Wielcy nieobecni: były szef CBA nie stawił się przed komisją śledczą. Pięć miliardów strat to bilans Orlenu za czasów Obajtka. Kreatywny burmistrz chce odszkodowania za własną decyzję. Marek Czyż, witam państwa. Pan Romanowski w podróży, pan Szopa na emigracji, panowie Wąsik i Kamiński w Brukseli, a pan Bejda nie wiadomo gdzie, ale wiadomo, że nie na posiedzeniu pegasusowej komisji, na którą go wezwano w charakterze świadka. Polski wymiar sprawiedliwości ma pytania do wielu osobistości, ale osobistości mają swoje powody, by zaproszeń ani wezwań nie przyjmować. Młyny sprawiedliwości mielą powoli, ale czy nie na wstecznym? Anna Łubian-Halicka. Na jednym z tych krzeseł miał dziś zasiąść były szef CBA, Ernest Bejda, by wytłumaczyć komisji śledczej, dlaczego za czasów PiS służby inwigilowały opozycję. Przysłał pismo, że nie stawi się i oczywiście zasłonił się orzeczeniem-wytrychem Trybunału Julii Przyłębskiej, podnosząc, że komisja jest ciałem nielegalnym. To i inne orzeczenia Trybunału nie są uznawane przez koalicję rządzącą i międzynarodowe instytucje. Wśród powodów tych trzech tzw. sędziów dublerów, wybranych za czasów PiS na zajęte już miejsca. A także powiązania sędziów trybunału z PiS. To takie moje odkrycie towarzyskie roku. To słowa prezesa PiS o Julii Przyłębskiej, stojącej na czele Trybunału. To wszystko jest farsa, moglibyśmy się z tego pośmiać, gdyby nie fakt, że tak tragicznie to wygląda. Trybunał działa świetnie na polityczne zlecenie PiS, bo bardzo szybko i sprawnie wydaje wszystkie decyzje, które chcą. Tu warto przypomnieć, że przed rządami PiS Trybunał był uznawany za autorytet przez wszystkie strony politycznego sporu. Musi być taki zawór bezpieczeństwa, który nas chroni przed złymi pomysłami polityków. Ale ten Trybunał musi być niezależny, apolityczny i złożony z najwyższych autorytetów. Według polityków PiS taki jest właśnie teraz. - Czy Trybunał Konstytucyjny to jest teraz autorytet? - Absolutnie tak. Ale tam są, panie pośle, byli posłowie PiS. - Ale posłowie wielokrotnie trafiali do Trybunału. Za czasów koalicji PO-PSL, po 9 miesiącach od wygaśnięcia mandatu trafił tam Leon Kieres, profesor prawa i były prezes IPN. PiS do Trybunału wybrało Stanisława Piotrowicza 2 miesiące po tym, jak stracił mandat i 10 dni po tym, jak odszedł z partii. To były prokurator w czasach PRL. Wraz z nim do Trybunału, po zakończeniu kariery poselskiej, trafiła Krystyna Pawłowicz, znana z takich wypowiedzi. Zamknijcie te mordy zdradzieckie. Takie transfery miała ukrócić ustawa naprawcza przyjęta przez Sejm we wrześniu. Zakłada, że były parlamentarzysta dopiero po 4 latach może zostać sędzią Trybunału. Ustawa wprowadzała też konieczność osiągnięcia kompromisu w Sejmie między rządzącymi a opozycją przy wyborze nowych sędziów, zwiększając ze zwykłej większości do 3/5 wymaganą liczbę głosów. Wyroki wydane przy udziale tzw. sędziów-dublerów miały stracić ważność. A w sytuacji, gdy prezydent nie chce przyjąć ślubowania od prawidłowo wybranego sędziego, a tak zrobił Andrzej Duda, ślubowanie można by złożyć przed notariuszem. To przekonsultowana odpowiedź na wysoką temperaturę sporu politycznego wokół Trybunału. Według polityków PiS - niepotrzebna. Wystarczy, że obecnie rządząca koalicja wycofa się z zastrzeżeń, które - moim zdaniem - są absurdalne. Podobnego zdania jest prezydent, który właśnie skierował przepisy dotyczące naprawy Trybunału Konstytucyjnego do obecnego Trybunału Konstytucyjnego. Przede wszystkim te rozwiązania biją w sytuację prawną obywateli. Decyzja