Marek Czy¼. Zaczynamy 19.30. Dyplomatyczna wojna. Spór prezydenta, premiera i szefa MSZ. Kierowca recydywista potrącił pieszego, nie miał prawa jazdy. Zrujnowany tupolew. Odpowiedzialny Antoni Macierewicz. Bezpieczeństwo, prezydencie! Tak Donald Tusk apeluje do prezydenta o refleksję w sprawie obsady kluczowych ambasad. Na razie trwa spór o to, kto prowadzi politykę zagraniczną państwa, a kto ma swoje prerogatywy. Premier pisze, że tłumaczenia idą jak krew w piach, szef dyplomacji dodaje, że prezydent podjął strajk konstytucyjny. Prezydent odpowiada, że Tusk manipuluje, ambasady mają obsadę, jak miały, bo nikogo nie odwoływał. Jakie są koszty takiej dyplomacji? To efekt kolejnych działań militarnych Izraela w Libanie. Tym razem ostrzelane zostały stanowiska zajmowane przez siły pokojowe ONZ, siły, w których służbę pełnią polscy żołnierze. W wyniku ataków nie ucierpiał żaden z polskich żołnierzy stacjonujących w Libanie. W tej wojennej sytuacji, w kontaktach z Izraelem, polska dyplomacja wciąż musi sobie radzić bez ambasadora. Pod nominacją na to stanowisko dla generała Macieja Huni nadal nie ma podpisu prezydenta. O sprawę obsady kluczowych placówek upomniał się premier. To, że prezydent Duda wciąż blokuje nominacje ambasadorskie Prezydent w odpowiedzi zarzucił szefowi rządu manipulację. Problem w tym, że Donald Tusk i MSZ zmusili ich Gospodarzy nie ma łącznie kilkadziesiąt polskich ambasad. Mimo że minister spraw zagranicznych złożył u prezydenta stosowne wnioski. Ogólny bilans nominacji ambasadorskich w wykonaniu prezydenta Dudy od czasu powołania nowego rządu wynosi zero. Prezydencki minister tłumaczy dlaczego. Prezydent jest otwarty na rozmowy o kandydaturach, ale takie rozmowy muszą poprzedzać przesłanie wniosków. Nie no, chwila, moment, ja składam takie wnioski, jakie ja uważam za stosowne. Sikorski poza zapisem konstytucyjnym o prawie i obowiązku prezydenta w zakresie odwoływania i powoływania ambasadorów, przytacza też zapis ustawy o służbie zagranicznej, którą 3 lata temu prezydent Duda podpisał. Ambasadora mianuje i odwołuje prezydent Rzeczypospolitej Polskiej na wniosek ministra właściwego do spraw zagranicznych, zaakceptowany przez Prezesa Rady Ministrów. Wśród leżących u prezydenta wniosków jest ten o mianowanie ambasadora w Tel Awiwie. Gdzie wcale nie chodzi o wymianę na nowego. Tam nie dokonałem odwołania ambasadora do kraju, który by był. Bo tam nie ma ambasadora. Od trzech lat. Inaczej jest w Waszyngtonie. Formalnie Marek Magierowski nadal jest ambasadorem, tyle że odwołanym do kraju. Za odejście ze stanowiska domagał się miliona złotych rekompensaty. Nie dostał żądanej sumy, ale według szefa MSZ, nie pełniąc swoich obowiązków, nadal pobiera ambasadorskie wynagrodzenie. Do placówek, których obsada jest blokowana, MSZ wyśle dyplomatów w niższej randze. Polskę w zastępstwie ambasadorów w Stanach Zjednoczonych, Izraelu i w Ukrainie będą reprezentować charge d'affaires. 