Po¼egnanie z Barc@. Robert Lewandowski przyszedł jako gwiazda, odchodzi jako legenda. Wstrzymana rotacja. Ministerstwo Obrony zapowiada rozmowy z amerykańskimi dowódcami. Na ratunek. Czy turyści powinni dorzucić się do finansowania górskich i wodnych ratowników? Zbigniew Łuczyński. Dobry wieczór. Lewandowski mówi "basta". Pora na nowy rozdział. Jeden z najlepszych piłkarzy w historii nie przedłuży kontraktu z Dumą Katalonii. Piłkarz sensacyjną informację ogłosił w mediach społecznościowych, gdzie napisał: "Po 4 latach pełnych wyzwań i ciężkiej pracy czas ruszyć dalej". Dokąd? Wtedy Camp Nou eksplodowało z radości. 57 tys. kibiców witało Lewego, gdy po raz pierwszy wyszedł w koszulce FC Barcelony. 4 lata później Robert Lewandowski kończy swój rozdział w Dumie Katalonii z dorobkiem, którego wielu się nikt nie spodziewał. Lewandowski do Barcelony trafił w 2022 roku. Klub był w trudnej sytuacji. Zespół budowano na nowo, po odejściu Messiego. Jednak wraz z transferem Polaka nastała nowa era Barcy. W pierwszym meczu pokazał, czego można się po nim spodziewać. W 3 sezonach zdobył 119 bramek. Z klubem wygrał 3 mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla i 3 Superpuchary. Łącznie w całej karierze 33 trofea na koncie Roberta. Tylko 11 zawodników wygrało więcej w historii futbolu. Wszystkie tytuły, które zdobyłem, zdobyłem z nim. Dla mnie to zaszczyt móc z nim pracować, bo jest profesjonalistą. W Barcelonie szybko stał się liderem. za którym podążali młodzi zawodnicy. W pierwszym 6 meczach zdobył 9 goli, pobijając tym samym ponad 60-letni rekord Katalonii. W tym samym sezonie został królem strzelców i pomógł odzyskać mistrzostwo kraju po 4 latach przerwy. Odchodzi u szczytu. Odchodzi jak mit, jako legenda Katalonii. Będzie zapamiętany jako człowiek, który przyszedł w bardzo trudnym momencie i pomógł drużynie. A kibice szybko zaczęli go traktować jak swojego. Jako jeden z najlepszych piłkarzy ostatnich kilkunastu lat na świecie on jednocześnie był mentorem młodych ludzi, którzy w Barcelonie zaczęli grać w tym czasie. Był codziennie dla nich wzorem do naśladowania. Duma Katalonii dziękuje Robertowi za te 4 lata. Przyszedł do nich jako gwiazda. Opuszcza jako legenda. Zrobił tam tyle, że nie musi nic więcej udowadniać. Klub, stadion i kibice szykują się na podżeganie Lewego. Ten rozdział właśnie się kończy, ale mało kto wierzy, że Lewy strzelił już ostatniego gola w swojej karierze. To jest "19.30" w sobotę, a dziś wśród najważniejszych tematów... Cena Pomocy. Turyści zapłacą za akcje ratunkowe? Oni są cały czas na posterunku. Na pewno im się te fundusze przydadzą. 15% będzie doliczane do ceny biletów. Służbom brakuje pieniędzy. Borykamy się z niedofinansowaniem. Pozostała działalność przez resztę roku to nasz wolontariat. Ciągle wiele niewiadomych w sprawie amerykańskich wojsk w Polsce. Czy wstrzymanie relokacji żołnierzy jest tylko czasowe i chodzi o względy logistyczne, a może Amerykanie mają inny plan wojskowy dla Europy, w tym Polski? Wątpliwości mogą być rozwiane już wkrótce. Minister obrony narodowej ma rozmawiać o tym w środę z najwyższym amerykańskim dowódcą. Tymczasem o "policzku wymierzonym Polsce" mówią amerykańscy kongresmeni. Nie tylko w Sejmie czy w Pałacu Prezydenckim, ale także na Kapitolu obecność amerykańskich wojsk stała się przedmiotem politycznej debaty. To wstyd dla naszego kraju. To policzek wymierzony