Recepta na zdrowie. Ministerstwo Zdrowia ogłasza pakiet zmian w finansach i organizacji lecznictwa. Bez przełomu. Godzinna rozmowa prezydentów Polski i Ukrainy o wspólnej historii. Zamiast śmieciówek. Inspekcja pracy zamieni umowę o dzieło w etat. Ministerstwo Zdrowia ogłasza pakiet zmian w finansach i organizacji lecznictwa publicznego. Koniec z płacowymi kominami, budżety szpitali muszą wystarczyć na coś więcej niż lekarskie pensje. Jest zgoda, że lekarze powinni zarabiać godnie, ale definicję godności trzeba ujednolicić, bo bywa, że się rozmija z przyzwoitością. Szpitale to nie firmy, leczenie to nie biznes - zapowiada NFZ. Co to będzie? Ministra zdrowia zapowiada koniec z leczeniem zachowawczym. Potrzebujemy pełnej wiedzy, rzetelnej analizy i konkretnych decyzji. Te maja wejść w życie w trybie pilnym, bo tu mowa o stanie przedzawałowym. Mimo że w ubiegłym roku przeznaczono na nią niemal co czwartą złotówkę z budżetu państwa. Wydatki na leczenie - to dane z ostatnich sześciu lat - z roku na rok rosną. Ale na sytuację pacjentów to nie wpływa. Trzeba czekać, o ile się doczeka, bo 8 miesięcy to jest dużo dla kogoś, kto ma problemy kardiologiczne. Są wszędzie znajomości, jak ktoś ma, to się wyleczy. Te diagnozę potwierdziły medialne doniesienia. Nie tylko o szpitalnych salonikach VIP, także o bajońskich wynagrodzeniach lekarzy. W Miastku na Pomorzu to nawet 300 tys. zł dziennie. Chodzi o spółkę neurochirurgów. Wprowadzimy maksymalne poziomy wynagrodzeń. Ministra zdrowia proponuje stawkę maksymalną w wysokości 240 zł brutto na godzinę. Do tego zakaz zawierania umów ze spółkami, jawność zawartych umów i grafików lekarzy. Oraz konieczność zgody na pracę w kilku miejscach. Rozumiem, że będzie to duży szok dla wielu ludzi, którzy zarabiali ogromne pieniądze. Pytany o nowe limity samorząd lekarski... Pyta pan o te z dzisiaj czy z jesieni 2025? ...przypomina, że podobny pomysł już był, ale nie wszedł w życie. Mam nadzieję, że to jest dobrze policzone i rzeczywiście poprawi sytuację pacjentów. Przedstawiciele samorządu jutro stawią się na spotkanie z panią minister. Kompromis potrzebny jest też tutaj, bo limit zarobków można wprowadzić tylko ustawą. Nie będą to łatwe zadania i nie wszystkim się spodobają, ale nie ma odwrotu. Jesteśmy w stanie poprzeć każde najbardziej radykalne decyzje w sprawie ochrony zdrowia. Zgoda nie tylko w gronie koalicji rządzącej. Jest to rozstrzygnięcie, które musi zostać zrealizowane na poziomie setek szpitali. Obecnie - według resortu zdrowia - na wynagrodzenia szpitale przekazują średnio 81% pieniędzy z NFZ. W szpitalach powiatowych na śląsku to nawet 85%. Nie da się za te pozostałe 15% dobrze leczyć pacjentów, żeby nie generować długów i zobowiązań. Stąd propozycja, by limitować też procent wydatków szpitali na wynagrodzenia. Przyjmuje się, że do 60% w specjalistycznym szpitalu zabiegowym to jest bezpieczna granica. Dzięki której więcej pieniędzy ma trafiać na leczenie pacjentów. Dziś to ich kosztem szpitale utrzymują finansowy pion. Na kolonoskopię miałam na czerwiec termin, a teraz mam na styczeń przesunięty. W skróceniu takich kolejek mają pomóc dwa nowe systemy. Poprzez e-rejestrację