Rosyjski ślad - dron wabik znaleziony na terenie kopalni w Wielkopolsce. Strategia obrony - oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1 przedstawił swoją wersję wypadku. Polskie Eldorado - coraz więcej Brytyjczyków rusza znad Tamizy nad Wisłę. Joanna Dunikowska-Paź, dobry wieczór. Dron na terenie kopalni w Galczycach, w Wielkopolsce. Na maszynę trafił jeden z pracowników kopalni, nikt nie został poszkodowany. To ważna informacja, ale są także ważne pytania, na które będą próbowali odpowiedzieć teraz śledczy. Szef MON-u podkreślił, że otrzymał meldunek w tej sprawie, a nasi szwedzcy partnerzy mówią o naruszeniu ich przestrzeni przez maszynę prawdopodobnie realizującą misję na rzecz adwersarzy ze wschodu. Galczyce, koło Konina, w Wielkopolsce. Pracownik pobliskiej kopalni węgla znalazł dron nieznanego pochodzenia. Ta sprawa podlega wyjaśnieniu przez żandarmerię wojskową i policję. Pierwsze podejrzenia wskazują na kierunek wschodni. Dron wygląda na wojskowy, ma być podobny do tych, które we wrześniu nadleciały znad Białorusi. Rosja atakuje nimi Ukrainę. Biegli będą ustalali, jaki jest charakter tego obiektu, skąd on się tam wziął, kiedy się tam znalazł. W przyszłości odpowiedzi na takie pytania ma udzielać system detekcji dronów. Właśnie uruchomiono jego pierwszy moduł na podlaskim odcinku granicy polsko-białoruskiej. Kolejne to kwestia kilkunastu miesięcy - zapowiada szef MSWiA. Naszą ambicją jest oczywiście to, aby cała nasza granica wschodnia, cała granica morska, była właśnie wyposażona w tego typu systemy. Granica morska ma być też strzeżona przez okręty podwodne. W porcie w Gdyni cumuje szwedzka jednostka. Na razie tylko z okazji wizyty pary królewskiej na Pomorzu. Ale to ma się zmienić. Polska po wielu latach prowadzenia programu "Orka" dochodzi do finału. Polska Marynarka Wojenna ma teraz tylko jeden, postsowiecki, ORP "Orzeł". Dostanie trzy takie szwedzkie okręty, pierwszy ma być gotowy za 4 lata. W przyszłym roku dostaniemy jednostkę szkoleniową. Dziś szwedzki producent podpisał z Polską Grupą Zbrojeniową umowę na serwisowanie okrętów w Polsce. Gdybym dzisiaj szukał państwa, z którym nas tak wiele łączy pod względem budowania bezpieczeństwa, to najlepszym przykładem jest Szwecja. Szwecja, która jest w NATO od 2 lat. Bałtyk stał się wtedy niemal wewnętrznym akwenem Sojuszu. Niemal - bo jest jeszcze Rosja. Dlatego zacieśnienie współpracy państw NATO z basenu Morza Bałtyckiego jest niezbędne. Także w interesie Polski, która z Bałtyku intensywnie korzysta. Naftoport, który odpowiada za niemal 100% dostaw ropy naftowej, gazoport w Świnoujściu, który odpowiada za około 60% dostaw gazu, Baltic Pipe, który jest drugą nogą dostaw gazu do Polski. Polska chce wydać na okręty podwodne 15 mld zł. Na obronność przeznaczamy już niemal 5% PKB, to najwięcej wśród krajów NATO. Niektóre dopiero w zeszłym roku osiągnęły wymagane 2%. Niestety niektóre państwa NATO, bardziej oddalone od tej północno-wschodniej flanki, tej granicy z Rosją, mają z tym wciąż pewien problem. Polska jest członkiem NATO od dokładnie 27 lat. 12 marca 1999 roku przekazano USA akt przystąpienia do paktu. Na Placu Piłsudskiego w Warszawie podniesiono flagę Sojuszu. Gdyby to się nie zdarzyło, to te nasze porozumienia, okrągły stół - by tak z nami postąpiono jak z Ukrainą. Wejście Polski do NATO to efekt porozumienia ponad politycznymi podziałami. Teraz mimo deklaracji