-- Monika Sawka, dobry wieczór. To jest specjalne wydanie 19:30. W nocy na autostradzie M3 w północno-wschodniej części Węgier doszło do jednego z najtragiczniejszych wypadków z udziałem Polaków w ostatnich dekadach. Autokar, którym podróżowało 57 pielgrzymów wracających z Medżugorie, zjechał z drogi i wpadł do rowu. Zginęło 12 osób, 47 jest rannych. Przed szpitalem w Miszkolcu jest Bartosz Filipowicz. -- W jakim stanie są poszkodowani? -- 9 najciężej rannych osób cały czas przebywa w tym szpitalu w miejscowości Miszkolc, w której aktualnie się znajdujemy. To jest oficjalna informacja od władz tej placówki. Dwóch pacjentów trafiło tutaj w stanie zagrażającym życiu. Była mowa także o pacjencie w stanie krytycznym. Lekarze oczywiście cały czas walczą o życie tych osób. Niestety, tragiczna informacja jest taka, że w kostnicy tego szpitala są też ciała zabitych w tym wypadku, więcej informacji placówka na razie nie zdradza. Pozostali ranni w wypadku mają na szczęście nieco mniej groźne obrażenia. Pięć osób trafiło do szpitala w Debreczynie, 11 do placówki w Egerze, a najwięcej poszkodowanych jest w szpitalu w mieście Nreć Haza. To 20 rannych osób. Lżej rannych i to na tyle, że niewykluczone, że zdecydowana większość z nich jeszcze dziś opuści szpital. Mowa tu nawet o 18 osobach. Jeśli nie stanie się to dzisiaj, to może to nastąpić także jutro z samego rana. I to jest oczywiście wielkie szczęście w obliczu tej wielkiej tragedii, do tego w obliczu tego tragicznego wypadku, zwłaszcza patrząc na to, jak wygląda wrak polskiego autokaru. -- Do granicy z Polską zostało im nieco ponad 200 km do Strzyżowa. Celu podróży około 300 nad ranem. Mieli być już w domach. -- Nagle bum. Ja tylko przewrócił się autobus z Koziołkowa i ja uderzyłam głową, ale na tyle byłam przytomna, że wiedziałam, co się stało, bo wszystkie siedzenia były powyrywane. Ludzie byli pod siedzeniami, krzyczeli wszyscy ratunku. -- Pani Helena wyczołgała się z autokaru o własnych siłach. Miała ich jeszcze na tyle, by wyciągnąć za nogi siostrę, za pasek, jednego ze współpasażerów. -- Rękami się wydrapałam z tego samochodu, ale już więcej nie dałam rady, bo był jeden pisk, jeden gwałty, jeden jęk. To był jeden jęk. Przecież ludzie by poprzewalane, siedzeniami, które były wszystkie wyrwane. Jak się oglądałam do tyłu i powiedziałam: "Matko Jezusowa, to nie jest podobne". To nie jest do wyobrażenia. -- To pierwsze zdjęcia z miejsca wypadku udostępnione przez węgierskie służby, by dotrzeć do uwięzionych we wraku pielgrzymów ratownicy musieli przedzierać się przez pogięte elementy konstrukcji. -- Jako pierwsi na miejsce zdarzenia przybyli strażacy i natychmiast rozpoczęli akcję ratunkową. Przy użyciu pił łańcuchowych, nożyc hydraulicznych oraz siły własnych rąk torowali dostęp do poszkodowanych. -- Część została przygnieciona przez 24-tonowy pojazd. By go podnieść, potrzebne były wyciągarki i ciężki dźwig. Skomplikowana akcja ratunkowa trwała jeszcze nad ranem, a zaczęła się w środku nocy. -- Augusztus 10. -- O godzinie 1:11 w nocy otrzymaliśmy zgłoszenie o tym, że autobus z polskim numerem rejestracyjnym przewrócił się na 139. kilometrze autostrady M3. -- To miejsce tragedii niedaleko miasta Myzyk Restes. To tu autokar wpadł do rowu i przewrócił się. Jechał z Medżugorie, stamtąd wyruszył o 9 rano do pokonania, miał trasę liczącą około 