Kierowcy śmierci. Karambol, dwie ofiary śmiertelne. Zarzuty dla sprawcy tragicznego wypadku w Łomiankach i jego pasażera. Polityczna niepamięć. PiS studzi relacje z przegranym w niedzielnych wyborach Viktorem Orbanem. Trump kontra papież. Głośna krytyka po ataku amerykańskiego prezydenta na głowę Kościoła. Joanna Dunikowska-Paź. Dobry wieczór. "Widzieliśmy już wiele, ale to zdarzenie szczególnie poruszyło nas skalą i skutkami" - piszą strażacy z podwarszawskich Łomianek po tragicznym wypadku na krajowej siódemce. Kierowcę auta, który spowodował tragedię, policja znalazła kilka godzin po zdarzeniu. Jeszcze był pijany, a jak wynika z ustaleń śledczych, w środku dnia wypił litr wódki i mimo sądowego zakazu wsiadł za kierownicę. Na drodze zginęły dwie osoby. Trzecia jest w ciężkim stanie. Wiadukt w Łomiankach pod Warszawą. Dziś prawie nie tu śladu po tym, co wydarzyło się w niedzielę wieczorem. To nagarnie z samochodu, które był o ułamki sekund od wypadku. Dopiero na zwolnieniu można zrozumieć, co się stało. Z pasa w przeciwnym kierunku spada, dachując, Toyota, która najprawdopodobniej została potrącona przez niewidoczny na tym nagraniu samochód. Niestety w tym wypadku zginęły dwie młode osoby. Jedna równie młoda znajduje się w stanie ciężkim w szpitalu. Wracali z niedzielnego pikniku. 16-letni chłopiec i 19-letnia dziewczyna nie mieli szans przeżyć dachowania. Ustalenia prokuratury dotyczące sprawców wypadku, Patryka R. i Piotra B., są szokujące. Patryk R. jechał bardzo szybko w kierunku Warszawy trasą DK7. W Łomiankach na wiadukcie wymijał slalomem samochody jadące przed nim. Zahaczył tylnym nadkolem o inny samochód marki Toyota. I z pasażerem uciekł z miejsca wypadku. Do tej sprawy zostały zatrzymane dwie osoby w godzinach nocnych w niedzielę, które mogą mieć związek bezpośredni z tym wypadkiem. Te osoby są w dyspozycji prokuratora. Mężczyzna był już skazany za prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Tym razem także był pijany. Do 14.00 kierowca kierujący Audi, 44-latek, spożył około litra wódki. Grozi mu do 20 lat więzienia. Drugi mężczyzna za nieudzielenie pomocy i ucieczkę może pójść do więzienia na 3 lata. Ten, kto ucieka z miejsca wypadku i nie udziela pomocy poszkodowanym, nie zapewnia sobie anonimowości, bezkarności. Ta droga prowadzi bezpośrednio za kraty. To kolejny tragiczny wypadek na polskich drogach. Eksperci porównują go do tego sprzed 3 lat na autostradzie w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego, gdzie spłonęła trzyosobowa rodzina. I tego sprzed 2 lat na warszawskiej Trasie Łazienkowskiej. Brawura z reguły. A ktoś inny nie spojrzy w lusterko, zajedzie mu drogę i dochodzi do tragedii. Rozwiązaniem powinny być dodatkowe systemy monitorujące ruch drogowy, Policja zwraca się z apelem do świadków wypadku. Kluczowe mogą okazać się nagrania z kamerek samochodowych. Poseł PiS Łukasz Mejza ukarany kolejnym mandatem za przekroczenie prędkości. Parlamentarzysta jechał ponad 150 km/h przy dozwolonych maksymalnie 120. Poseł Mejza to sejmowy rekordzista w łamaniu przepisów drogowych. Jak podaje RMF, polityk zapłacił mandat w wysokości 800 zł. Dostał także 9 punktów karnych. Ostatnio zrzekł się immunitetu w związku z innymi 16 mandatami za przekroczenie prędkości. W sumie otrzymał 168 punktów karnych, najwięcej w październiku ubiegłego roku, kiedy na trasie ekspresowej S3 przekroczył dozwoloną prędkość prawie dwukrotne. Jechał 200 