Nowe przepisy. Do 5 lat więzienia za pokazywanie w sieci szokujących, wulgarnych i brutalnych treści. Jak pięść - stowarzyszenia w PiS mają być orężem jego prezesa. Prezenty na urodziny - Karol Nawrocki będzie na urodzinach Donalda Trumpa. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Większość sejmowa za, a poparcie jest ponadpartyjne. Z wyjątkiem Konfederacji. Sejm przyjął ustawę dotyczącą patostreamingu. Jeśli wejdzie w życie, to internetowe transmisje pełne wulgaryzmów, brutalnych czy obscenicznych treści będą zabronione i karane więzieniem. To dobry krok, a zmiana stanie się faktem, jeśli prezydent tę ustawę podpisze. Za późno, ale lepiej teraz niż wcale. To ma być początek walki z patologią w sieci. Problem jest ogromny i dobrze, że jest w końcu przeciwdziałanie. Do tej pory takie pełne brutalności, wulgaryzmów i poniżania transmisje, czyli tak zwany patostreaming, mogły oglądać i oglądały nawet kilkuletnie dzieci. Państwo w końcu musi sobie zacząć z tym radzić i mam nadzieję, że przepisy karne pomogą. Natomiast oczywistym jest, że przepisy nie zastąpią rodziców, ich uważności, Ustawa przewiduje do pięciu lat pozbawienia wolności za rozpowszechnianie treści przedstawiających popełnienie ciężkich przestępstw, znęcanie się lub zabijanie zwierząt i poniżające traktowanie innych osób, nawet za ich zgodą. To jest dla mnie odpowiedzialność za nowe pokolenia, ale i takie dobre myślenie o przyszłości Polski. Patostreamy muszą zniknąć z Internetu. I jest porozumienie ponad podziałami. Wspólny projekt poparło 419 posłów, przeciw było zaledwie 19, w tym 15 posłów Konfederacji. Krzysztof Bosak wstrzymał się od głosu. Jest bardzo wiele różnego rodzaju sytuacji, które absolutnie są nie do zaakceptowania w cywilizowanym kraju i jeżeli jesteśmy w stanie takie sytuacje ograniczyć, to jeszcze raz powtórzę: klub PiS, który swojego czasu przygotował projekt w tej sprawie, będzie te rozwiązania wspierał. Szokuje skala zjawiska i wiek dzieci, które oglądają patologiczne przekazy w sieci. Około 30% młodych ludzi ma do czynienia z oglądaniem patostreamingów, większość z tych ludzi to dzieci poniżej 15. roku życia. Prawie 30% dzieci ogląda patotreści regularnie, częściej niż raz w tygodniu. A jak alarmują organizacje społeczne, rodzice najczęściej są kompletnie nieświadomi. Tylko 9% rodziców twierdzi, ze dzieci oglądają tego typu treści. Patostreamy z założenia mają szokować. Im bardziej wypaczone zachowania, tym większa liczba wyświetleń. Jak zaznacza doktor Gniewko-Więckiewicz, regularny kontakt z takimi treściami prowadzi do oswajania przemocy i akceptowania patologicznych zachowań. Oglądanie treści związanych z patostreamingiem może skłaniać młodzież do naśladowania i niestety tak się dzieje, na to też są opracowania naukowe, które to potwierdzają. Jak wskazują organizacje społeczne, kary dla patostreamerów to dopiero początek koniecznych zmian, które mają zwiększyć bezpieczeństwo dzieci w sieci. Kolejnym krokiem powinno być skuteczne ograniczenie dostępu do mediów społecznościowych dla osób poniżej 15. roku życia. Na sejmowym forum projekt nowelizacji ustawy, która zakazuje patostreamingu, a na sejmowych korytarzach osoba zaproszona przez posła wybranego z listy PiS Łukasza Mejzę. Jego gość to człowiek znany z obscenicznych wystąpień przed internetową kamerką, skazany za agresję i promowanie przemocy. Jak zareagowała kancelaria Sejmu? Tak wygląda jedna z najciemniejszych stron internetu - Daniel Zwierzyński, szerzej znany jako Magical, oraz jego