Polsce, policzek dla naszych bałtyckich przyjaciół. Takimi słowami Don Bacon, republikański senator i emerytowany generał, określił decyzję Pentagonu o wstrzymaniu przerzutu do Polski 4000 żołnierzy amerykańskiej brygady pancernej. Wtórował mu demokrata Joe Courtney. Polska, gdzie miały zostać rozmieszczone siły, jest sojusznikiem, który wydaje 4,8% PKB na obronność. Uważam, że to okropny sygnał. Dowódca amerykańskich sił lądowych potwierdził, że decyzja o odwołaniu pancerniaków to element redukowania amerykańskich sił w Europie. Uznaliśmy, że najbardziej sensowne byłoby, aby ta brygada nie wysyłała swoich sił na teatr działań. Przedstawiciele rządu przekonują, że amerykańscy żołnierze "w Polsce są i będą". Jeżeli Amerykanie myśleliby o tym, żeby wycofać się z Polski, to nie inwestowaliby w logistykę, nie budowaliby w Polsce pod Wrocławiem gigantycznej bazy. Ale niektórzy nie ukrywają zdziwienia decyzją USA. Senatorowie partii Donalda Trumpa są zaskoczeni, więc nic dziwnego, że również i nas ona zaskoczyła. Opozycja krytykuje informacyjny chaos i żąda wyjaśnień. Dość udawania, że nic się nie dzieje. Prosimy o natychmiastowe odpowiedzi w tym chaosie informacyjnym, co się stało. Nawet jeżeli niektórzy, tak jak prezes PiS, zdają się znać odpowiedź, kto jest winny. W piątek obecność żołnierzy USA w Polsce była tematem spotkania prezydenta z szefem MON i szefem sztabu generalnego. Liczymy na to, że środowe rozmowy z generałami i doradcami prezydenta Trumpa przyniosą oczekiwane efekty. Bo po weekendzie przedstawiciele MON oraz wojska lecą do USA. A w Warszawie Władysław Kosiniak-Kamysz spotka się z najwyższym amerykańskim dowódcą generałem Danielem Cainem, bliskim doradcą szefa Departamentu Wojny. Generał Kukuła ma rozmawiać z dowódcą wojsk USA w Europie, generałem Alexusem Grynkewichem. Nie powinniśmy wisieć u klamki USA. Donald Trump co miesiąc zmienia zdanie. Zaczekajmy na politykę realną, a nie tylko słowa. W naszym kraju stacjonuje teraz 10 tys. Amerykanów. Na każdego z nich wydajemy 15 tys. dolarów. Sejm wybrał wczoraj nowych członków Krajowej Rady Sądownictwa. Wśród wybranych znalazło się 13 sędziów wskazanych przez koalicję rządową, proponowany przez Konfederację neosędzia z Opola Łukasz Zawadzki oraz zgłoszony przez PiS Łukasz Piebiak. I to właśnie nazwisko sędziego kojarzonego z aferą hejterską budzi największe kontrowersje. Moralnej kreatury. Najgorszy z najgorszych. Tak rządzący określili sędziego, którego do KRS wskazał klubu PiS-u. Sędzia Piebiak? Można godzinami mówić o aferze hejterskiej. Łukasz Piebiak to były zastępca Zbigniewa Ziobry i podejrzewany o udział w aferze hejterskiej, która wybuchła za rządów PiS-u, a jej celem było oczernianie i szkalowanie sędziów broniących niezależności i niezawisłości. wśród ofiar działalności grupy był sędzia Żurek, dziś minister sprawiedliwości, czy sędzia Krystian Markiewicz, dziś członek Trybunału Konstytucyjnego. To fragment uczestników rozmowy na jednym z komunikatorów. Za chwilę kolejny fragment. Z jednym zastrzeżeniem: ludzie PiS-u nazywali kastą sędziów protestujących przeciw destrukcji wymiaru sprawiedliwości. Prokuratura chce postawić Piebiakowi zarzuty w związku z aferą hejterską i użyciem podrobionego testamentu. Wnioski o uchylenie jego immunitetu trafiły do Izby Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego, gdzie utknęły. Większość w izbie mają neosędziowie. Rozmawiamy