Krajobraz po kataklizmie - sytuacja na terenach dotkniętych przez powódź. Spór o migrację - projekt premiera dzieli polityków. Gruźlica znów groźna - rośnie liczba zakażeń. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Prognozy były alarmujące, ale chyba nikt nie spodziewał się kataklizmu w takiej skali. Przed miesiącem niż genueński przyniósł nad południową Polskę ulewne deszcze i powódź. Dziś wracamy na zalane tereny i do miast zniszczonych przez powódź. Tragedie, takie jak ta, które nawiedziły południe Polski, znajdują miejsce na czołówkach przez jakiś czas. Gdy woda opada - opadają emocje. My jesteśmy w miejscu zdarzeń miesiąc po ich apogeum. Tu, gdzie woda zmieniła kwartały miasta w gruzowisko. Nie tylko tu, w Głuchołazach, bo takich miast i miejsc, jest więcej. A w miastach i miejscach ludzie, którzy nie mają czasu liczyć ile minęło od katastrofy, bo muszą liczyć ile zostało do zimy. Jerzy Rudzki w Głuchołazach spędził całe życie. Dlatego tak trudno mu pogodzić się z tym widokiem. Wielka woda zniszczyła jego ukochane miasto. Długi czas nie mogłem wyjść i patrzeć na to, serce mi się ściska. Ja 80 lat takiego czegoś nie widziałem. Równo miesiąc temu, ulice wyglądały tu tak. 13-tysięczna miejscowość to jedno z najbardziej dotkniętych powodzią miejsc na mapie Polski. We wrześniu połowa mieszkańców nie miała dostępu do mediów. Pierwsze 2 dni były strasznie ciężkie, bo nie było tu wody, prądu, niczego... ...a szlamu po kolana. Dziś - choć woda opadła - nie opadł strach przed żywiołem. Nie wiadomo kiedy: za 3 lata, za 2 lata. W każdej chwili może wrócić. Młodsi to uciekną z tego piekielnego miejsca, choć potwornego naprawdę... Lęk i niepewność mieszają się z wolą walki. Wszyscy pracują na pełnych obrotach. Czego wam życzyć? Wytrwałości i pomocy od rządu. Zniszczoną miejscowość już dwukrotnie odwiedził Marcin Kierwiński, pełnomocnik rządu ds. odbudowy po powodzi. Według szacunków straty powodziowe to ponad 4 mld zł. 198 mln pomocy trafiło już do poszkodowanych. To co dotyczy bezpośrednio strat powodziowych, jest bezdyskusyjne, O tym już mówiliśmy i będziemy pomagali tam, gdzie są zniszczenia. W Głuchołazach najważniejsze wyzwanie to teraz nowy most. Ma być przejezdny pod koniec października. Dwa poprzednie porwała woda. Woda, co chciała to robiła, pozrywała wszystko, dlatego tyle ludzi pokrzywdzonych. Ale mimo poczucia krzywdy, jest też wielka wdzięczność. Za ciężką pracę żołnierzy, strażaków i ludzi dobrej woli. Chyba na mszę św. za nich dam ofiarę, żeby to dobro wróciło, bo wierzę, że dobro wraca dla ludzi. Podobnie jest w Stroniu Śląskim, o którym mieszkańcy mówią: krajobraz jak po bitwie. Żeby mrozów nie było, bo nic nie zrobimy i zostaniemy z tym do wiosny, będzie brud i smród. Prawie 50 budynków nie nadaje się do użytku. Nie wiadomo, kiedy mieszkańcy zobaczą swoje miasto takim, jakie było przed wielką wodą. Czy powoli to życie wraca do normy? Nie, jeszcze nie wraca, nie wiem, czy to za 5 lat wróci. Gdy przychodzi żywioł, a z nim nieszczęście, pierwsi z pomocą ludziom ruszają ludzie. Mogą mniej niż instytucje, ale zawsze są bliżej i widzą z bliska jaka pomoc jest potrzebna. Bez takiego wsparcia wiele by się