Ameryka$ski unik. Kulisy wyjazdu Zbigniewa Ziobry do USA i pytanie, czy stanie przed polskim wymiarem sprawiedliwo¦ci. Dobra zmiana? Kontrowersyjne nominacje w państwowym gigancie. Jazda z limitem. Noga z gazu, więcej miejsc z odcinkowym pomiarem prędkości na drogowej mapie Polski. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. "Jestem w USA, piękny kraj, najsilniejsza demokracja świata" - to Zbigniew Ziobro o swoim pobycie za oceanem. Siłą demokracji jest podział władz, w tym niezależny sąd, przed którym w ocenie polskich organów ścigania były minister sprawiedliwości uciekł. Czy ktoś mu w tym pomógł - pyta prokuratura i zapowiada, że sprawdzi ten wątek. Ucieka jak człowiek bez honoru i bez godności. Tak rządzący oceniają kolejną przeprowadzkę tego wciąż aktualnego wiceprezesa PiS. Jestem w USA, wczoraj przyleciałem. Ja to nazywam winokilometrami, im dalej od Polski, tym bardziej przyznaje się do winy, to Ziobro jest już za oceanem, to już są odległości, które Zbigniewa Ziobrę dzielą także od jego własnych słów. Polskie prawo stanowi, że wszyscy wobec prawa są równi. Z czasów, gdy był ministrem sprawiedliwości. Dla mnie to jest tchórzostwo człowieka, który mienił się szeryfem. Według śledczych Zbigniew Ziobro stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej, która z pieniędzy dla ofiar przestępstw zrobiła partyjna skarbonkę. Chodzi o miliony złotych wydane na zakup Pegasusa, którym inwigilowano opozycję, czy budowę centrum medialnego. Dlaczego Zbigniew Ziobro nie stawi się w Polsce przed wymiarem sprawiedliwości, skoro twierdzi, że jest niewinny? Bo nie mamy niezawisłych sądów i niezawisłych sędziów. I tak jakby posłuchać PiS, to nie ma ich ani w Polsce, ani na Węgrzech, po tym, jak zmieniła się tam władza, ani w całej Unii. Są tu, gdzie rządzi ten zaprzyjaźniony z polską prawicą prezydent. Mamy dwustronną umowę między USA a Polską. Niestety procedura o ekstradycji zazwyczaj jest długotrwała i rozpocznie się, gdy będzie prawomocna decyzja sądu o nakazie tymczasowego aresztowania Zbigniewa Ziobry, a tej, wbrew temu co opowiada były minister... Sądów na telefon, sadów ustawianych spod palca. ...wciąż nie ma, bo procedura sądowa trwa. Na wydany w lutym nakaz aresztowania obrona Zbigniewa Ziobry złożyła zażalenie. Sąd ma je rozpatrzyć 8 września. Jeśli decyzja o areszcie zostanie utrzymana, prokuratura wystąpi o ekstradycję. Cała ta procedura jest dość swoistą procedurą, tam miesza się z jednej strony decyzyjność polityczna, z drugiej strony postępowanie sądowe, a z trzeciej strony czynności dyplomatyczne, więc niezależnie od tego, że jest to skomplikowana procedura jest i najczęściej bywa długotrwała, nigdy nie jest pewne, jak ona się zakończy. To według rządzących dla Ziobry było kluczowe. Cały PiS, łącznie z Kaczyńskim, jest zaangażowany, aby chronić i przewozić Ziobrę. Zbigniew Ziobro do Stanów mógł wjechać na podstawie wizy dziennikarskiej, bo wcześniej zatrudniła go związana z PiS telewizja. Jest pytanie o odpowiedzialność tych, którzy pomagają. To sprawdza prokuratura. Ja oczekuję innego działania, usunięcia pana Ziobry z PiS-u. To by było pokazanie, że nie akceptują braku brania odpowiedzialności. Ale według PiS tematu nie ma. Dla mnie sprawa pana Ziobry jest absolutnie trzeciorzędna. Dla Jarosława Kaczyńskiego najlepiej jest, kiedy Ziobro jest w USA, na Węgrzech, na Filipinach czy Malediwach. Dlatego że nie sypie przed prokuratorem. Pozostaje pytanie, gdzie jest Marcin Romanowski. Jego mieszkanie w Budapeszcie stoi puste. Według informacji medialnych, dołączył już do Zbigniewa Ziobry. Głośna medialna