Dzieci bawiły się kanistrami z benzyną przy ognisku. 8-latek poważnie poparzony. Pociąg do kolei - ofensywa rządu i przywracanie połączeń, między innymi do Łomży. Jubileuszowa Parada Równości w Warszawie i apel do prezydenta. Monika Sawka, dobry wieczór! 19.30 zaczynamy od dramatycznego finału zabawy przy ognisku. Zapaliła się benzyna z kanistrów, którymi bawiło się troje dzieci. Postępowanie wszczęła już prokuratura. Gdy doszło do tragedii, dzieci były pod opieką dziadków. Tak wyglądała akcja służb po koszmarnym finale nieodpowiedzialnej zabawy. W piątkowy wieczór na prywatnej posesji we wsi Jarogniew niedaleko Kołobrzegu dwóch 11-latków i 8-latek bawili się kanistrem z paliwem przy ognisku. Jeden nieostrożny ruch wystarczył, by ogień zajął kanister, a najmłodszy chłopiec został oblany palącą się benzyną. Krzyk dzieci zwrócił uwagę opiekunów. Osoby dorosłe dobiegły, wezwały pomoc, zaczęły schładzać miejsca poparzenia u tego chłopca. Na miejsce przyjechała straż pożarna oraz medycy. Podczas akcji ratunkowej 8-latek był przytomny. Został przetransportowany do szpitala "Zdroje" w Szczecinie. Chłopiec ma poparzone 40% powierzchni ciała. Obecnie zajmują się nim specjaliści z oddziału intensywnej terapii wyspecjalizowani również w leczeniu tego typu oparzeń. Jednocześnie mundurowi na quadach prowadzili poszukiwania 11-latka, który przestraszył się wypadku i uciekł. Chłopiec po kilkudziesięciu minutach został odnaleziony. Dzieci, jak nieoficjalnie ustaliliśmy, są ze sobą spokrewnione. Podczas tragicznego wypadku były pod opieką dziadków. Śledztwo prowadzi policja pod nadzorem prokuratora. Przesłuchujemy świadków, postępowanie jest prowadzone m.in. pod kątem narażenia dziecka na niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Strażacy w sytuacji, gdy ktoś zostaje poparzony, używają profesjonalnych opatrunków hydrożelowych. Jest to kompres na rany w miejscu oparzenia, żeby nie było dolegliwości bólowych i żeby ten uraz się dalej nie pogłębiał. Jeżeli nie mamy przy sobie takich środków, najważniejsze to zachować spokój. Co robić, gdy ktoś się zapali? Przede wszystkim trzeba pamiętać, że każda zabawa z ogniem może skończyć się tragicznie. Po 33 latach przerwy na trasę Ostrołęka - Łomża wyruszył pociąg. Jednym z jego pasażerów był Donald Tusk. Na odremontowanej stacji premier zapowiedział, że Polska staje się największym inwestorem w Europie, jeśli chodzi o koleje. I zadeklarował, że w przyszłym roku z Łomży wystartuje również połączenie do Warszawy. Według polityków PiS ta inwestycja to ich zasługa. Szef rządu odpowiada Przez 33 lata dworzec kolejowy w 60-tysięcznej Łomży niszczał niemal bezużyteczny. Dziś jest odnowiony, a w rozkładzie znowu pojawiły się pociągi pasażerskie. Dla mieszkańców to wielkie wydarzenie i duże ułatwienie. Łomża odzyskała kolejowe połączenie z Olsztynem, Białymstokiem i Ostrołęką. Zrobiłyśmy zdjęcia i się cieszymy bardzo, bo starsza na pewno jak będzie studiowała w Warszawie, to będzie jeździła pociągiem już. Pociąg to jest coś. Będzie pan korzystał? Oczywiście, będę jeździł, będę korzystał. Z pierwszego pociągu do Łomży skorzystał premier. Po inauguracyjnej podróży z Ostrołęki zapowiedział, że to nie koniec przywracania kolei kolejnym miejscowościom. W naszych planach jest, i to już realizujemy, włączenie do połączeń dalekobieżnych wszystkich, bez wyjątku, powiatów. W nowym rozkładzie jazdy pociągi pasażerskie po przerwie wróciły też