Akcja trwa. Strażacy i leśnicy wciąż gaszą pożar Puszczy Solskiej na Lubelszczyźnie. Rozmowa w Watykanie. Papież Leon XIV zaproszony do złożenia wizyty w Polsce. Sprawdzimy to - media publiczne łączą siły do walki z fejkami. 300 ha lasu zamienionych w popiół, tak się susza w lesie rozprawiła z połaciami puszczy Solskiej na Roztoczu. Pożar gaszony z ziemi i powietrza, podsycany przez wiatr, udało się opanować, ale w nocy ogień gnał lasem w kierunku turystycznego Józefowa. Miasteczko obroniono, ale strach patrzył z bliska, bo dym był już na ulicach. Daniel Chaliński jest na miejscu. Witaj, powiedz czy zagrożenie już minęło i jak przebiega cała akcja? Zagrożenie nie minęło. Ale dzisiaj nie było tutaj płomieni. Strażacy weszli w fazę dogaszania ognisk. Przeczesują każdy metr kwadratowy lasu, bo występują zadymienia, które grożą ponownym rozpaleniem. Wiatr słabnie i pada deszcz. To cieszy. Nocą nie latają tutaj samoloty i śmigłowce gaśnicze, ale akcja trwa. To krajobraz pogorzeliska. Jeszcze wczoraj szalał tu ogień. W tej chwili patrole, ludzie, setki ludzi chodzą, żeby dobić bestię. Bo w niektórych miejscach wciąż unosi się dym. Noc i poranek w Puszczy Solskiej przyniósł przełom. Sam fakt, że my się tutaj znajdujemy, że możemy tutaj być i sobie rozmawiać, świadczy o tym, że sytuacja jest bardzo poważnie pod kontrolą. Ogień wciąż pustoszy las. Pogorzelisko zajmuje 300 hektarów, sam obszar działań - tysiąc. Wczorajsze ustawienie linii obrony przez strażaków i służby lasów państwowych okazało się skuteczne, wydaje się, że dziś to zagrożenie jest naprawdę na minimalnym poziomie. Choć sytuacja jest dynamiczna. Rano spadł długo oczekiwany deszcz. Bardzo optymistycznie patrzymy, właśnie ze względu na atmosferę, na padający deszcz, na kolejne godziny i kolejny czas, ale to nie znaczy, że nie zwalniamy tempa. A przybywające na Lubelszczyznę kolejne wozy strażackie - tylko to potwierdzają. Z pożarem walczy łącznie 600 osób, w tym około 400 strażaków z całej Polski. Także specjalna jednostka z Łodzi specjalizująca się w gaszeniu pożarów lasów. To nagranie prosto z pogorzeliska. Nasze działania polegają głównie na usuwaniu, zapobieganiu powstawaniu nowych zarzewi ognia, działania te trwały całą noc, mamy godzinę prawie że 7.00, jak widać, w tle cały czas działamy. Pożar gaszą także samoloty Dromader, śmigłowce lasów państwowych i policyjne Black Hawki. Na płonący las zrzucono już ponad 600 ton wody. Przy dzisiejszej turbulencji, czy wczorajszej szczególnie, to nie schodziłem niżej 15 metrów na drzewa, bo no niestety jest to jednak ryzyko, że może telepnąć tak niżej, że zaczepię tym bambi o drzewa. W Puszczy Solskiej są także terytorialsi ze specjalistycznym sprzętem. To też dzięki obrazom z drona strażacy monitorują miejsca, gdzie są wysokie temperatury. Prace strażaków koordynuje się w tym miejscu, to sztab dowodzenia. Co do strat środowiskowych, będziemy robić szczegółową inwentaryzację, to będzie możliwe, kiedy już panowie strażacy wyjdą z terenów i będziemy mogli tą inwentaryzację bardzo precyzyjnie przeprowadzić. A ci praktycznie bez chwili odpoczynku wciąż walczą z żywiołem. 