polityków sprawy bezpieczeństwa częściej dzielą. Za niespełna pół godziny prezydent wygłosi orędzie. Nie wiadomo, czego będzie dotyczyło, ale najbardziej wyczekiwana dziś decyzja dotyczy unijnego programu SAFE. O prezydencki podpis apelują nie tylko rządzący, ale także m.in. policjanci, którzy podkreślają, że bezpieczeństwo powinno być ponad partyjnym sporem. Karol Nawrocki proponuje alternatywny, tzw. polski, SAFE, ale coraz głośniej słychać pytanie, czy ten wzmocni obronność, czy samego prezydenta. SAFE jest gotowy, jest na stole. Wystarczy podpisać - apeluje do prezydenta szef MON. Trzeba wiele niechęci mieć do Polski, nie do rządu, ale do Polski, żeby tak nakłaniać prezydenta do niepodpisywania. To uwaga do opozycji. A to kolejny apel do prezydenta. Aby stanął po stronie polskiego munduru, polskich funkcjonariuszy, aby stanął po stronie Polaków. Polskie bezpieczeństwo wymaga pieniędzy tu i teraz. W razie weta to właśnie podległe MSWiA policja czy straż graniczna byłyby w najgorszej sytuacji. Nie dostaną pieniędzy z unijnego SAFE bez ustawy. Nie jest moją rolą, aby wskazywać, skąd środki mają pochodzić, który SAFE otworzyć. Policja tych środków potrzebuje i na pewno zostaną dobrze spożytkowane, nawet jeżeli dałoby się otworzyć obydwa. Potrzebujemy funduszy - pisze szef policyjnego związku zawodowego. Nie wskazuje, który SAFE rządzący mają otworzyć. Ale apeluje o bezpieczeństwo ponad partyjnymi podziałami. I taka zgoda na początku była - mówi pełnomocniczka rządu do spraw SAFE. W listopadzie, w grudniu, podczas rozmowy w BBN, kilkugodzinnej, w towarzystwie generałów, ja tylko słyszałam: "bardzo dobrze". A potem PiS zaczyna ten dziki atak na mechanizm SAFE i coś się w Pałacu Prezydenckim zmienia. Jeszcze we wrześniu były chwalące SAFE wpisy Mariusza Błaszczaka. A później takie hasła. Polska pod niemieckim butem. Choć na niemiecki przemysł pójdzie z polskiego SAFE zaledwie 0,37% środków. Pani minister jest adwokatem SAFE, więc będzie takie rzeczy opowiadała. Tutaj zalecam pełną cierpliwość, pan prezydent na pewno podejmie dobrą decyzję w polskim interesie narodowym. Decyzji jeszcze nie ma. Jest za to prezydencki projekt powołujący nowy fundusz obronny, zarządzany przez BGK i zasilany zyskiem z NBP, kredytami, pożyczkami czy obligacjami. Koszty BGK będą znacznie wyższe niż koszty zapożyczania się przez Komisję Europejską poprzez europejski SAFE. A miało być taniej. Polski SAFE 0%. To jest SAFE zero zł. Skąd, kiedy i ile pieniędzy NBP chce przekazać do funduszu, skoro od kilku lat nie ma zysku? Pytali rządzący. Wyjaśnić miała to konferencja prezesa NBP. Można złoto sprzedawać, można złoto kupować. Polska ma obecnie 570 ton. Jak złoty będzie dalej slaby na koniec roku przez tę wojnę, to będzie zysk, ale nie wiemy, jak będzie. Proszę w ogóle tego nie słuchać. To jest bla, bla, bla. To w ogóle nie ma znaczenia. Tak słowa prezesa NBP komentuje członkini Rady Polityki Pieniężnej i dodaje, że takich zysków z różnicy cen złota przy zakupie i dziś, o których mówił Adam Glapiński... Jakieś 197 mld w tej chwili. ...nie będzie ani w tym, ani w przyszłym roku. Żadne kwoty, które wczoraj padły - poza prawdopodobnie liczbą ton, bo w tej sprawie trudno weryfikować - nie są prawdą. Opowiadał jakieś bajki. Operacja na zysku ze złota, nawet jeśli byłaby możliwa, to nie jest darmowa - komentuje profesor Witold Orłowski. Jak wypuszcza 100 mld dla rządu, to