Ruszył szczyt G20. Polska po raz pierwszy w gronie uczestników. Stan wrzenia w PiS. Mateusz Morawiecki powołuje stowarzyszenie. Pilna narada na Nowogrodzkiej. Burza wokół Rady Nowych Mediów Karola Nawrockiego. Kim są jej członkowie? Monika Sawka, dobry wieczór. To historyczny moment dla naszej gospodarki. Polska bierze udział w szczycie G20. Pierwszy raz jako pełnoprawny członek. Zasiadła w elitarnym gronie, mimo że według najnowszego rankingu Międzynarodowego Funduszu Walutowego jej gospodarka spadła z 20. na 21. miejsce na świecie. Polskę reprezentują minister finansów i prezes Narodowego Banku Polskiego. Łączymy się z Marcinem Antosiewiczem. Jak nasz kraj został przyjęty? Bardzo naturalnie. Jakbyśmy byli w tym klubie od zawsze. Świat jednak nie ma czasu na celebrację polskiego członkostwa. Amerykanie bagatelizują kryzys energetyczny, który wywołali. Obiecują, że za chwilę się skończy. Sekretarz wyszedł przed zakończeniem obrad. Wcześniej przedstawiciele z różnych krajów mówili wprost przedstawicielom administracji USA że jeżeli wojna potrwa dłużej, świat stanie na skraju gospodarczej recesji. Przekornie można powiedzieć, że kryzys wzmocniłby polską pozycję w G20, bo tutaj uchodzimy za mistrzów wychodzenia z gospodarczych zapaści. Polska, obok m.in. USA, Chin, Japonii, Niemiec, Francji, uczestniczy jako pełnoprawny członek w spotkaniu najważniejszej organizacji gospodarczej świata. Przez to, że tu jesteśmy przy tym najważniejszym stole decyzyjnym, również będziemy mogli zabezpieczać interesy Polski. Na oficjalnych obradach minister finansów dzielił głos z prezesem Narodowego Banku Polskiego. Domański na szczycie, w rozmowach dwustronnych i wielu kuluarowych spotkaniach przypominał o rosyjskiej agresji na Ukrainę i jej destrukcyjnym wpływie na światową gospodarkę. Towarzyszyliśmy polskiemu ministrowi finansów podczas spotkań w Waszyngtonie. Jak pan się czuje jako minister finansów kraju G20? To forum, na którym decyduje się o kształcie i zasadach światowej gospodarki. To oczywiście szansa i wyzwanie. Dotychczas na międzynarodowych spotkaniach byliśmy jednym ze 191 krajów. Teraz awansowaliśmy do najważniejszej dwudziestki. To jest efekt pracy tysięcy polskich przedsiębiorców. To jest efekt tego, jak urosła nasza gospodarka w ciągu 36 lat naszej transformacji. Trudne decyzje w latach 90. doprowadziły nas na szczyt. Polska, wszystkiego najlepszego. Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego z okazji 40-lecia członkostwa w organizacji krajom w kryzysie pokazuje polski sukces. Po dzień dzisiejszy używamy waszego przykładu, by przekonać kraje do przeprowadzenia trudnych reform. W ostatnich 36 latach tylko jeden kraj zrobił większy skok gospodarczy od nas - Chiny. Każda moja wizyta tutaj, nowy kryzys. W trakcie każdej wizyty polskie PKB idzie do góry. Czyli my sobie radzimy z tymi kryzysami? Polska sobie radzi, a kryzysy faktycznie się pojawiają. Obecny, wywołany przez amerykańską wojnę z Iranem, doprowadził do znacznego ograniczenia globalnych dostaw ropy naftowej o 13% i gazu LNG o 20%. Sparaliżował także ruch lotniczy. Gdyby nie ten wstrząs, świat byłby o wiele lepszym miejscem i moglibyśmy podwyższyć nasze prognozy wzrostu gospodarczego. Na razie Międzynarodowy Fundusz Walutowy koryguje prognozy globalnego wzrostu gospodarczego w dół i ostrzega przed wzrostem inflacji. To był główny temat posiedzenia G20. Uważamy, że ten konflikt nie służy światowej gospodarce. Odporna gospodarka. Wzrost gospodarczy. I deregulacja. Z takimi postulatami przyjechała polska delegacja na spotkanie G20, walcząc o