Ruch Pa¾acu. Jest nowa prezydencka propozycja kryptoustawy. Są też pytania o kluczowe poprawki. Salon bezpieczeństwa. Premiery i innowacje na targach obronnych w Kielcach. Zapach sukcesu. Polscy naukowcy z nagrodą za zbadanie zapachu niemowląt. 19:30. Anna Kowalska. Dobry wieczór Państwu. Jest drugi prezydencki projekt ustawy o rynku kryptoaktywów, bardzo podobny do tego, który Karol Nawrocki przedstawił już w maju. Według Kancelarii Prezydenta ma raz na zawsze rozwiązać spór z rządem i uregulować rynek, ale Donald Tusk mówi raczej o "panice w Pałacu", bo szef Kancelarii, co zasugerował premier, dotychczas działał w interesie Zondacrypto. Machina rozliczeń w tej kwestii ruszyła z całej siły i nikt jej nie zatrzyma. Tak premier zwraca się do otoczenia prezydenta i samego Karola Nawrockiego, który najpierw trzy razy zablokował przepisy regulujące rynek kryptoaktywów, a dziś ustami swojego ministra, jakby nic się nie stało, prezentuje drugą rzekomo kompromisową wersję prezydenckiego projektu ustawy. Żadne kolejne pseudoinicjatywy prezydenta Nawrockiego nie zmienią tego faktu, że skończyło się mataczenie, skończyło bezkarne chronienie interesów, w tym interesów brudnych, mafijnych, bandyckich. W aferze Zondacrypto straty szacowane są na co najmniej 350 mln zł. ale prezydencki minister polityczny spór wokół regulacji rynku krypto próbuje teraz bagatelizować. Są dziesiątki rzeczywistych problemów. Ten jest problemem sztucznie wygenerowanego sporu politycznego, który wreszcie pan prezydent chce przeciąć. Tyle że stracone setki milionów konkretnych osób są jak najbardziej realne. A przepisy, które miały kontrolować rynek, wcześniej nie podobały się PiS-owi, Konfederacji, prezydentowi i prezesowi Zondacrypto. Proponowana ustawa jest takim kagańcem. To ustawa, która niszczy rynek. Mnóstwo nowych regulacji i wymagań, które zniszczyłyby ten rynek w Polsce. Tego rodzaju rozwiązania mogą zahamować rozwój rynku kryptoaktywów. Dziś premier mówi już nie tylko o podobnej narracji. Wskazuje na konkretne działania. Lider przedsięwzięcia Zondacrypto domagał się tego typu rozstrzygnięcia, a zostało ono zgłoszone przez ministra Boguckiego. Chodzi o poprawkę, aby państwo nie mogło blokować stron internetowych, których aktywność narażała na straty obywateli. Nie muszę nazwać tej strony internetowej, o którą tak naprawdę chodziło. Kral takie rozwiązanie krytykował. Minister Bogucki też krytykował. Blokada domen może też działać jako zbyt ostre narzędzie i zbyt łatwe do nadużycia. I przeszedł do konkretnego działania. Przyszła poprawka podpisana przez pana ministra Boguckiego. Poprawka do tego artykułu, która powołując się na prawa i wolności konstytucyjne, próbowała wyrzucić ten artykuł. Mimo zbieżności czynów i słów Krala z politykami prawicy i skrajnej prawicy prezydencki minister próbuje przerzucić odpowiedzialność na rząd. To w czasie tego rządu Polacy zostali dotknięci i pokrzywdzeni brakiem wypłaty środków, a nie w czasie rządów PiS. Ale beneficjentów działalności Zondacrypto i Przemysława Krala można znaleźć głównie w tej części sali wśród ludzi PiS-u i Konfederacji. Jest taka twarda zasada w śledztwie "podążaj za pieniędzmi". I od razu znajdujemy instytucję powiązaną ze Zbigniewem Ziobrą i z Wiplerem. Fundacje związane ze Zbigniewem Ziobrą i Przemysławem Wiplerem. Dostały od spółek powiązanych z aferzystą Kralem łącznie blisko 800 tys. zł. I tych faktów żadne wystąpienie prezydenckiego ministra nie zmieni. Pokłosiem tej afery są generalne porządki w Polskim Komitecie Olimpijskim. Rozpoczęły