633 mld przychodów, 922 mld wydatków, czyli 288 mld deficytu. Kwoty może abstrakcyjne, ale minister finansów wie, co to znaczy. Wydatki na zdrowie jak ustawa każe, ale i tak o 30 mld większe niż w zeszłym roku. Rekordowe wydatki na zbrojenia a do tego ogromny deficyt w spadku po poprzednikach. Budżet 2025. Na ile starczy kołdra? To budżet bezpieczeństwa, inwestycji i wsparcia obywateli. To pierwszy budżet obecnego ministra finansów. Tegoroczny odziedziczony był po poprzednikach. Andrzej Domański mówił o powrocie do przejrzystości. O tę transparentność finansów publicznych walczyliśmy będąc w opozycji. Naszym celem jest przywrócenie kontroli parlamentarnej i społecznej. Inaczej budżet ocenia PiS, który chce jego odrzucenia w pierwszym czytaniu. Budżet podparty kreatywną księgowością jest nierealistyczny i jest budżetem wyborczym. Ten budżet 2025 roku to jest też czas, kiedy my się rozliczamy z przeszłością, ponieważ mamy tam zapadalność części wydatków, które były założone w tych funduszach pozabudżetowych. Mowa choćby o wyprowadzonym przez PiS poza budżet funduszu covidowym. Część długu PFR, czy też funduszu covid-19, zostanie spłacona, stąd tak wysoki deficyt budżetowy. Gdyby tego nie było, to ten deficyt byłby w tym roku mniejszy. Ale PiS i tak go krytykuje. To jest deficyt, który sumarycznie jest wyższy niż suma deficytów naszych 8 latach. Pozabudżetowe długi zaciągnięte przez naszych poprzedników spłaca budżet państwa. W czasie debaty były duże emocje, bo chodzi o duże pieniądze. Rekordowo wysokie będą w przyszłym roku wydatki na obronność. To będzie 50 mld więcej, prawie 187 mld zł. 4,7 procent PKB. Absolutny rekord wśród państw NATO. Więcej środków będzie na służbę zdrowia. Mimo tego że są rekordowe, pewnie w przyszłym roku trzeba będzie robić jeszcze modyfikacje i tych pieniędzy do ochrony zdrowia dosypać. Wcześniej trzeba będzie pokonać koalicyjne różnice. Trzecia Droga domaga się obniżenia składki zdrowotnej dla przedsiębiorców. Na to w budżecie zaplanowano 4 miliardy złotych. Wzrost płac 7 procent, podwyżki dla budżetówki 5 procent, wzrost gospodarczy 3,9 procent, inflacja 5 procent. Wzrosną płace, będą podwyżki w budżetówce, wzrost gospodarczy wyniesie blisko 4 procent, inflacja - pięć. Przeciętne wynagrodzenie brutto za waszych rządów rosło o 2,9 procent. Nie wiem, czy pan poseł wie, ile wzrośnie w tym roku. 9 procent, trzy razy mocniej. Można? Można. Są pieniądze na dotychczasowe świadczenia, jak 800+, 13. i 14. emerytura. Ale też na nowe, jak "Aktywny rodzic", czyli "babciowe" oraz renta wdowia. Jest hojny, ale w żadnym wypadku nie jest odpowiedzialny. Jest wręcz rekordowo nieodpowiedzialny. Lekcja, która mówi, że dawać też trzeba umieć. Projekt budżetu był zmieniany ze względu na powódź. W budżecie na doraźną pomoc zaplanowano dwa miliardy złotych. Możliwe, że bilans strat będzie większy, wtedy niewykluczona jest nowelizacja budżetu. Wszystkie potrzeby powodziowe muszą być spełnione. Jeśli będzie taka potrzeba, aby budżet był nowelizowany, to trzeba to zrobić. Najpierw rząd chce zaplanować i wykorzystać na odbudowę po powodzi unijne środki. To 20 mld złotych z Funduszu Spójności. Sejmowa komisja śledcza badająca próbę organizacji wyborów kopertowych kończy prace. Kto, po co, przy użyciu jakich instytucji i procedur próbował wybrać prezydenta w 2020 roku, komisja zawarła na 400 stronach raportu. Są w nim także rekomendacje dotyczące osób, które powinny za to odpowiedzieć. Bartosz Filipowicz zajmuje się tym tematem. Jaka jest ta lista nazwisk? Lista jest długa, bo zawiera aż 19 nazwisk, ale najwięcej emocji budzą oczywiście te duże polityczne nazwiska. Będą zawiadomienia do prokuratury wobec Jarosława Kaczyńskiego, ale także w sprawie byłego premiera w rządzie Zjednoczonej Prawicy, Mateusza Morawieckiego. To właśnie wobec niego członkowie komisji formułują najwięcej zarzutów. A więcej o tym właśnie teraz. To już pewne: komisja śledcza ds. wyborów korespondencyjnych