Huczne obchody 80. urodzin Donalda Trumpa. Wśród zaproszonych Karol Nawrocki. Obywatel Azerbejdżanu brutalnie pobity w Warszawie, policja zatrzymała sprawcę. Po 12 latach negocjacji UE zmienia prawa pasażerów linii lotniczych. Dobry wieczór, zapraszam na "19.30". To ma być wydarzenie, jakiego Ameryka jeszcze nie widziała. Po raz pierwszy w ogrodach Białego Domu stanął ring zwany oktagonem, a wokół zbudowano trybuny dla ponad 4000 osób. Widowisko ma upamiętnić 250. rocznicę powstania USA. A także 80. urodzin prezydenta Donalda Trumpa. Wśród zaproszonych gości Karol Nawrocki. Ogrom przygotowań dorównuje kontrowersjom. Ważenie zawodników już się odbyło. Teraz czas na show. Ten kaskaderski popis to tylko rozgrzewka. Rozrywka wagi ciężkiej zaplanowana jest na wieczór czasu amerykańskiego. Z gorącym apelem zwracam się do pana prezydenta, żeby nie dał się tam zaciągnąć do klatki, wiemy, że lubi boks, ale lepiej nie ryzykować. Gala MMA ma uświetnić 80. urodziny Donalda Trumpa. Wśród 4000 gości, którzy tu zasiądą, będzie Karol Nawrocki. Wcześniej prezydent weźmie udział w zaplanowanym na niespełna godzinę przyjęciu w Białym Domu. Będzie miał okazję do tego, aby o te najważniejsze polskie sprawy zabiegać w bezpośredniej rozmowie z prezydentem USA. Na to liczą rządzący. Trzymamy kciuki za pana prezydenta. A że w grę wchodzą kwestie dotyczące bezpieczeństwa, przymykają oko na to, że chodzi o takie widowisko. Nie poważam, że tak powiem, tego sportu. Kontrowersyjne nie tylko dla prezesa PiS. Gust nie podlega ocenie, jeden lubi tenis, drugi lubi rodeo, a trzeci wolną amerykankę. Na liście spraw do załatwienia numerem jeden jest obecność amerykańskich wojsk w Polsce. Miesiąc temu gruchnęła wiadomość o wstrzymaniu ich rotacji, co w praktyce oznaczałoby zmniejszenie ich liczby z 10 do 6 tysięcy. To policzek wymierzony Polsce. To amerykańska izba reprezentantów. Ale polityczny pożar wybuchł także w Polsce. Ogień ugasił Donald Trump tym wpisem na portalu X. Stany Zjednoczone wyślą do Polski dodatkowe 5000 żołnierzy. Według PiS to załatwia sprawę. Na poziomie prezydenckim prezydent Karol Nawrocki już teraz bardzo dużo osiągnął. Ciężko mi sobie wyobrazić, co jeszcze można by tutaj uzyskać. Ale rządzący przypominają, że media społecznościowe to nie dziennik urzędowy. Nic z tego nie wynika, nic nie ma na papierze, nie ma żadnych konkretów. A ja oczekuję od prezydenta mojego kraju, żeby zadbał o te konkrety. Jeżeli leci do Waszyngtonu i ma się spotkać z Trumpem, nawet w okolicznościach takich, na które go zaprasza Trump, to i tak powinien coś przywieźć dotyczącego bezpieczeństwa. Rząd chce być na to gotowy. Minister obrony narodowej informuje o zwołaniu na wtorek Komitetu Rady Ministrów do spraw Bezpieczeństwa Narodowego. Spotkanie, któremu będzie przewodniczyć premier, będzie dotyczyć przygotowań do zwiększenia obecności amerykańskich wojsk w Polsce. My tutaj w Polsce przygotowujemy jak najlepsze warunki, aby ta obietnica mogła być zrealizowana. To nie jest kwestia jednej rozmowy, to nie jest kwestia pstryknięcia palcem, to jest wielki proces logistyczny, polityczny, który wymaga przygotowania, do tego Polska jest gotowa. Brakuje tylko konkretnych decyzji, które według zapowiedzi Pałacu prezydent ma szansę pozyskać dziś. Do imprezy jeszcze kilka godzin. Prezydent Karol Nawrocki na razie wziął udział