-- 25 lat po zamachu na World Trade Center, świat pamięta tę tragedię i nieodwracalne skutki tego dnia. Awantura przed Akademią Wymiaru Sprawiedliwości na miejscu politycy PiS i policja. Trudny dzień na kolei, odwołane pociągi i opóźnione składy, protestowali maszyniści. Monika Sawka, dobry wieczór. -- Ćwierć wieku, tyle czasu minęło od dnia, w którym uprowadzone przez terrorystów samoloty wbiły się w wieżę World Trade Center w Nowym Jorku. Tych obrazów, które państwo widzą za moimi plecami, nie da się zapomnieć. W zamachach przeprowadzonych przez Al-Kaidę zginęło prawie 3000 osób z ponad 90 krajów. -- Łączymy się z Marcinem Antosiewiczem. Jak Ameryka wspomina ten dzień, najtragiczniejsze w powojennej historii? -- W smutku, trauma po dwóch wieżach i zamachach wciąż trwa. W tym roku po raz pierwszy, oprócz blisko 3000 ofiar, którzy zginęli bezpośrednio w zamachach, w uroczystościach oficjalnych upamiętniani są także ci, którzy zmarli i wciąż umierają. Na skutek nowotworów wywołanych szkodliwym powietrzem okazuje się, że jeszcze rok po zamachach mieszkańcy dolnego Manhattanu oddychali azbestem. Ostatnie godziny spędziliśmy z nowojorską rodziną o polskich korzeniach i oficerem najbardziej utytułowanym oficerem nowojorskiej policji, którego dziadkowie tak się składa, też pochodzili z Polski, Walter Wasilewski, był jednym z pierwszych policjantów na miejscu zamachów i od niego, ale także od wielu innych policjantów i strażaków, usłyszałem, że czasem potrzebowali 15, a czasem naprawdę tych 25 lat, by móc wrócić na miejsce, gdzie jako pierwsi próbowali ratować ocalałych. -- Mimo upływu 25 lat, nadal trudno uwierzyć w to, co się stało. -- To był najjaśniejszy, najbardziej niebieski, najbardziej słoneczny dzień, jaki kiedykolwiek widziałem w moim życiu. Przed i po tym wydarzeniu ten dzień był tak bardzo spokojny, tak cichy i nagle doszło do tragedii. Ataków. -- I dosłownie w kilka sekund piękne promienie słońca zamieniły się w ciemność. -- 40% rodzin nigdy nie odnalazło ciał swoich bliskich, więc to miejsce jest także symbolicznym grobem ich córek, synów, żon, mężów, matek, ojców, przyjaciół, kolegów, sąsiadów. Wszyscy byli żyjący prezydenci przyjechali na Grand Zero, by w ciszy upamiętnić ofiary zamachów. Obecny prezydent został w Waszyngtonie, wystąpił w Pentagonie, w który uderzył trzeci samolot. Prezydent wykorzystał zamachy sprzed ćwierć wieku do uzasadnienia swojej obecnej wojny z Iranem. -- Oddajemy hołd służbom ratunkowym i policji. Kochamy ich. Oddajemy też hołd żołnierzom, którzy pełnią służbę teraz, aby główny sponsor terroryzmu na świecie, jakim jest Iran, nigdy nie miał broni nuklearnej. -- Wypowiedzi dla nas gubernator stanu Nowy Jork mówi o narodowym zjednoczeniu w okrągłą rocznicę. -- W jedności i solidarności obchodzimy 25. rocznicę najstraszniejszych ataków na naszą ojczyznę. -- Jednak to bardziej życzenie niż rzeczywistość. Burmistrz czasów zamachów, Rudy Giuliani, stwierdził, że obecny burmistrz Nowego Jorku nie powinien brać udziału w ceremonii, bo jest muzułmaninem, tak jak zamachowcy z 11 września. Mam dalej jednak przyszedł na Grand Zero, a wcześniej ujawnił 170 000 stron dokumentów, które pokazują, że ówczesne władze przez lata ukrywały przed mieszkańcami dowody na szkodliwość powietrza. Tysiące ludzi zmarło na nowotwory. -- Dokumenty pokazują, że azbest wykryto niemal wszędzie tam, gdzie inspektorzy przeprowadzali badania. -- Dzisiejszy poranek w