51 zarzutów. Koalicja chce postawić Zbigniewa Ziobrę przez Trybunałem Stanu. Spóźnione nominacje. Po pół roku Karol Nawrocki nominował oficerów w ABW. "Niegodny". Ostra krytyka węgierskiego prezydenta przez zwycięzcę wyborów. Dzień dobry. Zapraszam na "19:30". Ponad 50 zarzutów, w tym o łamanie konstytucji i pospolite przestępstwa. Do Sejmu trafił wniosek o postawienie byłego ministra sprawiedliwości przed Trybunałem Stanu. Zbigniew Ziobro to obok Adama Glapińskiego i Macieja Świrskiego kolejna osoba, wobec której podejmowana jest taka próba. Próba bardziej symboliczna niż realna i chociaż prawna sytuacja byłego ministra nie należy do najłatwiejszych, to akurat w tej kwestii ma doświadczenie. Składamy wniosek o Trybunał Stanu dla Zbigniewa Ziobry. To 51 zarzutów, 26 spośród nich to te prokuratorskie, z których najpoważniejszy dotyczy kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, w pozostałych 25 zarzutach mowa o łamaniu konstytucji. Chodzi nie tylko o Fundusz Sprawiedliwości, także o to, co Zbigniew Ziobro zrobił z wymiarem sprawiedliwości, wprowadzając do niego 3000 neosędziów, których wyroki są podważane, a Skarb Państwa musi za to wypłacać milionowe odszkodowania. Tylko tego się domagamy, żeby w Polsce nie było równych i równiejszych. Ale w przypadku Trybunału Stanu, by postawić kropkę nad i, potrzeba większości konstytucyjnej, czyli 3/5 głosów. To więcej, niż ma cała koalicja rządząca. Będziemy przekonywać kolegów z PiS, tam są rozłamy, już nie wszyscy politycy zgadzają się z tym. Naprawdę pan liczy, że politycy PiS zagłosują za Trybunałem Stanu dla Zbigniewa Ziobry? A jest pani pewna, że jest tam taka spójność, jeśli chodzi o Zbigniewa Ziobrę? Pytamy więc polityków PiS. Ścigają niewinnego człowieka. Większość - murem za Zbigniewem Ziobro, ale są też takie odpowiedzi. Oczywiście to nas topi. Bo od kiedy Zbigniew Ziobro uciekł na Węgry, PiS traci w sondażach, w tym ma 23%. Powinien wrócić do Polski? To jest jego decyzja. Nie chcę odpowiadać za niego. - Pan by wrócił? - Ja nigdzie bym nie wyjeżdżał. Zbigniew Ziobro też to mówił. Liczę na was. Ale zanim wyszło na jaw, że miliony z Funduszu Sprawiedliwości zamiast do ofiar przestępstw trafiały m.in. do mediów wspierających PiS. Według sondażu Ibris ponad 60% uważa, że Zbigniew Ziobro powinien wrócić do kraju. Viktor Orban już go nie chroni, a przyszły premier Węgier mówi wprost. Radzę, by nie kupowali mebli, bo nie zostaną tu długo. Węgry nie będą składowiskiem międzynarodowych ściganych przestępców. Stąd to pismo Waldemara Żurka, wysłane do Budapesztu, w którym przypomina, że wobec Marcina Romanowskiego jest wydany europejski nakaz aresztowania, a w przypadku Zbigniewa Ziobry procedura jest w toku. Pętla wokół Ziobry się zaciska. I czas, w którym mógł uciekać po Europie, też się kończy. Są dwa kierunki: USA albo Serbia. Który pan obstawia? - Jest jeszcze Mińsk. - Chyba nie aż tak daleko. Zobaczymy. Jeżeli tylko będzie miał możliwość, zakładam, że będzie chciał uciec na ciepłą Florydę. Do USA wyjechała już córka Viktora Orbana. Według marszałka Sejmu ta droga dla polityków PiS pozostanie zamknięta. Żaden przyjaciel Polski nie przyjmie pana Ziobry i pana Romanowskiego do siebie jako uciekających przed odpowiedzialnością potencjalnych bandytów i złodziei. Ale PiS przekonuje, że Zbigniew Ziobro wcale nie ucieka. Obroni swoją niewinność, ale przed systemem sprawiedliwości prawdziwym. Ale prawdziwy według was to będzie wtedy, kiedy PiS będzie u władzy. Tak. Kiedy