stałe miejsce przy tym kluczowym w globalnej ekonomii stole. Pana karty, jak by zapytał prezydent Trump, żebyśmy się utrzymali? Polska ma świetne karty. Mamy najszybciej rosnącą gospodarkę w Europie. Przeznaczamy potężne nakłady na nowe inwestycje w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym, budując odporność polskiej gospodarki. I dajemy tę środkowoeuropejską perspektywę. Dla merytorycznych argumentów w światowej polityce trzeba znaleźć poparcie i sojuszników. To maraton, który będzie trwał kilka miesięcy. Spotkań tutaj w Waszyngtonie w ciągu tych trzech dni będę miał bodajże 17, więc to jest naprawdę bardzo pełna agenda. A jeszcze się panu udaje zawsze biegać. Jak pan zarządza tym czasem? To jest akurat proste, bo jest jet lag, więc człowiek się często budzi o 4 rano, więc wtedy łatwiej wstać. Oglądają państwo "19.30". W programie jeszcze między innymi: Gorąco w PiS. A później jeszcze... Pociąg retro Nieśpieszny rusza w trasę. Dziś możemy odbyć podróż nie tylko w przestrzeni, ale i czasie. Wspomnienia wróciły z dawnych czasów. Nutka nostalgii w tym wszystkim jest. Podróż sentymentalna, wielkie wyróżnienie. Fajnie, że dla innych można to zostawić. Po kilku tygodniach spekulacji, mimo ostrych reakcji PiS, Mateusz Morawiecki powołuje Stowarzyszenie Rozwój Plus. Na liście blisko 40 polityków, w tym znane nazwiska: jak Michał Dworczyk, Marcin Horała czy Piotr Muller. Chwilę po ich ujawnieniu Jarosław Kaczyński zwołuje pilne spotkanie na Nowogrodzkiej, a kandydat tej partii na premiera, Przemysław Czarnek, pisze, że polityka to nie zabawa. Padają też słowa o zdradzie. O co walczy były szef rządu? Prezes PiS mógł rozwiać wątpliwości, czy jego partii grozi rozłam. Ale tego nie zrobił. Wygłosił oświadczenie, w którym poprosił wyborców o pomoc finansową. Jednak to pomysł utworzenia nowego stowarzyszenia tego wiceprezesa PiS stał się dziś głównym tematem w Sejmie. Rozłam w PiS-ie? Wszystko na to wskazuje, ale jak już trzeba budować stowarzyszenie przeciwko swojemu prezesowi, to jest to gruzowisko, a nie jedność. Bo Mateusz Morawiecki na swoją inicjatywę miał nie dostać pozwolenia od Jarosława Kaczyńskiego. Nigdzie się z PiS, uprzedzając pana następne pytanie, nie wybieram. Przekonują dwaj posłowie, którzy wstąpili do Stowarzyszenia Rozwój Plus. Prezesem jest wspomniany Morawiecki, a zastępcą Marcin Horała. Według Wirtualnej Polski na liście są znane nazwiska europosłów Waldemara Budy czy Michała Dworczyka, ale też kilkunastu parlamentarzystów, posłów i senatorów. Wśród nich nawet Ryszard Terlecki. Wszyscy tłumaczą - to nowa strategia i walka o wyborcę centroprawicy. Budujemy drugie skrzydło. Najmocniejszą kartą gospodarczą PiS jest pan premier Mateusz Morawiecki. Budujemy ofertę dla ludzi, dla których być może oferta była za słaba. PiS się na naszych oczach rozpada. Komentują rządzący, mówiąc o wolcie Morawieckiego, który założenie stowarzyszenia zapowiadał już kilka tygodni temu, gdy okazało się, że ewentualnym kandydatem PiS na premiera będzie Przemysław Czarnek. Wtedy Morawiecki nie wziął udziału ani w tej, ani w poprzedniej konwencji programowej. Mateusz Morawiecki od wielu tygodni prowokuje Jarosława Kaczyńskiego, bo chce być z PiS wyrzucony. Absolutnie każdy, kto zna się na polityce, kto obserwuje, co się dzieje, wie, że jeśli się zaczyna od stowarzyszenia, to kończy się na partii politycznej. Pytanie, jak na to zareaguje Jarosław Kaczyński. Według "Gazety Wyborczej" frakcja maślarzy w PiS, w której jest poseł Czarnek, domaga się od prezesa PiS, by nie brał na listy wyborcze członków stowarzyszenia