nowojorskich domach wyglądał tak jak urodziny Jankowskich. -- Tato, a czego te samoloty uderzyły w te bliźniaki? -- Akurat byliśmy zaatakowani innym krajem. To nawet nie krajem, tylko grupą taką, która nie lubiła Amerykanów i chciała zrobić nam wielki ból. I wiedzieli, że bliźniaki to byli symbol nie tylko Nowego Jorku, ale Stanów. -- Łukasz ma 7 lat. Kiedy doszło do zamachów, jego mama była w trzeciej klasie, tata w czwartej, a dziś sierżant Rafał Jankowski od prawie 12 lat jest nowojorskim policjantem. W rocznicę, tak jak tysiące oficerów, wspomina setki poległych strażaków, policjantów i ratowników. -- Człowiek, rodzina, w ogóle praca, ten to na co dzień. Chyba że, tak jak wiem, że jadę o, na Manhattan, akurat dzisiaj pracuję, bo czasami mnie wysyłają. No to wtedy człowiek tak myśli: o, jadę znów w te miejsce i zawsze przy tej fontannie tak człowiek ustanie, to tak cicho jest. -- Emerytowany oficer policji Walter Wasilewski kilka godzin po zamachu pojawił się na miejscu tragedii. Przez pierwsze tygodnie był po 20 godzin dziennie na służbie. Potem wrócił tu dopiero po 15 latach. Jego świat i świat nas wszystkich zmienił się na zawsze. -- Teraz masz płoty wokół pomnika. Przecież to nie było tak powszechne przed zamachami. Procedury bezpieczeństwa zmieniły się na całym świecie. -- I to jest gwarancja, że to się nigdy nie powtórzy? Te nowe procedury? -- Nie ma gwarancji, jeśli ktoś ma złą wolę, to znajdzie drogę. -- Nowojorczykom brakuje symbolu światowego handlu. W ostatnich dniach zburzone wieże, odtwarzały drony i lasery. -- W Polsce mówicie jeszcze Polska nie zginęła. -- I ze USA jest tak samo. Nikt nie zniszczy tego kraju, żeby nie wiadomo co zrobił. A o tych osobach zawsze będziemy pamiętać. Nowy Jork. Marcin Antosiewicz, 19:30. -- Zamach z 11 września nieodwracalnie zmieniły świat i rozpoczęły największe z możliwych geopolitycznych koszmarów. USA weszły w fazę strachu, lęku i agresji. W odpowiedzi na ataki rozpoczęły wojnę z terroryzmem. Na całym świecie wprowadzono specjalne regulacje antyterrorystyczne i zaostrzono środki bezpieczeństwa na lotniskach. Magdalena Karpińska. 10 godzin od uderzenia pierwszego samolotu George Bush wraca do Białego Domu. Służby uznają, że już jest bezpiecznie. Dopiero wtedy przemawia do narodu. -- Dziś celem ataku stała się wolność. Zaatakował tchórz bez twarzy, ale wolność zostanie obroniona. -- Już następnego dnia dziennikarze w USA i na całym świecie nie mają wątpliwości: to wojna i początek nowej ery. To moment, który zmienił świat. Niespełna miesiąc później Ameryka atakuje Afganistan, po tym, gdy talibowie odrzucają ultimatum o likwidacji kryjówek Al-Kaidy i wydaniu Osamy bin Ladena. Stanom pomagały siły NATO, w tym Polacy. Dziś Donald Tusk podkreślał znaczenie solidarności. -- Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Musi zostać podstawą naszej społeczności. Dzisiaj to jest ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. -- Wśród ponad tysiąca zabitych żołnierzy wojsk sojuszniczych było 43 polskich żołnierzy. Zginęło prawie 2,5 tysiąca amerykańskich wojskowych. Afgańczycy stracili 70 tysięcy żołnierzy i policjantów. Na Afganistanie nie zaprzestano. -- Państwa, takie jak Iran, Irak, Korea, Północna, tworzą oś zła. -- W 2003 roku rozpoczęła się inwazja na Irak, też z udziałem wojsk sojuszniczych, w tym polskich. Colin Powell przedstawił wcześniej na forum ONZ dowody na to, że Irak ma broń masowego rażenia. Fałszywe. Profesor