19.30, Marek Czyż, dobry wieczór z Opola, które przez cały dzień było dziś zalane słońcem. Ale to tylko interwał w ponurym ciągu deszczowych dni. Borys rozsiadł się nad Polską i nie zamierza sobie pójść, Na początek mamy dla państwa mapę rzek. Całych na czerwono tam, gdzie stany alarmowe zostały przekroczone. Nie wygląda to dobrze, bo na mapie od czerwieni aż gęsto, a co gorsza, tych czerwonych akcentów jest znacznie więcej niż wczoraj. Setki milimetrów wody na metr kwadratowy w krótkim czasie. Takie są statystyki tej powodzi, ale za liczbami są ludzie i miejsca, które musimy pokazać, by z bliska zobaczyć, co woda niesie i co zabiera. To miała być krytyczna noc i była. Wezbrane rzeki przestały mieścić się w korytach i zaczęły wpływać do miast. Pod wodą znalazła się część Kłodzka. Smutek i strach. W tym momencie to jestem przerażona. Do tragedii doszło w pobliskich Krosnowicach. Pierwszy potwierdzony zgon przez utonięcie w powiecie kłodzkim. Sytuacja pogarszała się z godziny na godzinę. Rzeka zerwała mosty w Głuchołazach, konieczna była ewakuacja części mieszkańców. Podobnie w oddalonym o 5 kilometrów Jarnołtówku. Proszę o opuszczenie domów i mieszkań, stan wody jest niebezpiecznie wysoki. Tu jest odcięte, nie ma już przejścia, tam w ogóle jest zalane, drogą leci woda. Dramatyczna sytuacja jest w Stroniu Śląskim. Woda uszkodziła zaporę, z impetem wlała się na ulice i porwała dom. Miasto jest odcięte. Potężna fala płynie też ulicami Lądka-Zdroju. Zalana jest Bystrzyca Kłodzka i okoliczne wsie. Zabłocie, Wilkanów, nie mamy z nimi kontaktu. Uruchomione są śmigłowce, które ewakuują ludność z Kotliny Kłodzkiej, ze Stronia Śląskiego. Przez ekstremalne ulewy poziom wody w rzekach na południu województw śląskiego, dolnośląskiego i opolskiego od piątku zaczął rosnąć w oczach. W ciągu doby ze stanów średnich osiągnął alarmowy, by potem przekraczać go lokalnie nawet o 2 metry. A wielka woda płynie dalej. Zagrożone są kolejne miejscowości. Najważniejsze jest życie i zdrowie. W związku z tym, jeśli jest decyzja o ewakuacji, do tych decyzji proszę się dostosowywać. Podtopienia są już w Nysie, woda przelewa się przez wały, zalega na ulicach. Na najgorsze szykują się też w małopolskich Brzeszczach, koło Oświęcimia. Tam przybiera Wisła. Wiemy, że do tego poziomu ma nam przybyć jeszcze 50 centymetrów, dlatego budujemy tutaj tymczasowe zabezpieczenia, żeby woda się nie przelewała na drogę wojewódzką. Kierowcy w wielu miejscach muszą jednak uważać. Przez podtopienia i osuwiska są utrudnienia na drogach krajowych nr 40 i 46 w Opolskiem, nr 33 w Dolnośląskiem oraz na krajowej jedynce i autostradzie A1 na Śląsku. Niemożliwy jest też przejazd z Krzyżanowic do Chałupek przy przejściu granicznym z Czechami. Kraje łączy most na Odrze. Prognozy przewidują nam najwyższy poziom na Odrze dziś o północy, więc na pewno do późnych godzin nocnych będziemy tutaj działali i śledzili sytuację. Do odwołania wstrzymano ruch pociągów pasażerskich między Polską a Czechami. Są problemy na trasach krajowych. 