To jedno z najważniejszych wydarzeń politycznych w tym roku. Węgrzy głosują w wyborach parlamentarnych. To moment przełomowy, który może zadecydować o przyszłości kraju rządzonego od 16 lat przez Viktora Orbana. Jak długa będzie droga Węgier do demokratyzacji i derusyfikacji? Kim jest rywal lidera Fideszu? Co wynik tych wyborów oznacza dla Polski i całej Europy? Już teraz głos przekazuję Markowi Czyżowi, który jest w Budapeszcie. Dobry wieczór, Marku. Małe państwo w środkowej Europie, a jednak dziś ogniskuje uwagę tej wielkiej Europy i nie tylko. Dla jednych enfant terrible wspólnoty europejskiej, dla innych niepokorny kraj z odważnym przywódcą, dla wszystkich niewiadoma, bo przyszłość opiszą te wybory. Jesteśmy w kluczowych miejscach tej elekcji. Sztab Viktora Orbana - Daniel Chaliński, w sztabie Petera Magyara Bartosz Filipowicz, a informacje z Państwowej Komisji Wyborczej ma Rafał Miżejewski. I od tego zaczynamy. Jak ten proces przebiegnie? Lokale wyborcze zamknięte. Teraz rozpoczyna się liczenie głosów. Planowo za kilkadziesiąt minut powinny spływać pierwsze cząstkowe wyniki. Na razie możemy mówić jedynie o frekwencji. Wiadomo, że jest rekordowa, ale jeszcze nie ostateczna. Do godziny siedemnastej, czyli 2 godziny przed zamknięciem lokali wyborczych, ta frekwencja wyniosła ponad 74 procent. Węgrzy pobili frekwencyjny rekord sprzed ponad 20 lat. Frekwencja jeszcze może się powiększyć. Zdecydowana większość Węgrów jest przekonana, że ostatecznie ta frekwencja może przekroczyć 80%. Frekwencyjnym liderem wśród miast jest Gior. Tam w wyborach zagłosowało blisko 80% wyborców. 16 lat absolutnej władzy to czas, w którym do władzy można przywyknąć. W slalomie między unijnymi funduszami a retoryką nacjonalisty Viktor Orban zbudował pomnik swojej politycznej popularności, ale w dniu wyborów sondaże burzą ten obelisk. W sztabie Viktora Orbana jest Daniel Chaliński. Witaj. Jak nastroje? Wyczuwana jest nerwowość, ale na razie w sztabie Orbana są pustki. Dopiero pojawiają się pierwsi politycy. Godzinę temu przyjechała tutaj spora grupa, w której mógł być premier Orban. W godzinach wieczornych ze sceny ma przemawiać do swoich wyborców. Ta kampania była brutalna i nierówna. Politycy Fideszu codziennie oskarżali opozycyjną partię o ingerencję zewnętrzną w te wybory. Orban z pewnością zdaje sobie sprawę, że dzisiaj to jest jego "być albo nie być". Wzgórze zamkowe w Budapeszcie. To tu Viktor Orban zakończył kampanię. Odniesiemy takie zwycięstwo, że zaskoczymy wszystkich, a może nawet nas samych. Na ostatnim wiecu tłumy, choć nie tak liczne, jak zakładano. Chcemy polityków, którzy wyznają wartości chrześcijańskie i patriotyczne. Wyborców Fideszu nie interesuje inflacja i to, że Węgry są najbiedniejszym krajem UE. Orban to dobry polityk. W języku angielskim można by go określić jako "maverick". Niezależny, idący własną drogą. Ta droga, choćby w trakcie kampanii, nie należała do udanych. Taka straszna kampania. Jeszcze nie było na Węgrzech. To był obłęd. Kłamstwo, kłamstwo. I to wystarczy już. Orban postawił przede wszystkim na politykę strachu. To ona ma doprowadzić go do zwycięstwa. Kampania