km/h. "Mieliśmy w Orbanie dobrego sojusznika" - mówi Jarosław Kaczyński, który jeszcze przed kilkoma tygodniami w zależnych od Orbana mediach kreślił perspektywę antybrukselskiej koalicji wewnątrz Wspólnoty. Dziś za wewnętrzną kwestię Węgier politycy PiS-u uważają wyborczy werdykt nad Dunajem. Kolejni dodają, że podejście do ustępującego premiera trzeba zrewidować. O krótkiej pamięci długiego sojuszu. Polska prawica długo nie mogła w to uwierzyć. Nawet wtedy, gdy na ulicach Budapesztu trwała już powyborcza fiesta, związana właścicielsko z PiS stacja telewizyjna forsowała taką tezę o wielkim zwycięstwie Orbana. PiS i pan prezydent Nawrocki kochali Orbana. Pewnie go kochają teraz mniej, bo przegrał. To była ślepa miłość. Bo choć tuż przed wyborami wyszło ma jaw, że węgierski rząd donosił Kremlowi o tym, co dzieje się w Brukseli, a Viktor Orban zapewniał Putina, że jest do jego usług, to PiS jakby nie słyszał, "mnie przy tym nie było". I rzucił polityczne siły na Budapeszt. Viktora Orbana w taki sposób wsparł Karol Nawrocki. Na miejscu był też Mateusz Morawiecki i ta delegacja posłów PiS. Jarosław Kaczyński w węgierskiej stacji przekonywał, że trzyma kciuki za zwycięstwo Fideszu. Jest ważne dla Węgier, dla Europy. Było także dla Moskwy, której Orban był największym sojusznikiem w Unii. Jak można było zaangażować się bezpośrednio w poparcie człowieka, który chciał sprzedać Polskę, Europę i Węgry Rosji? Ta hańba z nimi zostanie na długo. To zaangażowanie w proputinowską politykę. Dla takich rzeczy nie ma wybaczenia. Ale jakich rzeczy? Pytają teraz politycy PiS. I przekonują, że Orban to żaden przyjaciel. Nie był przyjacielem, bo w polityce nie ma przyjaciół. Był sojusznikiem. Przeszkadzały nam te zbyt bliskie relacje Orbana i jego współpracowników z Putinem. To, że im mocno przeszkadzało, to oni musieli mocno w sobie to dusić. Wielokrotnie usprawiedliwiali Orbana. Jarosław Kaczyński dziś przyznał, że o współpracę z Rosją Orbana zapytał raz. W 2016 roku. I sprawę uznał za zamkniętą. Oni muszą utrzymywać z Putinem dobre stosunki. Mimo że potem była napaść Rosji na Ukrainę i zbrodnie takie jak ta w Buczy. Chciałbym wierzyć w to, że jest jakaś refleksja w PiS-ie, ale myślę, że to cyniczna gra, że Orban przegrał, więc im nie jest do niczego potrzebny. Pytamy więc o tę refleksję polityków PiS. Wspieraliście człowieka, który pisał do Putina "jestem do usług". A Donald Tusk wspiera człowieka, który przez najbliższe 10 lat będzie współpracować energetycznie z Rosją. Tak tę politykę energetyczną urządził Viktor Orban. Ale miała być zmiana. I tak politycy PiS robią wiele, by o przyszłym premierze Węgier mówić tylko źle. Prezes PiS opowiadał dziś nawet takie rewelacje o Peterze Magyarze. To. co opisuje jego żona, że upiekł szczenię. Żona Petera Magyara niczego nie opisała. Kłamstwa, które powtarza Jarosław Kaczyński, pochodzą z węgierskiego portalu, który powstał tydzień przed wyborami, by rozpowszechniać fake newsy o liderze Tiszy. To nawet sztuczna inteligencja od razu podpowiada, że to jest kłamstwo, Ale prezes PiS wie swoje. Jednak uważam, że to jest możliwe. I według rządzących gra w ten sposób na odwrócenie uwagi... Jak się popiera proputinowca, to już na zawsze zostanie. I to z pamięci obywateli nie zostanie wymazane. Tak jak te zdjęcia. A w czasie, gdy powoli opadają powyborcze emocje na Węgrzech, przyszły premier Peter Magyar podkreśla, że nie wystarczy je wygrać, by zmienić Węgry. Do