Intensywna terapia. Rząd rozmawia z lekarzami na temat reformy systemu. Za kratami. Rosyjskie małżeństwo szpiegów skazane na wieloletnie więzienie. Kilometry pomocy. Wielka wyprawa Maluchów ze wsparciem dla najmłodszych. Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. Ministra zdrowia i lekarze przy jednym stole o pakiecie zmian w ochronie zdrowia. Naczelna Izba Lekarska komentuje, że jest mało konkretów, ale atmosfera do współpracy jest dobra. Ministra Jolanta Sobierańska-Grenda podkreśla, że zmiany są niezbędne, jednak nie można wprowadzać ich gilotyną. A kością niezgody pozostaje górna granica zarobków lekarzy. To spotkanie to próba zbicia stanu podgorączkowego po tej zapowiedzi ministry zdrowia. Stawka do 240 zł. Tyle na godzinę według resortu powinni zarabiać lekarze. Ja 240 na godzinę nie zarabiam. Mówią lekarze rodzinni. Ale ci, którzy łączą pracę na etacie ze szpitalnymi dyżurami na kontrakcie, potrafią zarobić nawet tysiąckrotnie więcej. O takich przypadkach ostatnio informujemy państwa codziennie. Mam wrażenie, że Ministerstwo Zdrowia wrzuciło do negocjacji postulat płacowy właśnie po to, żeby zogniskować uwagę opinii publicznej na tym problemie, a problemy polskiej służby zdrowia, polskich pacjentów są diametralnie inne. Z takim nastawieniem wchodził na spotkanie w resorcie szef izby lekarskiej, który wcześniej na zamkniętej grupie w mediach społecznościowych pisał, że jeszcze żaden rząd nie wygrał z lekarzami. Będę co do tego stanowcza. Mówi dziś ministra zdrowia, odnosząc się propozycji ograniczeń zarobków. To także zapisy o co najmniej połowie etatu w jednym szpitalu, jawności grafików i kontraktów lekarskich. Przyczyny ilustruje ten wykres. Według resortu w szpitalach koszty wynagrodzeń pochłaniają średnio 81% pieniędzy z NFZ. Do NFZ dopłacamy grube miliardy, z roku na rok więcej, a nie mamy satysfakcjonujących efektów, bo pacjenci nadal miesiącami czekają w kolejkach. Dzisiaj nie mamy wątpliwości, że zmiany są niezbędne. Limity przeznaczane w publicznym sektorze zdrowia na zarobki powinny powstać. Te zmiany można było wprowadzić rok temu, dwa lata temu. - Czego zabrakło? - Zabrakło woli politycznej. Też głośno mówimy o tym, że z pewnych decyzji ministerstwo wycofało się dlatego, żeby nie było większego konfliktu ze środowiskiem. Ale po wybuchu kolejnych afer zarobkowych sprawa stanęła na ostrzu noża. Każda ekipa polityczna uważała, że nie tykamy służby zdrowia, bo można przegrać. Ja dzisiaj postawię tezę, że ten, kto nie będzie reformować systemu zdrowia, ten może przegrać. Dziś ministra zdrowia poza regulacjami dotyczącymi zarobków proponuje cyfryzację i uszczelnienie systemu kolejkowego. Według PiS... Obudziła się, że musi coś proponować. To powód do krytyki. Te propozycje, które padają dzisiaj, są powierzchowne. One nie dotykają sedna problemu. PiS rządziło przez 8 lat. Nie zrobiło nic z wynagrodzeniami. A wręcz rozbuchało ten system do granic, które teraz zostały przekroczone. Resort zapewnia, że na zarobkach terapia się nie skończy. Środowisko chce wykorzystać moment. Polskę stać na dobrą ochronę zdrowia. Polskę stać zarówno wspaniałymi kadrami medycznymi, Podobnymi wnioskami skończyło się dzisiejsze spotkanie w resorcie. To dobry prognostyk. Kierunek, w którym idziemy, w mojej ocenie jest dobry. Tyle ogólne deklaracje. Szef Izby Lekarskiej, dopytywany o pierwszy etap tej drogi, czyli o czekającą na podpis prezydenta ustawę umożliwiającą sprawdzenie, ile dany lekarz zarabia w publicznej służbie zdrowia, odpowiada wprost. Ustawa w