-- Polski serwis to u nas będzie europejskie centrum serwisowe dla śmigłowców Apache. Będą konsekwencje, premier reaguje na nieprawidłowości w rozdzielaniu pomocy dla powodzian. Siła żywiołu, wielkie trzęsienie ziemi i setki ofiar w Kolumbii. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Będzie ich 96 i będą strzec naszego. -- Bezpieczeństwa. Potrafią widzieć w ciemności, a działa latających czołgów obracają się błyskawicznie, aby namierzyć cel. AH-64 Apache znajdą swoje miejsce w Polsce. A dokładnie w Łodzi, gdzie powstanie ogromne centrum serwisowe. Właśnie podpisano największy w historii Polski tego typu kontrakt. O jego korzyściach Arkadiusz Pogłud. -- To jedne z najnowocześniejszych śmigłowców szturmowych na świecie. A to miejsce, gdzie będą naprawiane. -- Utworzenia w WZL1. -- Dzięki tej umowie z firmą Boeing łódzkie wojskowe zakłady lotnicze staną się największym w Europie hubem serwisowym amerykańskich śmigłowców Apache i miejscem pracy dla wielu polskich specjalistów. -- Podwoimy zatrudnienie. I to będzie zatrudnienie, które dotyczyć będzie wysokich technologii, dużych umiejętności. -- Bo jest ściśle powiązane z największym kontraktem w historii Wojska Polskiego: za przeszło 10 miliardów dolarów nasze siły powietrzne dostaną 96 Apache. -- To największa flota tego typu śmigłowców na świecie, nie licząc oczywiście Stanów Zjednoczonych. -- Dostawy ruszą za 2 lata. Teraz Polska ma 8 Apache wypożyczonych do celów szkoleniowych. To jeden z nich. -- Łącznie jest to proces szkolenia zajmujący kilka lat, aby osiągnąć w pełni wyszkolonego pilota o zdolnościach Combat Ready. -- W warunkach bojowych Apache mogą się rozpędzić do niemal 300 km/h lecąc 6 km nad ziemią. Promień lotu bojowego to niespełna pół tysiąca kilometrów. -- I główną zaletą jest elektronika, radar, który pozwala obsłudze załodze śmigłowca widzieć kilkadziesiąt celów. -- Dla nas jest to całkowita transformacja wykorzystania naszej brygady, bo to jest przeskok z postsowieckiej techniki na najnowocześniejszą amerykańską technikę. -- Przeskok i dla pilotów, i dla inżynierów, dlatego razem ze śmigłowcami kupujemy od Amerykanów wiedzę. Centrum serwisowe Apache powstanie w ramach offsetu. -- W warunkach zagrożenia serwisowanie śmigłowców czy czołgów na drugim końcu świata jest bardzo utrudnione. W warunkach wojennych jest niemożliwe. -- Zadowolone są obie strony transakcji. -- Amerykańska technologia, polski przemysł, polscy pracownicy, więcej produkcji, trwałe łańcuchy dostaw i dwóch wielkich sojuszników inwestujących razem we wspólną obronność. -- To kolejny przykład polsko-amerykańskiej współpracy. Od niedawna z polską szachownicą latają pierwsze myśliwce F-35 kupione za oceanem. -- Wartość wszystkich naszych kontraktów zbrojeniowych ze USA jest warta więcej niż cały mechanizm SAFE. -- Który, zdaniem opozycji, miał odpychać Polskę od USA. -- Umowy z Amerykanami są zawierane równolegle do umów z programu SAFE. -- Nie ma tygodnia żebyśmy nie informowali o kolejnych wielkich inwestycjach, zakupach. -- To kolejne. Premier ujawnił, że szykowana jest umowa na polskie wyrzutnie piorun. W ramach SAFE wspólnie z Polską zamówienie ma złożyć kilka krajów. -- Litwini, Łotysze, Norwegia, bo to będą kolejne kontrakty właśnie na polskiego pioruna. -- Dla armii piorun to przetestowana bojowo system przeciwlotniczy, który sprawdził się na Ukrainie w zwalczaniu różnych