do końca przyszłego roku będzie można umówić lub odwołać wizytę u 39 rodzajów specjalistów. Zapisy na zabiegi mają się odbywać przez system e-kolejka, który pełną parą ma ruszyć do końca tego roku. To ma być sposób na kontrolę tego, czy każdy pacjent traktowany jest równo. Nie ma zgody na zeszyty, na jakiekolwiek saloniki. Za to ma grozić do miliona złotych kary. Tyle resort, według pacjentów... Od wielu lat jest ten problem. ...najwyższy czas na zmiany. NATO po szczycie. Rozmowy w Ankarze miały dać paktowi nową dynamikę, potwierdzić jedność sojuszu i określić priorytety, bo nowe wyzwania wymagają nowych pieniędzy i nowego podejścia do zbrojeń. Były obawy o jego przebieg, bo różnice między sojusznikami rozpięte nad Atlantykiem chwiały jednością sojuszu jak nigdy, ale konkluzje są budujące. Dla całego sojuszu, dla Europy i dla Polski. Rosja pozostaje wspólnym przeciwnikiem 32 państw NATO. Ale dziś coraz częściej pojawia się inne pytanie. Czy największym wyzwaniem dla jedności Sojuszu nie stają się różnice między samymi sojusznikami? Misternie budowany przez tygodnie plan Marka Ruttego, by z Ankary popłynął przekaz o jedności i solidarności NATO, o mało nie legł w gruzach. Uwielbiam, kiedy czasem między przyjaciółmi można się kłócić. To czyni cię silniejszym. A prezydent Trump nie jest osobą, która trzyma swoje poglądy dla siebie. Jeszcze przed rozpoczęciem obrad Donald Trump ponownie zdominował szczyt. Oni są chorzy, z nimi jest coś nie tak. Mówią, że idziemy na pogrzeb, a jednocześnie strzelają rakietami. Choć oficjalnie programu nie zmieniono, po amerykańskim ataku na Iran to właśnie Bliski Wschód stał się głównym tematem rozmów w kuluarach. To, co dzieje się na Bliskim Wschodzie, ma wpływ na cały świat. Jednak Iran nie był jedynym źródłem napięć. Donald Trump ponownie uderzył również w swoich sojuszników. Wrócił do pomysłu przejęcia Grenlandii, a Hiszpanii zarzucił zbyt małe zaangażowanie finansowe w NATO. Grenlandia nie jest na sprzedaż. Jeszcze kilka godzin wcześniej wielu dyplomatów obawiało się, że szczyt zakończy się otwartym konfliktem. Stało się jednak coś, czego mało kto się spodziewał. Po rozmowach z europejskimi liderami i Wołodymyrem Zełenskim ton Donalda Trumpa wyraźnie się zmienił. Spotkanie NATO było znakomite. Wiele zostało powiedziane. Pokazaliśmy jedność. Za tą zmianą nastroju poszły również konkrety. Damy wam licencję na produkcję systemów Patriot. To całkiem fajne, prawda? W ten sposób nie będziecie mogli narzekać, że nie dajemy Ukrainie wystarczająco dużo. To może okazać się jednym z najważniejszych rezultatów tego szczytu. Europa równocześnie zrobiła kolejny krok w stronę większej samodzielności. Uzgodniony wcześniej cel wydatków na poziomie 5% PKB ma sprawić, że państwa NATO będą w stanie szybciej rozwijać własny przemysł obronny i skuteczniej odstraszać Rosję. Polska po raz kolejny została wskazana jako jeden z liderów tych zmian. Amerykański ambasador przy NATO powiedział mi, że Polska jest wzorowym sojusznikiem. Dla Warszawy najważniejsze były nie tylko deklarację o jedności NATO, ale zgoda na utworzenie stałej bazy żołnierzy USA w Polsce. Można powiedzieć, że ta autostrada do stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce na poziomie prezydentów, na poziomie politycznym, jest otwarta. Jeśli po tym szczycie zostanie zapamiętana jedna rzecz, będzie nią nie spór o Grenlandię czy Hiszpanię, lecz przekonanie, że Europa musi być gotowa bronić się także wtedy, gdy w Waszyngtonie zmienia się polityczny klimat. Nie udało nam się omówić problemów historycznych - mówi prezydent Nawrocki po rozmowie z przywódcą Ukrainy. Wystarczył prowokacyjny ruch prezydenta Zełenskiego i polska radykalna odpowiedź, by skończył się wyścig na militarne wsparcie, a zaczął na chłodne gesty. Ukraina nie ułatwia, bo sięga do historii, a tam zbrodniarze opisani po polsku i bohaterowie - cyrylicą. Czy da się skutecznie oddzielić osobną historię od wspólnych interesów? Godzinna rozmowa, ale bez przełomu. Podczas drugiego dnia szczytu NATO w Ankarze doszło do spotkania prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim. Nie udało nam się na tym spotkaniu rozwiązać kwestii historycznych. Potwierdziłem nasze stanowisko w kwestii UPA, ale dyskutowaliśmy też o tym, jak ta współpraca powinna wyglądać w przyszłości. Pytanie, czy takiej współpracy chce Kijów. Polskie apele o zaprzestanie promowania banderyzmu doradca Wołodymyra Zełenskiego przyrównał do warunków, które Ukrainie stawiał Kreml. Ukraina nie przyjmie ultimatum od nikogo na świecie. Bez urazy wobec Polski, Rosja jest jednak nieco potężniejsza od Polski. A mimo to nie przyjęliśmy jej ultimatum. Dzień wcześniej komisja Lwowskiej Rady Obwodowej zaproponowała, aby przyszły rok ogłosić rokiem Romana Szuchewycza. To dowódca UPA, bezpośrednio odpowiedzialny za ludobójstwo na Wołyniu. Wcześniej współpracował z nazistami. Bandera - bohater. Szuchewycz - bohater. Petlura - bohater. Ukraińska Armia Powstańcza - bohaterowie. Słowa Budanowa skrytykowali w Ankarze szefowie Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Wydaje mi się, że lepiej tonować emocje, bo to Ukraina potrzebuje wsparcia Zachodu, a Polska bardzo dużo dla niej zrobiła. Jeżeli Ukraina nie ma innych bohaterów i chce na tym budować swój mit, to robi strategiczny błąd. Tym bardziej że decyzja prezydenta Zełenskiego o nadaniu jednemu z oddziałów wojskowych imienia "bohaterów UPA" zyskała międzynarodowy rozgłos. Poprawkę, która ją potępia, przegłosował europarlament. Poparli ją polscy parlamentarzyści z przeciwnych frakcji. Żadne euro nie może być wydane na te oddziały, które mają imię zbrodniarzy odpowiedzialnych za ludobójstwo. Jako Polacy mamy moralne prawo powiedzieć: weto. Z Banderą Ukraina do UE nie wejdzie. W Polsce pojawił się pomysł powołania polsko-ukraińskiej rady do spraw trudnych, podobnej do tej, jaka funkcjonowała kiedyś z Rosją. Przewodniczenia jej nie wykluczył Aleksander Kwaśniewski. Wstępując do struktury międzynarodowej, a Unia Europejska jest taką strukturą, trzeba się wykazać pewną wrażliwością - o jednych bohaterach mówić głośniej, o innych ciszej. Tydzień temu ukraiński parlament przegłosował ustawę o Panteonie Narodowym. Miałoby się w nim znaleźć miejsce dla Stepana Bandery. Bez względu na to, kto to zaczął, a zaczął Zełenski, żeby była jasność, ktoś w tym