Zemsta dyktator#w. Rosjanin, krytyk Putina i Kadyrowa, ofiar@ strza¾#w w Bia¾ej Podlaskiej. Chora kasa. Czy astronomiczne zarobki części lekarzy rujnują budżet NFZ? Z dziką kartą. Maja Chwalińska wystąpi na Wimbledonie bez walki w kwalifikacjach. Dzień dobry. Zapraszam na "19.30". Krytykował i wyśmiewał Putina, ale mogło być tak, że dosięgły go długie ręce kremlowskich służb. 5 strzałów, w tym dwa do leżącej już ofiary. Tak policja w Białej Podlaskiej opisuje okoliczności zabójstwa rosyjskiego artysty Siemiona Skrepetskiego. Zbrodnia wyglądała na mafijną egzekucję. Sprawca zniknął. Zatrzymano dwóch Białorusinów, którzy mogli mieć związek z zabójstwem. W Berlinie wycierał buty w rosyjską flagę i wyrzucał ją do kosza. Na swoich obrazach niemiłosiernie kpił z Władimira Putina, Aleksandra Łukaszenki czy moskiewskich elit. 44-letni rosyjski artysta i aktywista Siemion Skrepetski to ofiara strzałów, które padły wczoraj na ulicy w Białej Podlaskiej. Do mężczyzny, który przebywał na chodniku, podszedł inny mężczyzna, oddał 3 strzały z tyłu, następnie po upadku tego mężczyzny podszedł do niego i oddał kolejne dwa strzały. Wnioski chyba nasuwają się same. Eksperci mówią o egzekucji. Bo ofiarę trudno nazwać przypadkową. Skrepetski wyemigrował z Rosji 5 lat temu. Osiedlił się w leżącej blisko granicy Białej Podlaskiej. Regularnie otrzymywał groźby. Ostatnio od Czeczenów rozwścieczonych tym, jak namalował ich prezydenta Ramzana Kadyrowa. Ustalili mój adres na podstawie IP. Dowiedzieli się, gdzie mieszkam. Zadzwonili do mnie i dali mi 2 dni na podjęcie decyzji. Ale propozycję objęcia ochroną artysta miał odrzucić. Służby kontaktowały się z zamordowanym. Miał propozycje zostania osobą objętą ochroną, ale czuł się niezagrożony, nie chciał takiej ochrony. Obława na zabójców Rosjanina trwa od kilkudziesięciu godzin. Do tej pory udało się zatrzymać tylko dwóch obywateli Białorusi, ale nikt nie usłyszał zarzutów. Pewnie nastąpiła dogodność czasowa i lokalizacyjna. To miejscowość około 30 km od Terespola. Bliskość granicy polsko-białoruskiej, łatwość przekraczania granicy akurat w tym rejonie. Dziś w śledztwo zaangażowały się też służby specjalne. Funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w tej sprawie ściśle współpracują z policją i prokuraturą. Sprawę traktujemy bardzo poważnie. Bo rosyjskie służby od lat atakują przeciwników reżimu poza granicami kraju. Taki los spotkał m.in. Aleksandra Litwinienkę i Siergieja Skripala w Wielkiej Brytanii czy Leonida Wołkowa na Litwie. Podobny atak w Polsce byłby sygnałem, że i tutaj wojna hybrydowa wchodzi na wyższy poziom. Informacja również dla naszych obywateli, dla naszych sojuszników, że Polska stała się krajem, w którym Rosjanie czują się pewniej, pozwalają sobie na rzeczy, na które do dzisiaj sobie nie pozwalali. Natomiast dla licznie mieszkających w Polsce Białorusinów, Ukraińców czy Rosjan egzekucja Skrepetskiego miałaby być przestrogą. Będzie to sygnał przede wszystkim dla przebywających w Polsce białoruskich i rosyjskich opozycjonistów, będzie to forma zastraszania, forma zmuszenia ich do rezygnacji z działalności. Policja apeluje do mieszkańców Białej Podlaskiej o pomoc w gromadzeniu dowodów. Szczególnie istotne będą nagrania z samochodowych kamer, zarejestrowane między 8.00 a 10.00 w rejonie miejsca zbrodni. Polska wierzy w sojusze, ale stawia na sojuszników. 