13 pociągów stałych relacji zostało odwołanych, natomiast około 67 linii zostało w części wyłączonych. Najbliższe godziny nadal będą trudne, szczególnie na Dolnym Śląsku, gdzie nadal może intensywnie padać deszcz. Przerwane tamy, zerwane mosty, domy w ruinie, ewakuacje - to są obrazy Dolnego Śląska pod wodą. Nasi reporterzy mają dla państwa raport z ostatnich godzin. W Kłodzku - Tomasz Mildyn, w Głuchołazach - Igor Sokołowski, w Czechowiczach-Dziedzicach - Szymon Szulczyński. Na początek Kłodzko, które walczyło, ale chyba przegrywa, bo z taką wodą żadna hydrotechnika nie wygra. Powiedz, Tomku, jak sobie radzą mieszkańcy i czy rzeczywiście nadchodzi kolejna fala, o metr wyższa od poprzedniej? Taki komunikat pojawił się dziś po południu. Rozmawiałam z burmistrzem, który mówił, że teraz trudno wyrokować co do najbliższej przyszłości. Bo odczyt z wodowskazu na Nysie Kłodzkiej w Kłodzku jest zablokowany. Ten odczyt wskazuje ciągle tę samą wartość. Możemy zaobserwować, że w centrum miasta w ostatnich godzinach woda zeszła o około 40 cm. Poziom rzeki się obniżył. Znaczenie miało pewnie to, że przez ostatnie godziny w Kłodzku nie pada. Sytuacja nieco się stabilizuje. Mieszkańcy próbują sobie radzić. W części miasta nie ma prądu. Tak z powietrza wygląda miasto, które przegrało walkę z wodą. Mieszkańcy Kłodzka już w nocy zaczęli odczuwać skutki kilkudniowych opadów. Wezbrana Nysa Kłodzka powoli rozlewała się po ulicach miasta. W nocy zrobiło się najgorzej, nie udało się. Ale to w dzień rzeka jeszcze bardziej wylała i rozpoczęła się ewakuacja. Część mieszkańców w obawie o bezpieczeństwo swoje domy opuściło jeszcze przed tym, jak woda dostała się na ich osiedla. Nie przypuszczałem czegoś takiego, mieliśmy świadomość, że coś takiego może się wydarzyć, ale nie do końca to dochodziło, że będziemy musieli się ewakuować. Ale w niektórych miejscach konieczna była interwencja służb. Tutaj z pomocą ruszyli ratownicy Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W miejskiej pływalni zorganizowano miejsca, w których ewakuowani będą mogli przenocować do czasu, aż sytuacja powodziowa się uspokoi. Tu spokojnie na razie nie będzie. Spodziewamy się, że to będą krytyczne chwile dla nas. Ten wieczór, ewentualnie jutro. Bo nadal nie ma jasnych perspektyw, kiedy zakończy się ten opad, kiedy opadnie woda, kiedy te osoby będą mogły wrócić do swoich domów. Do akcji ruszyli także mieszkańcy, którzy do punktu ewakuacji poszkodowanych przynoszą żywność i najpotrzebniejsze rzeczy. Przyszli tutaj też ci, którzy mieszkają w bezpiecznej odległości od rzeki, ale po prostu chcieli pomóc. Wzięłam kanapki, zapakowałam do samochodu termos i jadę w miasto. Może ktoś będzie potrzebował i myślę, że taka najprostsza pomoc jest najlepsza. Pomoc na pewno będzie tu jeszcze potrzebna. Burmistrz Kłodzka prosi o rozwagę tych, których ciekawość przyciąga w miejsca, które mogą być niebezpieczne. Przestańcie chodzić po wałach i w okolicach rzeki, zostańcie u siebie w domu i czekajcie na komunikaty służb i SMS-y, które przysyła sztab zarządzania kryzysowego. Z wielką wodą Kłodzko wciąż się zmaga. W Głuchołazach od samego początku trwała walka o obronienie tymczasowego mostu na Białej, ale się nie udało, bo most przed południem runął. Od pewnego czasu było to oczekiwane, ale pytanie brzmiało, jak się zachowają jego szczątki i czy nie spiętrzą dodatkowo wody. Biała - poza korytem, woda - na ulicach. A w mieście jest Igor Sokołowski. Opowiedz historię tego dnia. To był trudny dzień dla mieszkańców miasta. Żadne statystyki nie oddadzą emocji, które towarzyszyły im od rana. Najpierw strach i bezradność, gdy fala pokryła miasto. Potem chwila ulgi, gdy deszcz przestał padać i woda uszła z centrum. Wtedy pojawiła się rozpacz. Wszyscy zobaczyli, jaki jest wymiar strat, które przyniosła woda. Tego obawiali się wszyscy. Most, o który heroiczną walkę toczyli strażacy