Być SAFE - głos sprzeciwu wobec prezydenckiego weta. Walka o głosy - kluczowe dni kampanii wyborczej na Węgrzech. Sędziowska przysięga - spór wokół nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór. Weto w sprawie unijnej pożyczki na obronność budzi społeczny sprzeciw, a jego wyrazem jest demonstracja zorganizowana przez Komitet Obrony Demokracji. Protestujący zebrali się przed Pałacem Prezydenckim pod hasłem "Chcemy być SAFE". Swoje niezadowolenie okazują też rządzący, a premier ostrzega, że weto to wstęp do polexitu i rozbicia Unii. Chcemy być SAFE! Pod takim hasłem dziś przed Pałac Prezydencki przyszły tłumy z głośnym sprzeciwem... Nie podpiszę ustawy. ...po tym, jak prezydent powiedział "nie" programowi SAFE. Musimy dać temu wyraz, co czuje społeczeństwo. Może nie całe, ale stara gwardia. Młodzi też - bo byli tu obecni. Uderza w bezpieczeństwo moje, mojej rodziny, każdego z nas. Niezależnie więc od wieku czy doświadczenia. Kiedy moje pokolenie, które walczyło z komuną... I regionu, z którego przyjechali. Ja się wstydzę, że jest pan z Gdańska. Oni weto prezydenta postrzegają jako narażenie na niebezpieczeństwo wszystkich Polaków - bez względu na polityczne sympatie. I się pan zapisze jako hamulcowy demokracji, jako zdrajca w historii. O historii tu było więcej. Targowica, Targowica! I nie brakowało takich porównań. Znowu przyjdzie nam ratować Polskę przed tymi, którzy niosą w sobie gen zdrady. Zagrożenie dostrzegają też oni. Na proteście obok barw narodowych były też te flagi unijne, i to nie jest przypadek. To my tą Unią jesteśmy. Bo zdaniem protestujących prezydenckie weto wobec programu SAFE to otwarcie drogi do wyjścia Polski z Unii Europejskiej. Nie wyjdziemy. Polexit - to zagrożenie dostrzegają też rządzący, którzy przemawiali na wiecu. Jeżeli ci, którzy mają usta pełne słów o ojczyźnie, a tę ojczyznę będą próbowali wyprowadzić z UE, to będą nas miliony. Politycy PiS oficjalnie nie chcą, by Polska Unię opuściła. Jako Polska opozycja czujemy się Europejczykami. Ale jednocześnie od wielu tygodni... Lewactwo europejskie, brukselskie. ...miesięcy... Niemcy chcą nam zabrać państwo. ...i lat... Na tę niepodległość została podniesiona ręka. ...robią wszystko, by zohydzić Unię Europejską w oczach Polaków. A nieliczni politycy PiS-u wręcz otwartym tekstem mówią tak: Czyli pan dopuszcza możliwość, że Polska może Unię opuścić? Oczywiście, że tak. Do tego dochodzi też antyunijna Konfederacja. I Konfederacja Grzegorza Brauna. A teraz SAFE politykom prawicy, skrajnej prawicy i prezydentowi... Nie podpiszę ustawy, która godzi w naszą suwerenność. ...dał dodatkowe paliwo do antyunijne retoryki. To, co dzieje się w tej chwili z prezydentem Nawrockim, prezesem Kaczyńskim i Konfederacjami po prawej stronie, to jest już jawny kurs antyeuropejski. Mówił w piątek w studiu TVP premier, a dziś dodaje... Polexit to dzisiaj realne zagrożenie. Pragną go obie Konfederacje i większość PiS. Nawrocki jest ich patronem. Rozwalić Unię chcą: Rosja, amerykańska MAGA i prawica europejska z Orbanem na czele. Dla Polski byłaby to katastrofa. Zrobię wszystko, żeby ich powstrzymać. Do wyborów, które mogą rozstrzygnąć o przyszłości Polski w UE, pozostało półtora roku. Donald Tusk ostrzega przed polexitem i przed tymi, którzy chcą - jak pisze - "rozwalić Unię