w uroczystej mszy świętej z udziałem amerykańskiej Polonii. Później jedzie na przyjęcie dla gości specjalnych gospodarza Białego Domu. Huczne urodziny Donalda Trupa będzie obserwował Marcin Antosiewicz. Jakich efektów tego spotkania możemy się spodziewać dla Polski i czy jest szansa na spotkanie oko w oko? Tak, szansa na krótką rozmowę będzie choćby w czasie złożenia życzeń i wręczenia prezentów. Dwóch. Jeden jest osobisty, wciąż nie wiadomo, co w nim jest. A drugi państwowy. Tablica upamiętniająca bohaterów obu narodów: Tadeusza Kościuszkę i Kazimierza Pułaskiego. Tablica ma zostać wmurowana na Łuku Triumfalnym, który prezydent Trump planuje wybudować z okazji 250-lecia ogłoszenia Deklaracji Niepodległości. Wchodząc do kościoła, próbowaliśmy pytać prezydenta, jak będzie przekonywał Donalda Trumpa do wysłania dodatkowych 5000 żołnierzy i stałej bazy. Ale odpowiedział, że przyszedł tu, żeby się pomodlić. Być może także w tej intencji. Prezydentowi oprócz współpracowników z jego kancelarii towarzyszył eurodeputowany Adam Bielan i Jan Błachowicz, polski zawodnik MMA. Gala UFC za 6 godzin. Wciąż nie wiadomo, kto przyleciał na nią z zagranicy, bo sekretarz Rubio twierdził, że światowi przywódcy zabijają się o zaproszenie. To dla Donalda Trupa byłby idealny urodzinowy prezent. Amerykański prezydent zapowiada, że jeszcze dziś zostanie podpisane wstępne porozumienia z Iranem. Teheran studzi jednak emocje i informuje o możliwym rozejmie w najbliższych dniach. Zgodnie z umową, jeśli dojdzie do porozumienia, irański program jądrowy ma zostać zdemontowany. Wkrótce odbędzie się podpisanie umowy, dokumenty są prawie gotowe. Takie słowa tylko od połowy marca z ust Donalda Trumpa padły ponad 40 razy, a w ostatnich dniach niemal codziennie. Może się to wydarzyć w weekend. Jesteśmy blisko umowy. Jesteśmy w końcowej fazie bardzo korzystnego porozumienia. Iran dotąd nazywał to "amerykańskim myśleniem życzeniowym", tym razem jest inaczej. Gdy tylko zakończą się ostatnie etapy negocjacji, to porozumienie zostanie podpisane i ogłoszone. Podpisanie odbędzie się na początku cyfrowo. Każda ze stron podpisze je zdalnie. Ma do tego dojść jeszcze dziś - to znaczy według prezydenta USA i premiera Pakistanu, który jest głównym mediatorem w negocjacjach. Tu pojawia się pierwsza rozbieżność, bo Iran twierdzi, że podpisanie umowy na pewno nie nastąpi dziś. To w ogóle nie jest przewidywalne. Trump kładzie się spać w nocy, a rano budzi się, podejmuje decyzję i chce ją wdrażać. Nie jest to jedyna kwestia, która się nie zgadza. Obie strony mają różnie interpretować uzgodnione warunki umowy. USA twierdzą, że cieśnina będzie otwarta jak przed wojną, Iran - że będzie pobierać opłaty za usługi tranzytowe. Rozbieżność widać też m.in. w kwestii irańskiego programu nuklearnego - dla administracji Trumpa umowa zakłada jego kapitulację, dla Teheranu - pewne ograniczenia pod warunkiem, że Amerykanie zniosą sankcje. Iran uzależnia podpis pod wstępnym porozumieniem od zawieszenia broni na wszystkich frontach, w tym w Libanie. Potem ma być 60 dni na szczegóły i ostateczna umowa. Muszę szczerze powiedzieć, że to porozumienie ma wrogów, a najważniejszym z nich jest Izrael, który szuka pretekstów, by je wykoleić. Nad Libanem nieustannie latają izraelskie rakiety. Armia Netanjahu dziś zbombardowała Bejrut i wydała pilne ostrzeżenia