przez ostatnią dobę, padł około godziny 13:00. To był krytyczny moment w całym mieście, tak wówczas wyglądała ulica Skłodowskiej-Curie w Głuchołazach. Boję się. Nie śpię już od 3:00 w nocy. Czuwam. Wie pan, ja już się cały trzęsę. Sam pan wie, jak jest, nie ma co ukrywać, naprawdę ciężko. Pan Marian mieszka na parterze kamienicy przy ulicy Skłodowskiej-Curie. Centymetry dzieliły jego mieszkanie od zalania. Wyremontowane dopiero, nie jest ubezpieczone nic. Będę uciekał na strych, panie kochany, dokumenty biorę, wszystko to, co mam ze sobą, mam jeszcze chłopaka niepełnosprawnego. Ja tej wody nie zatrzymam. To próbowały robić służby, tocząc nierówną walkę z żywiołem. Wszędzie wdziera się woda, teraz to jedno, kiedy ta woda tu jest. Większe problemy będą, kiedy ta woda stąd zejdzie. Ten muł, to wszystko, co zostanie naniesione, będzie trudne do usunięcia. Ja pamiętam, a pamięć sięga 60 lat, jeszcze nie było takiej wody w Głuchołazach. Nawet pamiętny '97 rok narobił szkód, ale nie było tego, co w tej chwili. Pani Krystyna została odcięta od swojego domu, przez kilka godzin bezradnie patrzyła, jak ulica zmienia się w rwący potok. W mieszkaniu został jej mąż. Boi się pani o męża? O męża, o wszystkich, o sąsiadów.? Nie ma szans pomocy z tego, co widzę, te worki z piaskiem nie pomagają. W Szkole Podstawowej nr 3 zorganizowano punkt ewakuacyjny, tutaj strażacy przywożą mieszkańców, którzy musieli opuścić swoje domy w ciągu zaledwie kilkudziesięciu minut. Przeniosłam się razem z synem, pomogli mi zebrać rzeczy, wsadzili w autobus i jesteśmy tutaj, bezpieczni na szczęście. Mamy trochę materacy, trochę okryć wierzchnich, państwo mają zapewnione ciepłe posiłki i pomoc medyczną, bo jest z nami Polski Czerwony Krzyż. Po kilkunastu godzinach woda opuściła centrum miasta. Taki krajobraz mieszkańcy zastali dzisiejszego popołudnia. Woda zabierała dosłownie wszystko, co spotkała na swojej drodze. Dopiero żeśmy przyszli. To są nasze pierwsze działania, które wykonujemy tutaj. Co najmniej 40-50% do wyrzucenia mimo zabezpieczenia wcześniejszego. Co dalej? Wielkie sprzątanie. Wciąż wiele ulic w Głuchołazach znajduje się pod wodą. Przenosimy się teraz w inny rejon powodziowych zmagań. Oto Czechowice Dziedzice, już na progu Beskidów, a tam widać, że nie trzeba dużej rzeki, by były duże kłopoty. Wylała Iłowica i miasto z lotu ptaka wygląda, jakby było całe pod wodą. Szymon Szulczyński jest na miejscu. Dobry wieczór, powiedz, jaki jest bilans dnia. Prognozy się sprawdziły. Opad uderzył na południu regionu najmocniej. To była heroiczna walka strażaków i mieszkańców z żywiołem, który nie miał litości. Niektóre drogi są zamknięte. Mogą przejść tylko mieszkańcy po najpotrzebniejsze rzeczy. Strażacy pracują. Do tej pory odebrano blisko 8000 zgłoszeń. Sytuacja jest trudna. Jedna fala za nami, a druga przed nami. Każdy jest przygotowany na najgorsze. Tak w nocy wyglądało południe regionu. Mieszkańcy robili, co mogli, by zatrzymać wodę. To była walka z czasem, którą niestety przegrali. Silny nurt dostał się wszędzie. Zalaną mamy całą piwnicę. Na metr była woda i cały czas napływa. Chłopaki się starają, odpompowują, ale nie wiem. Próbujemy, ale napływ jest większy niż nasze możliwości. Dopiero rano widoczny był pełny obraz zniszczeń. To Czechowice-Dziedzice. Wylała rzeka Iłownica. Sytuacja zmusiła do ewakuacji mieszkańców. Strażacy łódkami przewozili poszkodowanych. Wszyscy pomagali sobie nawzajem. Ratowano, co się