m.in. do Marcinkowic, Kartuz i Ciechocinka. Zwiększyliśmy ofertę przewozową o 30%, to jest 129 połączeń dobowo więcej. Politycy PiS przypominają, że to za ich rządów zainicjowano przywracanie połączenia kolejowego z Łomżą, a obecny rząd tylko dokończył dzieła. Politycy koalicji w sieci ruszyli z kolejową ofensywą. Pociągi dalekobieżne po raz pierwszy zatrzymają się w Śniadowie i Chorzelach. Po latach wrócą do Wielbarka i Szczytna. To, że kolej w Polsce jest potrzebna, pokazuje ta liczba. W zeszłym roku pociągami podróżowało prawie 440 mln pasażerów - o 17% więcej niż dwa lata temu. Mogłoby być więcej, ale do kolei wciąż trudno dojechać z mniejszych miejscowości. Z Czarni na północy Mazowsza w weekendy nie odjeżdża ani jeden autobus. W tygodniu można je policzyć na palcach jednej ręki. Nie ma żadnych połączeń. Ani jeden nie dowozi do okolicznych przystanków kolejowych - narzekają mieszkańcy. Mamy 16 kilometrów do kolei, to do Olsztyna czy do Ostrołęki można byłoby się dostać. - A nie da się? - Nie da. Na pewno prędzej czy później taki dojazd autobusowy przydałby się, zwłaszcza dla studentów, dla osób pracujących. Czarnia jest wśród setek gmin wykluczonych komunikacyjnie - to te zaznaczone na zielono. Mieszka w nich ponad 10 mln ludzi. W dalszym ciągu, choć sytuacja się poprawiła, to takich miejsc w Polsce jest bardzo dużo i one znajdują się nie tylko na terenach oddalonych od największych polskich miast. Rząd w tym tygodniu przyjął projekt ustawy, który ma pomóc zniwelować wykluczenie komunikacyjne. Określa minimalną liczbę połączeń w ramach gmin i powiatów. Rozkłady będą skoordynowane przez marszałka województwa. Te tysiące nowoutworzonych połączeń autobusowych będą ze sobą zintegrowane, nie będą się dublować. Nieopłacalne, ale potrzebne połączenia mają być dofinansowane. W tym roku na ten cel ma pójść ponad miliard złotych. Wielkie pieniądze popłyną też na rozwój kolei. Będziemy jeździć! O to chodzi właśnie, to jest nasza kolej i ma być dyspozycji tych, którzy chcą się przemieszczać. Do 2032 roku Polska wyda na ten cel 180 mld zł. A teraz politycy związani z Grzegorzem Braunem na przyjęciu rosyjskiego ambasadora. W uroczystościach z okazji Dnia Rosji udział wziął między innymi dyrektor biura koła poselskiego Konfederacji Korony Polskiej. Zadeklarował wolę działania jego ugrupowania w kierunku bliskości relacji z Rosją. To pierwsza od wielu lat sytuacja w demokratycznej Polsce, gdy partia reprezentowana w parlamencie oficjalnie deklaruje współpracę z Kremlem. Tu, za tą bramą, w rosyjskiej ambasadzie w Warszawie, świętowanie Dnia Rosji. Na uroczystości obok rosyjskiego ambasadora ten człowiek - Piotr Heszen, dyrektor biura koła poselskiego Konfederacji Brauna, oraz Mateusz Piskorski, ogłoszony przez Brauna jako przyszły kandydat do Sejmu. W mojej ocenie ociera się to o zdradę stanu. Tylko zdrajca może w tej chwili, kiedy rosyjskie drony wlatują w przestrzeń powietrzną Rzeczpospolitej, pojawiać się w ambasadzie zbrodniarza. W tym miejscu warto przypomnieć bezdyskusyjne fakty - od czterech lat Rosja prowadzi brutalną, bezprawną i pełnoskalową agresję przeciwko Ukrainie. Polska jest celem rosyjskich ataków hybrydowych. A w sieci rosyjskie trolle atakują dezinformacją i kremlowską propagandą. To nie wszystko. Odnotowujemy rosnącą liczbę ataków w cyberprzestrzeni, które można przypisać do strony rosyjskiej. I w takich okolicznościach politycy Brauna idą na imprezę do