Morawieckiego. W PiS-ie przekonują, że rozłamu i konfliktów nie ma. Ale część posłów liczy, że członkowie stowarzyszenia zweryfikują swoją decyzję. Bo negatywnie ocenił to komitet polityczny partii. Większość członków tego komitetu wypowiadała się niekorzystnie na temat tej inicjatywy. A jak nie zrezygnują, to co, nie będzie ich na listach? Tego nie wiem. A powinni być? Panie redaktorze, nie do mnie te pytania. Nie obawiacie się, że was wypiszą z tych list, tak jak są zapowiedzi? Nie obawiamy się. Nikt z partii mi tego w taki sposób nie zakomunikował, to są kaczki dziennikarskie w mojej opinii. W sieci - choć bez konkretów i nazwisk - Czarnek tak pisał o jedności w partii: Kto chce szukać wrogów na prawicy, kto chce nas dzielić, kto stawia swój interes ponad dobro Polski, ten mojego wsparcia ani aprobaty nie znajdzie. Ten usłyszy, że to zdrada. Polityka to nie zabawa. CZarnek mówi, że Morawiecki jest zdrajcą i mówi to jawnie i zdecydowanie. Morawiecki nie rozmawiał dziś z mediami. W sieci opublikował wpis, w którym zapewnia, że chce wzmocnić PiS i nie opuszcza partii. Raczej na grę polityczną to nie wskazuje. Raczej premier Morawiecki czuje się wykluczony w PiS, więc rozpoczyna swoje działania. Po południu na Nowogrodzkiej zebrało się kierownictwo partii. Oficjalnie - na temat programu. Teraz prezydencka Rada ds. Nowych Mediów. W jej skład weszło 27 osób. Jedno nazwisko budzi szczególne kontrowersje. Youtuber Paweł Swinarski powielał w internecie rosyjską propagandę na temat ataku dronów na Polskę. Sztab Generalny Wojska Polskiego przedstawił wówczas to nagranie jako element dezinformacji. Rzecznik rządu pisze o "królu fake newsów". Zełeński pluje nam w twarz. To przestroga wojskowych przed rosyjską dezinformacją. Ochrony przed wrogimi działaniami w naszych umysłach. Głównym antybohaterem spotu - Paweł Swinarski, znany youtuber. Zełeński pluje nam w twarz. Piewca prokremlowskiej narracji, spiskowych teorii i fake newsów. Sztab Generalny wskazywał na tę dezinformację wiele miesięcy temu. Ale Karol Nawrocki tego nie wiedział, albo, co gorsza, wiedział. I powołał tego człowieka do nowej prezydenckiej rady. Chęć zbudowania grupy osób mających duże zasięgi w internecie była ważniejsza niż bezpieczeństwo państwa polskiego. Kanał Swinarskiego na YouTubie śledzi blisko 1,3 mln osób. To właśnie tu wielokrotnie pojawiały się fałszywe lub zmanipulowane treści. Przykład? Próbowali nas wciągnąć w wojnę z Rosją wtedy. Swinarski po ataku rosyjskich dronów na Polskę we wrześniu zeszłego roku sugerował... Albo to była ukraińska prowokacja, w której użyto rosyjskich dronów, aby wciągnąć nas do wojny. Dziwicie się, że Karol Nawrocki bierze do swojej rady mediów ludzi szerzących rosyjską dezinformację? To jest punkt po punkcie wszystko w interesie Federacji Rosyjskiej. Można być w gębie antyrosyjskim, a jak spojrzymy na faktyczne działanie prorosyjskie... mówią rządzący i przypominają, że w 2015 roku Swinarski został zatrzymany przez policję za produkcję marihuany. I teraz to między innymi ten człowiek w radzie ma zajmować się budowaniem społeczeństwa odpornego na dezinformację. Widać ewidentnie, że tam jest w Pałacu Prezydenckim inflacja myślenia. Komentuje wicepremier, minister cyfryzacji. A gdy o Swinarskiego pytamy polityków PiS-u... Nie wiem, nie wiem, kogo powołał. To najczęściej słyszymy: Nie znam nazwiska. To ja panu mówię. Czyli strategia: nie wiem, nie znam, nie słyszałem. Panią dziwi, że prezydent zaprasza takie osoby? Nic na ten temat nie wiem. Choć to i tak nie są najgorsze odpowiedzi, zwłaszcza w porównaniu