Roman Kuźniar, były doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego do spraw międzynarodowych, krytycznie ocenia obie interwencje. -- To są wielkie grzechy, za które płaciliśmy cenę, dlatego że uznano, że przy pomocy tego typu interwencji można rozwiązywać różne problemy międzynarodowe. Później była Libia, później była Syria. Fale migracji, zamachy terrorystyczne w Europie. -- Za to Arabia Saudyjska celem nigdy się nie stała, choć 15 z 19 zamachowców to byli Saudowie. Samo Sama bin Laden nim był. Oficjalnie brakowało dowodów na to, że Rijad finansował Al-Kaidę. Stany chciały globalnej hegemonii, uważa profesor Kuźniar. A zamiast tego skupione na walce z terroryzmem straciły z oczu, jak inne kraje, odbudowują potęgę. -- Możemy powiedzieć, że od tego czasu rzeczywiście Chiny i Rosja zaczęły się odbudowywać. Natomiast Amerykanie stracili bardzo dużo środków, zasobów, czasu, energii, także zaufania społecznego. -- Zaufaniu nie pomogły te zdjęcia, gdy 5 lat temu Joe Biden wycofywał wojska amerykańskie z Kabulu, zostawiając afgańskich sojuszników na pastwę talibów. -- To jest, no, taka czarna plama na amerykańskiej historii. -- Dziennikarz Onetu Kamil Turecki, autor książki o tragicznym zamachu, zwraca uwagę, że 25 lat temu świat zmienił się dla wszystkich. Dzisiaj te zdjęcia nadal przerażają. Pozostał strach i olbrzymie środki bezpieczeństwa. -- Cały czas zastanawiamy się, gdzie jest ta granica, między wolnością, którą wszyscy chcemy mieć, a bezpieczeństwem, które chcemy, żeby było nam zapewniane. Myślę, że Amerykanie przesuwają te granice też na własną korzyść, że chcą po prostu inwigilować. Inwigilować ludzi. -- Amerykański sukces to walka z Al-Kaidą. I zabicie bin Ladena. Organizację udało się zdecentralizować i osłabić. Magdalena Karpińska, 19:30. -- Oglądają państwo 19:30. Już za chwilę polityczna awantura w Akademii Wymiaru Sprawiedliwości, a później zignorowanie. Czerwone światło i rogatki. Miały bardzo dużo szczęścia. Dzieciaki jeżdżą same, rodzice mają chyba swoje zajęcia. -- Dzieci na hulajnogach wjechały na przejazd. Skoro ja obserwuję moich rodziców, którzy przejeżdżają, wnioskuję, że mi też może się udać. -- Każda szkoła może poprosić o to, żeby nasz ambasador przeprowadził takie szkolenie. -- Awantura o kuźnie kadr byłego ministra sprawiedliwości. Spór o kierowanie Akademią Wymiaru Sprawiedliwości przeniósł się przed siedzibę uczelni. Na miejscu pojawili się parlamentarzyści PiS na czele z prezesem partii, zablokowali wejście do budynku Sławomirowi Cudakowi, który zgodnie z decyzją resortu miał przejąć obowiązki rektora. Doszło do przepychanek na miejscu pojawiła się policja. Anna Łubian-Halicka. -- PiS wytoczył najcięższe działa. -- By bronić posady tego byłego działacza suwerennej Polski, Michał Sopiński został rektorem Akademii Wymiaru Sprawiedliwości w wieku 30 lat. -- Bo tak tuż przed zmianą władzy zdecydował Zbigniew Ziobro. -- Ta akademia stała się swego rodzaju prywatnym folwarkiem. Ludzi byłego ministra Ziobry i trzeba było skończyć ten chocholi taniec. -- Ale prezes PiS widzi to tak. -- To jest część realizacji planu, który zmierza do tego, żeby pozbawić Polskę suwerenności. -- Stąd takie sceny. Przed Akademią Wymiaru Sprawiedliwości. Po tym, jak wczoraj pojawił się tu nowy rektor, PiS ruszyło do ataku. -- Nie pozwolę na wejście do gabinetu. -- To Maria Kurowska, posłanka PiS, która okupuje gabinet rektora. To sprzyjająca PiS