Zero złudzeń - jest projekt ustawy, ale nie ma środków na prezydencki plan funduszu na zbrojenia. Drogie weto - bez podpisu prezydenta pod ustawą o SAFE Polska straci nawet 18 mld zł. Loty ryzyka - mimo ostrzeżeń są chętni na loty do krajów Zatoki Perskiej. Zaczynamy "19.30". Ekonomiści przyznają, że pomysł na prezydencką wersję SAFE można sobie wyobrazić, ale z jednym zastrzeżeniem: pieniądze będą z tego papierowe, za to strata NBP będzie prawdziwa. Prezes Glapiński pomysł ujawnił tydzień temu, ale ze szczegółami jego finansowania obiecał przyjść dziś, bo w projekcie ustawy nie ma o tym ani słowa. Prezes Glapiński zabrał głos. Czy wytłumaczył wątpiącym? Jeden projekt i dwie nazwy. W zależności, kto o nim mówi. Polski SAFE 0%. To jest SAFE zero zł. Prezydencki projekt trafił do Sejmu, ale poczeka. To jest ściema, populizm i oszukaństwo. Marszałek zapowiedział, że Sejm nie zajmie się nim, dopóki Karol Nawrocki nie zdecyduje, co z rządową ustawą o SAFE. Na podpis lub weto zostało 9 dni. Nie będzie takiej sytuacji, że będzie pan prezydent szukał alibi dla swoich decyzji. Pierwsze pieniądze z Unii mogłyby popłynąć na zbrojenia jeszcze w tym miesiącu. Ale prawa strona europejskiej pożyczki nie chce. Stąd projekt prezydenta i prezesa NBP. Marszalku Czarzasty, masz do wyboru pieniądze, które pochodzą z zasobu Skarbu państwa polskiego. Przestań stać po stronie zachodnich bankierów. Ta ustawa to jest absolutny pustak. Modernizacji polskiej armii nie można planować na bazie jakiejś fatamorgany. Prezydencki projekt powołuje Polski Fundusz Inwestycji Obronnych zarządzany przez BGK. I zasilany pieniędzmi z zysku NBP, kredytów, pożyczek, obligacji i odsetek od rezerw walutowych - jak zapisano - bez ich uszczuplania. Czy to rezerw walutowych, czy to rezerw w złocie. Bank Gospodarstwa Krajowego jest obowiązany udzielić temu Funduszowi pożyczki w wysokości odpowiadającej różnicy pomiędzy tymi kwotami. Gdyby wpłata z NBP byłaby niższa, różnicę pokrywałaby pożyczka z BGK. Po prostu król jest nagi. Ale ta nie jest darmowa. Nie można budować poważnego projektu na zbrojenia na wiele lat zakładając, że pojawi się jakiś zysk w przyszłym roku. Obecnie 95% zysku NBP na koniec roku trafia do budżetu państwa. O ile jest zysk. Bo tego od kilku lat nie było. Na koniec 2025 roku NBP może mieć nawet 100 mld zł straty. Ale słychać, że to ma się zmienić. Rozpocznie się rok zysków, taka w każdym razie jest deklaracja pana prezesa Glapińskiego. Jeżeli są dodatkowe pieniądze, niech Narodowy Bank Polski przeleje je do budżetu państwa, pójdą na bezpieczeństwo. Prezes NBP głos zabrał popołudniu. Nie ma żadnego prawnego obowiązku, że 100 mld my musimy pokryć. Pytany, skąd pieniądze w prezydenckim projekcie, wskazał na zysk ze złota, którego faktycznie zgromadził dużo. Obecnie mamy 570 ton. Cel to 700 ton. Złoto kupowano po niższej cenie niż obecna. Nie przewidywaliśmy, że to złoto aż tak zdrożeje i że aż tak będą wielkie tzw. niezrealizowane przychody z wyceny złota. To jest jakieś 197 mld w tej chwili. I właśnie ta nadwyżka w cenie złota miałaby zasilić fundusz. W tej sytuacji powinniśmy sprzedać dowolną ilość złota, zrealizować tzw. niezrealizowany zysk na zlocie, tę wartość, mieć to w dolarach i np. za 2-3 lata odkupić, kupić znów złoto. Jego uruchomienie wymagałoby sprzedaży walut, bo sprzedawane byłoby to w walutach obcych i te zyski byłyby zamienione na złotówki i nastąpiłaby de facto kreacja pieniądza, ogromnej masy pieniądza, który musiałby być ściągnięty z rynku. A żeby je ściągnąć, trzeba wyemitować papiery skarbowe, są oprocentowane, nie