PiS było u władzy, prokuratorem krajowym był świadek na ślubie Zbigniewa Ziobry. Dokładnie 3 miesiące po spotkaniu w Pałacu Prezydenckim w sprawie nominacji oficerskich Karol Nawrocki mianował na pierwszy stopień oficerski 96 funkcjonariuszy ABW. Pałac zwłokę tłumaczy źle przygotowanymi wnioskami, ale rządzący wskazują, że zielone światło dla nominacji może być odpowiedzią na alarmujący spadek poparcia dla prezydenta, któremu nie pomogła ani porażka Orbana, ani ostatnie działania Donalda Trumpa. Prezydent jedzie do człowieka, który jawnie współpracuje z Władimirem Putinem. Tak dziś PiS desperacko obraca kota ogonem. Próbując ratować wizerunek partii i wizerunek prezydenta. Doprowadził do zamordowania całej elity polskiej, w tym Rzeczpospolitej. Właśnie zarzuca morderstwo Władimirowi Putinowi i wspieracie człowieka, który jawnie wspiera Viktora Orbana. A to właśnie robił prezes PiS-u w propagandowych węgierskich mediach. Bardzo byśmy chcieli, aby mandat Viktora Orbana i Fideszu został przedłużony. Ci politycy PiS-u pojechali nawet na Węgry i tuż przed wyborami obwieszczali w sieci. Budapeszt. Wspieramy Viktora Orbana. A prezydent Polski w Budapeszcie spotkał się i fotografował się z Viktorem Orbanem. Doskonale wiedząc, że Orban to jawny sojusznik Putina w Europie. W polskim interesie było zwycięstwo Viktora Orbana. Tego prorosyjskiego Orbana? O tym samym Orbanie mówimy? Prezydent, nim uścisnął dłoń Viktora Orbana, wiedział też o tym, że to on blokuje 2 mld zł dla Polski za pomoc Ukrainie. Tych 2 mld nie odblokował Viktor Orban po spotkaniu z Karolem Nawrockim. Przyjaźń polsko-węgierska jest wpisana w wieloletnią współpracę między naszymi narodami. Co konkretnie załatwił? I tu można wyciągnąć wnioski, że raczej nic. W oficjalnym komunikacie nie ma ani słowa o konkretnych efektach spotkania Nawrocki - Orban. Dlaczego spadają Nawrockiemu sondaże? Dlatego że ludzie widzą, że droga na Kreml od Nawrockiego do Nowogrodzkiej jest króciutka. Karol Nawrocki w ciągu miesiąca stracił 3 punkty procentowe poparcia. To sondaż IBRIS dla PAP-u. A według sondażu dla Onetu prezydentowi więcej osób nie ufa, niż ufa. Stąd taka rada dla prezydenta i jego otoczenia. Panowie, wstyd! Nie popierajcie już ruskiej piątej kolumny, która próbuje rozwalać UE. Mówią rządzący i przestrzegają Pałac Prezydencki, że po tym, co zrobił Karol Nawrocki, nikt nie da się nabrać na takie internetowe spoty. Nasz lider od lat jest zaangażowany w ograniczanie wpływów Rosji. Które teraz kolportują ludzie prezydenta i politycy PiS-u. To jest najlepszy dowód na to, w jakiej jest panice i desperacji. Wypuszcza spot, żeby odwracać uwagę. Rządzący nie mają też wątpliwości, że decyzja prezydenta o podpisaniu nominacji dla funkcjonariuszy ABW, które dziś ogłosił rzecznik prezydenta. To jest rezultat spotkania z 15 stycznia z szefami służb. Nie ma nic wspólnego z troską o państwo - słyszymy. To próba ucieczki przed tym brakiem zaufania i przed negatywną oceną Polek i Polaków. Niemniej to decyzja, która rządzących cieszy. Dobrze, że one dzisiaj są. Źle, że prezydent tyle czasu zmarnował. Prezydent z nominacjami dla prawie 100 funkcjonariuszy ABW zwlekał pół roku. 2 lata sporu o dostęp do najtajniejszych dokumentów w państwie w systemach NATO i UE. NSA oddalił skargi Kancelarii Premiera od wyroków sądu niższej instancji, w których uchylono decyzję na cofnięcie poświadczenia bezpieczeństwa dla Sławomira Cenckiewicza, szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Nie