1200 km, pielgrzymi po drodze zwiedzali Sarajewo, zatrzymali się też w Zenicy na obiad. Ostatni, dłuższy postój mieli pod Budapesztem. -- Pierwszy raz pojechali na taką pielgrzymkę, bardzo się cieszyli, bardzo byli przeszczęśliwi. Więcej nie wiem, nie było mnie tam, przepraszam. -- Pani Joanna przyjechała z Jasła do szpitala w Miszkolcu szukać swoich bliskich. Po tym, jak w nocy odebrała telefon od szwagierki. -- Wiemy, gdzie jest Ewa, wiemy, gdzie jest Ania, ale nie wiemy, gdzie jest Janusz. Nie wiemy, czy żyje, czy nie żyje. Nie wiemy. -- Niestety nie przeżył. Jest wśród 12 śmiertelnych ofiar. Rannych zostało 47 osób. -- Trafili do szpitali w Debreczynie, Nreć Haza, Egerze oraz Miszkolcu. Tu przebywają ci najciężej ranni. Przed placówkami gromadzą się rodziny tych osób, które brały udział w pielgrzymce. Przyjeżdżają też Polacy mieszkający na Węgrzech, chcą pomóc. -- Ja w pracy się dowiedziałam, wyszłam wcześniej z pracy i przyjechaliśmy z córką, żeby jeżeli możemy w czymś pomóc, pomożemy. Najgorsze to, że nie mogą się porozumieć między ludźmi. Z wypadku, dlatego jesteśmy tutaj. -- O wypadku jeszcze w nocy polska ambasada zawiadomiła MSZ w Warszawie. Wszystkim poszkodowanym zostanie udzielona niezbędna pomoc medyczna i konsularna. Jesteśmy razem w tej trudnej chwili. -- O tragicznym wypadku premier rozmawiał z szefem węgierskiego rządu Peterem Modziorem. Śledczy podejrzewają, że jedną z możliwych przyczyn tragedii było zaśnięcie kierowcy za kierownicą. Mężczyzna został już przesłuchany przez węgierską policję. Rodziny ofiar i poszkodowanych mogą uzyskać informacje o swoich bliskich pod numerem specjalnej infolinii. Z Miszkolca Bartosz Filipowicz, 19:30. -- Byli około 300 kilometrów od domu, kiedy doszło do tragedii. Nie wiadomo, czy mieli zapięte pasy bezpieczeństwa. Wracali z Bośni i Hercegowiny z sanktuarium w Medjugorje. Podkarpacie, skąd pochodzą wszyscy poszkodowani i ofiary pogrążone jest w żałobie. Sąsiedzi bliscy i rodziny pielgrzymów wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się stało. Sandra Meunier, -- Byli w drodze do domu. Wracali z Medjugorje, miejsca, które dla pielgrzymów jest symbolem nadziei. Przyjeżdżają tam, żeby się modlić, prosić o pomoc, dziękować. Według wciąż niepotwierdzonych informacji wśród ofiar śmiertelnych może być pięcioro mieszkańców siedlisk na Podkarpaciu, są też ranni. -- Bardzo jesteśmy w szoku. Najbliższe osoby zginęły i. To jest nie do przyjęcia. Nie do przyjęcia po prostu. -- Ciężko. -- Ciężko. -- Bo tutaj, za liczbami, są konkretni ludzie. Sąsiedzi przyjaciele, ci, których spotykały się w sklepie, kościele, na ulicy. W tym autokarze mógł siedzieć również Wiesław Dudek. Chciał jechać na pielgrzymkę. Ostatecznie zatrzymały go sprawy rodzinne. -- Widać opatrzność czuwa nade mną. Niestety naszym przyjacielom się nie udało wrócić do domu. -- Gdzieś około godziny 6 dzwonił mąż tej jednej ofiary, że mieli wypadek przy powrocie i że nie żyje jego żona i moja sąsiadka. No po prostu był to dla mnie naprawdę bardzo duży szok. -- Jedna decyzja sprawiła, że dziś o tej podróży opowiada z domu. Inni mieli wrócić tutaj, do swoich rodzin, do sąsiadów, do codzienności, którą zostawili na kilka dni. Dziś czas w siedliskach zatrzymał się. -- Jeden z najczarniejszych dni, takich w historii naszej miejscowości. Ja te osoby bardzo dobrze znałem. Były