Andrzeja Dudy blokuje zmiany w Trybunale na blisko rok. Orlen sobie radził i był koncernem światowym, ale przyszli amatorzy i demolują dorobek wizjonera naftowego rynku. Taki jest przekaz suflowany przez Daniela Obajtka, który rozsiadł się w europarlamentarnym fotelu i recenzuje nowe władze spółki. Te w polemiki nie wchodzą, za to pytają o 5 mld strat wykazanych w audycie. Za audytem idzie 8 zawiadomień do prokuratury, a może być więcej. W tym budynku od wielu miesięcy trwała intensywna kontrola, która analizowała każdą wydaną złotówkę, których było sporo. Choć część z nich jednak nie trafiała tam, gdzie miała. Wyniki kontroli i audytów opublikował dziś Orlen. W sumie 8 zawiadomień do prokuratury i na tym nie koniec. W przypadku dwóch z nich, działania lub zaniechania poprzedniego zarządu spowodowały straty na ponad 5 mld zł. Dla zobrazowania tego, ile pieniądzy przepadło, wystarczy pokazać te kluczowe inwestycje ostatnich lat. Z jeden strony ta największa przeciwpowodziowa w Polsce, czyli zbiornik w Raciborzu. Z drugiej - przekop Mierzei Wiślanej. Obie te inwestycje kosztowały po 2 mld złotych. Suma wydatków wciąż pozostaje mniejsza niż to, dokąd popłynęły pieniądze z koncernu. Tutaj chodzi o naprawdę grube sprawy, bo jeżeli inwestycje prowadzone są z narażeniem spółki na stratę miliardów złotych, które mogły być przeznaczone na inne cele, to jest to poważne zadanie dla prokuratury. A ta będzie miała dużo pracy. Jedno z zawiadomień jest wynikiem kontroli, która wykazała 221 przypadków przywłaszczenia środków pieniężnych należących do spółki. Członkowie byłego zarządu koncernu, bez uzasadnienia biznesowego, wydali łącznie 43 miliony złotych. Daniel Obajtek miał też przyjąć korzyść majątkową. Chodzi o zakup w 2018 roku po zaniżonej cenie prywatnej nieruchomości od dewelopera na warszawskim Bemowie. To wszystko jest fikcją, propagandą. Wszystkie podane przed chwilą kwoty są porażające. Jednak były prezes Orlenu audytu nie uznaje. To są te same sprawy, z którymi nic się w prokuraturze nie dzieje. Ja nie mam żadnego statutu oskarżonego. Czekam spokojnie, kiedyś za te audyty, i za kwoty za te audyty zostaną rozliczeni bardzo szybko. Przy okazji wraca także temat usług protetycznych i medycyny estetycznej przy użyciu służbowej karty Daniela Obajtka. Nieoficjalnie były prezes Orlenu miał na to wydać milion złotych. Jest coś takiego, jak pakiet medyczny. Ja go miałem w kontrakcie. Tyle że istnieje podejrzenie, że usługi nie były objęte ustalonym pakietem menedżerskim. Swoje wyniki 17 audytów zaprezentował także KGHM. I złożył już zawiadomienia do prokuratury. M.in. chodzi o covidowe zakupy. Audyt dotyczący zakupów środków ochrony indywidualnej w Chinach wykazał, że KGHM, mimo posiadanych kontaktów handlowych, realizował te zakupy przede wszystkim od dwóch firm pośredniczących, które nagle w 2020 roku miały ogromne przychody, co sugeruje, że firmy nie zajmowały się wcześniej działalnością na taką skalę. Dodatkowo spółka kupowała droższe materiały medyczne. Przy okazji ostatnich audytów warto przypomnieć wypowiedzi polityków PiS, którzy komentują aktualne zarządy spółek Skarbu Państwa. Jesteśmy świadkami spektakularnych skoków do koryta. Są po prostu bandą nieudaczników. W tamtym czasie, kiedy rządził PiS, spółki Skarbu Państwa były wyjęte spoza wszelkiej kontroli. Dzisiaj nowy model zarządzania i kontrola państwa sprawia, że ich pozycja rynkowa finalnie się umocni. A na to trzeba czasu. Daniel Chaliński, 19.30. Za chwilę o sytuacji powodzian. A co jeszcze? Co