sprawa byłego ministra sprawiedliwości to także pytanie, czy Zbigniew Ziobro właśnie rozpoczął medialną karierę. Prawicowa telewizja sprzyjająca PiS poinformowała, że polityk Ziobro to jej nowy komentator polityczny. Czy wyjazd do USA umożliwiła mu wiza dziennikarska? Oni już nawet nie udają, że mają coś wspólnego z dziennikarstwem. To jest nie do wyobrażenia. Telewizja Republika prowadzi nowy program. Ten program się nazywa "ochrona swoich". Medialny wydział PiS-u według informacji Onetu odegrał kluczową rolę w ucieczce Ziobry przed wymiarem sprawiedliwości. Były minister sprawiedliwości miał dostać wizę dziennikarską, która umożliwiła mu wjazd do USA. Okazuje się, że status współpracownika Telewizji Republika ma służyć ucieczce przed polskim wymiarem sprawiedliwości. Zarząd upolitycznionej telewizji tych informacji nie dementuje. A ktoś, kto sam nazywa się dziennikarką, tak uczestniczy w teatrze Ziobry i PiS-u. Zbigniew Ziobro będzie naszym komentatorem politycznym. Witamy na pokładzie. To dla mnie zaszczyt. Oni po prostu na tyle pana Ziobrę znają, że wiedzą, że w pewnym momencie pęknie i zacznie sypać. Może i pracowników medialnej przybudówki też wsypie i okaże się, że mają coś na sumieniu. Media zarządzane przez Tomasza Sakiewicza za rządów PiS-u z publicznej kasy dostały ok. 150 milionów złotych. Środowisko medialno-biznesowe Sakiewicza korzystało też na Funduszu Sprawiedliwości. Podpisane umowy opiewają na prawie 5 milionów złotych. Była raz sytuacja, że otrzymałem od naszego doradcy medialnego, który wysłał mi SMS-em wiadomość, że idzie do ministra Ziobro po milion złotych i żebym się przygotował. Co znaczy po milion złotych? W cashu? Nie był potrzebny cash, była potrzebna umowa z Funduszem Sprawiedliwości, której polecenie zawarcia otrzymaliśmy. Dla rządzących wszystko jest jasne. Dostawali kasę od PiS-u, jak PiS rządził, i teraz swój dług spłacają. Prokuratura zapewnia, że zna medialne doniesienia o roli propisowskiej telewizji w organizacji ucieczki Ziobry do USA. Złożyliśmy postępowania sprawdzające mające zbadać działalność wszelkich osób, które mogły w jakikolwiek sposób utrudnić to postępowanie przez pomoc w uniknięciu odpowiedzialności. Przypomnijmy, prokuratura Ziobrze zarzuca 26 przestępstw, za co grozi mu do 25 lat więzienia. W sprawie pojawił się też nowy wątek. W lutym prokuratura skierowała wniosek do sądu o wydanie wobec Ziobry Europejskiego Nakazu Aresztowania, ale do tej pory nie został on rozpoznany. Tym zajmuje się sędzia Joanna Grabowska. Z jej ostatniego oświadczenia majątkowego z końca 2024 roku wynika, że od kilku lat posiadała akcje Telewizji Republika. Są one elementem małżeńskiej wspólnoty majątkowej. Jeśli takie informacje wychodzą na światło dzienne, taka sędzia powinna natychmiast wyłączyć się z postępowania. Waldemar Żurek przyznaje, że jeśli sędzia ma orzekać w sprawie człowieka, który jest korespondentem tej upolitycznionej telewizji, to występuje tu bezpośredni związek referenta z podsądnym. Prokuratura jeszcze dziś ma zdecydować o ewentualnym złożeniu wniosku o wyłączenie sędzi. Oglądają państwo "19.30" w poniedziałek. Co jeszcze przynosi nowy tydzień? Czworonożne wsparcie. Pacjent traktuje psa jako członka rodziny. Gdy wkracza zwierzę, ta samotność się zmniejsza. Łagodzenie bólu, ustąpienie duszności, niepokoju, lęku. Nie potrafię żyć bez pupila. Cudownie jest patrzeć na ludzi u schyłku życia, którym możemy spełniać marzenia. 