Setki etatów - rekrutacyjny boom po podpisaniu przez Polskę umowy w sprawie programu SAFE. Urzędowe "tak" - rząd zapowiada przepisy, które pozwalają na wpisywanie do akt małżeństw jednopłciowych zawartych za granicą. Polska w finale - nasza reprezentantka podbiła Wiedeń i powalczy o zwycięstwo w konkursie Eurowizji. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Program SAFE i podpisanie umowy z Komisją Europejską już przynosi konkretny efekt. Tylko w jeden dzień pojawiło się ponad 1400 ofert pracy. Dotyczą sektora obronnego i firm współpracujących z branżą zbrojeniową. Do Polski trafi niemal 44 miliardy euro, a około 90% środków - do polskich przedsiębiorstw. O rekrutacyjnym froncie. Ten podpis wywołał rekrutacyjny boom. Program SAFE - co już pokazują dane - napędza polski rynek pracy. Polska potrzebuje silnego przemysłu obronnego, silnego, nowoczesnego, który będzie kolejnym silnikiem napędowym naszej gospodarki. Zaledwie w ciągu jednego dnia na portalach rekrutacyjnych pojawiło się niemal 1500 nowych ofert pracy. Wszystkie dotyczą sektora obronnego i firm współpracującymi z branżą zbrojeniową. Tutaj dotykamy całego rynku od prostych czynności administracyjnych chociażby przez logistyków, osoby odpowiedzialne za transport. Po wyspecjalizowanych fachowców. To pokazuje, jak wielkie jest zapotrzebowanie, a ofert pracy będzie więcej. Do 2035 roku polski sektor obronny może potrzebować nawet 250 tys. nowych pracowników. Zatrudnienie systematycznie zwiększa Stocznia Wojenna w Gdyni. Aktualnie poszukuje ponad 30 fachowców. Programy inwestycyjne zbliżają się do końca związane z przygotowaniem stoczni do realizacji nowych umów. Za zawieranie i realizację kontraktów zbrojeniowych w ramach programu SAFE odpowiada Agencja Uzbrojenia. To jest nie tylko negocjacja przy stole. Do końca planuje podpisać 75% umów. Odbywa się to w ramach zespołów roboczych negocjacyjnych, które negocjują codziennie z różnymi firmami różny asortyment. Łącznie do Polski trafi prawie 190 mld złotych. Polska jest największym beneficjentem unijnego programu. SAFE to bezpieczeństwo, SAFE to przyszłość, SAFE to gospodarka, SAFE to miejsca pracy, SAFE to po prostu przyszłość Polski. Powtarzają rządzący, bo takie dane, jak słyszymy, trzeba pokazywać przede wszystkim opozycji. Gospodarka się ożywiła, nie wiedział pan? Nowe miejsca pracy cieszą? Jakie nowe miejsca pracy? PiS unijny SAFE kiedyś chwaliło - dziś krytykuje. Proponowana nam jest Polska pod niemieckim butem. Gdzie jest ta Polska pod niemieckim butem, co mówił prezes? Wie pan, ile miejsc pracy w moim okręgu wyborczym w przeciągu ostatniego czasu zostało zlikwidowanych? Każdą osobę zatrudnioną prezes Kaczyński i prezydent Nawrocki powinni przeprosić. Bez tych pieniędzy nie byłoby tych nowych miejsc pracy, nie byłoby rozwoju polskiej gospodarki. PiS straszy bezrobociem, a to, choć idzie w górę, wciąż jest na podobnym poziomie co za rządów Zjednoczonej Prawicy. Niemieckiego buta, jak widać, nie ma. Jest za to szukanie rąk do pracy na polskim podwórku. Utrudnili nam przekazanie tych pieniędzy chociażby na infrastrukturę podwójnego zastosowania, na Straż Graniczną, na policję. Uważam, że to był skandaliczny brak patriotyzmu. Pierwsze pieniądze z programu SAFE mają trafić do Polski w ciągu kilku dni. Od marca Naczelny Sąd Administracyjny nakazał transkrypcje już siedmiu aktów małżeństwa par jednopłciowych. O szybsze działanie i rozporządzenia, które doprowadzą wreszcie do realizacji wyroku, apeluje do szefów ministerstw cyfryzacji i MSWiA premier. Jednocześnie Donald Tusk przeprasza społeczność LGBT+. Czy lata upokorzeń odejdą w przeszłość? O sile społecznej presji. Ta wypowiedź premiera miała przeciąć wątpliwości w sprawie uznania zawartych za granicą małżeństw par jednopłciowych. Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy przez długie lata czuli się odrzucani lub upokarzani. Państwo przez wiele lat nie zdawało tutaj egzaminu. Premier polecił ministrom cyfryzacji i spraw wewnętrznych pilne przygotowanie rozporządzenia. To naprawdę jest olbrzymia zmiana i jest mi przykro, że to tak długo trwało. Przeprosiny doceniają Jakub i Dawid. Lepiej późno niż wcale. 9 lat temu wzięli ślub na Maderze. Ale w Polsce był nieważny. Informacja o tym, że nasze małżeństwo będzie wkrótce ważne w Polsce, dotarła do nas we Włoszech. A więc wracamy. W marcu Naczelny Sąd Administracyjny, rozpatrując skargę Mateusza i Jakuba, orzekł, że małżeństwa zawarte w krajach Unii są w Polsce ważne. Wcześniej podobny wyrok wydał unijny Trybunał Sprawiedliwości. Jego wykonania domagali się protestujący przed Kancelarią Premiera. Wykonać wyrok! Prezydent Warszawy zapowiedział wczoraj, że urząd stanu cywilnego dokona transkrypcji. W takiej sytuacji jest w Polsce nawet 40 tys. osób. Ich sytuację ma uregulować rozporządzenie. Jest zgoda polityczna i jest zielone światło, także dzięki naciskom Lewicy. To są wartości, z którymi szliśmy wszyscy do wyborów: równość, godność, bezpieczeństwo. Resort cyfryzacji od trzech miesięcy pracował nad rozporządzeniem. Ostatnio negocjował je z MSWiA. Ministrowie mają je podpisać najpóźniej w przyszłym tygodniu. We wzorze aktu ślubu urzędnik ma wpisywać "kobieta" lub "mężczyzna", a nie "małżonek 1 lub 2". To dzień pokazujący, że walka ma sens, że upór ma sens i że najważniejszy jest cel, a celem była godność człowieka. Z naszych informacji wynika, że kluczowe było przekonanie PSL. Stąd zapewnienie: Nie będzie otwarciem możliwości adopcji przez pary jednopłciowe. Prawicy to i tak nie przekonuje. Mam w nosie europejskie trybunały, nie na to godziliśmy się, żeby nam określano w Polsce, co jest rodziną. Ci ludzie żyją obok nas i wśród nas i zasługują na takie same uczucia szacunku, godności i na miłość, tak jak każdy inny człowiek. Sejm pracuje też nad ustawą o statusie osoby najbliższej. W posiedzeniu komisji uczestniczyła wczoraj doradczyni prezydenta Barbara Socha. I choć Karol Nawrocki w czasie kampanii zapowiadał... Jestem otwarty na rozmowę o statusie osoby najbliższej. ...to nie ma pewności, że ustawę podpisze. Ona nie może w żaden sposób uderzać w małżeństwo - to znaczy w związek kobiety i mężczyzny, który jest określony w polskiej konstytucji. Ta ustawa w ogóle nie ma charakteru światopoglądowego, nie jest małżeńsko podobna. Tworzy pewien mechanizm tworzenia innej umowy cywilnej. Jesteśmy jednym z 4 krajów Europy, który tej kwestii nie ma w żaden sposób uregulowanej. Według naszych informacji Sejm ma zająć się projektem ustawy o statusie osoby najbliższej na następnym posiedzeniu, za dwa tygodnie. Głosowanie możliwe w czerwcu. Afera Zondacrypto i jej konsekwencje. Do polskich związków sportowych trafił oficjalny