dalej z imperium Zygmunta Solorza? W tej rodzinnej spółce są same firmy o znaczeniu strategicznym. Zobaczymy za parę kwartałów, jaki wynik będą miały te zmiany. Podstawowa rzecz, to się pilnuje go krok w krok. Na Zamojszczyźnie poszukiwania zabójcy. Nie wolno być bohaterem i łapać go samemu. Miesiąc temu niebo na południu Polski robiło cię ciężkie jak ołów, a potem lunęło i przyszła tragedia. Powódź zabrała dorobek życia, a czasem życie, zostawiła pobojowisko i pytania: co dalej? Ruszyła pomoc i odbudowa, więc trzeba zapytać, jak idzie, bo zima nie będzie czekać. Tyle zostało z ciągnika, którym Mateusz Karpiński podczas powodzi próbował dotrzeć do rodziny. Wjechaliśmy na mostek, asfalt się zawalił, ciągnik się przechylił, zdążyłem tylko teścia z ciągnika wyciągnąć i po chwili zabrało i ciągnik, i przyczepę. Zwierzęta udało się uratować. Siano, pasza - wszystko zostało zalane. Na razie pomagają głównie rolnicy z niezalanych terenów. Jest pszenica i jęczmień. To jest pierwszy transport z naszego powiatu strzelińskiego. Następne transporty będą już typowo - słoma, siano i sianokiszonka. Rolnicy wciąż czekają na szczegóły dotyczące pomocy ze strony rządu. Podobnie jak przedsiębiorcy. Nam zalało wszystko, cały sprzęt, nie jesteśmy w stanie się odbudować bez pomocy. Na razie pomoc jest taka, że żadna. Od półtora tygodnia nie zarabiam pieniędzy, nie chciałbym dłużej. Dziś m.in. właśnie pomocą dla rolników i przedsiębiorców zajmował się rząd. To, co dotyczy bezpośrednio strat powodziowych, jest bezdyskusyjne, o tym już mówiliśmy i będziemy pomagali tam, gdzie są zniszczenia. Ale są też straty pośrednie, ja to rozumiem. Chodzi na przykład o branżę turystyczną. Zatrudniamy wielu pracowników, chcemy im dać możliwość pracy, mamy nadzieję, że turyści do nas wrócą. Mamy też świadomość oczywiście odpływu rezerwacji z Dolnego Śląska i tutaj kampanie promocyjne, duże kampanie promocyjne przed nami. Chcemy ten trend odwrócić. Wypłata jednorazowej pomocy dla powodzian idzie sprawie. Łącznie wypłacono już 198 mln zł. 10 tys. z opieki, na tym koniec, nic nie mamy. A teraz niezbędne są już dużo większe pieniądze, chodzi o obiecane sto tysięcy złotych na remont lub 200 tysięcy na odbudowę. Tu procedury są już bardziej skomplikowane i czasochłonne. Pilną potrzebą, którą zgłaszali nam samorządowcy, była kwestia wsparcia gminnych centrów oceny skutków i uszkodzeń, skali uszkodzeń poszczególnych budynków. Wiele osób na razie korzysta więc z materiałów, które najpierw trafiają do hubów, takich jak ten we Wrocławiu, a później dystrybuowane są do mniejszych miejscowości. Na szczęście osób i firm, które nadal chcą pomagać, nie brakuje. Ta jest wypełniona w całości, więc musimy na zewnątrz przygotowywać nowe hale. Te hale są już przygotowywane pod materiały zarówno budowlane, jak i materiały potrzebne właśnie do remontu i do odbudowy, do elektronarzędzi, do osuszaczy. Premier zapowiedział powołanie zespołu, który będzie wspierał pracę pełnomocnika rządu, tak by również pomoc finansowa szybciej trafiała do powodzian i instytucji. To nie są tanie rzeczy, ale dom da się odbudować, znów kupić meble i samochód. Można ze ścian wypędzić wilgoć, a błoto z ogrodu, ale bywa, że z głowy nie da się wygnać obrazów, które naganiają strach. Są małe miejscowości, gdzie po wielkiej wodzie dyżuruje co najwyżej internista, a potrzebny jest psycholog. O pilnej potrzebie i pomocy w drodze. Dla Joanny Janickiej wspomnienia z połowy września są jak najgorszy koszmar. Na górę idziemy i zasypiamy, i jak