Orbana była początkowo wymierzona przeciwko Magyarowi. Później zmienił strategię i zaczął atakować Zełenskiego. Wrogość wobec Kijowa to główne paliwo kampanii Orbana. O walczącej Ukrainie mówił tak: To jest państwo terrorystyczne! Nasi synowie nie będą umierać za Ukrainę! To prawda, że Węgry nie będą umierać za Ukrainę, bo nikt nie wciąga Węgier do tej wojny. To tylko narracja Fideszu. Peter Magyar zadeklarował, że oczywiście nie ma takiego planu. Były też takie wyborcze hasła. Bruksela to zagrożenie dla suwerenności - w przeciwieństwie do Rosji, z którą Viktor Orban jest zaprzyjaźniony. Czy na miejscu Zełenskiego oddałby pan swoje terytoria Rosji? Mam szczęście, że nie jestem Zełenskim. Jak wynika z opublikowanej przez dziennikarzy rozmowy Orbana z Putinem, premier Węgier miał wyrazić gotowość do pomocy Kremlowi. Do tego węgierski minister spraw zagranicznych przekazywał Ławrowowi informacje o kluczowych decyzjach Brukseli. Nie chcę żyć w kraju, który ma powiązania ze wschodnią stroną. Musimy utrzymywać stosunki dyplomatyczne, ale te relacje są głębsze, niż powinny być. Choć nie zawsze tak było. 37 lat temu Orban zaczynał od nawoływania do wycofania wojsk radzieckich z Węgier. Dziś hasłem Orbana "Rosjanie do domu!" w premiera Węgier uderzają jego przeciwnicy. Jak stoją na wieży, chodzą. Bliskie relacje Orbana z Putinem nie przeszkadzały też prezydentowi Nawrockiemu. Ten kilka tygodni temu odwiedził Budapeszt. Podobnie jak wiceprezydent USA. Te wybory prawdopodobnie wygra się lodówką i kieszeniami, a nie sprawami zagranicznymi. Mówi nam Piotr Piętka, polski dziennikarz mieszkający od lat na Węgrzech. Jego zdaniem ludzi najbardziej bulwersuje to, jak ogromne pieniądze rząd mógł ukraść obywatelom. Węgrzy, kiedy nie mieli obciętych pieniędzy z UE, dostawali na głowę więcej niż Polacy. Teoretycznie tych pieniędzy było więcej, ale ich tak bardzo nie widać. W sprawach krajowych Orban unikał nowych obietnic. Nie proponował też konkretnych rozwiązań, tak by polepszyć życie obywateli. Tuż po głosowaniu... Jestem tu, żeby wygrać! ...zadeklarował, że w przypadku przegranej pogratuluje zwycięzcy. A taki scenariusz dla tych polskich polityków, którzy przed wymiarem sprawiedliwości ukryli się na Węgrzech, byłby problemem. Nie chcemy udzielać azylu żadnym przestępcom, skądkolwiek by pochodzili. Myśli pan, że są spakowani? Ja myślę, że cały czas oni są spakowani, bo oni wiedzą, co ich spotka. Oni czują przecież to wszystko, co tutaj się dzieje, że idzie fala zmian. Zbigniewowi Ziobrze i Marcinowi Romanowskiemu grozi wiele lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej. Chodzi o Fundusz Sprawiedliwości. Do partii Orbana ma dziś daleko, ale nie zawsze tak było. Z jej środowiska się wywodzi, był nawet mężem szefowej resortu sprawiedliwości z ramienia Fideszu. Ale dziś staje naprzeciwko Orbana ze swoją przewagą w sondażach i chce zmienić scentralizowane i skorumpowane państwo. Teraz sztab Petera Magyara i Bartosz Filipowicz. Witaj. Czy rośnie wiara w sukces? Zdecydowanie tak. Patrząc na to, ile osób przyszło na powyborczy wiec Tiszy, dołączy też Peter Magyar, który przemawia