nie udało, a kłopot w tym, że będzie jeszcze długo potrzebne. Maria Guzek zna te historie. Marysiu, powiedz, czy tam jeszcze sił starcza i na jak długo starczy? Do Kłodzka wciąż przybywają ludzie z całej Polski, by pomagać powodzianom, bo do zrobienia jest jeszcze mnóstwo. Spotkałem tu ludzi, którzy w swój wolny weekend przyjechali m.in. z Sosnowca, z Warszawy czy z Kielc. Wolontariuszy jest już zdecydowanie mniej niż np. 2 tygodnie temu, dlatego tym bardziej ich praca jest na wagę złota. Mieszkańcy mówią o nich nasi aniołowie. Nasi bohaterowie. Ściany skuwa pierwszy raz w życiu. Dla tego maturzysty z Warszawy, najważniejszy egzamin - z empatii - już zaliczony. W samochodzie robiłem lekcje, a jak tu jestem, to pomagam. Teraz skuwam tynki w kościele, nigdy tego nie robiłem, całkiem fajna zabawa. Na weekendy bywało prawie 300 ludzi, w klasztorze mieszkało prawie 60 osób. Teraz ludzi jest mniej, a rąk do pracy potrzeba, tu trzeba będzie jeszcze pomocy przez wiele tygodni. Bo pomoc, po takim kataklizmie, to nie sprint a maraton. Nawiązaliśmy już kontakty z tymi ludźmi i teraz mamy taką siłę w sobie, że będziemy organizować u nas w parafii następne wyjazdy do pomocy. U pana Jerzego Gary woda podeszła aż pod sufit. Stracił wszystko. Zalało nie tylko dom, ale też ośrodek rehabilitacji jeży, który pan Jerzy prowadzi już od niemal 20 lat. Byłem pogodzony, że to są ostatnie chwile ośrodka i mojej działalności jeżowej. Natomiast, to co wydarzyło się po poście, który zamieściłem na Facebooku, to naprawdę było niewiarygodne. Odzew ludzi, słowa wsparcia, potem zbiórka. I mobilizacja ludzi z całej Polski - najpierw ewakuowali jeże, gdy woda opadła, ruszyli do pracy w budynkach, a teraz robią porządki w ogrodzie. Pomagamy panu Jerzemu, bo pan Jerzy pomaga zwierzakom. My też, i jak pomożemy mu, to on będzie mógł pomagać im dalej. Trwają prace, by miejsce, którego historia poruszyła Polskę, mogło wyglądać tak, jak jeszcze miesiąc temu. Kłodzko, do stanu sprzed 15 września, wróci być może za 5, 6 lat. To miejsce, w którym stoimy, było absolutnie pod wodą, a my mieliśmy jeszcze nad sobą z 7-8 metrów wody. Przed mieszkańcami Kłodzka trudne zimowe miesiące. Jednak tu bije jego gorące serce. Pan Artur śpiewa w zespole ludowym, po powodzi od niemal miesiąca, występuje nie na scenie, a w kuchni. Od rana do wieczora gotuje dla wolontariuszy. Pomimo tego, że człowiek czasami już nóżkami wlecze, że tak powiem, ale z chęcią to. Ja lubię gotować i patrzeć na ludzi jak jedzą, uśmiechają się i czasami podziękują. Tym największym podziękowaniem jest pomoc w obliczu ogromnej tragedii. Nie ma wtedy opcji politycznych, nie ma różnic, wszyscy jesteśmy po prostu dla siebie całkiem inni, czyli tacy normalni, tacy po prostu pomocni. Symboli tej powodzi jest wiele, ale w Nysie, ponurym, powodziowym emblematem będzie los powiatowego szpitala. Woda wyrwała sprzęt, ściany i podłogi, a wraz z nimi zdrowotne bezpieczeństwo mieszkańców. Szpital mozolnie podnosi się z ruiny i jeszcze przyjmie pacjentów, ale to potrwa. W Nysie jest Michał Niewodowski. Dzień dobry, powiedz jaka jest ta jedna historia, a właściwie 3 szpitali? Gdy miesiąc temu dyrektor szpitala