1,5 mln zł rocznie, bez specjalizacji, za to w wirze pracy po 11 godzin na dobę w świątek, piątek i niedzielę. Pracowity lekarz z warszawskiego szpitala, już bez legitymacji Koalicji Obywatelskiej, jednak dołożył zmartwień rządzącym, bo dziwny bilans godzin pana doktora idzie na ich rachunek. A obok polityki stoją pacjenci i pytają: to skandaliczny wyjątek czy niekoniecznie? Każdy, kto kiedykolwiek był w szpitalu, wie, jak potrafią wyglądać. Każdy, kto kiedykolwiek starał się o przyjęcie do lekarza specjalisty, zapisać na fizykoterapię czy choćby rezonans, wie, ile trzeba czekać. W służbie zdrowia od zawsze brakuje pieniędzy. Ale nie na wszystko. Narzekać nie mogą lekarze, którzy od lat nie protestują. Wydaje mi się, że zarabiają bardzo dobrze, tak że nie ma na co narzekać. Powinni godnie zarabiać, ale nie 1 mln 600 tys. Właśnie tyle w ciągu jednego roku zarobił ten lekarz. Ma zaledwie 28 lat, nie ma specjalizacji i pracuje jako koordynator szpitalnego oddziału ratunkowego w tym szpitalu w Warszawie. To jest coś, delikatnie mówiąc, niepokojącego. Sprawa bulwersująco wysokich zarobków medyka wyszła, bo jest radnym i musiał złożyć oświadczenie majątkowe. W stołecznym Szpitalu Południowym ruszyły kontrole. Sprawdzamy m.in., czy obsada na SOR-ze była adekwatna do przepisów. Równolegle do placówki weszli urzędnicy miasta. Lekarz był też członkiem Koalicji Obywatelskiej. Był, bo wczoraj złożył rezygnację. To, co się wydarzyło, nie można przyjąć tego jako normalność. I pan poniesie tego konsekwencje. To jest kradzież publicznych pieniędzy, dlatego że nigdy nie powinny być takie pieniądze wypłacone komuś, kto nie ma specjalizacji. Czy rzeczywiście? Janusz Cieszyński przez wiele lat był wiceministrem zdrowia, a to przykład z czasów rządu PiS. Inny radny-lekarz, tym razem z Zielonej Góry, i jego oświadczenie majątkowe z 2022 roku. Zarobił 1 mln 600 tys. Patologią są nie tylko zarobki. Patologiczne jest też to, jak wygląda praca lekarzy milionerów. Ten w Szpitalu Południowym w ubiegłym roku przepracował prawie 4000 godzin. Daje to średnio 331 godzin w miesiącu, czyli 11 godzin dziennie. Każdego dnia bez wyjątku. Do tego w trakcie dyżurów miał występować w mediach czy na spotkaniach z politykami. To niestety zaledwie ilustracja szerszego problemu, z jakim mamy do czynienia. Problem widać. Coraz częściej. Wynagrodzenia dla medyków dobijają szpitale. Pochłaniają niekiedy 90% kosztów placówek. Premier i rząd reagują. Dziś przyjęto projekt ustawy umożliwiającej zbieranie informacji o zarobkach medyków. To jest w interesie też samych lekarzy. Żeby nie było narastającej fali podejrzliwości i niepewności, jak wyglądają zarobki, za co są wypłacane, czy są uzasadnione. Do tej pory agencja rządowa podległa Ministerstwu Zdrowia takie dane zbierała 2 razy w roku. Ale kiedy konkretny medyk zatrudniony jest w kilku miejscach na kilku umowach, przykładowo na trzech, to system widzi 3 różne osoby. Zmiana ma być znacząca, bo będzie można po PESEL-u zidentyfikować konkretnego lekarza. Na razie chcemy zidentyfikować, jak duży jest udział tak wysokich wynagrodzeń w systemie. I potem ewentualnie... A później podjąć i wystosować kolejne propozycje. W tej sprawie już protestują lekarze. To tylko taki wytrych, żeby móc powiedzieć, że Kosikowski zarabia tyle, a nie faktycznie ustalić te wyceny, za ile leczy się tego pacjenta, tak by te kominy płacowe zniknęły. Obecnie według danych ponad 400 lekarzy specjalistów zarabia ponad 100 tys. zł miesięcznie. Większość lekarzy decyduje się na kontrakty godzinowe, gdzie zarobki często przekraczają 60 tys. zł. Jeżeli nauczyciel może zarobić kwotę maksymalną, policjant może zarobić kwotę maksymalną, to dlaczego lekarz, który opłacany jest z pieniędzy publicznych, ma