telewizja, która goniąc za nowym rektorem. -- O pan do łazienki się schowa. Dobrze. -- Weszła za nim nawet do toalety. -- Tonujmy emocje. -- Apeluje Ministerstwo Sprawiedliwości i wyjaśnia powody odwołania Michała Sopińskiego. Wśród nich nieprawidłowości funkcjonowaniu akademii i aktywność w mediach społecznościowych. Michał Sopiński, gdy był rektorem, nawoływał do golenia głów badaczom Holokaustu. Janina Ochojską nazwał marionetką Putina, a Donalda Tuska przyszłym pensjonariuszem zakładów karnych. -- Nie tylko powinien zostać odwołany, ale prokuratura powinna się za niego wziąć. Jak najszybciej. -- Na razie jest decyzja ministra sprawiedliwości o jego odwołaniu. Poprzedzona półrocznym postępowaniem. I doręczona mu, jak przekonuje resort, wczoraj w hotelu w Karpaczu przez funkcjonariuszy Służby Więziennej. -- Sposób zastępczy, ponieważ on wyraźnie odmówił przyjęcia tej decyzji. -- Pan Sopiński nie odbiera korespondencji od ministra sprawiedliwości od już od dłuższego czasu. -- Jak się spełni poważne funkcje publiczne, to nie z każdym chce się spotykać. -- Przekonywał dziś odwołany rektor i oceniając swoją sytuację używał takich porównań. -- Wygląda to jak wyrzucanie lokatorów przez mafię reprywatyzacyjne za pomocą czyścicieli kamienic. -- Nikt nie narusza prawa w tej sytuacji, oprócz tamtej strony, która cały czas i pana Sopińskiego, który cały czas uważa, że jest rektorem, mimo że już nim nie jest. -- I w tym momencie pojawia się decyzja Trybunału Konstytucyjnego, którą wyciąga PiS. Po wniosku złożonym przez tych dwóch polityków byłej suwerennej Polski, Trybunał uznał, że do czasu wydania wyroku w tej sprawie. -- Gania. -- Żadne decyzje personalne, zapaść nie mogą. -- Trybunał Konstytucyjny ma siedzibę nie przy alei Szucha, tylko przy Nowogrodzkiej. Realizuje wszystkie polecenia polityczne, które dostaje z gabinetu Jarosława Kaczyńskiego. -- Po prostu nie mamy Trybunału Konstytucyjnego. -- Oceniał dziś jego były prezes podczas konferencji z okazji 40-lecia Trybunału Konstytucyjnego. Przed 10 laty jego decyzje dotyczyły obywateli, blokowały wprowadzenie odpłatności za drugi kierunek studiów czy nakazywały podwyższenie kwoty wolnej od podatku. -- Płacenia podatku nie może prowadzić do ubóstwa. -- Od kilku lat służą tylko politykom PiS. -- Proszę usiąść. -- Jeśli nie ma Trybunału Konstytucyjnego dobrze zorganizowanego i w pełni niezależnego, to obywatele nie mają właściwie obrońcy. -- Ale tu mowy o tym nie było. W Trybunale Konstytucyjnym na czele którego obecnie stoi były współpracownik Zbigniewa Ziobry, też świętowano jubileusz. Ale koncentrowano się na tym, jak powstrzymać planowane przez rząd zmiany. Anna Łubian-Halicka, -- Kolejny ruch w sprawie w śledztwie dotyczącym afery Zondacrypto. Służby przeprowadziły przeszukanie u byłego agenta Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Artura Chodzińskiego, który współpracował z Przemysławem Kralem. To on miał być pośrednikiem między Zondacrypto a Zbigniewem Ziobrą i innymi postaciami prawicy. Na współpracę z szefem upadłej giełdy kryptowalut miał zarobić ponad pół miliona złotych. -- Arkadiusz Pogłud. -- Pan Chodziński ma wyjątkową wiedzę w całkiem kluczowym obszarze. -- Tak rządzący komentują kolejny krok śledczych w sprawie afery Zondacrypto. Artur Chodziński, były współpracownikiem Przemysława Krala, szefa upadłej giełdy kryptowalut. Jak informuje prokurator generalny, dokonano przeszukań i zabezpieczono sprzęt