partnerka. Dziękujemy Łukaszowi Mejzie za zaproszenie do Sejmu. To właśnie dzięki posłowi wybranemu z list PiS-u patostreamerzy pojawili się na sejmowych korytarzach. Patoposeł przyprowadził patostreamera. Mejza to jest jedna z najbardziej ohydnych postaci polskiej polityki. Za chwilę pokażemy ocenzurowane materiały tych patostreamerów. Ostrzegamy: są obrzydliwe i szokujące. Zdecydowaliśmy się na to, bo bez nich nie da się zrozumieć, kogo Łukasz Mejza zaprosił do Sejmu. Na tym nagraniu widać, jak patostreamer gasi papierosa na głowie swojej matki. Spal się, k***. Tu ją bije. Nie siadaj na jej fotel, k***. Wszystko oczywiście transmitowane na żywo w sieci. Teraz Magical i jego partnerka próbują kreować się na ofiary, bo Sejm przyjął ustawę o zakazie patostreamingu. Ale Łukasz Mejza sprzeciwia się ustawie i z tymi ludźmi... Wy***rdalaj spać! ...których - uwaga - nazywa "twórcami", chce pisać nową. Ja jestem skłonny, żeby wysłuchać twórców i żeby wraz z twórcami napisać nową ustawę. To nie są twórcy, to symbol patologii internetowej. Magical, którego Mejza wpuścił do Sejmu, został w przeszłości skazany za pobicie oraz pochwalanie zabójstwa Pawła Adamowicza. Pan Łukasz Mejza nie zna granic, nie rozumie, gdzie jest granica co jest patologią albo normalnością. To jest naprawdę obrzydliwe. Kancelaria Sejmu zapowiada, że sprawdzi okoliczności zaproszenia patostreamerów do Sejmu przez byłego posła klubu PiS. Takie są regulacje, że parlamentarzysta może zapraszać gości. Bo parlamentarzysta jest osobą godną zaufania. Tak było do tej pory. Czasy się zmieniły trochę, więc może regulamin trzeba zmienić. Może tak, żeby go dostosować do tej patoprawicy, która wprowadza tutaj zwyrodnialców. Zdaniem rządzących za zachowanie Mejzy pełną odpowiedzialność ponosi Jarosław Kaczyński. Mejza, niezależnie od tego, że taktycznie oddalił się teraz od PiS-u, jest z krwi i kości człowiekiem klubu parlamentarnego PiS-u. To w żadnym razie nie jest moja odpowiedzialność. - odpowiada prezes PiS-u. Tak jakby zapomniał, że to on przez kilka lat tolerował Mejzę w swoim klubie. To on przymykał oko na pirackie rajdy Mejzy. Kto pierwszy rzuci kamieniem. To on zgadzał się na to, by w rządzie PiS-u Mejza został wiceministrem sportu. I to w końcu on wziął Mejzę na listy wyborcze, doskonale znając jego przeszłość. Wszyscy wiedzieli, jak Mejza kroił biednych ludzi na te swoje zapewnienia o swoich terapiach. To będzie chyba formalność, ale złoży pan dzisiaj taką deklarację, że Łukasz Mejza nigdy więcej nie pojawi się na listach PiS? Ja nie jestem od składania deklaracji. Czyli dopuszcza pan taką możliwość. Zwłaszcza że ja nie jestem członkiem kierownictwa partii. Jednoznacznej deklaracji nie usłyszeliśmy ani od rzecznika PiS, ani wcześniej od prezesa PiS-u. Mam otwarte serce i gotowość przyjmowania skruchy i naprawy ludzkiego postępowania. Można więc odnieść wrażenie, że mimo licznych kontrowersji Mejza wciąż może liczyć na miejsce na listach PiS-u. To jest "19.30" w czwartek. A wśród najważniejszych wiadomości... Sprzeciw wobec przepisów. Jak będzie rozporządzenie, możemy wrócić do tematu. Na ten moment jeśli ktoś złoży wniosek, nie jesteśmy w stanie tego zrobić. Zakopane i Jordanów nie chcą uznać aktów małżeństw tej samej płci. Mamy do czynienia z dyskryminacją, która również jest niezgodna z unijnym prawodawstwem. Według zapewnień ma to być "pięść Jarosława Kaczyńskiego do walenia we wszystkie przeszkody". Jacek Sasin idzie w ślady swojego partyjnego kolegi Mateusza Morawieckiego