tego trzeba zmiany ustroju. W Budapeszcie jest Rafał Miżejewski. Jeden z pierwszych kroków ma dotyczyć mediów. Co wiadomo? Wiadomo, że czeka je gruntowna reforma, włącznie z opcją atomową, która miałaby polegać na wyłączeniu sygnału głównych programów informacyjnych na Węgrzech do czasu zapewnienia w nich obiektywnych informacji. Mówi o tym wprost przyszły premier Węgier, który podczas ostatniej kampanii wyborczej w tych mediach przedstawiany był jako miłośnik używek, marionetka Kijowa i wróg publiczny, który chce wysłać węgierskich żołnierzy na front. Teraz, po wyborach, tutaj przed budynkiem rządowej węgierskiej telewizji czuć wiatr zmian. Po raz pierwszy od 2 lat Magyar otrzymał zaproszenie na jutro do programu na żywo w telewizji i radiu. Chwilę po skończeniu wywiadów Magyar przenosi się na wzgórze zamkowe. Tam będzie rozmawiać z prezydentem o jak najszybszym powołaniu jego nowego rządu. "Kodeks karny zna pojęcie pomocnictwa" - mówi minister sprawiedliwości, który polecił prokuraturze, by ta wszczęła postępowanie wobec zaplecza prezydenta, które doradzało Karolowi Nawrockiemu, by nie odbierał ślubowania od czworga sędziów Trybunału. To przekroczenie granic śmieszności i kosmos absurdu - odpowiadają przedstawiciele Pałacu, a sami sędziowie rozważają pozwy do sądów pracy. Prokuratura nie może wszcząć postępowania karnego wobec urzędującego prezydenta, nawet gdy ten złamie prawo. Głowa państwa odpowiada tylko przed Trybunałem Stanu. Prokuratura zbada jednak działania współpracowników Karola Nawrockiego i sprawdzi, czy nie doszło do pomocnictwa w przestępstwie. To, że prezydent palcem sobie wybierał, którego bardziej lubi albo który mu się bardziej podoba z tej szóstki, jest złamaniem prawa. Ale ktoś mu to doradzał. Prokurator Generalny wydał wczoraj polecenie wszczęcia i przeprowadzenia postępowania w sprawie pomocnictwa do popełnienia przestępstwa urzędniczego przez prezydenta RP, polegającego na niedopełnieniu obowiązków przez nieprzyjęcie ślubowania wybranych przez Sejm RP sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Kancelaria prezydenta merytorycznie nie odniosła się do działań prokuratury. Jej szef pisze tylko na platformie X - cytuję - o odlatywaniu prokuratora generalnego w kosmos absurdu. Próby tłumaczenia, dlaczego prezydent nie odebrał przysięgi od wszystkich wybranych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, słychać za to w PiS. Ta czwórka ma najróżniejsze mankamenty. Prezydent Nawrocki przecież nie odmówił konkretnym sędziom, tylko nie podjął decyzji. Widzieliśmy szefa kancelarii, który mówił publicznie: badano życiorysy. Więc zadajemy to pytanie: na jakiej podstawie prawnej? W ramach postępowania przygotowawczego prokuratorzy ocenią informacje dostępne w przestrzeni publicznej, w tym wypowiedzi współpracowników prezydenta. Sejm wybrał 6 nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego ponad miesiąc temu. Czworo z nich nie zostało dotąd dopuszczonych do orzekania. Amerykański ambasador w Polsce kolejny raz uderza w marszałka Sejmu. Tom Rose po medialnej wypowiedzi Włodzimierza Czarzastego o irracjonalnych zachowaniach Donalda Trumpa komentuje, że marszałek jest zagrożeniem, że może zaszkodzić polsko-amerykańskim relacjom i własnemu krajowi. Ostatni z argumentów podnosi także polska opozycja. Rządzący odpowiadają, że wzajemne relacje są bardzo dobre, nie są za to wypadkową pojedynczych wypowiedzi. Znów gorąco na linii