oznacza to jednak, że Sławomir Cenckiewicz automatycznie odzyskał dostęp do informacji niejawnych. Wprost przeciwnie. Kontrolne postępowanie sprawdzające musi być prowadzone zgodnie ze wskazówkami sądów. Obecne próby zaklinania jednoznacznej rzeczywistości prawnej i brednie o rzekomo "trwającym postępowaniu kontrolnym", które jakoby zamyka mi dostęp do informacji niejawnych, są jedynie groteskową formą tej samej wojny psychologicznej prowadzonej przeciwko mnie po grudniu 2023 roku. Wyrok oznacza także przeprowadzenie procedury kontrolnej od początku. Powodem ma być nierozstrzygnięta kwestia braku rękojmi zachowania tajemnicy przez szefa BBN. Oglądają Państwo środowe wydanie "19:30". Co jeszcze przed nami? Dzikie miasta. Każdego dnia odbieramy kilkanaście telefonów od mieszkańców zaniepokojonych obecnością dzików. Dziki coraz częściej wchodzą w przestrzeń miejska, dlatego że ludzie wchodzą w przestrzeń leśną. Nowy stary problem. Nasza planeta, dzików też. Mamy problem bezpieczeństwa związany z namnażającą się populacja dzików. Zabijanie nigdy nie jest rozwiązaniem i nie chcemy uczyć tego naszych dzieci. "Nie jest godny, by pojednać naród węgierski. Nie jest moralnym przykładem" - to przyszły premier Węgier o urzędującym prezydencie. Peter Magyar wezwał głowę państwa do rezygnacji z urzędu w dniu, w którym ten powierzył mu misję stworzenia rządu. Ciekawe słowa padły także w rządowej telewizji, w której Magyar był pierwszy raz od 1,5 roku i która za chwilę może mieć poważną przerwę w nadawaniu. Już z pierwszych dniach maja Peter Magyar może formalnie objąć urząd węgierskiego premiera. Takie zapewnienie otrzymał od węgierskiego prezydenta Tamasa Sulyoka. Ten podczas dzisiejszego spotkania w Pałacu Prezydenckim zadeklarował, że w kwestii powołania rządu nie będzie grał na zwłokę i dopełni swojego konstytucyjnego obowiązku jak najszybciej. Mimo deklarowanej chęci współpracy ze strony prezydenta Peter Magyar apeluje o jego dobrowolną dymisję i zapowiada, że sejmowa większość konstytucyjna prędzej czy później i tak doprowadzi do jego odwołania. Podczas wizyty w Pałacu Prezydenckim... Przyszły premier zobaczył tego, który po 16 latach odda władzę. Nieco wcześniej Magyar po raz pierwszy od 18 miesięcy otrzymał zaproszenie do rozmowy na żywo w węgierskiej telewizji publicznej. Pojawiły się polskie wątki. 3,5% wzrostu gospodarczego. Proszę sobie wyobrazić, że pociąg dużych prędkości jedzie 200 km/h między Warszawą a Krakowem, a zbudowano go za pieniądze złej Brukseli. Chciałbym również porozmawiać o tych inwestycjach infrastrukturalnych np. z Donaldem Tuskiem. Podczas wywiadu Magyar zapowiedział, że jeśli media publiczne nie przestaną siać rządowej propagandy, główne programy informacyjne zostaną wyłączone. Polska w G20 pierwszy raz przy stole z największymi gospodarkami świata. Juto w Waszyngtonie będzie nas reprezentował minister finansów. Z Międzynarodowego Funduszu Walutowego płynie ważny głos, że to awans na który po prostu zasługujemy. I dobrze, byśmy nad Wisłą także to docenili, zamiast dać się ponieść politycznym emocjom. Przez ostatnie dni Waszyngton podziwiał kwitnące wiśnie. Teraz w amerykańskiej stolicy z podziwem mówi się o rozkwicie polskiej gospodarki. Jesteście 20. największą gospodarką świata. Chwaliła na spotkaniu w polskiej ambasadzie szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego. I choć według najnowszej prognozy MFW 20. gospodarką jednak pozostaje Szwajcaria, to do mijanki ma dojść