to osoby, które udzielały się społecznie, dlatego tym bardziej szok i takie niedowierzanie i smutek. -- Dzisiaj miały być tu dożynki, muzyka, spotkania wspólne, świętowanie końca żniw. Wszystko odwołano. Zamiast święta jest żałoba. Zamiast zabawy msza w intencji tych, którzy zginęli i tych, którzy na Węgrzech walczą o zdrowie. -- Na początek niedowierzałem, zacząłem to sprawdzać, dzwonić po znajomych. -- Tak wygląda dziś niemal każdy telefon w tej miejscowości. Pytanie, kto jechał, kto jest w szpitalu, kto wróci. I wiadomości, których nikt nie chce usłyszeć. -- Jeszcze nie wiadomo kto. No i właśnie to jest tragedia bardzo ciężko w ogóle o tym mówić. -- W gminie zebrał się sztab kryzysowy. Samorząd jest w kontakcie ze sztabem wojewody. Rodzinom zostanie zapewniona pomoc. Na tę najważniejszą wiadomość o losie najbliższych niektórzy jeszcze czekają. -- Wydarzyła się ogromna tragedia, współczujemy rodzinom. Oferujemy wszelką możliwą pomoc i łączymy się oczywiście w bólu, bo niewyobrażalna dla nas tragedia. -- Modlić się tylko za te ofiary. -- Pojechali do Medjugorje, żeby się modlić. Dziś modlą się za nich ci, którzy zostali w domach. I czekają na tych, którzy mogą do nich wrócić. Sandra Meunier, 19:30. -- W związku z tragedią premier zdecydował o wysłaniu na Węgry specjalnego samolotu. Na pokładzie będą m.in. dyplomaci i służby medyczne. Szef rządu zapewnia, że wszystkim poszkodowanym zostanie udzielona niezbędna pomoc medyczna i konsularna. MSZ uruchomiło specjalną infolinię dla rodzin i bliskich. Przed wylotem maszyny Anna Hałas rozmawiała z koordynatorką zespołu zarządzania kryzysowego wiceministrą zdrowia. Gościem 19:30 jest wiceministra zdrowia Katarzyna Kacperczyk. Dzień dobry. -- Dzień dobry. -- Pani leci specjalnym samolotem z zespołem medycznym, który leci na miejsce na Węgry. Wiemy, że 50 prawie rannych jest w szpitalach na Węgrzech. Jakie jest zadanie zespołu medycznego, z którym pani leci? Kto wchodzi w jego skład? -- Zgodnie z decyzją pana premiera Donalda Tuska zadysponowany został samolot rządowy, samolot specjalny, który dzisiaj wieczorem uda się na Węgry. Tym lotem poleci delegacja z Ministerstwa Spraw Zagranicznych, wiceminister spraw zagranicznych wraz z dyplomatami konsularnikami, którzy będą również, zostaną na miejscu, żeby wspierać placówkę, ale też, co ważniejsze, od strony zaopiekowania się osobami poszkodowanymi. Minister zdrowia zadysponowała taki specjalny zespół, zespół pomocy humanitarno-medycznej, który jest w dyspozycji Ministerstwa Zdrowia i ten zespół, sześć medyków z tego zespołu, sześciu lekarzy, trzech lekarzy, trzech ratowników medycznych uda się dzisiaj tym samolotem na Węgry. -- O jakich specjalizacjach medycznych mówimy? Kto konkretnie jest w tym zespole? -- Wśród medyków, którzy udadzą się do na Węgry, będzie anestezjolog, chirurg, ortopeda i trzech ratowników medycznych. -- Jakie jest ich zadanie? Ja rozumiem, że oni mają dokonać takiego triażu, selekcji i zdecydować, kto może być ewakuowany do polskich placówek medycznych. -- Głównym zadaniem zespołu pomocy humanitarno-medycznej, głównym naszym zadaniem jest tak naprawdę ocena sytuacji, razem z lekarzami węgierskimi, którzy zaopiekowali się poszkodowanymi w tym wypadku. Ocena też jakby stanu obrażeń, ale przede wszystkim ocena możliwości przetransportowania poszkodowanych do Polski. -- Wiemy, że