konflikcie musi być rozsądniejszy. Ale o polityczny rozsądek może być niełatwo. Już za kilka dni 11 lipca, rocznica Krwawej Niedzieli, kulminacyjnego punktu rzezi wołyńskiej. Sondażowa arytmetyka od dawna wygląda tak samo: wybory wygrywa Koalicja Obywatelska, ale z brakami, dalej PiS,, bez szans na samodzielną władzę, a potem Konfederacje. Szansą prawicy byłby sojusz, ale tu się zaczyna kłótnia w rodzinie. Dla Konfederacji PiS to hipokryci, dla PiS-u Mentzen to polityk niedojrzały, a dla obu Korona Brauna to ślepy zaułek. Głosów muszą szukać u siebie nawzajem, więc ruszyła licytacja. Witam państwa bardzo serdecznie. Na prawicy - cyniczna licytacja. To jest skandal. PiS, Konfederacja i Konfederacja Brauna wykorzystują sprawę przekazania kilku rakiet do baterii Patriot walczącej Ukrainie jako paliwo do politycznego wyścigu o skrajne głosy. To już nie jest wyścig, kto będzie bardziej antyukraiński, tylko wyścig na to, kto jest bardziej prorosyjski. Ale w tych trzech ugrupowaniach powielaniem rosyjskiej narracji nikt się nie przejmuje. Liczą się słupki. To najnowszy sondaż. PiS traci, obie Konfederacje rosną. Razem mają już więcej niż partia Kaczyńskiego. Więc PiS obiera radykalny kurs. Kwestiami bezpieczeństwa próbują rozgrywać partię gry w pokera partyjnego. To jest niegodne. A tak wygląda to w praktyce. PiS z całą mocą przypuszcza atak na rząd. To jest rozbrajanie Polski z najnowocześniejszego sprzętu. Druga strona się broni. Jeśli on twierdzi, że my rozbrajamy Polskę, to ich rządy rozbroiły Polskę razy dziesięć. W tym miejscu warto spojrzeć na liczby: rząd Morawieckiego Ukrainie przekazał 44 donacje, - rząd Tuska - 5. To, co robi dzisiaj PiS, to hipokryzja? To są demony hipokryzji. To są kłamcy do sześcianu. I tu wyjątkowa zgodność między koalicją rządzącą a Konfederacją. Jesteście bezczelną partią hipokrytów. Zwraca się do polityków PiS-u Sławomir Mentzen. To bardzo nie spodobało się Przemysławowi Czarnkowi. Panie Mentzen, jeśli pan chce iść w koalicję z Tuskiem, to proszę o tym powiedzieć otwarcie Polakom, z kim mamy do czynienia. To jest granie na rzecz Tuska? Mówię, że źle, że oddaliście sprzęt i źle, że Tusk oddał sprzęt. To jest złe i należy to piętnować. Do dyskusji włączają się rządzący. To fałszowanie rzeczywistości - słyszymy. Najwięcej uzbrojenia przekazał rząd PiS-u - ponad 16 mld. A donacje obecnego rządu to około 1,5 miliarda. Jednocześnie obóz władzy nie krytykuje PiS-u za wspieranie Ukrainy. Przez lata pomagali Ukrainie i słusznie, że pomagali, ale nie mogą się teraz tego wypierać. Dlaczego w takim razie partia Jarosława Kaczyńskiego dziś nie chwali się tym, że jej rząd pomagał Ukrainie? Skorygowali swoją linię, bo z badań wyszło, że ten ich fanatyczny proukrainizm jest niepopularny, że społeczeństwo tego nie chce. Czy w takim razie "fanatyczny proukrainizm", jak mówi Krzysztof Bosak, dotknął w przeszłości też Sławomira Mentzena? To jego wypowiedź sprzed czterech lat. W naszym najlepiej pojętym interesie jest to, żeby Ukraińcy obronili się przed Rosją i należy im pomagać militarnie. I co? Teraz Konfederacja przyznaje, że zmieniła zdanie. Sławomir Mentzen przyznał się do błędu, nie wiedząc, jaka