celów powietrznych. -- Umowa ma opiewać na 7 miliardów złotych. Arkadiusz Pogłud, 19:30. -- A wszystko, co najlepsze w posiadaniu polskiego Wojska podczas największej defilady wojskowej, która przejdzie ulicami stolicy 15 sierpnia. A ważna jej część to parada morska w Gdyni. Ponad 20 okrętów, w tym sojusznicze, z Estonii, Litwy czy Szwecji. Oprócz specjalnego szyku okrętów także przelot lotnictwa morskiego. Ostatnio przygotowania w relacji Igora Sokołowskiego. -- Najstarszy polski niszczyciel szykuje się do parady. -- Właśnie w ten sposób załoga ORP Błyskawica sprawdza po przeglądzie armaty salutowe. -- Po 15 sierpnia nie tylko w stolicy, ale również tutaj, w Gdyni, odbędzie się wielka parada morska. -- W ramach tych obchodów będzie wykonany również salut świąteczny 21 wystrzałów, które wykonujemy z pokładu ORP Błyskawica. -- Ten okręt w najbliższą sobotę pozostanie w porcie. W przeciwieństwie do 20 innych jednostek pływających pod polską banderą, które dzisiaj na wodach Zatoki Gdańskiej wzięły udział w próbie generalnej. -- To też jest dobra okazja do tego, żeby pokazać państwu na żywo to wszystko, w co inwestuje polskie państwo, ten cały sprzęt, którym dysponuje polskie wojsko. -- Nasze fregaty, korwety, niszczyciele miny czy jednostki ratownicze oraz te odpowiedzialne za zabezpieczenie hydrograficzne. Będzie można zobaczyć podczas największych w historii obchodów święta Wojska Polskiego, ale jak zaznaczają organizatorzy, także tutaj, w Gdyni, warto będzie spojrzeć w niebo. -- Będziecie mogli państwo, tak jak dzisiaj podczas próby, zobaczyć statki powietrzne, m.in. AW-101, Bryzy czy rozpoznawczego Sabak. -- Do tych okrętów różnych klas i specjalizacji wkrótce mają dołączyć nowe jednostki, ponieważ nasze morskie siły zbrojne przechodzą gruntowną modernizację sprzętu. -- To jest najciekawszy moment dla polskiej marynarki wojennej od dobrych kilkudziesięciu lat. -- Przykładem tej modernizacji jest m.in. właśnie zaprezentowany ORP Wicher, pierwszy z trzech okrętów budowanych w ramach programu Miecznik, który już jutro zostanie uroczyście ochrzczony, a pojutrze zwodowany. Oprócz tego wartego 14 miliardów złotych programu inwestujemy też w nowy niszczyciel miny czy okręty ratownicze. I część z tych inwestycji opłaci się w dwójnasób. -- Na przykład okręt ratownik już teraz ma być finansowany z SAFE, ale wiem, że też inne kraje mają kupić tego typu okręty. Czytaj: będzie więcej miejsc pracy dla polskiego przemysłu stoczniowego. -- Ale sprzęt wojskowy, nawet ten najdroższy i najnowocześniejszy, jest bezużyteczny, jeśli nie jest obsługiwany przez kompetentnego żołnierza. -- O sile polskiej marynarki świadczą dzisiaj polscy marynarze. Tutaj nie chodzi tylko o ćwiczenia, tylko o realną gotowość bojową na Bałtyku. -- Na szczęście tylko gotowość, którą będzie można podziwiać już w tę sobotę. Z Gdyni Igor Sokołowski, 19:30. -- To jest 19:30, program, w którym pokazujemy pełny obraz, a wśród wiadomości za. Strzelona Rysica wrzucana do rzeki. -- Został znaleziony pocisk. Prowadzone jest dochodzenie przez policję. -- To jest potężna szkoda dla środowiska. Jeśli ona akurat w tym roku miała młode, no to te młode w zasadzie to jest dla nich wyrok śmierci. -- Kto odpowiada za zabicie chronionego zwierzęcia? -- To chyba nie jest pierwszy przypadek tutaj. -- Czy to był myśliwy, czy kłusownik, czy ktokolwiek inny posiadacz broni? -- Powinien chyba