rano schodzę i to widzę, to wraca, to wszystko wraca. Kiedy wielka woda wdarła się do jej domu w Racławicach Śląskich na Opolszczyźnie, ewakuowała się z córkami do znajomych. Ale żywioł zniszczył wszystko, na co pracowała latami. Meble zamokły na wysokość do kolan na 50 cm, W miejscu szafy - osuszarki. Zamiast łóżek wiadra na gruz. Trwa sprzątanie. I choć woda opadła już trzy tygodnie temu, nie opadały emocje. Rozum mówi, że wszystko dobrze, że to przeszło, ale gdzieś to w sercu siedzi. Dla poszkodowanych w powodzi mieszkańców Opolszczyzny Narodowy Fundusz Zdrowia zorganizował mobilne punkty wsparcia psychologicznego. Specjaliści odwiedzili już osiem miejscowości. Dziś auto stanęło we wsi Rudziczka koło Prudnika. Tak ważne jest, żeby o tym móc rozmawiać, rozmawiać fachowo z osobami, które są w stanie pokierować w odpowiednie miejsca. Założenie jest jedno - ci, którzy stracili dorobek życia, nie mogą zostać sami. Tu mieszkańcy otrzymają doraźną pomoc, ale mogą liczyć też na tę długofalową. Na terenie Opolszczyzny działają trzy centra zdrowia psychicznego, które obejmą opieką potrzebujących. Do których powodziowa trauma może wrócić ze zdwojoną siłą za kilka miesięcy. Syndrom stresu pourazowego się rozwija czasowo, może być tak, że po roku będzie fala duża osób, które będą potrzebowały pomocy. W regionie działa również całodobowa infolinia wsparcia. Jeśli ktoś czuje taką potrzebę, to nie ma co udawać bohatera, bez względu na wiek, warto zadzwonić, warto porozmawiać ze specjalistą. Dolny Śląsk też oferuje pomoc poszkodowanym przez żywioł mieszkańcom. Szpital MSWiA w Jeleniej Górze zapewnia bezpłatne konsultacje psychologiczne i psychiatryczne. Mieliśmy przypadek pacjentki, która się zgłosiła, bo straciła dobytek życia, jesteśmy otwarci na niesienie pomocy. Ważne, by w tych trudnych dniach oprócz specjalistycznego wsparcia, mieć także wokół siebie ludzi dobrej woli. To jest na plus, to daje nadzieję, że jeszcze może być normalnie. W tym imperium są firmy od mediów, przez komunikację po energetykę. Forbes szacuje, że są warte grubo ponad 7 miliardów złotych. Kiedy w takim gigancie trzęsie się właścicielski grunt, to echo niesie się daleko. Zygmunt Solorz odsuwa synów od władzy w spółkach i spór jest może rodzinny, ale firmy strategiczne i to nie w skali rodziny. Bartosz Filipowicz. Trzęsienie ziemi w spółkach zarządzanych przez Zygmunta Solorza. Miliarder odwołał swoich synów z rad nadzorczych. Najpierw Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin. Teraz, jednego z nich, Tobiasa Solorza, ze spółki Cyfrowego Polsatu. Redaktor Wojciech Czuchnowski z "Gazety Wyborczej", który od początku opisuje sprawę, mówi o konflikcie. O to, czy sukcesja, którą podpisał 2 sierpnia tego roku Zygmunt Solorz, czyli przekazanie kontroli nad całym swoim biznesem swoim dzieciom jest ważna czy nieważna, dlatego że następnego dnia Zygmunt Solorz oświadczył, że się chce z tego wycofać. Pełnomocnik dzieci Solorza w przesłanym PAP oświadczeniu napisał, że pierwsza decyzja o przekazaniu współkontroli przez Zygmunta Solorza nad fundacjami jest wiążąca. To ma być konflikt nie tylko między dziećmi i ojcem. Ale też z jego żoną Justyną Kulką. Można powiedzieć, że wprost oskarżają, piszą o osobach trzecich, które izolują je od ojca. Gazeta ujawniła list z 23 września, który miał zostać podpisany przez dzieci Zygmunta Solorza i wysłany do zarządów i rad 4 spółek. Dzieci miały w nim przyznać, że mają utrudniony kontakt z ojcem i podają w wątpliwość, czy wydawane przez osoby trzecie, w