powiatowego mówił nam, że jeśli znajdzie się odpowiedni sprzęt, jeśli dostaną mobilny tomograf komputerowy, to placówka wznowi działanie w połowie października. Wydawało się to nierealne, patrząc na skalę zniszczeń, ale to się właśnie dzieje, bo w połowie tego miesiąca, już niedługo, bo w sobotę, będą mogli tutaj przyjść pierwsi pacjenci, którzy zostaną zaopiekowani. Jak na razie zjawiło się tu wojsko, które patroluje szpital w trakcie nocy i dba o bezpieczeństwo. Ale to nie jedyna pomoc żołnierzy, bo w Nysie działa już też szpital polowy, który gwarantuje bezpieczeństwo jej mieszkańcom, a na horyzoncie pojawiła się zapowiedź i widmo budowy nowego szpitala, który będzie usytuowany w bezpiecznym miejscu. Idziemy tym tunelem, którym woda miesiąc temu wdzierała się do szpitala. Miesiąc temu nie dało się wejść i przejść tym tunelem, ale przez miesiąc czasu udało nam się udrożnić ten tunel, bo jest on nam potrzebny do uruchomienia szpitala. 15 września woda wdarła się na oddział ratunkowy, do laboratorium, zniszczyła sprzęt, w tym tomografy, czy rezonans. Nie mamy tutaj prądu. nie mamy dostępu do internetu. Na dzisiaj mamy przywrócony prąd, na większości oddziałów mamy przywrócone zasilanie. Nasze oddziały sukcesywnie przygotowujemy i kompletujemy wyposażenie. Laboratorium tymczasowo trafiło na oddział ortopedyczny. Przed szpitalem stanął mobilny tomograf. Tomografia komputerowa, w takim szpitalu jak Szpital Nyski, odgrywa pierwszoplanową rolę. Tych badań przed powodzią wykonywaliśmy na 2 tomografach ok. 50 dziennie. A szpital rocznie obsługiwał 20 tys. pacjentów. Dlatego po przejściu kataklizmu, w zaledwie kilkanaście godzin powstał szpital polowy. Początki były najtrudniejsze i w tym pierwszym okresie było najwięcej pacjentów. Zaraz po powodzi były to obrażenia bardziej ortopedyczne, chirurgiczne. W ciągu miesiąca pracujący w nim lekarze pomogli prawie tysiącowi pacjentów. Chciałam ukroić ziemniaki i obcięłam sobie końcówkę opuszka palca. Siekierką drzewo rąbałem, odbił sęk i no i się uszkodziła ręka. Ale zdarzały się też cięższe przypadki - zaraz po uruchomieniu szpitala polowego śmigłowcem przetransportowano do niego pacjentkę z udarem. Również się zdarzali pacjenci z zawałami serca, z powikłaniami naczyniowymi. Szpital polowy ma działać do momentu uruchomienia szpitala powiatowego. Ma ruszyć w sobotę. Ale lokalne władze już mają plan, by nie doszło do powtórki tragedii z września. W tym miejscu za 3,5 roku może stanąć nowy szpital powiatowy. To jeden z najbezpieczniejszych i najwyżej położonych punktów w mieście. Już po niedzieli będziemy siadać, urzędniczo rozmawiać, jak ten szpital ma wyglądać, bo chcemy, żeby ten szpital był nie tylko miejscem przeniesienia obecnie funkcjonujących oddziałów, ale też żeby był szansą dla naszej placówki. Zielone światło dało już Ministerstwo Zdrowia i MSWiA. Były na drodze wielkiej wody takie miejsca, które żyły z urody natury, bo turystyczne przewagi przyciągały tłumy. Teraz ta sama natura, zerwana z łańcucha, wystawiła rachunki trudne do zapłacenia. Lądek Zdrój, perła Sudetów, rzucona w powodziowe błoto, próbuje dojść do siebie. Na miejscu Tomasz Mildyn. Nie tylko Lądek stracił