nie mieć takiego górnego limitu? Chodzi o to, co najważniejsze w medycynie. By najważniejszy był pacjent, a nie pogoń za pieniądzem. Polska wierzy w sojusze, ale stawia na sojuszników. Fizycznie obecnych na terytorium Polski, dlatego trwają zabiegi o stałą bazę Amerykanów. Politycznego sporu nie ma, może tylko ambicjonalny o to, kto po polskiej stronie będzie bardziej ojcem sukcesu. Na razie jednak poza zaproszeniem trzeba jeszcze umieć przyjąć gości. Jeśli chcemy być silni i zwarci, to czy będziemy gotowi? Ponad 6500 polskich żołnierzy i sojusznicy z Litwy i Francji ćwiczą, by w razie rosyjskiego zagrożenia bronić przesmyku suwalskiego. Kluczowy punkt na mapie Polski, tak że cały czas szkolimy się. Na morzu - ćwiczenia wojsk NATO-wskich, w tym amerykańskich. Polska chce, by Amerykanów było w naszym kraju więcej. Najlepiej w stałej bazie. Dlatego rząd przyjął uchwałę, która formalnie rozpoczyna proces budowy amerykańskiej bazy nad Wisłą. Chodzi o stworzenie warunków logistycznych, finansowych, organizacyjnych, mieszkaniowych. To wbrew pozorom bardzo poważne przedsięwzięcie. Negocjacje ze stroną amerykańską poprowadzi szef MON. Decyzja jest po stronie amerykańskiej, ale z naszej strony musi być pełna gotowość do przeprowadzenia tej bardzo ważnej operacji wzmocnionej obecności wojsk amerykańskich w Polsce. Utworzenie stałej bazy wojskowej to proces skomplikowany. Wyobraźmy sobie, że musimy wybudować małe miasteczko. To jest to zadanie. Garnizon wojskowy trzeba zbudować. Gdzie będą mieszkać żołnierze, ich rodziny, gdzie będą sklepy, A także szkoły, przedszkola, infrastruktura drogowa. To trwa i kosztuje, ale stała baza to gwarant bezpieczeństwa. Rosyjskich prowokacji, choćby z użyciem dronów, mogłoby być znacznie mniej. Raczej nie skierowałyby się tam, gdzie amerykańscy żołnierze żyją, bo to by była eskalacja już na znacznie wyższym poziomie. I tego Rosjanie bardzo pilnują. I tam, gdzie są amerykańscy żołnierze, tam generalnie jest spokój. W połowie maja Pentagon wstrzymał rotację 4000 wojskowych do naszego kraju. Kilka dni później prezydent Trump zapowiedział wysłanie do Polski dodatkowych 5000 żołnierz. Deklaracje padły też w trakcie rozmowy z prezydentem Karolem Nawrockim w Waszyngtonie. Obecność amerykańska w Polsce zostanie zachowana. Co oznaczałoby stacjonowanie około 10 tys. amerykańskich żołnierzy. Prezydencki minister zapewnił, że Biały Dom jest gotowy do zwiększenia ich liczby. Konkretów, także w sprawie stałej bazy - brak. Jest za to prezydencka krytyka rządu. Gdyby był rząd, który jest w stanie skorzystać z tej koniunktury, która narysowała się w relacji dwóch prezydentów, to byśmy byli dużo dalej. Prezydent po powrocie chce omówić z szefem MON rozmowę z Donaldem Trumpem. Ale to nie wszystko. Z drugiej strony zadaniować wzajemnie stronę rządową, aby móc wypełniać konkretne kroki. Rządzący przypominają prezydentowi, że to nie jego kompetencje. I o tym, że kwestie bezpieczeństwa miały być wyjęte z politycznego sporu. Jeżeli chcemy budować wspólnie bezpieczeństwo naszych rodaków, to nie zaczyna się takich rozmów od tego, że ktoś za pośrednictwem mediów mówi, że będzie kogoś zadaniował. Bo to jest pójście na zwarcie. Jak słyszymy, rozmowy w sprawie amerykańskich wojsk trwają od dawna. I prowadzi je także szef MON z sekretarzem wojny USA. Decyzję USA w tej sprawie możemy poznać jeszcze przed szczytem NATO w Ankarze za 3 tygodnie. To jest "19.30", a przed nami jeszcze... Będziemy im zadawali pytania, skąd są, po co tu przyjechali. Pseudopatrole. Mnie się to kojarzy z bojówkami, które