z tą bezczelną wypowiedzią byłego ministra cyfryzacji w rządzie PiS-u. Pana dziwi to nazwisko wśród tej Rady Nowych Mediów? Pan dezinformuje każdego dnia za pieniądze podatników. Ja dezinformuję? Ja mówię rosyjską propagandą? My później w takich programach jak choćby "Wykrywacz Kłamstw" weryfikujemy właśnie rosyjską dezinformację, którą sieją członkowie Rady Nowych Mediów przy prezydencie. No widzi pan? Janusz Cieszyński był w rządzie Mateusza Morawieckiego. To wtedy telewizją publiczną kierował m.in. Jacek Kurski. Telewizją, która opłacała takich pseudopublicystów. Polska jest bezpieczna m.in. dzięki temu, że w 2015 roku zmienił się rząd. PO w zasadzie nie przejmowała się dużą częścią społeczeństwa. To jest sukces po części naszej dyplomacji. Na pewno recepty Donalda Tuska nie są rozwiązaniem. Rząd stara się robić tyle, ile może, a nawet i więcej, niż może. Ten pseudopublicysta też został powołany do prezydenckiej rady. Rady, do której głównych zadań ma należeć diagnozowanie kondycji współczesnych mediów. Jacek Kurski wiecznie żywy. Do rady został powołany też Rafał Ziemkiewicz, który środowisko LGBT nazywał nowymi bolszewikami czy nowymi nazistami. Aktywistę LGBT zwyzywał od "padlin" i "łachmytów". A dziennikarza "Wyborczej" wielokrotnie od "volksdeutschów". Za dwie ostatnie wypowiedzi Ziemkiewicz został prawomocnie skazany. Takich "nowych mediów" to my nie chcemy widzieć w Polsce. Niech idą do Rosji. Tak wygląda prezydencka rada z orientacją na Wschód. Kryptowaluty wracają do Sejmu. Posłowie zajmują się prezydenckim wetem do ustawy o nadzorze nad rynkiem kryptoaktywów. W ubiegłą środę premier Donald Tusk przekazał pochodzące od ABW informacje w sprawie powiązań polityków prawicy z giełdą kryptowalut. Zaapelował też do marszałka o szybkie głosowanie. Sejmowa arytmetyka może okazać się jednak bezlitosna. Perfidne blokowanie nadzoru nad rynkiem kryptowalut. W Sejmie burzliwa dyskusja o być albo nie być rządowej ustawy o rynku kryptowalut. Dwukrotnie zawetowanej przez Karola Nawrockiego. Miałem taką małą nadzieję, że pan prezydent się ogarnie i za drugim razem podpisze ustawę. Niestety nie ogarnął się. Niech pan się wreszcie otrząśnie, prezydentem nie jest Trzaskowski, tylko Karol Nawrocki. Dajemy wam drugą szansę na uratowanie honoru, elementarnego honoru. Sejmowa arytmetyka wskazuje, że szanse na odrzucenie weta są niewielkie. Potrzeba większości 3/5 posłów zgromadzonych na sali. Przy stuprocentowej frekwencji to 276 głosów. Koalicja rządowa ma niespełna 240 szabel. Wiadomo, jak się skończy - skończy się kolejną porażką Donalda Tuska i tego rządu w walce z prezydentem. Będziemy jutro przekonywać, będziemy jutro głosować. Za podtrzymaniem weta są PiS i Konfederacja. Projekt rządowy jest zwyczajnie zły z perspektywy budowania w Polsce rynku na projekty z branży krypto. Rządzący sugerują, że opór opozycji i prezydenta dotyczący ustawy o kryptowalutach ma inne przyczyny. Przemysław Kral, prezes zarządu Zondacrypto, dokonał wpłat na rzecz dwóch fundacji. Prezesem pierwszej jest poseł PiS Zbigniew Ziobro, drugiej - poseł Konfederacji, Przemysław Wipler. Jak mówi premier, kwoty sięgały kilkuset tysięcy złotych. Ta sama firma była też sponsorem imprezy prawicowych działaczy CPAC. Występował na niej Karol Nawrocki. Niczego tutaj więcej nie trzeba komentować i dodawać. Nie mamy jakichkolwiek przesłanek ku temu, żeby chcieć weta. Broni się szef giełdy, która od kilku tygodni ma problemy z wypłatami dla klientów. Jest bardzo duża rozpacz, jeśli chodzi o inwestorów. Dziesiątki poszkodowanych osób zgłaszają się