darmowe. Rządzący przypominają, że głównym zadaniem NBP jest obrona wartości złotego, a nie finansowanie planów państwa. Nie wierzę w nic, co mówi Glapiński, bo przez lata był muchomorem polskiej gospodarki i ją zatruwał, doprowadził do rekordowej inflacji. Prezes NBP nie ma sobie nic do zarzucenia. Tak apolitycznego prezesa nie było w historii Narodowego Banku Polskiego w ostatnich 30 latach. Dokładna roczna kwota zysku ze złota, która miałaby wpływać do funduszu obronnego, nie padła. W tej sprawie napięcie będzie rosło prawdopodobnie do 20 marca. Prezydent ma czas na podpis albo weto i zamierza z niego skorzystać, choć emocje trochę jak na grzybach, bo rząd jest gotów na sprzeciw głowy państwa. Jest plan B na unijne miliardy, ale nie na wszystkie, bo są obszary bezpieczeństwa, na które weto prezydenta zablokuje środki. Na co zabraknie? Wieś Nomiki na Podlasiu. Kilkaset metrów stąd zaczyna się terytorium Białorusi. Mieszkańcy wsi codziennie widują tu patrole straży granicznej. Straż graniczna jeździ często bardzo przez wioskę, wszystko jest okamerowane, SG jeździ, wojsko jeździ. Czujemy się bezpiecznie, wiedząc, że SG nas chroni i dba o te nasze tereny. To wschodnia flanka Unii i NATO, na którą reżim w Mińsku cały czas wywiera presję migracyjną, a zagrożenia hybrydowe są tu na porządku dziennym. Dlatego inwestycje w zabezpieczenie granicy są kluczowe. Mówimy o nowych kamerach, wieżach obserwacyjnych, nowych systemach, nowym uzbrojeniu, nowych pojazdach. To sprzęt niezbędny, podobnie jak nowoczesne wyposażenie funkcjonariuszy. M.in. na te cele mają pójść środki z unijnego programu SAFE. Nie jest tylko dla wojska. Do służb, straży, policji i Służby Ochrony Państwa, ma trafić ponad 7 mld zł. Prezydenckie weto oznacza brak tych pieniędzy. Oznacza niepoparcie dozbrojenia i uzbrojenia i polepszenia zdolności operacyjnych policji, straży granicznej, budowy infrastruktury na potrzeby militarne. Pieniądze poprzez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych popłynęłyby tylko do wojska, to dłuższa droga finansowania i ryzyko niedotrzymania terminów, co może oznaczać przepadek części środków. Służby takiego Funduszu nie mają i z SAFE nie dostałyby ani złotówki. To są kamizelki kuloodporne, pistolety, pojazdy dla straży granicznej, aby łapać przestępców i przemytników, nowoczesne śmigłowce dla straży granicznej. To jest cały system wyposażenia dla polskiej policji. Dla której ponad 3 mld oznaczają konkretne inwestycje. Czy to systemy antydronowe, czy to łączność, czy systemy teleinformatyczne. Musimy tu wiedzieć o zagrożeniach cyberbezpieczeństwa. Czy na doposażenie indywidualne policjantów. SAFE to też wielkie pieniądze na infrastrukturę. Jest gwarancją finansowania zwykłych dróg i linii kolejowych. To ponad 9 mld, które też by przepadły. To nie przekonuje PiS-u, który namawia prezydenta do weta i mówi o "utracie suwerenności". SAFE, ten w europejskim wydaniu, jest pułapką dla Polski. PiS już zagłosował przeciwko SAFE i to oczywiście było głosowanie antypolskie i nie miało nic wspólnego z patriotyzmem. Unijne pieniądze mogłyby popłynąć w ciągu następnych tygodni. Komisja może wypłacić początkowe kwoty sięgające nawet 15%, aby mogły ruszyć projekty na szczeblu krajowym. Program modernizacji służb na najbliższe 4 lata zakłada wydanie 11,5 mld zł. Dzięki SAFE tylko w tym roku do służb trafiłoby dodatkowe 7 mld. Miał obracać tajną wiedzą, używając niezabezpieczonych kanałów, a potem zacierał ślady takich działań. Prokuratura stawia zarzuty i formułuje akt oskarżenia wobec byłego szefa Kancelarii