o KRS-ie. Rozmawiamy o kandydatach. Ale ten człowiek był "hersztem" tej grupy. Tak się tam nazywał. Którzy zostali zaakceptowani przez polski Sejm. Proszę się zwrócić z tymi pytaniami do KO. PiS wyraźnie ucieka od odpowiedzi. Ale to nie KO wskazała Piebiaka do Krajowej Rady Sądownictwa, a właśnie posłowie PiS-u. - To była prowokacja? - Tak. Oceniają rządzący i tak odczytują intencje PiS-u. PiS-owi zależy na dalszej destrukcji wymiaru sprawiedliwości. PiS zastawił na rządzących pułapkę. Sejm wybiera 15 sędziów do KRS jednym głosowaniem, a nie każdego z osobno. W efekcie rządzący pośrednio zagłosowali także za Piebiakiem. Zadrżała panu ręka. W tej konkretnej sytuacji nie miałem wyboru. Ja bym wolał, żeby to był inny kandydat, ale musimy odbudować jakoś ten organ konstytucyjny. W niekomfortowej sytuacji są też nowi członkowie KRS. Jak się pani czuje w towarzystwie Łukasza Piebiaka? Nie jest to komfortowe uczucie. Traktujemy go jako reprezentanta polityków, a nie sędziów. Pan Łukasz Piebiak jest twarzą tak naprawdę demolki wymiaru sprawiedliwości. Przypomnijmy, to PiS blisko 9 lat temu doprowadził do upolitycznienia KRS-u. Lekarstwo na chorobę stało się nieznośnie gorzkie. Robimy wszystko, żeby odspawać polityków od sądownictwa. By to zrobić, rządzący musieli skorzystać z planu B. Powód? Prezydent, który zablokował nową ustawę o KRS, stojąc na straży pisowskich reform. Czy prezydent będzie blokował nową KRS? O tym także w debacie "Zderzenia. Schnepf z Nawrockim" w TVP INFO. Prowadzący są już na miejscu. Porozmawiamy, czy prezydent to strażnik konstytucji czy uzurpator władzy. W Polsce mocny społeczny mandat. Być może najwyższy czas zapytać, czy Polska potrzebuje prezydenta z wyborów powszechnych. Czy to nie za dużo, nie za daleko? Czy to może już zakorzenione święte prawo obywateli? O tym dzisiaj w debacie. Znakomitych gości znakomitą publiczność. Czekamy na państwa. Wczoraj po południu redaktor naczelny prawicowej telewizji przekazał informację, że do jego domu wtargnęła policja i bezprawnie go przeszukała, a policjanci mieli skuć kajdankami przebywającą z nim asystentkę. Policja wyjaśnia, że otrzymała anonimowy telefon o zagrożeniu życia, i udostępnia nagranie spod drzwi mieszkania. Ze względu na dobro osób możemy usłyszeć tylko dźwięk. Wszędzie tam, gdzie nadany jest ten priorytet istotności, ratowania życia i zdrowia, policjanci w Warszawie i w innych miejscach w kraju postępują tak samo, zgodnie z algorytmem. Postępują tak samo względem osób, których to dotyczy, tak samo względem instytucji, których to dotyczy, bez względu na porę dnia, na imię i nazwisko, na adres. Policjanci mają prawo nie wiedzieć, co to za adres, co to za osoba, ponieważ priorytetem jest ratowanie życia. W trakcie interwencji w mieszkaniu policjanci założyli kajdanki kobiecie, która nie chciała z nimi współpracować i podać swojej tożsamości. Po sprawdzeniu, że informacja o zagrożeniu życia okazała się fałszywa, policjanci zakończyli interwencję. Dziś zatrzymano 53-letniego mężczyznę mogącego mieć związek z fałszywymi alarmami. To była pierwsza taka wizyta od 73 lat. Rządowy samolot USA wylądował na Kubie. Na jego pokładzie - szef CIA. Według doniesień ta wizyta miała dotyczyć kwestii gospodarczych, bezpieczeństwa, ale przede wszystkim zmian, na które USA mogłyby mieć wpływ. Te zmiany, co widać gołym okiem, są na Kubie konieczne. Bo na wyspie brakuje