24 godziny na dobę nikt by chyba nie wytrzymał pracując w środku lasu przy pożarze. Dlatego też kilkugodzinne, czasami też kilkuminutowe odpoczynki się zdarzają. O to, by strażacy mieli nadal siłę, dba lokalna społeczność. Ta przygotowuje im kanapki, kawę i herbatę. Pomagamy jak możemy, bo wszyscy się martwimy o to, co się tutaj u nas dzieje. To jeszcze nie koniec walki z żywiołem. Przed strażakami kolejna długa noc. To jest "19.30", co jeszcze przed nami... Duże zmiany dla rodzących kobiet. Większy dostęp do opieki położnej środowiskowej. Ma się duże wątpliwości czy dobrze łapiemy to dziecko. Szerszy dostęp do znieczulenia. Dostęp do co najmniej jednej metody farmakologicznej. Dla mentalnego zdrowia i żeby kobiety chciały rodzić kolejne dzieci. Donald Tusk z wizytą we Włoszech. Polski premier został przyjęty na audiencji przez papieża Leona XIV, rozmowy dotyczyły pokoju i przyszłości Europy. Papież przyjął zaproszenie do odwiedzenia Polski. Premier spotkał się też z szefową włoskiego rządu, Giorgią Meloni. To pierwsza audiencja premiera Donalda Tuska u Leona XIV. Pokój i pojednanie - to główne filary jego pontyfikatu i właśnie o nich była mowa podczas spotkania. Mówiłem Ojcu świętemu, że byłoby to coś wspaniałego, gdyby dzięki jego pomocy udało się ustanowić pokój wszędzie tam, gdzie toczy się wojna. Mówiłem o sytuacji w Polsce i o tym, że jesteśmy bardzo spolaryzowani. Donald Tusk zaprosił papieża do Polski. Do Watykanu nie przyjechał z pustymi rękami. W podarunku wiozę Pięcioksiąg Mojżeszowy w języku kaszubskim. Mam nadzieję, że się ucieszy. Z kolei premier otrzymał album o malarstwie i specjalny tekst. Znajdujące się w nim słowo "rozjemcy" szczególnie przykuło jego uwagę. "Peacemakers" - ja pewnie nie zasłużyłem na taką definicję, ale będę z dumą pokazywał ten tekst. O wojnach w Ukrainie i na Bliskim Wschodzie Donald Tusk rozmawiał z sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, kardynałem Pietro Parolinem. Złożył też kwiaty na grobie św. Jana Pawła II. Leon XIV nieustannie apeluje o pokój. Za krytykę wojny USA z Iranem niejednokrotnie atakowany był przez Donalda Trumpa. Iran nie może mieć broni nuklearnej. A on zdaje się mówić, że mogą ją mieć. Te słowa padły kilkanaście godzin przed tym, gdy w Rzymie wylądował samolot z amerykańskim sekretarzem stanu. Jego audiencja u papieża postrzegana jest jako próba poprawy relacji między Waszyngtonem a Watykanem. Chociaż Marco Rubio przed wylotem temu zaprzeczył. Nie. To podróż, którą zaplanowaliśmy już wcześniej. Jutro amerykański sekretarz stanu spotka się z premier Włoch. Dziś wizytę u Giorgii Meloni złożył Peter Magyar - przyszły premier Węgier. Ale też szef polskiego rządu. Nasze dwa kraje zasługują na takie relacje na najwyższym możliwym poziomie. Łączy nas przyjaźń, historia i przywiązanie do tych samych wartości. Włochy i Polska są gotowe do rozpoczęcia negocjacji o nowym traktacie zacieśniającym relacje między krajami. Miliardy euro na broń i amunicję, jutro ostatni etap procedury pozyskiwania środków z funduszu SAFE, polscy ministrowie i unijni komisarze podpiszą umowę. Polityczne tło bez zmian, opozycja w protestach bo, jak mówi: oto niekompetentny rząd z germanofilskim premierem pasie niemiecką gospodarkę, pracą polskiego podatnika. Wraca prezydencki SAFE Zero, ale nie wiadomo jak go poskładać z 25 mld zł straty NBP. Wolą zaszkodzić Polsce, byle obronić swój interes polityczny. Tak rządzący oceniają ofensywę opozycji. Dzień przed podpisaniem umowy SAFE, dzięki której do Polski trafi blisko 200 mld zł na zbrojenia, jest protest. W tym budynku odbywa się akt zdrady, akt