i zakłada stowarzyszenie. Jego "Po pierwsze Polska" ma być "narzędziem do prowadzenia polityki i, jak zarzeka się pomysłodawca, "w żadnym wypadku nie jest w kontrze do prezesa". Czym więc jest? I w co gra PiS? Jeszcze niedawno prezes Kaczyński nie widział w partii miejsca na stowarzyszenia, a ich członkom chciał zabierać miejsca na listach. Dziś zdaje się o tym nie pamiętać. O tym, że tak miało być, dowiaduję się od pana. Doszło do tego, czego można się było spodziewać. Jak jedno zostało założone, to zaczęły się te stowarzyszenia mnożyć. To najnowsze nazywa się "Po pierwsze Polska". Szefuje mu były minister aktywów Jacek Sasin, wiceprezesami są Elżbieta Witek, Tomasz Bocheński i Patryk Jaki. Będzie pięścią do walenia we wszystkie przeszkody, które prowadzą do tego, aby wygrać najbliższe wybory i stworzyć rząd patriotyczny w Polsce. Stowarzyszenie ma już liczyć ponad stu parlamentarzystów, ale pytani o tę inicjatywę w Sejmie posłowie albo uciekają... Ja jestem w PiS i nie zapisałem się do stowarzyszeń. ...albo chowają się za wykonywaną funkcją. Ja jestem przewodniczącym klubu parlamentarnego, więc ja łączę wszystkich koleżanki i kolegów, którzy są w klubie parlamentarnym. To może trzeba się zapisać do obydwu. Do obydwu, bo w powszechnym odbiorze "Po pierwsze Polska" to nic innego jak przeciwwaga dla inicjatywy "Rozwój Plus" byłego premiera. Pokazuje to, że Mateusz Morawiecki wygrał tę próbę sił w PiS, że Jarosław Kaczyński nie był w stanie mu zmarginalizować stowarzyszenia. Być może dlatego politycy kojarzeni z frakcją byłego premiera, jak tutaj poseł Krzysztof Szczucki, z takim zadowoleniem przyznają, że konkurencja może się przysłużyć wszystkim. Konkurencja może być też zdrową konkurencją i korzyścią dla wszystkich, a szczególnie z korzyścią dla obozu PiS i zapraszam wszystkie koleżanki i kolegów z "Po pierwsze Polska" do bliskiej współpracy. Założenie przez byłego premiera w połowie kwietnia własnego stowarzyszenia wywołało kryzys w partii, który trwa do dziś. Początkowo prezes rozłamowcom groził. Dla ludzi, którzy by się w to angażowali, miejsc na naszych listach nie będzie. Ale w końcu musiał z nimi usiąść do negocjacyjnego stołu. Jak tutaj, podczas kolacji obu polityków u Adama Bielana. Oficjalna narracja? Politycy PiS przekonują, że rywalizujące inicjatywy to sposób na szukanie nowych wyborców. To znaczy, że jest dyskusja, jest delikatna rywalizacja programowa. Dzięki temu sięgamy po elektorat i centrowy, i bardziej prawicowy. Ale opozycja widzi w tym jedno - dowód na słabnącą pozycję prezesa. To jest wewnętrzna degrengolada, wewnętrzne gnicie, a Kaczyński już nad tym nie panuje. Jednak nie mają złudzeń - jeżeli pojawi się szansa na przejęcie władzy, rywalizujące frakcje szybko znajdą wspólny język. Prezydent Karol Nawrocki zaproszony na urodziny Donalda Trumpa. W niedzielę amerykański przywódca będzie świętować 80. urodziny, a głównym punktem uroczystości ma być organizowana przed Białym Domem gala mieszanych sztuk walki. Marcin Przydacz przekonuje, że "wizyta będzie też okazją do rozmów w zakresie bezpieczeństwa i relacji dwustronnych". Ja bym wolał, żeby tam była scena, żeby weszła orkiestra i zagrała na przykład Chopina. Ale takie rzeczy nie z tym prezydentem Bo choć scena jest i nie da się jej nie zauważyć, to będzie na niej prezentowana nie wysoka, lecz fizyczna kultura, w takim wydaniu. Taki styl świętowania 80. urodzin Donalda Trumpa popiera zaledwie 16% Amerykanów, Ta gala może zostać zablokowana przez sąd. Jedna z organizacji