do wyborców ze swojego biura. Węgrzy znowu napisali historię swojego kraju. Patrząc na rekordową frekwencję, według zgromadzonych to wysoka frekwencja ma pomóc opozycji przejąć pełnię władzy w państwie. Wiatr zmiany znad Dunaju wiał od bardzo dawna. W ostatnich tygodniach kampanii wyborczej to była prawdziwa wichura. Patrząc chociażby na ostatnie sondaże, bo przed samymi głosowaniami sondaże dawały nawet kilkanaście punktów procentowych więcej niż dla Fideszu. Teraz albo nigdy to hasło, które widzieliśmy chyba na każdym wiecu wyborczym. To jest hasło, które lider opozycji powtarzał tysiące razy. Lokale wyborcze w Budapeszcie od rana przeżywały oblężenie. Młodsi i starsi - wszyscy czuli wagę tych wyborów. Możemy zobaczyć nawet ponad 80% frekwencji. Gergo przyszedł zagłosować za zmianą. Węgry zatraciły drogę europejskich demokracji w wielu aspektach. Chcę zobaczyć rząd, który nie boi się powiedzieć, że zostaniemy w UE na zawsze. Podobne obawy, oddalenie od Europy i zmierzch demokracji, wyrażało dziś wielu wyborców Tiszy. Myślę, że to w zasadzie nasza ostatnia szansa, by zobaczyć na Węgrzech coś choćby w najmniejszym stopniu przypominającego demokrację. To jest najważniejsze, aby mieć lepszą przyszłość, lepsze relacje z UE. Mam nadzieję, że wrócimy na Zachód. Powrót do europejskiej rodziny w kampanii obiecywał im Peter Magyar. Tego dnia 23 lata temu głosowaliśmy zdecydowaną większością za przystąpieniem naszego kraju do UE, a dziś jesteśmy jej członkami. I teraz, wspólnie, miliony Węgrów potwierdzi tę decyzję. Magyar wywodzi się z Fideszu. Z partii odszedł ponad dwa lata temu, gdy ułaskawiono osobę tuszującą aferę pedofilską. Wstydźcie się! Ogromny społeczny protest był początkiem opozycyjnego ruchu Tisza. W tym samym czasie ludzie odczuwali już w portfelu blokadę unijnych środków i drożyznę rosyjskich paliw, od których uzależnione są Węgry. Zaczął wiać wiatr zmian. Ludzie zaczęli zdawać sobie sprawę z tego, że tracą pieniądze, a ich standard życia się obniża. Że stają się biedni? Tak, że stają się... Właściwie my stajemy się biedni! O czym Magyar przypominał na wszystkich spotkaniach, konfrontując sytuację z korupcją w kraju. Rząd chciał pławić się w luksusie - w zamkach i na jachtach. Nie chcieli naprawić służby zdrowia czy edukacji. Naprawę obiecuje Tisza, podobnie jak pieniądze na infrastrukturę. Środki chce wziąć od skorumpowanych i powiązanych z Fideszem ludzi. Chce stworzyć agencję, która sprawdzi wszystkie publiczne kontrakty z prywatnymi biznesami i odzyska publiczne pieniądze w razie nieprawidłowości. 133 mandaty na 199 to większość kwalifikowana, której Tisza potrzebuje do zmiany konstytucji i głębokich reform - w banku centralnym, wymiarze sprawiedliwości czy izbie kontroli. Tam wszędzie są ludzie, którzy są na kluczowych stanowiskach, ludzie związani z Fideszem. Żeby ich odsunąć, to trzeba mieć dwie trzecie. Lider opozycji obawia się oszustw wyborczych. Wiemy, że szykują się do zorganizowanych oszustw wyborczych w bardzo wielu województwach. Pojawiają się problemy również z obsadą obserwatorów w komisjach za granicą. Na uczciwe wybory i zmianę liczy