potężnej zdrady Wszyscy, którzy opowiadają o tym, że europejski SAFE jest problemem, de facto dopuszczają się takiej ekonomicznej, ale i zbrojnej zdrady stanu. Rządzący przypominają, że za wschodnią granica trwa wojna. Prezydent USA apelując o zwiększenie wydatków na zbrojenia, stawia ultimatum. Jeśli nie płacą, nie będę ich bronić. Unijny SAFE jest korzystną opcją. To pożyczka na ok. 3%. PiS u Amerykanów - na myśliwce i wyrzutnie rakiet - wziął kredyt na 4,5%, u Koreańczyków na czołgi K2 - na 6,5% i ogłaszał to jako sukces. Ale teraz twierdzi, że da się taniej. Program SAFE pana prezydenta jest bardzo dobrym programem. Tak przynajmniej wynikało z zapowiedzi. Polski SAFE 0%. Ale zerowe oprocentowanie do prezydenckiego projektu ustawy nie zostało wpisane, jest w nim za to mowa o kredytach, pożyczkach i obligacjach, zaciąganych przez Bank Gospodarstwa Krajowego - na procent wyższy niż SAFE - i o zysku NBP. Bank centralny od 4 lat wykazuje straty, ubiegły rok to blisko 36 mld zł na minusie. "Jak nie ma zysku, to nie ma z czego wydawać" - mówi wicepremier. Ale prezes NBP dziś przekonywał, że miliardowe straty to żaden problem. Jak ktoś inaczej myśli i się podnieca informacją o wyniku finansowym za poprzedni rok, i twierdzi, że to jest dowód na to, że nie ma żadnych pieniędzy, to po prostu tak dalece mija się z prawdą, że to jest śmieszne. Gdyby ten zysk w NBP był wykazany, to te pieniądze trafiłyby do polskiego budżetu, bo takie są przepisy prawa i byłyby wydatkowane na polskie bezpieczeństwo. Czas pokazał, że ten projekt to była nie tylko wydmuszka, to było wprost kłamstwo. PiS nie daje za wygraną i sięga po ostateczny argument. Tusk chce wziąć kredyt u Niemca na bardzo złych warunkach. Będzie bardzo dobrym interesem dla niemieckich koncernów zbrojeniowych. Panie pośle, ale pan widział te mapę, ile firm ma dostać pieniądze z SAFE? 90% pieniędzy z SAFE ma trafić do polskich firm. To jest tylko takie platformiane gadanie. To nie gadanie, to zapisy umowy z Unią. I PiS to wie. To mapa polskich zakładów zbrojeniowych, do których trafią zamówienia. Ich liczba to ponad 11 tys. Ale opozycja o tym milczy. PIS mówiąc o bezpieczeństwie, o SAFE, nie myśli o Polsce, myśli o zbliżających się wyborach. To po prostu przeniesienie walki politycznej na bardzo czułe miejsce, tam gdzie jest obronność, bezpieczeństwo Polski. I tak polityczna awantura się kręci. Kłamstwo ma krótkie nogi, ale tylko w przysłowiu. W polityce jest sprawne, łatwe w produkcji i jeszcze łatwiejsze w kolportażu, bo social media każde łgarstwo podadzą na tacy i to z kolorowym szlaczkiem dodanym przez AI. Politycy się kłamstwa nie wstydzą, ale może zaczną, bo właśnie powstaje narzędzie, do prostowania pokrętnej logiki wyjętych kontekstów. Wzięły się za to media publiczne. Tusk nie zasługuje, żeby być polskim premierem. Tak przy pomocy sztucznej inteligencji były premier z PiS-u zilustrował swoją kłamliwą tezę. Jeszcze niedawno Donald Tusk straszył wojną, dziś sprzeciwia się obecności amerykańskich żołnierzy. Dlaczego? Bo Tuska martwi to, że amerykańscy żołnierze opuszczą Niemcy i przesuną się do Polski. To kompletna bzdura - odpowiadają rządzący. Mateusz Morawiecki kłamie. Na polskim bezpieczeństwie oni próbują budować swój kapitał polityczny. W tym momencie ten materiał mógłby się skończyć. Jeden polityk powiedział jedno, drugi polityk powiedział drugie. A