9 podpisów i dwa weta. Prezydent nie zgadza się na likwidację CBA, a także ustawę o kształtowaniu ustroju rolnego. Także dziś Karol Nawrocki wręczył nominacje sędziowskie. Przy okazji ogłoszenia nowych nazwisk, wyraźnie wybrzmiał stary konflikt. Prezydent podkreślał, że tak w Polsce powołuje się sędziów i apelował, by konstytucja była najważniejszym punktem odniesienia. Ta sama konstytucja mówi o różnych procedurach powołania sędziów sądów powszechnych i Trybunału Konstytucyjnego. Co jeszcze można z niej wyczytać? 162 sędziów może orzekać. Wszyscy otrzymali nominacje i odebrali ślubowanie podczas uroczystości w Pałacu Prezydenckim. Jak mówił Karol Nawrocki, wszystko w zgodzie z Konstytucją. Jako prezydent Polski będę służył jej i będę jej strażnikiem do samego końca, mojego albo Konstytucji. Niestety, ale prezydent, który powinien stać na straży konstytucji, w moim przekonaniu wprost ją łamie. Bo prezydent nie jest tak chętny do odebrania ślubowania od sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Sejm wybrał brakujących sześcioro. Czworo z nich do dziś zaproszenia od Karola Nawrockiego nie dostało. A ustawa zasadnicza mówi wprost: Trybunał składa się nie z 11, a 15 sędziów. Skoro prezydentowi spodobała się właśnie taka feta, jeżeli chodzi o sędziów sądów powszechnych, to powinien zrobić dokładnie to samo i zaprosić jak najszybciej sędziów TK. Marcin Dziurda na takie zaproszenie czeka od dwóch miesięcy. Jestem prawidłowo wybranym sędzią Trybunału Konstytucyjnego, który nie może wykonywać swoich konstytucyjnych obowiązków, czyli nie może orzekać. Zgodnie z ustawą sędziowie Trybunału składają ślubowanie wobec prezydenta. I słowo "wobec" wciąż jest kością niezgody. Zdaniem prezydenta to "w obecności", co dawał dziś do zrozumienia. Tak w Polsce powołuje się sędziów: przed prezydentem Rzeczpospolitej Polskiej. Prezydent powołuje jednak sędziów sądów powszechnych. Sędziów Trybunału powołuje Sejm. Głowa państwa ma jedynie odebrać od nich ślubowanie. Prezydent tu jest zupełnie biernym, natomiast ma obowiązek zgodnie z Konstytucją przyjęcia takiego ślubowania. Tego obowiązku nie wykonał. Dlatego sędziowie złożyli ślubowanie przy Wiejskiej w obecności notariusza, czego ani prezydent, ani opozycja, nie uznają. Trybunał Konstytucyjny ma rozstrzygnąć, czy to, co się odbyło, było spełnieniem tego wymogu Konstytucyjnego. Sprawę, jeżeli chodzi o polityków, uważam definitywnie za zamkniętą. Nie jest zamknięta, jeśli chodzi o sędziów. Ci zwrócili się do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał umożliwieniem im wykonywania obowiązków. Ono wprost, jednoznacznie, klarownie mówi: mają natychmiast przystąpić do pracy, macie ich dopuścić do orzekania. Prezes Trybunału, dawniej bliski współpracownik Zbigniewa Ziobry, to wezwanie ignoruje. W "19.30" teraz pytanie o rozliczenia w spółkach skarbu państwa. W teorii to zadanie dla pełnomocników zarządów, ale praktyka na przykład w PZU wskazuje na personalne decyzje, które idą w poprzek rozliczeniom. Do spółki jako członek zarządu dołącza dobrze znany firmie, wcześniej zwolniony za zatrudnianie fikcyjnych doradców, dawny prezes spółki córki. W firmach takich jak ta miały być rozliczenia, a są zaskakujące awanse. Członkiem zarządu PZU zostaje właśnie Rafał Kiliński. W czasie dobrej zmiany prezesował spółce-córce PZU, w której zatrudniano fikcyjnych doradców. M.in. asystenta Jarosława Kaczyńskiego, Sławomira Starca. Zarobił niemałe pieniądze, 400 tysięcy złotych, dostał pieniądze za zakaz konkurencji, ale kontrola pokazała, że w budynku PZU przebywał tylko 36 godzin. Dziennikarz Radia ZET dotarł też do dokumentów, zgodnie z którymi w Towarzystwie Ubezpieczeń Wzajemnych PZU, w której Kiliński był szefem, posadę znalazł też Piotr