mieszkający w Polsce Miklos Mitrovits. W tym systemie już nie będzie lepiej, nie będziemy lepiej żyć, nie będzie gospodarka lepiej funkcjonować. Na antyrządowym proteście w stolicy Węgier spotkaliśmy Dorę, która mieszka w Austrii. Jak mówi, wyemigrowała z powodu polityki Orbana. W Magyarze widzi ryzyko, ale najważniejsza jest zmiana. Musimy zatrzymać się i zawrócić po wszystkim, co stało się przez ostatnich 16 lat. Magyar sprawia, że jest na to nie tylko nadzieja, ale i szansa. Po oddaniu głosu Peter Magyar wyszedł z przesłaniem do wyborców. Wybieramy między Wschodem a Zachodem, propagandą a uczciwą debatą publiczną, korupcją a uczciwością, dalszym załamaniem się usług publicznych albo powrotem funduszy unijnych i ożywieniem węgierskiej gospodarki. Czy te słowa trafiły do Węgrów, dowiemy się za kilkadziesiąt minut. Był 9 października 2011 roku. PiS przełykało gorycz wyborczej porażki, a Jarosław Kaczyński mówił o dniu, w którym w Warszawie będzie Budapeszt. Nad Dunajem właśnie zaczynała się era Orbana, a Polska prawica z podziwem śledziła jego marsz. Po 16 latach podziw jest równie wielki jak obawa, że to Warszawa może być w Budapeszcie. Skąd w PiS-ie ten podziw i ten strach i dlaczego dla przyszłości Europy są to tak ważne wybory, o tym Anna Hałas. Chcieli mieć Budapeszt w Warszawie, daj Boże, będą mieli Warszawę w Budapeszcie. Te słowa Donalda Tuska to nie tylko nawiązanie do marzenia Jarosława Kaczyńskiego sprzed 15 lat. Będziemy mieli w Warszawie Budapeszt. To hasło symbolicznie pokazuje, jak przebiega linia politycznego podziału nie tylko w Polsce, na Węgrzech, ale i w Europie. Węgry są takim koniem trojańskim Putina w Europie. Zwycięstwo demokratycznej opozycji oznacza powrót Węgier do Europy. Na finiszu kampanii Viktora Orbana w Budapeszcie pojechała wspierać delegacja PiS. Mateusz Morawiecki poparcia udzielił w tym spocie razem z innymi prawicowymi liderami. Z kolei politycy KO dopingują w Budapeszcie Petera Magyara. Trwa wojna, spadają na Ukrainę bomby, gwałcone są kobiety, porywane są dzieci, a Orban blokuje sankcje. Nie ma chyba dylematu żaden przyzwoity człowiek. Premier mówi wprost - stawką tych wyborów jest wschód albo zachód. Wskazuje na antyunijną, antyukraińską, czy wręcz prorosyjską politykę Viktora Orbana, którego minister raportował na Kreml na temat Unii. Peter Magyar w Budapeszcie krzyczy razem z setkami tysięcy Węgrów: ruskie do domu! Bo ma dosyć rządów Orbana i jego ekipy, która współpracowała na kolanach z Putinem i jego ekipą. I która zdradzała interesy Węgrów i Europy każdego dnia. Ale polska prawica liczy na zwycięstwo Orbana. Jako silnego prawicowego przywódcy, zdolnego do przeciwstawiania się federalistycznym zapędom UE. O stawce dla PiS-u tak niedawno mówił Jarosław Kaczyński. Jeśli wygra Fidesz, jeżeli my wygramy, jeżeli prawica wygra we Francji, Meloni rządzi już we Włoszech, to może powstać tego rodzaju siła, która rzeczywiście zacznie Europę zmieniać. Prorosyjską politykę Orbana PiS tłumaczy tak: Węgry są uzależnione energetycznie od Rosji i prawdopodobnie w tym Orban upatrywał interesów Węgier. Z danych Eurostatu wynika, że węgierska zależność