się dziś zebraniem prezydium zarządu, pierwszym od aresztowania dotychczasowego i owianego złą sławą prezesa Radosława Piesiewicza. Ostateczny cel: znaleźć stabilne dowództwo. Czy jest na to szansa? Jest szansa, by Polski Komitet Olimpijski wyszedł z cienia wielkich afer. Po raz pierwszy od zatrzymania prezesa Radosława Piesiewicza zebrało się prezydium. Żeby polski sport i PKOl trafiły na właściwe tory, na swoje godne miejsce, żebyśmy sportem w Polsce się cieszyli, bo ostatnio chyba za bardzo się nim wstydzimy - i słusznie. Wszystko za sprawą działań prezesa PKOl. Trafił do aresztu na 3 miesiące. Ma zarzuty za aferę Zondacrypto. Jego odwołanie będzie jednym z najważniejszych punktów przywracania normalności w Komitecie. Bez względu na to, co się wydarzy w najbliższej przyszłości, nie będzie w stanie pełnić z takimi zarzutami tej funkcji. Odwołanie nie nastąpi od razu. Wszystko przez archaiczny statut PKOl-u, który także pozwolił Piesiewiczowi podpisać niekorzystną umowę ze spółką związaną z Zondacrypto. Ta otrzymała prawa do wykorzystywania wizerunków byłych i obecnych olimpijczyków. Zapisów umowy nie znali nawet członkowie prezydium PKOl. Mój wizerunek został sprzedany tak jak wizerunek 1122 polskich olimpijczyków. Wizerunek PKOl nigdy nie był tak zły. Szorujemy po dnie, ale plusem jest to, że możemy się odbić od tego dna. Jest się z czego odbijać, bo Radosław Piesiewicz z PKOl-u zrobił prywatny folwark, a problemy się piętrzą - słyszymy. Nie mamy świadomości co do stanu faktycznego finansów PKOl-u co do jego zobowiązań. Najważniejsze jest to, by ta dyskusja zmierzała do odbudowy wizerunku i odbudowy racji bytu PKOl-u, bo ta została dzisiaj bardzo poważnie naruszona. Robert Korzeniowski jako pierwszy wyraził gotowość do przejęcia sterów w PKOl. Myślę, że PKOl wciąż jest ważny dla Polaków. Ważny był też dla Piesiewicza, ale motywacje mogły być inne. Jego przeciwnicy zarzucają prezesowi brylowanie na sesjach zdjęciowych nowych strojów olimpijczyków. Czy na billboardach zachęcających do kibicowania olimpijczykom. Na Igrzyska w Paryżu część sportowców nie mogła zabrać sparingpartnerów, ale zakwaterowanie w luksusowym hotelu miał mieć zapewnione przez PKOl ówczesny prezydent, który nie skorzystał z propozycji. Część sportowców miesiącami nie dostawała premii, głównie z Zondacrypto, którą Piesiewicz zrobił sponsorem generalnym Komitetu. A logo zawisło na Centrum Olimpijskim imienia Jana Pawła II. Myśmy nie byli zachwyceni, że takiego partnera dostał PKOl. I nasza reakcja była dość natychmiastowa. Piesiewicz nie posłuchał. Był też blisko związany z politykiem PiS, Jackiem Sasinem. I to właśnie ta znajomość miała mu pomóc. Zarząd PKOl ma zebrać się w poniedziałek i wybrać pełniącego obowiązki prezesa. Musimy w tej trudnej sytuacji skoncentrować się na tym, co będzie najlepsze dla PKOl, a tak naprawdę finalnie co będzie najlepsze dla polskich sportowców. Pierwszy krok ku naprawie ruchu olimpijskiego został zrobiony. I jest szansa, że ten slogan "jesteśmy jedną drużyną" przestanie być zwykłym napisem na zwykłym budynku a stanie się hasłem symbolem w świątyni polskiego olimpizmu. 