Bugajski. To były dziennikarz, który doradzał wizerunkowo Zbigniewowi Ziobrze. Ten zarobił ponad milion złotych, ale przynajmniej codziennie był w pracy, logował się do systemu PZU. Najciekawszą postacią tej personalnej układanki jest jednak sam były prezes TUW, Rafał Kliński. Zwolniony wiosną 2024 roku m.in. za zatrudnianie politycznych nominatów, dziś wraca do PZU na wysokie stanowisko członka zarządu. Politycy PiS nie kryją radości. Okazuje się, że rząd rozumie, że osoby, które zasiadały na takich stanowiskach za naszych czasów, mają kompetencje, aby pełnić je w dalszym ciągu. Czy tak jest rzeczywiście? Politycy Koalicji umywają ręce. Ja bym naprawdę przestrzegał przed tym, że przypinamy łatkę partyjną danej osobie. Jeżeli ona dobrze pełniła swoje obowiązki, to niech je dalej pełni. Fakt zatrudniania w TUW doradców z politycznego klucza nie przeszkadza obecnym władzom PZU. Zapytane o nominację dla Rafała Kilińskiego, zapewniają, że procedury zostały zachowane. I tyle, choć uchwały o absolutorium dla byłego prezesa do tej pory nie głosowano. Z drugiej strony wiele osób wciąż pamięta zapewnienia i władz giganta, i ministerstwa aktywów państwowych, o konieczności rozliczeń w spółkach Skarbu Państwa. Zespoły, które miały robić rozliczenia, były skupione na bieżącej pracy, której jest sporo. Stąd coraz głośniejsze pytania o to, czy rozliczenia są faktem, czy tylko PR-ową zagrywką. PR-owsko pokazuje się, że doszło do pewnych rozliczeń, że pokazano nieprawidłowości, ale czy wyciągnięto z nich wnioski? Wydaje się, że nie. I czy faktycznie rządzącym zależy na odpolitycznieniu państwowych gigantów takich jak PZU czy ORLEN. W teorii dobre intencje, ale w praktyce jest jeszcze gorzej. Oczywiście, poziom osób zatrudnionych w spółkach rośnie, wzrósł od czasu rządów PiS, ale dalej ten wpływ jest. Doradcy zatrudnieni przez prezesa Kilińskiego dołączają do długiej listy partyjnych nominatów, którzy zarobili w PZU miliony. Dramat na torze żużlowym w Gnieźnie. Podczas meczu 5. kolejki Krajowej Ligi 19-letni zawodnik wypadł poza tor i uderzył w bandę. Śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego został przetransportowany do szpitala. Do koszmarnego wypadku doszło w wyniku zderzenia motocykli, ucierpiał także drugi z zawodników. Młody żużlowiec Startu Gniezno od wczoraj przebywa w szpitalu miejskim w Poznaniu. Lekarze operowali go do 3:00 w nocy. Stan Patryka Budniaka lekarze oceniają jako ciężki, ale stabilny. Obecnie znajduje się na oddziale intensywnej opieki medycznej, jest wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej. Ma liczne obrażenia, m.in. złamanie miednicy, a także kończyn dolnych. Dramat rozegrał się podczas wczorajszego meczu krajowej ligi żużlowej pomiędzy zespołem z Gniezna a Śląskiem Świętochłowice. W 12. biegu na drugim łuku pierwszego okrążenia szczepiły się motocykle Patryka Budniaka i Leona Szlegiela - zawodnika gości. Młodzieżowiec Startu uderzył w bandę i przeleciał przez metalowe ogrodzenie. Wypadek wyglądał makabrycznie. Motocykl Patryka oraz sam Patryk wręcz jak z katapulty zostali wystrzeleni w powietrze na wysokość kilku metrów, potem przeleciał w kierunku ogrodzenia sektora kibiców i uderzył w betonowe ogrodzenie i opadł na dół. 19-letniemu zawodnikowi natychmiast udzielono pomocy, po chwili na stadionie wylądował śmigłowiec lotniczego pogotowia ratunkowego, który zabrał go do szpitala. Policja sprawdza, czy zawody były odpowiednio zabezpieczone. Będziemy sprawdzać licencje, odbiory techniczne stadionu, dokumenty związane z ubezpieczeniem imprezy oraz ubezpieczeniem samych zawodników. Patryk