dla mieszkańców 30 miast w południowym Libanie nakazujące ewakuacje. Izrael szykuje się do dalszych ataków. Oglądają państwo "19.30" - w programie jeszcze m.in.: Kradzież w oku kamery. Została uśpiona nasza czujność. Powinno tam być ok. 40 tys., było tylko 6. Jak można osobę niepełnosprawną okradać? Ważne zmiany dla pasażerów linii lotniczych. Nie zdążyliśmy na samolot przesiadkowy i musieliśmy kupić ponownie bilet. To jest bardzo dobre rozwiązanie dla ludzi. Niezależnie od tego, czy wylot następuje z państwa Unii, czy jest to przylot do państwa Unii, ono zawsze "łapie" terytorialnie, jeśli lot choćby dotyka któregokolwiek z krajów Unii. Kierowca taksówki na aplikację, Azerbejdżanin od kilku lat mieszkający w Polsce, został dotkliwie pobity w okolicach Dworca Gdańskiego w Warszawie. Według relacji pasażerki zdarzenie miało podłoże rasistowskie - napastnik rzucił się na mężczyznę z pałką teleskopową. Kierowca trafił do szpitala. Sprawca został już zatrzymany. Grozi mu do 5 lat więzienia. Naib to kierowca taksówki na aplikację. Przyjechał z Azerbejdżanu 4 lata temu. Mieszka i pracuje legalnie. W piątek, w środku dnia, przy Dworcu Gdańskim w Warszawie zaatakował go inny mężczyzna. Nie wiem, dlaczego ten mężczyzna to zrobił. Naib nie mówił nic, absolutnie nic, on był tak zaszokowany, że nie był w stanie wydusić z siebie słowa. Marta opisuje chwile po ataku na Naiba. Była jego pasażerką i zrobiła zdjęcia napastnikowi. Pałką teleskopową zaczął okładać po głowie i po ramieniu. Wielokrotnie powtarzał: "wy***aj z tego kraju", Stołeczna policja zatrzymała napastnika w związku z fizycznym atakiem i znieważeniem na tle narodowościowym. Ze swoim adwokatem zgłosił się do komendy rejonowej policji. Mężczyzna, to 36-latek, mieszkaniec Warszawy, obywatel Polski. Grozi mu 5 lat więzienia. Zero tolerancji - pisze szef MSWiA. Mimo brutalnego ataku, Naib chce zostać w Polsce. Wiem, że w Polsce jest dużo dobrych ludzi. Czuje się tutaj bezpieczny. Zdaniem pani Marty, która była świadkiem, między poszkodowanym i napastnikiem nie doszło wcześniej do sprzeczki. To jest atak na tle rasistowskim i ksenofobicznym. Zobaczył egzotycznie wyglądającego mężczyznę za kierownicą i po prostu na fali tego, co dzieje się w naszym kraju, postanowił zaatakować. Dziennikarka mówi o narracji antyimigranckiej, którą politycy PiS-u wzmogli po wypowiedzi na temat UPA przez mającego pochodzenie ukraińskie wiceministra nauki Andrzeja Szeptyckiego. Zatrudniacie Ukraińców w polskiej administracji rządowej? Nie ma na to zgody. Dlaczego w tym rządzie dalej są Ukraińcy obrażający Polaków? Rządzący ostro skrytykowali słowa polityków PiS, premier mówił o brunatnej fali i apelował: Opamiętajcie się. Zatrzymajcie się, jest jeszcze czas. Politycy PiS ten apel lekceważą, a wypowiedzi wiceprezesa swojej partii broni ten poseł. To, żeby Polacy wiedzieli, kto ma jakie pochodzenie, jaki paszport, to chyba nie ma w tym nic złego. Doszukiwanie się pochodzenia wśród polskich polityków to jest coś złego - komentują rządzący. Ścigając się z Grzegorzem Braunem, PiS brunatnieje. To są niedopuszczalne wypowiedzi, przekroczenie granic w debacie. Bo w debacie padły słowa, które wprost nakręcają antyimigranckie nastroje, nie tylko wobec Ukraińców. Migrantów, którzy łażą po polskich ulicach i stwarzają zagrożenie. Ale PiS robi to celowo, bo