prawda? No pewnie leży gdzieś po środku. Niekoniecznie. Prawda leży tam gdzie leży. W tym przypadku to Mateusz Morawiecki mija się z prawdą, bo rząd poinformował, że trwają rozmowy na temat zwiększenia zdolności amerykańskich w Polsce. My potrzebujemy obecności amerykańskiej nie tylko w Polsce, ale także w innych miejscach, bo to służy tak czy inaczej polskiemu bezpieczeństwu. Ale tej wypowiedzi Morawiecki w swoim spocie nie zawarł. W spocie nie ma też ani słowa o europejskiej solidarności, o której tak mówił premier. Ja nie pozwolę na to, żeby Polska była w jakikolwiek sposób wykorzystywana do łamania solidarności czy współpracy na poziomie europejskim. To teraz podsumujmy. Mateusz Morawiecki zmanipulował wypowiedź Donalda Tuska, wyrywając ją z kontekstu i podporządkowując politycznej tezie. Cel? Próba zbicia politycznego kapitału na temacie bezpieczeństwa. Ten temat szczegółowo omówimy w tym studiu, w piątkowym "Wykrywaczu Kłamstw" w TVP INFO. A o 20.15 program "Kłamstwo nie przejdzie", czyli szczera rozmowa bez uników, podczas której politycy skonfrontują się z ekspertami reagującymi na nieprawdziwe wypowiedzi za pomocą specjalnego przycisku. Temat odcinka: cała prawda o programie SAFE. Fact-checkingowe pasmo TVP domkną weekendowe wydania programu "Sprawdzamy". I to nie koniec. Teraz media publiczne łączą siły. Dziś przedstawiciele TVP, PAP, i Polskiego Radia podpisali porozumienie powołujące do życia nową inicjatywę: sprawdzamto.pl Projekt wspierany będzie przez Ministerstwo Cyfryzacji. Informacja nie jest zatem tylko zjawiskiem komunikacyjnym, ale dezinformacja może destabilizować całe państwo. Przykład? Fala nieprawdziwych informacji po ataku rosyjskich dronów na Polskę. Równolegle z atakiem dronowym rozpoczęła się fala dezinformacji siana przez rosyjskie trolle i usłużny komentariat. Tu rękawice podnosi "SprawdzamyTo.pl" Nam chodzi o to, żeby wykorzystując 3 kanały dystrybucji: agencji, radia i telewizji po prostu docierać, odkłamywać, a często też wyprzedzać te fejki, wskazywać jakie mogą być potencjalne zagrożenia. Centralnym elementem inicjatywy będzie portal internetowy wsparty bieżącą działalnością mediów publicznych. Jest to element budowy systemu odporności informacyjnej państwa. Tak widzimy rolę PAP-u i rolę mediów publicznych. To jest starcie między technologią, między botami, między sztuczną inteligencją a realnym dziennikarzem. Jestem pewien, że tę walkę realni dziennikarze wygrają. Portal SprawdzamyTo.pl ruszy jeszcze w tym miesiącu. Prezydent chce referendum. Ma dotyczyć odrzucenia przez Polskę unijnej polityki klimatycznej. Wniosek Karola Nawrockiego wpłynął dziś do Senatu. Referendum miałoby się odbyć we wrześniu. Ale to Senat, w którym obecna koalicja ma większość, decyduje ostatecznie o przeprowadzeniu glosowania. Pytanie, które należy postawić, jest proste i uczciwe. Czy jest pan/pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej? Pan prezydent chce, żeby wszyscy odpowiedzieli na to pytanie "tak", nie chcą takiej polityki, ale przecież każdy człowiek, kiedy pytamy go czy chce, żeby koszty twojego życia były większe, każdy mówi "nie, nie chcę". Chcemy, żeby energia była tania, żeby koszty utrzymania były jak najniższe, żebyśmy mogli jak najswobodniej, najlepiej funkcjonować, więc pytanie z tezą nie powinno być w referendum. Kobieta musi być poinformowana o dostępnych