Europejską". Wśród nich wymienia Rosję, amerykański ruch MAGA i węgierskiego premiera Viktora Orbana. A ten za 4 tygodnie może stracić władzę, mimo że nie szczędzi wysiłków, by się przy niej utrzymać. Według sondaży to opozycyjna partia Petera Magyara ma szansę na zwycięstwo. Tłumy zwolenników Viktora Orbana w Budapeszcie. Kilka godzin później marsz poparcia Petera Magyara, jego głównego politycznego rywala. W dniu Święta Rewolucji 1848 roku to polityka wysunęła się na pierwszy plan. Podczas "Marszu pokoju" Orbana padały takie hasła. Węgry trwały i trwać będą, nawet wtedy gdy z nieba zaczną spadać setki brukselskich spadochroniarzy. Wyłapiemy ich co do jednego. Premier Węgier atakował nie tylko UE, ale też Kijów. Widzisz to, Zełenski? Naprawdę sądzicie, że poprzez blokadę dostaw ropy, szantaż i zastraszanie naszych liderów zdołacie nas złamać? Bo Fides swoją kampanię oparł na antyukraińskiej narracji i wywoływaniu strachu. Prawdziwą stawką nadchodzących wyborów jest to, czy uda nam się uchronić Węgry przed wojną. Orban sprzeciwia się wspieraniu Kijowa. Mówi też o spisku Zełenskiego, Brukseli i opozycji, która, jak twierdzi, jeśli dojdzie do władzy, wyśle na Ukrainę węgierskie wojsko. Wymiana gróźb i prowadzenie kampanii przeciwko Ukrainie to coś, co próbuje wykorzystać do mobilizacji. A to działa na jego elektorat. I było to widać na ulicach Budapesztu. Słowo "wojna" padało tu niejednokrotnie. Węgrzy, młodzi czy starzy, nie powinni być wysyłani na front. W manifestacji wziął też udział lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz. I Marcin Romanowski, były wiceminister sprawiedliwości w rządzie PiS, podejrzany o malwersacje finansowe w Funduszu Sprawiedliwości. Jestem pewny, że Viktor Orban wygra te wybory, ponieważ Węgrzy widzą, co się dzieje w Polsce. Na Węgrzech Marcin Romanowski uzyskał azyl polityczny. Podobnie jego szef Zbigniew Ziobro. Będzie ich chronił do czasu, gdy u władzy pozostanie Viktor Orban. Jego główny przeciwnik Peter Magyar, lider partii Tisza, zapowiedział, że pozbawi azylu obu polskich polityków. Miesiąc przed wyborami na główne ugrupowanie opozycyjne chce zagłosować 53% Węgrów. Fides Wiktora Orbana może liczyć na 39-procentowe poparcie. Zwolennicy Petera Magyara mają nadzieję na zmianę. Panuje ogromna korupcja i kolesiostwo wśród polityków. Orban stracił kontakt z rzeczywistością. Lider opozycji chce obrać prounijny kurs i poprawić relacje z Polską. Mówił też o uniezależnieniu energetyki Węgier od Rosji. Ma wsparcie polskiego premiera, który w internecie pisze o nadchodzącej wiośnie na Węgrzech. Wybory 12 kwietnia. To jest "19.30" w niedzielę, a dziś wśród najważniejszych wiadomości... Zbudowana w 227 dni, służy 90 lat. Jak wystartowała kolejka, w takich strojach zaczęto jeździć. Bardzo jestem zadowolona. Pod wrażeniem jestem. Święta góra narciarzy, kto nie był na Kasprowym, to myślę, że może żałować. Po wyborze sześciorga sędziów Trybunału Konstytucyjnego poziom sporu nie maleje. To, że nowo wybrani sędziowie są niezależni i nie mają żadnej przeszłości politycznej, nie przekonuje opozycji, która wybór podważa. Sędziowie są wybrani, ale pozostaje pytanie, co zrobi Karol Nawrocki. Bo ustawa o Trybunale Konstytucyjnym zakłada ślubowanie wobec prezydenta. Czy tak się stanie? A jeśli nie, to jak może wyglądać