Czarzasty-Rose. Do słów pana ambasadora USA, ze względu na szacunek do narodu amerykańskiego i do USA, odnosił się nie będę. Najnowsza odsłona konfliktu między ambasadorem USA a marszałkiem Sejmu to pokłosie wywiadu Włodzimierza Czarzastego dla "Financial Times" i takiej oceny amerykańskiego prezydenta. W odpowiedzi ambasador nazwał marszałka zagrożeniem i oskarżył o osłabianie więzi między Warszawą i Waszyngtonem. Co wolno politykowi, nie przystoi dyplomacie - przypominają rządzący. Ambasador jest u nas w gościnie. Zalecam więcej melisy. Ostre wpisy amerykańskiego ambasadora negatywnie ocenia też były prezydent. Włodzimierz Czarzasty jako polityk mówi, co myśli, i ma do tego prawo, o tyle ambasador USA powinien być bardziej powściągliwy, bo reprezentuje USA i wchodzenie w takie polemiki mu nie przystoi. Marszałek powinien kierować się dobrem Polski, nie swoim - komentuje opozycja. Druga osoba w państwie powinna raczej przedstawiać sobą stabilność urzędu, unikać kontrowersji. To nie pierwszy raz, kiedy spór Czarzasty-Rose wywołuje polsko-amerykańskie turbulencje. Nie poprę wniosku o Nobla dla prezydenta Trumpa, bo na niego nie zasługuje. Ogłosił marszałek na początku lutego. Krytykował powołana przez Donalda Trumpa Radę Pokoju, chaotyczną politykę celną cła i amerykańską politykę siły. W odpowiedzi Rose poinformował o natychmiastowym zerwaniu stosunków z Włodzimierzem Czarzastym. Słowa to słowa, we współpracy liczą się fakty. Jesteśmy za tym, aby nasze relacje umacniać, i to się dzieje. Dowodem - warte kilkadziesiąt miliardów dolarów kontrakty z amerykańską zbrojeniówką i obecność 10 tysięcy żołnierzy USA w Polsce. Potwierdzał to sam ambasador podczas podpisania kontraktu na serwisowanie śmigłowców Apache dla polskiej armii. Kiedy USA i Polska stoją razem, świat staje się bezpieczniejszym miejscem. O chłodną głowę, zimną krew i nieuleganie jednodniowym emocjom - zarówno wtedy, jak i dziś - apeluje minister obrony narodowej Kosiniak-Kamysz. Róbmy swoje, wzmacniajmy sojusz transatlantycki, zmieniajmy Europę i siebie. W tle jego apelu, o czym należy pamiętać, są rozmowy na temat zwiększenia obecności amerykańskich żołnierzy nad Wisłą. W odpowiedzi na fiasko rozmów z Teheranem amerykańskie wojska blokują cieśninę Ormuz, a to oznacza, że rośnie presja na globalny rynek energii. W najbliższych tygodniach ceny surowca będą wysokie i jeśli swobodny ruch nie zostanie przywrócony, napięcia i w gospodarce, i geopolityce będą wyraźnie. To filmik opublikowany w mediach społecznościowych przez irańską ambasadę. Reżim kolejny raz drwi z Donalda Trumpa. Satyra to odpowiedź na blokadę cieśniny Ormuz, którą po fiasku negocjacji pokojowych ogłosił amerykański przywódca. Od wczoraj przesmyk z jednej strony blokuje Iran, a z drugiej - Amerykanie. To, co zrobili, to akt terroryzmu ekonomicznego przeciwko całemu światu. Zasadniczo oni grożą każdemu statkowi przepływającemu przez cieśninę Ormuz. Cóż, jak pokazał prezydent USA, w tę grę mogą grać dwie strony. Z tym że USA blokują jedynie statki wpływające i wypływające z irańskich terminali. Na monitoringu widać, jak kilka irańskich i powiązanych z Iranem statków wpłynęło do Zatoki Perskiej przez cieśninę, tylko dlatego że ich portem docelowym nie były terminale w Iranie, a porty w państwach trzecich. W praktyce blokada amerykańska nie będzie operować na akwenach Oceanu Indyjskiego z dala od wybrzeży Iranu z uwagi na bezpieczeństwo okrętów zaangażowanych