3000 podpisów w ponad 800-tysięcznym mieście. Tylko tyle musieli zebrać kandydaci na prezydenta Krakowa. To zadanie jednak wielu przerosło, bo lista kurczy się z dnia na dzień. Marian Banaś i Bartosz Bocheńczak z Konfederacji właśnie odpali z wyścigu przez nieprawidłowości na listach poparcia. Czy wśród kandydatów jest ktoś na miarę potrzeb Krakowian? W Krakowie wyborczy hejnał już gra, ale nie dla wszystkich. Konfederacja z wyścigu odpadła jeszcze przed startem. Niedoszły kandydat nie zebrał wymaganej liczby ważnych podpisów. Potrzeba było ich tylko i aż, jak się okazało, 3000. Powinniśmy byli poświęcić temu więcej uwagi. Szczególnie że okazji nie brakowało, bo organizował pikniki, grille, spotykał się z wyborcami i rozmawiał. Z około 5000 zebranych podpisów ponad 2000 zawierało błędy. Są więc konsekwencje. Ale jeszcze niedawno Mentzen tak przedstawiał swojego kandydata. Macie wielkie szczęście, że właśnie tutaj razem z wami urodził się i mieszka Bartosz Bocheńczak. Nie znam lepszego kandydata na prezydenta Krakowa. Dziś Konfederacja przyczyn krakowskiej porażki komentować nie chce. Chętniej robią to polityczni konkurenci. Możemy dzisiaj zamiast "Konfederacja" mówić "kompromitacja". Sam Mentzen używa tych słów. Dla samej Konfederacji to, co się wydarzyło, wygląda nienajlepiej. Z progiem głosów w Krakowie przegrali też inni. Byłemu szefowi NIK Marianowi Banasiowi do rejestracji zabrakło niemal 500 podpisów. Poza listą również Stanisław Kułach i Marta Ratuszyńska. Okazało się, że zbieranie w wakacje podpisów w Krakowie jest dla większości kandydatów wyzwaniem, które jest skutecznym sitem dla ich kandydatury. Byli jednak tacy, którzy walczyli do ostatniej minuty. Komisja w zeszłym tygodniu odrzuciła ponad 3000 podpisów Łukasza Gibały. W 4 dni jego sztab zebrał kolejnych 9000. Nic nie jest tak skuteczne w przekonywaniu wyborców jak rozmowa, jak się patrzy komuś w oczy. Na wyborczych kartach znajdzie się 8 nazwisk. Wśród nich Jan Hoffman, jeden z inicjatorów referendum, które doprowadziło do przedterminowych wyborów. Jest też kandydatka Koalicji - Monika Piątkowska. Oboje bez żadnych problemów zebrali wymaganą liczbę ważnych głosów. Pierwsza tura - 27 września. Andrzej Poczobut znów na Białorusi. "Wyruszył w stronę rodzinnego Grodna" - informuje Gazeta Wyborcza, której jest współpracownikiem. Od momentu zwolnienia z kolonii karnej w Nowopołocku dziennikarz deklarował, że chce wrócić do domu. Andrzej Poczobut przekroczył granicę polsko-białoruską w Bobrownikach. Wraz z córką Janą ma odwiedzić kilka miast, przede wszystkim Grodno, gdzie spotka się z rodziną i działaczami Związku Polaków na Białorusi. Wyjazd ma trwać tydzień. W udzielonym niedawno wywiadzie Andrzej Poczobut przekonywał, że jego ponowne aresztowanie byłoby niekorzystne dla Aleksandra Łukaszenki. W białoruskim więzieniu dziennikarz spędził ponad 5 lat. Został zwolniony pod koniec kwietnia. A teraz przenosimy się do Kielc, gdzie ruszył największy taki w tej części świata 34. Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego. Na miejscu jest Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór ze światowej stolicy branży zbrojeniowej, którą na 4 dni są Kielce. Rozpoczęła się dzisiaj największa w historii edycja Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego. To rekordowe targi, bo ponad 1200 firm z 43 krajów świata przedstawia tutaj wszystko, co najlepsze i najnowocześniejsze, po to, byśmy czuli się bezpieczniej. Światowe premiery i systemy, jakich nie było, śledzi Marek Smółka. Dlaczego te targi są wyjątkowe? -- Przede wszystkim wpisują się w wymagania naszych czasów, a te są niespokojne. Wojna toczy się przecież tuż obok nas. Dzisiaj, aby budować swoją siłę, odstraszać przeciwnika i budować nad nim przewagę czołgi i wozy opancerzone nie wystarczą. Kluczowe są systemy dronowe antydronowe. Najnowszy sprzęt, czołowi producenci i potencjał, który musi budzić szacunek. Kielce na 4 