od rosyjskiej ropy wręcz wzrosła po ataku Rosji na Ukrainę do 93%. Choć alternatywę oferowała Chorwacja. Viktor Orban w czasie, kiedy ja byłem premierem, nigdy nie zablokował sankcji na przykład na Rosje, bo wiem, że dzisiaj przypisuje się jemu działania prorosyjskie i on bywa rzeczywiście za bardzo, zdecydowanie za bardzo prorosyjski, ale patrzmy na fakty, a nie tylko na słowa. Faktem jest, że Viktor Orban spotykał się z Putinem kilkanaście razy, w tym trzykrotnie po inwazji Rosji na Ukrainę. Blokuje pomoc dla Kijowa, sankcje dla Moskwy i zwrot pieniędzy dla Polski za pomoc Ukrainie. Blokuje wypłatę 2 mld zł na fundusz modernizacji wojska polskiego, blokuje 20 pakiet sankcji na Rosje. Na Węgry patrzy dziś cała Europa. Czy da się utrzymać władzę w takim stylu, w jakim jest utrzymywana w Rosji, Turcji, czyli w oparciu o aparat państwa, z pewnymi manipulacjami, z eskalowaniem konfliktów z zewnętrznym otoczeniem. Nie od dzisiaj wiemy, że Węgrzy lubią ostrzejsze potrawy i dlatego węgierska polityka jest ostrzejsza. Peter Magyar zapowiedział, że jeśli wygra, pierwszą zagraniczną wizytę złoży w Warszawie. Dla przypomnienia, to Polska była pierwszym krajem, który 16 lat temu odwiedził Viktor Orban. Po wydaniu naszego programu, po spotkaniu z gościem Pytania Dnia wieczór wyborczy w TVP Info. Goście, eksperci, analizy i nasi reporterzy z żywym przekazem z Budapesztu. Ważna noc dla Europy w TVP Info - zapraszamy. Dobry wieczór z Budapesztu! Dobry wieczór z Warszawy! Co zmienią wybory nad Dunajem? Jaki będą miały wpływ na Polskę? Na Europę? W jaki sposób wpłyną one na nasze bezpieczeństwo i współpracę międzynarodową? TVP info przygląda się węgierskiej kampanii od miesięcy, a w tym szczególnym czasie, czasie decyzji, będziemy z państwem przez cały wieczór, do późnych godzin nocnych. Tym bardziej że już w tej chwili bardzo dużo wiadomo, frekwencja na Węgrzech jest bardzo wysoka, mobilizacja wyborcza jest bardzo wysoka. Pierwsze wyniki, pierwsze analizy, relacje ze sztabów wyborczych, reakcje Europy i świata. Najbliższa godzina, być może dopiero dni pokażą ten ostateczny rezultat. Komentarze, emocje, jakie towarzyszą tym wyborom, wszystko zobaczą państwo na antenie TVP Info. Aleksandra Rutkowska. Joanna Dunikowska-Paź. Ernest Zozuń. Zapraszamy do TVP Info. Z wyborczego Budapesztu dziś to wszystko. Amerykański prezydent ogłosił rozpoczęcie blokady cieśniny Ormuz przez Marynarkę Wojenną Stanów Zjednoczonych i przechwytywanie statków, które zapłaciły Iranowi za przepłynięcie. Decyzja zapadła po rozmowach pokojowych między Waszyngtonem a Teheranem. Podczas negocjacji nie udało się rozstrzygnąć najważniejszej kwestii nuklearnej. Trump zapowiedział też "wysłanie do piekła" każdego Irańczyka, który zaatakuje Amerykanów. Rozmawiali 21 godzin. Rozmowy były intensywne i konstruktywne. Nie doszliśmy do porozumienia. Winą za fiasko negocjacji J.D. Vance obarczył stronę irańską. Jasno określiliśmy nasze czerwone linie, w jakich kwestiach jesteśmy gotowi im ustąpić, a w jakich nie, i wyjaśniliśmy to tak jasno, jak to tylko możliwe, a oni postanowili nie zaakceptować naszych warunków. Jak