jego imieniu, dyspozycje, są w istocie jego decyzjami. Dziś nie dostaliśmy odpowiedzi od Grupy Polsat Plus na temat stanu zdrowia Zygmunta Solorza. Także pełnomocnik dzieci miliardera nie odpowiedział na nasze pytania: jak Tobias Solorz i Piotr Żak odnoszą się do tej sprawy. Konflikt nie jest tylko rodzinny - słyszymy. W tej rodzinnej spółce są same firmy o znaczeniu strategicznym, firmy telekomunikacyjne, firmy energetyczne, no i telewizja ogólnopolska. Energia elektryczna, każdy z nas korzysta z energii elektrycznej, jeszcze w perspektywie budowa reaktorów atomowych, więc to ma potężne znaczenie. Sytuację w imperium Zygmunta Solorza bacznie obserwują media, bo dotyczy także telewizji i portalu internetowego. W tak delikatnym i wrażliwym sektorze, jakim są media, cały rynek medialny, kwestia pewnej przejrzystości działania, kwestia przejrzystości zarządzania i ewentualnych zmian właścicielskich, to jest podstawowa sprawa. Jak podaje Press, Zygmunt Solorz odpowiedział na list swoich dzieci w liście do pracowników jednej ze swoich spółek. "W ostatnim czasie zdałem sobie sprawę, że angażowanie na obecnym etapie moich dzieci w zarządzanie firmami nie przyczynia się do większej stabilności w firmach, ani do budowania ich lepszej przyszłości". I zapowiedział odwołanie swoich dzieci z władz odpowiednich spółek. "Super Express" opublikował wypowiedź biznesmena, który stwierdził, że jest w podróży poślubnej. Jednak cały czas jest na bieżąco ze sprawami firm i ma nad wszystkim kontrolę. Teraz na obu walnych Zgromadzeniach Zygmunt Solorz pojawił się zdalnie. ZE PAK i Cyfrowy Polsat to spółki giełdowe, które w ostatnich dniach zanotowały spadki. Ale to może być chwilowy efekt. Pierwszy odruch: coś się dzieje, coś czego nie rozumiem. Sprzedaję akcje, zobaczymy za parę kwartałów, jaki wynik będą miały te zmiany. Zygmunt Solorz od lat jest na liście najbogatszych Polaków. Forbes szacuje jego majątek na prawie 8 miliardów złotych. Bartosz Filipowicz, 19.30. Zachodni Brzeg Jordanu. W korespondencjach z Bliskiego Wschodu w cieniu frontowych doniesień, bo oczy świata zwrócone na Gazę. Tymczasem tam, gdzie Izraelczycy i Arabowie żyją o płot od siebie, wojna straszy z bliska. Palestyńczycy mówią o wysiedleniach, rewizjach, prześladowaniach, Izrael tam widzi coraz aktywniejszy rezerwuar terrorystycznego zaplecza. Bieda i głód, a teraz dodatkowo strach o własną przyszłość. Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu są przekonani, że wojna dotrze też tu. Po 7 października wszystko się zmieniło. Izraelski żołnierz, który ostatnio tu przyjechał, uderzył moją głową o maskę samochodu, krzycząc: "Wymordujemy was, Arabowie!". Mieszkańcy palestyńskich wsi nie chcą pokazywać twarzy, bo boją się zemsty izraelskiego wojska. Zachodni Brzeg dzisiaj jest jak beczka prochu. To tu według Izraela kryje się coraz więcej grożących mu palestyńskich terrorystów. Dlatego izraelskie wojsko kontynuuje naloty na palestyńskie miasta i wsie. W ciągu roku zginęło w nich prawie 700 Palestyńczyków. Po raz pierwszy samoloty bojowe F-16 bombardują tu cywilów. Uderzyli w bardzo ruchliwą ulicę. Zachodni Brzeg Jordanu to obszar dzielony między izraelskimi osadnikami i Palestyńczykami. Izraelskie i arabskie miejscowości mieszczą się tu często kilkaset metrów od siebie. Od rozpoczęcia wojny napięcia wzrosły także wśród cywilów. Wszyscy patrzymy na Gazę, a tu od roku Palestyńczycy wyganiani są ze swoich domów. Są ograbiani, zabiera im się dobytek. Z reguły stoją za tym izraelscy osadnicy. Dlatego