formach znieczulenia, a dostępna musi być co najmniej jedna, metody muszą być opublikowane na stronie internetowej szpitala, tak, by kobieta mogła wybrać porodówkę. Opieka położnej będzie dostępna od pierwszego etapu ciąży, a kobiety, które wcześniej poroniły, będą otoczone szczególną opieką. Od dziś zaczynają obowiązywać nowe standardy opieki okołoporodowej i jest ich więcej. Adaś przyszedł na świat wczoraj. Jego rodzice mimo że mieszkają we Wrocławiu, zdecydowali się na poród w szpitalu powiatowym w Trzebnicy, bo zależało im na domowej atmosferze i indywidualnym podejściu personelu medycznego. Dziś z tej decyzji wyjątkowo są zadowoleni. Bardzo! Ja mogę powiedzieć po 20 godzinach porodu: to jest bardzo ważne i dla mentalnego zdrowia, i później, żeby kobiety chciały rodzić kolejne dzieci. Szpital w Trzebnicy cieszy się dużym zainteresowaniem przyszłych mam z całego województwa i od lat jest w czołówce placówek w rankingu fundacji Rodzić po ludzku. Godny poród według nas, według całego naszego zespołu, jest to poród z poszanowaniem intymności, prywatności naszej pacjentki, z możliwością zadawania przez nią pytania, wspólnego ustalania działań. Od dziś obowiązują nowe standardy okołoporodowe, które mają sprawić, że we wszystkich szpitalach w kraju kobiety będą mogły rodzić w lepszych warunkach. Wśród najważniejszych zmian: gwarancja dostępu do znieczulenia. Zależy nam na tym, żeby każda pacjentka, każda mama, miała dostęp do co najmniej 1 metody farmakologicznej. To też kontakt skóra do skóry przez co najmniej 2 godziny, także w przypadku dziecka urodzonego przez cesarskie cięcie, czy szybszy dostęp do szkoły rodzenia. Przez długie lata edukacja przedporodowa obejmowała kobiety dopiero po 21. tygodniu ciąży, a z psychologicznego punktu widzenia wiemy, że największa chłonność ciężarnych jest na samym początku, wtedy, kiedy mają dodatni test. Będzie także wsparcie psychologiczne. Szpital ma zapewnić prywatność i wsparcie dla kobiet, które poroniły lub urodziły martwe dziecko. Przyszłe mamy będą mogły też bardziej decydować jak ma przebiegać proces rodzenia dziecka, a w razie wątpliwości, zadać pytanie na każdym etapie ciąży i porodu. Prawnie chronione będą też sprawy wydawałoby się oczywiste. Możemy jeść już swobodnie, to jest taki, jak ja o tym mówię, to wszyscy są zdziwieni, jak to jest możliwe, że takie rzeczy musimy mieć zapisane w prawie, a tak jest. Wszystko po to, żeby kobiety czuły się w szpitalu bardziej komfortowo, a poród, tak jak w przypadku państwa Grygosińskich, kojarzył się nie z cierpieniem, a wyjątkową chwilą, gdy na świat przychodzi nowe życie. Za kilka lat tu wpadniemy znowu. W liczbach to 123 zatrzymane osoby, 95 z zarzutami, 47 w areszcie. Zabezpieczono 330 tysięcy plików z materiałami ukazującymi wykorzystywanie seksualne dzieci, skonfiskowano 1500 nośników danych. Taki jest wynik ogólnopolskiej operacji pod kryptonimem "Hellfire" przeprowadzonej przez Centralne Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości. 1500 różnych nośników cyfrowych, a na nich 330 tys. plików z treściami pedofilskimi. Wszystko zabezpieczyli policjanci, teraz będą te dane poddawane dalszej analizie szczegółowej. Tak, żeby ustalać osoby pokrzywdzone. To była akcja zakrojona na szeroką skalę. Trwała około dwóch tygodni. Niemal 500 funkcjonariuszy uderzyło w przestępczość o charakterze pedofilskim, przeprowadzając