zarzuca korupcję Białemu Domowi za użyczanie tych historycznych terenów na galę. Taki styl świętowania 80. urodzin Donalda Trumpa popiera zaledwie 16% Amerykanów, To zaproszenie jest wyrazem bardzo dobrych relacji personalnych między prezydentami. Rządzący mają wątpliwości. Czy prezydentowi RP wypada brać udział w gali MMA? Moim zdaniem nie. Zresztą nie tylko oni. Nie poważam, że tak powiem, tego sportu. Oliwy do ognia dolał tym wpisem wicepremier i szef dyplomacji. Reakcja Pałacu... Mam nadzieję, że prezydent Nawrocki jest w stanie przywieźć prezent w postaci Zbigniewa Ziobry. Prezydent Nawrocki leci do USA. Czego się pan spodziewa? Prezydencki minister, odpowiadając na to samo pytanie, mówi o wachlarzu możliwości. To jest kolejna okazja do tego, aby umacniać sojusz polsko-amerykański i kolejna okazja do tego, aby załatwiać dla Polski konkretne sprawy. Ale Lewicy to nie przekonuje. Po co Karol Nawrocki leci do Waszyngtonu? Po to, żeby się dobrze bawić, żeby uścisnąć rękę Donaldowi Trumpowi, zrobić sobie sweet focię i powiedzieć, że robi międzynarodową politykę, a wiemy, że tam nie będzie żadnych ustaleń. Leci dla przyjemności. Po klęsce Viktora Orbana Karol Nawrocki jest jednym z nielicznych europejskich przywódców, który utrzymuje bliskie relacje z Donaldem Trumpem, znanym z głośnej krytyki Unii... ...terytorialnych roszczeń... Proszę o kawałek lodu, zimny i w kiepskiej lokalizacji. ...i witania z honorami odpowiedzialnego za zbrodnie w Ukrainie Władimira Putina. Donald Trump jest specyficznym prezydentem, który jest jak rollercoaster. Natomiast jest prezydentem jednego z naszych największych sojuszników. A Karol Nawrocki - jak cała europejska prawica - zawdzięcza mu wiele. To nie tylko takie poparcie w kampanii prezydenckiej, także ugaszenie - tym wpisem - politycznego pożaru po wstrzymaniu rotacji amerykańskich wojsk w Polsce. Donald Trump napisał tweeta, ale najważniejsze są decyzje. Tych - choć od wpisu minęły trzy tygodnie - wciąż nie ma. Gdyby pan prezydent, jadąc na tę jednak, powiem szczerze, wątpliwą estetycznie imprezę, przywiózł tę decyzję, to bylibyśmy bardzo zadowoleni. Pałac takich deklaracji nie składa, podkreśla co innego. Zaproszenie do pana prezydenta skierował bezpośrednio prezydent Trump. To jest budowanie wizerunku, ale Polacy poza budowaniem wizerunku oczekują konkretów. Te na razie sprowadzają się do tego, że prezydent Polski zasiądzie tu i obejrzy takie widowisko. Jak zapowiadał, tak zrobił. Prezydent Karol Nawrocki zawetował kolejną, trzecią już, ustawę, która miała regulować rynek kryptowalut w Polsce i chronić klientów giełd kryptowalutowych. Przekonywał, że popiera uregulowanie tego sektora, ale rząd nie uwzględnił jego propozycji. "Jest w to chyba bardziej uwikłany, niż wszyscy myśleli" - to komentarz premiera Tuska. Zawetowana ustawa przewidywała, że organem nadzorczym nad rynkiem kryptowalut byłaby Komisja Nadzoru Finansowego, która mogłaby nakładać sankcje na firmy kryptowalutowe. Prezydent zawetował też zmiany w ustawie o PIT, a także przepisy przedłużające wyjątkowe zasady dotyczące wymogów językowych dla medyków spoza Unii Europejskiej. Do tej pory Karol Nawrocki zawetował 37 ustaw, o dwie więcej niż Aleksander Kwaśniewski przez dwie kadencje. A o skutkach prezydenckich wet do ustawy o kryptowalutach i ustawy o PIT w "Pytaniu dnia" Justyna Dobrosz-Oracz porozmawia z ministrem finansów Andrzejem Domańskim. Starcia z policją, podpalane samochody i domy należące do migrantów. Belfast w ogniu protestów