scenariusz zdarzeń? Po wyborze nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego rządzący są o krok bliżej do przywrócenia właściwego funkcjonowania instytucji. Ludzie, którzy nie poddadzą się żadnym politycznym wpływom. Tak o tej szóstce mówi minister sprawiedliwości. Są niezależni, a przede wszystkim nie mają żadnej historii politycznej. I to najwidoczniej PiS-owi po prostu przeszkadza. To jeszcze nie są sędziowie Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego? Odpowiedź polityków PiS jest krótka. Żeby być sędzią Trybunału Konstytucyjnego trzeba spełnić drugi warunek, czyli zaprzysiąc przed prezydentem Rzeczpospolitej. Sędzią Trybunału Konstytucyjnego staje się w momencie, kiedy Sejm podejmie taką uchwałę. Odpowiadają rządzący i odsyłają polityków opozycji do konstytucji, czyli najważniejszego aktu prawnego. Czytamy tam, że sędzia Trybunału wybierany jest przez Sejm. Myślę, że ani Święczkowski, ani Kaczyński, ani Nawrocki nie są w stanie tego zablokować. Ale w ustawie o Trybunale Konstytucyjnym jest zapis o tym, że osoba wybrana na sędziego składa wobec prezydenta ślubowanie. I dopiero potem może być dopuszczona do orzekania. To nie jest widzimisię prezydenta. Bo co ważne, ustawa nie daje prezydentowi kompetencji do wyboru sędziów. Ślubowanie to tylko formalność - twierdzą rządzący. Prezydent nie ma specjalnie wyboru. Jeśli będzie kręcił nosem, to będzie po prostu łamał konstytucję. Co do tego zgadza się nawet Konfederacja. Prezydent powinien przyjąć ślubowania akurat w tej procedurze. Bo zostali wybrani leganie. Zostali oni wybrani legalnie. Ale komunikaty płynące z Pałacu nie pozostawiają złudzeń. Najpewniej prezydent ślubowania nie przyjmie. Mam to przemyślane i mam nadzieję, że nie będziemy musieli stosować planu B. Plan B to nic innego jak złożenie przysięgi przed organem, który dokonał wyboru sędziów, w tym przypadku to Sejm. Rządzący nie wykluczają także ślubowania przed marszałkiem Izby. Ślubowanie składa wobec prezydenta, ale to nie znaczy, że musi być prezydent obok. PiS uważa, że powołanie nowych sędziów jest niekonstytucyjne. Dokonuje się wyboru hurtowego, a tak nie powinno być, bo na zakładkę powinno być, tak to zawsze było. W tym celu na początku tygodnia posłowie złożyli do Trybunału wniosek o stwierdzenie niekonstytucyjności przepisów o wyborze sędziów TK. Tych samych, na podstawie których 6 lat temu do Trybunału trafili kandydaci PiS. Hipokryzja najwyższego stopnia, że zaskarżają ustawę, którą sami uchwalili i na podstawie której wybrali wszystkie osoby, które teraz zasiadały w Trybunale. A wśród nich Krystyna Pawłowicz, wieloletnia posłanka PiS, i jej kolega z partyjnych ław, prokurator stanu wojennego, Stanisław Piotrowicz. Do tego Trybunałem - według wyroków TSUE - kieruje nielegalnie wybrany prezes, jedna z kluczowych osób odpowiedzialnych za zakup i wykorzystanie systemu Pegasus. PiS wybierał do Trybunału polityków, a obecna koalicja rządząca wybiera do Trybunału osoby, które będą podejmować decyzje, chroniąc obywateli przed politykami. Koalicja 15 października już wcześniej chciała zreformować instytucję ustawami - wtedy czerwone światło dał Andrzej Duda. Po jednym z najsilniejszych bombardowań przeprowadzonych przez Amerykanów, których celem było m.in. gospodarcze serce Iranu wyspa Chark, Iran wystrzelił