"19.30". Marek Czyż. Dobry wieczór. Witamy się z państwem z Wrocławia, bo to na Dolny Śląsk zwrócona jest uwaga całej Polski, to tu toczą się teraz walki o miasta, nie tylko tu zresztą. Na południu Polski wiele zrobiono, by nie powtórzyła się tragedia roku 1997, ale woda o tym nie wie i robi swoje. Toczy przed sobą setki tys. ton rozpędzonej kinetyki, która zabierze wszystko, jeśli ludzie i sprzęt zawiodą. Południe Polski ma za sobą pierwszą dobę tych zmagać, a to jest ich zapis. Siła żywiołu. Spokojne rzeki zmieniły się w rwące potoki. Poziom wody zaczął podnosić się bardzo szybko. Nie jest wesoło. Może się powtórzyć 1997 rok. Najtrudniejsza sytuacja jest na południu kraju. Pomagamy ludziom. Wjeżdżamy ciężkim wozem we wszystkie miejsca, jakie możemy dotrzeć. Do 15.00 w całej Polsce strażacy interweniowali 3414 razy. Najwięcej na Śląsku, Dolnym Śląsku i w Opolskiem. Na tereny zagrożone powodzią wysyłane jest wsparcie z bezpiecznych regionów, m.in. z Warszawy i okolic. W skład tej grupy będzie wchodziło 9 pojazdów i jedna pompa wysokiej wydajności. W walce z żywiołem strażakom pomagają żołnierze i Wojska Obrony Terytorialnej. Z założonymi rękami nie czekają mieszkańcy zagrożonych miejscowości. Zawsze trzeba się zabezpieczać. We wsi Moszczanka w gminie Prudnik na Opolszczyźnie czasu na zabezpieczanie dobytku mało. Rzeka Złoty Potok wezbrała błyskawicznie. Widzę, że tu worki z piaskiem... Już jest za późno na takie coś. Tu nie ma szans, żeby coś tu takiego robić. Sołtys załatwił kamień z Dębowca. Wysypie tam i będziemy tę wyrwę zasypywać, żeby nie przerwało wału. Służby musiały ewakuować część mieszkańców miejscowości Lądek-Zdrój i Głuchołazy. Lokalne rzeki przekraczały tam stan alarmowy nawet o ponad metr. Powiat nyski, powiat prudnicki, powiat kłodzki, okolice Jeleniej Góry, tamtejsze dopływy Odry - to są te miejsca, gdzie mamy do czynienia z największym zagrożeniem. Tam też pogoda sparaliżowała ruch pociągów. To zdjęcia z trasy Jelenia Góra - Szklarska Poręba na Dolnym Śląsku. To podmyte tory między Nysą a Prudnikiem na Opolszczyźnie. Tory są zalane i ta sytuacja nie zmieni się z godziny na godzinę. Bo najbliższe godziny to w południowych regionach wciąż intensywne opady deszczu i ryzyko podtopień. We Wrocławiu poszkodowani będą mogli liczyć To, co czeka nas tej nocy i część niedzieli, to będą opady rekordowe. Na południu kraju woda atakuje z różną intensywnością, nasi reporterzy pokażą państwu tę nierówną czasem walkę. W Kłodzku jest Tomek Mildyn. W szczególnie doświadczonych Głuchołazach - Igor Sokołowski. A w Sosnowcu - Igor Szulczyński. Zaczynamy Od Kotliny Kłodzkiej, kilkadziesiąt kilometrów w górę rzeki powódź zaczyna się inaczej, ludzie mają mniej czasu na to, by zadbać siebie i mienie, bo woda przychodzi nagle. Jaki jest stan spraw i wody w górach? Niestety specyfika terenu jest taka, że to, co pada z nieba jest niebezpieczeństwem na mieszkańców, ale też to, co spływa do kotliny kłodzkiej ze zboczy Sudetów. Tutaj sytuacja jest bardzo poważna. Minister spraw wewnętrznych i administracji przyglądał się jak wygląda sytuacja. B Również wojewoda dolnośląski. Służby informują o tym, że sytuacja jest opanowana na tę chwilę. Niestety, najgorsze jeszcze przed nami. To dla mieszkańców kotliny kłodzkiej tak doświadczonej w 1997 roku jest oczywiście informacją złą. To dla nich nie będzie