wniosek, który może uruchomić procedurę odwołania prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza. To pierwszy taki wniosek od czasu objęcia przez niego funkcji. Do głosowania ma dojść jeszcze w maju, a atmosfera w PKOl jest gorąca. Czy Radosław Piesiewicz jest niezatapialny? Na pewno nie jest niezatapialny. Ale odporny na krytykę - to sesja zdjęciowa z czasów olimpiady w Paryżu i apele o dymisję. Tak, będę ubiegał się o drugą kadencję. Dla prezesów związków sportowych to jak rzucenie rękawicy. Zaczęliśmy zbierać podpisy pod zwołaniem nadzwyczajnego wlanego zgromadzenia. Którego porządek obrad ma być krótki i w praktyce sprowadzać się tylko do jednego punktu - odwołania prezesa PKOl. To jest jedyna droga, ale realna tylko wtedy, gdy pod wnioskiem o zwołanie walnego zgromadzenia podpisze się co najmniej 71 działaczy, czyli 2/3 wszystkich członków PKOl. Gdyby pan prezes Piesiewicz był prezesem dowolnej firmy rynkowej, już dawno zarząd, rada nadzorcza zwolniłyby go z tej funkcji. Wśród powodów nie tylko wydatki na luksusowe hotele czy takie pomysły, by Polskę w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim reprezentował nie sportowiec, lecz Andrzej Duda. To przede wszystkim ta decyzja. Jestem bardzo rozemocjonowany pozytywnie. Czyli podpisana pół roku temu umowa sponsorska z Zondacrypto i taka promocja jej produktów. Token będzie notowany na giełdzie. To jest coś niesamowitego. To już archiwalne zdjęcia. Dwa tygodnie temu logo Zondacrypto zniknęło z budynku PKOl. Wraz z nim - obiecane pieniądze dla sportowców. Prokuratura w Katowicach sprawdza, czy na umowie sponsorskiej z giełdą kryptowalut nie wzbogacił się Radosław Piesiewicz. Tam są kwestie dotyczące rozliczeń. Nie mogę mówić o szczegółach, dotyczące wystawiania faktur. Dla części działaczy sportowych sprawa jest oczywista. Model sprawowania funkcji przez prezesa Piesiewicza się po prosu skompromitował. Honorowym wyjściem jest podanie się do dymisji. Ale prezes Piesiewicz kwituje to tak. Fake newsy. I ma wsparcie polityków PiS. To jest szukanie tematów na pana Piesiewicza. Według rządzących nie bez powodu. Czyim człowiekiem jest Radosław Piesiewicz? Radosław Piesiewicz jest żołnierzem PiS, jest nominantem Jacka Sasina. Ja znam tysiące ludzi naprawdę. Bagatelizował w TVP Info Jacek Sasin. Dopiero dopytywany przyznał, że znajomość z Radosławem Piesiewiczem wyróżniała się od innych. Pożyczał pan pieniądze od Piesiewicza? Rany boskie, no tak, chyba z 15 lat temu. Zgłosiłem do urzędu skarbowego. No i co z tego? Radosław Piesiewicz reagował podobnie na dotyczące jego żony ustalenia Onetu, która, gdy Jacek Sasin był ministrem aktywów państwowych, została doradczynią zarządu PKO SA z pensją 160 tys. zł miesięcznie. O aferze Zondacrypto oraz wojnie liderów Konfederacji i kulisach ich sporu w programie "Bez trybu" Justyna Dobrosz-Oracz w TVP Info. To jest "19.30", główny program informacyjny Telewizji Polskiej, a wśród tematów... Fałszywe obietnice medycznego cudu. Będzie oferował kamizelkę zrobioną na drutach jako środek antynowotworowy. Cudowne uzdrowienie, chodzi i skacze. Szerzą dezinformację i osiągają korzyści majątkowe. Rząd rusza na wojnę z szarlatanami. Ta ustawa ma prawnie zabezpieczyć pacjentów przed oszustami. Chorzy na raka to najlepszy łup, oni zrobią wszystko, by ratować życie. "Jedna ręka strzelała, inna