atuty. Powiedz gdzie widzą ratunek? Chyba w dobrej woli mieszkańców Polski, którzy jako turyści mogą tutaj po prostu przyjechać. Oczywiście mieszkańcy Lądka zdają sobie sprawę z tego, że bez centralnej pomocy nie staną na nogi. Potrzebne jest naprawdę mnóstwo pracy i mnóstwo pieniędzy, ale mieszkańcy liczą na to, że będą mogli wrócić do normalności, a ta normalność oznacza dla nich pracę. Praca na ziemi kłodzkiej oznacza turystykę, bo z turystyki większość mieszkańców tutaj żyje. Lądek Zdrój - choć ucierpiał w powodzi, nie stracił zdrojowych atutów. Ze względu na to, jaka tu nastała tragedia, postanowiliśmy przyjechać właśnie tu, w te rejony, po to, żeby tu wydać pieniądze, żeby tym ludziom pomóc. W wielu miejscach widać ogrom zniszczeń. W mieście ciągle pracuje sztab kryzysowy Państwowej Straży Pożarnej, która koordynuje działania służb. Prąd jest już wszędzie, gaz wrócił do 80% domów i pensjonatów. Drogi są przejezdne. Staraliśmy się doprowadzić infrastrukturę do takich warunków, które zapewniają bezpieczne poruszanie i z tego miejsca mogę zapewnić, że przyjazd tutaj będzie bezpieczny, walory turystyczne nie zostały w jakikolwiek sposób uszkodzone, dalej jest to malowniczy rejon. Po strachu i odwołanych rezerwacjach powoli życie wraca tu na stare tory, choć naprawa zniszczeń w części miasta to kwestia miesięcy, a może i lat. Niedługo będą tu mogli wrócić kuracjusze. Od 22 października otwiera się uzdrowisko Lądek Długopole Zdrój, w części uzdrowiskowej w Lądku Zdroju. Dziś kuracjuszy jeszcze tu nie ma, ale w mniejszych lokalach pojawiają się ci, którzy chcą wesprzeć lokalny biznes i zatrudnionych tu mieszkańców. Tyle, co mogliśmy zrobić, żeby trochę wspomóc i zjeść naprawdę pyszny obiad. Przyjeżdżają z Opola, przyjeżdżają z Wrocławia, wczoraj gościliśmy osoby z Łodzi, które przyjechały tutaj, żeby pomóc nam, naszym pracownikom, ale kupili również dania na wynos, które wręczyli wolontariuszom, którzy pracują w Lądku Zdroju. Wolontariuszy nadal nie brakuje. Tu teraz jedna ekipa kończy pierwsze mieszkanie. Pokojowy Patrol Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, dom po domu przywraca tu warunki, w których mieszkańcy będą mogli bezpiecznie przeżyć zimę i powoli stawać na nogi. Widać wszędzie jeszcze skutki tej powodzi i długo jeszcze będzie widać, ale z dnia na dzień to wszystko się zmienia, sprząta i z dnia na dzień widać różnicę. Każdego dnia w 5-tysięcznym Lądku Zdroju nocleg może znaleźć nawet 2,5 tys. osób. Czym więcej ich przyjedzie, tym szybciej mieszkańcy wrócą tu do normalności. Woda opadła, ale ślady po wodzie długo jeszcze będzie widać, nawiedzimy te miejsca jeszcze z pewnością, teraz wracamy do studia w Warszawie. A w 19.30 już za chwilę polityczna burza wokół polskiej strategii migracyjnej, a potem jeszcze... Gruźlica znów groźna. Trudna porażka z Portugalią. Burza po zapowiedzi premiera Donalda Tuska w sprawie nowej strategii migracyjnej rządu. Ma się w niej znaleźć czasowe terytorialne zawieszenie prawa do azylu. Propozycja dzieli koalicję, pomysł krytykują organizacje pozarządowe, a popiera opozycyjna Konfederacja. O politycznych pomysłach na bezpieczne granice. To ma być strategia migracyjna na