umieć rozpoznać rysia od, nie wiem, dzika. Nie jest pewien, to się nie strzela. -- Wypalimy gorącym żelazem. Zapowiada premier, odnosząc się do nadużyć, do jakich miało dojść w Karkonoszach przy rozdzielaniu dotacji na usuwanie skutków powodzi. Szef rządu zapowiada kontrolę i wyciąganie surowych konsekwencji. Sprawa jest pod lupą prokuratury. Tymczasem politycy PiS skierowali do CBA wniosek dotyczący karkonoskiej agencji rozwoju regionalnego. Anna Hałas. -- Na pomoc po powodzi sprzed dwóch lat rząd przekazał 8 miliardów złotych i pieniądze miały trafić wyłącznie do poszkodowanych. Stąd te jednoznaczne słowa premiera. -- Gorącym żelazem wypalimy każdy przypadek nieuczciwego rozdysponowania pieniędzy dla powodzian. Bo takie rzeczy są w sposób taki oczywisty nie do zaakceptowania. -- To reakcja na informacje wirtualnej Polski o nieprawidłowościach w Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. 4,5 miliona złotych miało trafić do trzech firm ze wsi Dziwiszów na Dolnym Śląsku, gdzie mieszka wiceprezeska agencji i zarazem działaczka KO, Anna Konieczyńska. -- Jedna z firm wynajmująca pokoje gościnne należy do jej męża. -- Nie będzie litości dla takich ludzi. Chociaż sformułowania, że jest to polityk czy działaczka polityczna, są delikatnie mówiąc przesadzone, ale nie zmienia to absolutnie mojego podejścia. -- Są już konsekwencje partyjne. -- Już jakiś czas temu została zawieszona w partii. Po drugie, czekają sprawa w sądzie koleżeńskim. To jest kwestia dni. Jak będzie jakikolwiek rozstrzygnięcie, po trzecie, jeśli chodzi o Ministerstwo Rozwoju Technologii, od razu po tym programie wszczęliśmy kontrolę. -- Kontrolę w tej sprawie już w kwietniu wszczęło CBA. -- Po takiej kontroli CBA zawsze zawiadamia prokuraturę. -- Nie ma żadnego pobłażania dla osób, które wyciągają ręce, bo nie swoje pieniądze. -- Karkonoska Agencja Rozwoju Regionalnego nie ma sobie nic do zarzucenia. -- Cały proces odbywał się w oparciu o złożone wnioski obowiązkowo zawierające zaświadczenia wydane przez właściwego wójta gminy, burmistrza lub prezydenta miasta, potwierdzające poniesioną szkodę. -- Tyle, że z informacji WP.pl firmy, które dostały pomoc, nie ucierpiały podczas powodzi. To zdjęcia dołączone do wniosku o odszkodowanie. Pęknięcia kafli na schodach czy wymyte fugi. Według straży pożarnej i wód państwowych te miejsca nie były zalane przez powódź, dlatego sprawę pod lupę wzięła prokuratura. -- Czynności sprawdzające prowadzone są w kierunku przestępstwa przekroczenia uprawnień służbowych przez funkcjonariuszy publicznych w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz przestępstwa oszustwa. -- I choć służby badają nieprawidłowości, to Rozwój Plus zapowiada kontrolę poselskie w Karkonoskiej Agencji. -- Ludzie PO po prostu okradają powodziami. -- A PiS domaga się informacji od CBA. -- Jest to skandal w skali. Skandali jakich dopuściła się KO. Trzeba postawić na pierwszym miejscu. -- U nas nie ma świętych krów, odpowiada KO. -- Służby państwa robią, co do nich należy. PiS zawsze mówił w takiej sytuacji, że się nic nie stało. Bronił swojego do upadłego. Mejza do niedawna jeszcze był w klubie PiS. -- Prezes PiS z kolei pyta. -- Czyżby sprawa miała zostać zamieciona pod dywan? -- My takie osoby po prostu wyrzucamy z KO. Tego nigdy nie było w PiS, bo mamy np. pana Zbigniewa Ziobro, który jest banitą. Uciekł, bo miał mieć zarzuty w sprawie