rosyjskiej ambasady. Robią to, jak ustaliła Interia, za zgodą Grzegorza Brauna. Mało tego, chwalą się tym w sieci. Heszen publikuje też specjalne stanowisko adresowane do ambasadora Rosji, w którym deklaruje bezstronność jego ugrupowania wobec wojny w Ukrainie, krytykuje zwrócenie się Polski w stronę państw Zachodu i oczekuje normalizacji polsko-rosyjskich stosunków. To oszołomy polityczne. To są szkodliwe treści. To są treści, które są niezgodne z polską racją stanu. O tę wizytę pytamy też przedstawicieli innych prawicowych ugrupowań. Szczerze mówiąc, niespecjalnie mnie to dziwi. Dlaczego? Bo wielu ludzi związanych z Grzegorzem Braunem ma również związki z Rosją. Jest pan oburzony albo zaskoczony? W środowisku Grzegorza Brauna jest parę takich osób nadmiernie prorosyjskich. Mówi polityk Konfederacji, dla którego prorosyjskie poglądy i gesty Braunistów nie są przeszkodą do zawierania takich ewentualnych koalicji w przyszłości. Czy pan może wykluczyć koalicję Konfederacji, Konfederacji Grzegorza Brauna i PiS-u? Nie wiem. Chyba niczego nie można wykluczać. Innego zdania są politycy PiS-u. Nie, nie będzie koalicji z gościem, który chce mnie wieszać. Ale rządzący przestrzegają: nie dajcie się na to nabrać. Jarosław Kaczyński nawet z diabłem pakt podpisze, żeby się dorwać do władzy. Bo, jak słyszymy, nie bez powodu już dziś narracja Brauna brzmi podobnie do narracji PiS-u. Przykład? Straszenie Niemcami. UE bez maski to są po prostu Niemcy. Niemcy przebrane w kostium UE. To teraz kolejny temat: sprzeciw wobec SAFE. To jest niemiecka pożyczka na niemiecki sprzęt. Dziś macie wydać własne pieniądze, żeby w ramach szeroko reklamowanego SAFE Niemiec wyprodukował. Wspólna narracja Kaczyńskiego i Brauna to jest zagrożenie dla bezpieczeństwa i ujawnienie ich planów w przyszłości. A te plany, jak słyszymy, to polexit. Braun mówi o tym otwarcie. PiS jak dotąd nie. Oglądają państwo 19.30. Za chwilę: Fałszywe nagrania generowane przez sztuczną inteligencję coraz groźniejsze. Każdego ranka jestem pełna energii. Dla mnie był to dowód, że można z każdego człowieka zrobić np. zbrodniarza. Zwracajmy uwagę na intonację. Patrzmy też na synchronizację ust, czy to wideo nie jest zapętlone. Jest tymczasowy areszt dla patomorfolożki zatrzymanej wczoraj. Kobieta usłyszała też zarzuty dotyczące zbezczeszczenia zwłok. Na terenie działki koło Rzeszowa, która należała do lekarki, natrafiano na szczątki. Znaleziono ich ponad 30. W tej sprawie nadal jest jednak więcej pytań niż odpowiedzi. Trzy dni. Śledczy na miejscu znajdują kolejne szczątki ludzkich płodów. Straszne myśli, bo nie wiadomo, co było powodem, że tam leżą te szczątki. To jedno z najważniejszych pytań tego śledztwa, bo do tej pory w Lutoryżu odkryto ich ponad 30. Śledczy zaznaczają, że prace mogą potrwać do poniedziałku. Na pewno nie jest to prawidłowy sposób postępowania ze szczątkami ludzkimi. Podejrzaną w sprawie jest ta lekarka - Magdalena H. 57-latkę doprowadzono do prokuratury. Po kilku godzinach w prokuraturze usłyszała zarzuty zbezczeszczenia zwłok i porzucenia niebezpiecznych odpadów w miejscu niedozwolonym. Kobiecie grozi 12 lat więzienia. Podejrzana wskazała, że ona sama przewiozła i zakopała ujawnione na jej posesji płody ludzkie, jak i odpady medyczne. Śledczy nie ujawniają, skąd kobieta miała szczątki. Procedury lekarskie są jednak jasne. Takie badania przeprowadzane, czy resztki tych ciał są zabezpieczane przez szpital. W