wszystkiego. Gdy zapada zmrok, zaczyna się hałas. Kuba brzęczy pustymi garnkami i patelniami. To powszechny język gniewu i bezsilności mieszkańców wyspy. Domagamy się elektryczności. Ponad 40 godzin nie mieliśmy prądu. Tam, gdzie mieszkam, jest wielu starszych ludzi, wielu przykutych do łóżek. Jedzenie w lodówkach się psuje, a jest go niewiele. Dotąd Kubańczycy protestowali głównie pod osłoną nocy, by utrudnić działania służb bezpieczeństwa. Ale brak prądu i paliw jest tak dotkliwy, że wyprowadza ich na ulice już także w dzień. Władze winą za kryzys obarczają USA. To dramatyczne pogorszenie sytuacji ma jedną przyczynę: ludobójczą blokadę energetyczną, której USA poddają nasz kraj, grożąc irracjonalnymi cłami każdemu państwu dostarczającemu nam paliwo. Do gry z kubańskim reżimem włączyło się CIA. Z tajną misją na wyspę poleciał szef amerykańskiego wywiadu, po raz pierwszy od ponad 70 lat. Miał ostrzec Hawanę przed współpracą z wrogimi państwami i ich służbami, jak Chiny czy Rosja. I zaoferować pomoc finansową za przeprowadzenie fundamentalnych zmian ustrojowych. Taką wiadomość miał wysłać Donald Trump. Czy Kuba zawrze porozumienie? Sądzę, że tak. Słyszę o Kubie, od kiedy byłem małym chłopcem. Zawsze pytano: co się dzieje z Kubą? I sądzę, że to się teraz zmieni. Będą musieli przyjść do nas. To upadłe państwo. Na celowniku Amerykanów znalazł się 94-letni Raul Castro, były przywódca Kuby, brat Fidela. Może usłyszeć zarzuty karne w związku z zestrzeleniem przez kubańskie siły powietrzne dwóch samolotów organizacji humanitarnej 3 dekady temu. Zginęły wówczas 4 osoby, w tym 3 Amerykanów. Te małe samoloty wkraczały na przestrzeń powietrzną Kuby. Uważam, że to była inwazja. Musimy się bronić. Na wypadek inwazji kubańskie wojsko ćwiczy. A rząd opublikował w Internecie poradnik, w którym USA wymienił z nazwy jako agresora. Po fali krytyki dokument z sieci zniknął. Bo część porad z powodu braku w kubańskich sklepach wielu towarów była mało praktyczna. 35 lat temu, właśnie 16 maja, rozpoczęła funkcjonowanie Straż Graniczna. To właśnie dzięki nim ponad 3,5 tys. km polskich granic, w tym niemal 1600 km granicy UE, jest skutecznie strzeżonych. Straż Graniczna to niemal 17 tys. funkcjonariuszy. Jak wygląda ich codzienność nie tylko od święta? Tak wygląda jeden z najpilniej strzeżonych odcinków granicy UE. Razem z sierżantem Mateuszem Zawronikiem patrolujemy polsko-ukraińskie pogranicze. Najważniejsze w tej służbie jest zachowanie zimnej krwi, chłodne myślenie, przeanalizowanie danej sytuacji. Często mamy mało czasu, żeby wybrać jak najlepsze rozwiązanie. Z pomocą w realizowaniu tej trudnej misji przychodzi rozwój technologii. Zielona granica z Ukrainą to teren szczególnie newralgiczny dla funkcjonariuszy. Dzięki tej elektronicznej barierze ich służba jest o wiele łatwiejsza, ale patrole wzdłuż pasa granicznego wciąż są niezbędne. Kilka kilometrów dalej, na przejściu granicznym z Ukrainą w Medyce, funkcjonariusze wnikliwie kontrolują wszystkich podróżnych. Na tym przejściu służbę pełni chorąży Dawid Wojdyło, któremu towarzyszy Klara. Ten owczarek niemiecki od 9 lat razem z innymi psami pomaga Straży Granicznej w wykrywaniu m.in. narkotyków, broni czy materiałów wybuchowych. Po części to funkcjonariusz, z którym pełnię służbę, ale i przyjaciel, który po godzinach służbowych towarzyszy nam w życiu prywatnym. Chorąży Wojdyło i sierżant Zawronik są jednymi