tym kształcie nie powinna wejść w życie. A to zamknęłoby drogę do zmian. CBA w Szpitalu Południowym. Funkcjonariusze od rana zabezpieczali dokumenty na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. Od miesięcy z kolei badają nieprawidłowości w szpitalach w Mogilnie i Miastku. To placówki, które w dyskusji o lekarzach rekordzistach stały się symboliczne, ale nie są ani jedyne, ani wyjątkowe. Bo podobnych przykładów z całej Polski przybywa, i to niezależnie od politycznych barw. Szpital Południowy, Urząd Dzielnicy Ursus i stołeczny ratusz. Do tych 3 instytucji weszli dziś rano funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Akcja to pokłosie afery wokół zarobków radnego Kacprzyka, saloniku VIP oraz prosektorium. Wykonują tam czynności zlecone przez prokuraturę, a chodzi konkretnie o zabezpieczenie dokumentów do toczącego się śledztwa. Śledztwa, których w całej Polsce szybko przybywa. To już szpital w Mogilnie w Kujawsko-Pomorskim, gdzie spółka neurochirurgów wystawiała faktury sięgające 300 tys. zł dziennie. Nikt nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Sprawa toczy się prawie 2 lata. Gdyby nie media ogólnopolskie, pewnie ta sprawa by dalej się tliła i nie wyszła na jaw. A to wszystko pomimo faktu, że w szpitalu mogło dochodzić nie tylko do niegospodarności, ale także fałszowania dokumentacji medycznej. Prawie każdy pacjent ma taką samą epikryzę, takie same wyniki badań. Jest po prostu kopiuj-wklej. Poruszeni skalą nieprawidłowości są mieszkańcy Mogilna. Szpital jest na krawędzi bankructwa, a w kasie placówki brakuje 0,5 mln zł. Jestem zbulwersowana. Takie coś nie powinno mieć miejsca. Postępowaniu przygląda się minister sprawiedliwości i prokurator generalny. To śledztwo będzie objęte moim ścisłym nadzorem. To już Braniewo, woj. warmińsko-mazurskie. Choć miesiąc liczy sobie tylko 744 godziny, jeden z lekarzy wystawił fakturę na 1200. Pracował więc 72 godziny na dobę. Zarobił 1 mln 800 tys. zł. Pełnił kilka funkcji jednocześnie, narażając bezpieczeństwo i zdrowie pacjentów, narażał też bezpieczeństwo współpracowników. Sposób zarabiania w tym szpitalu polegający na grabieniu szpitala. Na jaw wychodzą też kolejne przykłady omijania kolejek. W szpitalu Lubartowie operację przeszedł radny PiS. Zabieg wykonano, choć oficjalnie pracę oddziału chirurgii w placówce zawieszono. Radny tłumaczy się stanem nagłym. Wiosną Lubartów odwiedził partyjny kolega radnego, Przemysław Czarnek. Krytykował zapaść w służbie zdrowia i czas oczekiwania do specjalistów. Panie na targu mi mówiły: "Co to za rząd, jak my już nie wiemy, gdzie pójść?". Kolejki u lekarzy nieprawdopodobne, przychodnie zamykają. Wśród propozycji zmian w systemie ochrony zdrowia są: maksymalna stawka godzinowa dla lekarzy, zakaz tworzenia lekarskich spółek i transparentne konkursy. Wyniki tych konkursów będą publikowane na jakich warunkach, na ile godzin zostały zawarte ze szpitalami. A to jest "19:30" w czwartek, który przynosi jeszcze m.in. takie tematy. Rosyjscy szpiedzy przed sądem. Nic Rosjan nie kosztuje pozyskiwanie tych ludzi. Ich zadaniem jest budowanie sieci kontaktów, które być może będą wykorzystywane w przyszłości. Polska na celowniku. Jesteśmy przynajmniej od 2022 roku obiektem zmasowanych działań Federacji Rosyjskiej. Praktycznie codziennie rosyjskie służby próbują zaatakować nas cyberatakiem czy przez szpiegów, dywersantów. Po incydencie na poznańskim Uniwersytecie Ekonomicznym policja zatrzymała dwie osoby. "Nie ma zgody na nienawiści i agresję" - pisze w mediach