jest sytuacja na Ukrainie. Sytuacja na Ukrainie od początku rosyjskiej agresji niewiele się zmieniła. To wciąż Rosja jest agresorem. To wciąż od rosyjskich bomb i dronów giną ukraińscy cywile i to wciąż Rosja jest największym zagrożeniem dla Polski. Racją stanu jest wspierać Ukrainę. Smutno się jednak patrzy, jak część klasy politycznej traci z kompasu rację stanu. Bo kiedy pomoc dla walczącej Ukrainy staje się paliwem w wyścigu o skrajne głosy, traci polska racja stanu. A zyskuje tylko Kreml. Afery władzy były przemilczane, opozycja zohydzana, Unia Europejska demonizowana, sukcesy rządu monumentalne. Publiczne media na Węgrzech Orbana były tak profesjonalne i obiektywne, że w rankingu wolności prasy państwo znalazło się na 68. miejscu na 180. Już w kampanii wyborczej Peter Magyar nazywał te media fabryką kłamstw, a po wyborach ruszyły zmiany. Właśnie weszły na nowy poziom. To ostatni serwis informacyjny węgierskiej telewizji publicznej. Ostatnie chwile propagandy Viktora Orbana. Godzinę później sygnał został wyłączony. Na ekranie czarna plansza z takim komunikatem. Media publiczne nie mogą kłamać. Przepraszamy za to, że przez lata to robiły. Przestało nadawać też publiczne radio. Tak rozpada się imperium medialne Orbana. W Budapeszcie przed siedzibą rządowej telewizji ulga i takie gesty. Przyszliśmy tutaj zrobić sobie selfie. Dziś wieczorem będziemy hucznie świętować z przyjaciółmi. Media publiczne całkowicie wypaczyły obraz rzeczywistości. Szczucie na opozycje, straszenie wojną czy oskarżanie europejskich przywódców - to przekaz węgierskiej telewizji publicznej Orbana. Wszystko w stylu kremlowskim. Takie wiadomości, te poglądy, który były przemycane, były przemycane we wszystkich możliwych treściach łącznie z reklamami. A nawet w przerwach meczów na kanałach sportowych. Pisze premier Magyar, który mówi o historycznym dniu. Po wyborach obiecywał, że naprawa mediów publicznych będzie jednym z pierwszych działań nowego rządu. Powołamy komisję z udziałem przedstawicieli wszystkich partii parlamentarnych, która zagwarantuje obiektywne i bezstronne relacjonowanie wydarzeń. Magyar do mediów publicznych nie był zapraszany. Pojawił się tam dopiero po wyborach. Sygnał w mediach publicznych został wznowiony po kilku godzinach. O 19.56, co jest właściwie datą rewolucji węgierskiej, wznowili nadawanie filmem "Świadek", który jest jedną z najpopularniejszych tragikomedii o komunizmie na Węgrzech. To bardzo symboliczny gest. Przez 16 lat przyjaciel Putina podporządkował sobie prasę, telewizję, radio i portale internetowe. Dziś decyzję o zmianach w mediach krytykuje. Żeby zrozumieć, co były premier zrobił z mediami, wystarczy zajrzeć do rankingu wolności prasy. Gdy w 2010 Orban przejmował władzę, Węgry były na 23. miejscu. Po jego rządach spadły na 74. miejsce. Wielu niezależnych dziennikarzy musiało zmienić zawód. Prześladowani byli, bardzo była im ta praca utrudniona praca. I dlatego musieli uciekać nawet z kraju? Tak, bardzo dużo ludzi wyjechało. Po latach wracają, by odbudować zaufanie do mediów publicznych. 