Premiera, Michała Dworczyka w tzw. aferze mailowej. Akt oskarżenia dotyczy ponad 4 lat, od marca 2017 roku do czerwca 2021, kiedy Michał Dworczyk był najpierw wiceministrem obrony narodowej, a następnie szefem Kancelarii Premiera. I kiedy pełnił te strategiczne dla państwa urzędy, miał posługiwać się skrzynką mailową nie służbową, ale prywatną, niezabezpieczoną, a w treści jego maili były informacje niejawne, m.in. dotyczące bezpieczeństwa czy obronności Polski. Rządzący mówią: to skrajna nieodpowiedzialność, a politycy PiS bronią partyjnego kolegi i twierdzą, że to próba przykrycia innych tematów. Sądy będą się zajmować bzdurami, bo przecież takie maile, cokolwiek tam było w nich, to wiemy, że nie było w nich nic przestępczego. Niedopełnienie obowiązków. Pan minister Dworczyk zapoznawał się i wysyłał także informacje niejawne. Każda informacja, która jest przesyłana pomiędzy szefem Kancelarii a panem premierem, powinna mieć mimo wszystko charakter dużej poufności. Jeżeli chodzi o Michała Dworczyka, gdy usłyszał zarzuty w grudniu, nie złożył zeznań i powiedział, że te zarzuty są kuriozalne. Dzisiaj natomiast na portalu X napisał, że jeżeli będzie miał szansę zapoznać się z aktem oskarżenia, to bardzo chętnie się do niego odniesie. Polska prokuratura zabiera się za niektóre wątki afery Epsteina. Z lektury akt wynika, że polscy śledczy mają jurysdykcję nad domniemanymi przestępstwami popełnianymi w Polsce i wobec Polek, także małoletnich. Prokuratura wszczyna śledztwo w sprawie handlu ludźmi w celu ich seksualnego wykorzystania. Miliony stron dokumentów, na których niemal 2 tys. razy pojawia się słowo "Polska". To tylko część akt sprawy Jeffreya Epsteina. Polska prokuratura wszczyna śledztwo. Śledztwo jest oczywiście rozwojowe, ale na pewno nie będzie szybkich efektów. Epstein był amerykańskim finansistą, multimilionerem i przestępcą seksualnym. Prokuratorzy chcą dotrzeć do jego polskich ofiar i tych, którzy werbowali nieletnie kobiety. Z części dokumentów widać, że takie osoby krążyły po Polsce, z informacji, które już mamy, wiemy też, że dwóch najbliższych współpracowników Epsteina to byli Polacy czy też osoby o polsko brzmiących nazwiskach. Sam przestępca do Polek wysyłał maile. Zapraszał w nich na swoją prywatną wyspę. To tam miało dochodzić do najcięższych przestępstw, w tym pedofili. Epstein miał wielu współpracowników. "Mam już jakieś dziewczyny, czekają na mnie w Polsce. Muszę dać im jakieś pieniądze, nie mniej niż 4 tysiące euro". "Teraz Kraków. Wyślę ci pełen raport z każdego miasta, w którym byłem". W Polsce, w Krakowie m.in., organizowano takie zjazdy czy taki casting na modelki, te modelki później miały pracować za granicą, jak się okazywało, różne były losy tych dziewczyn. Według śledczych Polki wprowadzano w błąd co do charakteru oferowanej im pracy za granicą. Następnie były wykorzystywane. Część z nich była niepełnoletnia. Jeśli ktokolwiek parał się handlem ludźmi, trzeba go osądzić, a tym bardziej jeśli te sprawy mogły dotyczyć małoletnich. A wiemy, że zbrodnie na dzieciach to zbrodnie przeciwko ludzkości. Polska prokuratura chce ujawnienia wszystkich dokumentów - wkrótce śledczy wystąpią do Departamentu Sprawiedliwości USA. Na tym nie koniec. Jednym z pierwszych czynności, które prokurator wykona, będzie wysłanie do dwóch państw europejskich wniosków o europejski nakaz dochodzeniowy. Na razie nie wiadomo, o jakie kraje chodzi. Polskie śledztwo prowadzone jest w sprawie handlu ludźmi w latach 2009-2019. Za to przestępstwo grozi do 20 lat więzienia. To jest w ogóle przerażające, że jest jakaś grupa