setki dronów i pocisków w kierunku baz wojskowych USA i sojuszniczych obiektów w regionie. Irańskie drony, o których słyszeliśmy w kontekście wojny w Ukrainie, tym razem próbują dosięgać celów na Bliskim Wschodzie. Do tej pory takie filmy kojarzyły się głównie z ukraińskim frontem. Ale to nie Ukraina, a Irak. Nagranie z ataku drona bojowego na amerykańską bazę w Bagdadzie opublikowała proirańska milicja. To też pokaz możliwości Teheranu. Tyle że propagandowych. Przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji Iran odpala setki rakiet i do rozpaczy doprowadza amerykańskich żołnierzy. W publikowanych gazetach reżim mówi zaś, że kontroluje Cieśninę Ormuz i może zniszczyć siły USA w regionie. To, jak ta wojna się skończy, zależy tylko od nas. O jej zakończeniu będziemy myśleć dopiero wtedy, gdy otrzymamy pełne reparacje od Ameryki za zniszczenia wojenne, udzieli nam ona gwarancji bezpieczeństwa na przyszłość i w pełni wycofa się z Zatoki Perskiej. Ale Donald Trump twierdzi, że Teheran już chce zawrzeć umowę. Tyle że w rozmowie ze stacją NBC News powiedział, że dla USA "warunki nie są jeszcze wystarczająco dobre". Zagroził też kolejnymi atakami na wyspę Chark, kluczowy irański węzeł eksportu ropy naftowej. Możemy uderzyć jeszcze kilka razy, tak dla zabawy. W Iran wciąż uderza też Izrael. To skutki ostatnich nalotów. Mieszkańcy mówią, że przy takiej intensywności bombardowań kraj może wkrótce zamienić się w ruinę. Zniszczenia, ale po irańskich rakietach i dronach, pokazują również Izraelczycy. To Tel Awiw. A to północ kraju, gdzie spadł irański pocisk, raniąc niemal 60 osób. Zaatakowaną miejscowość odwiedził szef izraelskiej dyplomacji. Chcemy na dłuższą metę usunąć egzystencjalne zagrożenia ze strony Iranu. Nie chcemy co roku iść na kolejną wojnę. Ale Izrael szykuje się do rozszerzenia jej w Libanie. Tam działa Hezbollah, zgodnie z instrukcjami Teheranu. A nie z Bejrutu. Jakby na potwierdzenie jego słów, izraelski atak na przedmieścia stolicy Libanu odsłonił w jednym z mieszkań portret zabitego przywódcy Iranu Alego Chameneiego. Ale z każdym takim uderzeniem rośnie też liczba Libańczyków zmuszonych do opuszczenia domów. To już co piąty mieszkaniec kraju. W sumie 800 tys. osób. Wszystko jest mokre. Jest zimno od wiatru. Czekamy na Boże miłosierdzie. Bo nadzieja pozwala dostrzec światło nawet w mroku wojny. Jeszcze do nie dawna stolicę Wielkiej Brytanii nazywano Londongradem, bo to tam rosyjscy oligarchowie kupowali luksusowe rezydencje. Ale teraz coraz częściej słychać o rozległej sieci prestiżowych nieruchomości należących do osób powiązanych z irańskimi władzami, w tym do nowego duchowego przywódcy. Więcej z Londynu Artur Kieruzal. Nowy duchowy przywódca Iranu Mojtaba Chamenei ma posiadać aż 13 luksusowych nieruchomości w Londynie. Ich wartość szacowana jest na ponad 150 mln funtów. Aż 11 z nich znajduje się przy tzw. Alei Miliarderów, miejscu, które przez lata było spokojną przystanią dla rosyjskich megabogaczy. Dziennik "The Telegraph" ustalił również, że nowy lider irańskiego reżimu jest właścicielem 2 apartamentów w samym centrum Londynu, tuż obok ambasady Izraela oraz Pałacu Kensington, rezydencji następcy brytyjskiego tronu. Zdaniem części ekspertów może to stwarzać poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa, bo