Budniak to najzdolniejszy młodzieżowiec Startu Gniezno i jego najlepiej punktujący zawodnik. Klub apeluje o oddawanie krwi dla Patryka. Działa na określonym dystansie, więc nogę z gazu trzeba zdjąć na dłuższą chwilę, a nie tylko na moment, jak przy fotoradarach. Odcinkowy pomiar prędkości - to rozwiązanie, którego na polskich drogach ma być więcej, bo skutecznie powstrzymuje szaleńczą jazdę. Przybywa także monitoringu, który automatycznie rejestruje przejazd na czerwonym świetle. Noga z gazu. Odcinkowe pomiary prędkości obowiązują na niemal 500 kilometrach polskich dróg. Według mnie powinno być więcej, bo naprawdę jest wtedy bardziej bezpiecznie na tych odcinkach. Może to powstrzymać niektórych przed przekraczaniem prędkości. Sądzę, że to jest dobre. Na razie jest 97 takich monitorowanych odcinków. Będzie więcej. Chcemy, aby do roku 2050 nikt na polskich drogach nie ginął. Jednym z takich elementów poprawy tych statystyk, które już są z roku na rok coraz lepsze, jest montaż tego typu urządzeń. Bo na takich odcinkach jest mniej wypadków. Dużo więcej jest mandatów. W pierwszych 4 miesiącach tego roku wszystkie OPP zarejestrowały prawie 286 tysięcy naruszeń, a więc blisko 60% tego, co przez cały 2025 rok. Odcinkowe pomiary są dużo skuteczniejsze od fotoradarów. 90% kierowców w Polsce przyśpiesza zaraz po minięciu fotoradaru. Innymi słowy działają tylko punktowo. Natomiast odcinkowy pomiar prędkości działa na dystansie kilku, kilkunastu kilometrów. Słychać jednak głosy, że przydałoby się lepsze oznakowanie. Oznaczone są bardzo czytelnie - to jest znak D51A oraz D51B, czasem tabliczka informacyjna o długości tego odcinka. Natomiast do pełni szczęścia dla części kierowców brakuję informacji o tym, jaki jest dopuszczalny limit prędkości na danym odcinku. Kierowcy powinni znać maksymalna prędkość na drodze, którą jadą, ale w ministerstwie nie mówią "nie". Analizujemy propozycje, które się pojawiają. Poprawiać bezpieczeństwo mają też takie kamery. To Malbork i jedno ze skrzyżowań nie zaliczanych do najbezpieczniejszych. Nowy system wyłapie kierowców przejeżdżających na czerwonym świetle. Mandat, tak jak z fotoradaru, przyjdzie pocztą. Ustawiamy urządzenia, które pracują przez 24 godziny na dobę. I będzie ich więcej na skrzyżowaniach i przejazdach kolejowych. Z fotoradarami i kontrolą odcinkową stworzą jeden system. System zna długość odcinka, czas przejazdu i liczy średnią prędkość. Matematyki nie da się przechytrzyć. Zresztą po co, kiedy chodzi o bezpieczeństwo. Był w pracy i miał zupełnie inne zadanie, ale to jego czujność uratowała mieszkańców. Na jednym z kieleckich osiedli dostawca jedzenia poczuł ulatniający się gaz i natychmiast zaalarmował służby. I wydarzyło się to w dosłownie ostatnim momencie. 6 maja, środek nocy. Gaz ulatniający się ze starej instalacji zaczął przedostawać się na klatkę schodową. Mieszkańcy bloku przy ulicy Gagarina w Kielcach spali. W nocy obudził mnie praktycznie łomot do drzwi strażaka. Zagrożenie było tym większe, że w mieszkaniach gaz był niewyczuwalny. Obudził mnie i stwierdził, że trzeba się ewakuować, bo grozi wybuchem. Z bloku wyprowadzono 20 osób, nikt nie ucierpiał, a wszystko dzięki reakcji tego 27-latka. Nie czuję się bohaterem. Piotr Dulnik feralnej nocy dostarczał jedzenie do bloku. Otworzył klatkę, wszedł do środka. Zakręciło mi się w głowie, wyszedłem z klatki, ale wolałem się upewnić. Otworzyłem drugi raz tą klatkę. Nie miał wątpliwości. Sięgnął po telefon i poinformował służby, że w bloku ulatnia się gaz. Służby potwierdzają, że sytuacja była bardzo groźna. Detektory wielogazowe