jednocześnie zbiera coś od nas, sprzedając obligacje, to musi płacić 5% za to. W związku z czym to nie jest żadne 0%. Funduszem obronnym kierowałyby organy, w których 2 z 5 członków wskazywałby de facto prezydent. Decyzje zapadałyby większością 2/3 głosów, co oznacza, że bez zgody ludzi prezydenta fundusz nic nie zrobi. Pan prezydent absolutnie pozakonstytucyjnie próbuje zarządzać pieniędzmi na wojsko. On nie ma żadnych uprawnień. Mówią tak ci, którzy chcieliby leniwego prezydenta, który pilnuje żyrandola. Szef MON przypomina. W czasie pokoju zwierzchnictwo nad armią realizowane jest za pośrednictwem ministra obrony narodowej. I to w czasie pokoju trzeba się zbroić. My nie mamy czasu, każdy jeden dzień to jest działanie przeciwko polskiemu żołnierzowi, a mówienie "murem za polskim mundurem" to jest właśnie ta chwila, żeby teraz powiedzieć "sprawdzam". Prezydent czas na decyzję w sprawie SAFE ma do 20 marca. W Sejmie o przyszłości Trybunału Konstytucyjnego. Głosowanie, które ma wyłonić sześcioro nowych sędziów, jutro, a dziś Sejm debatował nad projektem uchwały, która ma przywracać Polakom sąd konstytucyjny. Dla prezydenta jest w niej ważny komunikat o tym, że nieprzyjęcie ślubowania to naruszenie Konstytucji. A w planie B jest m.in. ślubowanie przed marszałkiem Sejmu. Jaka jest szansa na restart w Trybunale? W zawirowaniach prawnych wokół tej instytucji gubią się nawet eksperci. Dlatego na początek przypominamy, co jest stawką w tej grze. Po co jest obywatelom Trybunał Konstytucyjny? TK to organ, który stoi na straży praw i wolności obywateli, taki, który chroni ich przed opresją władzy. Prawidłowo działający TK musi być takim bezpiecznikiem, który patrzy władzy ustawodawczej na ręce i mówi, że w tych miejscach, w których złamała konstytucję, taki przepis nie powinien obowiązywać. Tak było kiedyś. To rok 2014. Są niezgodne. I decyzja, która zablokowała pobieranie opłat za drugi kierunek studiów. Rok później... Obowiązek płacenia podatku nie może prowadzić do ubóstwa. ...Trybunał nakazał podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Z kolei to orzeczenie... Uważa za niezgodne. ...wyrzuciło do kosza przepisy ograniczające wolność zgromadzeń publicznych. To jednak nagrania archiwalne. Takiego trybunału prawdziwego nie mamy od 10 lat, czas rozpocząć ten proces naprawy. Stąd decyzja o obsadzeniu 6 wakatów w liczącym 15 sędziów Trybunale. Rządzący po raz pierwszy zgłosili swoich kandydatów. To Krystian Markiewicz, Anna Korwin-Piotrowska, Maciej Taborowski, Magdalena Bentkowska, Marcin Dziurda i Dariusz Szostek. Wszyscy są prawnikami bez politycznej przeszłości. Obywatele chcą mieć Trybunał, bo ten Trybunał, zwany przez niektórych wydmuszką, właściwie nie działa. Chcielibyśmy nowego, dobrego trybunału, który będzie się składał z autorytetów, na których nie będzie żadnego politycznego wpływu. PiS mówi "nie" i składa wniosek do Trybunału, twierdząc, że przepisy, na podstawie których są wybierani jego członkowie, jest niezgody z Konstytucją. Trybunał może orzekać we własnej sprawie? Oczywiście, że tak, bo orzeka o przepisach ustawowych. To PiS z dziś, a to z czasów, gdy rządziło i wprowadzało do Trybunału swoich sędziów. Chcą doprowadzić do tego, żeby TK był sędzią we własnej sprawie, i na to Wysokiej Izby nie może być przyzwolenia, bo to jest właśnie łamanie standardów demokratycznych. Mówił poseł Stanisław Piotrowicz, zanim zamienił partyjna