do mecenasa Nogackiego z pytaniem, czy odzyskają swój majątek. O precyzyjną odpowiedź trudno. Nie chciałbym spekulować, ale myślę, że bilans spółki sugeruje, że może tu chodzić o setki milionów. W Polsce z usług różnych firm obracających cyfrowym pieniądzem skorzystało od dwóch do trzech milionów osób. 1/5 z nich padła ofiarą oszustów, bo rynek to wolna amerykanka. Ustawa to implementacja unijnych przepisów, które mają to zmienić. Rynek krypto trafiłby pod lupę Komisji Nadzoru Finansowego. W razie wątpliwości KNF mogłaby zablokować ofertę giełd, na których ciążyłby obowiązek dbania o bezpieczeństwo klientów. Mówimy tu o wprowadzeniu elementarnych standardów, które obowiązują w bankowości od 200 lat. Polska jest ostatnim krajem w Unii, który jeszcze nie wdrożył tych przepisów. Głosowanie nad odrzuceniem prezydenckiego weta jutro. Ministerstwo Cyfryzacji ostrzega przed phishingiem. To teraz jeden z najczęściej używanych sposobów wyłudzania danych w sieci. Trwa cyfrowa wojna - mówi szef resortu i przytacza konkretne liczby. Tylko w ubiegłym roku doszło do blisko 300 tys. cyberataków. Przestępcy podszywają się pod kurierów, pracowników banków, a nawet naszych znajomych i starają się wyłudzić używane przez nas dane do logowania w różnych serwisach. 180 stron raportu będącego aktem oskarżenia w stosunku do Rosji. Pokazuje, jak drastycznie rośnie liczba cyberataków na Polskę. W zeszłym roku było ich o prawie 150% więcej niż w 2024. Cyberzagrożenia dotykają już wszystkich Polek i Polaków. Dotykają firm, instytucji publicznych. Cyberzagrożenia dotykają po prostu każdego obywatela. W zeszłym roku zarejestrowano ponad 270 tys. incydentów. Ataki były prowadzone z różnych krajów, ale jeden dominuje. Jedyne państwo, które w sposób celowy, systemowy i kierunkowy wzmacnia siły na kierunku Polska, atakując ja w cyberprzestrzeni, realizując zaplanowane ataki, chcąc doprowadzić do paraliżu w sferze informacji, infrastruktury krytycznej, to Rosja. Wyjątkowo uporczywie atakowane były przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjne. Tam w 2025 roku obserwowaliśmy największą ilość ataków. Nie największe skalowo, bo te dotyczyły energetyki, ale te, które dotyczyły dużej ilości zakładów. Na ich cyberodporność rząd przeznaczy 600 mln zł. Każda polska firma może sprawdzić swoją odporność na cyberataki w darmowym serwisie moje.cert.pl. Od uruchomienia ponad rok temu przeskanował już 3,5 mln stron, identyfikując 1,5 mln podatności na ataki. Postęp technologiczny, w tym rozwój sztucznej inteligencja, ułatwia nam życie, ale korzystają z niego także przestępcy. To narzędzie do dezinformacji i oszustw. Ponad 40% naszych postępowań dotyczy różnego rodzaju oszustw internetowych. Są to oszustwa związane z fałszywymi inwestycjami, na amerykańskiego żołnierza, wyłudzenia kodów blik, fałszywe sklepy internetowe. Można już łatwo sklonować głos każdego człowieka - ostrzegają eksperci. I każdy może wpaść w taką pułapkę. Pisze do nas szef, dzwoni do nas bank - rozłączmy się. Innym kanałem komunikacji skontaktujmy się, zadzwońmy do banku, do szefa i zapytać: "Szefie, pan mi rzeczywiście kazał wymienić numer konta do płatności?". Miejsca, do których się logujemy, musimy zabezpieczać odpowiednio długimi hasłami. I nie mogą to być daty urodzenia czy imiona bliskich, bo takie dane przestępca może łatwo wyczytać z naszych mediów społecznościowych. Donald Trump ogłasza zawieszenie broni między Izraelem i Libanem. "Miałem zaszczyt zakończyć 9 wojen, a ta będzie dziesiąta. Do dzieła", napisał w mediach społecznościowych Donald Trump. Przywódcy