dni stają się światowym centrum techniki wojskowej. To okazja do pokazania tego, co polska zbrojeniówka ma do zaoferowania. I spojrzenia na to, co mają do zaoferowania firmy z niemal wszystkich zakątków świata. W tym roku 1206 wystawców z 44 krajów, goście delegacji rządowych. Samych delegacji zagranicznych jest parędziesiąt. W tamtym roku było 39 tys. zwiedzających. Spodziewamy się, że w tym roku pobijemy ten rekord. Szczególnie widoczna jest w Kielcach oferta Kanady, z którą od dziś łączy nas memorandum o współpracy obronnej. Kanada nie przyjechała do Europy, żeby szukać klientów, wręcz przeciwnie. Przyjechaliśmy szukać partnerów. Polska grupa zbrojeniowa pokazuje na targach ok. 350 produktów. I liczy na nowe kontrakty. To również debaty, rozmowy i miejsce do podpisywania umów. Watr w żagle polskiej branży zbrojeniowej dały 44 mld euro z unijnego programu SAFE. W polskich firmach rośnie produkcja, zatrudnienie i ambicja, by produkować na zagraniczne rynki. To nie są tylko puste słowa. To wszystko przekłada się na konkrety i na konkretne umowy. W piątek. Tutaj umowa wykonawcza na Pioruny, które kupują Litwa, Łotwa, Norwegia. Tu polską myśl techniczną widać m.in. w dronach. I bojowych, i rozpoznawczych. Są też nowe rozwiązania radarowe. Ten radar może stanąć w jakimś niewysokim lesie, schować się prawie cały z wyjątkiem części, która musi być wystawiona, a w rezultacie być mniej podatnym na zniszczenie. Równocześnie ten wysoki maszt pozwala na to, że cele lecące bardzo nisko mogą być widziane bardzo daleko. Takie rozwiązania jak ten radar Sajna na etapie badawczym finansuje NCBiR. Jeden z naszych filarów to finansowanie badań i obronności. To są środki, które służą rozwojowi produktów, myśli. I finansują łączenie myśli naukowców. Targi przemysłu obronnego w Kielcach odbywają się pod honorowym patronatem prezydenta Karola Nawrockiego. Dzisiaj widzimy, że państwo polskie musi przygotowywać się nie do wojny jutra, nie do wojny dzisiaj, ale do wojny przyszłości. Tak bardzo zmienia się pole bitwy. Ta dynamika jest tak wielka. Prezydenckie weto do ustawy SAFE, która wzmocni polski przemysł obronny, w Kielcach nie przeszło bez echa. Albo jesteśmy za bezpieczeństwem, albo przyjdziemy zwiedzać wystawę i będziemy to robić, nawet nie podpisując wsparcia finansowego dla polskiej armii. Polska armia ma to wsparcie. A z Kielc na wschód może popłynąć sygnał, że w zbrojeniach zachodni świat nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. O randze targów w Kielcach świadczy nie tylko liczba wystawców, ale też innowacyjne rozwiązania i premiery. Już wiadomo, że jedną z najciekawszych jest sprzęt opracowany przez inżynierów ze Stalowej Woli, tak jak ten ciężki bojowy wóz piechoty. Więcej na ten temat wie Piotr Opoka. Na co m.in. przeznaczono miliony z programu SAFE? Na rządowej liście znalazło się 41 podmiotów. Wśród głównych beneficjentów m.in. Mesko produkujące przeciwlotnicze zestawy rakietowe Piorun. Ostatnia umowa tej spółki w ramach SAFE opiewa na 8 mld zł. Za te pieniądze fabryka wyprodukuje m.in. kilka tysięcy pocisków, Wsparcie otrzymała także Grupa WB, wiodący polski producent dronów, i wspomniana już Huta Stalowa Wola, która podczas tegorocznego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego była w centrum uwagi. To premiera, na którą czekano od dwóch lat. Ciężki bojowy wóz piechoty - pojazd, który przetransportuje na pole walki ośmiu żołnierzy piechoty i da im wsparcie ogniowe podczas działań. Jeszcze 2 lata temu był tylko obietnicą. Rok temu - modelem w