legitymację na sędziowską togę. Wraz z Krystyną Pawłowicz został wybrany do Trybunału głosami PiS, na podstawie tych samych przepisów, które teraz według PiS są niekonstytucyjne. Co argumentuje, używając mocnych słów. Demokracja w Polsce po prostu się wali. Czysta polityczna hipokryzja. Prawo i Sprawiedliwość będzie robiło wszystko, żeby zaszkodzić rządowi, żeby nam się nie udało tej sytuacji uzdrowić. Bo ta obecna według rządzących jest na rękę PiS-owi. Komu teraz służy Trybunał Konstytucyjny? Służy PiS-owi i tak był zaprojektowany, żeby wykonywać przed wszystkim polecenia Nowogrodzkiej. Kiedy komisje śledcze zaczęły rozliczać rządy PiS, Trybunał uznał je za niekonstytucyjne. Złożony dwa dni temu wniosek PiS Trybunał rozpatrzy już w przyszłym tygodniu, choć większość spraw na wokandę czeka miesiącami. Komu teraz służy Trybunał Konstytucyjny? Rzeczpospolitej. A nie jednej partii? Nie, Trybunał Konstytucyjny służy teraz Rzeczpospolitej. Rządzący w odpowiedzi przypominają te słowa. To moje odkrycie towarzyskie. O prezesce Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał niestety stał się organem politycznym, który chroni interesy jednej partii politycznej, a nie obywateli. Stąd przypuszczenia, że we wtorek Trybunał przyzna rację politykom PiS, na co może potem powołać się prezydent, odmawiając zaprzysiężenia nowo wybranych sędziów. Mamy oczywiście plan B, wybór jest wyborem, jak jest wybranym członkiem TK, to jest wybranym członkiem TK. Ten wybór już jutro. Oglądają państwo "19.30" w czwartek. Co jeszcze przed nami? Obrona przez atak. Nagle zobaczyłem samochód wyjeżdżający z prawego pasa na lewo. Nie mogłem już nic zrobić. On ma alternatywną wizję tego wypadku. Oskarżony o spowodowanie wypadku na A1 złożył wyjaśnienia. Wysoki sądzie, ja wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia. Więc nie czułem się winny śmierci tych osób. On się chwyta wszystkich metod. Wieloletni papieski jałmużnik, nazywany także "Robin Hoodem papieża", kardynał Konrad Krajewski nowym metropolitą łódzkim. Decyzję Leona XIV poznaliśmy w dniu, w którym episkopat Polski kończy zebranie plenarne i upublicznia dokumenty opisujące, jak ma działać komisja ds. pedofili w Kościele. Jak duże to wyzwanie i z jakimi jeszcze polski Kościół będzie musiał się zmierzyć? To ten kardynał obejmie archidiecezję łódzką. Po kardynale Grzegorzu Rysiu, z którym dobrze się zna i z którym, mówiąc kolokwialnie, nadają na tych samych falach. Przychodzi ktoś z podobną wrażliwością, z podobnym spojrzeniem. Widzi Kościół powszechny i lokalny. To wzór dla innych kapłanów. On swoim życiem mówi, że należy szukać ludzi i iść z przesłaniem ewangelii. Poglądy kardynała Konrada Krajewskiego kształtował papież Franciszek. To będzie biskup pachnący swoimi owcami. Biskup będący blisko spraw ludzi, niezamykający się w swoim pałacu. Mam też nadzieję, że będzie pasterzem, który nie da się wciągnąć w polityczne spory w Polsce. Bo polityka to, poza nierozliczonymi skandalami pedofilskimi, jeden z grzechów głównych Kościoła w ostatnich latach. Te dwa faktory wpływają najbardziej na potężny odpływ ludzi od Kościoła. Przez ostatnie 7 lat 6,5 miliona ludzi. Czy to się zmieni za sprawą drugiego z kardynałów na czele archidiecezji? Ten duet może odcisnąć bardzo mocne piętno na episkopacie Polski i zmienić w sposób radykalny układ sił. Nominacja została ogłoszona w dniu, kiedy polski episkopat po 3 latach