twierdzą Amerykanie, Iran nie chce zrezygnować z posiadania broni jądrowej. Rozmowy dotyczyły też wielu innych kwestii, między innymi odblokowania zamrożonych irańskich funduszy. Do programu negocjacji dodano kilka nowych tematów, takich jak cieśnina Ormuz czy region Zatoki Perskiej. Mają one swoje własne uwarunkowania, specyfikę i potrzeby. Waszyngton chce, by Teheran odblokował cieśninę, przez którą przepływa znaczna część światowej ropy. Tu też nie ma zgody. Cieśnina Ormuz nie powróci do stanu sprzed wojny. Bo Iran chce od przepływających przez nią statków pobierać opłatę. Tu "nie" mówi Waszyngton. Donald Trump w sobotę zapewniał: Obecnie w Zatoce Perskiej mają działać dwa amerykańskie okręty. W najbliższych dniach dołączą do nich kolejne. Okręty mają rozminować cieśninę i umożliwić wypłynięcie statkom handlowym. Donald Trump ostrzega. Każdy Irańczyk, który strzeli do nas lub do mających pokojową misję statków, zostanie wysadzony. Iran uzależnia zawarcie pokoju od innej kwestii. Domaga się, by Izrael zaprzestał ataków na Liban. Francuzi razem z sojusznikami z NATO prowadzą najważniejsze ćwiczenia od czasu zimnej wojny, testując gotowość Europy na nowoczesny konflikt. Trwające trzy miesiące manewry na lądzie, w wodzie i w powietrzu mają potwierdzić zdolność do bronienia europejskiego terytorium. Realistyczny scenariusz zakłada ochronę leżącego na wschodzie państwa przed wrogim atakiem. Na lądzie, w wodzie i w powietrzu. Francja przygotowuje się na wojnę na wszystkich frontach. Orion 2026 to największe i najbardziej realistyczne manewry wojskowe nad Sekwaną od czasów zimnej wojny. Ćwiczymy wraz z naszymi sojusznikami, w tym z Polakami. Scenariusz ćwiczeń zakłada, że Francja stoi na czele koalicji, której zadaniem jest odbić teren z rąk wroga. Scenariusz jest fikcyjny, ale łudząco przypomina wojnę w Ukrainie. Wróg Francji i NATO zajął już sąsiednie państwo i grozi kolejnym. Na prośbę swoich partnerów i we współpracy z sojusznikami Francja postanawia działać. Obejmuje dowództwo koalicji i zaczyna odbijać terytorium z rąk wroga. Taki scenariusz może stać się rzeczywistością - ostrzegają francuscy wojskowi. Musimy być gotowi na wstrząs za trzy, cztery lata, gotowi go odeprzeć wraz z naszymi sojusznikami. I musimy przygotować na to naród. To jest cel tych ćwiczeń. Manewry trwają aż trzy miesiące. Po wstępnym przygotowaniu operacyjnym i ostrzale wrogich sił z powietrza, marynarka wojenna przeprowadza operację desantową w Bretanii. Później, i to w tym tygodniu, ćwiczy wojsko - do operacji wkracza dowództwo NATO, by wspólnie rozmieścić siły w strefach spornych. Właśnie dlatego nad Sekwanę przyjechali żołnierze z 12 krajów sojuszu, w tym 50 Polaków. Doskonalimy zarówno procedury NATO czy współdziałanie z konkretnym krajem, w tym przypadku z Francją. Poznajemy ich system dowodzenia i procedury. W manewrach uczestniczy ponad 12 tysięcy żołnierzy, tysiące pojazdów, setki samolotów i kilkadziesiąt statków i okrętów. Są rozmieszczone prawie w całym kraju. Chodzi o to, by w jak najbardziej wierny sposób odtworzyć prawdziwe warunki na wojnie. Tu, w Champanii, powstało choćby ukryte w