lata. Na razie jest jej zapowiedź, która wywołała burzę. Jednym z elementów strategii migracyjnej będzie czasowe terytorialne zawieszenie prawa do azylu i będę się domagał uznania w Europie dla tej decyzji. Już udało się sprawić, że w Europie o tym pomyśle głośno. Media na zachodzie szeroko informują o słowach Tuska. Ostro krytykuje jego wypowiedź Janina Ochojska. Założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej i była europosłanka pyta, czy można zawiesić prawa człowieka. Donald Tusk złamie prawo, złamie ważne prawa międzynarodowe i oczywiście Konwencję Genewską, która prawo do azylu zamieszcza w treści. Zdziwienie i niezadowolenie w koalicji. My w Polsce 2050 uważamy, że bezpieczeństwo nie powinno zabijać człowieczeństwa. To, co mówi dzisiaj Donald Tusk, stawia go w jednym rzędzie z Orbanem, ze skrajnie prawicowymi europejskimi populistami. Na to nie będzie naszej zgody. "Dziki pomysł" - tak pisze na portalu X Anna Maria Żukowska z Lewicy. Pojutrze Donald Tusk przedstawi szczegóły strategii rządowi, a koalicjanci i opozycja mają nadzieję, że to będzie dopiero początek dyskusji. Zobaczymy, jak wygląda ta strategia migracyjna, którą pan minister Duszczyk przygotowywał przez ostatnie tygodnie, będziemy więc o tym dyskutować, natomiast na pewno nie może być jakiejkolwiek akceptacji dla łamania prawa. Politycy Koalicji Obywatelskiej patrzą na to inaczej, a dokładniej tak jak jej szef, który dziś jeszcze raz na portalu X postanowił wytłumaczyć azylowy element strategii migracyjnej. Dzisiaj migracja jest narzędziem politycznym dla Putina, dla Łukaszenki. Agnieszka Pomaska zwraca uwagę na to, że wreszcie jest strategia, że poprzedni rząd jej nie miał. Łącznie za rządu Zjednoczonej Prawicy wydano ponad 360 tysięcy wiz dla osób z krajów afrykańskich i muzułmańskich. Nieprawidłowości w MSZ potwierdza raport Najwyższej Izby Kontroli. Funkcjonował nietransparentny i korupcjogenny mechanizm wpływania na niektórych konsulów RP w zakresie przyśpieszania i rozpatrywania wniosków wizowych. Polska wraz z Czechami chcą poważnej unijnej debaty na temat migracji w Brukseli. Janina Ochojska patrzy w przeciwnym kierunku. Moje myśli idą ku granicy polsko-białoruskiej. Idzie zima, już jest bardzo zimno i wyobrażam sobie, że może dojść do kolejnych śmierci w lasach. Te śmierci będą obciążały sumienia polityków. Posiedzenie Rady Europejskiej już w najbliższy czwartek. Wydawało się, że to choroba zapomniana. Niestety wraca, a liczba przypadków zachorowań na gruźlicę rośnie. A mutacje, które docierają do Polski między innymi zza wschodniej granicy, są trudne do wyleczenia i odporne na znane do tej pory metody leczenia. O epidemiologicznym alarmie Katarzyna Grzęda-Łozicka. Daniel Romanowski od siedmiu miesięcy zmaga się z gruźlicą. Choroba zaatakowała nie tylko płuca, ale i kości. Zaczęło się nagle. Podróżowałem po Polsce, byłem w Krakowie i w Krakowie trafiłem do szpitala. Nogi zaczęły mi szwankować, zacząłem się chwiać na nogach. Od początku roku wykryto ponad 4 tys. zachorowań na gruźlicę. Po pandemii wzrosła o 10% liczba chorych na gruźlicę w skali świata i Polski. Ważyłem koło 43 kilo, same kości i trafiłem do szpitala. Długo