straszy migrantami przed każdymi wyborami - słyszymy. To jest absolutnie straszenie i takie napuszczenie człowieka na człowieka. Premier ostrzega. Słowa, które są wypowiadane przez teoretycznie poważnych ludzi, będą ośmielać coraz większe grupy ludzi do tego, aby siać ksenofobię, pogardę. A takie sytuacje mogą pokazywać, że wielu już ośmieliły. Andrzej Poczobut, działacz mniejszości polskiej na Białorusi, deklaruje, że we wrześniu chce wrócić do Grodna. To mój dom - przekonuje. Dziennikarz przeżył ponad 5 lat w białoruskiej kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. Tamtejsza prokuratura oskarżyła go m.in. o rehabilitację nazizmu. Jego uwolnienie stało się możliwe dzięki długotrwałym zabiegom dyplomatycznym i skomplikowanej międzynarodowej operacji służb specjalnych kilku krajów. Za teksty, działalność społeczną i bycie Polakiem zapłacił ponad 5 latami w kolonii karnej. Andrzej Poczobut stał się jednym z najważniejszych więźniów reżimu Łukaszenki. Ja jestem dziennikarzem, pracuję ponad 20 lat i dla mnie najważniejsze jest słowo, jeżeli ja coś piszę i coś robię, znaczy, że w to wierze. Po sfałszowanych wyborach prezydenckich i masowych protestach w 2020 roku Łukaszenka rozpoczął bezprecedensową walkę z opozycją, aktywistami i niezależnymi mediami. Na celowniku znalazł się każdy, kto miał własne zdanie i krytykował rząd. Reżim białoruski zniszczył wszystko, co było niezależne, niezależnie od tego, czy miało to barwy biało-czerwone czy biało-czerwono-białe, więc siłą rzeczy nie ma już niezależnych mediów w Białorusi, nie ma niezależnych organizacji pozarządowych. W marcu 2021 roku Poczobut został zatrzymany w domu przez białoruskie służby. Oficjalnie oskarżony o podżeganie do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym, a także rehabilitację nazizmu. Dwa lata później został skazany na 8 lat w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W życiu nie rozumiałem, co to jest strach przed chłodem, przed mrozem, tam ten strach poznałem. Od samego początku proces miał charakter polityczny. Warunki w więzieniu miały sprawić, by Poczobut zmienił zdanie. Białoruskie służby próbowały skazanych dziennikarzy na wszystkie możliwe sposoby złamać. Władze traktują tu wszystkich więźniów bardzo dobrze i zgodnie z prawem i ze mną też tak było. Zmuszali do kłamstw w propagandowych programach. Pokazywano zdjęcie syna, że przejdzie przez przejście dla pieszych, nie zdąży. Po 1860 dniach za kratami Andrzej Poczobut odzyskał wolność. Po długotrwałych negocjacjach między polskimi i białoruskimi służbami. W ramach wymiany 5 za 5. Prowadzi pod ramię drugiego człowieka, chudego, ubranego w dres, w czapkę. Im bliżej jestem, tym bardziej pewny jestem, że to Andrzej bardzo wychudzony, bardzo nerwowy, z jakąś taka wściekłością. W białoruskich więzieniach nadal przebywa niemal tysiąc więźniów politycznych. Czekają na wolność, tak jak on czekał na swoją. Pan naprawdę chce wrócić na Białoruś? Tak, ja wrócę, tylko myślę, że są szanse, że mnie nie aresztują, przynajmniej nie od razu. Nikt nie wie, co będzie. O historii niezłomności zwykłego człowieka dziś w TVP Info. Opiekunka kradła pieniądze i chowała je w bieliźnie. Wpadła, bo rodzina seniora z Poznania zamontowała w pokoju 93-latka kamerę. Monitoring miał dać odpowiedź na pytanie, co dzieje się z jego oszczędnościami. Kobieta przyznała się do winy. Sama głosiła się na policję, ale wypuszczona na wolność przepadła bez wieści. Tata jest osobą bardzo schorowaną. 