razem z, oprócz tego specjalnego samolotu, którym pani leci, Ministerstwo Obrony zadysponowało też kasę, która ma właśnie ewakuować rannych. Wiemy szacunkowo, jakiej grupie rannych możemy mówić? Tych, którzy będą mogli dalej leczyć się w polskich placówkach? -- Trudno szacować na obecną chwilę, jaka to będzie liczba, bo taki właśnie jest cel tej misji, która udaje się na Węgry. Żeby wraz z lekarzami węgierskimi w tych ośrodkach, gdzie przebywają poszkodowani, ocenić, kto i kiedy nadaje się do transportu medycznego do Polski. Jesteśmy też w kontakcie z wojewodą podkarpackim i z Narodowym Funduszem Zdrowia. Tak, żeby każdy pacjent, który, niezależnie od tego, kiedy będzie mógł być przetransportowany do Polski, był również zaopiekowany w polskich placówkach medycznych, w polskich szpitalach. Oczywiście w pierwszej kolejności udostępniamy te placówki w Rzeszowie, ale jeżeli będzie taka potrzeba, to też wszystkie inne ośrodki specjalistyczne w Polsce również tu w Warszawie są w gotowości, żeby przyjmować pacjentów, jeżeli będzie taka konieczność. -- Czy uruchomione będzie także LPR do transportu rannych? -- Tak, jeżeli będzie też taka potrzeba. Zakładamy, że być może tak. Również LPR dysponuje samolotami do przewozu osób poszkodowanych, osób chorych, do przewozu pacjentów i też te samoloty lotniczego pogotowia ratunkowego będą dysponowane, jeżeli będzie taka potrzeba, zgodnie z harmonogramem, który mam nadzieję też ta wizyta pozwoli nam ustalić już tam na miejscu na Węgrzech. Zresztą również na Węgry uda się z nami też dyrektor lotniczego pogotowia ratunkowego. -- Bardzo dziękuję za rozmowę. Katarzyna Kacperczyk, wiceministra zdrowia była gościem 19:30. -- Dziękuję bardzo. -- Relacje tych, którzy przeżyli, są wstrząsające. Zanim na miejscu tragedii pojawiły się strażacy, pasażerowie na pomoc czekali uwięzieni w autokarze ważącym 24 tony. Pielgrzymi mówią o krzyku i przerażeniu. Większość z nich wypadek wyrwał ze snu. Ratownicy rozpoczęli akcję od ewakuacji pasażerów przez okna pojazdu. Jak wygląda taka walka z czasem? O tym z ekspertami rozmawiał Michał Niewodowski. -- Kiedy na miejsce docierają pierwsze zastępy, najpierw trzeba ocenić skalę katastrofy. Czy autobus jest stabilny, czy jeszcze może się przewrócić, gdzie są pasażerowie i do kogo trzeba dotrzeć w pierwszej kolejności? -- Dowódca robi rozpoznanie. Pierwsze zastępy oceniają, na jakim gruncie to leży, co się rozstrzeliło, czy można odłączyć akumulator, jak to można ustabilizować, jakie są drogi dojścia do osób poszkodowanych. -- Jednocześnie dowódca musi zdecydować, ilu dodatkowych strażaków, ratowników i jakiego sprzętu potrzeba. W przypadku przewróconego autokaru problemem jest jego masa. Strażacy na Węgrzech użyli wyciągarek, żeby ratownicy mogli dotrzeć do pasażerów. Nie można po prostu podnieść pojazdu, szczególnie jeśli pod nim mogą być ludzie. -- Nasze zasady i procedury mówią o tym, że nie przemieszczamy pojazdu, w którym są jeszcze osoby poszkodowane. Więc tutaj do końca staramy się, jeżeli ustabilizowaliśmy pojazd, jak najszybciej te osoby wydostać. -- Arsenał narzędzi wykorzystywanych przez strażaków do wyciągania ludzi jest szeroki. Poduszki pneumatyczne i dźwigi mogą podnieść pojazd, jeśli nie ma innego dojścia do poszkodowanych w ruch idzie ciężki sprzęt. -- Tak zwany hydrauliczny, czyli rozpieracze, nożyce, i