da. Zdjęcia, bo na tym mi zależało, wniosłam na górę. Resztę zostawiłam, żeby tylko dzieci z domu wyszły i pies, szczeniak. My ostatni z mężem wychodziliśmy. Bez butów, bo już nie szukałam butów, żeby ubrać, żeby bezpiecznie z tej wody wyjść. A co się teraz w domu dzieje, nie wiem. Otworzyliśmy drzwi i uciekaliśmy. To były ostatnie sekundy, bo jak wychodziliśmy, to wody miałam potąd. Odra w Chałupkach przekroczyła o blisko 3 metry stan alarmowy. Sytuacja jest bardzo trudna. Tu również zarządzono ewakuacje. Każdy szykuje się na najgorsze. Prognozy przewidują nam najwyższy poziom na rzece Odra o północy, więc na pewno do późnych godzin nocnych będziemy tu działali. Strażacy pracują bez przerwy. Stany alarmowe przekroczono na niemal wszystkich rzekach na południu. Tu dwie fale uderzyły z największą siłą. Niestety jest ofiara śmiertelna tej powodzi. W rejonie bielskiego potoku odnaleziono zwłoki mężczyzny, którego porwała woda. Przegraliśmy tę wojnę z żywiołem w tych miejscach, gdzie nie szło tego utrzymać ze względu na ilość wody, która napłynęła. Ponieważ te urządzenia nie były w stanie tej wody odebrać. Nie ma gminy, której nie dotknął żywioł. Miejscami spadło ponad 200 litrów wody na metr kwadratowy. W Bestwince dobytek życia tonął na oczach mieszkańców. Straż przyjechała, że mamy się ewakuować, bo z minuty na minutę rosło to w momencie. To jest pierwsza taka sytuacja, że tak zalało. W Pawłowicach żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej umacniają wały i tamy. Woda się jednak przedziera. Kolejne domy są zalewane. Tu jest właśnie ta piwnica, zalana. Pompa pracuje cały czas, myślę, że to wypompuje i nie będzie zalane dalej, bo tu piec też jest, kotłownia tu jest. Prognozy nie pozostawiają złudzeń - zbliża się kolejna fala powodziowa. Wydano ostrzeżenie przed silnymi opadami deszczu dla całego województwa śląskiego. Zbigniew Łuczyński, dobry wieczór, kontynuujemy 19.30, teraz już z Warszawy. Pozostajemy przy temacie wielkiej wody, która sieje spustoszenie w wielu miejscach w Polsce, ale także w Czechach, gdzie tysiące osób musiało opuścić swoje domy. Austria i Rumunia także walczą ze skutkami ulew. W wielu miejscach ogłoszono alarmy powodziowe, są także ofiary, a przez cały czas podobnie jak u nas trwa walka, aby woda nie wygrała. Deszcz padał całą noc, mój dom jest pod wodą. Ci ludzie mieli szczęście - otrzymali pomoc. Ale wiele miejscowości w Czechach jest odciętych od świata. Nie mogą do nich dotrzeć nawet wozy strażackie. Setki tysięcy osób nie ma prądu, zawieszone zostały połączenia kolejowe, zamknięto drogi. A poziom wody w czeskich rzekach stale rośnie. Słyszymy, że 80% opadów już spadło, ale nie oznacza to, że najgorsze minęło. W całym kraju ewakuowano ponad 10 tysięcy mieszkańców. Niestety nie wszyscy chcą opuścić swoje domy. Chciałbym naprawdę prosić, by wezwania do ewakuacji traktować poważnie. W Rumunii pod wodą znalazły się całe wsie i miasteczka. Zginęło 5 osób, setki ewakuowano. Woda porywała samochody i zwierzęta domowe. Ponad 24 tysiące nie ma prądu. Czekając na pomoc, ludzie chronią się na strychach i dachach. Nie mamy gdzie spać, nie mamy nic. Zostaliśmy z tym, co mamy na sobie. Wojsko buduje tymczasowe obozy, do których skierowani zostaną pozbawieni dachu nad głową mieszkańcy. Lokalne władze wydzielają żywność, wodę, śpiwory i koce. Będzie napięcie, będą emocje, ale mam nadzieję, że skoordynujemy działania z lokalnymi władzami, by pomóc ofiarom katastrofy