noc spokojna. Do tej pory na Dolnym Śląsku strażacy interweniowali ponad 2000 razy. Krosnowice pod Kłodzkiem. Od rana trwa ratowanie tego, co cenne i da się wywieźć z domu. Dominika Bielińska mieszka tu od miesiąca. Dziś boi się, że świeżo wyremontowany dom zniszczy wzbierająca woda. Próbujemy, te meble są nowe, tu jest pokój córki. I staramy się jak najwięcej uratować z tego. Mieszkańcy z niepokojem śledzą informacje o opadach i stanie rzek, bo woda w ostatnich godzinach mocno zbliżyła się do domu. Tam jest też skrzynka z prądem. Jak tam woda już dojdzie, to momentalnie wyłączamy i zostajemy bez prądu. Powerbanki naładowane? Ładują się. Telefony, latarki, wszystko, co się da. Przygotowani. Agregaty, baterie, lampki, świeczki w razie najgorszego. Przed najgorszym chroni ich m.in. ten zbiornik retencyjny, który przyjął już część wody spływającej po ulewach. Takie inwestycje mają zapobiegać dramatom takim jak w 1997 roku. Czasami przyrównuje się to do 1997, ale to jest absolutnie inna sytuacja, jesteśmy zupełnie inaczej przygotowani, ta główna fala zostanie zatrzymana w zbiornikach retencyjnych, ciągle zagrażają nam po pierwsze powodzie powyżej zbiorników, w górach. Po drugie punktowe zalania po obfitym deszczu. A to już Gryfów Śląski. Tutaj też mieszkańcy przygotowują się do walki z wodą. Walczymy tutaj dzisiaj od 7.00 rano. Pakujemy worki. Bariery mamy już wycięte, ponieważ na rzece Olzie już zaraz woda będzie przepływała górą. Działają służby, pomagają też mieszkańcy, bo miejsc, w których trzeba działać, z godziny na godzinę jest coraz więcej. Mieszkańcy dzwonią o worki. Zabezpieczamy, co się da. W niektórych miejscach sytuacja jest tragiczna. Linia kolejowa została zatrzymana, pociąg w tej chwili nie kursuje do Świeradowa. Obawiamy się, że to dopiero początek. W południe zebrał się w Kłodzku sztab kryzysowy. Mamy wiele tysięcy ludzi postawionych w stan pełnej gotowości. Częściowo to są zawodowcy. To jest ich praca i służba. Przed mieszkańcami południa Dolnego Śląska kolejne trudne godziny. Od rana na czołówkach wszystkich publikatorów były Głuchołazy. Tam woda szła 2 metry powyżej stanu alarmowego. Zarządzono ewakuację. Następna wisi w powietrzu. Zagrożone są nie tylko Głuchołazy, ale też wiele miejscowości wokół. Wiele będzie zależało od sytuacji na Złotym Potoku. Igor Sokołowski obserwuje stan wody na Białej. Jaka noc przed mieszkańcami? I czego mogą oczekiwać jutro? Ta noc będzie taka sama jak poprzednia. Czyli nieprzespana. Dzisiaj przez cały dzień obserwowaliśmy heroiczną walkę mieszkańców i strażaków o każdy metr ziemi. To była nierówna walka z żywiołem. Najgorsze jest to, że na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi. Nikt nie wie co będzie się działo w kolejnych godzinach. To był dopiero początek. W nocy ewakuowano część mieszkańców Głuchołaz. Rzeka Biała Głuchołaska osiągnęła stan alarmowy. Martwimy się o mieszkanie, żeby się tam coś nie stało. Nie wiem, jakoś to trzeba będzie... Mamy mieszkanie po generalnym remoncie. Jestem przerażona. W dzień podjęto decyzję o ewakuacji mieszkańców kolejnych zagrożonych miejscowości, m.in. Jarnołtówka, Pokrzywnej i Moszczanki. To tu trwa walka z żywiołem. Liczy się każda minuta. Jesteśmy w takim rejonie podgórskim. Powtarza się 1997 rok. Jedziemy ratować następny kawałek drogi. Strażacy pracują ciężko i wytrwale. Nikt