niebawem. Według Kristaliny Georgiewej Polska zasłużyła na członkostwo w grupie G20. M.in. z powodu tej liczby. PKB Polski przekroczył bilion dolarów. Andrzej Domański jest w Waszyngtonie. Wraz z szefem NBP jutro pierwszy raz weźmie udział w formalnym spotkaniu ministrów finansów i szefów banków centralnych grupy G20. Tematem tego miniszczytu będą głównie skutki wojny na Bliskim Wschodzie. Główny szczyt z udziałem przywódców najbogatszych państw świata odbędzie się w grudniu w Miami. Polska dostała zaproszenie od Donalda Trumpa pod koniec zeszłego roku. To docenienie metamorfozy, jaką nasz kraj przeszedł w ostatnich dekadach. Mieliśmy odważne reformy lat 90., potężne zaangażowanie i potężną pracę wykonaną przez polskich pracowników, polskich przedsiębiorców. I nasze członkostwo w UE. Efekt to aktualnie najwyższy wzrost gospodarczy wśród dużych krajów UE. Dostrzegają to poza Unią. To jest największa zmiana ostatnich dwóch dekad, że Wielka Brytania czasami przegląda się w Polsce jak w zwierciadle. Bo Polska pełnymi garściami czerpie z unijnych funduszy i pożyczek. Miliardy euro pomagają w budowie dróg i tras kolejowych, ale też w rozwoju rolnictwa i prywatnych firm. Polska odpowiada już za niemal 5% unijnego eksportu i szuka szans także poza Unią. W ostatnich dniach premier odwiedził Koreę Południową i Japonię. Z jasnym celem. Tu nie przyjechał przedstawiciel małego czy biedniejszego kraju, tylko europejska potęga gospodarcza. I liczę na takie decyzje, które zrównoważą bilans handlowy między Koreą i Polską. Korea będzie przewodniczyć grupie G20 za 2 lata. I tak jak teraz USA Seul może zaprosić Polskę do stołu dla największych gospodarczych graczy na świecie. Polska już przez sam fakt uczestnictwa w tych szczytach, nawet tych miniszczytach, zyskuje na prestiżu. I może mieć wpływ na kluczowe decyzje finansowe. Polski rząd interweniuje w sprawie zerwania umowy z polską firmą przez władze Lwowa. Przedsiębiorstwo miało wybudować w mieście przetwórnię śmieci. Firma mimo wygranych procesów arbitrażowych została wyrzucona,. Rządzący mówią o "głęboko nieprzychylnym kroku", a polscy przedsiębiorcy pytają, czy tak ma wyglądać nasz udział w odbudowie zrujnowanej Ukrainy. Krakowska spółka stawia elektrownie, oczyszczalnie ścieków, biogazownie czy zakłady przekształcania odpadów. Na tym zakładzie, budowanym we Lwowie od 2021 roku, firma się potknęła. Władze miasta na finiszu prac zerwały kontrakt. Zakład nie jest jeszcze zbudowany. Powinien był powstać 2 lata temu. Rozumiemy, że mogły być jakieś problemy rok temu, ale teraz, 2 lata później, nadal go nie ma. Są opóźnienia, ale to miasto po wybuchu pełnoskalowej wojny wstrzymało kontrakt. Potem były kolejne problemy. Ale międzynarodowa, niezależna komisja arbitrażowa przyznała rację polskiemu wykonawcy. Że to nie on odpowiada za poślizg. Stan zaawansowania to ponad 90%. Naprawdę niedużo potrzeba, żeby ją ukończyć. My deklarujemy z naszej strony gotowość do tego, żeby w ciągu kilku miesięcy dokończyć inwestycję. Po stronie polskiej spółki stanął nie tylko sąd arbitrażowy. Nieprawidłowości po stronie zamawiającego, czyli władz Lwowa, potwierdziły także ukraińskie służby antykorupcyjne, czyli NABU. Mimo jasnych stanowisk komisji arbitrażowej i NABU lwowski ratusz podkreśla kolejne opóźnienia i to, że zakład ciągle nie działa. Teraz czekamy na ogłoszenie nowego przetargu i zakończenie tych prac. Ten zakład musi powstać, ponieważ ma kluczowe znaczenie dla miasta. Bo odpady za duże pieniądze