1,5-milionowa armia na śmieciowym zatrudnieniu ma od dziś wsparcie Państwowej Inspekcji Pracy. Wchodzą w życie przepisy pozwalające zmienić fikcyjne umowy cywilnoprawne w pełny etat. Nic z automatu, w razie sporu sąd, ale zatrudnieni zyskali mocne wsparcie. Sprawa jest paląca od dawna, a może być jeszcze bardziej, bo śmieciówki teraz to głodowe emerytury później. A to może być problem społeczny. Nasi rozmówcy, mimo że pracują jak na umowie o pracę, formalnie zatrudnieni są na tzw. śmieciówkach. Jeżeli się rozchoruję, nie jestem w stanie wziąć L4, nikt mi za to nie zapłaci, że mnie nie będzie tego dnia. Jak idę na urlop, tak naprawdę nie zarabiam w tym momencie nic. To wkrótce ma się zmienić. Dziś weszły w życie przepisy, dzięki którym inspekcja pracy może dokonać kontroli i nakazać zmianę umowy cywilnoprawnej lub B2B na etat. Bez długotrwałych batalii sądowych. Jeżeli uznają, że zachodzą przesłanki, kiedy powinna być umowa o pracę, wydadzą pracodawcy polecenie, żeby przekształcił umowę cywilnoprawną w umowę o pracę. Jeśli pracodawca to zrobi, temat jest zamknięty. Jeśli nie, okręgowa inspekcja pracy wydaje decyzję administracyjną nakazującą zmianę umowy. Od niej pracodawca może odwołać się do sądu. Także w takiej sytuacji urzędnicy mają być wsparciem dla zatrudnionego. Państwowa Inspekcja Pracy poprowadzi go za rękę i będzie reprezentować go w walce o to, co mu się należy. W Polsce osób pracujących na umowach cywilnoprawnych jest około 1,5 miliona. Duża część z nich powinna być na etacie, ale do tej pory inspekcja nie miała narzędzi, by to zmienić, a droga sądowa oznaczała wiele lat walki. W naszej kancelarii te procesy trwają już ponad trzy lata ze względu na to, że musimy się mierzyć z przesłuchiwaniem świadków, z gromadzeniem dowodów czy powołaniem biegłych. Nowe przepisy zakładają, że sąd to ostateczność, bo decyzje zapadać będą na poziomie okręgowych urzędów pracy. Pracodawcy mają nadzieję, że w relacjach z urzędnikami będzie miejsce na dialog. Mam nadzieję, że nie będzie to bardzo opresyjne, tylko będziemy się w takich sytuacjach wątpliwych domawiali wspólnie z Państwową Inspekcją Pracy. Państwowa Inspekcja Pracy już zapowiada kontrole. Dotychczas takich uprawnień nie mieliśmy, dzisiaj je po prostu mamy, w związku z czym będziemy je skutecznie stosować. A pracownicy mają o co walczyć. Bo etat to m.in. płatny urlop, zasiłek chorobowy i ochrona przed zwolnieniem z dnia na dzień. Zachodni wiatr wygonił z plaż, kogo się dało, bo dmucha 120 km/h. Od Kołobrzegu aż po Mierzeję Wiślaną czerwone alerty, fale na plażach aż po wydmy, a na wydmach sosny wygięte aż po piach. Alarm przyszedł wcześnie, więc ewakuowano kilka harcerskich obozów i teraz całe wybrzeże ze zdziwieniem patrzy, jak się rozwija sezon. Ponad 120 km/h. Taką prędkość osiągają podmuchy wiatru na Pomorzu. Siłę żywiołu odczuli m.in. mieszkańcy i turyści na Mierzei Wiślanej. Pierwszy raz w życiu przeżyłam taki huragan, Tu - w Krynicy Morskiej - i okolicach strażacy mają ręce pełne roboty. Musiałem wyjść przez okno, żeby się wydostać. Dzisiaj akcja była niesamowita, podziwiam strażaków. A to już działania na plaży i układanie worków z piaskiem, które mają uchronić nadmorski kurort przed uderzeniem sztormu. Strażacy z pomocą harcerzy i mieszkańców wierzą, że