się nie obija. Mobilizacja pełna. Mieszkańcy wciąż mają w pamięci to, co wydarzyło się tutaj prawie 30 lat temu. I z przerażaniem patrzą na falę, która przybiera na sile. Przy szkole jest bardzo źle. Już woda zalewa drogę. W 1997 część placu apelowego. Nie daj Boże, że się teraz samo to stanie. Los wsi leżących na zachód od Głuchołazów zależy od tego miejsca. Mieszkańcy powiatu prudnickiego całą nadzieję pokładają w tej tamie na Złotym Potoku. Nikt nawet nie chce myśleć, co się stanie, jeśli fala przełamie tę zaporę. Mimo zagrożenia sklep w Moszczance działał w ciągu dnia. Mieszkańcy robią zapasy w oczekiwaniu na najgorsze. Towar z dołu jest przeniesiony do góry, a reszta? Zobaczymy, co los przyniesie. Co ludzie dzisiaj kupują? Jest jakaś różnica? Jakieś większe zakupy? Chleb został wykupiony do maksimum. Woda. Takie podstawowe rzeczy. Część okolicznych mieszkańców liczy, że dzięki zaangażowaniu służb uda się uniknąć tragedii, i nie chce się ewakuować. Widzimy, jak jedzie ciężki sprzęt. Ratują przekopy, bo mostek zaczęło zabierać. Jak pan myśli, jak to będzie dalej wyglądało? Wydaje mi się, że będzie źle, bo widzę po tej rzece. Dzisiejsza noc będzie decydująca dla miejscowości położonych nad Złotym Potokiem. W "19.30" teraz Sosnowiec, daleko od Dolnego Śląska, ale też z powodziowymi doświadczeniami. Szymon Szulczyński na miejscu. Jak sobie miasto poradziło z czasem kapryśną Brynicą i jak wygląda sytuacja na południu? Bo gdy z Beskidów schodzi woda, to czasu na reakcję bywa mało. Ja może zacznę od Brynicy. Stan przekroczony. Służby sobie radzą. Najtrudniej jest na południu, gdzie skierowano główne siły. Strażacy mierzą się z zalanymi posesjami, podmioty mi nieprzejezdnymi drogami. Kilka wniosków zostało odciętych od świata. To Zebrzydowice. Zalane zostały niemal wszystkie drogi dojazdowe. Już nie ma czego ratować - mówią zrozpaczeni mieszkańcy. Podwórko już mam całe zalane. Już jest wody do kolan. Kotłownia jest cała zalana. Piec jest w wodzie. Strażacy ochotnicy wzywają do pomocy. Deszcz nie ustaje. To tu ogłoszono pierwszy alarm przeciwpowodziowy w regionie. Rzeka już z brzegów występuje i zalewa coraz większe obszary. Tych podtopionych piwnic i garaży jest bardzo dużo. Każdy robi, co może. Pogotowie przeciwpowodziowe ogłoszono m.in. w Pawłowicach, Pszczynie i powiecie cieszyńskim. Muszę zbudować metrowy, półtorametrowy mur z piasku. Strażacy interweniują bez przerwy od samego rana. Alarm płynie głównie z południowej części regionu. Cały czas pompuje pompa non stop. Syn dzwonił, że będzie musiał mnie wesprzeć drugą pompą. Bardzo boję się tej nocy. Sytuacja z godziny na godzinę jest coraz trudniejsza. Alert 3. stopnia przed przekroczeniem stanów alarmowych wydano dla wszystkich rzek w regionie. To Pszczynka, która już wylała. Mamy dwie wioski bardzo mocno zalane. Jest to Wisła Mała i Stara Wieś, gdzie mieszkańcy wskutek potoku zostali odcięci od dojścia do domów. Przekroczony o ponad metr jest stan alarmowy Odry w Chałupkach. W Śląskiem w pełnej gotowości jest ponad 2000 strażaków. Tam, gdzie jest taka potrzeba, dysponujemy pomoc w postaci zestawów pompowych, kontenerów powodziowych. Wszystkie zbiorniki będące w administracji Wód Polskich w Gliwicach mają zapewnioną rezerwę powodziową. Niektóre główne trasy są nieprzejezdne. To droga wojewódzka nr 933 w Jastrzębiu-Zdroju. Wiele ulic