miasto musi wywozić na odległe wysypiska. W rozwiązanie sporu angażuje się polski rząd. Gdyby to źle poszło, to będzie rzutowało na szereg dobrze funkcjonujących polskich inwestycji na Ukrainie. My mamy ponad 3000 podmiotów, które działają na Ukrainie. I dyplomacja, która nakłania do negocjacji. Nie możemy dopuścić, jak tutaj rozmawiamy, każda ze stron, inwestor, wykonawca, miasto, nie może dopuścić, żeby to się zakończyło klęską. Ten skandal nie robi nić dobrego w stosunkach Ukrainy, Polski i UE. Zgadzam się z panem ambasadorem, że ten skandal musi być rozwiązany. Lwów zalega polskiej firmie prawie 7 mln euro z umowy i ponad 3,5 mln zajętych bezprawnie gwarancji bankowych. Mam nadzieję, że dokończymy inwestycję i będę mógł powiedzieć, że prawo międzynarodowe jest respektowane na Ukrainie i można tutaj inwestować własne środki. Wartość tej inwestycji to 41 mln euro. Jeżeli polskie firmy miałyby w przyszłości brać udział w powojennej odbudowie Ukrainy, to spór o lwowski zakład może być pierwszym testem zaufania. Bez niego taka dwustronna współpraca w odbudowie może stać pod znakiem zapytania. Coraz bardziej odległe terminy na badania diagnostyczne, opóźnienia przyjęć pacjentów do szpitali. Tak wygląda sytuacja w szpitalach, które wciąż nie dostały pieniędzy za część nadwykonań, ale też po zmniejszeniu finansowania badań przez NFZ. Według Funduszu cięcia służą uporządkowaniu systemu i skróceniu czasu na diagnozę tym, którzy najbardziej potrzebują. Szpital w Kutnie. Terminy wizyt do specjalistów zaplanowane jeszcze na zeszły rok wciąż są przesuwane. Pani Anna, która potrzebuje operacji ręki, na konsultację czeka od grudnia. Przyjechałam z torbą. Z kwitkiem mnie odesłano, ponieważ nie mam zaplanowanego. Szpital, jak większość innych, ma problemy finansowe, a te odbijają się na pacjentach. Co 20. pacjent w tym szpitalu jest nieopłacony. Pozostaje pytanie: mam na SOR-ze wywiesić koło fortuny? Co dwudziestemu powiedzieć "dziękujemy", bo nie ma na pana pieniędzy? Ministra zdrowia przyznaje: choć w ciągu 5 lat budżet wzrósł ze 100 do ponad 220 mld zł, nadal pieniędzy jest za mało. Mimo że w tym roku mamy rekordowy budżet, będzie nam brakowało 18 mld zł. Jednym ze sposobów ratowania sytuacji jest obniżenie nawet o połowę wyceny najdroższych badań diagnostycznych: tomografii, rezonansu i endoskopii. Może to dać oszczędność 600 mln zł. NFZ nazywa to porządkowaniem systemu. To jest nadanie priorytetów tym pacjentom, którzy potrzebują tej diagnozy, szczególnie pacjenci onkologiczni, także dzieci i młodzież. Ale według Fundacji Alivia co trzeci pacjent z podejrzeniem choroby nowotworowej nie dostaje karty DiLO uprawniającej do krótkiej ścieżki leczenia. To oznacza, że muszą go szukać na własną rękę. Niektóre szpitale nie rejestrują na ten rok. Niektóre - na odległe terminy, informując, że terminy są, ale tylko dla ich pacjentów. Specjaliści alarmują: czas rozpoznania jest kluczowy w wielu chorobach, nie tylko w onkologii. Już teraz często przekracza pół roku. Wydłużenie się kolejek powoduje późniejszą diagnostykę, a co za tym idzie późniejsze leczenie. Dyrektorzy szpitali obawiają się także kolejnych zmian, które zapowiada NFZ: ograniczenie w dostępie do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Tu będzie taka sama reakcja: świadczeniodawcy będą przepisywali na dalsze terminy pacjentów. Pracodawcy szpitali powiatowych zapowiadają czarny protest. Jako wyraz rozczarowania brakiem działań naprawczych w ochronie zdrowia. Ciągły