starych facetów, którzy epatują swoimi pieniędzmi, i myślą, że mając górę pieniędzy, mogą wykorzystywać 13-, 14-, 15-letnie dziewczyny. Prokurator generalny apeluje do polskich ofiar Epsteina. Jeżeli nas słyszą, oglądają, przełamcie strach, przełamcie traumy. W tego typu śledztwach najważniejsze jest, gdy mówią ofiary. Osoby pokrzywdzone mogą pisać na adres widoczny na ekranie. W "19.30" dziś jeszcze... Mroczna strona "Światełka". Zamykanie małych dzieci w szatni, w kotłowni. Biła mnie po głowie, notorycznie mnie po głowie wszystkim, kablami, szczotkami, książkami. Jedna z wychowawczyń powiedziała do dziewczyny: "idź się powieś jak twoja matka". Prokuratura wznawia śledztwo. Dopatrzyliśmy się pewnych niedociągnięć. Naszym zadaniem jest przygotować dzieci do samodzielnego życia, a nie do niezaradności. Kilkaset tankowców utknęło w Cieśninie Ormuz, zablokowanej przez Iran w odwecie za amerykańsko-izraelski atak. 20% światowego transferu ropy stoi na kotwicach, a Iran oświadcza, że cieśninę zaminuje. Donald Trump grozi konsekwencjami, jakich świat jeszcze nie widział. Co jeszcze świat zobaczy, zanim ceny ropy osiągną kolejny rekord? Miały zaminować Cieśninę Ormuz. Ameryka zareagowała. To irańskie okręty, w tym stawiacze min, niszczone przez siły USA. Żaden z okrętów reżimu nie operuje już na głównych regionalnych szlakach wodnych, a irańska marynarka została oceniona jako nieskuteczna w walce. Nagranie z ataków dowództwo amerykańskiej armii opublikowało niecałe 2 godziny po tym wpisie Donald Trumpa. "Jeśli Iran rozmieścił jakieś miny w Cieśninie Ormuz - a nie mamy informacji, by tak było - chcemy, by zostały usunięte natychmiast". Kilkanaście minut później szef Pentagonu ostrzegł, że USA nie pozwolą, by cieśnina stała się zakładnikiem irańskiego reżimu. Tyle że nie przepływają przez nią praktycznie żadne statki. Dobrze obrazuje to nagranie ruchu jednostek z ostatniej doby. Szlak transportu 1/5 światowego handlu ropą i znaczącej części skroplonego gazu z Zatoki Perskiej jest sparaliżowany. Obawą przed takimi atakami Teheranu. Dziś w ciągu kilku godzin uderzył w 3 statki u swoich wybrzeży. A to arsenał, dzięki któremu Iran może wciąż to robić - flotylla szybkich łodzi bojowych. Nigdy nie pozwolimy, aby choćby jeden litr ropy przepłynął przez Cieśninę Ormuz z korzyścią dla Stanów Zjednoczonych, reżimu syjonistycznego lub ich partnerów. Jeśli wojna rozprzestrzeni się na cały region, należy spodziewać się, że cena ropy osiągnie 200 dolarów za baryłkę. Gdy zwolennicy reżimu żegnali na ulicach Teheranu zabitych dowódców, świat zastanawiał się, jak zareagować na skok cen paliw. W obecnej sytuacji kryzysowej niektórzy twierdzą, że powinniśmy porzucić naszą długoterminową strategię, a nawet powrócić do rosyjskich paliw kopalnych. Byłoby to strategicznym błędem. Na razie państwa Międzynarodowej Agencji Energetycznej zgodziły się na uruchomienie rezerw paliwowych. Nasze państwa uwolnią 400 mln baryłek ropy naftowej, by zniwelować efekty zamknięcia Cieśniny Ormuz. Ale żeby było jasne, -najważniejszą rzeczą jest wznowienie tranzytu przez Cieśninę Ormuz. To szczątki jednego z irańskich pocisków wystrzelonych na Izrael. Te wciąż uderzają w państwa Zatoki. Ataki Iranu musiały zaboleć. Bo mimo sprzeciwu Seulu Waszyngton zabiera temu kluczowemu sojusznikowi system przeciwrakietowy i wysyła na Bliski Wschód. Na miejscu już działają ukraińscy eksperci od zwalczania dronów. Minister Sikorski doliczył się ponad 700 turystów, którzy mimo wojny, mimo ostrzeżeń MSZ, polecieli na Bliski Wschód, czasem z dziećmi. Szacunki mogą być