elektroniczny Chodzińskiego. Nie doszło do przeszukań, odpowiada Chodziński, jednocześnie przyznając, że funkcjonariusze u niego byli i zabrali nośniki danych. -- Są to działania planowane przez prokuraturę. Jest to kolejny wątek afery Zondacrypto i sukcesywnie będziemy tę sprawę rozwikływać. -- Bo Zondacrypto to nie tylko finansowe oszustwo i mafijne korzenie, ale też niebezpieczne polityczne związki. Chodziński jako dawny agent CBA zarządów PiS miał pośredniczyć w kontaktach szemranego biznesmena z politykami tej partii. -- Przyszedł do mnie znany mi były funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego. -- Zbigniew Ziobro nie ukrywa, że to Artur Chodziński był łącznikiem między nim a Kralem, który chciał wesprzeć finansowo polityka PiS. Chodziński przyznał w rozmowie z TVN24 i WP, że informował Ziobrę, kim jest Kral. -- Jest taki facet, ma strasznie duże pieniądze, żeby było jasne, ma przeszłość taką, jaką ma. -- Ziobro zaprzecza. -- Odprowadzając do drzwi funkcjonariusza poinformowałem, że oczywiście zastanowię się jeszcze nad sprawą. -- Ostatecznie Ziobro dał zielone światło. Szef Zondacrypto przelał na jego fundację prawie pół miliona złotych. -- Jakie wpływy, jaki szantaż, jakie pieniądze? -- Miały być 2 miliony, mówił niedawno premier, przytaczając zeznania z protokołu śledztwa. A cel tej wpłaty był jeden. -- Obiecał, że jak wróci do władzy w Ministerstwie Sprawiedliwości, czego jest pewien, to ukręci łeb wszystkim tym sprawom. -- Artur Chodziński zorganizował też spotkanie Krala z Michałem Moskalem na Ibizie po powrocie z Balearów. Poseł PiS zaangażował się w zgłaszanie poprawek do rządowej ustawy o rynku kryptoaktywów. -- Chyba z punktu widzenia Krala inwestycja w pana Chodzińskiego była opłacalna. Prawica, zarówno PiS, jak i Konfederacja, trzy razy głosowała przeciwko ustawie. -- Chodziński to człowiek związany z PiS. -- Artur Chodziński. -- Tu obecny na spotkaniu programowym tej partii jesienią zeszłego roku. Dziś w PiS wydają się tego nie pamiętać. -- Jeżeli chodzi o pana Chodzińskiego, to go nie znam. To jest po pierwsze. Nigdy z nim nie rozmawiałem. -- Nie jestem przekonany, że jego rola to jest przede wszystkim rola dostarczyciela wiedzy. -- Prokuratura nie wyklucza, że Artur Chodziński zostanie przesłuchany. Arkadiusz Pogłód, 19:30. -- To historyczny moment. Agencja Uzbrojenia podpisała z Mesko pierwszą umowę do rekordowego kontraktu. Polska armia otrzyma kilka tysięcy rakiet i mechanizmów startowych zestawów Piorun. To symbol odrodzenia polskiej zbrojeniówki i eksportowy hit, który może zestrzelić np. śmigłowiec przeciwnika z odległości nawet 6 kilometrów. Jest lekki, odporny na zakłócenia, i skuteczny. Michał Niewodowski. -- Polskie Pioruny mają już za sobą bojowy sprawdzian. Teraz przed nimi największe zamówienie w historii: tysiące pocisków, miliardy złotych i kontrakt, który ma wzmocnić nie tylko armię, ale też polski przemysł obronny. -- To nie jest tylko przykład tego, że się mądrze i intensywnie zbroimy. To jest też dowód wielkiego gospodarczego sukcesu polskich firm, polskich talentów, polskich menedżerów, polskich wynalazców. -- Wartość umowy między agencją uzbrojenia i Mesko to 3 miliardy złotych. Polskie wojsko w najbliższych latach dostanie kilka tysięcy przeciwlotniczych zestawów rakietowych Piorun i potrzebną wiedzę. -- Największa umowa, na zakup Piorunów w historii polskiego wojska. To jest decyzja o charakterze strategicznym. Nie