Funduszu Sprawiedliwości. Mamy pana Romanowskiego, mamy pana Mateckiego. -- Anna Konieczyńska właśnie została odwołana z funkcji wiceprezeski Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Anna Hałas, -- Ósmy wniosek o płatność z Krajowego Planu Odbudowy zatwierdzony przez Komisję Europejską. Oznacza to, że do Polski trafi przelew na około 33 miliardów złotych. Pieniądze przeznaczone będą m.in. na cyfryzację, edukację, rynek pracy czy energetykę. O tym, jak wielkie pieniądze zmienią się w konkretne inwestycje, Dorota Bawołek. -- Bruksela zgodziła się na wypłatę pieniędzy, bo Polska zrealizowała uzależnione od niej reformy i inwestycje. Jak wyposażenie pół miliona nauczycieli w laptopy, tworzenie niskoemisyjnych stref w miastach, czy zakup ekologicznych środków transportu publicznego. Wypłata tej transzy -- była związana z działaniami wzmacniającymi cyfryzację edukacji i energetyki oraz promocję transportu publicznego w Polsce. -- Ponad 33 miliardy złotych z nowej transzy KPO rząd zamierza wydać na sprzęt onkologiczny i kardiologiczny, budowę schronów, tuneli i połączeń kolejowych. W sumie z ponad 54 miliardów euro przyznanych Polsce w ramach KPO do Warszawy popłynęły już 42 miliardy, z których m.in. zmodernizowano 300 km linii kolejowych, wybudowano 15 obwodnic miast, doprowadzono szybki internet do ponad 260 000 gospodarstw domowych. Przez pierwsze trzy lata istnienia funduszu Polska rządzona przez skłóconych z Brukselą polityków PiS nie miała dostępu do KPO. Dopiero zapowiedź reformy sądownictwa przez nowy rząd KO odblokowała te środki. -- Odziedziczyliśmy KPO, które było politycznym problemem. Teraz KPO jest gospodarczym sukcesem. To jest skala tej zmiany, która zaszła. -- Polska, która jako jedno z ostatnich państw zyskała dostęp do KPO, znalazła się wśród liderów w wykorzystaniu tych środków. Na które Bruksela dała czas do końca tego roku. Wniosek o ostatnią transzę rząd w Warszawie chce złożyć we wrześniu. Dla 19:30 Dorota Bawołek, Bruksela. -- Była bohaterska akcja jest reakcja. Nagroda od prezydenta Łomży, a być może będzie i odznaczenie od prezydenta Polski. Mężczyźni, którzy w niedzielę uratowali czteroletnie dziecko spadające z piątego piętra bloku w Łomży, poruszyli całą Polskę. Wtedy nie zastanawiali się, tylko działali. A co dziś mówią o swoim wyczynie? Marek Smółka. -- Dziś żartują, że to nie oni byli bohaterami. -- Koc był bohaterem. -- Koc sam się tam nie pojawił. -- Nie bohater z peleryną, tylko peleryna bohatera. -- Ale to oni, choć skromni, bez zastanowienia ruszyli na ratunek czterolatce zwisającej z balkonu na piątym piętrze bloku. Zdążyli ją złapać w koc dosłownie w ostatniej chwili. -- Jeden z panów powiedział, że dopiero jak zobaczył nagranie z monitoringu, to jakaś tam zobaczył, co robił, bo rzeczywistość, wiadomo, adrenalina, stres. -- Wtedy człowiek nie myślał, była adrenalina, skupiał się na jednej rzeczy, konkretnej, tak, żeby dziecko uratować i tyle. -- To zdarzenie wyróżnia jeszcze to, że nikt nie nagrywał go telefonem. Jedyne nagranie dramatycznych chwil pochodzi z monitoringu spółdzielni mieszkaniowej. Ci, którzy byli wokół, albo pomagali, albo dzwonili po służby. -- Zobaczyłem, że właśnie pan Grzegorz patrzy do góry i krzyczy: "Zejdź stamtąd, bo mama będzie zła". Gdy się wychyliłem, właśnie zobaczyłem tą dziewczynkę na barierce. No to bez zastanowienia telefon, 112. -- Krzyczałem do