nagrał wiadomość dla tych, którzy podążają jego śladami. Emocji było więcej. Jeden z księżycowych kraterów. Chcielibyśmy nazwać go Carroll, pisane C-A-R-R-O-L-L. Na cześć zmarłej żony dowódcy misji Reida Wisemana, pielęgniarki, która przegrała walkę z nowotworem. Carroll to jeden z dwóch nowo odkrytych kraterów. Oprócz tego eksperci wskazują na coś jeszcze: potencjał Księżyca jako bazy dla dalszych podróży. Posiada dzięki wodzie również tlen. Z niego będzie można robić paliwo rakietowe. Będzie można wykorzystać niektóre metale dla celów konstrukcyjnych. Powrót na srebrny glob i lot na Marsa zapowiada Donald Trump, który połączył się z astronautami. Co było najbardziej niezapomnianym momentem tego historycznego dnia? Zobaczyliśmy coś, czego nie widział jeszcze żaden człowiek, nawet podczas Apollo. A potem wyjście z zaćmienia, koronę Słońca i planety w linii aż po Marsa. Jedna myśl: patrzymy na przyszłość, w której ludzkość staje się gatunkiem żyjącym na dwóch planetach. Program Artemis zakłada powrót człowieka na Księżyc. Pierwsze załogowe lądowanie planowane jest za dwa, trzy lata. Potem stałe bazy. A dalej? Mars. Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych, w "Pytaniu dnia".