społecznościowych szef MSWiA po tym, gdy sieć obiegło nagranie z pseudointerwencji na uczelni. Mężczyźni przepytują, prowokują i próbują kontrolować pracującą tam obywatelkę Ukrainy. O społecznych skutkach politycznej gry - Mateusz Dolatowski. To nie jest obywatelska kontrola ani tym bardziej troska o Polskę. To pseudointerwencja samozwańczych kontrolerów, którzy próbowali wtargnąć do biura zajmującego się pomocą prawną obywatelom Ukrainy. Chcieliśmy zobaczyć, czy nie wspieracie państwo Stefana Bandery, Szuchewycza. Pani Natalia nie wpuściła mężczyzn do środka. Spokojnie odpowiadała na ich pytania. Nie popularyzuję Stepana Bandery na terytorium Polski Kobieta od ponad 10 lat mieszka i pracuje w Polsce. Nikt nie ma prawa nachodzić jej w pracy, przepytywać ani decydować, czy jest wystarczająco polska. Dostaję dużo hejtu. Chciałabym, żeby to jak najszybciej się skończyło i żebym miała święty spokój. Reakcja służb była natychmiastowa. Mężczyźni zostali zatrzymani. Usłyszeli zarzuty zniesławienia. Ale to nie koniec tej sprawy. Policja sprawdza też nienawistne komentarze w sieci. Dwie kolejne osoby otrzymają zarzut nawoływania do nienawiści na tle narodowościowym. Polska to państwo prawa - przypomina szef MSWIA i dodaje... Nawet jeśli za takim zachowaniem stoi polityczne zaplecze. Bo jak się okazało, ten mężczyzna w przeszłości kandydował do Sejmu z list Konfederacji. To może mógłby się pan zwrócić do swoich zwolenników, żeby takich rzeczy nie robili? Nie zamierzam się zwracać. Każdy ma prawo robić to, co uważa za stosowne. Właśnie to nie było stosowne. Nie ma zgody na to, żeby nękać kogokolwiek ze względu na pochodzenie. Każdy ma prawo prowadzić działalność, jeśli tylko robi to legalnie. Zdaniem rządzących to, co wydarzyło się w Poznaniu, nie wzięło się znikąd. Od tygodni politycy prawicy i skrajnej prawicy podkręcają antyukraińskie nastroje. Dlaczego dalej w tym rządzie są Ukraińcy obrażający Polaków? Budując atmosferę podejrzliwości i wrogości. Młodzi ludzi chcą pracy. Nie znajdują pracy. Kończą studia, wysyłają CV, a zatrudniacie Ukraińców w polskiej administracji rządowej. Uważajcie, bo próbujecie podpalić Polskę. Nie da się tego potem ugasić gaśnicą. Jak zauważa pełnomocniczka rządu ds. równości. Skutki szczucia polityków są już dziś widoczne. W Warszawie kilka tygodni temu pobito 16-letniego Artema z Ukrainy. Zdewastowano też pracownię rękodzieła w centrum Warszawy. Powód? Wypier***, ty kur***! Najprawdopodobniej ten gest pracowniczki pracowni skierowany wobec uczestników tzw. Marszu Pamięci, który w założeniu miał upamiętnić ofiary rzezi wołyńskiej. Szanujemy swoją historię, szanujemy ofiary. Ten marsz był pełen nienawiści wobec mniejszości ukraińskiej pełnym haseł nienawiści, mordowania, wyrzucenia z Polski. Dzień po marszu do lokalu "Las Rąk" wtargnął mężczyzna, który, wygrażając, zdemolował sklep. Sprawą zajmuje się już policja. Tak się rodzi faszyzm i tak się rodzi rodzimy terroryzm. Ktoś musi powiedzieć temu "stop". Jako rząd koalicji 15 października będziemy w tej sprawie konsekwentni. Tak by demony przeszłości nie zostały obudzone. Rosyjskie małżeństwo oskarżone o szpiegostwo skazane przez sosnowiecki sąd. Igor i Irina R. mają spędzić w więzieniu odpowiednio 7 i 3 lata za współpracę z rosyjskim wywiadem, a w przypadku mężczyzny także nadanie paczki zawierającej materiały wybuchowe. O ustaleniach śledczych - Szymon Szulczyński. Uciekali przed Putinem - tak przynajmniej przekonywali. Dziś Igor i Irina R. zostali skazani za szpiegostwo na rzecz Rosji. Orzeka