operację o kryptonimie "Hellfire". Wśród zatrzymanych jest nauczyciel. Mężczyzna nagrywał i fotografował dzieci uczące się w szkole językowej. Kolejnych dwóch miało zamontowane w swoich domach kamery. Nagrywali członków swoich rodzin i inne osoby w sytuacjach intymnych. W ręce służb wpadły łącznie 123 osoby. Wśród zatrzymanych jest czynny funkcjonariusz Straży Granicznej, członek kadry kierowniczej jednej z instytucji samorządu terytorialnego. Przestępcy wykorzystują często mechanizm child groomingu, czyli uwodzenia. Proces, w którym dorosły sprawca nawiązuje relację z dzieckiem, w której uzyskuje zaufanie po to, żeby wykorzystać je seksualnie. Najstarszy z zatrzymanych miał 94 lata. Najmłodszy - 19. Nagrywał swoją przyrodnią siostrę i później zamieszczał te pliki gdzieś w internecie. Najczęściej takie treści są rozpowszechniane w darknecie i na forach internetowych. To właśnie tam policjanci szukają przestępców. To trudne emocje zarówno dla ofiar, jak również dla policjantów wykonujących czynności, którzy muszą zapoznać się z materiałem dowodowym. Są to często przeżycia traumatyczne. Marta Wojdas z fundacji Dajemy Dzieciom Siłę podkreśla, że najważniejsze są rozmowy z dziećmi. To one mogą uratować je przed niebezpieczną relacją z pedofilem. Dzieci, które są edukowane, też często zapala im się tzw. czerwona lampka, gdy ktoś zadaje pytania o intymność albo próbuje szantażować, żeby dziecko nie mówiło o tej relacji. Dzięki akcji "Hellfire" - kolejnej wymierzonej w pedofilów - niemal sto osób usłyszało zarzuty. Polija ujęła 46-latka. Ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości, bo nie stawił się do odbywania kary. W Płonnej pod Sanokiem kilka dni temu samica niedźwiedzia zabiła kobietę. 2 dni temu w Morochowie na Podkarpaciu niedźwiedź ruszył na rolników pracujących na pastwisku. Mieli blisko samochód, więc zdążyli się schować, ale zdecydowały sekundy. W gminie mówią, że dotąd hałas niedźwiedzie odstraszał, ale nie tym razem. Czy szykuje się problem z kłopotliwym sąsiedztwem? Bliskie spotkanie z niedźwiedziem. Można się przestraszyć. Leciał po prostu na mnie. Leciał jak zwariowany. A ja - ucieczka do samochodu, doleciałem do samochodu, patrzę, z góry lecą już krowy z rykiem. Odwróciłem się w samochodzie, patrzę, co się jeszcze dzieje, i niedźwiedzia już nie widziałem. Do zdarzenia doszło na pastwisku w Morochowie koło Bukowska na Podkarpaciu, gdy pan Mariusz budował ogrodzenie dla krów. W linii prostej to miejsce dzieli zaledwie kilka kilometrów od Płonnej, gdzie pod koniec kwietnia niedźwiedź zabił kobietę. Mieszkańcy boją się wychodzić z domów. Jak spotkają niedźwiedzia, to jak mają się zachować? Każdy sobie spacerował, wychodził. Nawet żona chodziła na spacery w tę stronę, a teraz mówi, że nie pójdzie nigdzie. Mieszkańcy Zagórza od początku roku zgłosili 21 przypadków spotkań z niedźwiedziami. Jest taka presja tych niedźwiedzi prawdopodobnie. Ja nie jestem fachowcem, ale sobie domniemywam, że przybywa ich, jest dosyć dużo, i szukają nowych terenów. Ten upodobał sobie młodnik między Zagórzem a Bukowskiem. Samorządy mają już zgodę na płoszenie niedźwiedzi. Dozwolone jest używanie petard, sygnałów dźwiękowych i innych środków odstraszających. To jednak, jak słyszymy, na razie nie przynosi rezultatu. Dzisiaj jest oczekiwanie i wszyscy samorządowcy o tym mówią, powinniśmy jednak te