lokatorów, żeby do drzwi stukali i tak dalej. Przybiegł ten pan z kocem, mąż wskakiwał, nawet nic nie mówił. Wszyscy tam wbiegli za ten koc. No i tyle. Nie trzeba było nic mówić. -- Znali się tylko z widzenia z sąsiedztwa, a zadziałali jak zgrany zespół. Inna grupa sąsiadów w tym czasie dobijała się, by wejść do mieszkania i zabrać dziewczynkę z balkonu. -- Pokazujemy naszemu społeczeństwu bardzo dobre wzorce, że nie należy być obojętnym. -- Prezydent Łomży nagrodził bohaterów. Już nieco zmęczonych rozgłosem dwaj z nich nie chcieli występować w mediach. -- Trochę tymi mediami jestem zmęczony, ale tak poza tym jest w porządku. Dziękujemy, że dobrze mówią, nie ma żadnego fejku, ale to dobrze, że dziewczynka żyje, nic się nie stało. O to chodziło. -- Teraz chodzi o to, by bohaterski odruch uhonorować. -- Złożyłam do kancelarii prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej taki wniosek o uhonorowanie ich właśnie medalem za ofiarność i odwagę. Ci ludzie oszukali przeznaczenie tej małej dziewczynki, uratowali jej życie, pokazując zimną krew. -- Coś ważnego to ten aniołeczek ma do spełnienia, bo jest tylko czteroletnią dziewczynką, ale coś ważnego w życiu ma do zrobienia, skoro tacy cztery panowie uratowali jej właściwie na nowo życie. -- Dziewczynka trafiła do szpitala jedynie z potłuczeniami. -- Osoby postronne, które zainterweniowały, przyczyniły się do tego, że dziecko jest tylko poobijane, natomiast jego życiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo. -- Jutro padną pytania o rolę matki w zapewnieniu dziecku bezpieczeństwa. Kobieta podczas tych dramatycznych chwil spała w mieszkaniu, do którego dobijali się sąsiedzi. Miała 70 promila alkoholu. Na jutro dostała wezwanie na policję. Prokuratura czeka z wszczęciem postępowania na materiały od policji. Marek Smółka, 19:30. -- Kilka tysięcy domów uszkodzonych, zawalone szpitale, szkoły, zniszczone zabytki i setki ofiar. Zachodnią część Kolumbii nawiedziło trzęsienie ziemi. Wstrząsy zastały modlących się w zabytkowej katedrze. Jedna z wież runęła. Liczba ofiar rośnie, bo pod stosami betonu i ruin są ludzie. Obraz zniszczenia w materiale Agnieszki Śmiechowskiej. -- Chaos, panika i apokaliptyczne sceny. Była 7:30 rano, gdy zachodem Kolumbii wstrząsnęło potężne trzęsienie ziemi. Jego pierwsze sekundy widać m.in. na fragmencie transmisji mszy w katedrze w Manizales. Kolejne filmy pokazują jego katastrofalne skutki. A to już miasto Cali. Fragmenty budynku spadały tam wprost na karetki pogotowia i uciekających ludzi. Takich nagrań w sieci pojawiają się dziesiątki. Tak jak i dramatycznych relacji świadków. -- Słyszałam w moim telefonie sygnał alarmowy, komunikat brzmiał: "To trzęsienie ziemi". -- Leżałam na podłodze i tylko myślałam o mojej córce, która była wtedy w szkole. To było przerażające. -- Epicentrum znajdowało się na głębokości ponad 100 kilometrów w rejonie miejscowości San Jose del Palmar. Niespełna 300 kilometrów od stolicy kraju. Główny wstrząs tektoniczny trwał półtorej minuty. Później nastąpiło kilkadziesiąt kolejnych. -- To trzęsienie o sile 7,4. To najsilniejsze trzęsienie ziemi w tym kraju w ciągu ostatniej dekady. -- Przyniosło niewyobrażalne zniszczenia w ponad 30 miastach, najtragiczniejsze w Manizales, Pereira i Cali. Tylko w tym ostatnim uszkodzonych zostało około 5000 budynków. -- Moje serce jest naprawdę przepełnione smutkiem z powodu