złoży zawiadomienia do prokuratury. I uderzą one w najważniejszych polityków Prawa i Sprawiedliwości. Wszystko po to, by nikt nigdy więcej nie chciał ukraść wyborów. Komisja śledcza za działania w sprawie wyborów kopertowych, które się nie odbyły, planuje 10 zawiadomień wobec 19 osób. Chodzi o byłego premiera, Mateusza Morawieckiego, prezesa PiS, Jarosława Kaczyńskiego, byłą marszałek Sejmu, Elżbietę Witek i byłych ministrów z PiS: Jacka Sasina, Mariusza Kamińskiego, Artura Sobonia, Marka Zagórskiego, czy byłego szefa kancelarii premiera, Michała Dworczyka. Do prokuratury trafią też zawiadomienia wobec członków zarządu Poczty Polskiej i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, w tym ich prezesów: Tomasza Zdzikota i Macieja Biernata. Chodzi o niedopełnienie obowiązków, czy przekroczenie uprawnień. Na wybory kopertowe wydano z budżetu co najmniej 56 mln złotych, a straty Poczty i Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych to nawet 76 milionów. Najwięcej oskarżeń członkowie komisji mają wobec byłego premiera w rządzie Zjednoczonej Prawicy. To on ostatecznie podpisywał decyzje o przygotowaniu do przeprowadzenia wyborów przez Pocztę Polską, a na to nie miał oczywiście uprawnienia. Nieważność decyzji Morawieckiego, która zlecała działania Poczcie Polskiej w sprawie wyborów, potwierdził Naczelny Sąd Administracyjny. Choć niektóre przesłuchania nie obfitowały we współpracę komisji i świadków. Wszystko, co miałem do powiedzenia, zawarłem w swobodnej części wypowiedzi. To byli i obecni członkowie komisji z koalicji rządzącej mówią o mocnych dowodach. Jak słyszymy, Jarosław Kaczyński usiłował sprowadzić na Polaków niebezpieczeństwo epidemiologiczne przez decyzję o przeprowadzeniu wyborów. Z jednej strony rząd mówił o zamykaniu parków, lasów, szkół i to robił, a z drugiej strony parł za wszelką cenę do wyborów. Członkowie komisji z PiS nie uznają raportu i przygotowali własny. Ich zdaniem brakuje zeznań np. byłej kandydatki Koalicji Obywatelskiej na urząd prezydenta, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. Ówczesna opozycja robiła wszystko, żeby te wybory się nie odbyły. Chodziło o podmianę kandydata na prezydenta. Do podmiany doszło 5 dni po upływie terminu, kiedy te wybory miały się odbyć. To, że wybory nie odbyły się 10 maja 2020 roku, było efektem politycznej umowy Jarosława Kaczyńskiego z ówczesnym szefem Porozumienia, Jarosławem Gowinem. Komisja badała legalność próby przeprowadzenia tych wyborów, podstawy prawne, a nigdy nie zajmowaliśmy się tym, dlaczego wybory się nie odbyły. Rządzący liczą na ciąg dalszy. Nie chcę wchodzić w buty sądu, ale mam nadzieję, że ta kara będzie bardzo surowa. Artykuł 231 Kodeksu karnego mówi o wysokich karach pozbawienia wręcz wolności. Teraz raport komisji i wnioski do prokuratury trafią pod głosowanie do Sejmu. Ale to od śledczych zależy, czy wniosą o zniesienie immunitetów poselskich. To jest "19.30". Co jeszcze przed nami? Zrujnowana maszyna. Polacy powinni zobaczyć wszystkie mataczenia w sprawie wraku. Zmarnowali majątek państwowy. Ofiary Miltona. Boisz się zasnąć, bo nie wiesz, co może się wydarzyć. Himalaistka w podwójnej koronie. Będę pierwszą Polką z podwójną koroną. 