skali 1:4. Do produkcji ma być gotowy w 2029 roku, a dziś zobaczyliśmy pojazd demonstracyjny. Dzięki temu, że zaadaptowaliśmy rzeczy z normalnego bojowego wozu piechoty Borsuk w prawie 80 procentach, cały środek, informatykę, teleinformatykę, optykę, pozwoliło nam to zrobić w tak krótkim czasie. Nowy będzie silnik - ponad tysiąckonny. Nowe zawieszenie czy gąsienice. Przez gruby pancerz nie będzie pływał, ale da żołnierzom to, co najważniejsze - bezpieczeństwo. To taki przykład platformy bojowej, z którą możemy integrować różne systemy uzbrojenia. Czy to będą systemy z armatą 30 mm, Bo ostatecznie o wyposażeniu pojazdów produkowanych w Hucie Stalowa Wola decydować będzie Wojsko Polskie. W przyszłości także zagraniczni kontrahenci, bo Polska Grupa Zbrojeniowa szykuje eksportową ofensywę. Takimi rynkami dla nas na dzień dzisiejszy, które widzimy, są kraje azjatyckie. Liczymy na dobrą podróż pana premiera Tuska do Indii i do Wietnamu. Z delegacją Wietnamu tu za parę minut mamy spotkanie. Do tego Arabia Saudyjska, Emiraty czy Kuwejt. W zagranicznej ofercie m.in. BWP Borsuk, który ma zrewolucjonizować polskie wojska zmechanizowane. Taki rozwój polskiej zbrojeniówki nie byłby możliwy bez programu SAFE. Tylko do Huty Stalowa Wola trafiło ponad 20 mld zł. Jak mówią przedstawiciele fabryki, bez tych pieniędzy taki wzrost produkcji byłby niemożliwy. Jak zobaczymy na hali, cały czas się rozwijamy, ale te skokowe możliwości produkcyjne i zaciąganie kolejnych zobowiązań wobec Agencji Uzbrojenia i tak naprawdę dostarczyć nowe ilości sprzętu, co nie byłoby możliwe jeszcze 5-6 lat temu. Rozwój polskiego przemysłu zbrojeniowego to wzrost bezpieczeństwa kraju i praca dla tysięcy osób. Huta Stalowa Wola we wszystkich oddziałach już dziś zatrudnia ponad 2000 pracowników. Od momentu uruchomienia zamówień z programu SAFE wzrosło o 150 osób, a firma planuje kolejne rekrutacje. A teraz w 19.30 niepowtarzalna okazja zobaczenia chluby polskiego przemysłu obronnego. Wśród wielu najlepszych - on. Silny, mobilny, funkcjonalny, dla którego nawet najtrudniejsze warunki nie są straszne - Borsuk. Tutaj lśni nowością, ale jak trzeba, odnajduje się bagnach, w lasach i na wodzie. Jego możliwości na poligonie sprawdził Igor Sokołowski. Tak wygląda duma polskiego przemysłu obronnego. Siła, mobilność, funkcjonalność. Tak pokrótce można opisać bojowy wóz piechoty Borsuk. Gąsienicowa maszyna zdolna do walki w każdych warunkach. Także takich jak tutaj, na poligonie wojsk lądowych w Orzyszu na Mazurach, gdzie obserwowaliśmy z bliska żołnierzy z 16. Dywizji Zmechanizowanej. Tak wojsko sprawdza możliwości tej nowoczesnej maszyny. Jest przystosowany do poruszania się do tego typu nawierzchni: teren lesisto-jeziorny, bagienny. Borsuk potrafi pokonać każdy teren, Należąca do Polskiej Grupy Zbrojeniowej Huta Stalowa Wola, gdzie produkowany jest Borsuk, dostarczyła naszym żołnierzom już 15 takich egzemplarzy. Ale to dopiero początek realizacji potężnego zamówienia, które dzięki kwocie 7,5 mld zł z programu SAFE obejmuje niemal 260 takich wozów bojowych. Na finalizację tego kontraktu z niecierpliwością oczekują żołnierze, dla których Borsuk to nie tylko większe bezpieczeństwo. Jest też wzrost świadomości sytuacyjnej żołnierzy znajdujących się w pojeździe. Dzięki systemom i sensorom są oni w stanie prowadzić okrężną obserwację 360 w każdych warunkach. Ważący niemal 30 ton Borsuk uzbrojony jest m.in. w podwójną wyrzutnię przeciwpancernych pocisków, małokalibrową armatę sprzężoną z karabinem maszynowym oraz wyrzutnię