związku z tym nie mogą się znaleźć w prywatnym gabinecie i nie mogą się znaleźć na prywatnej posesji. Podejrzana w tym domu mieszkała krótko. Rok temu sprzedała go małżeństwu, które ostatnio zleciło prace budowalne. Operator koparki natrafił na szczątki i powiadomił policję. Nieoficjalnie były one zakopane kilka metrów pod ziemią. Kobieta jest patomorfolożką. Śledczy sprawdzają, czy badania przeprowadzała w swoim domu. Jeśli się okaże, że to nie jest kwestia tylko złej utylizacji, ale też jakichś procedur medycznych, to podejrzewam, że grozi dalej idąca odpowiedzialność karna, ale i zawodowa. Chociaż Magdalena H. została tymczasowo aresztowana, to pytań w tej sprawie pozostaje więcej niż odpowiedzi. Z różnych miast, w różnym wieku, we wspólnej sprawie. Ulicami Warszawy przeszła parada równości. Uczestnicy i uczestniczki manifestowali poparcie dla praw osób LBTQ+, równości i tolerancji. Maszerowali przeciwko homofobii i dyskryminacji ze względu na tożsamość seksualną oraz płciową. Przyznawali, że choć jest lepiej, to ich codzienne życie, nawet w dużych miastach, nie zawsze jest spokojne i radosne. To jedyny taki dzień. Jesteśmy dumni z tego, że jesteśmy parą. Moc i siłę my czujemy zawsze, tylko czasami się ją zdepcze. To dzień dumy osób LGBT. Pod których adresem jeszcze kilka lat temu najważniejsze osoby w państwie... Próbują nam wmówić, że to ludzie, a to po prostu ideologia. ...pozwalały sobie na takie słowa. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym. Tu dobrze wiedzą... Są sytuacje, że jestem popychany, pluty bez powodu, tylko dlatego, że jestem sobą. ...że nienawiść kiełkuje szybko. Były wyzwiska na korytarzu, było zabieranie rzeczy z plecaka i kładzenie ich gdzieś w szkole w randomowym miejscu. Piotrowi pomogli rodzice i zmienił szkołę. Ale generalnie mocno mnie to przycisnęło. Bogdan stał dziś z tęczową flagą obok homofobicznych transparentów. Ja jestem w stanie tolerować takie rzeczy i chciałbym też podobnej tolerancji w swoją stronę i w stronę każdego, kto tu jest. Dziś wyrazów wsparcia było zdecydowanie więcej. Tu widać radość! Paradę jak co roku patronatem objął prezydent Warszawy. Uczestniczył w niej także marszałek sejmu. Parada równości to wielkie święto osób LGBT, które jednak od lat ma słodko-gorzki smak. Polska wciąż jest w ogonie Europy, jeśli chodzi o prawa osób nieheteronormatywnych. To państwa, w których jest równość małżeńska, to te, w których obowiązują związki partnerskie. Polska należy do nielicznych, gdzie pary LGBT nie mogą w żaden sposób zalegalizować związków. To może się zmienić. Piekło zamarzło. Bo dwa tygodnie temu Sejm przyjął pierwszą w historii ustawę regulującą sytuację par LGBT. Nadszedł czas, aby ludzie o różnych poglądach, różnych stylach życia, różnych preferencjach seksualnych, czuli się w Polsce, każdy bez wyjątku, czuł się pełnoprawnym obywatelem i człowiekiem szanowanym. Ustawa daje prawo do wspólnego rozliczania, dziedziczenia, informacji medycznej. Jest to jakieś wyjście z sytuacji trudnej, na pewno jakiś wstęp, natomiast równość małżeńska to jest to, na co czekamy. Ja też chciałam równości małżeńskiej i chciałam jej od zawsze. Moją rolą, rola polityczki, ministry, jest przesuwać granicę akceptacji. wśród polityków, bo społeczeństwo jest bardzo progresywne. Co widać w sondażach. W tym czerwcowym większość chce, by prezydent podpisał ustawę o statusie osoby najbliżej. Karol Nawrocki sugeruje co innego. Nie