4 lata temu pod wpływem narkotyków prowadził miejski autobus i doprowadził do katastrofy, w której zginął człowiek. Nie miał prawa wsiąść za kierownicę, bo mu sąd zabronił, ale wsiadł i wczoraj potrącił człowieka. Uciekł z miejsca wypadku, został zatrzymany przez policję. Teraz czeka na decyzję prokuratury. Czy sądowe zakazy mogą mieć większą siłę niż druk? Warszawa, rondo Tybetu, środa, 6.00 rano. Kierowca volkswagena przy zmieniających się światłach potrącił pieszego na pasach i uciekł, nie udzielając mężczyźnie pomocy. Sprawca skierował się następnie do Pruszkowa. Pod Pruszkowem w jednym z lasów porzucił samochód, wyrzucił kluczyki oraz telefon komórkowy. Po czym wrócił do swojego mieszkania i zaczął przygotowania do wyjazdu za granicę. Kiedy dochodzi do tragedii w wyniku łamania przepisów i pewnych norm, ogarnia taką osobę panika: "Co się dzieje?". Ucieka z tego miejsca, bo nie potrafi stawić czoła sytuacji, którą sama wywołała. Sprawcę potrącenia na Woli policjanci zatrzymali w jego mieszkaniu, znaleźli też 2 gramy amfetaminy. Okazało się, że to Tomasz U., sprawca tego wypadku. O tragedii, do której doszło 4 lata temu, słyszała cała Polska. Miejski autobus, którym podróżowało 40 osób, przebił bariery i zawisł na barierkach stołecznego mostu Grota-Roweckiego. Jedna osoba zginęła, a 22 osoby zostały ranne. Sąd skazał Tomasza U. na 7 lat pozbawienia wolności i dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów. Obrona kierowcy złożyła apelację. Areszt, który był wobec niego stosowany, został uchylony i ten środek nie był stosowany ponownie. Pan Tomasz U. odpowiadał w procesie tego autobusu z wolnej stopy. Sprawa Tomasza U. trafiła do Sądu Apelacyjnego w Warszawie w marcu zeszłego roku. Jednak nie tylko nie została do tej pory rozpatrzona, ale nawet nie wyznaczono jej terminu. Jest to jedna z ponad 750 spraw, które oczekują na rozpoznanie, bo jest to sprawa, która nie ma wyznaczonego tymczasowego aresztowania i nie jest to sprawa zagrożona przedawnieniem. Zmagamy się niestety z ogromnymi zaległościami na skutek pewnych deformacji. Tymczasem będąc wciąż na wolności, Tomasz U. popełniał kolejne drogowe wykroczenia, za które otrzymał od innego sądu zakaz prowadzenia pojazdów. Problemem jest zapaść w polskim systemie sprawiedliwości. Obecnie średni czas na rozpoznanie spraw karnych to blisko 18 miesięcy. Było źle, później gorzej, a teraz to już jest tragicznie. Śledczy wciąż oczekują na opinię biegłego w sprawie, więc Tomasz U. nie usłyszał jeszcze zarzutów. Dlaczego zniszczono samolot wart prawie 50 mln zł? Podkomisja smoleńska Antoniego Macierewicza może to wie, ale pytania są chyba kłopotliwe, więc sprawę opisuje wiceszef MON Cezary Tomczyk. Bliźniak maszyny, która rozbiła się pod Smoleńskiem, służył komisji Macierewicza za dowodowy poligon w smoleńskim śledztwie i maszyna została zrujnowana. Będą w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury. Jak co miesiąc dziesiątego politycy PiS, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, pojawili się na placu Piłsudskiego. Był także Antoni Macierewicz, który po miesięcznicy smoleńskiej nie znalazł czasu, by odpowiedzieć na poważne zarzuty. Antoni Macierewicz ze swoją grupą rekonstrukcyjną zniszczył samolot. Chodzi o tę maszynę, której wartość oszacowano na 47 mln zł. Tupolew 154M numer 102, czyli bliźniaczego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem. Wiceminister obrony narodowej pokazał w Sejmie te zdjęcia. Tak wygląda ten samolot dzisiaj. Na zdjęciach możemy zobaczyć zdewastowane poszycie, skrzydła, a także wnętrze samolotu. Często za pomocą młotków, szlifierek czy pił. Kłamstwa tego człowieka są bardzo adekwatne, nie tylko, co