wobec Igora R. łączną karę 7 lat pozbawienia wolności. Irinie R. wymierza karę 3 lat pozbawienia wolności. Proces był niejawny ze względu na bezpieczeństwo Polski. Wiadomo jednak, że szpiegów interesowali rosyjscy opozycjoniści, studenci i wykładowcy Uniwersytetu Śląskiego. Jeśli chodzi o winę oskarżonych - wyrok potwierdza akt oskarżenia. Jeśli chodzi o wymiar kar, one w niedużym stopniu odbiegają od wniosków prokuratora. Zebrane informacje Igor zapisywał na zaszyfrowanych nośnikach pamięci. Irina miała je przekazywać funkcjonariuszom FSB. Mnie te argumenty w pełni nie przekonują. Co do apelacji - decyzja zapadnie. Igor R. został skazany także za nadanie przesyłki z materiałami wybuchowymi. Paczkę przechwycono w magazynie firmy kurierskiej pod Łodzią. Zanim doszło do eksplozji. Nic Rosjan nie kosztuje pozyskiwanie tych ludzi. Nie przejmują się wpadką, bo jeszcze takich mogą mieć na pęczki. Igor R. działał w środowisku Nawalnego. W 2002 roku razem z żoną przyjechał do Polski jako opozycjonista. Zostali objęci programem stypendialnym i studiowali na Uniwersytecie Śląskim. Ich zadaniem jest zbudowanie sieci kontaktów, które będą być może wykorzystywane w przyszłości. Pojawia się pytanie, dlaczego nikt dokładnie nie sprawdził pary. Narodowa Agencja Wymiany Akademickiej podkreśla, że nie prowadziła rekrutacji. Kandydatów wskazało ówczesne MSZ za rządów PiS. Ci, którzy mają najwięcej na ustach frazesów o tym, Do kontroli kogokolwiek są powołane odpowiednie służby i w ten sposób powinno państwo działać. Ci, którzy mają najwięcej na ustach frazesów o tym, że oni skutecznie bronią bezpieczeństwa Polek i Polaków, okazuje się, że często są największymi nieudacznikami. Sprawa rosyjskiego małżeństwa pokazuje, jak działa rosyjski wywiad. Agenci to najczęściej ludzie, którzy nie wzbudzają podejrzeń. Takich ataków mamy praktycznie codziennie po kilkanaście. Czyli akty dywersji i sabotażu - podpalenia, zakłócenia na kolei, ataki hakerskie. To elementy wojny hybrydowej, którą Putin prowadzi przeciwko Polsce. Wszystkie informacje dotyczące obiektów strategicznych, wszystkie informacje dotyczące tego, jak Polacy pomagają walczącej Ukrainie, są tym zainteresowane służby rosyjskie. Dla rosyjskiego wywiadu nie ma nieistotnych informacji. Każda może stać się elementem większego planu. Wymiana ciosów między USA a Iranem trwa drugi dzień z rzędu. Kluczowym punktem niezgody pozostaje Cieśnina Ormuz, ale strony biorą na cel dziesiątki obiektów, nie tylko wojskowych. W Waszyngtonie jest Marcin Antosiewicz. Chyba nikt nie traktuje słów o zakończeniu konfliktu poważnie. Ze Stanów płynie za to komunikat o "gotowości do zadania śmiertelnego ciosu". W jakim punkcie jesteśmy? Powrotu do gorącego konfliktu. Wojna o Ormuz wchodzi w nową fazę i nikt tego nie ukrywa. Amerykańska armia wczoraj i dzisiaj ostrzelała w sumie 170 celów, przede wszystkim wojskowych, wzdłuż irańskiego wybrzeża. Ale Amerykanie zaczynają bombardować infrastrukturę transportową. Teheran informuje, że Amerykanie uszkodzili most kolejowy w prowincji Golestan na granicy z Turkmenistanem. To punkt na szlaku handlowym do Rosji i Chin. Irańczycy po zablokowaniu portów trzykrotnie zwiększyli eksport ropy i gazu drogą lądową. Amerykanie zaczynają odcinać im także ten szlak. Trump wie, że pokoju szybko nie będzie. Zaczął powtarzać, że na irańskiej liście do zabicia jest celem numerem jeden. Dlatego ze szczytu NATO wracał starym Air Force One, bo nowy, podarowany przez Katarczyków, którym poleciał do Ankary, zdaniem Secret Service nie gwarantuje mu bezpieczeństwa. Prezydent postanowił dodać ornamenty do kolumn na północnym ganku przed Białym Domem. Będzie ładnie. Pięć zarzutów o charakterze seksualnym wobec nieletnich usłyszał mężczyzna, który pracował w domu dziecka w Nowej Rudzie. Śledczy mają długą listę świadków do przesłuchania - wśród niech podopieczni, którym w wyjątkowo trudnej sytuacji trzeba zapewnić maksimum bezpieczeństwa. 