w latach 30. na ulicach Berlina szukały osób nieczystych rasowo. I zdecydowana rekcja służb. Nie ma zgody na to, aby jakiekolwiek patrole podszywały się pod funkcjonariuszy publicznych. Prowadzimy określone działania, zabezpieczmy materiał. Ona - Magda, on - Kacper. Oboje mieli po 19 lat i ponoć to była miłość, ale potem przyszło rozstanie, zazdrość i zbrodnia, której echo poszło po górach w okolicach Mszany Dolnej. Dziewczyna zginęła od ciosów nożem, zadanych przez byłego chłopaka. Ruszyła obława, ale nie trwała długo, bo ciało Kacpra znaleziono w lesie. Popełnił samobójstwo. Szkoda. Serce się kraje. W gminie Mszana Dolna szok i smutek. Dramat rozegrał się wczoraj po 22.00. 19-letni Kacper zaatakował swoją rówieśniczkę i byłą partnerkę - Magdę. Doszło między nimi do sprzeczki. Mężczyzna użył niebezpiecznego narzędzia, którym prawdopodobnie ranił kobietę. Niestety 19-latka zmarła. Mężczyzna uciekł z miejsca zdarzenia. Od razu ruszyli za nim policjanci. Przez całą noc trwała obława. Policja zablokowała okoliczne drogi. W akcji brali udział także ratownicy GOPR z dronami. Po 7.00 rano odnaleziono ciało poszukiwanego mężczyzny. Ze wstępnych ustaleń wynika, że mężczyzna popełnił samobójstwo. Przy zwłokach mężczyzny znaleziono prawdopodobne narzędzie zbrodni. Pewnie zagrało serce, jakieś emocje. Były dowódca zespołu antyterrorystów Grzegorz Mikołajczyk tłumaczy, że w takich przypadkach zbrodnia często popełniana jest pod wpływem silnych emocji. Po czasie, jeżeli ten organizm już uspokoi się emocjonalnie, dociera do tej osoby, że działała pod wpływem emocji, pod wpływem chwili. I postanawia zakończyć ze sobą życie. Odpowiedzi na pytanie, co dokładnie się stało, szuka prokuratura. Już ruszyły 2 śledztwa dotyczące zabójstwa 19-latki i samobójstwa napastnika. Będą przesłuchiwani świadkowie. Prokuratura będzie starała się wyjaśnić wszystkie okoliczności tego zdarzenia, a także motywy, które pchnęły mężczyznę do tego czynu. Z pomocą ruszyły władze gminy i podkreślają, że tragedia dotknęła dwie rodziny. Dla nas jako gminy priorytetem jest to, aby zapewnić odpowiednią pomoc, również psychologiczną, dla rodziny ofiary, ale również i sprawcy. Mieszkańcy mówią o żałobie. I nie dowierzają w to, co się stało. Dlaczego? Tacy młodzi na starcie swojego życia. To jest okropne. Stworzyli sobie dziwną gwardię. Mówią, że bronią polskiej granicy, i patrolują m.in. Dworzec Centralny w Warszawie. Przebierańcy od Grzegorza Brauna outfit mają paramilitarny, naszywki na rękawach i husarskie miny. Wyczuleni na ciemniejszą karnację, legitymują i sprawdzają obcokrajowców mało świadomych, z kim mają do czynienia. Wyglądają trochę jak straż przemysłowa w fabryce balonów, ale nie wszystkich to bawi. Stroje wyglądają jak mundury. A zachowanie przypomina prawdziwy patrol służb. Rozumiem sytuację takiego obcokrajowca, który otoczony jest kilkoma rosłymi mężczyznami, w paramilitarnych mundurach. On nie wie, kim oni są. Podejrzewam, że wiele osób podaje swoje dane, paszporty. Tyle że to przebierańcy. W nazwie mają obronę polskiej granicy. Ale zaczepiają przyjezdnych nie na granicy, a na warszawskim Dworcu Centralnym. Z niczym się nie kryją. Wszystko publikują w mediach społecznościowych. Będziemy wypytywali, skąd są ci przybysze. Będziemy im zadawali pytania, skąd są, po co tu przyjechali i czy w ogóle mają jakiekolwiek dokumenty. To wolno tylko służbom państwowym. Nie ma żadnej zgody na to, aby jakiekolwiek patrole podszywały się pod funkcjonariuszy publicznych, legitymowały obywateli innej narodowości czy też obywateli