robili komuniści, ale do tego, co robili Niemcy w latach 30. Antonii Macierewicz w rozmowie z nami twierdzi, że to nie on zniszczył samolot, a w 2012 roku ówczesny szef MON, Tomasz Siemoniak, który wydał decyzję o tym, żeby samolot nie był już używany, tyle że zakaz lotów nie oznacza dewastacji maszyny, a właśnie tak podkomisja Macierewicza miała badać wojskowy samolot. Postać z "Dnia świra". W sprawie Antoniego Macierewicza zostało powiedziane już wszystko. W 99% to wszystko jest zło i prawda. Jak się okazuje, nie wszystko. Cezary Tomczyk pokazał dziś dokumenty prokuratury, która miała wielokrotnie w 2018 roku informować ówczesnego szefa MON Mariusza Błaszczaka o "badaniach niszczących". Pierwszy dokument pochodzi z 18 lipca, gdzie prokuratura jasno pisze o demontowanych elementach, istotnych dla przyszłego opiniowania przez biegłych. Mariusz Błaszczak nic z tym nie robi. 21 września 2018 roku prokuratura prosi MON o inwentaryzację, bo jest w posiadaniu informacji, że części samolotu są wywożone poza teren jednostki. Odpowiedzi Błaszczaka nie było. Antoni Macierewicz przekonuje, że o pismach miał nie widzieć, ale współpracował z prokuraturą. Rozmowa na temat naszej pracy była w październiku 2018 i uzgodniliśmy, że ta praca będzie kontynuowana. Polacy powinni zobaczyć wszystkie mataczenia w sprawie wraku, katastrofy i te działania rozliczyć. A to może nastąpić wkrótce. Rządzący chcą rozliczyć Antoniego Macierewicza, jak mówią, raz na zawsze. Pomóc ma w tym specjalny raport dotyczący podkomisji smoleńskiej, który ma liczyć tysiąc stron i zawiadomienia do prokuratury. A mamy go poznać jeszcze w tym miesiącu. Straszył piątką w skali siły huraganów. Spuścił z tonu i w ląd uderzył znacznie słabszy, ale nie na tyle, by nie przynieść druzgocących skutków. Milton gna przez Florydę, niszczy i zabija. Fale w Zatoce Meksykańskiej mają 10 metrów wysokości, miliony ludzi bez prądu, budzą się lokalne tornada i powodzie błyskawiczne. Są ofiary śmiertelne. Była 20.30 czasu lokalnego. To wtedy Milton uderzył w zachodnie wybrzeża Florydy jako huragan 3. kategorii z prędkością wiatru sięgającą ponad 165 km/h. Uderzenie wiatru tak potężne i głośne, że nie da się zmrużyć oka, ale też boisz się zasnąć, bo nie wiesz, co może się wydarzyć. To jeden z najpotężniejszych huraganów, jakie nawiedziły Florydę w ciągu ostatnich stu lat. Jego przytłaczający ogrom widać na tych zdjęciach satelitarnych. Dane dotyczące siły i kierunku żywiołu w samym jego centrum zbierali łowcy huraganów. Jednym z najbardziej zagrożonych miejsc był zamieszkany przez ponad 3 mln ludzi obszar aglomeracji Tampy. Jednak huragan skierował się bardziej na południe i uderzył w Siesta Key w pobliżu Sarasoty. Przyniósł ze sobą powodzie błyskawiczne. Poprzedziła go seria kilkunastu tornad. Wzywam wszystkich na drodze huraganu Milton do słuchania lokalnych władz i przestrzegania instrukcji bezpieczeństwa. Stan wyjątkowy ogłoszono dla 51 z 67 hrabstw Florydy. Dla kilkunastu wydano nakazy ewakuacji. Apelowano o nią do ostatnich chwil, gdy było to jeszcze możliwe. Teraz jest już zbyt niebezpiecznie, by uciec. Musisz się schronić tam, gdzie obecnie się znajdujesz. Do osób, które nie opuściły swoich domów, kierowano też takie komunikaty. Znajdź trwały marker i napisz na ramieniu swoje nazwisko, datę urodzenia i nazwisko twoich najbliższych, tak abyśmy mogli cię zidentyfikować. W centrach ewakuacyjnych tłumy. Mieszkamy w strefie zalewowej. Kiedy