przejść przez to. A to już Austria. Tu ulewom towarzyszą intensywne opady śniegu. Stany alarmowe zostały przekroczone na kilku rzekach, w tym na Dunaju. Na całym obszarze Dolnej Austrii władze ogłosiły stan klęski żywiołowej. Dla wielu mieszkańców będą to prawdopodobnie najtrudniejsze godziny w ich życiu. Wiele miejscowości jest zagrożonych podtopieniami. Z niektórych już ewakuowano mieszkańców. Zalanych lub zablokowanych jest wiele dróg i tras kolejowych. W powiecie Tulln zginął strażak. Do wypadku doszło podczas wypompowywania wody z piwnicy jednego z budynków. Jesteśmy mokrzy i wyczerpani. Ale miejscowi wspierają nas przekąskami i herbatą. Więc przynajmniej jesteśmy pod dobrą opieką. Coraz gorzej wygląda też sytuacja na Słowacji. W 8 powiatach obowiązuje najwyższy stopień alarmowy. Woda zalała drogi i domy. Powódź zagraża stolicy. Dunaj może osiągnąć poziom 9 metrów. W centrum Bratysławy wstrzymano kursowanie trolejbusów i tramwajów. Strażacy wznoszą zapory przeciwpowodziowe. Dunaj osiągnie punkt kulminacyjny jutro po południu. Dziś rano ogłosiliśmy III stopień zagrożenia powodziowego. Z Czech na Słowację kieruje się fala kulminacyjna na Morawie. Władze jednak uspokajają: Morawa najprawdopodobniej wyleje, ale nie przekroczy wysokości wałów przeciwpowodziowych. Zbiorniki retencyjne. Teraz, kiedy ekstremalne zjawiska pogodowe dają i będę dawać się we znaki, ich rola nabiera szczególnego znaczenia. Dzięki nim można zatrzymać falę powodziową i zminimalizować straty. Po raz pierwszy w historii uruchomiono wszystkie zbiorniki przeciwpowodziowe na terenie Dolnego Śląska, także największy suchy zbiornik przeciwpowodziowy Racibórz Dolny na Odrze piętrzy już wodę. Takiej wody nie można powstrzymać. Ale można ją spowolnić i ograniczyć skutki powodzi. Taką rolę pełnią zbiorniki retencyjne takie jak ten. Mieszkam na terenie zalewowym, w '97 była powódź. Po tym, co tutaj zobaczyłem, w jaki sposób to jest zbudowane, to mogę żyć, spać spokojnie, że nic się złego nie stanie. To Racibórz Dolny, największy przeciwpowodziowy zbiornik, jaki wybudowano w Polsce. I to efekt lekcji, którą jako państwo odrobiliśmy po '97 roku, kiedy Odra pokazała swoją niszczycielską siłę. Jest w stanie przyjąć 185 milionów metrów sześciennych wody. W tym momencie pracuje sprawnie, zaczęliśmy piętrzyć wodę o godzinie 4:20 rano. 180 milionów metrów sześciennych to tak jakby wypełnić wodą 185 stadionów narodowych. Zbiornik ma kluczowe znaczenie dla ochrony terenów Śląska, Opolszczyzny i Dolnego Śląska. Teraz przyjmuje wodę płynącą z Czech. Bylibyśmy już pod wodą, tu stojąc, natomiast zbiornik Racibórz, przyjmując główną falę, która idzie Odrą, wypełniając się, zabezpiecza i pozwala na to, żebyśmy mieli tutaj stosunkowo mało wody. Zbiornik zabezpiecza obszar 600 km2 zamieszkany przez 2,5 miliona ludzi. Między innymi Racibórz, Kędzierzyn Koźle, Opole, Oławę i Wrocław. Kupuje cenny czas. Na wodowskazie przed wpływem jest 750 metrów sześciennych wody na sekundę. Około 3 dni będzie mógł przyjmować tę wodę. Jest to w związku z tym obiekt rzeczywiście kluczowy. Został oddany 4 lata temu, był budowany przez 7 lat za 2 miliardy złotych. To największa, ale nie jedyna taka inwestycja po powodzi tysiąclecia. W całej Polsce od tego czasu powstało 21 zbiorników retencyjnych. Razem z tymi, które już istniały, jest ich już 120. Do tych starszych należą Goczałkowice. One już niejedną powódź przeżyły, natomiast objętość tej rezerwy powodziowej, którą