28-letnia opiekunka miała być wsparciem w opiece nad 93-letnim ojcem Bogny Aleksandrowicz. Pan Stanisław ma problemy z poruszaniem, jest po amputacji części stóp. Marta N. nie miała żadnych skrupułów, żeby okradać schorowanego seniora. Boże, nie do pojęcia. Jak można osobę niepełnosprawną okradać? Po kilku tygodniach rodzina zauważyła, że z komody, w której senior skrupulatnie odkładał emeryturę, znikają pieniądze. Powinno tam być ok. 40 tys., było tylko 6. Minęło dwa tygodnie - ubył kolejny tysiąc. To nagrania z kamery ukrytej przez rodzinę w pokoju. Ona zagląda do szafy, wyciąga z biustonosza klucz, jeszcze grzebie w tej szafie. Musiała ich ewidentnie szukać. Podczas konfrontacji opiekunka przyznała się do winy i zapewniła, że wszystko zwróci. Powiedziała, że ona odda te pieniądze, że najwyżej poprosi brata czy kogoś, żeby wziął kredyt. W dodatku zadeklarowała, że sama zgłosi się na policję. Tak się stało. Rzadko zdarza się, żeby do komisariatu przechodziła osoba, która sama przyznaje się do kradzieży. Sporządzili z tego dokumentację i pozwolili pani odejść. Od tego czasu ślad po niej zaginął. Dopiero po blisko 9 miesiącach udało się zatrzymać Martę N. Usłyszała zarzut kradzieży. Prokurator zastosował wolnościowe środki zapobiegawcze w postaci dozoru policji. Rodzina przyznaje, że stracili nie tylko pieniądze, ale też poczucie bezpieczeństwa. Zdaniem Piotra Żytnickiego, dziennikarza, który opisał całą historię, zawiodły też instytucje, które powinny wspierać seniorów. Opiekunka trafia do pana Stanisława w ramach programu Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, nomen omen "Nie jesteś sam". Ale ani miasto, ani firma zatrudniająca opiekunkę, nie poczuwają się do odpowiedzialności. Córka podkreśliła, że jej tata jest w takim wieku, że boi się, że tata może nie dożyć skazania. Eksperci podkreślają, że przestępcy najczęściej żerują właśnie na osobach starszych i schorowanych. Co piąta osoba po 65. roku życia padła ofiarą kradzieży lub próby wyłudzenia danych. Taka osoba wchodzi w jakiś sposób w relację z osobą starszą, zdobywa jej zaufanie i korzystając z okazji, dokonuje kradzieży. Opiekunce za kradzież grozi do 5 lat więzienia. Jest przełomowe porozumienie w sprawie reformy praw pasażerów linii lotniczych. Po tygodniu negocjacji z Parlamentem Europejskim udało się rozwiązać nawet najbardziej sporne kwestie dotyczące odszkodowań w sytuacji opóźnienia lotu. Pasażerowi, tak jak do tej pory, będzie przysługiwało odszkodowanie w przypadku opóźnienia lotu o 3 lub ponad 3 godziny. Wysokość rekompensaty będzie do 600 euro w zależności od długości trasy. Walka o swoje prawa z liniami lotniczymi może być czasochłonna, o czym przekonał się Paweł Nawrocki. Jego lot miał ponad 4-godzinne opóźnienie i przysługiwało mu odszkodowanie. Ale żeby je uzyskać, przeszedł biurokratyczne piekło. To wszystko się toczyło ponad rok, półtora roku, do dwóch lat. Dostaliśmy odszkodowanie od wszystkich 4 biletów - ja, moja żona i dwoje dzieci. Teraz dzięki nowym regulacjom unijnym taka procedura będzie łatwiejsza. A to tylko jedna z kilkudziesięciu zmian ułatwiających życie pasażerom linii lotniczych. Choć samo uchwalanie przepisów łatwe nie było. Porozumienie osiągnięto