w ten proces. W Zatoce Perskiej wciąż uwięzionych jest ponad 1600 statków i 20 tys. marynarzy. Między innymi ta koreańska załoga. Stany próbują przejąć kontrolę nad cieśniną. Ciągle grożą nam. Traktują nas jak zakładników. Kolejna blokada w tej chwili nie zmienia niczego. Od początku konfliktu w cieśninie Ormuz nie ma normalnego handlu. Według Agencji AP Pakistan zaproponował, Na te sygnały gwałtownie zareagowały rynki - ceny ropy spadły poniżej stu dolarów za baryłkę. Zadzwonili do nas ich ludzie i chcą wynegocjować porozumienie. Rozwiązania szuka też Europa. Wielka Brytania i Francja wspólnie zorganizują w tym tygodniu szczyt, na którym chcą opracować plan ochrony żeglugi w cieśninie. Gdy niemal rok temu ogłoszono, że to on został wybrany na Stolicę Piotrową, amerykańskie flagi powiewały najmocniej. Dziś to od amerykańskiego prezydenta pod adresem Leona XIV płynie niespodziewana krytyka. "Nie obawiam się go, nadal będę się sprzeciwiał wojnie" - tak papież odpowiada na atak Donald Trump. A sam prezydent uważa, że jest nieodpowiednio traktowany przez Kościół, który powinien być mu wdzięczny. Błogosławieni, którzy niosą pokój. To wymowna reakcja papieża na atak ze strony Donalda Trumpa, który zarzuca mu nieudolność i radzi, by nie mieszał się w politykę. Nie chcemy papieża, który mówi, że posiadanie broni nuklearnej jest w porządku, nie chcemy papieża, który twierdzi, że przestępczość w naszych miastach jest akceptowalna. Nie podoba mi się to. Nie jestem fanem papieża Leona. Eksperci podkreślają, że we współczesnej historii żaden polityk nie posunął się w krytyce papieża aż tak daleko. Wypowiedzi Trumpa na temat papieża są skandaliczne. To się nie powinno wydarzyć. Donald Trump liczył, że wybór Amerykanina na papieża zapewni mu przychylność Watykanu. Tak się jednak nie stało. Ojciec święty wyraźnie pokazuje, że czasem trzeba mówić prawdę, która niekoniecznie musi być popularna i akceptowalna przez każdego. Leon XIV coraz dobitniej krytykuje działania amerykańskiego prezydenta i apeluje o zakończenie wojny z Iranem. Nadal będę głośno sprzeciwiał się wojnie, dążąc do promowania pokoju, dialogu i wielostronnych relacji między państwami w poszukiwaniu sprawiedliwych rozwiązań problemów. Zbyt wielu ludzi cierpi dziś na świecie, zbyt wielu ginie. Trumpa rozsierdził reportaż wyemitowany w niedzielę przez telewizję CBS o krytycznej ocenie polityki Trumpa przez papieża i najbardziej wpływowych amerykańskich kardynałów. Odczłowieczamy ofiary wojny, zamieniając cierpienie ludzi oraz zabijanie dzieci i naszych żołnierzy w rozrywkę. Ramię w ramię z papieżem stają też przywódcy polskiego Kościoła. Dzisiaj, kiedy papież jest atakowany, chcemy być z nim. To jest nasz wyraz solidarności nie tylko w słowach, ale przede wszystkim w pamięci o nim. Byłem na konklawe i nie przypominam sobie, żeby tam był pan prezydent Trump, bo mówił, że dzięki niemu papież został wybrany. Chciałem powiedzieć: dzięki Duchowi Świętemu. Falę oburzenia pogłębiła ta grafika. Trump tłumaczy, że przedstawia go jako lekarza Czerwonego Krzyża, nie jako Chrystusa, ale grafikę usunął. To ja jako lekarz, który pomaga ludziom. I rzeczywiście pomagam. Sprawiam, że ludzie stają się lepsi. Ten happening miał to udowodnić. W trakcie konferencji Trump odebrał zamówienie ze swojego ulubionego McDonalda, przypominając, że to dzięki niemu zniesiono podatki od napiwków. 