jest w takim stanie. W Bytomiu mieszkańcy przygotowani są na wszystko. Do klatek się nalewa, do lokali które są nisko osadzone, zalewa je totalnie. Synoptycy ostrzegają: żywioł uderzy z pełną siłą tej nocy. Dziś miejscami spadło ponad 100 litrów wody na 1 m2. Kiedy już niż genueński nasyci się wodą i rozpocznie wędrówkę na północny zachód, nie tylko Polska ma kłopoty. Od Słowenii, przez Austrię i Czechy po Niemcy i Polskę worki z piaskiem ratują życie i mienie. To była katastrofa. Tak mówią mieszkańcy rumuńskiej wsi Slobozia Conachi. Z powodzią walczyli już w 2012 i 2016 roku. Ale na to, co wydarzyło się dziś w nocy, przygotować się nie mogli. Przez 75 lat mojego życia widziałem czegoś takiego. Nawałnice dotknęły 8 rumuńskich okręgów w różnych częściach kraju, ale to właśnie tu, w okręgu Gałacz na wschodzie, władze mówią o najtrudniejszej sytuacji. Mieszkańcy - o katastrofie. Padało bardzo mocno. Myślę, że było ponad 100 litrów na 1 m2. We wschodniej Rumunii niektóre miejscowości całkowicie znalazły się pod wodą. Z zalanych terenów ratownicy ewakuują setki mieszkańców. Dla co najmniej pięciu na ratunek było za późno. Pobiegłam po dziecko. Wprowadziliśmy kilka zwierząt. I to wszystko. Nie mogłam ocalić nic więcej. Na najgorsze szykują się też Czesi. Tam przygotowania do walki z wodą trwają już od kilku dni. Zaczęliśmy wczoraj. Dziś pracujemy od samego rana i to samo będzie w niedzielę. Tak naprawdę się nie martwię. Mam nadzieję, że będzie dobrze i że prognozy się nie sprawdzą. Deszcz nie przestaje jednak padać, a czarny scenariusz zaczyna się spełniać. Z powodu ulew i wichur ponad 63 tys. gospodarstw domowych nie ma prądu. Woda zaczyna występować z koryt rzek i potoków. Niestety, w niektórych rzekach spodziewamy się poziomów wody niespotykanych od 50, 100 lub nawet więcej lat. Cały czas przybywa miejsc, w których obowiązuje najwyższy stopień zagrożenia powodziowego. Media informują o akcjach służb w różnych częściach kraju. W Brnie ewakuowano szpital. Powódź odcięła od świata gminę Visnova w rejonie miejscowości Frydlant w pobliżu granicy z Polską. Najtrudniejsza sytuacja jest jednak w kraju morawsko-śląskim. M.in. w Ostrawie i okolicznych miejscowościach. W ciągu kilku minut poziom wody zaczął gwałtownie rosnąć, a nurt stał się naprawdę silny. W tym regionie obowiązuje stan zagrożenia. A to może wiązać się z ograniczeniami w poruszaniu się mieszkańców i zaangażowaniem wojska do walki z żywiołem. Sytuacja jest krytyczna, biorąc pod uwagę prognozowane na dziś, jutro i pojutrze dalsze opady deszczu. Łącznie nawet 300 mm wody na 1 m2. Wielkie powodzie na południu Polski to zwykle polsko-czeskie, trudne doświadczenie, bo to w czeskich Sudetach zbiera się wielka woda, by przetoczyć się potem przez polskie kotliny i rozlać po dolnośląskich równinach. Karol Barłowski jest w czeskich Górach Opawskich, gdzie wylała ta sama Biała, która teraz zagraża Głuchołazom. Co Czesi mają już za sobą, a na co jeszcze muszą być gotowi? Za Czechami z całą pewnością bardzo trudny i wymagający dzień. Noc też taka będzie. W tej miejscowości jest rzeka, która wylała kilka godzin temu. Kolejne ulice są odcinane. Kolejne osoby muszą być ewakuowane. Do tej pory ewakuowano 300 osób. Kolejna nawet na to czekają. Deszcz nie przestaje padać. Zdaje się nasilać. Wieje porywisty wiatr. Widać w rzece drzewa wyrwane z korzeniami. Rzeka płynie prosto w kierunku Polski. Jeżeli ten nurt dojdzie do Głuchołaz, tam również może dojść do wylania. Wiele gospodarstw jest odciętych od energii elektrycznej. Kilka miejscowości jest odciętych od świata. Przez podtopienia i zalania. Służby walczą cały czas. Joanna Dunikowska-Paź ze studia w Warszawie. Kontynuujemy temat pogodowych alertów, bo przed mieszkańcami zagrożonych terenów krytyczna noc. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało ostrzeżenia przed ulewnymi deszczami dla 5 województw. Na Śląsku punktowo może spaść nawet 120 litrów wody na 1 m2. Na południu będzie silnie wiało, a na południowym wschodzie kraju jest duże ryzyko burz. W poniedziałek sytuacja ma się nieco uspokoić, co wcale nie oznacza końca problemów. Jeszcze godzinę temu woda pod mostem przepływała. To niż genueński odpowiada za gwałtowne ulewy. Podobny niż w 1997 roku doprowadził do powodzi tysiąclecia. Stan alarmowy został przekroczony na ponad 50 stacjach hydrologicznych. To, co się wydarzy, zależy od tego, czy zbiorniki retencyjne, czy rzeki są w stanie zatrzymać tę wodę w korytach, czy będziemy mieli przerwania wałów i będą lokalne podtopienia. Do poniedziałku suma opadów na południowym zachodzie może sięgnąć nawet 400 litrów na 1 m2. To będzie sytuacja, kiedy mamy do czynienia z 1/3 lub 1/2 opadu rocznego. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wysłało ostrzeżenia przed intensywnymi opadami do mieszkańców 6 województw. Obowiązują dziś w nocy oraz w niedzielę. W tych rejonach nadal możliwe są podtopienia. Najbardziej kryzysowa z punktu widzenia opadów wydaje się najbliższa noc na Śląsku. Tam spodziewamy się punktowo nawet 120 litrów na 1 m2. Na południu będzie też silnie wiało, nawet do 85 km/h. Instytut Meteorologii ostrzega też przed burzami, zwłaszcza na południowym wschodzie kraju. Gdzie też lokalnie mogą wystąpić trąby powietrzne. Sytuacja pogodowa ma się ustabilizować w poniedziałek, ale wysoki stan wody w rzekach utrzyma się dłużej. Kiedy już przestanie padać, ta woda będzie spływać w dół rzek i cały czas zagrożenie będzie, nawet jeśli przestanie padać. Mamy za sobą wiele tygodni suszy, która doprowadziła do rekordowo niskich poziomów rzek. Ale ulewne deszcze występujące po fali upałów zwiększają też ryzyko tzw. powodzi błyskawicznych. Po długotrwałym okresie suszy tworzy się taka skorupa i jak na to spada opad, intensywny szczególnie, to on ma bardzo małe możliwości wsiąknięcia w głąb, on spływa niczym po utwardzonej, wyasfaltowanej powierzchni. Klimatolodzy ostrzegają, że wraz z ociepleniem klimatu gwałtowne zjawiska pogodowe będą w Polsce występować coraz częściej. Worki z piaskiem wciąż się przydają, ale dużo skuteczniejsze są specjalne rękawy do zabezpieczania brzegów. Do tego pompy o dużej wydajności, łodzie czy agregaty. A przede wszystkim strażacy z całego kraju gotowi wesprzeć kolegów pełniących służbę w miejscach, gdzie sytuacja jest najpoważniejsza. O bolesnej lekcji z przeszłości, by jak najskuteczniej działać dziś. Dwie ręce i odpowiednie wyszkolenie to nie wszystko. Do ratowania ludzi i mienia strażakom potrzebny jest sprzęt. I po powodziach z 1997 i 2010 roku wnioski zostały wyciągnięte. Państwowa Straż Pożarna otrzymała środki finansowe na zakup takich również pomp o parametrach przemysłowych. Mamy 4 moduły, które jeżdżą po całej