z niemal 17 tys. funkcjonariuszy obchodzących dzisiaj swoje święto. Naród jest z was dumny. Zawsze będę stał murem za mundurem Straży Granicznej i za waszym strzeżeniem naszych polskich granic. Wczoraj skutecznej służby pogratulował funkcjonariuszom Donald Tusk. Dziękuję, dziękuję i jeszcze raz dziękuję za to, co zrobiliście w tych trudnych czasach na naszej wschodniej granicy. Dzięki skuteczności strażników w tym roku po raz pierwszy od wielu lat nie doszło do ani jednego nielegalnego przekroczenia białorusko-polskiej granicy. Na granicy z Ukrainą, państwem objętym wojną, również jest spokojnie dzięki tym ludziom. My swoje zadania realizujemy całodobowo na granicy, jak i wewnątrz kraju. Przykładem służby poza granicami jest lotnisko w Pyrzowicach. Tu praca mundurowych jest równie wymagająca. Ale zadania śląskiej Straży Granicznej nie ograniczają się do kontroli podróżnych. Nasi funkcjonariusz mocno przeciwdziałają nielegalnej migracji poprzez kontrole legalności pobytu, ale także kontrole legalności zatrudniania obcokrajowców. Wszystkim strażnikom granicznym, którzy dbają o nasze bezpieczeństwo, w dniu ich święta pozostaje życzyć spokojnej, bezpiecznej służby. Turyści dopłacą do akcji ratowniczych? To bardzo prawdopodobne. Ministerstwo Klimatu i Środowiska chce zmian w zasadach finansowania, a turyści mieliby wnosić dodatkową opłatę, która może pomóc finansować ratownictwo górskie. Opłata miałaby być doliczana do ceny biletu przy wejściu na szlak. Kopuła szczytowa Giewontu. To tu wczoraj piorun poraził 7 osób. Dzięki akcji TOPR udało się je przetransportować do szpitala. Były komplikacje z wylotem na miejsce. Mamy świetną załogę, dobrą maszynę. Udało się dowieźć ratowników w pobliżu wypadku, kawałek na piechotę podeszliśmy. By nieść pomoc turystom, TOPR potrzebuje rocznie ponad 20 mln zł. Pieniądze dostaje z budżetu państwa i od sponsorów oraz 15% z biletów za wstęp do parku narodowego. Ale resort środowiska chce, by wpływy z biletów parki przeznaczały na ochronę przyrody i podniosły opłaty za wstęp. Jeśli te przepisy wejdą w życie, będą mogły doliczyć 15% do ceny na ratownictwo górskie. Nowe przepisy o ochronie przyrody mogłyby wejść w życie w przyszłym roku. Turyści, wchodząc do parku, widząc na bilecie konkretną kwotę, która z tego biletu jest przeznaczona na ratownictwo górskie, to będzie takie przypomnienie o tym, że w górach nie zawsze jest bezpiecznie. TOPR nie jest przeciwny takim zmianom. Uwagi zgłasza GOPR. Chce, aby nowe przepisy uwzględniły to, że w niektórych parkach opłaty są pobierane tylko za płatne szlaki turystyczne, co oznacza, że GOPR nie dostaje za to pieniędzy. Chcielibyśmy zasygnalizować konieczność usunięcia tej luki prawnej, aby pieniądze na dotowanie ratownictwa górskiego były przekazywane w równym stopniu. O tym, że poza umiejętnościami potrzebne są także pieniądze, dobrze wiedzą ratownicy na wodzie. Mazurskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe z braku pieniędzy musiało w tym roku wystawić na sprzedaż jedną ze swoich łodzi. Powód jest banalny, w zasadzie kuriozalny i powracający. Temat braku środków na bieżące funkcjonowanie. Ale to już przeszłość, bo koło ratunkowe, 0,5 mln zł, rzucił wojewoda mazurski. Zdaniem ratowników wodnych najlepszym rozwiązaniem jest zapewnienie finansowania z budżetu państwa i przejście na zawodowstwo. Praca zawodowa dałaby nam możliwość wykwalifikowanej