biednych ludzi, którzy stracili swoje domy. Cóż, dobra materialne są ważne, ale ludzkie życie nie ma ceny. -- Służby mówią o setkach zabitych i setkach rannych. Ofiar najprawdopodobniej będzie więcej, bo pod zniszczonymi budynkami wciąż znajdują się uwięzieni ludzie. -- Mamy jeszcze około 24 godzin szansa na odnalezienie żywych w kieszeniach powietrznych, czyli przestrzeniach, które pozwolą przetrwać dłużej. -- Akcja ratownicza nie ustaje. Pomagają w niej też mieszkańcy, którzy przeszukują gruzy gołymi rękami. -- Jest tam jeszcze jedna uwięziona osoba, także mała dziewczynka i młoda kobieta wciąż żyją. -- Słyszeliście ich? Tak. -- Polskie MSZ poinformowało, że wśród poszkodowanych nie ma Polaków. W systemie Odyseusz zarejestrowanych jest około 40 obywateli Polski. Przebywających w Kolumbii. -- Agnieszka Śmiechowska, 19:30. -- Prawie 700 interwencji straży pożarnej, burze z silnym wiatrem oraz opadami deszczu i gradu przeszły nad Polską w nocy z poniedziałku na wtorek. W wielu miejscowościach odcięto dostawy prądu. Przez centrum i północny wschód kraju przeszedł burzowy front. Był silny wiatr i ulewy. Podmuchy osiągały w porywach prędkość 100 km/h. Strażacy wyjeżdżali do powalonych drzew i konarów, monitorowali podniesiony stan wód. Odpompowywali zalane posesje i pomogli mieszkańcom podtopionych budynków. Wichura przewróciła słupy energetyczne w powiecie lipnowskim w województwie kujawsko-pomorskim. Najwięcej interwencji miało miejsce w województwach mazowieckim, kujawsko-pomorskim, wielkopolskim. O ich powrót do polskich lasów walczą miłośnicy przyrody. Rysiów jest w Polsce zaledwie 200. Rodzą się już na wolności, ale to, co zdarzyło się w województwie zachodniopomorskim, przeraża. Martwa rysica z otworem po pocisku została znaleziona w rzece Kokna pod Złocieńcem. Kto i dlaczego mógł strzelać do dzikiego kota? Maciej Gąsiorowski. -- Dołgie, mała wieś otoczona lasami, niedaleko Drawskiego Parku Krajobrazowego. To tu, w rzece, leśnicy znaleźli zastrzeloną samicę rysia. -- Pracownicy przebywający na tym oddziale w leśnictwie Dołgie zauważyli coś niepokojącego w rzece Kokna. Podleśniczy od razu zauważył, że jest to ryś, więc poinformował straż leśną. -- Według przyrodników zwierzę zostało zastrzelone dwa tygodnie temu. -- W ciele rysicy był otwór wlotowy po pocisku. -- Wstępne ustalenia wykazały, że zwierzę to zostało zabite pociskiem pochodzącym z broni myśliwskiej. Zabezpieczono fragmenty takiego pocisku. -- Na miejscu funkcjonariusze wykonali czynności w niezbędnym zakresie i zabezpieczyli materiał dowodowy. Martwa rysica została zabezpieczona do sekcji przez Zachodniopomorskie Towarzystwo Przyrodnicze w Mirosławcu. -- To właśnie tu, w Mirosławcu, przyrodnicy walczą o powrót rysi do natury. Uczą je polować i wypuszczają na wolność. W całej Polsce jest nieco ponad 200 rysi. Są pod ścisłą ochroną w całej UE. -- Niestety była to samica urodzona na wolności, co jest dla nas ogromną stratą, ponieważ najprawdopodobniej prowadziła młode. Niestety w tym momencie nie są one w stanie samodzielnie przeżyć na wolności. -- Mieszkańcy nie mogą zrozumieć, czemu ktoś chciał zabić zwierzę. -- Ciężko mi powiedzieć. Jest tych kotów nawet tu do mnie przychodzi, do sąsiada taki kot, ale możliwe, że i ten, i pomylili z rysiem. -- Nie wiem, co jakby kierowało tym kimś, że strzelał do rysia. Znowu nie widział, nie był pewien celu. To jest kpina