po brutalnym ataku nożem dokonanym przez Sudańczyka. Protestujący ścierają się z policją, a służby używają przeciwko nim armatek wodnych. Brytyjscy politycy apelują o spokój i potępiają antyimigranckie nastroje. Płonące samochody. Koktajle Mołotowa. I ludzie ewakuowani z podpalonych budynków. W Belfaście doszło do najpoważniejszych zamieszek ostatnich lat. Stałem tam i patrzyłem, jak mój dom płonie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia. Dla wielu te sceny stanowią mroczne wspomnienie z przeszłości. Widziałem przemoc za przemocą. Myślę, że mógłbym użyć słowa: anarchia. Fala zamieszek to reakcja na atak nożownika, w którym ofiara straciła oko. Napastnikiem był 30-letni uchodźca z Sudanu. Dziś rano mężczyzna oskarżony w związku z tym, co zobaczyliśmy w internecie, stanął przed Sądem Rejonowym w Belfaście. Bo nagranie ataku błyskawicznie znalazło się w sieci. A wraz z nim wezwania do reakcji. Na ulicach miasta demonstranci podpalali pojazdy, rzucali kamieniami i koktajlami Mołotowa w kierunku policji. Funkcjonariusze użyli armatek wodnych, aby rozproszyć tłum. Część protestujących próbowała również dotrzeć do budynków, w których, jak twierdzili, mieli przebywać migranci. To było przerażające. Byłam z psem w domu, musiałam uciekać tylnymi drzwiami. Obawiam się, że mogę być kolejny. Nie wiem, gdzie zabrać moją rodzinę, moje dziewięcioletnie dzieci. Bo gniew demonstrantów obrócił się przeciwko całej grupie. To, co obserwujemy, to pogrom na tle rasowym. Widzimy mężczyzn chodzących od drzwi do drzwi i domagających się usunięcia cudzoziemców wyłącznie ze względu na kolor ich skóry. Zamieszki w Belfaście wybuchły w momencie, gdy Europa przygotowuje się do wdrożenia nowych zasad polityki migracyjnej. Od 12 czerwca rozpoczyna się kolejny etap realizacji unijnego Paktu o Migracji i Azylu. Unijny pakt migracyjny utrudnia otrzymanie azylu, ułatwia deportację. Migranci, którzy nielegalnie dostaną się do Europy, będą mogli przebywać tylko w specjalnych ośrodkach, z których będą deportowani, jeśli okaże się, że schronienie w Unii im się nie należy. Nowe przepisy mają ograniczyć nielegalną imigrację, a tym samym wyciszyć związane z nią emocje społeczne. Samochody płonące w Belfaście pokazują jednak, że prawo - nawet restrykcyjne - to za mało, by zapobiec przemocy. Zostali uprowadzeni, a potem przetrzymywani w piwnicy na wrocławskim Starym Mieście. Donald Trump odwołał planowane nocne ataki na Iran i ogłosił porozumienie z Iranem. Blokada cieśniny Ormuz zostanie zniesiona po finalizacji porozumienia. Zostali uprowadzeni, a potem przetrzymywani w piwnicy na wrocławskim Starym Mieście. Dwaj młodzi Ukraińcy zostali zmuszeni też do ujawnienia haseł do aplikacji bankowych, a także pożyczania pieniędzy od znajomych, aby przekazać je bandytom. Porywacze wpadli w ręce policji. To obywatele Kazachstanu, Ukrainy i Tunezji. To sceny nie z gangsterskiego filmu. To Wrocław i prawdziwe porwanie. Dwóch młodych obywateli Ukrainy zostało pod pretekstem przysługi zwabionych w pułapkę. Pomoc szybko zmieniła się w przemoc. Dwudziestolatków siłą zaciągnięto do auta i przewieziono do jednej z piwnic na Starym Mieście. Bo według ustaleń podejrzani bili i grozili swoim ofiarom, zmuszając je do podania haseł do kont bankowych, pożyczenia pieniędzy od znajomych i przekazania całej gotówki porywaczom. Przełom w sprawie nastąpił szybciej, niż przestępcy mogli się spodziewać. Do służb trafiły nagrania z monitoringu, które okazały się kluczowe dla śledztwa, bo liczył się