nieruchomości mogą być wykorzystywane przez irańskie służby. Bloomberg twierdzi, że posiada dowody na powiązania między irańskim bankierem, nowym przywódcą Iranu oraz siecią tzw. słupów, kupujących kolejne nieruchomości w różnych częściach brytyjskiej stolicy, a to może oznaczać, że po latach, gdy Londyn nazywano Londongradem ze względu na napływ rosyjskich pieniędzy, dziś niektórzy zaczynają mówić o nim jako o Lonteheranie. Jest niebezpieczne dla środowiska, zwierząt i ludzi, a przede wszystkim nielegalne. Wypalanie traw. I chociaż co roku o tej porze słychać zewsząd apele, aby tego nie robić, to jednak znajdują się tacy, którzy mają to za nic. Wypalanie grozi wysoką grzywną czy utratą dopłat bezpośrednich. O niebezpiecznym procederze i jego skutkach. To efekt ludzkiej głupoty. Tak dzisiaj wyglądała walka strażaków z pożarem wywołanym wypalaniem traw w Tyliczu, w Beskidach. Wystarczył lekki podmuch wiatru, by ogień rozprzestrzenił się błyskawicznie. Podobnie było wczoraj w powiecie wyszkowskim, na Mazowszu. Ponad 130 strażaków przez 11 godzin walczyło z ogniem. Pożar objął teren o powierzchni 25 hektarów. Tylko dzięki ofiarności strażaków nikomu nic się nie stało. Te pożary nie są dla nas nowością w tym okresie, na przełomie lutego, marca, kwietnia często dochodzi do tych pożarów traw i to jest niedobra tendencja. I niebezpieczna tradycja, całkowicie nieuzasadniona. Wypalający trawy tłumaczą, że takie działanie ma użyźniać glebę. Tymczasem jest całkowicie odwrotnie. Powoduje straty składników nawozowych, np. azotu. Powoduje utratę ściółki, pojemności wodnej i szybsze wysychanie gleb, a więc sprzyja suszy. Ponadto wypalanie traw to śmiertelne zagrożenie dla lęgowisk ptaków, owadów czy drobnych stworzeń, takich jak zające lub jeże. A także dla nas samych. Dym z wypalanych traw działa tak samo jak smog. Zawiera substancje toksyczne i rakotwórcze, np. polichlorowane bifenyle czy inne związki lotne i pyły. A jeżeli te argumenty są dla kogoś niewystarczające, to warto przypomnieć, że od tego roku zaostrzono kary za takie zabawy z ogniem. Jeżeli ten pożar zagraża czyjemuś życiu lub mieniu, grozi nam kara nawet 10 lat pozbawienia wolności. Jeżeli chodzi o postępowanie sądowe, sąd może nałożyć nam karę nawet do 30 tys. zł. A w przypadku rolników konsekwencją może być też częściowa lub nawet całkowita utrata dopłat. Niestety, strażacy wciąż mają ręce pełne roboty. Wczoraj w okolicach Oławy, na Dolnym Śląsku, przez podpalaczy traw wstrzymano ruch pociągów. Od początku roku strażacy w całym kraju gasili już niemal 5 tys. pożarów traw. Sztuczna inteligencja w coraz większym stopniu towarzyszy naszej codzienności. Popularne czaty GPT niosą też poważne ryzyko, bo tzw. halucynacja AI powoduje wymyślanie nieistniejących przepisów i błędnych informacji. Tak jest w przypadku pozwów sądowych. AI potrafi w kilka sekund wygenerować pismo, ale odwracanie skutków nieistniejących przepisów rodzi poważne problemy. Pomożesz mi napisać pozew sądowy? Sztuczna inteligencja żadnej pracy się nie boi. Chętnie pomogę ci przygotować szkic takiego dokumentu. Napisanie pozwu zajęło kilkanaście sekund. Pokazujemy gotowy dokument prawnikowi. Dobrze sformułowane roszczenie, wnioski dowodowe, mamy wskazane strony. Prywatny prawnik w telefonie w tej sytuacji nie zawiódł. Sztuczna