prowadziła kulę". To słowa Jana Pawła II po zamachu 13 maja 1981 roku. Zamachu, który wstrząsnął światem. Dziś, w 45. rocznicę tamtego dnia, w Rzymie na placu Świętego Piotra jest Joanna Dunikowska-Paź. Nawiązując do słów papieża, wiemy, kto strzelał, ale 45 lat po zamachu wciąż nie znamy odpowiedzi na pytanie, kto stał za atakiem na papieża. Zamachowiec nazywany jest człowiekiem 100 prawd, bo wielokrotnie mylił tropy. Dziś też jest środa. Papież Leon XIV modlił się dokładnie w miejscu, gdzie spotkanie jego poprzednika z wiernymi zostało brutalnie przerwane. To była środa wieczór, robiło się coraz ciemniej i tak jakby świat się zatrzymał. Nagle zapadła surrealistyczna cisza. I wszystkie oczy były skierowane na okna 8. piętra Polikliniki Gemelli. I wszyscy czekaliśmy na wiadomość, która nie chciała nadejść. Wszyscy zadawali sobie pytanie, kto chciałby zabić Ojca Świętego? Dlaczego? 23-letni Mehmet Ali Agca z hotelu wyszedł wczesnym rankiem. Kilka godzin spacerował po mieście, zanim dotarł na plac Świętego Piotra. Strzały padły, gdy papież po raz drugi przejeżdżał obok zamachowca. Natychmiast po zamachu papież zostaje przewieziony tu do ambulatorium. I na noszach na podłodze położony w tym miejscu, zanim ruszy do Kliniki Gemelli. Papież był przestrzelony na wylot. Jedynie myśl, żeby zdążyć. W karetce Ojciec Święty miał jeszcze świadomość, modlił się półgłosem. W eskorcie włoskiej policji i żandarmerii karetka z Janem Pawłem II dotarła do szpitala. Drzwi sali operacyjnej zamknęły się na ponad pięć godzin. Nadające całą dobę na żywo media jeszcze nie istniały, dlatego świat i wiernych o stanie papieża informowali przedstawiciele Watykanu i Włoch, z prezydentem na czele. W Polsce miliony wiernych modliły się o ocalenie rodaka i pytały: dlaczego. Oddany strzał do papieża to jak oddany strzał do każdego z nas. Zanim papież na dobre wrócił do Watykanu, minęły długie i ciężkie tygodnie. A dwa lata po zamachu na prośbę papieża - jako wotum dziękczynne za ocalenie jego życia - tu w Ogrodach Watykańskich powstał pomnik Matki Bożej Fatimskiej, przed którym także dziś gromadzą się wierni, by podziękować za życie papieża. Dzięki Matce Bożej z Fatimy ten cud się stał uratowania naszego Ojca Świętego, gdzie nikt nie dawał mu szans na przeżycie. Na rekonwalescencję Jan Paweł II pojechał do letniej rezydencji w Castel Gandolfo. Wiemy, że Karol Wojtyła był waszym papieżem, ale to był również nasz papież. Szczególnie nas, mieszkańców Castel Gandolfo. Po zamachu w sierpniu przyjechał tutaj, by odzyskać siły. 20 sierpnia po okolicy zaczęła krążyć plotka, więc zebraliśmy się wszyscy tutaj i po południu nagle on pokazał się w tym oknie. Zamach znacząco wpłynął na zdrowie Jana Pawła II, ale go nie zatrzymał. A papież z dalekiego kraju był nie tylko głową Kościoła, ale postacią, która odegrała znaczącą rolę w historycznych zmianach w Polsce, Europie i na świecie. Zmasowany atak Rosji na terytorium Ukrainy. Drony skierowano na zachód, w tym obwód wołyński przy granicy z Polską. Polska poderwała myśliwce. Łączymy się naszym korespondentem w Ukrainie Piotrem Kaszuwarą. Jak wygląda teraz sytuacja i jakie straty przyniósł dzisiejszy potężny rosyjski atak? Jak poinformował Wołodymyr Zełenski, Rosja podczas nalotu wystrzeliła w kierunku Ukrainy blisko 800 bojowych dronów. Atakowano obiekty infrastruktury krytycznej. Również kolej. 