hałas, pobudki o każdej możliwej porze, napotykane na klatkach przypadkowe osoby, nierzadko pijane. To niechlubna definicja najmu krótkoterminowego, który w ostatnich latach mocno daje się we znaki mieszkańcom. Ci coraz częściej szukają rozwiązań na własną rękę, chcąc np. zwiększać opłaty od takich lokali. Także w Sejmie jest projekt, który miałby tę kwestię porządkować. Mieszkanie w centrum Warszawy to marzenie wielu. Dopóki nie okaże się, że to mieszkanie w hotelu, tylko bez recepcji. Dzwonili do mnie o 2.00, 3.00 w nocy, bo pomylili dzwonki. Meldowanie najemców o każdej porze dnia i nocy czy hałas walizek na kółkach to zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ostatnio do jednego z lokali wynajmowanych na doby w centrum Warszawy wprowadzili się bezdomni. Wszczęli awanturę. Byli pijani. Trzeba było wezwać policję. Jeden z nich wrócił, zasnął na klatce, na innym piętrze się załatwiał. Mieszkańcy kamienicy przy Chmielnej z takimi sytuacjami mierzą się od kilku lat. 13 z 70 lokali przeznaczonych jest na wynajem krótkoterminowy. Niektóre mieszkania dodatkowo podzielono na kilka mikroapartamentów. A ich liczba wciąż rośnie. Hałasują, kiedy imprezują. Wyrzucają śmieci przez okno, i to nagminnie. Począwszy od tego, że wyrzucają suszarki do prania, buty, butelki. A właścicieli wynajmujących nie interesuje to, bo właściciel ma jedno mieszkanie w Warszawie, trzecie gdzieś w Krakowie. W Krakowie sytuacja wygląda podobnie. Najem krótkoterminowy to problemem wielu dużych miast w Polsce. Dla mieszkańców to często ruletka. Dla właścicieli - czysty biznes. Polskie Stowarzyszenie Wynajmu Krótkoterminowego zapewnia, że branża się zabezpiecza: regulaminy, kaucje przy rezerwacji czy czujniki hałasu. Konkretne rozwiązania, w tym m.in. obowiązek zgody wspólnoty mieszkaniowej na najem krótkoterminowy, już wprowadziły Francja czy Hiszpania. Reszta Europy również reguluje ten rynek. Polska nad zmianami wciąż pracuje. Jednym z pomysłów jest Centralny Wykaz Turystycznych Obiektów Noclegowych i obowiązek rejestracji ofert publikowanych w Internecie. Wpływa na ponad 200 chorób i skraca życie średnio o 16 lat. Alkoholizm. Przypadający dziś Światowy Dzień Trzeźwości ma nam uświadamiać, jak nałóg niszczy zdrowie, rodzinny spokój czy karierę. Ale są też dobre informacje: coraz częściej świadomie rezygnujemy z alkoholu. I to odmawianie coraz częściej procentuje. Dzięki ponad setce wolontariuszy z Częstochowy zniknęły tony pustych butelek. Przeszliśmy kawałek i już mamy pełny worek. Nietypowa akcja sprzątania ma pokazać skalę problemu. Skoro leczenie zaczynamy od detoksykacji, postanowiliśmy przeprowadzić detoksykację naszej najbliższej okolicy. I dać przykład młodym. W Polsce ponad 900 tys. osób jest uzależnionych od alkoholu. Ponad 2 mln pije w sposób nadmierny i szkodliwy. Rozmawiamy paradoksalnie o produkcie spożywczym, bo taki status ma alkohol, a tak naprawdę rozmawiamy o najbardziej powszechnym narkotyku, który zabija. Dzisiaj umrze 110 Polaków z samego kontaktu picia alkoholu. Równolegle badania pokazują rosnący trend NoLo, czyli modę na abstynencję, zwłaszcza wśród pokolenia Z, czyli urodzonych po 1997 roku. Widziałam, jakie konsekwencje się ciągną za piciem alkoholu. Weronika Szaciłowska świadomie zrezygnowała z alkoholu prawie dekadę temu. Mam wrażenie, że alkohol powoduje, że żyjemy na niby, a ja lubię szczere relacje, więc wybieram trzeźwość. O swojej wygranej walce z uzależnieniem opowiada też Skubas, czyli Radosław