mało ścisłe, bo loty, choć ograniczone, trwają nadal. W razie problemów, wbrew nadziei wicepremiera, będą oczekiwali ewakuacji na koszt podatnika i podatnik ten koszt poniesie. Czy wakacje życia muszą być na jego wagę? Służbowo, na wakacje albo na chwilę. Docelowo lecimy do Tajlandii, przesiadka jest w Dubaju, raczej się nie obawiamy, czytaliśmy, co się dzieje, w internecie. Wracam do domu. Podjęłam taką decyzję i teraz myślę pozytywnie, też wszyscy moi znajomi tam są i wszystko jest ok. Strącone dziś w pobliżu lotniska w Dubaju irańskie drony raniły czworo obcokrajowców. Mimo to z Krakowa i Warszawy odleciały samoloty z Polakami na pokładzie. Mieliśmy wcześniej zaplanowane, więc zdecydowaliśmy, że lecimy. Lecą mimo ostrzeżeń Ministerstwa Spraw Zagranicznych. W tej chwili tam trwają działania zbrojne, w dalszym ciągu lecą pociski, spadają drony. Według danych MSZ od początku konfliktu z Polski na Bliski Wschód wyjechało ponad 700 osób, w tym niemal 40 dzieci. Stąd taka propozycja szefa resortu: Aby za powrót do kraju samolotem rządowym lub wojskowym z miejsc, gdzie były ostrzeżenia o niebezpieczeństwie, można było pobierać opłatę. Na razie nie ma konkretnych pomysłów, a rząd ewakuuje Polaków z niebezpiecznych terenów. Płaci każdy z nas. To jest sprzęt wojskowy najczęściej, paliwo, wszystko kosztuje, ale też kosztuje uruchamianie procedur ewakuacyjnych, dyplomatycznych, to jest uruchomienie całej maszyny państwowej. Większość przewoźników zawiesiła loty na Bliski Wschód. A biura podróży wstrzymują część wyjazdów. Nie chodzi o to, że możemy dostać dronem, szansa nie jest aż taka bardzo duża, ale możemy utknąć. I możemy utknąć naprawdę na bardzo długi czas. Dlatego zrezygnujmy z podróży na Bliski Wschód. Zarówno tych na własną rękę, jak i organizowanych przez biura podróży. Możemy bezkosztowo odstąpić od umowy, ale z tym zaznaczeniem: jeżeli to dotyczy regionu, państwa objętego tzw. nadzwyczajnymi okolicznościami. Chodzi np. właśnie o konflikt zbrojny. Z Bliskiego Wschodu ewakuowano już 11,5 tys. Polaków. Computer Emergency Response Team, po polsku Zespół Reagowania na Incydenty Komputerowe. Nasz ma 30 lat i coraz więcej pracy, bo w sieci grasują nie tylko pospolici oszuści i hakerzy. Polska stała się poligonem dla obcych wywiadów, na którym testują swoje narzędzia i naszą odporność. Jeśli wrogi świat rzuca nowe wyzwania, to co my na to? To wojna, która toczy się obok nas. Ale współczesne konflikty mają jeszcze jeden front - ten, którego nie widać. Polska jest na pewno celem cyberataków. Jest tym celem codziennie. A konkretnie podmioty państwowe, infrastruktura krytyczna, a nawet służba zdrowia. W szpitalu w Szczecinie system nadal nie działa. Hakerzy domagają się kilku milionów dolarów za dostęp do zaszyfrowanych danych pacjentów. Sytuacja jest obecnie taka, że każdy ma jakieś cenne informacje, które mogą być komuś do czegoś potrzebne. Ktoś atakuje nas, żeby mieć dostęp do kogoś innego. Rząd wylicza - tylko w zeszłym roku doszło do blisko 260 tys. cyberataków. To średnio 30 na godzinę. Polska jest dzisiaj atakowana przez Rosję i Białoruś, które nie tylko w domenie infrastruktury krytycznej, ale też w infosferze, chcą wprowadzić chaos i panikę. Dlatego powstały Wojska Obrony Cyberprzestrzeni, specjalna formacja zajmująca się walką w sieci. Cyberwojna nie jest teorią. Pod koniec grudnia zeszłego roku doszło do jednego z największych cyberataków na polski sektor energetyczny. Hakerzy próbowali zakłócić pracę 30 obiektów OZE oraz elektrociepłowni. To był cel destrukcyjny, czyli chodziło o to, żeby wyłączyć, sparaliżować