podpiszę żadnego prawa, które będzie stanowić alternatywę dla małżeństwa. Poprosiłem razem z prezydentem Robertem Biedroniem o spotkanie bez kamer, żeby powiedzieć prezydentowi, z jakimi problemami my jako para żyjąca ze sobą od 25 lat borykamy się codziennie. Na razie decyzji nie ma. Około dwóch milionów osób LGBT wciąż czeka na swoje prawa. A na warszawskiej paradzie od ćwierćwiecza pojawią się te same transparenty. Nie ma banku, broni ani napadu. Do tego oszustwa wystarczy internet i kilka kliknięć. Zaczyna się od reklamy z, jak się wydaje, znaną osobą. Dziennikarze czy sportowcy zachęcają do kupowania różnych produktów. W rzeczywistości to jednak wytwory sztucznej inteligencji. W sieci ostatnio pojawiło się także spreparowane nagranie z udziałem siostry Małgorzaty Chmielewskiej, przełożonej wspólnoty Chleb Życia. O najnowszej metodzie wyłudzania pieniędzy. Każdego ranka jestem pełna energii, moje myśli są jasne, a wzrok ostry. Trzeba mocno wytężyć wzrok, żeby dostrzec, że to nie jest Siostra Chmielewska reklamująca suplementy diety. Ktoś wykorzystał w sposób zupełnie bezczelny mój wizerunek. Nagranie zostało spreparowane przy użyciu sztucznej inteligencji. W tym filmie są idiotyzmy, reklama czegoś tam. Polana jakimś kretyńskim sosem pseudoreligijnym. Podlany podobnymi pobudkami był ten filmik. Schudłam 20 kilogramów w dwa miesiące dzięki tej kawie, żadne diety mi nie pomagały. Choć dziennikarka Katarzyna Bosacka kolekcjonuje filiżanki, z tych nigdy nie piła tej kawy. Nie wiem, skąd są te zdjęcia, to jest jakiś miszmasz. Wizerunek dziennikarki oszuści wykorzystali czterokrotnie. Raz była zagraniczną ekspertką, innym razem polecała suplementy diety. Na prawdę uważajmy na to, co jest w internecie. Internet jest z jednej strony wolnością, kopalnią wiedzy, ale z drugiej strony jest naprawdę morzem deepfake'ów. I nie wierzmy we wszystko, co w tym internecie widzimy. Bo cyberprzestępcy coraz chętniej sięgają po znane osoby. Ofiary nie są przypadkowe, to autorytety, którym wierzymy. W przebodźcowaniu, w dostępności do sieci, nie weryfikujemy, nawet w jakiś telewizjach nie potwierdzamy tych faktów. Diabeł tkwi w szczegółach. Dlatego warto zwracać uwagę, żeby nie dać się naciągnąć. Zwracajmy uwagę na intonację. Patrzmy też na synchronizację ust, czy to wideo nie jest zapętlone, czy nie pojawiają się tam jakieś artefakty. Ale przede wszystkim, to jest może błahe, ale używajmy krytycznego myślenia. Bo jak słyszymy od ekspertów, spreparowanie takiego nagrania przy użyciu sztucznej inteligencji nie jest ani kosztowne, ani nie zajmuje dużo czasu. Za kilka, kilkanaście złotych możemy wygenerować takiego deepfake'a. Z synchronizacją ust, z dowolną wypowiedzią. Dla oszustów jest przestroga, bo wizerunek jest chroniony. Jeśli chodzi o taką odpowiedzialność prawnokarną. To mamy chociażby nieuprawnione rozpowszechnianie wizerunku, który jest dobrem osobistym. A za to grozi nawet do 5 lat więzienia. Podejrzane nagrania najlepiej zgłaszać do CERT Polska. Otaczający ich świat często jest odbierany jako przytłaczający. Ostry zapach może im sprawiać fizyczny ból, ubranie czy przytulanie też. Podobnie jak głośne dźwięki i jaskrawe światło. Mają trudności w komunikowaniu się a także powtarzalne, rutynowe, schematyczne zachowania. Jedni usłyszeli diagnozę spektrum autyzmu, gdy byli dziećmi, inni jako dorośli. W Warszawie specjalnie dla nich zorganizowano bieg słonecznika. Co dla ciebie