przeszła przez nią Helene, nasz dom znalazł się pod wodą. W sieci pojawiają się też relacje tych, którym nie udało się wyjechać. Próbowaliśmy dostać się do Georgii, ale nigdzie nie ma paliwa. Wszędzie gigantyczne korki. Stanęliśmy przed wyborem: oczekujemy na uderzenie huraganu w samochodzie albo w domu. W domach zapasy jedzenia, wody, przygotowane agregaty prądotwórcze. Wszystko, by przetrwać. Dostaliśmy od sąsiada kaski i okulary ochronne, a tu będą spały nasze dzieci, a jeśli sytuacja będzie bardzo zła, schowamy się tu wszyscy. Władze stanowe już informują o pierwszych ofiarach śmiertelnych. Ponad 3 mln ludzi odciętych jest od prądu. W Tampie na Florydzie jest korespondent TVP Marcin Antosiewicz. Jak się rozwija sytuacja? Jak sobie radzą mieszkańcy i czy Tampa jest bezpieczna? Floryda teraz jest bezpieczna. Nie sprawdził się najczarniejszy ze scenariusz. Ale straty i tak są zauważalne. To widać za moimi plecami. To stadion lokalnej drużyny baseballowej. Huragan zniszczył dach. Stadion był wybudowany w 1990 roku. Przeżył wiele huraganów. Ale ten go pokonał. Ten huragan już opuścił Florydę. Wraca nad Ocean Atlantycki. Ale dopiero teraz w nadchodzących godzinach będziemy widzieć, jakie straty zostały spowodowane przez ten huragan. Według władz jest 10 ofiar śmiertelnych lub 5 osób straciło życie w tornadach. Huragan ma także wymiar polityczny. Stronnicy Donalda Trumpa obwiniają Bidena. Mówią, że tak kieruje pogodą, żeby kataklizmy uderzały w stany rządzone przez Republikanów. Znamy laureatkę literackiego Nobla. To południowokoreańska pisarka Han Kang. Akademia Szwedzka nagrodziła ją "za prozę mierząca się z historycznymi traumami i odsłaniającą kruchość ludzkiego życia". Pisarka pochodzi ze środowiska literackiego, a jej ojciec jest uznanym powieściopisarzem. Ona sama na koncie ma wiele prestiżowych nagród. W 2016 roku jej powieść "Wegetarianka" została nagrodzona Międzynarodową Nagrodą Bookera. Książka dostępna jest również na polskim rynku. Podobnie jak "Nie mówię żegnaj", "Biała elegia" czy "Nadchodzi chłopiec". Han Kang jest zaledwie 18. kobietą, która zdobyła literackiego Nobla. W tym gronie są również Wisława Szymborska oraz Olga Tokarczuk. Ceremonia wręczenia jednego z najbardziej prestiżowych wyróżnień na świecie tradycyjnie już odbędzie się 10 grudnia, w rocznicę śmierci Alfreda Nobla, w Królewskiej Akademii Muzycznej w Sztokholmie. Twardy charakter, ceniony polityk, intelektualista, inspiracja dla patriotów. Tak mówią o nim politycy. Był antykomunistą wtedy, gdy to mogło drogo kosztować. Kawaler Krzyża Wielkiego Orderu Odrodzenia Polski, założyciel Konfederacji Polski Niepodległej. W wieku 94 lat zmarł Leszek Moczulski. Leszek Moczulski był politykiem, dziennikarzem i historykiem. Urodził się w Warszawie. Jako 16-latek zaczął działać w Podziemnej Zbrojnej Organizacji Młodzieżowej. Zapisał się w historii Polski jako jeden z charyzmatycznych działaczy opozycyjnych w czasach PRL. Łącznie był zatrzymywany 250 razy. W 1979 roku założył Konfederację Polski Niepodległej, pierwsze ugrupowanie polityczne w Europie Środkowo-Wschodniej o charakterze antykomunistycznym. Był posłem. W 1990 roku kandydował w wyborach prezydenckich. Zajął ostatnie miejsce. Człowiek bardzo inteligentny, bystry, rzeczowy. Na tych zebraniach, kiedy zabierał głos, to widać było, że ma coś do powiedzenia. Bardzo szkoda, że zmarł Leszek Moczulski. W jego życiorysie nie brakowało kontrowersji. Sąd