utrzymujący się kaszel, osłabienie, utrata wagi - początkowo objawy mogą przypominać przeziębienie, dlatego diagnozuje się ją późno. To zwiększa ryzyko powikłań. Najczęściej takiego pacjenta diagnozuje się już w momencie, kiedy przez kilka tygodni zmaga się z chorobą. Trafia do szpitalnego oddziału ratunkowego ze skierowaniem "dalsza diagnostyka". Problemem jest brak nowoczesnych leków, które mogłyby skrócić leczenie. Gruźlica stała się chorobą bardzo rzadką w UE. Mamy paradoksalną sytuację, że niektóre leki nowe, które są dostępne w Azji i Afryce, nie są dostępne w UE. Rośnie liczba osób niezaszczepionych i spada odporność zbiorowa - wracają choroby uznawane za wyeliminowane. Z jednej strony niewyszczepialność pacjentów, z drugiej migracja. Doskonale wiemy, że mamy bardzo dużo pacjentów, którzy przyjechali do nas z Ukrainy, którzy nie byli wcześniej szczepieni. Liczba chorych rośnie lawinowo, co dobitnie widać na przykładzie krztuśca. Od początku roku zachorowało 17 tys. Polaków. To 28-krotny wzrost. W przypadku krztuśca jedna osoba zaraża kolejnych 15-17 osób. W ubiegłym roku nie zaszczepiono ponad 80 tys. dzieci, a u nich powikłania mogą być szczególnie groźne. To, co dla nas stanowi problem, to są małe niemowlęta. Mówi się, że najgorszy okres to są małe niemowlęta w przypadku krztuśca, dlatego że te dzieci mają napady duszącego kaszlu, mają bezdechy, tracą oddech. Stąd specjalna oferta skierowana dla przyszłych mam, które od połowy października będą mogły bezpłatnie zaszczepić się przeciwko krztuścowi. W przypadku krztuśca zaleca się powtarzanie szczepień co dekadę. Szczepionka przeciwko gruźlicy podawana jest jednorazowo. "Św. Jan Paweł II. Ewangelia starości i cierpienia" to hasło tegorocznego Dnia Papieskiego. Święto obchodzone już po raz 24. przypada w niedzielę bezpośrednio poprzedzającą rocznicę wyboru Karola Wojtyły na papieża. Fundacja Dzieło Nowego Tysiąclecia w całej Polsce zorganizowała zbiórki na program stypendialny dla zdolnej i niezamożnej młodzieży z małych miejscowości. Chcemy w tym dniu nie tylko wspominać św. Jana Pawła II i dziękować za niego, ale przede wszystkim chcemy poznawać jego naukę i wielki pontyfikat. Uczył mądrych rzeczy, aby jeden drugiego szanował, żebyśmy żyli jako ludzie, jeden dla drugiego miły być. Po prostu był kochany. Kieruję się tym, co Ojciec Święty nam przekazał. To, co on przez swoje słowa głosił, sama szczera miłość do każdego. Zbieramy na stypendia dla zdolnych młodych ludzi. Dzięki czemu taka młodzież może się rozwijać, spełniać swoje marzenia i cele. Biały Dom opublikował szczegółowy raport na temat stanu zdrowia kandydatki Demokratów w wyborach prezydenckich. Wynika z niego, że Kamala Harris jest w doskonałym stanie fizycznym i nie pali papierosów. Donald Trump swojego raportu nie przedstawił, choć w Kalifornii energii nie zabrakło mu do politycznego atakowania przeciwniczki. Coachella w Kalifornii słynie z festiwalu muzycznego, ale teraz na scenie gwiazdą miał być tu Donald Trump. Dziękuję bardzo. To całkiem miły tłum. Nie widać końca. W Kalifornii kandydat Republikanów na prezydent zwyciężył po raz ostatni 36 lat temu. I mimo, że Trump na powtórzenie tego sukcesu