1 z dronów uderzył niedaleko stacji. Rosja tym atakiem zagroziła też sąsiadom Ukrainy: Polsce, która poderwała myśliwce, Mołdawii, na której terytorium wleciał rosyjski dron, a także Słowacji, która w efekcie tymczasowo zamknęła granicę z Ukrainą. Zdaniem ukraińskiego wywiadu wojskowego to nie koniec, a w najbliższych godzinach Rosja znów zaatakuje. Poważne obrażenia głowy i skrajne zaniedbanie. Nawet milion złotych kary dla tych, którzy szerzą pseudomedyczne treści i fałszywe terapie. Rząd przyjął projekt nowelizujący ustawę o prawach pacjenta, nazwany "Lex szarlatan". O tym, czy większe kompetencje Rzecznika Praw Pacjenta przełożą się na powstrzymanie oszustów, którzy zabierają chorym to, co kluczowe podczas terapii, czyli bezcenny czas. Dostaję informację o produkcie: komórki macierzyste z poroża jelenia. Pani Monika niedawno skończyła leczenie onkologiczne. Wtedy trafiła na informacje o metodzie skutecznej podobno na wszystko. Tyle że bez opisu, co zawiera oferowany preparat. Były natomiast przekonujące relacje uleczonych nim osób. Spotykam dziewczyny, które się borykają z tradycyjnymi metodami leczenia, które czasami wyniszcza. Myślę, że jak usłyszą, że mogą dostać coś cudownego, mogą odstawić tradycyjną formę leczenia. Niesprawdzone suplementy, energetyczne oczyszczanie, pseudoterapie prowadzone często przez osoby, które nie mają żadnych uprawnień. Może ich być nawet kilkanaście tysięcy w Polsce. Te osoby, które pojawiają się w relacjach medialnych, mają doskonałe umiejętności manipulacyjne i widzimy bardzo często, jak wielu mają obserwatorów w portalach społecznościowych. Z dezinformacją medyczną zetknęło się 80% Polaków. Szczególnie podatni na manipulacje są pacjenci onkologiczni. Bywa, że z tego powodu opóźniają lub przerywają leczenie w szpitalu. Ci chorzy zrobią wszystko, żeby ratować swoje życie. Ja takich przypadków w życiu widziałem mnóstwo. Nie możemy tego tolerować. Dotyczy to nawet rodziców chorych na raka dzieci, którym pseudoterapeuci oferują fałszywą nadzieję. A to zabiera kluczowy w terapii czas. Dzieci chorują szybko, wiec my nie możemy tracić czasu na błędne decyzje, na odraczanie decyzji, bo dzieci mają znacznie mniejsze szanse na to, żeby być zdrowym. Nowe przepisy dają Rzecznikowi Praw Pacjenta prawo do zakazania tego typu praktyk i pozwolą na nakładanie kar finansowych nawet do miliona złotych. Ta ustawa nie jest przeciwko działalności gospodarczej. Ta ustawa jest przeciwko osobom, które zajmują się diagnozowaniem i leczeniem chorób, a nie mają ku temu żadnych uprawnień. To rozszerza uprawnienia rzecznika, ograniczone dotąd do podmiotów leczniczych. Rada Ministrów nie miała wątpliwości co do tego projektu, został szeroko skonsultowany ze środowiskami i mam nadzieję, że również dostanie akceptację w parlamencie. Potem ustawa ma trafić jeszcze do podpisu prezydenta. Są pieniądze - 4,5 miliarda złotych. Jest miejsce - hub produkcyjno-rozwojowy w Jaworznie. A ostateczne umowy mają być podpisane wkrótce. Jest szansa, że tym razem pierwszy polski samochód elektryczny pojawi się na naszych drogach. I choć może tak być za kilka lat, to przyśpieszenie, na razie na papierze, jest zauważalne. Nowy rozdział w obszarze polskiej motoryzacji. Rząd wrzuca drugi bieg. Pierwszy polski samochód elektryczny, który wierzymy, że będzie sprzedawał się dobrze w Polsce, ale i w całej Europie. Wszystko dzięki umowie i współpracy z tajwańskim gigantem technologicznym Foxconn. Firma dostarczy wiedzę i technologię. Polska zadba o resztę - 70% komponentów pochodzić będzie z Europy, w tym zdecydowana większość made in Poland. Design tych samochodów będzie skrojony pod wymagania klienta europejskiego. Jest to niezmiernie ważne, więc my będziemy uczestniczyć w całym procesie projektowania. Za projektem idą konkretne pieniądze. 