prac uznał, że jest gotowy na świecką komisję do zbadania nadużyć seksualnych wobec małoletnich. Od lat powojennych do teraz. Niezależność tej komisji jest jednak papierowa - mówią eksperci. Bo ani nie będzie miała dostępów do archiwum - dobra wola diecezjalnych kustoszów, archiwistów, jeżeli te akta będą wydawane. I po drugie biskupi nie będą mogli jako świadkowie być pociągani przed oblicze komisji. Episkopat miał przedstawić statut komisji, ale tego nie zrobił. Są na razie deklaracje. Punktem odniesienia dla prac i inspiracją były dokumenty, które były przygotowane przez zespół księdza prymasa. Ale to nie prymas Wojciech Polak opracował ostateczne zasady, a biskup Sławomir Oder, krytykowany za odebranie komisji walorów niezależności. Ma ją zapewnić autorytet przewodniczącego lub przewodniczącej. Wiarygodność i niezależność komisji będzie na pewno ostatecznie oparta o autorytet takiej osoby. Są biskupi, którzy chcą, aby Kościół się oczyścił, i z tym nie czekają. Niezależne komisje do zbadania nadużyć seksualnych wobec dzieci powstały w Łodzi i w Sosnowcu. I są zapowiedzi w Krakowie, Wrocławiu i Częstochowie. Na powołanie tej ogólnopolskiej nadal musimy czekać. Nie wiadomo, kiedy ruszą prace. Wiadomo, że komisja na przygotowanie raportu będzie miała 3 lata, z możliwością wydłużenia tego czasu. A czy dojdzie do prawdy? Powiem za Mateuszem Ewangelistą: poznamy po owocach. Nie przyznaje się do winy i nie wierzy w bezstronność prokuratury. Przed sądem rejonowym w Piotrkowie Trybunalski pierwszy raz wyjaśnienia złożył Sebastian M., oskarżony o spowodowanie śmiertelnego wypadku na autostradzie A1. Jak tłumaczył, dopiero teraz, bo materiał dowodowy wreszcie może potwierdzić jego słowa. Czy tak faktycznie jest, zdecyduje sąd, a jak broni się oskarżony? Nie widzi swojej winy i twierdzi, że to nie on odpowiada za śmierć 3-osobowej rodziny na autostradzie A1. Ale po raz pierwszy zabrał głos przed sądem. Nie brałem udziału w nagonce medialnej, żeby uszanować pamięć ofiar wypadku, próżno licząc na bezstronność prokuratury. Na początku procesu nie widziałem zatem żadnej możliwości, żeby złożyć wyjaśnienia. Sebastian M. 2 godziny odczytywał z kartki przygotowany tekst. Czuje się ofiarą hejtu, politycznego polowania, publicznie zarzucano mu winę, grożono bliskim. Rozważałem nawet dobrowolne podanie się karze, żeby tylko zamknąć ten temat. A to reakcja rodziny. Już teraz się posunął do jakichś aspektów politycznych, to już zakrawa o bezczelność z jego strony. Przepraszam, ale bardzo się zdenerwowałam. Oskarżony broni się przez atak i oskarża o błędy prokuraturę i biegłych. Z mojej perspektywy są one niewiarygodne, nie mają oparcia w materiale dowodowym i stanowią obraną linię obrony, która kształtuje alternatywną wersję zdarzeń. Wrzesień 2023 roku, autostrada A1, w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego. Sportowe BMW z ogromną prędkością uderza w Kię. Za kółkiem Sebastian M. Kia staje w płomieniach. Pasażerowie Kii, Patryk, jego żona Martyna i ich 4-letni syn Oliwier, giną na miejscu. Dokładnie nie wiem, co się stało tego tragicznego dnia. Jechałem skrajnym lewym pasem trójpasmowej jezdni, gdy nagle zobaczyłem samochód wyjeżdżający z prawego pasa na lewo. Nie mogłem już nic zrobić. Sebastian M. za wypadek obwinia ofiary. I przekonuje, że jechał znacznie wolniej, niż ustalili biegli. W momencie, w którym doszło do zderzenia, ja pamiętam 