inteligencja nas wyposaży w gotowy projekt pozwu, umowy i być może nam rozwikła jakiś problem, ale pytanie pojawia się, gdy nasza sytuacja jest nietypowa. A wtedy, gdy zrezygnujemy z realnego prawnika, może okazać się, że przed Temidą jesteśmy zupełnie sami. Anna Socha reprezentowała jednego z przedsiębiorców, który spierał się z niezadowoloną klientką. Ta, walcząc o reklamację, napisała pismo przedprocesowe. Zawarła nieistniejące orzecznictwo i nieistniejące komentarze, które miały udowodnić jej interpretację przepisów. Dokument w całości przygotował jeden z modeli AI. Sztuczna inteligencja na chwilę obecną konfabuluje i wprowadza treści, które są urojone, które nie istnieją. Badacze nazywają to halucynacją. Na to, co stworzy sztuczna inteligencja, trzeba spojrzeć zawsze przez pryzmat własnej. Brakuje mu sposobu redagowania, brakuje mu subtelności argumentacji, często brakuje również kontekstu. I takie - na pierwszy rzut oka profesjonale - pisma trafiają coraz częściej do sądów. Strona, która jest laikiem, składa pismo, z którego wynika, wydaje się, że jest bardzo wykształcona. Ale postęp to też szansa. W Wielkiej Brytanii AI już dziś wpiera prokuratorów w analizie materiału dowodowego. Wirtualny asystent może nawet 5-krotnie przyspieszyć pracę prawników. Pozwoli nam ocenić materiał dowodowy składający się z setek tysięcy kart, których normalnie nikt nie przeczyta. Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowuje rozwiązania, które pomogą wykorzystywać sztuczną inteligencję w sądownictwie. A to może skrócić kolejki. Lekarze - posiadają prawo do wykonywania zawodu, uprawnienia do diagnozowania i leczenia. Kosmetolodzy - wykształceni specjaliści od pielęgnacji. I to słowo klucz. Bo niestety kosmetolodzy coraz częściej przeprowadzają inwazyjne zabiegi medyczne, które niosą ryzyko powikłań. Spór pomiędzy lekarzami a kosmetologami narasta. A przepisy, w tym niedawny komunikat Ministerstwa Zdrowia, potęgują chaos. Nadal walczę z powikłaniami. Pani Katarzyna zdecydowała się na powiększenie ust. Wybrała salon, który cieszył się dobrymi opiniami. Problemy zaczęły się po drugim podaniu kwasu. Fałdy, bruzdy. Kosmetolożka, która wykonywała zabieg, nie przyznała się do błędu. Najtrudniejsze było to, że osoba, której zaufałam, zostawiła mnie bez pomocy. Dr Karolina Skibicka przyznaje, że coraz częściej trafiają do niej ofiary takich nieudanych zabiegów. Miesiąc temu pacjentka z Częstochowy straciła wzrok po podaniu wypełniacza. Najczęściej to są pacjentki potrzebujące korekty karykaturalnych rysów twarzy. Często pojawiają się pacjentki z zakażeniami skóry i głębszych tkanek ciała. Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że zabiegi z zakresu medycyny estetyczno-naprawczej mogą wykonywać wyłącznie lekarze i lekarze dentyści. Jasno jest napisane, kto może je wykonywać, a może lekarz, czyli na przykład: kwasy hialuronowe, stymulatory, zabiegi mezoterapii, lasery. Wszystkie te zabiegi niosą ryzyko powikłań. Kwasy czy botoks to leki, ich podanie zawsze wiąże się z ryzykiem, np. wstrząsu anafilaktycznego, a tylko lekarze są w stanie pomóc w takich przypadkach. Tylko osoba odpowiednio przeszkolona, posiadająca odpowiednią wiedzę, ale też sprzęt, w tym gabinecie może zadziałać tak, żeby uratować pacjentowi czasami nawet życie. Kosmetolodzy