jakaś, nie? -- Nie ma pewności, czy zabójcą był myśliwy. Komentuje Polski Związek Łowiecki. -- Mamy 134 tysiące członków i pełną świadomość przepisów prawa, dodaje. Naszym obowiązkiem jest coroczne szkolenie się, cały czas uczulamy właśnie myśliwych na takie sytuacje i przypominamy, że nie wolno do gatunków chronionych strzelać. -- To przypominanie na niewiele się zdaje, uważają ekolodzy. Greenpeace Polska podkreśla, że w ostatnich latach zwierzęta chronione najczęściej były zabijane przez łamiących prawo myśliwych. -- To jest trochę taka sytuacja, takiej administracyjnego przyzwolenia na kłusownictwo. W ostatnich latach udało się doprowadzić do skazania siedmiu osób za kłusownictwo na wilkach. Sześć z nich to byli myśliwi. -- Dostęp do broni myśliwych to jest zbyt łatwy. Ci ludzie w ogóle nie są w żaden sposób sprawdzani. No nie wiem, nie wiem, co mam powiedzieć. No dla mnie to jest niedopuszczalne. -- Prokuratura obiecuje dokładnie zbadać, co wydarzyło się w lesie koło Dołgia. Zabójcy rysicy grozi do pięciu lat więzienia. -- Maciej Gąsiorowski, 19:30. -- Nie żyje Andrzej Beja Zaborski. Aktor, reżyser, pedagog. Szerokiej publiczności znany z niezapomnianej roli komendanta policji w kultowym serialu "U Pana Boga" w reżyserii Jacka Bromskiego. Miał 75 lat. -- Nadrzeczona zawsze się znajdzie. -- Rola niezapomnianego komendanta policji w "Królowym Moście" przeniosła mu wyjątkową rozpoznawalność, sympatię widzów, a sama seria filmów Jacka Bromskiego wypromowała modę na Podlasie, z którym aktor był związany przez całe zawodowe życie. Zapamiętamy go także z filmów Wojciecha Smarzowskiego "Wesela" czy "Drogówki". Andrzej Beja Zaborski był też jednym z najwybitniejszych polskich aktorów, lalkarzy. Jego spektakle w białostockim Teatrze Lalek spotykały się z uznaniem krytyki i widzów. Historia Fabianka, którą już państwo znają, porusza i pokazuje, jak w obliczu tragedii ważne jest wsparcie i bezinteresowna pomoc. Wypadek samochodowy zmienił życie dziecka w jednej chwili. Dziś wracamy do jego historii, bo po miesiącach intensywnej terapii pojawia się szansa na rehabilitację w warunkach domowych. Aby tak się stało, trzeba małemu wojownikowi stworzyć odpowiednie warunki. Sandra Meunier. -- Poczucie odzyskał w nogach, czuje ból. -- W jego przypadku ból oznacza postęp. Po styczniowym wypadku Fabian nie chodził. Dziś jego ciało coraz mocniej odpowiada na rehabilitację. W egzoszkielecie znów uczy się stawiać krok za krokiem. -- Bardzo widać duszę. Postępy po nim są w ogóle ćwiczy tutaj z panią rehabilitantami, nawet czasami nie chce wychodzić. I tylko idziemy do drzwi i gada, że idziemy ćwiczyć. -- Lubisz chodzić, Fabianek? -- I chodzić chce coraz więcej. Personel rzeszowskiego szpitala mówi o nim "mały bohater". Postępy widać już nie tylko w wynikach badań. -- Fabianek zaczął poruszać rączkami, je samodzielnie, jest pogodny. Muszę powiedzieć, że fantastycznie znosi tę swoją ciężką niepełnosprawność. Moglibyśmy się wszyscy jako dorośli uczyć od niego. Jak sobie radzić psychicznie w takich sytuacjach. -- Fabian pierwszy raz z łówka. -- Kolejny mały wielki sukces, coraz lepiej stabilizuje głowę. Poprawia się też napięcie mięśniowe. Każdy taki ruch to dla jego układu nerwowego kolejny impuls do pracy. -- Tak, walczy i to bardzo mocno. Każdy krok, każde przyjęcie pozycji pionowej ciała to jest stymulacja, to jest stymulacja ośrodkowego układu