4,5 miliarda złotych to środki z KPO. Do tego środki od inwestora. I to różni ten projekt od zapowiadanego przez PiS polskiego elektryka Izera. Dużo więcej pracy i wartości zostawionej tutaj w Polsce. Chcielibyśmy mieć milion takich samochodów w naszych miastach. Jeszcze w 2016 roku PiS zapowiadał projekt przyszłości, który da nowy impuls polskiej motoryzacji. Z pomysłu zostały wizualizacje, prototyp i wykarczowana działka pod planowaną fabrykę. Kosztowało nas to 10 prawie lat. Projekt, który miał wymiar marketingowo-PRowy, a to, co możemy wykorzystać, to jest działka w Jaworznie z wyciętymi drzewami. Dziś po polskich drogach jeździ ponad ćwierć miliona elektryków. Problem w tym, że żaden nie jest produkcji polskiej. Ale PiS nadal jest dobrej myśli. Było za mało czasu. Mam nadzieję, że wrócimy i będziemy realizować. Nowe plany zakładają, że budowa fabryki samochodów elektrycznych ruszy już w przyszłym roku. Pierwszy samochód miałby zjechać z taśmy w 2029 roku. A Jaworzno ma się stać być polskim hubem elektromobilności. Może wreszcie nastąpi ten czas, że będą w Polsce produkowane samochody, które jednak z tą Polską będą miały coś wspólnego. Bo przez lata w Polsce mówiono o samochodzie przyszłości. W tym czasie przyszłość zdążyła wyjechać na drogi. Czerwony dywan, wielkie gwiazdy i filmy, które powstają w trudnych czasach. Rozpoczął się 79. festiwal w Cannes. Oprócz walorów artystycznych wyraźnie słychać głosy dotyczące polityki, władzy, przemocy i wojny. I roli artystów wobec tego wszystkiego. Jednym z filmów, które z pewnością będą zwracały uwagę, jest najnowszy film reżysera "Zimnej wojny" Pawła Pawlikowskiego, który powraca do Cannes z obrazem "Ojczyzna". Wielkie gwiazdy. Wielcy filmowcy. Piękne stroje i kosztowna biżuteria. 79. Festiwal Filmowy w Cannes ruszył jak zwykle, z wielką pompą. I polityką w tle. Wierzę w siłę głosów, głosów na ekranie, głosów poza ekranem i zdecydowanie głosów na ulicy, zwłaszcza teraz. Jury pod przewodnictwem koreańskiego reżysera Park Chan-wooka już w dniu otwarcia potępiło przemoc i wojny i oznajmiło, że sztuki i polityki rozdzielać nie chce. Polityka, władza i nasze wartości są nieodłącznie związane z każdym rodzajem scenariusza. A Cannes ma przypominać o sile kina w świecie pełnym kryzysów i napięć. Taki film właśnie - między innymi o roli artysty - zaprezentuje tu Paweł Pawlikowski. To na razie jedyne zdjęcie jego nowego dzieła "Ojczyzna", w którym niemiecki pisarz Tomasz Mann wraca z córką do zrujnowanych wojną Niemiec. Praktycznie można przełożyć jeden do jednego to, o czym opowiadamy w filmie, do tego, co widzimy, gdzie ten świat nas prowadzi, gdzie ten świat podąża. Polak do Cannes wraca na osiem lat po "Zimnej wojnie" i statuetce dla najlepszego reżysera. Na czerwonym dywanie Paweł Pawlikowski pojawi się już jutro, ale polskich wątków w Cannes w tym