konfliktowe osobniki usunąć z naszej przestrzeni publicznej. W związku z incydentem wójt gminy i powiatu sanockiego złożyła oficjalny wniosek o zgodę na eliminację drapieżnika. Wniosek jest rozpatrywany przez generalnego dyrektora ochrony środowiska, który posiada kompetencje w zakresie wydania zezwolenia na eliminację osobników gatunków chronionych. Na terenie Bieszczad żyje około stu niedźwiedzi. Warto pamiętać, co zrobić, gdy spotkamy jednego z nich. Absolutnie nie rzucać się w ucieczkę i bieg, bo to prowokuje niedźwiedzia do biegu. Natomiast oddalić się w sposób powolny, spokojny, Bo, tak jak w życiu, tylko rozwaga i spokój mogą nas uratować. Był dziennikarzem par excellence, i to w czasach, gdy o jego jakości stanowił warsztat, doświadczenie i pomysł, Był dziennikarzem par excellence, i to w czasach, gdy o jego jakości stanowił warsztat, doświadczenie i pomysł, bo nie było sieciowych wyszukiwarek ani cyfrowego wsparcia. Miał w sobie charyzmę i wiedzę, by pokazywać prawdziwy obraz świata, i odwagę, by to robić z miejsc, gdzie była potrzebna. Był arystokratą zawodu, któremu poświęcił życie, i bardziej dosłownie się nie da. Dziś rocznica tragicznej śmierci Waldemara Milewicza. Usłyszałem: "Panie Milewicz, pan nigdy do Iraku nie wjedzie". "Do zobaczenia w Bagdadzie", odpowiedziałem. Był tam, gdzie inni bali się pojechać. Relacjonował wojny, zamachy i katastrofy. Ale przede wszystkim pokazywał ludzi. Ich strach, bezsilność i nadzieję. Linia frontu. Po jednej i drugiej stronie nieszczęśliwi ludzie. Jego relacje były inne niż wszystko wcześniej. Intensywne. Prawdziwe. Niektórzy mówili: showman. Ale Milewicz nie chciał tylko informować. Chciał, żeby widz poczuł. Przyjaciel i operator Jan Naukowicz wspomina, że nawet w samym środku wojny szukał człowieka. Starał się być niebywale uczciwy w tym, co robił. Nigdy nie pokazywał jednostronnie sytuacji. Zawsze były dwie strony. Głęboki głos. Skórzana kurtka. "Dziwny jest ten świat" stał się symbolem odwagi i dziennikarstwa z sercem. Jego niezwykle skondensowany sposób narracji przy jednoczesnym niebywałym ładunku emocjonalnym. To niezwykle trudne, by zachować balans. Jego koledzy z redakcji zagranicznej wspominają, że poza kamerą był pełen energii i humoru. Ja pamiętam Waldka przede wszystkim jako wspaniałego kolegę. Był bardzo koleżeński, przyjacielski, wesoły, dowcipny. Dla młodych dziennikarzy był wzorem. Na początku lat 2000, kiedy ja zaczynałam pracować w telewizji publicznej, tacy dziennikarze jak Waldek Milewicz byli dla nas autorytetami, mistrzami. Za pasję zapłacił najwyższą cenę. Zginął w Iraku razem z montażystą Mounirem Beouamranem. Operator Jerzy Ernst został ciężko ranny. Jechali do Nadżafu na wywiad z Muktadą as-Sadrem, jedną z najważniejszych postaci antyamerykańskiego powstania w Iraku. Zrobiliśmy 11 reportaży. Z tego ostatniego wyjazdu do Iraku wróciłem tylko ja. Bliscy mówią, że bał się tego wyjazdu. Nieustraszeni są tylko ludzie bez wyobraźni. Ktoś musi to robić. Jeśli nie ja, to ktoś inny. Jeśli nie ktoś inny, to dlaczego nie ja. Zawsze chciał być pierwszy tam, gdzie działa się historia. Miał jedno marzenie - żeby jego praca nie została zapomniana. I jedno życzenie. By podczas pożegnania wybrzmiał utwór jego ukochanych Depechy. Wicepremier, minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski w "Pytaniu dnia" u Justyny Dobrosz-Oracz.