11 tysięcy dolarów napiwków. O ile wiem, pani mąż przechodzi leczenie. Tak jest. Przechodzi bardzo poważne leczenie raka. To bardzo pomogło. To na razie jedyna reakcja Trumpa. Dopytywany przez dziennikarzy, zadeklarował, że przeprosić papieża nie zamierza. W "19.30" dołącza do nas Marcin Antosiewicz, który jest w Waszyngtonie. Jak tam komentowane jest zachowanie prezydenta wobec Leona XIV? Co kieruje Donaldem Trumpem? Napięcie między dwoma Amerykanami rośnie od miesięcy. Prezydent na 4 lipca, huczne obchody 250-lecia kraju, zaprosił Leona XIV do Białego Domu, ale Watykan odrzucił zaproszenie, i poinformował, że 4 lipca papież poleci na Lampedusę, by zwrócić uwagę świata na los uchodźców i imigrantów, którymi Trump straszy. Trumpowi nie podobają się także goście papieża w Watykanie. Skrytykował go za przyjęcie jednego z doradców Baracka Obamy, Davida Axelroda, pochodzącego, podobnie jak papież, z Chicago. Prezydent, oburzony działaniami papieża, zaczął także rozgrywać braci Prevostów, powtarzając, że Louis, najstarszy brat Leona XIV, jest jego ulubionym z całej rodziny, bo uwielbia Trumpa i ruch MAGA. Więc faktycznie Leon XIV jest na straconej pozycji, bo ciągle deklaruje, że pozostaje wierny Ewangelii, nie prezydentowi. Jak co roku, w milczeniu, w Dniu Pamięci o Zagładzie trzykilometrową Drogą Śmierci z Auschwitz do Auschwitz-Birkenau przeszedł Marsz Żywych. Około 6000 potomków tych, którzy zginęli tutaj w czasie II wojny światowej, uczciło ich pamięć, wyruszając spod bramy z napisem "Arbeit macht frei". W marszu nie wzięła udziału oficjalna delegacja Izraela. Smutek i nadzieja. Każdy z nas jest z tym miejscem związany, każdy z nas miał tu swojego przodka. Jestem tu z przyjaciółką, której rodzina pochodzi z Grecji, jej ojciec był tutaj... Przepraszam, aż dostaję dreszczy... Źle się tu czuję, ale musimy przypominać o tym, co się tutaj stało, i pamiętać, że to może wydarzyć się ponownie. Czytałem książkę pod tytułem "Tatuażysta z Auschwitz" i jak tutaj chodziliśmy, to wyobrażałem sobie te wszystkie sceny, które czytałem, i było to dla mnie takie dziwne uczucie, Defibrylator to urządzenie, które ratuje życie, ale po pierwsze musi być blisko i musi zadziałać. Mieszkańcy Choroszczy pod Białymstokiem od wakacji mają cenny sprzęt, ale gdy był pilnie potrzebny, okazało się, że ktoś ukradł baterie i elektrody. Skutki są dramatyczne, a podobnych przykładów jest więcej i tylko skalę nieodpowiedzialności trudno wytłumaczyć. Nie działał co najmniej trzy miesiące. Ktoś ukradł baterie i elektrody. Na nowe trzeba było czekać, nie można ich kupić od ręki. Urządzenia są na nowo wyposażone w nowe baterie i elektrody i tak asekuracyjnie dokupiliśmy jeszcze dodatkowe. Defibrylatory władze podbiałostockiej Choroszczy kupiły w wakacje. W styczniu, gdy w kościele zasłabł ksiądz. Okazało się, że urządzenia nie działają. Duchowny zmarł po kilkunastu dniach. Gdyby defibrylatory były sprawne, szanse na uratowanie go byłyby większe. Na początku marca doszło do kolejnej dramatycznej sytuacji - nieprzytomny mężczyzna znaleziony w autobusie mimo reanimacji zmarł. Jeden z policjantów, którzy ratowali życie młodego mężczyzny, pobiegł po defibrylator. Okazało się, że urządzenie jest niesprawne. Tu też mógł pomóc defibrylator - urządzenie, które pomaga przywrócić prawidłową pracę serca w przypadku nagłego zatrzymania krążenia. Opóźnienie defibrylacji o każdą minutę odbiera 10% szans pacjentowi do pozytywnego skutku tej reanimacji. Człowiek, który ukradł te