chwilę przed jutrzejszym ostatecznym terminem, po kilkunastu dniach nieustannych negocjacji i 12 latach prób zmian przepisów sprzed ponad dwóch dekad, gdy transport lotniczy nie miał tak masowego wymiaru jak teraz. Dlatego zgoda Rady Unii Europejskiej oznacza rewolucję w przepisach. Oprócz wspomnianych odszkodowań, które teraz mają być wypłacane w ciągu 30 dni, linie lotnicze przestaną pobierać opłaty za to, by dzieci mogły zająć miejsce w samolocie obok opiekunów. Bezpłatna będzie też poprawa literówki w danych pasażera. Ale zmiany dotyczą nie tylko finansów. W telefonie mamy kartę pokładową, bo tyle jeszcze starsza osoba jest w stanie dać sobie radę, no to konieczność posiadania aplikacji to już jest jakieś chore zupełnie. Unia wzięła to pod uwagę i zakaże zmuszania pasażerów do posiadania aplikacji i określania, w jakiej formie ma być karta pokładowa. Kolejna zmiana to koniec tak zwanej polityki "no show", czyli anulowania biletu powrotnego, jeśli pasażer na przykład spóźni się na pierwszy lot. Rozporządzenie działa w ten sposób, że niezależnie od tego, czy wylot następuje z państwa Unii, czy jest to przylot do państwa Unii, ono zawsze "łapie" terytorialnie, jeśli lot choćby dotyka któregokolwiek z krajów Unii. Europarlamentarzyści chcieli też zakazać opłat za bagaż podręczny, ostatecznie będzie ona nadal pobierana, choć teraz zostanie wliczona w cenę biletu - to uchroni nas od ukrytych, dodatkowych kosztów. To największa od ponad 20 lat reforma praw pasażerów lotniczych w Europie i dobra wiadomość dla milionów Polaków podróżujących samolotami. Nad nowymi przepisami jutro będą głosować europarlamentarzyści, ale zdaniem ekspertów to czysta formalność. Regulacje mają wejść w życie w połowie przyszłego roku. Teraz kontrowersyjne referendum w Szwajcarii. Mieszkańcy decydowali, czy może ich być więcej niż 10 milionów. Głosowanie forsowała skrajnie prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa, tłumacząc, że szybki wzrost liczby ludności obciąża nie tylko rynek mieszkaniowy, ale też infrastrukturę. Według sondażowych wyników Szwajcarzy odrzucili propozycję. Gdyby zagłosowali inaczej, kraj musiałby wypowiedzieć umowę o swobodnym przepływie osób z UE. Olivier Agassis, właściciel winnicy w zachodniej Szwajcarii, nie ukrywał, że w referendum zagłosuje na "tak". Moim celem jest ograniczenie liczby osób przybywających co roku do Szwajcarii. Przed podobną decyzją stanęło 5,5 miliona uprawnionych do głosowania obywateli. Jeśli mamy statek zaprojektowany dla 150 osób, a zabierzemy na pokład 250, będzie na granicy wytrzymałości. A jeśli zabierzemy 350, to zatoniemy. Odmiennego zdania było 55% Szwajcarów. A to oznacza, że kontrowersyjna propozycja ograniczenia liczby mieszkańców kraju do 10 milionów została odrzucona. Zapominamy, że nasz dobrobyt zawdzięczamy również tym, którzy tu przyjechali. Referendum zainicjowała skrajnie prawicowa Szwajcarska Partia Ludowa. Jej przedstawiciele twierdzą, że szybki wzrost liczby ludności przeciąża mieszkalnictwo, transport i usługi publiczne oraz przyczynia się do wzrostu przestępczości. Chcemy chronić to, co kochamy, chcemy, aby Szwajcaria pozostała wspaniałym miejscem do życia. Liczba mieszkańców Szwajcarii to obecnie niewiele ponad 9 milionów osób. Przedstawiciele Szwajcarskiej Partii Ludowej chcieli, by po przekroczeniu 9,5 miliona