Izraela i Libanu spotkali się po raz pierwszy od 34 lat. Do rozmowy doszło w Waszyngtonie, a towarzyszył im sekretarz stanu USA Marco Rubio. Piłkarski świat pożegnał Jacka Magierę, który zmarł nagle w miniony piątek w wieku 49 lat. Trenera pożegnali rodzina, przyjaciele, kibice, władze państwowe z prezydentem Karolem Nawrockim oraz przedstawiciele środowiska piłkarskiego, w tym selekcjoner Jan Urban i kapitan Robert Lewandowski. Drugi trener reprezentacji Polski spoczął na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. Brak drzwi do toalety i kamery. Tak wygląda codzienność w jednej ze zgierskich szkół. Rodzice mówią, że to urąga godności dzieci. Dyrektorka tłumaczy, dlaczego zdecydowała się na taki krok. Wśród argumentów - bezpieczeństwo i niszczenie drzwi przez młodzież. Do sprawy włączyło się kuratorium. Tak wygląda toaleta w szkole podstawowej w Zgierzu. Sprawę nagłośnili rodzice, bo dzieci wstydziły się z niej korzystać, po tym jak zdementowano drzwi. To nie jedyny problem. Okazało się, że dyrekcja zamontowała w toaletach kamery. Dla mnie to jest nie do przyjęcia. Niech panie sobie wyjmą w swoich toaletach drzwi, żeby ich każdy podglądał. Eksperci pytają, jak szkoła ma uczyć dzieci szacunku do własnego ciała i poszanowania prywatności, kiedy sama je narusza. To powoduje, że maleje w nich poczucie bezpieczeństwa, powoduje poczucie wstydu, pokazuje, że ich granice nie są szanowane, a jeśli nie są szanowane, to to obniża ich poczucie własnej wartości. Każdy człowiek ma prawo do prywatności i są takie miejsca, które są szczególnie chronione tym prawem. Dyrektorka placówki odmówiła wypowiedzi przed kamerą. Wcześniej tłumaczyła, że chodziło o względy bezpieczeństwa - drzwi były regularnie dewastowane przez uczniów, a kamery zamontowano po tym, jak jedno z dzieci poślizgnęło się w łazience. Mamy dzieci wychowywać, a nie inwigilować. Danuta Kozakiewicz, ekspertka do spraw oświaty, mówi, że pomysł był nie tylko absurdalny, ale też niezgodny z prawem. Jest to łamanie konstytucji, która zapewnia poszanowanie godności człowieka bez względu na jego wiek. Adwokat profesor Mateusz Pilich zaznacza, że montaż jakiegokolwiek monitoringu wymaga wcześniejszych konsultacji z rodzicami i zgody ze strony organu prowadzącego, czyli gminy. W tym przypadku tego zabrakło. Na pewno arbitralna decyzja dyrektora szkoły jest już naruszeniem prawa oświatowego. Dochodzenie w tej sprawie prowadzi wydział oświaty urzędu miasta i kuratorium. Wydano polecenie niezwłocznego usunięcia nieprawidłowości. Z naszych informacji wynika, że monitoring z toalet już został usunięty. Dyrekcja na polecenie kuratorium zakupiła też nowe drzwi. Zapewnia, że niezwłocznie je zamontuje. Odbudowanie zaufania dzieci i rodziców zajmie znacznie więcej czasu. Kawa z fusami, czerwona oranżada, klimat PRL, a za oknem najpiękniejsze polskie krajobrazy. Retro pociąg rusza w Polskę na trasie Warszawa Główna-Zakopane. Jest pomarańczowa lokomotywa i lśniące czystością, oliwkowo zielone wagony. Bilety rozeszły się w mgnieniu oka. Mamy też dobrą wiadomość - Nieśpieszny aż do września będzie zabierał pasażerów w podróże po całej Polsce. To nie kronika z czasów PRL-u. To Nieśpieszny. Lata 80. ubiegłego wieku widać tu w każdym detalu. Wspomnienia wróciły z dawnych czasów, z dawnych podróży, bo jednak pamiętam jeszcze takie pociągi, dokładnie w tej samej kolorystyce, zapachy, które to wszystko przywołuje - nie plastiki, tylko materiał. Kiedyś niedoceniane, dziś - atrakcja. Sześć wagonów w oliwkowym kolorze. W latach 30. zdecydowano o wyborze takiego koloru jako