dotyczy tylko Polski, ale trafia do naszych sojuszniczych armii, do państw bałtyckich. -- Ale również do tak dobrej i bogatej Norwegii. -- Bo najlepsza rekl -- ama Pioruna to fakt, że sprzęt sprawdził się na froncie w Ukrainie. Przenośny zestaw może zwalczać m.in. śmigłowce, samoloty i drony. -- Ma około 6,5 kilometra zasięgu. Jest bardzo prosty w obsłudze, właściwie w krótkim czasie można każdego żołnierza nauczyć obsługi Pioruna. -- Ważną rolę grają też pieniądze. Piorun jest zabójczo skuteczny w eliminowaniu zagrożeń z powietrza i zdecydowanie tańszy niż systemy Patriot. Czy rakiety do F-35. -- Jeżeli już namierzy cel, ona go nigdy już nie odpuszcza. Ma 100% trafności. Najniższy pułap w tej kategorii rakiet, najlepsza skuteczność, najlepsze osiągi. -- Ale Piorun ma być elementem większej układanki. Polska chce rozwijać własne systemy uzbrojenia. Nowy ciężki bojowy wóz piechoty powstał w niecały rok. Dziś dostał imię Niedźwiedź. -- Nie ma w polskim wojsku tego typu wozu. Albo będziemy szukać tego typu pojazdów na rynkach zagranicznych, albo polski przemysł będzie w stanie wypracować to rozwiązanie samodzielnie. -- Samodzielnie stawiamy też na łączność, bo podpisanie tej umowy otwiera nowy rozdział naszego bezpieczeństwa. Firma ICEYE i Polska Grupa Zbrojeniowa stworzą wojskowy system łączności satelitarnej. -- To jest marzenie, to jest wyzwanie, ale to nie jest mrzonka. Powiedzieliśmy sobie, że finałem tego procesu, który dzisiaj się zaczął, może być i będzie polski Starlink. -- Piorun w powietrzu. -- Niedźwiedź na ziemi. A nad nimi polskie satelity. Ambicje są, żeby o swoje bezpieczeństwo zadbać samodzielnie. Michał Niewodowski, -- Jest zwrot w sprawie Piotra Niemczyka. Sąd wstrzymał wykonanie kary 15 dni pozbawienia wolności w związku z udziałem w proteście ostatniego pokolenia. Były opozycjonista z czasów PRL, jak poinformował minister sprawiedliwości, został zwolniony z zakładu karnego. Piotr Niemczyk przebywał od wtorku w jednej z warszawskich placówek penitencjarnych. Był jedną z 26 osób skazanych za udział w proteście ostatniego pokolenia wiosną ubiegłego roku. W związku z tym, że odmówił wykonania kary w formie prac społecznych, ta została zamieniona na 15 dni aresztu. W sprawie interweniowała RPO. Według Sylwii Gregorczyk-Abram, Piotr Niemczyk nie dopuścił się jakiegokolwiek zachowania sprzecznego z prawem. Musieliśmy zareagować. Czerwona linia została przekroczona, mówią maszyniści. W całym kraju zorganizowali 12-godzinny protest. Polegał na ograniczeniu prędkości na przejazdach kolejowo-drogowych do 20 km/h. To reakcja na tragiczny wypadek w Sokolnikach-Suchych, gdzie pociąg uderzył w będącą już na torach ciężarówkę. Katarzyna że być zmiany. Takie komunikaty dominowały na peronach i tablicach odjazdów. Ponad 5 godzin opóźnienia na trasie ze Szczecina do Przemyśla, 4 z Poznania do Ustki. To tylko przykłady. -- Po kilkaset minut nawet niektóre, kilkadziesiąt to chyba norma. -- Siedzę tutaj od 8:00, o 12:00 miałem pociąg. -- Czekamy i coraz nowsze komunikaty na aplikacji, że rzeczywiście ten czas się wydłuża. -- W najgorszej sytuacji byli ci, którzy na trasie mieli przesiadki. -- Nie ma na razie żadnego komunikatu o naszym pociągu. Więc nie ukrywam, stresujemy się. -- Pani Justyna ma dziś świętować swoje urodziny we Wrocławiu. Już wie, że dotrze z opóźnieniem. Pytanie, z jak dużym. -- Teraz się obawiam, czy dojadę. -- W ramach protestu maszyniści