mamy na Goczałkowicach, to jest prawie 80 milionów metrów sześciennych. To jest objętość większa niż objętość fali powodziowej całej z '97 roku. Poldery krakowskie suche spełniły swoje zadanie. Bieżanów, Malinówka I, II jeszcze nie są napełnione,, mogą pracować w dalszym ciągu. Żaden zbiornik nie chroni nas przed powodzią w stu procentach, ale minimalizuje napór wielkiej wody. Gdybyśmy byli tu w '97 roku, stali w tym miejscu, gdzie teraz jesteśmy, to gdzie byłaby woda? Tak mniej więcej jeszcze około 2 metrów nad nami. Z jednej strony fala żywiołu i dramatyczna walka, a z drugiej strony fala ludzkiej solidarności. Deklaracje szefa rządu są jasne: "Uruchomiona zostaje szybka pomoc finansowa dla osób najbardziej poszkodowanych". A wszystko ma odbyć się w jak najkrótszym czasie. Do pomocy ruszyły też fundacje i organizacje, ale czy pomoc dociera do wszystkich i czy dotrze? Bo wiele wskazuje na to, że w tym przypadku siła naszej empatii będzie sprawdzana przez dłuższy czas. Zabierają ze sobą tylko to, co są w stanie unieść. Ostatkiem sił ratują dobytek i z niepokojem myślą, co zastaną w domach, kiedy woda opadnie. Dokumenty, zdjęcia, bo na tym mi zależało najbardziej, wyniosłam na górę, resztę zostawiłam, żeby tylko dzieci z domu wyszły i pies. My ostatni z domu wychodziliśmy, nawet bez butów. Ciężko po prostu, przepraszam. Wszystko zalane. Wiele osób zostało bez prądu. Straż organizuje dostawy agregatów, ale nie wszędzie uda się dotrzeć. Na południe kraju ruszyli strażacy m.in. z Poznania, Bydgoszczy i Szczecina. Będzie potrzebna pomoc związana ze sprzątaniem tych terenów. W związku z tym nie wiemy, jak długo tam zostaną. Premier podczas odprawy ze służbami zapewnił, że poszkodowani w powodzi mogą liczyć na szybkie wypłaty zasiłków powodziowych. "Minister ds. UE wystąpi o pomoc europejską. Nie zostawimy nikogo samemu sobie" Wojewodowie będą to koordynować, ale na poziomie gmin będziemy rozstrzygać o tym, kto potrzebuje takiego zasiłku. Naszym zadaniem jest, żeby to było bardzo szybkie, elastyczne, żeby ludzie nie musieli czekać, kiedy rzeczywiście potrzebują nagłej pomocy. PZU uruchomiło mobilne punkty obsługi m.in. we Wrocławiu. Wykorzystując te pojazdy, będziemy docierać do miejsc najbardziej poszkodowanych w celu bezpośredniej obsługi klienta w trybie uproszczonym. Spontaniczna pomoc dla potrzebujących z potrzeby serca ruszyła w całym kraju. Zbiórkę dla powodzian prowadzą m.in. Caritas Polska, portal Siepomaga i Polski Czerwony Krzyż. Wolontariusze PCK już ruszyli w newralgiczne rejony, pomagając ewakuowanym. Od jutra do punktów PCK w całym kraju można przynosić rzeczy dla powodzian. Woda, środki higieniczne, żywność długoterminowa. To jest potrzebne teraz, natomiast najbliższe dni przyniosą zupełnie inne potrzeby. To będzie kwestia odbudowy. Wolontariusze z Poznania organizują też pomoc dla zwierząt z zalanych terenów. Nasi koledzy ze stowarzyszenia będą te wszystkie artykuły zawozić na Dolny Śląsk i Opolszczyznę. Kolejne dni pokażą, jak duża jest skala zniszczeń i potrzeb. Poprawa pogody dopiero we wtorek. Siostra nas przygarnęła, więc dach nad głową mamy. Ale co dalej, nie wiem. Czworo dzieci, rodzice, a z nimi dwa psy. Wszyscy uwięzieni w aucie przez napierającą zewsząd wodę. Zgłoszenie o dramacie otrzymują ratownicy WOPR Nysa. Mimo mocnego nurtu ratujący przemieszczają się na skuterach wodnych i wydostają najpierw matkę z jednym dzieckiem, a potem pozostałe osoby i zwierzęta. Ta historia skończyła się dobrze. Ci, którzy niosą pomoc, mają teraz mnóstwo pracy. Warto także pomóc im. Jak? Stosując się do poleceń. Dlaczego to ważne? Było o krok od tragedii. Trzymaj go, trzymaj. Kamizelkę. 