czas. W przypadku tzw. dynamicznego zatrzymania, kiedy w posiadaniu tych osób jest osoba porwana, priorytetem absolutnym jest bezpieczeństwo tej osoby. Jeszcze tego samego dnia zatrzymano trzech porywaczy. To obywatele Ukrainy, Tunezji i Kazachstanu. Kilka dni później zatrzymano przywódcę grupy, który chciał uciec z kraju. Zarzuty, które usłyszeli, są bardzo poważne. To pozbawienie wolności człowieka ze szczególnym udręczeniem, rozbój z użyciem niebezpiecznego narzędzia, pobicie i być może odpowiedzą za działalność w grupie zorganizowanej. Według śledczych sprawcy nie działali spontanicznie. Wiedzieli dokładnie, kogo szukają, bo od dawna znali swoje ofiary. Wiedzieli też, jak wykorzystać tę znajomość. Kasa jest najważniejsza. Ofiary nie są przypadkowe. To są ludzie, którzy są wytypowani do tego, aby na ich szkodę dopuścić się przestępstw. Choć dziś w Polsce porwania dla okupu to rzadkość i rocznie takich przypadków jest kilkanaście, to na przełomie lat 90. i 2000 były znakiem rozpoznawczym polskiej mafii. Zgłoszenia o porwaniach do służb trafiały nawet co drugi dzień. Celem był i nadal jest zysk, bez żadnych skrupułów. Dość często stosują taką metodę, żeby coś wymusić, uzyskać jakieś informacje czy wręcz wyeliminować konkurencję z rynku, handlu. Coraz częściej przestępcy nie wykorzystują siły, a zaufanie, które potrafi być skuteczniejsze niż broń. Rozporządzenie dotyczące rejestracji aktów stanu cywilnego jest faktem. Zmiana miała zakończyć problemy par tej samej płci, które zwarły związki za granicą. I najczęściej tak jest, ale dla niektórych urzędników przepisy to za mało. Czy odmawianie transkrypcji to kolejny pomysł na światopoglądowe podziały? Po Zakopanem - Jordanów. Burmistrz miasteczka zapowiada, że tamtejszy urząd stanu cywilnego nie będzie rejestrował zawartych za granicą małżeństw osób tej samej płci. Obowiązuje mnie konstytucja, którą przestrzegam. I to nie jest moje indywidualne zdanie. Tyle mam do powiedzenia na ten temat. Taką deklarację składał wcześniej burmistrz Zakopanego. Przestrzegamy obecnie obowiązujących przepisów, m.in. konstytucji, która jasno określa, jakie małżeństwa można zawierać w naszym urzędzie stanu cywilnego. Konstytucja nie określa, jakie małżeństwa można zawierać, a tym bardziej jakie małżeństwa Polacy mogą zawierać za granicą. Mówi tyle, że małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, tak jak rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo, jest pod opieką państwa. Rejestracja małżeństwa przez urząd to prawny obowiązek. Wynika z orzecznictwa polskich sądów i prawa unijnego. W szczególności chodzi o wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z marca. Ten wyrok został przede wszystkim i jest respektowany przez Polskę. Został już wdrożony, a rozporządzenie wejdzie w życie 23 sierpnia. Wtedy też obowiązujące będą te wzory dokumentów, dostosowane już do transkrypcji małżeństw jednopłciowych. Urzędnik, który tego odmówi, złamie przepisy. Mamy do czynienia z dyskryminacją. Dyskryminacja, która również jest niezgodna z unijnym prawodawstwem. W tym przypadku mamy prostą drogę do procedury naruszeniowej w Unii Europejskiej, do zablokowania środków unijnych dla tych konkretnych samorządów. Tak już było. Kilka lat temu, za rządów PiS, głośno było o uchwałach kilkudziesięciu samorządów, głównie z południowo-wschodniej Polski, które tworzyły niesławne "strefy wolne od LGBT". Większość wycofała się wtedy z uchwał, bo za dyskryminację groziła im utrata unijnych pieniędzy. Samorządy chciały