57-letni Dariusz P. trzy najbliższe miesiące spędzi w areszcie. Za przestępstwo, o które jest podejrzewany, grozi do 15 lat więzienia. To miała być bezpieczna przystań dla dzieci, które i tak są doświadczone przez los. Ale według ustaleń śledczych bezpieczna nie była. Jeden z pracowników placówki opiekuńczo-wychowawczej w Nowej Rudzie usłyszał zarzuty o charakterze pedofilskim. Chodzi o zarzuty dotyczące tzw. innej czynności seksualnej pełnionej wobec osoby małoletniej poniżej lat 15. A dokładnie 5 małoletnich osób. Dariusz P. nie był wychowawcą, tylko pracownikiem obsługi. Jednostka kierująca placówką, czyli Powiatowe centrum Pomocy Rodzinie w Kłodzku, informuje, że mężczyzna zgodnie z wymogami ustawy Lex Kamilek przed zatrudnieniem był sprawdzany. Pod względem karalności, a właściwie niekaralności, zarówno w rejestrze sprawców seksualnych, jak i też w krajowym rejestrze, który dotyczy niekaralności. Mężczyzna nie pracuje już w ośrodku, a sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na trzy miesiące. Motywując swoją decyzję tym, że realna jest obawa matactwa procesowego ze strony podejrzanego, jak również z uwagi na to, że grozi mu surowa kara za zarzucane czyny. Poszkodowani z traumą wywołaną takimi przeżyciami mogą zmagać się latami. We mnie budzi to emocje poczucia niesprawiedliwości. Bo przemoc seksualna niesie poważne konsekwencje. Bardzo duże skutki emocjonalne, jak i też psychiczne, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Z pewnością poczucie bezpieczeństwa osób, które tam przebywają, zostało bardzo mocno zachwiane. Prokuratura nie zdradza, jak długo mogło trwać to cierpienie. Dzieci są pod opieką psychologów. Zatrzymany mężczyzna może trafić do więzienia na 15 lat. Nawet 12 w skali Beauforta to siła sztormu na Bałtyku, przez który woda wdzierała się na plaże, a wiatr przewracał drzewa. Przez północ Polski przetoczyły się potężne wichury. Najsilniej wiało w Pomorskiem - z prędkością nawet 120 km/h, co zmuszało do ewakuacji kolejne obozy harcerskie. Wiatr o prędkości ponad 100 km/h na godzinę i fale powyżej metra - na Bałtyku sztorm. Mimo zagrożenia nie wszyscy stosują się do całkowitego zakazu kąpieli. Na tym filmie, opublikowanym przez dyrektora Morskiej Służby Poszukiwania i Ratownictwa, ojciec przygląda się zabawie dzieci w wodzie. Zapytałem pana, czy ma opracowaną taktykę, za którym dzieckiem skoczy najpierw. Fala w każdym momencie może podejść nawet do wydm i porwać dziecko, które jest lżejsze od dorosłego i może nie poradzić sobie. Zalane budynki, pozrywane dachy. To efekty sztormu na Mierzei Wiślanej. W Krynicy Morskiej trwa usuwanie skutków wichury. Podtopiona plaża, uszkodzone restauracje. Tego baru w Kątach Rybackich nie uchroniły zabezpieczenia. Morze zabrało leżaki, podesty i parasole. Wichury nad wschodnim wybrzeżem Bałtyku w najbliższych godzinach będą słabnąć, ale pogoda będzie wciąż sztormowa. Złe prognozy także dla Warmii i Mazur. Mogą się pojawiać opady deszczu, nawet będą się pojawiały burze w najbliższych dniach i będzie też tam porywiście wiało. To może być wiatr dochodzący do 65-70 km/h. To czas próby