inne siłowniki, którymi jesteśmy w stanie właśnie te konstrukcje pociąć, rozgiąć, unieść i wykonać inne czynności dostępowe. -- Na Węgrzech, żeby podnieść 24-tonowy autokar, potrzebne były dwa dźwigi. Strach pomyśleć, jakie siły działały na pasażerów w zderzeniu z takim ciężarem. -- Mówimy tutaj o zmiażdżeniach, o złamaniach, o rozerwaniach, o całej kaskadzie różnych obrażeń, które możemy sobie wyobrazić w momencie, kiedy dochodzi do gwałtownych wyhamowań. -- Bo wydobycie ludzi z wraku to dopiero część akcji. Przy kilkudziesięciu poszkodowanych ratownicy muszą w bardzo krótkim czasie zdecydować, kto potrzebuje pomocy natychmiast, a kto może na nią poczekać. -- Osoby z najwyższym priorytetem są to osoby najciężej ranne, które musimy pomóc tu i teraz. W przeciwnym razie zginą w wyniku tego zdarzenia. Każdy kolejny priorytet to priorytet niższy, który odracza udzielenie pomocy, ale nie zwalnia nas z obowiązku sprawdzenia stanu tych poszkodowanych. -- Triaż ratuje życie i to dosłownie. Selekcja medyczna pozwala zapanować nad chaosem. -- Gdyby nie było prowadzonej segregacji, to prawdopodobnie każdy zespół, który by docierał, brałby pierwszego poszkodowanego, a nie zawsze ten pierwszy poszkodowany, ten co krzyczy, bo to zazwyczaj ludzie krzyczą, to ci, co krzyczą, to oni nie są w stanach zagrożenia życia. -- W takich akcjach nie ma jednej decyzji, która ratuje wszystkich. Są dziesiątki podejmowanych równocześnie, a każda może zdecydować, o czyimś życiu. -- Michał Niewodowski, 19:30. Autorem jechało dwóch doświadczonych kierowców. Według wstępnych ustaleń węgierskich policjantów ten, który prowadził, najpewniej zasnął za kółkiem. Minister infrastruktury zlecił specjalne kontrole przewoźników. Jednym z najpoważniejszych zagrożeń w ruchu drogowym jest zmęczenie. Wielu kierowców lekceważy początkowe symptomy senności, mimo że organizm wysyła ostrzeżenie o spadku formy. Czujemy, że damy radę, a później jest już za późno. Marek Smółka. -- Kierowca nie może wieźć pasażerów dłużej niż 4,5 godziny non stop. To wynika z przepisów, a przestrzegania tego czasu pilnuje to urządzenie, tachograf. Maksymalny czas pracy kierowcy zawodowego to 9 godzin, czasem może być wydłużony o godzinę. -- Przy czym już po 4,5 godzinach jazdy powinien taki kierowca zrobić przerwę. Dlatego na tych trasach daleko bieżnych, długodystansowych, bardzo często jest dwóch kierowców, bo wtedy, kiedy jeden odpoczywa, drugi prowadzi autokar. -- Wymagana przerwa to co najmniej 45 minut. Pytanie, czy jest efektywna, kiedy jedyną dostępną formą odpoczynku jest drzemka na siedzeniu obok kierującego. Pięć lat temu Europejska Federacja Pracowników Transportu przeprowadziła badania. 66% kierowców autobusów i autokarów deklaruje, że regularnie męczy się za kierownicą. 1/4 przyznała, że przynajmniej raz w ciągu roku zdarzyło im się zasnąć podczas jazdy. Kolejny problem to starzenie się tej kadry. -- Wraz z wiekiem rośnie także ryzyko potencjalnych chorób cywilizacyjnych. A jeżeli ta kadra kierowców zawodowych jest coraz starsza, bo brakuje następców, bo brakuje nam kierowców zawodowych, no to też to jest pewne ryzyko. -- Według różnych szacunków w Polsce brakuje od 100 do nawet 200 tysięcy nowych kierowców. Tu na węgierskiej autostradzie część pasażerów znalazła się poza autokarem. -- Należy wnioskować, że przynajmniej część osób