się przypodobać partii i przyjmowały tego typu uchwały dyskryminacyjne i w tym przypadku mamy do czynienia z dwoma samorządami, które próbują na tym zarobić politycznie. Wtedy samorządowcy swoim akcjom dyskryminacyjnym dodawali szyld obrony praw rodzin. Trudno jest jednak wytłumaczyć, jak związek osób tej samej płci miałby osłabiać rodziny czy małżeństwa heteroseksualne. Jak mój związek osłabia pana małżeństwo? Czy pan jak na mnie patrzy, to pan jest tak zauroczony moją osobą, że pan nagle porzuci swoją małżonkę i pan wejdzie ze mną w związek? Co pan opowiada? Niech pan mi poda przykład. Jak ja pana małżeństwo osłabiam? Niech pan mi powie. W Polsce nie ma równości małżeńskiej ani związków partnerskich. Sejm przyjął ustawę o statusie osoby najbliższej, z goryczą nazywaną przez społeczność LGBT "Współlokator plus", ale Kancelaria Prezydenta już zapowiedziała weto. Właśnie teraz trwa inauguracja największego wydarzenia sportowego świata. W stolicy Meksyku rozpoczyna się mundial, a po doznaniach artystycznych górę wezmą te sportowe. Bo pierwszy gwizdek w meczu Meksyk-RPA już wkrótce. Te wyjątkowe pod wieloma względami mistrzostwa rozgrywane w trzech krajach transmitować będzie oczywiście Telewizja Polska. A przedsmak sportowych emocji ma dla państwa Maciej Gąsiorowski. To będzie największy mundial w historii. Na ostatnim w Katarze zagrały 32 drużyny. Teraz do Meksyku, USA i Kanady przyjedzie aż 48. Niestety zabraknie tam polskiej reprezentacji. Wiadomo, że kiedy Polacy by grali, to nasza obecność byłaby znacznie szersza. Brak naszej reprezentacji sprawia, że polscy kibice podchodzą do mistrzostw nieco chłodniej. Kiedyś o tej porze mundialu to cała Polska szalała. W kościołach mówili o tym. A co ma pan teraz? Jednak w Meksyku, gdzie dziś rozegrany zostanie pierwszy mecz, kibice są pełni energii i nadziei. Niesiemy ze sobą pozytywną energię, czekają nas dobre rzeczy i musimy kibicować Meksykowi. To tu, na Estadio Azteca, o 21.00 reprezentacja Meksyku zagra z RPA. Meksyk po raz 8. zagra w meczu otwarcia z nadzieją, że tym razem to droga do zwycięstwa w mundialu. 104 mecze aż przed nami, więc tak naprawdę wiele tygodni piłkarskich emocji. Mamy nadzieję, że z tego najwyższego piłkarskiego poziomu. Na pewno będzie się działo. Wszystkie mecze będą transmitowane w TVP1, TVP2 i TVP Sport. Będą trzy studia, eksperci, analizy i reakcje kibiców na tych ekranach z mediami społecznościowymi. Mamy znakomita plazmę, która za plecami naszych ekspertów będzie pokazywać realny obraz tego, co dzieje się na stadionie. Jeżeli piłkarze wybiegną na rozgrzewkę, to my będziemy to widzieć w studiu. Mecz otwarcia za godzinę w TVP1 z komentarzami z tego studia. Ale na tym mundialu zadebiutują takie kraje jak Wyspy Zielonego Przylądka, Jordania, Uzbekistan czy Curacao, które już za trzy dni rozegra mecz z Niemcami. Curacao - wyspa z liczbą mieszkańców poniżej 200 tysięcy. Komu będą Polacy kibicowali? Curacao. Oczywiście Niemcy wygrają 4:0. Curacao mimo wszystko. To jest pewna egzotyka, ale szanujemy, to są naprawdę dobrzy piłkarze i mogą sprawić niespodziankę. Nas też w 1974 roku nikt nie traktował poważnie. A piłkarskie starcia z tymi dźwiękami w tle. Shakira, która śpiewa dziś na ceremonii otwarcia, po raz drugi stworzyła hymn mundialu. "Dai dai", czyli "Daj z siebie wszystko". To wszystko w "19.30". Dziękuję za uwagę. Gościem Justyny Dobrosz-Oracz w "Pytaniu dnia" będzie zapowiadany już minister finansów Andrzej Domański. My podsumujemy dzień o 22.30. Do zobaczenia.