lustracyjny w 2006 roku orzekł, że współpracował z SB, ale Sąd Najwyższy uchylił ten wyrok. Przyjaciele i politycy wspominają najważniejsze karty z historii Leszka Moczulskiego i przypominają o jego zasługach. Legenda antykomunistycznego podziemia. Twórca KPN, więzień polityczny. Człowiek, za sprawą którego trafiłem do polityki. Do zobaczenia szefie. Tak pożegnał go poseł Zbigniew Konwiński. Zapisał się w historii Polski. KNP, który stworzył i kierował, był symbolem. Wspaniała postać, wielki człowiek. Jeden z tych, którzy faktycznie wyznaczali drogi do niepodległości. W 2015 roku został odznaczony Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski. Leszek Moczulski miał 94 lata. Weszła na Sziszapangmę i starczy, bo więcej ośmiotysięczników na Ziemi nie ma, a na innych już była. Dorota Rasińska-Samoćko jako pierwsza Polka w historii zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum. To jej ostatnie osiągnięcie, bo było tego więcej. Wcześniej zdobyła 7 szczytów Korony Ziemi. Teraz o kobiecie tak szybkiej, że nepalscy szerpowie mówią o niej "Speedy Lady". Szerpowie nazywają ją "Speedy Lady". Bo nikt tak szybko nie zdobywa ośmiotysięczników jak ona. Wchodząc na szczyt Sziszapangmy, przeszła do historii. Jest pierwszą Polką, która zdobyła Koronę Himalajów i Karakorum. Ale to nie wszystko. Będę pierwszą Polką z podwójną koroną, będę pierwszą kobietą na świecie. I zrobiła to. Szczyt Sziszapangmy znajduje się 8027 metrów nad poziomem morza. Ta góra była ostatnią z projektu Doroty Rasińskiej-Samoćko "Podwójna Korona". Czternasty na liczniku. Wcześniej były Everest, K2 i Nanga Parbat. A w tym roku Gaszerbrum. Projekt himalaistki obejmował zdobycie Korony Himalajów i Karakorum, czyli 14 najwyższych ośmiotysięczników, oraz Korony Ziemi, czyli 9 najwyższych szczytów wszystkich 7 kontynentów Ziemi. Skompletowanie najwyższych szczytów Himalajów i Karakorum wspinaczom zabiera niekiedy dekady, ona zrobiła to w 3 lata. Wymagało to nieprzeciętnej kondycji, zwłaszcza że Dorota potrafiła zrobić 4 szczyty w przeciągu miesiąca. To jest fenomen absolutny. Chodzi o Annapurnę, Kanczendzongę, Lhotse i Makalu, które Dorota Rasińska-Samoćko zdobyła w 2022 roku na przełomie kwietnia i maja. Miesiąc później zdobyła 3 szczyty Pakistanu, te najtrudniejsze technicznie i wytrzymałościowo: Nanga Parbat, K2, Broad Peak. Jest to ogromne przedsięwzięcie. Regeneracja w górach praktycznie nie istnieje, spanie na takiej wysokości, próba odżywiania się, nawadniania się jest bardzo ograniczona i utrudniona. Wyłącznie dzięki swojej determinacji zawdzięcza, że ten projekt zrealizowała tak szybko. To zasługuje na nasz podziw i ogromny szacunek. Pierwszą osobą w historii, która zdobyła Koronę Himalajów, był Reinhold Messner, włoski wspinacz. Dokonał tego w październiku 1986 roku. Niecały rok później zrobił to pierwszy Polak - Jerzy Kukuczka. Do tej pory ten wyczyn udał się tylko jeszcze dwóm naszym himalaistom: Piotrowi Pustelnikowi i Krzysztofowi Wielickiemu, który nie krył radości. Dobre wiadomości z Himalajów. Wreszcie po 37 latach od wejścia Jurka Kukuczki na Sziszapangmę, który był ostatnim szczytem do Korony, mamy wreszcie dziewczynę. Dorota Rasińska-Samoćko jest już bezpieczna w bazie. Do Polski wróci w czwartek. Za chwilę "Pytanie dnia". Justyna Dobrosz-Oracz i minister sprawiedliwości Adam Bodnar. A potem "Niebezpieczne związki" o tym, jak państwowe firmy przelewały miliony na dzieła ojca Rydzyka. Do widzenia.