granatów dymnych. Ale jego głównym zadaniem jest bezpieczny transport żołnierzy piechoty. Ciężar walki spoczywa na tym filarze polskich wojsk pancernych. Południowokoreańskie czołgi K2 to śmiercionośna maszyna, która podniosła możliwości naszej armii na nowy poziom. Cały system kierowania ogniem, który nam zwiększył precyzję i możliwości prowadzenia celnego ognia, dodatkowo te niuanse technologiczne Dzięki cyfrowym, nowoczesnym systemom komunikacji wozy Borsuk i czołgi K2 są w pełni kompatybilne w działaniu. I na tym polega siła 16. Dywizji Zmechanizowanej. Ma czołgi K2, czyli nową generację ciężkich wozów bojowych, ale i wprowadzany jest bojowy wóz piechoty Borsuk, czyli pojazd, który ma towarzyszyć czołgom, albo czołgi - towarzyszyć piechocie. Więc to się wszystko uzupełnia. To wszystko ze stolicy woj. świętokrzyskiego, gdzie trwa 34 Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego. Meldujemy się do warszawskiego studia. Tam dziś dowodzi Anna Kowalska. Dziękujemy Zbyszkowi za tę obszerną relację z kieleckich targów. I wracamy do pozostałych wiadomości dnia. Wśród nich - to zaskakujące pytanie: czy zastanawiali się Państwo, dlaczego nasze maluchy tak pięknie pachną, że aż chciałoby się je wyściskać, ale jak dorosną, to pachną już trochę mniej pięknie. Nie, to nie złudzenie. I nie jest to też kwestia higieny. Odpowiedź znaleźli naukowcy z Wrocławia i zapewniło im to IG Nobla, czyli Nobla półżartem, półserio. No więc dlaczego wolimy wąchać bobasy? Warto to robić. Nagroda jest niesamowita. To prawda. Już sama statuetka zdradza, że mamy do czynienia z wyjątkowym wyróżnieniem. Prof. Agnieszka Sorokowska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Wrocławskiego właśnie wróciła z Zurychu, gdzie jej zespół otrzymał Ig Nobla, czyli humorystyczny odpowiednik Nagrody Nobla. W najprostszych słowach, tak jak jest w naszym tytule, dzieci pachną nam ślicznie, a później jest już różnie. W badaniach dowiodła to, co na oddziale neonatologicznym potwierdza każda mama. Automatycznie się przykłada nos do główki i się wącha, jak pachnie swoje dziecko. I to jest najpiękniejszy zapach na świecie. Jest, ale do pewnego czasu. Badania zespołu prof. Sorokowskiej udowadniają, że na przestrzeni lat postrzeganie przez rodziców zapachu swojego dziecka się zmienia. Później, kiedy dzieci już dorastają, to taka rola zapachu w budowaniu przywiązania, w budowaniu tego, żeby chęć opieki u rodziców nie jest już tak ważna, dlatego prawdopodobnie ten zapach przestaje być tak bardzo przyjemny. I choć, jak widać gołym okiem, nawet gala rozdania Ig Nobli ma mocno humorystyczny wymiar, to sama nagroda - przyznawana już od 35 lat - ma najpierw śmieszyć, ale później skłonić do refleksji. I pokazać, że nauka może rozbawić, a naukowcy to też ludzie. Nowych skrzydeł dostałem po tej nagrodzie. W zeszłym roku w gronie laureatów Ig Nobla znalazł się prof. Marcin Zajenkowski z Uniwersytetu Warszawskiego, który dowiódł, że gdy powiemy komuś, że jest inteligentny, wzrasta u niego chwilowy stan narcyzmu. Dziś przyznaje, że żartobliwe wyróżnienie zmieniło jego naukowe życie. Muszę przyznać, że bardzo i z dnia na dzień właściwie wszystko się wywróciło do góry nogami, ale w bardzo pozytywny sposób. Co ciekawe, Andriej Geim, laureat Ig Nobla z roku 2000, za eksperyment z lewitacją żaby w polu magnetycznym dekadę później otrzymał prawdziwą Nagrodę Nobla za przełomowe badania nad grafenem. Prof. Sorokowska też się nie zatrzymuje. Obecnie pracuje nad tym, jak komunikacja węchowa pomiędzy mamą a noworodkiem może pomóc