170 km/h. Jeśli świadkowie mówią, że jechał jak taran i uciekali przed nim, to chyba nie jechał te 170 km/h. Wyjazd przez Niemcy do Emiratów Arabskich po wypadku oskarżony tłumaczył zaplanowanymi spotkaniami biznesowymi. Nie uciekłem i nigdy nie miałem takiego zamiaru. Sąd się dziwił, że ja kontynuowałem pracę po takim zdarzeniu. Wysoki sądzie, ja wiedziałem, że nie spowodowałem tego zdarzenia, więc nie czułem się winny śmierci tych osób. Obrończyni Sebastiana M. domagała się dziś zwolnienia go z aresztu. Sąd przedłużył go jednak do października. Nie uznajemy jej jako decyzji słusznej i znajdującej potwierdzenie w materiałach dowodowych sprawy. Za spowodowanie katastrofy w ruchu drogowym Sebastianowi M. grozi do 8 lat więzienia. Jak skutecznie dyscyplinować uczniów? To dyskusja stara jak sama szkoła, ale pomysł, by grozić dzieciom nożem, jest bezdyskusyjnie szokujący. W Piątkowisku, pod Pabianicami, w trakcie lekcji w III klasie emocji miało być tyle, że nauczycielka wyciągnęła nóż i zagroziła uczniom, że zaprowadzi spokój. Kobieta została odsunięta od prowadzenia lekcji, a dyrekcja wyjaśnia zajście. W pewnym momencie pani nauczycielka wyjęła nóż, tam była mowa o nożu do tapet, i pokazała go dzieciom. Na pokazaniu się jednak nie skończyło. Padły słowa, które nie powinny mieć miejsca. Te słowa tak relacjonowali portalowi "Życie Pabianic" rodzice. "Pani wyciągnęła nóż i zagroziła dzieciom, że jak nie będzie spokoju, to ich wszystkich...". To na razie podejrzenia, historia oparta na relacji dzieci, uczniów III klasy podstawówki. Co dokładnie wydarzyło się w zespole szkół w Piątkowisku, pod Pabianicami, sprawdza policja. Choć dyrekcja placówki sprawy nie zgłosiła. O zdarzeniu dowiedzieliśmy się z doniesień medialnych. Dziś rano komendant powiatowej komendy w Katowicach skierował funkcjonariuszy na miejsce. To, że puszczają czasem nerwy, to się zdarza. Ale grożenie małym dzieciom nożem, jeśli rzeczywiście do tego doszło, nigdy nie powinno się wydarzyć. A jeśli się wydarzyło, powinno zostać zgłoszone policji. Istnieje obowiązek poinformowania o tym policji i prokuratury. Naszym zdaniem reakcja dyrektora była prawidłowa. Niezwłocznie po tym, jak otrzymał taką informację, natychmiast w zasadzie zawiesił panią nauczycielkę. Sprawą zajmują się też władze oświatowe. Kuratorium oświaty w Łodzi otrzymało dziś pismo informujące o sprawie. Dzieci nie mają kontaktu z pedagożką. Nauczyciel jest w tym momencie odsunięty od pracy. Na jutro w szkole zaplanowano spotkanie z rodzicami. Nocna prohibicja w całej Warszawie. Rada miasta zdecydowała niemal jednomyślnie, 1 czerwca zakaz wejdzie w życie. Zakaz sprzedaży alkoholu będzie obowiązywał od godz. 22.00 do 6.00 rano, zarówno na stacjach benzynowych, jak i w sklepach. Wyjątkiem jest strefa bezcłowa na lotnisku Chopina. Program pilotażowy realizowany w Śródmieściu i na Pradze Północ przekonał władze miasta i radnych. Już po 2 miesiącach mieliśmy obniżenie o 20% interwencji policji, zwłaszcza tych nocnych, i interwencji straży miejskiej. I o to dokładnie chodziło. Jednocześnie rada m.st. Warszawy zmniejszyła liczbę koncesji, które są wydawane sklepom na sprzedaż alkoholu, zwiększając koncesje dla punktów gastronomicznych. Zmiany cieszą mieszkańców. W Śródmieściu nie da się normalnie żyć. Nie da się spać, nie da się pracować, nie da się funkcjonować. Przeżywamy koszmar. Choć niektóre sklepy monopolowe znalazły