Europie, jeżeli jest taka potrzeba. Ponad 60 sekcji pomp, z czego połowa o dużej wydajności, wchodzi w skład 31 kompanii do zadań związanych z powodziami. Można przetaczać. Ile to było? 2000 ton na minutę w skali kraju, więc to też daje wyobrażenie o skali przygotowań. Jest w nich także 36 sekcji ewakuacyjnych, do tego 11 z łodziami, 16 sekcji z agregatami plus 32 plutony wsparcia z ratownikami. I to nie są dane tylko na papierze - przyznaje przedstawiciel strażackich związków zawodowych. Sprzęt z 1997 roku już nie jest, jest nowoczesny sprzęt co dekadę był nowy, nowszy, lepszy, więc uważam, że sprzętowo strażacy są wyposażeni bardzo dobrze. Część wyposażenia była finansowana z UE. Worki z piaskiem nie odeszły całkiem do lamusa, ale lepiej od nich sprawdzają się rękawy do zabezpieczania brzegów wzbierających rzek. To są rękawy, które są napełniane wodą. To jest lepszy i szybszy sposób niż układanie worków z piaskiem. Udało nam się ułożyć 130 metrów takich rękawów w miejscowości Morów na rzece Mora. Strażacy mogą ułożyć łącznie 200 km takich rękawów, do podwyższenia wałów o pół metra lub zabezpieczenia terenów zabudowanych. Jednostki z drugiego końca kraju są w gotowości, by wesprzeć południe Polski. Ludźmi i sprzętem. Zachodniopomorski komendant wojewódzki podjął decyzję o sprawdzeniu naszych stanów osobowych i sprzętowych, aby w ramach potrzeby pomóc kolegom na Dolnym Śląsku. Jest to kontener wężowy, na którym znajduje się około 5 km węży, 110 takiego krótszego węża, który nam pozwala dostarczyć wodę do celów pożarowych z dalekich odległości, ale tak samo usunąć wodę z terenów zalanych. Dziennie w PSP pełni służbę ponad 5200 strażaków, w razie potrzeby ten stan można podnieść do 10 tys. Państwową Staż wspiera też ta ochotnicza. W czasie, gdy mieszkańcy zagrożonych terenów z niepokojem spoglądają w niebo, politycy - dziś głównie w sieci - zagrożenie zamieniają w politykę. Kto budował wały przeciwpowodziowe, kto wstrzymywał inwestycje, kto ma lepszą statystykę. Politycznych wątków było więcej. Gdy w Warszawie rozpoczynała się manifestacja PiS, w Internecie trwała wymiana tweetów w związku z sytuacją powodziową. PiS zarzucał rządzącym, że wstrzymali budowę tych inwestycji. Zobaczcie, do czego doprowadziły ich rządy. Wały to specjalność Koalicji 13 grudnia. W latach 2008-13 wybudowaliśmy ponad 1700 km wałów przeciwpowodziowych. Dla porównania: rząd PiS w latach 2016-2023 takich wałów przeciwpowodziowych zbudował 300 km. My budowaliśmy wały przeciwpowodziowe, a oni robili wały - wały finansowe. To już dane GUS pokazujące kilometry wybudowanych wałów za rządów PiS oraz PO-PSL. Jarosław Kaczyński na proteście mówił m.in. o zatrzymanym księdzu Michale Olszewskim. Kierowana przez niego Fundacja Profeto otrzymała z Funduszu Sprawiedliwości ponad 40 mln zł. Coś, co jest hańbą tej władzy, co odbiera jej legitymację moralną i polityczną do rządzenia. Jarosław Kaczyński od początku tej kadencji parlamentu stara się stworzyć ruch ochrony przestępców. Jak kolejni ważni politycy PiS trafiają przed prokuratora, to Jarosław Kaczyński mówi o zagrożonej demokracji. A będą trafiali, bo robili przekręty. Manifestację PiS zwołano po przeszukaniach w domu Roberta Bąkiewicza. Manifestacja mająca na celu przejęcie części elektoratu Konfederacji. Tyle że konfederaci na protest się nie wybierali. PiS wykazuje się