roku będzie więcej. W konkursie głównym są też współprodukowane przez Polaków i inspirowane twórczością Kieślowskiego "Historie równoległe" dwukrotnego zdobywcy Oskara Irańczyka Asghara Farhadiego. A o Złotą Palmę krótkich metraży powalczy "Spiritus Sanctus", którego akcja dzieje się podczas papieskiej wizyty w Polsce. Cannes to jest takie filmowe marzenie. Wydaje mi się, że każdy filmowiec marzy o tym, żeby tam premierować swój film. Cannes jest festiwalem, który niezależnie od tego, czy tam są dobre filmy, czy złe filmy, jest festiwalem świetnym, bo pokazuje to, co dzieje się na świecie. Bo magia Cannes i tej statuetki wciąż przyciąga. Złota Palma - jedyny w swoim rodzaju symbol filmowego kunsztu. Używamy 18-karatowego złota, tak samo jak w przypadku biżuterii z najwyższej półki. Jej podstawą jest kryształ górski, dlatego każda palma ma niepowtarzalny wygląd. O Złotą Palmę w tym roku powalczą 22 filmy. Wczoraj emocje sięgały zenitu. Ale mamy to. Alicja Szemplińska po znakomitym wykonaniu piosenki "Pray" przechodzi do finału. Jutro znów siadamy przed telewizorami, a potem... Potem będziemy trzymać kciuki w czasie transmisji w TVP podczas finału. O Eurowizji, która łączy, ale także trochę dzieli. Polska Beyonce! Alicja Szemplińska została okrzyknięta przez fanów divą tegorocznej Eurowizji. Nieziemski głos i występ, który zasługiwał na finał. Choć do ostatnich sekund nic nie było pewne, zatriumfowała. To mnie tak buduje i napawa taką dumą i wdzięcznością, że mogę tutaj być, że mogę reprezentować nasz kraj. Dziękuję po prostu. Doping nie tylko w Wiedniu, ale i w rodzinnym Ciechanowie. Przyjaciele, nauczyciele i mieszkańcy razem przeżywali każdą sekundę głosowania. Tak się buduje emocje. Alicja ma wszystkie atrybuty największych gwiazd muzyki. Ale Eurowizja to również show. Minimalistyczna scenografia, efektowna choreografia i spektakularna oprawa. za którymi stał Kamil Staszczyszyn. Bardzo cieszę się, że udało nam się pokazać Polskę jako kraj nowoczesny, artystyczny, jako kraj, który ma w swoim zespole ludzi niesamowicie utalentowanych. Inne kraje, inne delegacje podchodziły do nas i mówiły: ale zrobiliście robotę. Podczas otwarcia jubileuszowej Eurowizji pojawił się także inny polski akcent. Roman Frankl, znany m.in. z serialu "Klan", wykonał przy fortepianie legendarny eurowizyjny przebój "L'amour Est Bleu". I choć na scenie dominowało muzyczne widowisko, poza konkursem nie brakuje napięć związanych z udziałem w konkursie Izraela. Podczas występu izraelskiego artysty publiczność buczała, gwizdała i skandowała "Wolna Palestyna!". Uczestnicy konkursu podkreślają jednak, że tu najważniejsza jest muzyka. Dziś Alicja odpoczywa. Czwartek to będzie próba z reżyserem, tancerzami, ale taka wewnętrzna. Natomiast w piątek zaczynają się już próby generalne. Walczymy o jak najlepszy wynik, więc myślę, że ta presja będzie na niej mniejsza, a to może sprawić, że występ będzie jeszcze lepszy i powalczymy o jak najlepszy wynik. "Pray" to utwór o odzyskiwaniu siły. Sześć lat temu marzenia Alicji o Eurowizji zatrzymała pandemia. Wróciła silniejsza, bardziej świadoma i z nową płytą w drodze. Wielki finał w sobotę. Dziękuję za państwa obecność w "19.30". Teraz "Pytanie dnia", Dorota Wysocka-Schnepf w rozmowie z Marią Ejchart, wiceministrą sprawiedliwości. Zapraszamy też na 22.30. Do zobaczenia.