szanse ma niewielkie - to przyjechał tu - nieprzypadkowo. Kamala Harris. Jej rządy terroru kończą się w dniu, w którym obejmę urząd. Kamala Harris była senator Demokratów z Kalifornii, pełniła tu funkcję Prokurator Generalnej. Jako wiceprezydent odpowiadała za kwestię migracji. To jeden z głównych tematów tej kampanii. Sprowadziła armię członków gangów i przestępców prosto z więzień krajów Trzeciego Świata. Niektórzy mieli wyroki śmierci. Jeśli Kamala dostanie kolejne 4 lata, cały kraj stanie się obozem dla imigrantów. I właśnie o to kandydatka Demokratów była pytana w programie "60 minutes" stacji CBS News. Ale te liczby wzrosły czterokrotnie... A najnowsze dane? Dzięki temu, co zrobiliśmy, zmniejszyliśmy napływ nielegalnej imigracji o połowę. Wywiady z kandydatami na prezydenta USA w tym programie to od pół wieku polityczna tradycja. Donald Trump postanowił z nią zerwać. To tylko kolejny przykład jego braku przejrzystości. Kamala Harris mówi też o braku transparentności kandydata Republikanów w kwestii stanu zdrowia. Bo gdy na stronie Białego Domu pojawił taki raport... ... to sztab Trumpa w tej sprawie milczy. Chodzi o zdolność do właściwego osądu, zarówno jako naczelnego dowódcy, jak i przywódcy tego wielkiego kraju, wiemy, że on nie ma zdolności do wykonywania tej pracy. Ale mimo takich wypowiedzi: Gdybym to ja był prezydentem, atak na Ukrainę nigdy by się nie wydarzył. Znałem Putina, znałem go dobrze. Z najnowszego sondażu "Wall Street Journal" wynika, że mieszkańcy 7 stanów wahających się, uważają, że z wojną w Ukrainie lepiej poradzi sobie kandydat Republikanów. Ukraińskie uderza i trafia celnie - na liście sukcesów jest magazyn paliw w okupowanym obwodzie ługańskim czy arsenał irańskich dronów. Rosjanie po ukraińskim ataku nie mogą też zgasić największego terminalu naftowego na Krymie, który płonie już od sześciu dni. Sukcesy Ukraińców nie powstrzymują agresorów, którzy przed zimą atakują obiekty energetyczne. To był magazyn paliw i smarów wykorzystywany przez rosyjskie wojsko. Ukraińcy za pomocą dronów przeprowadzili skuteczny atak w okupowanym obwodzie ługańskim. Tak z kolei wygląda jednoczesna eksplozja 400 irańskich dronów Szahed. To kolejny raz, gdy Kijów uderza w amunicję, zanim Rosjanie będą mogli ją wystrzelić. Ukraińska armia zadała też cios na okupowanym Krymie. Na początku tygodnia trafiła w rosyjski terminal naftowy - największy na półwyspie. Miejscowe władze wciąż nie są w stanie ugasić ognia. W nocy, kiedy silnie wiało i wzmógł się ogień, służby ministerstwa spraw nadzwyczajnych musiały nas ewakuować. Rosjanie chwalą się udanym kontratakiem w obwodzie kurskim, gdzie przerzucili około 50 tys. żołnierzy z różnych frontów w Ukrainie. Ale według Kijowa mimo zaangażowania ogromnych sił plan Moskwy nie wypalił. Rozmawiałem z głównodowodzącym Syrskim. Złożył raport o wszystkich kierunkach frontu i naszej operacji kurskiej. Rosja próbowała odepchnąć nasze pozycje, ale utrzymujemy wyznaczone linie. Za to rosyjska ofensywa nie ustaje w obwodzie donieckim. Po Wuhłedarze Rosjanie są bliscy zajęcia Torecka i pełzną w kierunku Pokrowska. A to oznacza, że Kreml zbliża się do osiągnięcia swojego głównego