Polski. Nie ma na to zgody. To przestępstwo. Sprawą już zajmują się śledczy. Policja o tym wie od dnia, w którym te informacje się pojawiły w przestrzeni publicznej. Prowadzimy określone działania, zabezpieczamy materiał, który się pojawił w przestrzeni publicznej. To ludzie powiązani z tym politykiem znanym z poglądów prorosyjskich i z niechęci do migrantów. Ruch "bronimy polskiej granicy" Dariusza Siergieja. To jest człowiek związany z Grzegorzem Braunem. Pieniądze na działalność zbierają pod takimi jak ten materiałami wideo. To nie pierwsza taka samozwańcza formacja. Kilka miesięcy temu atakami na funkcjonariuszy zasłynął Ruch Obrony Granic Roberta Bąkiewicza. Przybywa też tzw. patroli obywatelskich. Tu pod pretekstem marszu dla bezpieczeństwa w Toruniu padały antyimigranckie hasła. Nie wszędzie zawsze może dotrzeć policja. I patrole obywatelskie sprawdzają, patrzą, żeby ewentualnie pomóc. Pytanie, czy o taką "pomoc" chodzi. To atak na hostel w Żyrardowie we wrześniu 2024 roku. Patrol obywatelski zaatakował pracujących w mieście cudzoziemców. A to stan hostelu po "interwencji" patrolu. Mnie się to kojarzy z bojówkami, które w latach 30. na ulicach Berlina szukały osób nieczystych rasowo. Prawica od lat podsyca antyimigranckie nastroje. A patrole obywatelskie tłumaczą bandyckie zachowania wobec obcych chęcią obrony lokalnych społeczności przed przestępstwami. Ale liczba tych dokonywanych przez cudzoziemców akurat spada. Pokazują to te najnowsze dane. Polska znacząco poprawiła też swoją pozycję w światowym rankingu bezpieczeństwa, awansując z 45. na 22. miejsce. Bezpiecznie musi być też na dworcach. Zobligowaliśmy już agencje ochrony, aby szczegółowo monitorowała i odnotowywała wszystkie przypadki pojawienia się na dworcu takich grup. I by interweniowała w przypadku zaczepiania pasażerów. Szklane domy polskiej elektromobilności powoli zarastały wykarczowanym kilka lat temu lasem pod Jaworznem, ale jest nowy plan i teraz ma się udać. Kapitał z KPO, technologia z Tajwanu, pierwsze auta za 3 lata. Zagraniczny biznes nie boi się inwestycji w Polsce, bo przywozi tu finansowy kapitał a znajduje ludzki - wysokiej jakości. Polscy przedsiębiorcy też z tego korzystają. Budowę takich polskich aut elektrycznych dekadę temu zapowiedział rząd PiS. Chcielibyśmy mieć milion takich samochodów w naszych miastach. Nie ma ani jednego. Z hucznych zapowiedzi zostało tyle: wykarczowany teren pod fabrykę w Jaworznie. Smutny finał tego ambitnego przedsięwzięcia. Teraz czas na jego reaktywację. Już nie pod marką Izera i nie z chińskim partnerem. Polska spółka Electromobility Poland będzie współpracować z gigantem technologicznym z Tajwanu. Umowa będzie podpisana jesienią, a więc po wakacjach. A budowa fabryki w Jaworznie ruszy kilka miesięcy później. Fabryka powstanie m.in. za pieniądze z KPO. Zakład w Jaworznie to 4000 miejsc pracy. Docelowo ma w nim powstawać 400 tys. samochodów rocznie. Pierwszy - za 3 lata. Trzymam kciuki za to, żeby w Polsce były produkowane samochody. Tajwańczycy, z którymi podpisywana jest umowa, mają doświadczenie. I mają wiedzę. Dlatego w Jaworznie powstanie cały hub produkcyjno-rozwojowy, a nie tylko montownia pojazdów. Dzięki temu na pewno my również będziemy mogli zyskać dostęp do tej wiedzy, do tej technologii. Tajwański koncern ma też zbudować w Polsce fabrykę półprzewodników. Podobnych inwestycji zagranicznych koncernów w naszym kraju przybywa. To niektóre z nich - niedawno uruchomione lub w planach na najbliższe miesiące. Setki milionów euro zostawione w Polsce i potencjalnie