lukę w przepisach. Ten po godzinie 22.00 działa jako stoisko gastronomiczne. Wstawiono tam stoliki. Od 6.00 do 22.00 jest sklepem, a od 22.00 do 6.00 barem. Władze stolicy zapowiadają, że ta sprawa również zostanie rozwiązana. Nocna prohibicja obowiązuje też w innych miastach, m.in. w Krakowie, Bydgoszczy czy Białej Podlaskiej. Warto przy tej okazji pamiętać, że nie ma takiej ilości alkoholu, która nie byłaby szkodliwa dla naszego zdrowia. Tankowce w ogniu i paraliż w rejonie Zatoki Perskiej. Irański odwet ma nowe cele, bezzałogowce atakują sąsiednie kraje m.in. podwodnymi dronami. Mnożą się apele o pilną interwencję, która pomogłaby odblokować żeglugę przez kluczową dla transportu ropy naftowej Cieśninę Ormuz. Wiec zwolenników Donalda Trumpa w Kentucky. Amerykański prezydent w dobrym humorze. Jeden z najważniejszych tematów: Iran. Epicka Furia. Czy to dobra nazwa? Setkom wyborców ogłosił, że operacja już zakończyła się sukcesem. To jednak nie oznacza zaprzestania ataków na reżim w Teheranie. Wiecie, nigdy nie powinno się mówić za wcześnie: wygraliście, wygraliśmy. Ale my wygraliśmy już w pierwszej godzinie. Jak to zwycięstwo wygląda, pokazują te nagrania z Zatoki Perskiej. Iran zniszczył na wodach terytorialnych Iraku 2 przewożące ropę tankowce. Atak miały przeprowadzić wypełnione materiałami wybuchowymi łodzie. Natychmiast rozpoczęliśmy akcję ratunkową załóg obu tankowców. O 4.00 rano pożary zostały ugaszone. Ewakuowano kilkadziesiąt osób. Jedna zginęła. To jasny znak, że Iran nie cofnie się przed całkowitym sparaliżowaniem światowego handlu ropą. Wcześniej Donald Trump zapowiedział, że siły USA będą eskortować tankowce czekające po obu stronach blokowanej przez Teheran Cieśniny Ormuz. Ale dziś z Waszyngtonu popłynął taki komentarz. Po prostu nie jesteśmy na to gotowi. Na irańskie ataki zareagowała giełda. Cena baryłki ropy znów przekroczyła 100 dolarów. Wypuściliśmy na rynek 400 mln baryłek ropy naftowej. I to pomimo tej decyzji państw zrzeszonych w Międzynarodowej Agencji Energetycznej. Uwolnienie rezerw paliwowych miało zatrzymać wzrost cen. Te 400 mln baryłek odpowiada ok. 20 dniom przepływu ropy przez Cieśninę Ormuz. A Donald Trump już nie kryje, że kryzys paliwowy dla USA oznacza zyski. Kiedy więc ceny ropy rosną, zarabiamy dużo pieniędzy. Na korzyści liczy też Kreml. Specjalny wysłannik Putina spotkał się w Miami z doradcami amerykańskiego prezydenta. Coraz więcej krajów, w tym USA, zaczyna rozumieć kluczową rolę rosyjskiej energii, rosyjskiej ropy i gazu, w zapewnianiu stabilności na rynkach światowych. Teheran grozi, że cena ropy sięgnie 200 dolarów za baryłkę. Setki odwołanych lotów, zdezorientowani pasażerowie, chaos na niemieckich lotniskach. W Lufthansie trwa dwudniowy strajk pilotów, którzy domagają się wyższych składek emerytalnych. Strajkiem nie są objęte loty z regionów kryzysowych na Bliskim Wschodzie, ale zakłócenia dotkną podróżnych z Polski. Przewoźnik zapowiada, że mimo strajku, do którego pilotów Lufthansy wezwał związek zawodowy, zrealizuje ponad połowę zaplanowanych operacji, skorzysta z większych samolotów lub innych linii lotniczych należących do grupy Lufthansa. Największe utrudnienia odczują pasażerowie podróżujący przez Monachium oraz Frankfurt nad Menem, gdzie znajdują się główne huby przewoźnika. Z Niemiec wielu podróżnym nie uda się wylecieć do Polski. Anulowano też wiele lotów z Polski. Wszystkie loty dziś