nie miała zamkniętych pasów bezpieczeństwa, a śmiem twierdzić, że nawet wszyscy. Jest to nagminnie lekceważony obowiązek. -- Zapięte pasy zmniejszają ryzyko śmiertelnych obrażeń o połowę. Od 2007 roku autokary wprowadzane na rynek muszą być wyposażone w pasy bezpieczeństwa dla wszystkich pasażerów. A jeśli są pasy, muszą być zapięte. -- Te pasy nie są ozdobą. Te pasy trzeba zapinać tak samo jak zapinamy je w samochodach osobowych. Wskaźnik zapinania pasów bezpieczeństwa w samochodach osobowych wynosi blisko 100%, natomiast w autobusach bywa z tym różnie. -- To była noc, w związku z tym najprawdopodobniej większość osób spała. Część zapewne miała głowę opartą o szyby. Co też mogło spowodować właśnie spotęgować obrażenia ciała. -- Nie zapinając pasów, zagrażamy sobie i innym. -- O ile ja mam zapięty pas, jako pasażer, to jeżeli osoba siedząca z boku lub też z tyłu nie zapnie tego pasa, to stanowi w momencie wypadku śmiertelne zagrożenie dla mnie, ponieważ jej ciało bezwładnie będzie się przemieszczało właśnie po tym, po przestrzeni autokaru. -- Poza węgierskimi służbami sprawą wypadku zajęła się też prokuratura w Krośnie. -- Prokuratorzy i policjanci wykonują już czynności w kraju. Planowane są czynności na miejscu zdarzenia przez polskiego prokuratora, po uzyskaniu stosownych zgód ze strony Węgier. -- Węgierscy biegli ustalając przyczyny wypadku będą sczytywać z rejestratora prędkość, manewry, hamowanie, czy czas pracy kierowców. Będą też badać pojazd, czy doszło w nim do usterki technicznej. -- Ale ja podejrzewam, że ten autokar był w dobrym stanie technicznym. To widać, że to nie jest jakiś staruszek, firmy przewozowe bardzo dbają o te stany techniczne, zwłaszcza przy takich dłuższych wyjazdach. -- Niemniej minister infrastruktury zlecił głównemu inspektorowi transportu drogowego wzmocnione kontrole przewoźników. I czeka na wyniki u tego, którego autobus uległ wypadkowi na Węgrzech. -- Według statystyk autokary pozostają najbezpieczniejszą formą podróżowania po drogach. Wypadków z ich udziałem jest mniej niż 2%. Marek Smółka, 19:30. -- Kondolencje dla rodzin i bliskich ofiar tragedii złożyli polscy oraz zagraniczni politycy, w tym szef węgierskiego rządu. Premier Donald Tusk podziękował służbom na Węgrzech za akcję ratunkową. Wyrazy współczucia przekazał też prezydent Karol Nawrocki. -- Z głębokim bólem przyjąłem tragiczną wiadomość o wypadku polskiego autokaru na Węgrzech, w którym zginęło tak wielu naszych rodaków. W obliczu tej niewyobrażalnej tragedii, która dotknęła nas wszystkich, łączę się w modlitwie i głębokim współczuciu z rodzinami oraz bliskimi ofiar. -- 12 osób straciło życie w tragicznym wypadku polskiego autokaru na Węgrzech. Składam najgłębsze wyrazy współczucia rodzinom i bliskim ofiar. Dziękujemy węgierskim służbom za akcję ratunkową. -- Tragiczna noc dla nas wszystkich po katastrofie polskiego autokaru na Węgrzech. Łączę się w bólu z rodzinami ofiar wypadku, a także z rannymi w tej olbrzymiej katastrofie drogowej. Węgierskie służby ratunkowe i medyczne robią wszystko, by pomóc tym, którzy ucierpieli w tragicznym wypadku. -- 12 osób straciło życie, a co najmniej 10 zostało poważnie rannych w nocy, gdy autobus wiozący polskich turystów przewrócił się i zjechał z drogi do rowu na autostradzie M3. Składam najszczersze kondolencje rodzinom ofiar i jestem wdzięczny