celu, jakim jest zajęcie całego regionu Doniecka. Latają wokół nas. Strzelają wszędzie. Ale jeszcze blisko nas nie trafili. Ciemny, duszący dym unoszący się nad ukraińskimi miejscowościami to nowa taktyka Rosjan. Celowo ostrzeliwują lasy oraz zaminowane pola, by wywołać pożary na niespotykaną dotąd skalę. Tak robią m.in. w okolicach Charkowa. Ten las będzie tlić się jeszcze przez długi czas. Rosja przed zimą nasiliła też ataki na obiekty energetyczne. Ale ukraińscy inżynierowie, jak tu w Nikopolu, mówią, że Kreml nie wyłączy Ukrainie światła. Miło jest dawać ludziom światło. Jeśli my tego nie zrobimy, to kto? Znowu działa! Dziękuję. Klęska, to słowo, które po wczorajszym meczu reprezentacji padało chyba najczęściej. Reprezentacja Polski przegrała z Portugalią 1:3. Kibice są rozczarowani, eksperci nie zostawiają na reprezentacji suchej nitki. Krytykowany jest też trener polskiej drużyny. O straconych szansach, ale i jasnych momentach, tego spotkania Arkadiusz Pogłud. Gra słaba, wynik zły, jednak po meczu kibicom humory dopisywały. Dzięki niemu. 3:1, ale Ronaldo strzelił, to się liczy, tak? Moim idolem jest Cristiano Ronaldo, przyjechałem tutaj dla niego. Zobaczyłem swojego idola, Cristiano Ronaldo. Był też kibic, który nie tylko Ronaldo zobaczył, ale też dotknął, a nawet zrobił sobie z nim zdjęcie. Na murawie, w trakcie meczu. Ostatnich minut spotkania już jednak nie obejrzał. A właśnie wtedy pojawiła się nadzieja na dobry wynik. Na gole Ronaldo i Silvy odpowiedział Piotr Zieliński. Było 1:2 i kilkanaście minut na wyrównanie. W drugiej połowie, jak podeszliśmy wyżej, bardziej odważnie, to już wybijali piłkę i my przez to mogliśmy stwarzać sobie więcej sytuacji. Z takimi zespołami to trzeba ten ułamek sekundy, jak coś jest, to trzeba zdobyć bramkę. To na pewno tego nam zabrakło. W ostatnich minutach meczu Polacy trafili do siatki, ale niestety był to gol samobójczy Jana Bednarka. Kiedy szukaliśmy swojej nadziei, kiedy szukaliśmy swojej szansy. Była przepaść i właściwie ten rezultat pokazuje dysproporcje pomiędzy polską piłką a piłką generalnie europejską. Kapitan naszej drużyny przyznał, że on sam okazji do zdobycia bramki miał mało. Ja nie jestem pomocnikiem, który będzie schodził, będzie miał dużo kontaktów z piłką gdzieś na własnej połowie, bo to też nie o to chodzi. Po meczu rozczarowanie, przed meczem - wzruszenie. Uroczyście podziękowano za grę w reprezentacji Wojciechowi Szczęsnemu i Grzegorzowi Krychowiakowi. Pierwszy wystąpił z orzełkiem na piersi 84 razy, drugi - 100. Więcej w drużynie narodowej ich nie zobaczymy, a we wtorek kolejny mecz Biało-Czerwonych w Lidze Narodów, z Chorwacją. To rewanż za wrześniową porażkę 0:1. Jeżeli Polakom uda się ugrać remis, to będę naprawdę bardzo zadowolony. Przyjedzie starszy pan Luka Modrić, podejdzie do rzutu wolnego i skończy się ewentualnie 1:0. Porażka będzie oznaczać dużą stratę do czołówki, bo na półmetku rywalizacji mamy tylko 3 punkty za wygraną ze Szkotami. Mecz Polska-Chorwacja pokaże Telewizja Polska. W 19.30 to wszystko. Za chwilę w TVP INFO "Rozmowy niesymetryczne" - gościem Doroty Wysockiej-Schnepf będzie sędzia Waldemar Żurek. A ja zapraszam jutro. Do zobaczenia.