Skubaja. Całe piękno świata jest, kiedy się go odbiera na trzeźwo. W utworze "Lepiej mu szło, kiedy pił" rozlicza się z przeszłością. Nieprzypadkowo na premierę singla wybrał właśnie Światowy Dzień Trzeźwości. Warto być wiernym swojemu sercu, swoim wyborom, chociaż są niełatwe. Coraz większą popularnością cieszą się bezalkoholowe imprezy, takie jak Niedzielni, czyli Poranne Tańce bez Procentów. Zmobilizowali mnie wnuczek i syn. Jedna z sieci rusza z pilotażowym programem Hoteli bez Alkoholu. Staramy się, żeby alkoholu jak najmniej było, zniknął z witryn, z karty. Na nocny zakaz sprzedaży alkoholu zdecydowało się już prawie 200 gmin i widać efekty. Po pierwszym roku odnotowaliśmy o prawie 50% policyjnych interwencji związanych ze spożywaniem alkoholu. Kolejnym krokiem może być zakaz sprzedaży alkoholu na stacjach benzynowych, ale na razie nie ma na to zgody politycznej. Jak traktować napotkane w lesie dziki, już w podstawówce nauczył nas Brzechwa. Problem zaczyna się, gdy zwierzę zawita w ogródku, na przystanku czy przed blokiem. "Dzikie miasta" - mówią ci, którzy widzą poważny problem, ale w obronie dzików stanęli dziś aktywiści, tłumacząc, że zwierzęta mają coraz mniej naturalnej przestrzeni. Jest też ciekawa polityczna rada, która wybrzmiała bardzo dosłownie. Co robić, gdy czujemy się zagrożeni przez dziki w mieście? Można np. przegonić je humanoidalnym robotem. Jak widać na tym nagraniu, to działa. Ale jeśli nie mamy akurat pod ręką takiego pomocnika, to radę na dziki ma prezes Kaczyński. Trzeba na nie iść. Nie można się przestraszyć. Samce mogą się odwracać i tak chrumkać: "chrum, chrum". No i mają te kły. Ale trzeba na nie iść. Ja to robiłem i jakoś żyję. Rady opozycji mogą przydać się rządzącym, bo stołeczne dziki w poszukiwaniu pożywienia zawędrowały aż pod Kancelarię Premiera. A problem faktycznie zrobił się polityczny. W Warszawie protestowali aktywiści pod hasłem "Nie trzaskać do dzików". Jesteśmy przeciwko radykalnym rozwiązaniom. Uważamy, że zabijanie nigdy nie jest rozwiązaniem. Chodzi o odstrzał dzików w stolicy. Opinię publiczną wzburzył szczególnie przypadek, gdy dziki żerujące na miejskim placu zabaw uśpiono strzałem z pneumatycznej strzelby, a następnie umieszczono w kontenerach na śmieci. Wszystko to w obecności spacerowiczów. Wydałem jasne dyspozycje, że to nie może tak wyglądać. To nie może się odbywać na oczach mieszkańców. Natomiast jeśli dziki wchodzą nam na place zabaw, na infrastrukturę miejską, to my po prostu nie mamy wyboru. Przepisy ze względu na afrykański pomór świń zabraniają przesiedlania dzików. Dlatego zdaniem części naukowców samorządy nie mają wyjścia i muszą prowadzić odstrzał. Jest to z punktu widzenia przyrodniczego bez wątpienia uzasadnione, dążenie do ograniczenia liczebności, rozrzedzenia populacji. Z kolei pozwolenie na rozmnażanie się populacji w ramach aglomeracji miejskiej nie jest metodą ekologiczną. Tylko w poprzednim roku łowieckim odstrzelono ponad 170 tys. dzików. By takie widoki były coraz rzadsze. Mieszkańcy muszą pamiętać o kilku zasadach. Trzeba zabezpieczać śmieci, bo śmieci dla dzika to stołówka. Nie dokarmiajmy ich i nie próbujmy łapać warchlaków. W przeciwnym razie albo przyzwyczaimy się do takich widoków, albo będziemy potrzebowali więcej robotów do odstraszania dzików. W "Pytaniu dnia" rozmowa Doroty Wysockiej-Schnepf z Anne Applebaum, dziennikarką, pisarką, laureatką Nagrody Pulitzera, a potem w TVP Info "Bez trybu" Justyny Dobrosz-Oracz. Dobrego wieczoru.