dla harcerzy. Obozowicze z Mazowsza nad jeziorem Borówko ćwiczą umiejętności na wypadek ewakuacji. Jak się drzewa za bardzo uginają, idziemy do przybocznej, i spokojnie idziemy, bo już wiemy, jak się zachować. Takie ćwiczenia opiekunowie organizują co trzy dni. Wszystko po to, by w sytuacji krytycznej uniknąć chaosu i sprawnie ewakuować stuosobową grupę. Jesteśmy w stanie pełnej gotowości do ewakuacji. Uczestnicy pakują się w plecaki, śpiwór. Nawet w czasie odpoczynku każdy musi być przygotowany do działania i znać procedury. Zdecydowanie spokój, żeby słuchać przełożonych, bo, jak mówią, spokój nas uratuje. To szkoła bezpieczeństwa i trening nowych umiejętności. Każda zabawa na takim obozie jakiś ma cel. Ona nie tylko służy temu, by dobrze spędzić czas, ale również czegoś nauczyć, żeby z obozu taki harcerz czy harcerka wrócili z nową umiejętnością. Przed kulminacją wichury nad północną Polską ewakuowano trzy obozy harcerskie. Na Mazurach jest ich 40. W całej Polsce nawet 400. Zadebiutowała na scenie, mając 12 lat. Podbiła serca Brytyjczyków, Amerykanów, wreszcie całego świata. Bonnie Tyler, jedna z największych gwiazd muzyki pop i rock lat 80., zmarła dziś w szpitalu w Portugalii, gdzie kilka tygodni temu przeszła operację. Miała 75 lat. Zadebiutowała singlem "Lost in France", ale to utwór "It's a Heartache" stał się hitem, który trafił do czołówki list przebojów w Wielkiej Brytanii i USA. W 1977 roku wydała album "The World Starts Tonight". Sześć lat później światową sławę przyniósł jej singiel "Total Eclipse of the Heart". Z kolei napisany do filmu "Footloose" utwór "Holding Out for a Hero", po latach zyskał drugie życie dzięki "Shrekowi 2". Bonnie Tyler była trzykrotnie nominowana do nagrody Grammy. Przed trzema laty otrzymała Order Imperium Brytyjskiego za zasługi dla muzyki. Największą popularnością na polskich stolach cieszy się w niedzielę, w poniedziałek na ogół zmienia kolor i smak, ale niezmiennie od wieków jest uważany za kluczową zupę w polskim menu. Tradycji rosołu w Polsce przygląda się Muzeum Pałacu Króla Jana III w Wilanowie, a nowy projekt kulinarny ma mu zapewnić miejsce na liście niematerialnego dziedzictwa UNESCO. W niedzielę, w święta, na weselach, przy chorobie i wtedy, kiedy trzeba kogoś nakarmić czymś więcej niż tylko obiadem. Polskie płynne złoto. Ta zupa jest z nami przez całe życie. Bardzo fajnie są przekazywane te przepisy, babcie przekazują swoim córkom, wnuczkom. Wspólne gotowanie rosołu, makaronu, przygotowywanie to jest coś, co bardzo pięknie łączy nas i pokazuje taką tradycję. Ta tradycja gotowania i podawania rosołu ma szansę trafić na listę niematerialnego dziedzictwa UNESCO. Inicjatorzy przekonują, że w garnku gotuje się nie tylko mięso, warzywa i opalona cebula. Jest też społecznym fenomenem, czyli ten rosół jest czymś, co nam się kojarzy z domowym ogniskiem, z troską o inne osoby. Rosół zawsze gotujemy dla kogoś. To też pamięć rodzinna i narodowa spuścizna. Elementami polskiej kultury sarmackiej, są nie tylko pałace, kontusze, szable, wąsy. To również rosół, który znalazł się u Adama Mickiewicza w "Panu Tadeuszu". Według receptury Wojski miał dodawać do niego pereł i monety. Wszystko, by oczyścić krew i ku pokrzepieniu. Jeden z najstarszych przepisów znajdziemy w "Compendium Ferculorum", pierwszej zachowanej polskiej książce kucharskiej. To nią w opisach kuchni polskiej inspirował się Mickiewicz. Historia jest mocno po stronie rosołu. "Rosol" albo "rosól" w czasach przedlodówkowych i to rzeczywiście jest danie, które