wykryły, że faktycznie powstała tam atmosfera wybuchowa. Po zakończeniu akcji strażaków do akcji ruszyli mieszkańcy bloku. Rano dzwoni do mnie kolega: na FB cię szukają. Chcieli odnaleźć swojego bohatera, choć on sam nie chce być tak nazywany. Bohaterzy to są ci, którzy tu przyjechali, tak jak właśnie straż pożarna, karetka pogotowia, to są dla mnie bohaterzy naszych czasów. Dziś podziękowali mu przede wszystkim za to, że nie był obojętny. Czasami to wystarczy, by uratować zdrowie, a nawet życie drugiego człowieka. Dziękujemy panu, że wykazał się pan tak piękną postawą, bo pewnie nie każdy by się na to zdobył i chcemy zaapelować, aby inni tak reagowali, Bo pan jest najlepszym przykładem, że telefon 112 ratuje życie. Język polski mają już za sobą, jutro zmierzą się z królową nauk i na koniec język obcy. Tydzień po rozpoczęciu matur ruszyły egzaminy ósmoklasisty. By zaliczyć, wystarczy do egzaminu przystąpić, ale w rekrutacji do szkoły średniej to wynik będzie kluczowy. A ten na początku lipca. Na pierwszy ogień język polski. Blisko 400 tysięcy uczniów klas ósmych zmierzyło się z egzaminem kończącym szkołę podstawową. W zagadnieniach pojawiły się "Kamienie na szaniec" czy "Mały Książe", ale też fragment utworu Stanisława Lema spoza listy lektur obowiązkowych. Czuję się dobrze przygotowany, dużo się uczyłem dosyć, jest ok. Była bardzo dziwna lektura, ponieważ nigdy jej nie czytałem, nie było jej nawet na liście tych lektur. Strasznie mnie to zdziwiło, ale napisałem jednak. Fajny temat był, do przemówienia i do opowiadania, więc można było popłynąć z tym. To dopiero początek, egzamin ósmoklasisty potrwa trzy dni. We wtorek matematyka, w środę język obcy nowożytny. Tu ponad 98% uczniów zdecydowało się na angielski. Egzamin ósmoklasisty jest obowiązkowy, nie ma progu zdawalności, ale mimo wszystko może stresować, bo wyniki liczą się w procesie rekrutacyjnym do szkół ponadpodstawowych. W przeciwieństwie do egzaminu maturalnego, tutaj nie ma tych poprawek, na maturze można przyjść i zdawać nowe rozszerzenia, albo powtórzyć jeden z wybranych przedmiotów, który poszedł uczniowi, tutaj jest jeden jedyny egzamin. Osoby, które z przyczyn losowych lub zdrowotnych nie pisały egzaminu dziś, będą mogły to zrobić w czerwcu. Wyniki poznamy 3 lipca. Nawet krótkie spotkanie w czasie trudnej walki z chorobą może przynieść bardzo dużo, dlatego kontakt ze zwierzęciem powinien być ustawowym prawem pacjenta. To apel, który wspiera coraz więcej osób, a pod specjalną petycją jest już 60 tysięcy podpisów. Inicjatywę wspiera także Rzecznik Praw Pacjenta i Główny Inspektor Sanitarny. Jak taki pies się pojawi, człowiek się uśmiechnie i jest to jakaś radość. U ciężko chorego pacjenta o uśmiech niełatwo. Dorotę Saganowską choroba onkologiczna przykuła do łóżka. Ból potęguje tęsknota za domem, dlatego takie odwiedziny to oddech od monotonnego życia w szpitalu. Ten pies wie, gdzie się wtulić, do swojego pana. Bo czasem najlepszą terapią jest ciche mruczenie albo znajome łapy szurające po szpitalnym korytarzu. Nic nie działa na nas lepiej niż dotyk, niezależnie czy to jest dotyk dłoni, czy łapki. Tu na oddziale paliatywnym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego obowiązuje "Karta praw pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym", a pupile mogą odwiedzać swoich ludzi. Profesor Tomasz Dzierżanowski chce, by takie odwiedziny były ustawowo zagwarantowanym prawem pacjenta we wszystkich placówkach. Chory ma takie same prawa, jak przed chorobą i zróbmy wszystko, żeby podnieść tą jakość życia i troszkę okruchów szczęścia naszym pacjentom