możliwość działania tych podmiotów. Dlatego rząd przygotowuje nową Strategię Cyberbezpieczeństwa. Główny cel to zwiększenie odporności państwa na cyberataki, zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym. Przy wsparciu wojska. Wojna w cyberprzestrzeni trwa od kilku lat, ona się nasila. Akty sabotażu, akty agresji wobec infrastruktury krytycznej, akty dezinformacji. Bronią jest czujność, wiedza i cyfrowa higiena każdego z nas. Cyberatak zaczyna się w sieci, ale jego skutki szybko odczuwamy w realu. Bo dziś telefon to portfel, hasła i dane. A to sprawia, że cyberbezpieczeństwo dotyczy każdego z nas. Placówka Opiekuńczo-Wychowawcza "Światełko" w podłódzkich Godynicach. Wychowankowie opisywali piekło na ziemi i prokuratura weszła do akcji, ale sprawę umorzono. Teraz prokuratura regionalna kazała do niej wrócić, bo wykryła nieprawidłowości, a krzywdzone dzieci nadal są w ośrodku, pod opieką tych samych ludzi. Mieli być bici i zastraszani. Byli wychowankowie Placówki Opiekuńczo-Wychowawczej "Światełko" w Godynicach opowiadają o traumatycznych doświadczeniach. Była jedna ciocia, która biła mnie po głowie, notorycznie mnie po głowie wszystkim, kablami, szczotkami, książkami. Mówią o atmosferze strachu, przemocy fizycznej i psychicznej, które miały być tuszowane przez kierownictwo placówki. Ignorowano nawet zgłoszenia o molestowaniu. Doświadczyłam tego osobiście. Starsi chłopcy przychodzili do nas w nocy. Kiedy się o tym mówiło, to się słyszało, że się jest lafiryndą, że to nasza wina. Ich relacje potwierdzają byli pracownicy ośrodka. Mam też relacje od dzieci, które mówią, że były poniżane w sposób bardzo drastyczny. Jedna z wychowawczyń powiedziała do dziewczyny: "idź, się powieś, jak twoja matka". Placówkę od ponad 20 lat prowadzi Elżbieta Książek. Była zakonnica nie ma sobie nic do zarzucenia. Roszczenie wychowawcy, manipulacje wychowankami, które były na to podatne. Prokuratura już raz badała sprawę ośrodka, ale postepowanie umorzono. Decyzję zaskarżyło starostwo, a prokuratura regionalna nakazała wznowienie śledztwa. Dopatrzyliśmy się pewnych niedociągnięć, i to zarówno co do ustaleń dotyczących stanu faktycznego, jak i ustalenia kręgu pokrzywdzonych. Sprawa budzi wiele zastrzeżeń, eksperci pytają, dlaczego małoletnim przebywającym w placówce nadal nie zapewniono ochrony. Tam, gdzie dzieci są celem tej interwencji, pierwszym krokiem interwencyjnym jest wcale nie powiadomienie prokuratury czy policji, tylko zabezpieczenie dzieci, odizolowanie dzieci od źródła krzywdzenia. Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie wyjaśnia, że placówka nie podlega organizacyjnie władzom powiatowym. Zażądało odsunięcia pracowników oskarżanych o nadużycia, jednak placówka stanowczo odmówiła. Jeśli te zarzuty by się potwierdziły, to znaczy, że prosimy o interwencję osoby, które są odpowiedzialne za przemoc. Dzieci, które zostały skrzywdzone przez los wielokrotnie, nadal nie zostały zaopiekowane. Fundacja Mały Duży Człowiek alarmuje, że w tym przypadku kompletnie zawiodły organy państwa i procedury. Liczą też na pomoc Rzeczniczki Praw Dziecka. Całkowity zakaz sprzedaży jednorazowych papierosów elektronicznych, tych z nikotyną i bez niej. I ograniczenie dostępności gum czy saszetek z zawartością tytoniu. Rząd przyjął długo oczekiwaną nowelizacji Ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Kolorowe, atrakcyjne, o wielu zapachach i smakach. I mimo obowiązującego od lipca zakazu sprzedaży nieletnim - łatwo dostępne. E-papierosy. Głównie pyta się osób starszych, czy jest możliwość kupienia. Gdy stoi się z osobami, które palą, prędzej czy później też zostaniesz palaczem. 