oznacza ten bieg? Coś fajnego, ważnego, nie nudzi się, robi fajne rzeczy. Aleksander jest w spektrum autyzmu, ale jego niepełnosprawność nie jest oczywista na pierwszy rzut oka. Jest prawie samodzielny. Mama, która zawsze go wspierała, zorganizowała ten bieg. Pomyślałam, że taką fajną inicjatywą będzie Bieg Słonecznika dla Niewidocznych, dla osób z niewidoczną niepełnosprawnością, a tych niewidocznych niepełnosprawności jest ponad 900. Znak słonecznika, Sunflower, to międzynarodowy symbol ukrytych niepełnosprawności. Powstał 10 lat temu w Wielkiej Brytanii. Ma sygnalizować w przestrzeni publicznej, że dana osoba może potrzebować wyrozumiałości lub drobnej pomocy. Pomaga mi, że ludzie wiedzą, że jestem osobą niepełnosprawną. Niepełnosprawność to coś, czego można nie dostrzec. My mamy córkę z ADHD. Można tego nie zauważyć, że pewne rzeczy są dla niej wyzwaniem. W Polsce ten znak działa od zeszłego roku na lotniskach, w hotelach czy dużych sklepach. Zaczynamy wszyscy jako społeczeństwo mieć świadomość, że są wśród nas ludzie, którzy troszeczkę inaczej żyją, zmagają się z innymi problemami niż te osoby, nazwijmy to, w normie. W tym biegu udział wzięli ci w normie i ci żyjący trochę inaczej. Chciałam być częścią tego wydarzenia i dobrze się bawić. Dzięki temu wieść o tych niewidocznych niepełnosprawnościach się poniesie dalej. Na całym świecie ludzi z niewidoczną niepełnosprawnością jest około miliarda, w Polsce ponad 5 milionów. To osoby cierpiące na autyzm, depresję, padaczkę, ubytki słuchu, wzroku i wiele innych. My ich wspieramy. Biegniemy, żeby mogli więcej. Dla Aleksandra ten bieg był dużym wyzwaniem. Udało się, dostał medal i poczucie, że tu może liczyć na cierpliwość, zrozumienie i trochę więcej czasu. To mały bieg, ale wielki problem, który dotyczy jednego na ośmiu Polaków. By go rozwiązać, nie są potrzebne wielkie pieniądze, ale zrozumienie i serce. I ten znak Słonecznika. A jednak Stany Zjednoczone? Według amerykańskich mediów Robert Lewandowski prowadzi zaawansowane rozmowy z klubem Chicago Fire. Amerykanie kuszą Lewandowskiego i jego rodzinę profesjonalizmem i wielkimi pieniędzmi. Kontrakt ma opiewać na 20 milionów euro. Na stole negocjacyjnym miała się znaleźć także biznesowa propozycja dla żony kapitana naszej reprezentacji. Kiedy zawodnik przylatuje negocjować warunki potencjalnej współpracy, to znak, że rozmowy są zaawansowane. Robert Lewandowski w Chicago pojawił się ze swoim agentem i prawnikiem. On nieprzypadkowo opuścił Barcelonę. Bo on chce czuć się ważny. To też wielokrotnie pokazywał i takie podejście amerykanów z Chicago Fire jest bardzo istotne. Miasto, ale i klub Chicago Fire, naszego napastnika przywitało po królewsku. "Życzymy dobrej wizyty" - to treść banerów na trasie z lotniska. Słyszę, że już pierwsza prezentacja Amerykanów dla Roberta Lewandowskiego spowodowała, że Polakowi szczęka opadła. A był bardzo sceptyczny. Widać, że Robert Lewandowski nie tylko miałby zostać twarzą klubu, ale przede wszystkim symbolem miasta. Miasta, w którym żyje ponad półtora miliona osób polskiego pochodzenia. Według mediów klub zaoferował napastnikowi atrakcyjne warunki. Kontrakt na 2,3 lata. I 20 milionów euro rocznie z premiami. Dodatkowo Amerykanie mają oferować polskiemu piłkarzowi możliwość udziałów w klubie po zakończeniu kariery. Jeżeli trafiasz do Realu Madryt czy do Barcelony, to nigdy nie chcesz grać w żadnym innym klubie na świecie, bo tam jest