przynieść. Są na to szanse, bo w Sejmie jest już projekt, który ma umożliwić przewlekle chorym kontakt z ukochanymi zwierzętami. Mówimy tu nie o odwiedzinach osób, które przebywają w szpitalach krótko, doraźnie, ale o odwiedzinach u osób, którą są w stanie terminalnym albo mają ciężkie choroby przewlekłe. Obecność czworonoga może obniżać poziom stresu, poprawiać nastrój i motywować do walki o kolejne dni. Pies potrafi być lepszym psychologiem od człowieka. Pacjenci boją się niektóre rzeczy mówić, okazywać, a przed psem, kotem nie ma tego lęku, zwierzę przyjmie wszystko. To najlepsza forma terapii, jaka może być. O tym, jak cenne są to spotkania, najlepiej wie Małgorzata Brzozowska, która razem ze swoim psem Kluską odwiedza pacjentów jako wolontariuszka. Pacjenci nieraz się śmieją, przypominają sobie o swoich psiakach, opowiadają mi, jakie były. Rafał Ogrodowczyk też woli myśleć o swoim psiaku niż o chorobie. Od tygodnia jest na oddziale paliatywnym w związku z niewydolnością nerek. Mam buldoga francuskiego, straszny wariat. Kiedy patrzy na zdjęcia Bono, od razu robi mu się cieplej na sercu. Wierzy, że jeszcze wróci do domu, a jeśli nie, spotka się z Bono w szpitalu. Jeżeli chodzi o pożegnanie, to chciałbym, żeby przyjechał i żebyśmy się pożegnali, jak już by był koniec. Konkurs Piosenki Eurowizji już jutro, podczas jubileuszowej 70. edycji będzie nas reprezentowała Alicja Szemplińska. Trzymając mocno zaciśnięte kciuki, przekazujemy ważną informację w sprawie Krajowego Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu - sprzedaż biletów właśnie ruszyła i nie ma na co czekać, bo kto pierwszy, ten zagwarantuje sobie miejsce w jedynym takim amfiteatrze. Biegiem do fanów, później od na razu na scenę. Alicja Szemplińska, reprezentantka Polski na tegorocznej Eurowizji, nie zwalnia tempa. Ja od początku bardzo wierzyłam w tą piosenkę, bo jest inna. Nie jest typowo eurowizyjna i to jest super. Bukmacherzy dają jej realne szanse na awans do finału. A to oznacza walkę o miliony widzów i międzynarodową rozpoznawalność. Możecie nam życzyć jak najlepszego występu, jak najlepszej reakcji ludzi. Szczególnie, że występ to nie tylko piosenka, ale też show z wykorzystaniem ważącej pół tony rampy. Bardzo jej kibicuję i uważam, że wejdzie, ponieważ duży progres jest, bardzo mi się podoba. O muzyczne podium walczy 30 krajów. Jutro i w środę półfinały. W sobotę finał. Wszystko w telewizyjnej Jedynce. Muzyczne emocje nie tylko w Wiedniu. Właśnie ruszyły ostatnie przygotowania debiutantów do Festiwalu Polskiej Piosenki w Opolu. Na legendarnej scenie stanie Maja Oleśków. 16-latka, który śpiewająco wywalczyła swoją szansę w Szansie na Sukces. Zwrotki będą ambientowe, takie spokojne, a na refrenie dopiero będzie mocniej. Dla młodych artystów to może być najważniejszy występ w życiu. Cieszę się, że mogę stanąć na tej scenie, tworząc muzykę, jaką naprawdę kocham, i że utwór, który wykonam, jest totalnie mój. Bo opolskie debiuty od lat są przepustką do kariery. Wydaje mi się, że wszystkie te osoby wejdą do branży i odniosą sukces, bo są świetne. To będzie 63. edycja festiwalu. Start 4 czerwca. Bilety już w sprzedaży. Stacjonarnie i internetowo. To nieprawdopodobna tradycja. Nie boję się powiedzieć, że większość artystów, którzy są na polskiej scenie od kilkudziesięciu lat, debiutowali właśnie na festiwalu w Opolu. Kilka minut na scenie może zdecydować o muzycznej karierze. Już za chwilę "Pytanie dnia" i rozmowa Justyny Dobrosz-Oracz z Józefem Zychem, członkiem prezydenckiej Rady Nowej Konstytucji. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.