palestyńskie wsie są opustoszałe. Każdy, kto miał dokąd, już stąd wyjechał. Kiedyś mieszkało tu 4000 osób. Dzisiaj 1000. Ludzie wyjechali, bo nawet w naszych domach nie czujemy się bezpiecznie. O deeskalacje napięć na Zachodnim Brzegu wielokrotnie apelowało już ONZ, wzywając Izrael do zaprzestania operacji wojskowych. Tel Awiw sytuacji nie komentuje. W Ramallah, nieoficjalnej stolicy Palestyny, w pokój nie wierzy już nikt. Kontrolują nam samochody, sprawdzają telefony, biją i niszczą. Do tego aresztują podczas kontroli bezpieczeństwa. Być może tu też już niedługo będzie jak w Gazie. Tu chodzi o prześladowanie narodu. Te wojnę się na nas wymusza. Nie chcemy jej, my chcemy tylko żyć normalnie. Milton - pierwotnie burza tropikalna, ale wyssał ciepło i wilgoć z Zatoki Meksykańskiej, nabrał energii i gna w stronę Florydy. Władze zarządziły pilną ewakuację, bo zagrożenie jest śmiertelne, wiatr może wiać z prędkością 260 km/h. Ta animacja pokazuje mechanizm powstawania tego zjawiska. To się zwykle dzieje latem albo jesienią, gdy woda w oceanie jest wystarczająco ogrzana. Powietrze unosi ogrzaną wilgoć i trochę jak maszyna parowa, zamienia ją w energię kinetyczną. Milton zachowuje się nietypowo, idzie z zachodu na wschód. Huragany w Zatoce Meksykańskiej zazwyczaj przemieszczają się na zachód. Jest niezwykły także z innego powodu. Z burzy tropikalnej w huragan 5. stopnia przekształcił się raptem w dobę. Dopiero podnoszą się po huraganie Helene, który wyrządził miliardowe szkody i zabił ponad dwieście osób, a już muszą przygotować się na kolejny. Rozejrzyjcie się dookoła. Gdy nadejdzie huragan, te wszystkie zniszczone rzeczy będą jak pociski. Siłę nadchodzącego żywiołu widać na tych zdjęciach satelitarnych. To najsilniejszy huragan w tym roku na świecie. Prędkość wiatru może osiągnąć ponad 250 km/h a fala sztormowa - ponad 3,5 metra. Jeśli wezwali cię do ewakuacji, błagam cię - ewakuuj się. Śmierci w wyniku fali sztormowej można w 100% uniknąć. Ale musisz opuścić to miejsce. Nakazy ewakuacji objęły ponad miliona osób. Dla tych, którzy uciekają przed żywiołem, problemem są nie tylko korki na autostradach prowadzących w głąb kraju, ale też zdewastowane i zalane tereny po poprzednim huraganie. Możemy modlić się i mieć nadzieję, że osłabnie. Ale w tej chwili jest to okrutny huragan. Na jego drodze znajduje się Floryda. Ale poważne skutki odczują też wybrzeża Georgii i Karoliny Południowej. Dla służb ratunkowych władze przygotowały 10 tys. miejsc noclegowych. Ci, którzy jeszcze mogą, starają się zabezpieczyć dobytek. Według prognoz Milton uderzy w ląd jutro w nocy lokalnego czasu. Bartłomiej Blacha 34 lata, 180 cm wzrostu, blond włosy i niebieskie oczy. Policja prosi, by to zapamiętać, bo ściga uciekiniera podejrzewanego o podwójne zabójstwo. Prosi o informacje, ale nie o pomoc w ujęciu, bo Blacha może być niebezpieczny. Nie wiadomo, gdzie jest ani jak zdołał uciec mundurowym z więziennego szpitala. Policja przeczesuje okolice Biłgoraja. Mieszkańcy są wstrząśnięci. Zastanawiam się, jak można uciec, będąc pilnowanym? Przecież podstawowa rzecz, jaką się robi, to się go pilnuje krok w krok! Bartłomiej Blacha jest podejrzewany o morderstwo dwóch osób. 34-latek uciekł ze szpitala psychiatrycznego w miejscowości Radecznica. Poszukiwany ma prawie 180 cm wzrostu, niebieskie oczy, krótkie jasne włosy. Podczas ucieczki był ubrany w czarny dres z szarymi wstawkami, miał na sobie sportowe różowe obuwie. Nie wykluczamy żadnego ze scenariuszy, nawet tego, że uciekinier mógł