najmniej brudzącego się. Wszystkie kolory brudzą się tak samo, ale na tym kolorze najmniej widać. Lokomotywa, pieszczotliwie nazywana "Czesiem", w związku z miejscem produkcji, Czechami. Rocznik 1961, najstarsza w taborze PKP Intercity. To jest jedyna w Polsce, a trzy są w Europie. Ona szła na złom. I myśmy ją odrestaurowali i to właśnie jest ona. Wszystko wewnątrz, od tapicerki, od wyłożenia ścian, od różnych detali, jest takie jak w oryginale, nawet tabliczki. Lokomotywę i wagony odrestaurowano z okazji stulecia PKP. Starszym przypomni, jak podróżowało się w latach 80., dla młodszych to będzie wyjątkowa lekcja historii o tym, jak to było w czasach, kiedy podróż nie była celem samym w sobie, ale też przygodą. Bo w przypadku tego pociągu im wolniej, tym lepiej. Wystawienie głowy przez okno na łuku, podziwianie składu i lokomotywy, ten stukot kół i wiatr we włosach i to, że nie trzeba się spieszyć. Kiedyś bardzo dużo rozmawiało się też w pociągu, nawiązywało się relacje, teraz każdy wyciąga komórkę. Relacje można nawiązać np. w Warsie, gdzie menu też z epoki. Są: chleb ze smalcem, smażona kiełbasa sadzone jajka z ziemniakami i kefirem. Łezka w oku się kręci także kierowniczce pociągu. Ostatni raz w takim pociągu pracowałam około 15 lat temu. Pociąg niespiesznie i sentymentalnie wykona 40 kursów po torach we wszystkich województwach. Na koniec Togo kontra mapa świata. Minister spraw zagranicznych państwa położonego nad Zatoką Gwinejską zapowiedział, że zwróci się do ONZ z prośbą o zmianę obrazu Ziemi, który ma niemal 500 lat, bo pomniejsza Afrykę. Według National Geographic Grenlandia wcale nie jest tak ogromna, a Rosja ma mniejszą powierzchnię niż właśnie Afryka. Europa całkiem spora. Grenlandia gigantyczna jak Afryka. Tylko jest jeden problem. To wszystko nie do końca prawda. Najbardziej znana mapa świata, której model powielany jest w popularnych aplikacjach, jedne kontynenty rozciąga, a inne dyskretnie pomniejsza. Cierpliwość Togo wyczerpała się. Chcemy, by mapa Merkatora zniknęła z podręczników, a w szkołach uczono tej, która pokazuje prawdziwy rozmiar Afryki, czyli Equal Earth. W końcu Afryka jest aż 14 razy większa od Grenlandii. Adam Liszewski, współtwórca popularnego profilu Michała Marszała, również jest zdania, że ten błąd na mapie należy naprawić. Przy okazji wyeksponować Polskę. Powinniśmy być w centrum mapy świata. Po pierwsze to będzie bardzo zdrowy kompromis, bo jesteśmy w połowie miedzy Grenlandią a Afryką, a po drugie odda nasz narodowy charakter, jak wielkim i wspaniałym państwem jesteśmy. Mapa Merkatora powstała ponad 500 lat temu. Jej autor nie próbował nikogo oszukać. Chciał pomóc żeglarzom. Przy okazji rozciągnął świat. Formuła tej mapy to możemy sobie wizualnie wyobrazić, tak jakby skórkę pomarańczy rozgnieść i spróbować spłaszczyć i zrobić z tego walec, który możemy przedstawić na papierze. Im bliżej biegunów, tym większe cuda. Bo mapa jest płaska, a Ziemia jednak okrągła. Minister spraw zagranicznych Togo o zmianę mapy zwróci się do ONZ. Ojciec Benoit mówi, że Afryka ma większe problemy, ale faktycznie proporcje na mapie są zaskakujące. Togo jest malutkie, ale nie aż tak malutkie, że nie możemy grać w piłkę. Bo na tej mapie je takie malutkie, że dziwią się, że my gramy w piłkę. Togo nie odpuści. Projekt rezolucji jest gotowy. Głosowanie najprawdopodobniej we wrześniu podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Ja już państwu dziękuję, czas na "Pytanie dnia". U Justyny Dobrosz-Oracz dziś profesor Leszek Balcerowicz, były prezes NBP, były wicepremier. Spokojnego wieczoru.