w rozwiązaniu problemów z karmieniem piersią. Życzymy powodzenia. A ja życzę wszystkim, żeby mieli tyle radości ze swojej pracy co ja. To będzie emocjonujący wieczór, a w zasadzie cała seria wieczorów dla fanów piłki nożnej. Rusza stara nowa Liga Mistrzów. Nowa, bo zamiast 32 będzie 36 drużyn. I całkiem nowy system rozgrywek, który ma gwarantować emocje już od pierwszej rundy. Na początek szlagier w Madrycie z udziałem Piotra Zielińskiego, ale Polaków w tegorocznych rozgrywkach będzie więcej. Liga Mistrzów wraca. Największe gwiazdy, największe stadiony, wielkie pieniądze. W tym sezonie sporo polskich akcentów. Najwięcej w Porto. Jan Bednarek, Jakub Kiwior i Oskar Pietuszewski. Oni spowodowali, bo zdobyli mistrzostwo Portugalii, że w tych rozgrywkach się pojawią. I to też bardzo dobre z ich perspektywy, że to nie jest nagły skok. Pierwsza okazja, by zobaczyć choć jednego z Polaków z Porto w akcji, już dziś. Na początek przeciwnik z najwyższej półki - Manchester City. Wszystko, co na najlepsze, na antenie TVP, od pierwszej kolejki do samego finału, który odbędzie się w Madrycie. Ale zanim finał, zobaczymy więcej Biało-Czerwonych. Od Barcelony z Wojtkiem Szczęsnym, przez Inter z Piotrem Zielińskim, po Aston Villę z Mattym Cashem. Łącznie 11 Polaków zgłosiły kluby do gry w Lidze Mistrzów. To są piłkarze, którzy ocierają się o grę w reprezentacji albo w tej reprezentacji są, i to cieszy. I na to bym zwracał uwagę. Nie na ilość, a na jakość. Zabraknie Roberta Lewandowskiego. Przeprowadzka do Chicago sprawiła, że po raz pierwszy od 16 lat w Lidze Mistrzów nie zagra nikt z pierwszej trójki najlepszych strzelców rozgrywek. Następcy przebierają nogami, żeby na miejsce tych największych wskoczyć. I to przebierają nogami bardzo szybko, bo tempo zdobywania bramek przez Mbappe czy Haalanda, a przecież Kane nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Kadry 36 klubów są wyceniane łącznie na około 19 mld euro. Sam Real Madryt - na blisko 1,5 miliarda. Na drugim biegunie - azerski Sabah Baku. Drużynę Tymka Puchacza wyceniono na 18 mln euro. Te rozgrywki nie bez powodu nazywa się "ligą milionerów". Za samo to, że klub awansuje do Ligi Mistrzów, klub jest wśród tych 36 zespołów, zespół inkasuje około 18 mln euro. Więc dla takich klubów jak Sabah Baku to są kolosalne, potężne pieniądze. Polskiego klubu wśród europejskiej elity znów nie ma. Są za to polscy piłkarze. I przez najbliższe miesiące każdy z nich będzie próbował dopisać własny rozdział do biało-czerwonej historii Ligi Mistrzów. I na koniec smutna wiadomość. Nie żyje operator obrazu Marek Pakowski. Wieloletni pracownik TVP zmarł w wieku 76 lat. Okiem kamery relacjonował najważniejsze wydarzenia w Polsce i na świecie. Był autorem zdjęć do filmów dokumentalnych "Wyspa Jana Lenicy" i "Clara zza siódmej góry". Przez lata pracy dla TVP wspierał zawodowo początkujących operatorów, realizatorów i reporterów. Wychował całe pokolenie twórców telewizyjnych. Przez współpracowników zostanie zapamiętany jako człowiek ujmujący wiedzą, kulturą osobistą i życzliwością. I to wszystko od nas, ale zostawiam Państwa w rękach Doroty Wysockiej-Schnepf. Jej gościem w "Pytaniu dnia" jest mecenas Ryszard Kalisz. Dziękuję, że byli Państwo z nami. I do zobaczenia niebawem w TVP. -- To jest pytanie dnia, Dorota Wysocka-Schnepf. Dobry wieczór państwu. A ze mną mecenas Ryszard Kalisz, członek PKW, były szef MSWiA, a także były szef Kancelarii Prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Dobry wieczór, panie mecenasie. -- Dobry wieczór.