zwalniali na przejazdach do 20 km/h. Akcja trwała od północy do południa, ale opóźnienia wciąż się utrzymują. -- Maszyniści tłumaczą, że to był jedyny sposób, by pokazać ich poziom frustracji, rozgoryczenia. Ich apel jest prosty: konieczne są pilne zmiany dla bezpieczeństwa pasażerów i pracowników kolei. -- Wczoraj goryczy przelał ten wypadek w Sokolnikach-Suchych na Mazowszu. Kierowca ciężarówki wjechał pod rozpędzony pociąg, mimo czerwonego światła. W wypadku zginęła 39-latka, 5 osób nadal przebywa w szpitalu. W tym maszynista, który ma złamany kręgosłup. -- Fizyka jest nieubłagana. Skład pociągu waży kilkaset ton. Prędkość jest bardzo wysoka, więc ten pociąg po prostu bardzo ciężko wyhamować. -- Bezpieczeństwo jest niezwykle poważne, na równi albo nawet wyższe niż inwestycje i miliardy, które są wydawane. Bo cóż po tych miliardach, jak na kolei ginęliby ludzie? -- I te argumenty większość pasażerów, mimo utrudnień, przyjmowała ze zrozumieniem. -- Jeśli maszyniści alarmują, to znaczy, że sprawa jest poważna. -- Pierwsze efekty akcji maszynistów już są. Minister Infrastruktury zapowiedział zaostrzenie przepisów. Kierowcy za wjazd na przejazd na czerwonym świetle mają tracić prawo jazdy na co najmniej 3 miesiące. -- Deklarujemy jeszcze bardziej intensywne prace w kierunku inwestycji na przejazdach drogowo-kolejowych. Będziemy je zabezpieczać w dodatkowe urządzenia zabezpieczające, przed wjechaniem. -- To nagranie to dobitny dowód, jak potrzebne jest zaostrzenie przepisów. W Łodzi kierowca miejskiego autobusu pełnego pasażerów wjechał na przejazd, mimo czerwonego światła. -- Prowadzący, który w tym dniu kierował tym pojazdem, został odsunięty od prowadzenia pojazdu do czasu wyjaśnienia tej sytuacji. -- Na nagraniu widać tłum uciekających z autobusu pasażerów. Bo pojazd utknął pod jedną z zamykających się rogatek. Na szczęście kierowcy udało się w porę wycofać. -- Tylko w tym roku na przejazdach kolejowych doszło do 130 wypadków, w których zginęło 34 osoby. -- Katarzyna Grzęda-Łozicka, 19:30. Zagrożeniem są nie tylko kierowcy, którzy ignorują przepisy na przejazdach kolejowych. Nagranie, które państwo za chwilę zobaczą, mrozi krew w żyłach. Widać na nim troje dzieci na hulajnogach. Przejechały przez zapory mimo opuszczonych rogatek i migającego czerwonego światła. Nawet się nie upewnili, czy nie nadjeżdża pociąg. Tomasz Mildyn. -- Troje dzieci na hulajnogach podjeżdża do opuszczonych rogatek. Chwila zastanowienia i wszyscy ruszają przez tory mimo czerwonego światła i zbliżającego się pociągu. -- Straszna sytuacja. -- Codziennie dzieciaki jeżdżą same, nie wiem, rodzice mają chyba swoje zajęcia. -- Rodzice będą teraz musieli zająć się dziećmi i zmierzyć z konsekwencjami, bo policja już ustaliła, kto jest na tym nagraniu. -- Wszyscy to są mieszkańcy Bolesławca. Są to dwie dziewczynki i chłopiec w wieku 11 i 12 lat. W związku z tym materiały zostaną przekazane do sądu rodzinnego. -- Dzieci nie dość, że przejechały przez zamknięty przejazd, to poruszały się na hulajnogach elektrycznych, na których wolno jeździć dopiero od 13 roku życia. -- To nagranie pokazuje, -- co stało się tutaj w dobrej koło Bolesławca na Dolnym Śląsku. Ani migające światła, ani szlabany nie były w stanie powstrzymać młodych ludzi przed ryzykowaniem własnym życiem. Ale na przejazdach kolejowych w całej Polsce takie sytuacje to niestety codzienność. -- To Gdynia. Zdjęcia z dziś. Rowerzysta mimo opuszczonych