urządzenia, zaważył na życiu już przynajmniej dwóch osób. Do niedawna defibrylacja była pojęciem znanym niemal wyłącznie medykom. Dziś z urządzenia może skorzystać każdy. Urządzenie samo prowadzi przez cały proces reanimacji. Nie da się tym nic złego zrobić pod warunkiem, że w miarę rozumiemy, co się do nas mówi, i jesteśmy w stanie przykleić elektrody tak, jak są pokazane na rysunku. Tak że naprawdę nie bójmy się. Na tej mapie można sprawdzić miejsca, w których są umieszczone defibrylatory. W razie nagłego wypadku wystarczy sprawdzić lokalizację i uratować komuś życie. Po to ma być w miejscu publicznym, żeby było jak najbardziej dostępne. A to kusi złodziei, bo kradzieże defibrylatorów z miejsc publicznych nie są rzadkością. Miesiąc temu stało się to w Sosnowcu. Złodzieja namierzyła policja. Nie potrafił wytłumaczyć, co chciał zrobić z defibrylatorem. Mieszkańcy Choroszczy mają nadzieję, że sprawca zostanie ukarany. Naganne zachowanie tego, kto to zabrał. Głupota po mojemu, która narobiła szkody, bo człowieka można było uratować. Brakło, bo ktoś to wziął, to chyba teraz ma na sumieniu. TVP kontra artyści. Już w najbliższą niedzielę na murawie płockiego stadionu im. Kazimierza Górskiego w bojowym szyku ustawią się dwie wyjątkowe drużyny, by wesprzeć Fundację TVP. Tu bilans bramek działa na rzecz potrzebujących, a 13. zawodnik - kibic - ma wyjątkową moc. Piękno pomagania i ulubiony sport Polaków. Reprezentacja artystów kontra drużyna TVP. Będą emocje. Będą gole. I będzie coś więcej niż wynik na tablicy. Realne wsparcie dla Fundacji TVP. Murawa w Płocku już czeka. Zawodnicy w pełnej mobilizacji. Dają z siebie wszystko. Ja to doceniam najbardziej, bo tu nie chodzi o to, żebyśmy wygrali za wszelką cenę, bo to też bardzo ważne, żebyśmy wygrali z artystami, chodzi o to, aby pomóc. Do walki nie tylko o gole drużynę TVP poprowadzi kapitan dyrektor generalny Tomasz Sygut. Artystów mobilizuje aktor Marcin Mroczek. To nie będzie spacerek, ale mecz, w którym nikt nie odpuści ani jednego podania. Na boisku emocje, a przy mikrofonie - ekstraklasa. Obok legendarnego komentatora Dariusza Szpakowskiego, człowiek kina, który sport czuje równie mocno, Olaf Lubaszenko. A meczowe studio poprowadzi Paulina Chylewska. W transmisjach sportowych mówi się: jeśli jest dwóch komentatorów, że jeden jest jedynką, a drugi dwójką, więc ja będę tą dwójką, ale być dwójką przy takiej jedynce jak Dariusz Szpakowski to wielki zaszczyt. Nie zabraknie też muzycznych wrażeń. Kibiców rozgrzeje Skolim. Wszyscy zgodnie podkreślają: najważniejszy jest cel. Dochód z biletów i SMS-ów zasili zakup specjalistycznego auta do transportu krwi dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. A wszystko to dzięki hojności, dobrym uczynkom naszych widzów. Liczymy na państwa także w Płocku. Kupujcie bilety, bo pieniądze będą przeznaczone na szczytny cel. Pierwszy gwizdek w najbliższą niedzielę o 13.00 na ORLEN Stadionie im. Kazimierza Górskiego w Płocku. Ale warto być wcześniej. Od 10.00 stadionowe błonia zamienią się w przestrzeń pełną atrakcji. Bo w tym meczu sportowe zmagania to tylko pretekst. Najważniejsze rozstrzygnięcie zapadnie poza boiskiem, tam, gdzie sport zamienia się w realną pomoc. I gdzie każdy z nas może zagrać w pierwszym składzie. Już za chwilę gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia" będzie marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty. Spokojnego wieczoru. Do zobaczenia.