nerwowego. -- Teraz najważniejsza walka toczy się o oddech, żeby Fabian mógł oddychać samodzielnie. -- Nigdy praktycznie się nie skarży. Jeśli tylko jest w dobrym samopoczuciu, to pracuje z całych sił. -- Ta praca daje efekty. Na tyle dobre, że za miesiąc Fabian może rozpocząć rehabilitację domową. Problem w tym, że w komunalnym mieszkaniu w Wołkowyji nie ma warunków do opieki nad nim. Dlatego Fundacja TVP zbiera środki na lokal bliżej szpitala, gdzie chłopiec będzie dalej rehabilitowany. -- Zebraliśmy ponad 200 tysięcy złotych na nowy dom, do którego mamy nadzieję, że na początku września rodzina będzie mogła się przeprowadzić. -- Do walki o zdrowie Fabianka dołączyły setki ludzi. Pod koniec czerwca ruszyła dla niego także wielka wyprawa maluchów, Ale swoją złotówkę do tej wyprawy może dołożyć każdy z nas. Wystarczy wejść na stronę Fundacji TVP albo wysłać SMS "Pomoc" na numer 73 365. -- Chciałbyś wrócić już do domku? -- Fabian ma zostać w szpitalu do 8 września. Przez ostatnie miesiące uczył się od nowa. Poruszać rękami, trzymać głowę i stawiać kroki w egzoszkielecie. We wrześniu chce zrobić ten najważniejszy: przez próg domu. Sand -- Będzie dobrze. -- To była 19:30, w której pokazujemy sprawy we właściwym kontekście. Za chwilę pytanie dnia. W studiu Piotr Maślak i jego gość Adam Leszkiewicz, prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej. My wracamy z podsumowaniem wtorku o 22:30. Do zobaczenia. -- Piotr Maślak, dobry wieczór. To jest "Pytanie Dnia", a państwa i moim gościem jest Adam Leszkiewicz, prezes polskiej grupy zbrojeniowej, wcześniej grupy Azoty, także urzędnik samorządowy. No ale przede wszystkim menedżer. Dobry wieczór. -- Dobry wieczór, dobry wieczór. -- Należące do PGZ Wojskowe Zakłady Lotnicze nr 1 oraz Wojskowe Centralne Biuro Konstrukcyjno-Technologiczne muszę się posiłkować notatkami, bo to są długie nazwy. Podpisały dzisiaj umowy wykonawcze z Boeingiem, które pozwalają na transfer technologii, czyli w dużym skrócie i uproszczeniu otwierają drzwi do uruchomienia centrum serwisowego śmigłowców Apache w Łodzi. Ważne wydarzenie, mówią o nim dzisiaj wszystkie stacje telewizyjne. Co ono oznacza dla naszej gospodarki, co ono oznacza dla miejsc pracy? -- Jest ważne. W największym skrócie: był zakup śmigłowców, które przybędą do nas w przyszłym roku, w 2027 roku. -- 96 miejsc. -- Jest! Są umowy offsetowe, jest transfer technologii, a zatem pójdą kompetencje, nowe miejsca pracy, bo ponad 100 osób trzeba zatrudnić w Łodzi, o bardzo specjalistycznych kompetencjach, ale generalnie przez 30-40 lat będziemy serwisować, przeglądać śmigłowce Apache i będzie to świetna sprawa i dla Łodzi, i dla tego zakładu, który ma już ponad 80 lat. -- Czyli rozumiem, dla pana jako prezesa PGZ ważne wydarzenie. -- Bardzo ważne wydarzenie. -- Te jutrzejsze i potem. -- Ale też dowodzi, że były negocjacje i jest umowa wykonawcza. Przechodzimy od teorii już do praktyki, czyli do transferu technologii. -- To jutrzejsze i pojutrzejsze jeszcze wydarzenia, przepraszam, pojutrzejsze to chyba nie najlepiej brzmi. Czyli chodzi o nadanie imienia i zwodowanie fregaty ORP "Wicher", jednej z trzech, bo będą jeszcze "Burza" i "Huragan", to już wiemy, że zatrudnienie w stoczni wojennej wzrosło z 500 do 1000 osób? Dobre dane mam? -- To, to w ogóle jest bardzo historyczne wydarzenie, dlatego że nigdy w Polsce marynarka wojenna nie otrzymywała, nie