hipokryzją, bo Jarosław Kaczyński manifestacyjnie nie podpisał się pod naszym wnioskiem o odwołanie ministra Bodnara. A to właśnie przed Ministerstwem Sprawiedliwości odbył się protest. Dzień po przyjęciu przez Sejm noweli naprawiającej sytuację w Trybunale Konstytucyjnym. Zakłada wybór sędziów większością 35 głosów, znikną sędziowie dublerzy, a wydane z ich udziałem wyroki będą uznane za nieważne. Deptanie prawa. To jest na wielki proces przed Trybunałem Narodowym. PiS liczy, że prezydent nie podpisze ustawy. Wówczas rządzący nie wykluczają ograniczenia finansowania TK jako źle obsadzonej instytucji. Nie ma zaufania do TK, więc po co wydawać tyle pieniędzy? Jest też inny scenariusz. Większość sejmowa powstrzymuje się od obsadzenia miejsc w TK, dochodząc do wniosku, że jest tak skontaminowany, zanieczyszczony, zdeprawowany, że nie można tam nikogo wysyłać. Kadencja trojga członków Trybunału, w tym Julii Przyłębskiej, kończy się w grudniu. Przekształcenie Kijowa w wielką roztopioną plamę, przypomnienie o rosyjskiej broni jądrowej i groźbie wojny z NATO. Rosyjski dyktator straszy Zachód, bo wyraźnie boi się jego zgody na atakowanie rakietami dalekiego zasięgu celów w Rosji. Czas nie jest przypadkowy. W Waszyngtonie z Joe Bidenem rozmawiał o tym szef brytyjskiej dyplomacji. Nie myślę za dużo o Władimirze Putinie. Wielokrotnie dopytywany, tak Joe Biden odpowiedział na pytanie o te groźby rosyjskiego prezydenta. Jeśli pozwolą ukraińskiemu reżimowi na uderzenie w Rosję tą bronią, będzie to oznaczać, że kraje NATO, USA i kraje europejskie są w stanie wojny z Rosją. Słowa Putina powtórzył na forum ONZ rosyjski ambasador. I przypomniał Zachodowi, że Moskwa dysponuje bronią jądrową. Rosyjskie groźby posypały się tuż przed szczytem Biden - Starmer, w czasie którego USA i Wielka Brytania miały rozważać udzielenie Ukrainie zgody na użycie broni o zasięgu do 300 km przeciwko celom w głębi Rosji. Jak wyliczył amerykański Instytut Studiów nad Wojną, w ich zasięgu znalazłoby się ponad 200 znanych rosyjskich obiektów wojskowych oraz 15 baz lotniczych. Czy przekonał pan amerykańskiego prezydenta, by pozwolił prezydentowi Zełenskiemu uderzać rakietami w terytorium Rosji? Prowadzimy dyskusję. Ukraina ma prawo do samoobrony. Przywódcy zniesienia restrykcji na użycie pocisków ATACMS jednak nie ogłosili. Rosjanie wykorzystują swoje lotnictwo do wystrzeliwania, tylko na wschodnią Ukrainę 4000 bomb miesięcznie. Jaki jest pożytek z pocisków ATACMS, jeśli nie możemy ich użyć przeciwko bazom wojskowym agresora. Kim ten agresor jest, najlepiej wiedzą ci, którzy właśnie powrócili z Rosji w ramach wymiany jeńców. Cześć, synku. Słyszysz mnie? Misza, jestem w domu, kochanie. Wśród nich są też obrońcy Azowstalu. Niektórzy w rosyjskiej niewoli byli ponad 800 dni. Na koniec spójrzmy na najnowszą mapę ostrzeżeń. Jak prognozuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, strefa największych opadów to wciąż południe Polski. Najgorzej może być w regionach górskich: Sudetach, Beskidach i Bieszczadach, gdzie mogą występować burze z silnym wiatrem. Silne deszcze mogą wystąpić także na Lubelszczyźnie i południowym Mazowszu. Z tej mapy widać, że strefa intensywnych opadów przesuwa się na północ kraju. Najnowsze informacje o sytuacji na południu kraju w serwisach TVP Info, także jutro w specjalnym wydaniu "19.30" z Opola.