kadry, również pozyskania środków finansowych na profesjonalny dobry sprzęt, Kontakt z przyrodą z dala od cywilizacji jest dziś coraz trudniejszy i coraz droższy. Miliony widzów na całym świecie zasiądzie dziś przed telewizorami, a my włączamy TVP, aby oglądać finał, na który czekaliśmy z niecierpliwością od czasu, gdy Alicja Szemplińska wyśpiewała najpiękniej swoje "Pray". Eurowizja, jedno z największych muzycznych widowisk na świecie, startuje od 21.00, a na miejscu w Wiedniu śledzi to wydarzenie Mateusz Jędraś. Numer 18 to będzie liczba dnia? Na pewno będzie to liczba dnia w Polsce. Z tym numerem występuje Alicja. Oby to była liczba dla nas szczęśliwa. Nikt nas tutaj w roli faworytów nie stawia. Ale paradoksalnie taki brak presji może zadziałać na naszą korzyść. Alicja jest tutaj wychwalana. Szczególnie jej potęga głosu, tego wokalu, który wszystkich zachwyca. Piosenka nie jest typowo eurowizyjna. To też może zadziałać na naszą korzyść jako formę pewnej oryginalności. Jeśli chodzi o faworytów, to są to Bułgaria Grecja Finlandia Australia. Dzisiaj podczas finału usłyszymy pełen przekrój muzycznego spektrum. Będą ballady, takie onieśmielające power songi, będzie kwintesencja tego bogactwa i kolorytu muzycznej Europy, który zapewnią nam wspaniałą zabawę i wielkie emocje. Setki instytucji, kilkaset tysięcy zwiedzających i wydarzenia, które zostaną w pamięci. Dzisiejsza noc będzie długa. Nocna przygoda oznacza, że niedostępne zakamarki miasta otworzą się przed zwiedzającymi, a każdy będzie mógł znaleźć coś dla siebie. Muzea, gmachy użyteczności publicznej, kina, centra edukacyjne i wiele innych miejsc w całym kraju. Andy Warhol i estetyka nowojorskiej bohemy lat 70. Muzeum Etnograficzne organizuje "Srebrną noc" z pracami mistrza pop-artu i imprezą inspirowaną legendarnym klubem Studio 54. Stolica zaprasza również na darmowe zwiedzanie Muzeum Sztuki Nowoczesnej, na oglądanie nocnego nieba przez teleskopy, wcześniej nieprezentowane prace Magdaleny Abakanowicz i wojskowe pojazdy w Forcie Czerniakowskim. Planujemy odpalanie naszych pojazdów. Będzie można kilka z nich zobaczyć w ruchu oraz premierę niedawno odrestaurowanych zabytków, a jednym z nich jest wóz dowodzenia We Wrocławiu monumentalny Pawilon Czterech Kopuł i kolekcja sztuki współczesnej. Do tego Muzeum Pana Tadeusza z wystawą o kulisach powstawania jednego z najważniejszych dzieł polskiej literatury. Miłośnicy bardziej nietypowych atrakcji mogą wybrać się na spacer śladami kryminalnej Łodzi. To okazja, by zajrzeć za kulisy pracy śledczych i spojrzeć na zagadki kryminalne z zupełnie nowej perspektywy. W Krakowie nocne zwiedzanie rozpoczęło się już dzień wcześniej. Tłumy ustawiły się przed Zamkiem Królewskim na Wawelu. Chcieliśmy trochę poznać historii i przy okazji coś pokazać dzieciom. W Hucie Szklanej będą warsztaty z wypalania szkła. Coś innego, coś fascynującego. Każdy znajdzie coś dla siebie. Np. stroje krakowskie w Muzeum Etnograficznym. Wiele z nich zobaczyć można było w filmie "Wesele" Andrzeja Wajdy, któremu hołd w postaci jubileuszowej wystawy oddaje również polski Senat. Noc Muzeów od lat przyciąga tłumy w całej Europie. Wszystko zaczęło się ponad 3 dekady temu w Berlinie. Dziś wydarzenie organizowane jest w ponad 140 europejskich miastach. "19.30". Dziękuję za państwa obecność. Za chwilę "Pytanie dnia". Aleksandra Pawlicka w rozmowie z prof. Danutą Huebner. Do zobaczenia.