pochodzi sprzed wieków średnich. W czasach przedlodówkowych konserwowano mięso w solance, w soli, bo inaczej by się zepsuło. Rosół przeszedł drogę od stołów dworskich po kuchnie w blokach. Zmieniały się składniki, proporcje i dodatki. A przepisów na niego jest tyle, co odmiennych zdań Polaków przy rodzinnym stole. Podobnie jak bigosy, nie ma jednego bigosu. Co chałupa, to jest bigos i co chałupa, to jest rosół. To jest fajne, rosołów i bigosów, i wszystkiego innego jest naprawdę dużo. Naprawdę rosół każdy robi inny. A polska zupa szturmem przekracza granice. Za oceanem eksplodowała moda na "chicken tea" - esencjonalny kurzy wywar. Tak to już jest: cudze rameny chwalicie, swego rosołu nie doceniacie. Niech to będzie ten "chicken tea", ale jeśli to ma promować ten sposób przygotowania zupy, bardzo zdrowej zupy wśród młodzieży, to super. Bo tej zupie dobrze z oczu, a raczej ok, patrzy, i nic na tym świecie nie jest tak pewne jak to, że gdy w niedzielę był rosół, to w poniedziałek będzie pomidorowa. To wielka wyprawa małych aut, którą dobrze państwo znają i która właśnie ma kolejną odsłonę. Sprzed Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie w Polskę ruszyło ponad 60 kultowych Fiatów 126p, by pomóc najmłodszym. W ramach jednej z największych motoryzacyjnych akcji charytatywnych zebrane zostaną środki na pomoc dzieciom poszkodowanym w wypadkach drogowych, a także wsparcie edukacji na rzecz bezpieczeństwa na drogach. Ten charakterystyczny dźwięk znają wszyscy fani polskiej motoryzacji. Mówiono na niego "Kaszlak", ale częściej "Maluch". 59 takich cudów techniki ruszyło dziś z Warszawy na drugi, polski etap Wielkiej Wyprawy Maluchów. Jak tylko wyjeżdżamy, jest wielki banan na twarzy, ludzie kochają ten samochód. To już 4. edycja tej imprezy. Bokser Krzysztof "Diablo" Włodarczyk brał w niej udział rok temu i zapewnia, że teraz też starczy mu sił na Malucha. Nawet samemu można go popchać, bo nie jest to ciężkie auto. Co by się nie działo, dojedziemy na pewno do celu. Tu liczy się wspólne działanie, zwłaszcza w przypadku niespodziewanych awarii. Szkoda się bawić, przewracamy samochód, skręcamy i jedziemy dalej. Miłośnicy Fiata 126p byli w tym roku w Normandii. Teraz ruszają na wschód Polski. Przed nimi siedem gorących dni - w takich warunkach, w takiej przestrzeni. Dziś jadą na Mazury, w sobotę będą w Ełku. Na koniec dojadą do Krakowa. A wszystko w bardzo szczytnym celu. Zebrać najwięcej środków dla dzieci, które ucierpiały w wyniku wypadków samochodowych i komunikacyjnych, hulajnogi, rowery. Fundacja TVP dzięki tej maszynie zebrała już 200 tys. zł. Dziś startuje nią dziennikarka Anna Lewandowska i medalista olimpijski Piotr Małachowski. Zaczynamy największą akcję motoryzacyjno-charytatywna. Całą naszą uwagę kierujemy na Fabianka, który ma 4 lata i ucierpiał w takim wypadku komunikacyjnym. Fabian walczy o to, aby znów ruszać rękami i nogami. Jest w szpitalu w Rzeszowie z mamą, ale bardzo tęskni za tatą i rodzeństwem. Jest fajny, miły, kochany. Brakuje go? - O czym marzysz? - Żeby być z nim. Rodzina żyje w trudnych warunkach i potrzebuje nowego domu, by być blisko Fabiana i móc go rehabilitować. Uda się, wierzę w to. Jestem pewny, że on wyzdrowieje. Wielka Wyprawa Maluchów już za cztery dni przyjedzie do Fabiana do Rzeszowa. Bo te Maluchy jadą dla maluchów. Bardzo dziękuję, że byli państwo z nami. O 22.30 pełne podsumowanie dnia, a na "Pytanie dnia" już teraz zaprasza Justyna Dobrosz-Oracz. Dziś rozmowa z prokuratorem krajowym Dariuszem Kornelukiem. Do zobaczenia.