ta konstrukcja ostatecznie nie będzie potrzebna, ale w Krynicy nie zamierzają ignorować niepokojących alertów pogodowych. Do 3.00 w nocy było spokojnie, byliśmy w gotowości cały czas, ja i służby. Od 3.00 zaczęło wiać mocniej i widzimy skutki tego wiatru, zresztą wieje do tej pory. Równie trudna sytuacja jest na Warmii i Mazurach, w wielu miejscowościach ewakuowano harcerzy, tak jak tutaj we Fromborku. Jeszcze nie wiadomo, jak długo te namioty pozostaną puste. Wszystko przebiegło bardzo sprawnie, wszyscy jesteśmy bezpieczni, na szczęście nikomu nic się nie stało. O tym, że ostrzeżenia synoptyków nie są przesadzone, przekonał się m.in. kierowca tego auta w Piastowie pod Elblągiem. Konar drzewa zrzucony przez wiatr wbił się w dach jadącego samochodu. Tu na szczęście nikomu nic się nie stało. Mamy ciągle, na bieżąco, zdarzenia z powalonymi drzewami, najwięcej w gminie Orzysz, pojedyncze w gminie Biała Piska, Tylko w tych trzech północnych województwach w ciągu ostatniej doby Na Zachodnim Pomorzu wiatr skutecznie utrudnia wypoczynek. Na plażach czerwone flagi uniemożliwiają kąpiel. Strasznie wieje. Porywa mnie dosłownie. Ale ten wiatr, choć uciążliwy dla turystów, ma też swoje plusy. Według prognoz dzięki wczorajszym i dzisiejszym podmuchom elektrownie wiatrowe w Polsce wykorzystują ponad 60% swojego potencjału. A to przełoży się na konkretny energetyczny zysk. To ważna informacja dla kobiet w początkowych miesiącach ciąży. Okazuje się, że ukąszenie przez osę lub kleszcza, nawet nieodczuwalne przez matkę, może być przyczyną groźnej dla dziecka choroby oczu. Lekarze w Centrum Zdrowia Dziecka zidentyfikowali tylko w tym roku 6 takich dzieci, których mamy były ukąszone w poprzednim sezonie, kiedy były jeszcze w ciąży. Półroczny Igor jest po operacji zaćmy. Jego rodzice zauważyli problem, kiedy miał cztery tygodnie. Zorientowałam się, że to jedno oko jest przymglone, że jest inne niż drugie, że nie widzę tak dobrze źrenicy. Mama Czarka też zobaczyła, że coś jest nie tak, kiedy powinien zacząć skupiać wzrok. Lekarze rozpoznali w jego obu oczach zaćmę wrodzoną. On tego wzroku nie skupiał, te oczka mu uciekały, zezował. Mamy obu tych chłopców w początkowych miesiącach ciąży były ukąszone przez kleszcza lub osę. Tę zależność odkryła doktor Natalia Cybulska, rezydentka na oddziale okulistyki w Centrum Zdrowia Dziecka. Poprosiła o zbadanie usuniętych soczewek operowanych niemowląt z zaćmą wrodzoną. Seria pacjentów z zaawansowanymi objawami zaintrygowała mnie, stąd zaczęłam szukać w piśmiennictwie światowym podobnych przypadków. Przyczyną okazała się bakteria: Spiroplazma, która przedostaje się przez łożysko matki do rozwijającej się soczewki płodu. W efekcie dziecko rodzi się ze stanem zapalnym w oku i zaćmą. W Centrum Zdrowia Dziecka zidentyfikowano już sześcioro małych pacjentów, których mamy były ukąszone w poprzednim sezonie wiosenno-letnim. Dzieci są w trakcie poważnego leczenia, także operacyjnego. Operacja polega na usunięciu zmętniałej soczewki. Lekarze z Centrum Zdrowia Dziecka już wcześniej operowali takich pacjentów, ale dopiero teraz analiza materiału pokazała przyczynę choroby. Lekarze apelują do kobiet