centrum pola centrum dowodzenia. I testowane są tu niezbędne i często innowacyjne rozwiązania. Te maszyny analizują pole elektromagnetyczne dookoła, dzięki temu wiemy, jak możemy się komunikować. Dzisiaj już nikt nie kryje, że to ćwiczenia na wypadek wojny z Rosją. Szef sztabu sił zbrojnych Francji potwierdził właśnie, że przygotowanie żołnierzy do konfliktu z Moskwą to dzisiaj jego największe zmartwienie. Brak czasu na utrwalenie materiału i ograniczony dostęp do indywidualnego wsparcia to codzienność wielu nastolatków. Absolwenci wrocławskich liceów pochylili się nad szkolnymi problemami młodszych kolegów. Stworzyli bezpłatną aplikację skierowaną do uczniów szkół ponadpodstawowych. Olimpia umożliwia samodzielną naukę i powtórkę z 11 przedmiotów przed maturą oraz przygotowanie do olimpiad. Pomysł mieli prosty - stworzyć narzędzie do nauki, które można mieć zawsze przy sobie. Absolwenci XIV LO we Wrocławiu stworzyli aplikację, o której marzyli, gdy startowali w olimpiadach. W aplikacji znajdziemy wszystkie przedmioty z podstawy programowej, będziemy to sukcesywnie rozszerzać, a także pytania związane z zagadnieniami do olimpiad przedmiotowych. Dzięki temu każdy uczeń może sprawdzić swoją wiedzę przed kartkówką, olimpiadą czy maturą. W ten sposób zamiast skrolować, można czas z telefonem spędzić produktywnie i sprawdzić, co umiemy dobrze, a czego trzeba się jeszcze nauczyć. Materiał jest podzielony na klasy, tematy, działy i tak dalej, więc wszystko jest skonstruowane tak bezpośrednio dla każdej klasy od podstawówki do końca liceum. Czy to działa w praktyce, sprawdził Karol, laureat olimpiad z WOS-u i historii. Zielony kolor nas cieszy, ale, jak widać, nie zawsze się pojawia. W aplikacji docenia to, że po każdym pytaniu widzi, jaki popełnił błąd i jaka jest prawidłową odpowiedź. Od razu wiem na jakim jestem poziomie, w jakim jestem miejscu, no bo siedzenie przy książkach, przerobiłem w teorii powiedzmy dwa działy, ale ile z tego w głowie zostało, mogę tylko spekulować. Aplikacja sama podsumowuje postępy ucznia i czas, jaki poświęcił na test. Młodzi studenci spędzili nad jej stworzeniem półtora roku swojego wolnego czasu. Bo chcieli wyjść naprzeciw potrzebom dzisiejszych uczniów. Chcą mieć efekt, chcą mieć rozwiązanie, a chłopaki to dają. Możliwości, jakie daje aplikacja, doceniają pedagodzy. Jeżeli się uczą w ten sposób, to jest najważniejsze, trudniej w tramwaju, stojąc na przystanku, wyciągnąć książkę, zeszyt, wyciągnąć jakieś pomoce naukowe, łatwiej odpalić apkę, która w tym momencie pozwala im wybrać rzecz, którą chcą powtarzać. Autorzy aplikacji zapowiadają, że na tym nie koniec. Chcą, żeby wkrótce dotychczasowa pula 30 tysięcy pytań powiększyła się o kolejne zagadnienia. Przed nami teraz plany stworzenia, też poszerzenia tej grupy odbiorców, czyli dodania egzaminu ósmoklasisty, dodania też matur IB i wtedy tak naprawdę zrobimy samowystarczalne narzędzie do nauki, które od zawsze jest takim naszym, można powiedzieć, marzeniem. Bardzo państwu dziękujemy za uwagę. Czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś Grzegorz Schetyna, senator Koalicji Obywatelskiej.