3/4 uczniów deklaruje, że pierwszy raz spróbowało produktu z nikotyną przed 15. rokiem życia. Najwięcej najmłodszych uczniów, którzy dopiero przychodzą do nas, po szkole podstawowej, chcą się poczuć trochę dojrzalej. Co trzeci nastolatek przyznaje, że regularnie używa e-papierosów i wyrobów z nikotyną. Wbrew zakazom są bez problemów sprzedawane w sieci. W niektórych szkołach słychać, i to dość wyraźnie, że jest to rozprowadzane na terenie szkoły i dostępność jest ogromna. A wbrew deklaracjom producentów nowoczesne wyroby tytoniowe nie są bezpieczną alternatywą dla tradycyjnych papierosów. Tam jest nikotyna, czyli substancja silnie uzależniająca, a także związki drażniące drogi oddechowe, a także wpływające na układ sercowo-naczyniowy. Korzystanie z produktów tytoniowych to krótka droga do uzależnienia. W im młodszym wieku ludzie uzależniają się od e-papierosów, tym trudniej wyjść z tego i tym łatwiej jest później sięgać po inne uzależnienia, również od alkoholu czy substancji psychoaktywnych. Projekt nowelizacji ustawy tytoniowej przewiduje całkowity zakaz sprzedaży jednorazowych e-papierosów, a także woreczków nikotynowych i gum smakowych z zawartością nikotyny. Pewnie nie zdają sobie państwo sprawy, jak dużą fantazję mają producenci tych wyrobów i jak bardzo się starają różne nowatorskie produkty wprowadzać. Chodzi szczególnie o zakaz sprzedaży aromatycznych produktów nikotynowych, które zachęcają do spróbowania. Jeśli to byłby tylko produkt o smaku nikotyny czy tytoniu, to nie byłoby już tak atrakcyjne, to jest świetny ruch i mam nadzieję, że do tego dojdzie. Ustawa musi jeszcze przejść przez Parlament. A potem będzie czekać na podpis prezydenta. Konin - Nowy Tomyśl, najdroższa autostrada w Polsce, i nie daje sobie tytułu odebrać. Od dziś opłaty na A2 w górę i wychodzi na to, że dla kierowcy osobówki 1 km to trochę mniej niż złotówka. Zarząd tłumaczy, że rosną koszty eksploatacji, obsługi długu, są też nowe inwestycje. Za jaki luksus taka stawka? A2 to nie tylko najdroższa autostrada w Polsce, ale i w całej Unii Europejskiej, a od dziś kierowcy musza sięgnąć do portfela jeszcze głębiej. Za każde 50 km pomiędzy Nowym Tomyślem a Koninem kierowcy zapłacą już nie 37 zł, a 40. To oznacza, że opłata za cały Wielkopolski odcinek A2 wynosi 120 zł. Od pandemii cena za przejazd wzrosła o 100%. Szybciej jest, wiadomo, ale cenowo jest przesada. We Włoszech nie jest tak drogo jak tutaj. Jeżdżę innymi trasami, no chyba że jestem zmuszony. Prawo do podwyższania opłat wynika z umowy koncesyjnej, obecna wygasa za 11 lat. Autostrada Wielkopolska tłumaczy podwyżki, jak zwykle, rosnącymi kosztami utrzymania, a także inwestycji. Wśród nich wymienia budowę trzeciego pasa ruchu na autostradowej obwodnicy Poznania oraz modernizację dwóch węzłów i mostów. Skala tych opłat powinna być niższa. Powinny pokrywać bieżące koszty eksploatacyjne. Raz na kilka lat prowadzone są badania, które pokazują, że coraz więcej kierowców omija płatne odcinki. Jeśli chodzi o A2, to największy ruch jest na bezpłatnym fragmencie, koło Poznania, każdej doby przejeżdża tam 70 tys. samochodów. Na płatnych odcinkach ruch jest o 2/3 mniejszy, a kolejne kilka tysięcy kierowców tam, gdzie to możliwe, omija A2 drogą krajową nr 92. Rząd uważa, że obecna podwyżka jest nieuzasadniona i rozważa zakończenie umowy z zarządcą autostrady. Senator Marek Borowski już za chwilę w Pytaniu Dnia u Doroty Wysockiej-Schnepf. A w "19.30" to wszystko, dziękuję za uwagę, życzę spokojnego wieczoru.