w początkach ciąży o ostrożność i zgłaszanie ukąszeń lekarzowi. Być może sposobem, żeby powstrzymać zakażenie płodu, będzie podanie matce antybiotyku. U Czarka operacja na razie niewiele pomogła. Dalej nie wiadomo, czy coś może ruszyć, czy to już niestety tak zostanie. Wszystkie dzieci, u których wykryto bakterię, przeszły leczenie antybiotykiem. Teraz czeka nas żmudna praca, rehabilitacja, przywracanie dobrego widzenia dla syna. Dla rodziców jest ważne, że wiedzą, co było przyczyną choroby. Najbliższe igrzyska olimpijskie odbędą się w Los Angeles za dwa lata i wygląda na to, że pod własną flagą wystąpią tam sportowcy Federacji Rosyjskiej. Międzynarodowy Komitet Olimpijski zawiesił wszystkie sankcje nałożone na Rosję po napaści na Ukrainę, teraz tłumaczy, że decyzję podjął po analizie prawnej. Nie ma komunikatu, czy analizowano sytuację w bombardowanych ukraińskich miastach. Nowy strategiczny kierunek - tak decyzję Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego opisuje jego przewodnicząca. Chcemy zapewnić wszystkim sportowcom możliwość udziału w igrzyskach olimpijskich i nieponoszenia odpowiedzialności za działania swojego rządu. Wierzę, że właśnie o tym świadczy ta decyzja. MKOl znosząc zakaz, twierdzi, że Rosja przestała zrzeszać organizacje sportowe z okupowanych terytoriów Ukrainy. A to właśnie było powodem wykluczenia jej z MKOl trzy lata temu. Jestem zachwycony. Chciałbym być częścią światowej sceny sportowej. Nawet jeśli ma to być tylko oglądanie transmisji w telewizji i śledzenie występów naszych zawodników. To reakcje w Moskwie, dla której decyzja MKOl-u to znak, że wraca na światowe salony. Otwiera to drogę federacjom wszystkich dyscyplin do ponownego włączenia reprezentacji narodowych do rywalizacji na arenie międzynarodowej. Zupełnie inaczej widzą to Ukraińcy, na których codziennie spadają rosyjskie rakiety. Od niemal tygodnia mamy niemal nieustanne alarmy przeciwlotnicze, a mimo to zapadają decyzje, że Rosja może wziąć udział w igrzyskach olimpijskich. Dla mnie to brak szacunku wobec narodu ukraińskiego oraz tych, którzy bronią Ukrainy. Ukraina obawia się, że pod rosyjską flagą niebawem w imprezach sportowych będą mogli startować zawodnicy pochodzący np. z okupowanych przez Moskwę terytoriów. Tu w Kijowie podkreśla się, że kolejne igrzyska obędą się w USA na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi i będą wykorzystywane w amerykańskiej kampanii wyborczej. W MKOl działa silne rosyjskie lobby, korumpujące jej członków - uważa politolog Paweł Usau. I dodaje, że dla Rosji sport to element wpływów hybrydowych na świecie. Rosja w sposób błyskawiczny wykorzystuje sport i swoich sportowców dla rozpowszechnienia propagandy własnych wpływów na wspólnotę międzynarodową. To jest czas, byśmy pokazali, jak bardzo jesteśmy zdolni do tego, by nasz głos był słyszany, i jak bardzo jesteśmy zdolni, by budować koalicję z Europą, Kanadą, występować na wspólnym froncie. Na razie rosyjscy sportowcy powracają do rywalizacji bez prawa startów z flagą i hymnem. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek w "Pytaniu dnia" u Aleksandry Pawlickiej, a potem "Bez trybu" Justyny Dobrosz-Oracz.