i jutro z Krakowa i do Krakowa, np. z Frankfurtu nad Menem, zostały anulowane. Przewoźnik, odpowiadając na nasze pytanie, zaznaczył, że ze względu na ciągłe zmiany nie jest w stanie podać informacji na temat skutków dla poszczególnych lotnisk lub regionów, ale pasażerowie, których loty zostały odwołane, mieli zostać - zgodnie z zapewnieniami Lufthansy - powiadomieni mailem. Pozostali mogą na razie zakładać, że ich rejs odbędzie się zgodnie z planem, ale warto mimo wszystko sprawdzić status rejsu u przewoźnika i śledzić komunikaty Lufthansy i informacje na stronach lotnisk. Powodem strajków w Lufthansie i Lufthansie Cargo jest spór dotyczący zakładowego programu emerytalnego. W Lufthansie City Line związek zawodowy i kierownictwo spierają się o wynagrodzenia. Strajk ma zakończyć się jutro o północy. Dynamiczny rozwój, wysoki poziom bezpieczeństwa, dobre miejsce do życia - brytyjski dziennik "The Times" wymienia zalety Polski. I publikuje poradnik dla Brytyjczyków, którzy chcieliby tu zamieszkać. Historia migracji zmienia kierunek, a dlaczego życie nad Wisłą staje się atrakcyjniejsze niż nad Tamizą? Patrick Ney jest jednym z tych, którzy udowadniają, że dziś to Brytyjczycy częściej patrzą na Polskę, a nie odwrotnie. Nad Wisłą mieszka już blisko 200 tys. Brytyjczyków. Od 20 lat w Wielkiej Brytanii wzrost gospodarczy jest bardzo słaby, a przeciętny Brytyjczyk realnie zarabia mniej, a nie więcej. W Polsce wszystko rozwija się bardzo szybko. Podobne wnioski wyciąga "The Times". Brytyjski dziennik pisze wprost: polska gospodarka rozwija się nawet 3 razy szybciej niż brytyjska. Słowo "sukces" odmienia przez wszystkie przypadki i publikuje poradnik dla Brytyjczyków, jak zacząć nowe życie nad Wisłą. Polska jest jednym z najlepszych miejsc na świecie, żeby mieć rodzinę, żyć spokojnie, w tolerancyjnym kraju. Tu dzieci mogą mieć normalne dzieciństwo. To jest moje miejsce do końca życia. Zmianę widać także w liczbach. Od wielu miesięcy coraz więcej brytyjskich klientów pyta nie tylko o prowadzenie biznesu w Polsce, ale też o możliwość życia tam. Ten trend nie dziwi brytyjskich dziennikarzy. Drodzy Brytyjczycy, naprawdę bardzo mądrze robicie, chcąc pojechać do tego fantastycznego kraju. Powodzenia. "The Times" podkreśla, że Polska w przeciwieństwie do wielu państw regionu uniknęła oligarchizacji gospodarki, a rozwój jest bardziej równomierny. Kraj jest bezpieczny, edukacja publiczna na wysokim poziomie. To przyciąga także studentów. Jakość życia jest lepsza niż w Anglii, i to są małe rzeczy, np. centra handlowe są wszędzie. Jedyna bariera: w wielu miejscach pracy nadal potrzebna jest znajomość języka polskiego. Ale jak przekonują ci, którzy już się przeprowadzili, to przeszkoda, którą można pokonać. Polska stanie się jednym z czterech najważniejszych krajów dla brytyjskich ekspatów. Zmienia się też sposób myślenia o Polsce na świecie. Polska będzie miała nowego noblistę. Victor Ambros przyjechał do mnie i zwrócił się o polskie obywatelstwo. Bo Polska nie jest już tym samym krajem, z którego 20 lat temu w poszukiwaniu lepszego życia na Wyspy wyjechały setki tysięcy młodych ludzi. Dziś coraz częściej to Brytyjczycy szukają stabilności w Polsce. A historia migracji między naszymi krajami zaczyna się pisać w odwrotnym kierunku. Bardzo państwu dziękuję i polecam "Pytanie dnia" i rozmowę Justyny Dobrosz-Oracz z rzecznikiem rządu Adamem Szłapką. Do zobaczenia.