6-osobowa rodzina w samochodzie nagle wjechała na zalaną drogę w Dzierżysławicach, na Opolszczyźnie. Rwący nurt porwał auto. Woda otaczała ten pojazd z każdej strony. Pomimo zastosowania masy sprzętu przez straż pożarną, z wykorzystaniem nawet technik alpinistycznych, strażacy nie byli w stanie dotrzeć do tego pojazdu. Na pomoc przyjechali na skuterach wodnych ratownicy WOPR z Nysy. Dopłynęliśmy do nich na ostatnią chwilę. Jak kończyliśmy akcję, to nurt tej rzeki tak zaczął zbierać, że ten samochód był już po kierownicę w wodzie. Cała akcja była trudna i długa. Zaczęła się o 22:30, zakończyła przed 2:00 w nocy. Szczęśliwie. Gratuluję przejażdżki. Piąteczka. Ratownicy systematycznie ewakuowali 6-osobową rodzinę, w tym dwa pieski - szczeniaki. Najlepszą zabawę miał z tej dramatycznej akcji 4-latek, niezmierni ucieszony, że płynął skuterem. Pracy jest tyle, że nyski WOPR apeluje o pomoc do wszystkich ratowników mających skutery wodne. W Głuchołazach ewakuowali uwięzionych w tych blokach ludzi. Ratowane są też zwierzęta, dla których taki żywioł to też śmiertelne niebezpieczeństwo. Jak dla mnie katastrofa. Smutek i strach. Proszę o opuszczenie domów i mieszkań. Stan wody jest niebezpiecznie wysoki. Z żywiołem walczą ratownicy, strażacy, policja, wojsko. Jak widać na tym zdjęciu - z narażeniem własnego życia. OSP w Bodzanowie, na Opolszczyźnie, opublikowała dramatyczny komunikat, przepraszając: Na ratunek mieszkańcom ruszył tu policyjny śmigłowiec Black Hawk. Służby apelują, by mieszkańcy ewakuowali się... Jezu. ...zanim będzie za późno. Radzą zabrać najważniejsze dokumenty, leki oraz zapisać numery telefonów do bliskich. Jeżeli chcą nam mieszkańcy pomóc, to przede wszystkim proszę posłuchać i opuścić we właściwym terminie swoje domostwa. W przypadku odcięcia od tradycyjnej łączności wywieśmy na dachu flagę. Biała flaga - potrzebna jest ewakuacja. Flaga czerwona, kolor czerwony, kawałek czerwonego ubrania - niezbędna jest pomoc medyczna. Flaga niebieska - potrzebna jest woda i żywność. Powodziowy dramat. Na budynkach, które są zalane, są ludzie. Od rana pokazują to nasi reporterzy. Widzą państwo te samochody, które się przedzierają. Cały czas słychać okrzyki mieszkańców, którzy mówią, że po prostu do tej Bystrzycy wpadł człowiek. Tonącego mężczyznę wyciągnął z wody kolega. Uratowałem go w ostatniej chwili, bo już tonął, połykał wodę. Wzajemna pomoc może uratować życie. Miejmy nadzieję, że jak najszybciej ta woda opadnie i wszystko wróci do normy. To życzenie mają tu wszyscy. Niż genueński Boris przyniósł ulewy, których skala porównywalna jest do tych, które pamiętamy z powodzi w 1997 roku, zwanej powodzią tysiąclecia. Patrzymy z obawą na prognozy opadów. Gdy wczoraj pokazaliśmy mapę ostrzeżeń przed deszczami, niemal pół Polski było zaznaczone kolorem czerwonym, oznaczającym najwyższy stopień zagrożenia. Teraz na mapie IMGW dominuje kolor żółty, czyli I stopień ostrzeżeń. Na czerwono zaznaczony jest obszar podnóża Karkonoszy. Tam będą silne opady deszczu. Kończymy specjalne wydanie 19.30. Wszystkie ważne informacje przekazują też przez całą dobę nasze koleżanki i koledzy w TVP Info. Proszę śledzić ich specjalne raporty na temat sytuacji powodziowej. My wracamy jutro, do zobaczenia.