są rozgoryczeni próbami przejęcia rynku beauty przez lekarzy. Kosmetolog również jest edukowany, również jak przywracać komfort oraz zdrowie pacjentowi w kontekście skóry. Zdaniem prawnika Oskara Lutego komunikat resortu zdrowia tylko zaostrzył spór w środowisku medycyny estetycznej. Komunikat rozpętał burzę, wzrosło napięcie. Mariola Sater-Kołaczuk, kosmetolożka, podkreśla, że kluczowe jest wyeliminowanie z rynku osób, które nie mają odpowiednich kwalifikacji albo podają preparaty z czarnego rynku. Zwracam się z apelem do klientów, sprawdzajcie, kto wykonuje zabieg, bo skutki bywają nieodwracalne. Zdaniem ekspertów konieczne są zmiany ustawowe, które jednoznacznie zakończą spór między lekarzami a branżą kosmetologiczną. Z zabiegów medycyny estetycznej korzysta w Polsce nawet 600 tys. osób rocznie. Na koniec o dziarskiej 90-latce, która dziś właśnie obchodzi urodziny. Tak, pierwszy wagonik kolejki na Kasprowy Wierch wyruszył w marcu 1936 roku. Budowa trwała rekordowo krótko, bo tylko 227 dni. I było to tempo godne podziwu nawet w alpejskich standardach. Od tej pory miliony turystów z perspektywy kolejki podziwiają tatrzańskie szczyty. Śpiewają w Zakopanem. Nie człowiekowi, a kolejce. Tej, która od 9 dekad wozi turystów na Kasprowy Wierch. Jedna z najbardziej znanych kolejek linowych w Polsce. A wszystko zaczęło się pod koniec 1934 roku. Zbudowano ją w 7 miesięcy - to był rekord. Na trzy zmiany pracowało tysiąc pracowników. Wszystko mimo krytyki ze strony prasy i organizacji społecznych, bo projekt wtedy był "niezgodny z racjonalną turystyką górską". O ironio, stał się żyłą złota dla turystyki Podhala. Pierwszy wagonik wjechał, więc pewna epoka się rozpoczęła, i dzięki temu zaczęło kwitnąć narciarstwo przedwojenne w Polsce. Kwitło także i po wojnie. W 1950 roku "Przegląd sportowy" pisał o tłumach turystów ustawiających się w kolejce do kolejki i jak widać... Bardzo jestem zadowolona, pod wrażeniem jestem. ...niewiele od tamtej pory się zmieniło. Rocznie ponad 600 tys. wozimy turystów, klientów, narciarzy. Pieszo pod górę to około 4 godzin marszu. Kolejką - 20 minut, na blisko 2 km nad poziomem morza. Jest to góra, na której ja się osobiście wychowałem i tutaj pierwsze kroki stawiałem, więc teraz z synem wracamy na 90-lecie i bardzo się z tego powodu cieszymy. Ale zanim wagony ruszą w górę, ktoś musi dopilnować, żeby przejazd był bezpieczny. Dla maszynistów to codzienna praca, choć z widokiem, którym trudno się znudzić. Przez lata krajobraz się nie zmienił, stroje już za to tak. Kiedyś to było. Początki były takie, że takie były stroje ogólne, ten strój jest bardzo zbliżony do stroju regionalnego, ten strój był bardzo dobrym termoizolatorem. Kolej była też kluczowa dla pracy ratowników górskich oraz dla funkcjonowania najwyżej położonej stacji meteorologicznej w kraju. To historia niezliczonych wspomnień. 14 wrzesień 1947 rok, czyli to był mój pierwszy wjazd na Kasprowy kolejką, a teraz wjechałem po 79 latach, może po raz ostatni. Dla niektórych ta podróż trwa właściwie całe życie. Jak wjadę na Kasprowy, to się czuję jak w niebie. Trudno inaczej, widząc taki widok. Kończymy "19.30". Za chwilę Pytanie Dnia. Aleksandra Pawlicka gości Małgorzatę Gromadzką, wiceministrę rolnictwa i rozwoju wsi. Dziękuję za wspólny weekend i zapraszam jutro.