władze kraju zobowiązały się m.in. do wypowiedzenia umowy o wolnym przepływie osób z UE. To mogłoby zagrozić dwustronnym relacjom, bo Unia jest głównym partnerem handlowym Szwajcarii, ale problemów byłoby więcej. Tylko dzięki pracownikom z zagranicy możemy utrzymać nasz dobrobyt, zapewnić funkcjonowanie naszego społeczeństwa, a także finansować emerytury i inne systemy zabezpieczenia społecznego. Społeczeństwo Szwajcarii starzeje się. 20% ludności stanowią obecnie osoby powyżej 65. roku życia. Ich potrzeby muszą finansować młodsi pracownicy i podatnicy. Nie mielibyśmy już bezpośredniego dostępu do wykwalifikowanych pracowników z całej Europy, a to stanowiłoby dla nas poważny problem. W Szwajcarii ponad 50% personelu hotelowego to obcokrajowcy. Większość, bo aż 82% obcokrajowców w Szwajcarii pochodzi z państw UE. To głównie Włosi, Niemcy i Portugalczycy. 12 miast, blisko 100 gwiazd, największe hity lata i my, "19:30". Ruszamy w Polskę. Niezapomnianych muzycznych emocji dostarczy trasa Lata z Radiem i Telewizją Polską. W tym roku wystartuje jeszcze przed rozpoczęciem wakacji. Pierwszy przystanek - Bielsko Biała. Na antenę wakacyjna odsłona programu TVP Info "Polska na Tak". W Bielsku-Białej już nikt nie planuje porwać Baltazara Gąbki. Cieszymy się, że akurat trasa Lata z Radiem organizowana z TVP rozpoczyna się właśnie 20 czerwca w Bielsku-Białej. To my porwiemy państwa w muzyczną podróż. Lato z Radiem to jest tak rozpoznawalna marka i taka tradycja. Bo od 55 lat ten dźwięk to znak, że lato rozpoczęło się na dobre. W wakacje TVP łączy siły z Polskim Radiem. To jest jedna z naszych najstarszych audycji, jeśli nie najstarsza i każdy rok jest trochę inny. W każdym roku przygotowujemy trochę inne atrakcje. W tym roku też będzie niespodzianka. To, co pewne, to fakt, że koncerty trasy Lata z Radiem i Telewizją Polską zagwarantują niezapomniane muzyczne chwile. A wszystko dzięki polskim artystom, którzy rozgrzeją letnie wieczory. Piękna pogoda, dobre emocje, same przeboje, mnóstwo ludzi pod sceną. Duża scena, przecież to jest duże przedsięwzięcie telewizyjne. Więc to są moje naprawdę ulubione koncerty. 12 letnich sobót to 12 muzycznych uczt serwowanych w całej Polsce. To też okazja, by się z państwem spotkać w 12 wydaniach specjalnych Widzowie są z nami, a teraz robimy tak, że to my pojedziemy do państwa. Wiemy, że tam jesteście i macie coś do powiedzenia, chcecie się czymś pochwalić i my chcemy to pokazać. Zespół "19.30" odwiedzi wszystkie miasta na trasie Lata z Radiem. Co tydzień będziemy zaglądać pod każdy kamień, zaglądać za każdy róg, aby odkryć na nowo historię tych miast, które będziemy odwiedzać. A, co najważniejsze, razem z państwem zapiszemy ich historię na nowo. Do koncertowej trasy od Bałtyku do Tatr dołączy także "Polska na Tak" i reporterzy TVP Info. Nie zabraknie ważnych tematów. "Polska na Tak" wyrusza w Polskę, tym razem w wakacyjną Polskę. Będziemy spotykać się z państwem i kłaść bardzo duży akcent na tematy bezpieczeństwa. To będzie gorące muzyczne lato. Wszystkie koncerty z trasy Lata z Radiem i TVP zobaczą państwo w telewizyjnej Dwójce i na TVP VOD. A my czekamy na zgłoszenia - hymn "Polska na Tak" w państwa wykonaniu. Dziękuję państwu za wspólnie spędzony weekend, czas na Pytanie Dnia. U Aleksandry Pawlickiej dziś szef MSWIA Marcin Kierwiński. Spokojnego wieczoru.