odebrać sobie życie lub też ukrywa się na terenach leśnych powiatu biłgorajskiego lub zamojskiego. To tutaj, we wsi Zagumnie pod Biłgorajem, w lipcu rozegrał się dramat. Bartłomiej Blacha, będąc pod wpływem alkoholu, zaatakował siekierą swojego brata oraz ojca. Młodszy z mężczyzn zginął na miejscu, starszy zmarł po kilku dniach pobytu w szpitalu. Przedstawiono zarzut zabójstwa. Podejrzany przyznał się do zarzuconych mu czynów i złożył krótkie wyjaśnienia w sprawie. Decyzją sądu Bartłomiej Blacha trafił do aresztu, gdzie próbował popełnić samobójstwo, dlatego przeniesiono go tutaj, do szpitala psychiatrycznego w Radecznicy. Do ucieczki doszło nad ranem w poniedziałek. Według jednej z hipotez strażnicy mogli zasnąć na służbie. Trzeba pamiętać, że jest to ośrodek psychiatryczny, czyli zakład zamknięty. Mamy swoją hipotezę, że mogło do tego dojść przez okno łazienki, ale też każdą hipotezę jeszcze sprawdzamy. Mogły być działania, które usypiały, dawały do zrozumienia, że on idzie na przykład do łazienki, natomiast wcześniej przygotował sobie ucieczkę. Mężczyzna jest niebezpieczny. Jeśli go spotkamy, nie próbujmy go zatrzymać samemu, poinformujmy najbliższy komisariat policji lub zadzwońmy na numer 112. Teraz Jarocin, a tam droga. Nie jest długa, 3 kilometry, ale ładna, bo asfaltowa, ze ścieżką rowerową i wiedzie przez pola byłego burmistrza. Właściciel został wywłaszczony i teraz należy mu się odszkodowanie, z górką milion złotych. Kłopot w tym, że pan eks burmistrz, gdy jeszcze nie był eks, sam ją tak zaplanował, choć ponoć mógł inaczej. Czy tak powstaje nowa definicja terminu "samorząd"? Golina pod Jarocinem. To droga, która ma połączyć krajową piętnastkę ze specjalną strefą ekonomiczną. Koncepcje były różne, ale ta była wymuszona. Były burmistrz Jarocina Adam Pawlicki za to, że droga przechodzi przez należące do niego grunty, domaga się od gminy 1,1 mln złotych odszkodowania. Sęk w tym, że to on sam w czasie swojej kadencji zlecił projekt drogi. Obecne władze Jarocina nie zamierzają płacić i skarżą wycenę do wojewody. Wszystkie osoby, które pełnią funkcje publiczne, są to osoby, które mają duży dostęp do informacji. I takie informacje można wykorzystać również na własną korzyść, a uważam, że jest to działanie nieetyczne. Ten teren, to jest teren pana burmistrza. Mieszkańcy mówili o tym, że do terenów inwestycyjnych, które są tu, mogła przebiegać droga tędy, dużo krótsza, po terenach gminnych. Droga poszła jednak wzdłuż działek burmistrza Pawlickiego. Nie cieszę się, że zostałem wywłaszczony z gruntu, nie mam już tych 2 hektarów, nie dostałem ani złotówki i oczywiście będę czekał na odszkodowanie. Zdaniem jarocińskiego ratusza, rzeczoznawca wycenił 2 działki byłego burmistrza znacznie drożej niż wyceniane są grunty rolne w okolicy. Gminna spółka, Jarocińska Agencja Rozwoju, w tym samym obrębie sprzedała działkę za 92 złote, czyli prawie dwukrotnie drożej. Tyle że to cena za grunty odrolnione z miejscowym planem zagospodarowania, a dwie działki burmistrza są gruntami rolnymi. Sam burmistrz Pawlicki to postać równie barwna, co kontrowersyjna. Rządził Jarocinem przez niemal dwie dekady. Z przerwą po tym, jak został skazany za działanie na szkodę spółki, którą kierowała jego żona. Sąd skazał go też na karę grzywny za niezgodne z prawdą oświadczenia majątkowe. Zasłynął inicjatywą postawienia w Jarocinie pomnika Janowi Szyszce, ministrowi środowiska w rządzie PiS. Marek Smółka, 19.30. To wszystko dziś w "19.30". Dziękuję za uwagę i zapraszam na "Pytanie dnia".