wszystko. To jest najwyższa półka, jeżeli zejść, to tylko pod względem, żeby pojawiły się dolary, pojawiły się nowe możliwości biznesowe. Choć soccer, czyli piłka nożna, nadal pozostaje w USA sportem drugiego planu, to liga MLS od kilku lat notuje dynamiczny wzrost popularności. To też pokazuje, że liga MLS coraz bardziej jest zainteresowana piłkarzami z Europy. Może Robert pójdzie śladami Messiego, który gra w Miami. A Lewy lubi rywalizację - argentyński piłkarz może go napędzać. Jest jeszcze wątek gry w reprezentacji. Te dwa różne zespoły, czyli reprezentacja Polski i Chicago Fire, spotykają się w jednym punkcie. Czyli Robert będzie grał jeszcze dwa lata. W przypadku biało-czerwonych będzie to toczyć się także podczas mistrzostw Europy. Przypomnijmy, że do tej pory spekulowano, że kolejnym kierunkiem w karierze Lewandowskiego może być Arabia Saudyjska. To wydarzenie przejdzie do historii. Podczas tegorocznego festiwalu Malta zaprezentowany zostanie 24-godzinny spektakl. W roli głównej Magdalena Cielecka. Aktorka powtórzy tę samą scenę sto razy - za każdym razem z innym partnerem scenicznym. Poprzednie wersje performance'u można było zobaczyć w Londynie, Nowym Jorku i Wiedniu. To jeden z najgłośniejszych projektów współczesnego teatru ostatnich lat. Jedna scena. Stu mężczyzn. 24 godziny. I pytanie: ile razy można przeżyć to samo rozstanie? Spektakl "The Second Woman" poruszył widzów w Barcelonie, Londynie czy Nowym Jorku. Teraz zobaczą go Polacy. Główną rolę w tym aktorskim maratonie i psychologicznym eksperymencie zagra Magdalena Cielecka. Wyjątkowy pomysł, ryzykowny, tajemniczy. Właściwie nie do przygotowania się do niego wcześniej. Ja lubię takie wyzwania. Mnie to ekscytuje i też poczułam się bardzo wyróżniona. Nie ma klasycznej próby. Są za to ogromne emocje związane z tym, kto pojawi się na scenie w danym momencie. Każde spotkanie trwa około 10 minut. Każde zaczyna się podobnie, ale nigdy nie kończy tak samo. Zmienia się energia, napięcie i mężczyzna, który wchodzi na scenę. Jednym z nich będzie dziennikarz Mateusz Baran. Widzowie mogą wejść w dowolnym momencie. Zostać na jedną scenę, kilka godzin albo całą dobę. Choć już wiadomo, że bilety na pełne 24 godziny znikają w szybkim tempie. Spektakl będzie jednym z najmocniejszych punktów Malta Festival w Poznaniu. Tegoroczną edycję otworzy koncert ZA MIŁOŚĆ, nad którym czuwa Natalia Kukulska. Podzieliłam ten koncert na 3 akty. Każdy jest w innej temperaturze miłości. Od początków przez większą komplikację, a na koniec zwycięstwo i definicje tej miłości. Wystąpią Anita Lipnicka, Natalia Szroeder czy Grzegorz Turnau. Do tego międzynarodowe spektakle i działania, które wychodzą poza teatralne sale prosto w przestrzeń Poznania. Sprowadzamy spektakl, choreografie z całego świata, po to, żeby wydarzyła się na ulicach Poznania i odmieniała znaną nam codzienną przestrzeń i inspirują nas do widzenia siebie na co dzień lepiej. Ale centralnym punktem będzie "The Second Woman", projekt Nat Randall i Anny Breckon, inspirowany filmem "Premiera". W kulminacyjnym momencie, każdy sceniczny partner Magdaleny Cieleckiej będzie musiał podjąć decyzję. Powiedzieć: zawsze cię kochałem albo nigdy cię nie kochałem. Jedno rozstanie. I sto sposobów, żeby je przeżyć. Ja już państwu dziękuję, czas na Pytanie Dnia. Gościem Mariusza Piekarskiego jest sędzia Dariusz Zawistowski, przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia jutro.