rogatek sygnału dźwiękowego i świetlnego postanawia nie czekać, aż będzie mógł bezpiecznie przejechać na drugą stronę torów. I kolejny przykład, tym razem święta Katarzyna pod Wrocławiem. Piesi także ignorują sygnały i przeszkody w postaci szlabanów. To dokładnie to samo miejsce, w którym niedawno mężczyzna i kobieta z dzieckiem na ręku przebiegli przez tory kilka sekund przed pędzącym pociągiem. -- Cały ten mechanizm zadziałał. Patrzcie, mamy dużo czasu. Tam ktoś na nas czeka. -- Zachowanie dzieci na przejeździe pod Bolesławcem specjalistów niestety nie dziwi. Bo przykład idzie z góry. -- Skoro ja obserwuję, np. moich rodziców, którzy przejeżdżają często w takiej sytuacji i im się nic nie stało, wnioskuję, że mi też może się udać. -- Na szczęście tym razem się udało, ale ucieczka przed pociągiem, który jedzie często z prędkością powyżej 100 km/h, to ogromne ryzyko. -- Miały bardzo dużo szczęścia. -- Kampania "Bezpieczny przejazd" od lat tłumaczy, dlaczego w kontakcie z pociągami zawsze należy przestrzegać zasad, i czym może skończyć się ich łamanie. -- Nie przechodź przez dzikie przejście. -- Ale to także rola rodziców i szkoły, żeby uzmysłowić najmłodszym, że pośpiech może skończyć się tragicznie. Dlatego kolejarze zachęcają. -- Każda szkoła może zawsze do nas aplikować i poprosić o to, żeby nasz ambasador bezpieczeństwa przyszedł i przeprowadził takie szkolenie, warsztaty z dzieciakami bez względu na wiek. -- O rozsądek apelują też maszyniści, bo brzemię nieodpowiedzialnych decyzji innych uczestników ruchu z nimi zostaje na zawsze. -- Śmierć człowieka, którą widziałem jest czymś na pewno co zostaje. W pamięci i myślę do czego czasami tą pamięcią po prostu człowiek wraca. -- Tomasz Mildyn, 19:30. -- Ja już państwu dziękuję. Czas na "Pytanie dnia". U Justyny Dobrosz-Oracz dziś bardzo ważny temat: bezpieczeństwo na kolei. W studiu Dariusz Klimczak, minister Infrastruktury. Spokojnego wieczoru i do zobaczenia jutro o 19:30. -- Dobry wieczór państwu, Justyna Dobrosz-Oracz zapraszam na "Pytanie dnia", a ze mną i z państwem minister infrastruktury Dariusz Klimczak, PSL. Witam serdecznie, panie ministrze. -- Dobry wieczór. -- Panie ministrze, czy Związek Maszynistów Kolejowych wylał dziecko z kąpielą? -- Bo tego się pan obawiał. Nie, no cel mamy wspólny, żeby zwrócić uwagę opinii publicznej na zagrożenia, jakie są na przejazdach drogowo-kolejowych. Nie mam wpływu na formę protestu, żadnego związku zawodowego, natomiast zawsze staram się dostrzegać plusy i myślę, że dzisiaj wszyscy zrozumieli, jak i dowiedzieli się o tym, jak ważne jest zachowanie ostrożności, kiedy jestem kierowcą, ale także pieszym, kiedy jadę na rowerze, żeby zastosować się do znaków i do światła czerwonego na przejeździe drogowo-kolejowym. -- Czyli zmienił pan zdanie, że protest to nie jest krok zbyt radykalny? -- Znaczy, udało nam się wynegocjować, że ten protest nie trwał cały dzień, tylko trwał do godziny 12:00, dlatego mówiłem, że nie wolno zbyt radykalnie protestować, ponieważ cierpią na tym pasażerowie, a my zbyt wiele czasu i zbyt wiele energii poświęcamy na to, żeby ludzi zachęcić do jeżdżenia pociągami, żeby później narażać ludzi na perturbacje, opóźnienia i to, że nie dojadą do szkoły, do lekarza czy w jakimś innym celu, do pracy, właśnie pociągami. -- Czyli w paraliżu nie było. -- Paraliżu nie było, choć bardzo wiele pociągów się spóźniło, średnia to ponad 30 minut, chociaż były takie pociągi,