tysiące miejsc pracy. Ludzie inwestują, firmy inwestują, państwa inwestują w tych miejscach, które budzą zaufanie. Staliśmy się państwem o dużym potencjale rozwojowym ze względu na specjalizację osób, które tutaj u nas są. Z tego potencjału mają też korzystać polscy przedsiębiorcy. To dzięki tym rekomendacjom przyjętym właśnie przez rząd. Local content, czyli udział polskich firm. Ma być większy w strategicznych inwestycjach. To element zapowiadanej przez rząd repolonizacji. Przez lata zbyt mało polskich firm prywatnych uczestniczyło w procesie realizacji zamówień publicznych. Rządzący przekonują, że to nie zniechęca zagranicznych inwestorów, którzy chcą w Polsce zarabiać. Infrastruktura w Polsce jest lepsza niż gdziekolwiek na świecie. Kanadyjska firma górnicza właśnie zadebiutowała na warszawskiej giełdzie. Koło Nowej Soli w lubuskiem ma wydobywać miedź i srebro. I współpracować z polskim hegemonem w tej branży - KGHM. Dobre, pozytywne, a według niektórych nawet przełomowe - takie miało być pierwsze od blisko pół roku spotkanie Wołodymira Zełenskiego z Donaldem Trumpem. Prezydenci spotkali się w Evian kilkakrotnie: najpierw podczas sesji roboczej z innymi liderami krajów G7, a później sam na sam. Zajęty wojną w Iranie Biały Dom Ukrainę traktował ostatnio po macoszemu, dlatego sojusznicy chcieli przekonać Donalda Trumpa, by nie porzucał Kijowa i wywierał presję na Rosję. I to się chyba udało, bo rozochocony porozumieniem z Teheranem prezydent obiecał, że teraz zrobi wszystko, co w jego mocy, by wojnę w Ukrainie zakończyć. Rosja powinna zawrzeć umowę. Rosja straciła ogromną liczbę ludzi, podobnie jak Ukraina. W zeszłym miesiącu stracili łącznie 35 tys. żołnierzy. Pomyślcie tylko. Donald Trump wcześniej domagał się od Ukrainy dużych ustępstw, także terytorialnych, ale dziś - i to główny przełom - wszystkie kraje G7 na czele z USA zobowiązały się do wspierania Kijowa i zwiększenia presji na Rosję. Stąd zapowiedź dodatkowych sankcji. Nowy pakiet już dziś ogłosiły Wielka Brytania i Kanada. Dobra wiadomość jest taka, że wszyscy przywódcy zgodzili się, że Putin musi zakończyć tę wojnę. Wszyscy zgadzają się, że Rosja nie wygrywa, tylko traci wielu ludzi. I musi jak najszybciej dojść do porozumienia. Wciąż nie wiadomo jednak, jak zmusić Władimira Putina do rozmów. Negocjacje mogły odbyć się już dziś, ale Kreml zaproszenie na szczyt odrzucił. Kraje G7 mówią, że prezydenci Ukrainy i Rosji spotkają się już tego lata. W Evian poza Ukrainą liderzy pracują nad trwałym pokojem na Bliskim Wschodzie. Donald Trump obiecał, że lada moment opublikuje treść porozumienia z Iranem, które uroczyście podpisane ma być w piątek w Szwajcarii nad malowniczym Jeziorem Czterech Kantonów. Największa moskiewska rafineria ropy naftowej stanęła w ogniu. Tak Ukraina odpowiada na wczorajszy atak Kremla wymierzony m.in. w historyczną świątynię Ławrę Kijowsko-Peczerską. Trafione przez Kijów zakłady naftowe mają strategiczne znaczenie dla rosyjskiego sektora wojskowego. Do ataku doszło około 6.00 rano. Rafineria znajduje się w dzielnicy Kapotnia, około 15 km od Kremla. Została trafiona z odległości 500 km. Zakład Gazpromneftu odpowiada za 1/3 zapotrzebowania Moskwy na benzynę. Wyłączenie jej z działania zakłóci dostawy paliw na front. Przez atak tymczasowo wstrzymano pracę pobliskich lotnisk. Kijów w stronę Rosji wystrzelił w sumie kilkaset bezzałogowców. Jeden z nich trafił w bazę paliwową w Kraju Krasnodarskim na południu kraju. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski w Internecie podziękował wojsku za skuteczny odwet, który ma na celu zmusić Władimira Putina do pokoju. Na kortach w Paryżu zrobiła takie wrażenie, że na tych w Londynie też ją chcą. Maja Chwalińska pokazała, co potrafi na ziemnych kortach turnieju Rolanda Garrosa. Teraz z dziką kartą Wimbledonu pokaże, jak jej idzie na trawie. Jak polska gwiazda zabłyśnie w tym szlemie? Sukces w Paryżu był tak spektakularny, że organizatorzy Wimbledonu postanowili otworzyć przed Polką drzwi. Przyznali jej dziką kartę do głównej gry. Wimbledon nie rozdaje prezentów. Piłka odbija się inaczej niż na paryskiej mączce. 1 słabszy dzień może zakończyć marzenia. Z drugiej strony - Chwalińska ma dzisiaj coś, czego nie da się wytrenować. To wiara. Po tym, czego dokonała w Paryżu, wychodząc na kort, wie, że może wygrywać z najlepszymi zawodniczkami. Jedna z największych sensacji tego sezonu. Wimbledon uwielbia takie historie. Osób, które pojawiają się niespodziewanie i sprawiają, że kibice zaczynają wierzyć w rzeczy niemożliwe. Laureat Oscara, twórca "Idy" i "Zimnej wojny", Paweł Pawlikowski, ma dla publiczności nową propozycję. Oryginalny tytuł to "Fatherland", bo reżyser nas prowadzi powojennymi ścieżkami niemieckiego noblisty Thomasa Manna, ale "Ojczyzna" będzie równie dobrym tytułem, bo to trochę kosmopolityczna opowieść o ludziach przez wojnę wykorzenionych i szukających miejsca na nowo. Film po premierze - w kinach od piątku. Ta scena jest tak doskonała, że wielu podejrzewało użycie sztucznej inteligencji. Tymczasem zrujnowany Frankfurt zbudowano w Legnicy. Większość filmu powstała w Polsce. Międzynarodowa obsada wróciła nad Wisłę. Tym razem na premierę. Nigdy nie miałam okazji pracować z kimś, kto miał tak jasną i zrozumiałą wizję tego, co chce zrealizować. Podobnie o polskim reżyserze mówi filmowy Tomasz Mann. Pisarza znał na długo przed wejściem na plan. Wcześniej nagrał jego dzienniki w formie audiobooka. Odpisywał dosłownie na każdy list, jaki otrzymywał. To niewiarygodne, ale tak robił. Dziś to bardzo pomocne. Zrozumienie czasów, w jakich żył, czy jego relacji z sąsiadami, przyjaciółmi i przeciwnikami. Film prowadzi noblistę i jego córkę przez podzielone Niemcy z Frankfurtu do Weimaru. Łukasz Żal znów fotografuje świat Pawlikowskiego w czerni i bieli. W nieruchomych kadrach każdy gest znaczy więcej. I rozumiemy się bez słów, bo już naprawdę dobrze się znamy i wiemy obaj, co lubimy, ale też myślę, że są takie momenty, że się zaskakujemy. Staramy się tak zbudować ten świat, żeby był wiarygodny, ale też nie tworzymy wizji historycznej. Pawlikowski od lat ma stały zespół twórców, z którym pracuje. W "Ojczyźnie" po raz kolejny pojawia się też Joanna Kulig jako jasny punkt tego surowego, czarno-białego świata. Dobrze to określiłaś, bo jak była "Ida", w której tylko na chwilę śpiewałam, to było ponownie, Paweł zadzwonił i powiedział, że potrzebuje takiego jasnego świata. Później była "Zimna wojna", główna rola. I teraz znów Paweł zadzwonił. Po "Idzie" i "Zimnej wojnie" Pawlikowski znów przygląda się pamięci i podziałom Europy. Ja myślę, że on się bardzo odnosi do współczesności, że bardzo rezonuje z tym, co się dzisiaj na świecie. Film pokazuje, co się działo z podzielonymi Niemcami, ale jednak z podzieloną Europą. Akcja rozgrywa się w '49 roku. Ale Europa Pawlikowskiego jest historyczna tylko z pozoru, bo granice podziałów wciąż przebiegają nie tylko między państwami, lecz także między ludźmi. Gościem Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia". Będzie Piotr Zgorzelski, wicemarszałek Sejmu, PSL. Dziękuję za uwagę. Dobranoc.