Klimat polityczny - spór o ETS, a w tle prezydent i próba poszerzania jego kompetencji. Policyjny mustang - szybcy i wściekli z polityką w tle. Ładne kwiatki - narkotyki za miliony ukryte w donicach. "ETS to klątwa lewackich eurokratów rzucona na polskich konsumentów" - oto narracyjna strategia Prawa i Sprawiedliwości, które w europejskim systemie handlu emisjami widzi przyczynę wysokich cen energii w Polsce. Prezydent śle list do premiera i oczekuje od niego podniesienia tej kwestii podczas posiedzenia Rady Europejskiej, a premier odpowiada, że bardzo blisko PiS-u wcześniej był właściwy adresat takich apeli. Nasze działania przyniosły w tej chwili efekt. Mówi premier o zbliżającym się szczycie Rady Europejskiej, gdzie mogą zapaść decyzje o zmianach w unijnym systemie handlu emisjami ETS. Służy do tego, żeby UE redukowała swoją zależność od paliw kopalnych. W skrócie, jeśli dany kraj emituje dużo dwutlenku węgla, musi kupić dużo praw do emisji, a to przekłada się na ceny energii. Tak jak Polska, której gospodarka oparta jest w większości na węglu. Ale możemy płacić mniej. Polska będzie domagała się specyficznie polskich rozwiązań, tak aby uszanować naszą sytuację. Premier już mówi o sukcesie. Ale sukcesem chcieliby się też pochwalić prezydent i PiS. Karol Nawrocki w liście do premiera domaga się wyjścia z ETS i rezygnacji z ETS2 - bardziej restrykcyjnego mechanizmu, który jest planowany w przyszłości. "Oczekuję od polskiego rządu stanowiska, które w pełnym zakresie zabezpieczy Polaków przed dalszymi konsekwencjami polityki klimatycznej". Jest to stanowisko, które można nazwać pewną instrukcją dla Donalda Tuska, dla przedstawicieli polskiego rządu, jak mamy realizować polskie interesy gospodarcze. Rządzący o instrukcjach prezydenta mówią wprost: Prezydent nie ma ani uprawnień konstytucyjnych, ani wiedzy, tak urzędniczej, jak osobistej, do zajmowania się polityką europejską. Patriotyzmem byłoby dobre sprawowanie urzędu, a nie kolejne próby zagarniania władzy. Premier nie potrzebuje instrukcji prezydenta, zwłaszcza że ta instrukcja jest dosyć spóźniona, bo po pierwsze te negocjacje już się toczą i są pierwsze efekty, a po drugie skoro PiS jest tak oburzone tymi warunkami, to gdzie było wtedy, kiedy były one negocjowane. PiS było u władzy, bo mechanizm ETS2 został przyjęty - uwaga - na początku 2023 roku. Przesunięcie mechanizmu ogłosił w listopadzie ubiegłego roku Donald Tusk. Mówiłem, że rozbroimy ETS2, czyli opłaty za ogrzewanie i transport, na które zgodził się Morawiecki. Dziś to się stało. Teraz PiS chce walczyć z ETS-em i unijną polityką klimatyczną. A to twarz tej walki. Będziemy mogli walczyć z lewacką ideologią brukselską i doprowadzić do wyjścia Polski z systemu ETS w ogóle. Bo to się da zrobić. Wyjście z tego systemu jest w zasadzie niemożliwe, w zasadzie to jest pierwszy krok do wyprowadzenia Polski z UE. Bo ETS to unijna dyrektywa, której Polska nie może jednostronnie wypowiedzieć. Wiedział to również rząd PiS pod wodzą Mateusza Morawieckiego. Wyjście z ETS nie jest możliwe w prawie europejskim, to proponują ci, którzy nie mają wiedzy albo mają złą wolę w tej kwestii. A PiS uderza też w odnawialne źródła energii. I znów - Przemysław Czarnek. W tle elektrociepłownia Żerań. Jak widzimy, produkuje energię z węgla. Ale najstarsze kotły węglowe wycofano tu 5 lat temu i zastąpiono blokiem gazowo-parowym i kotłowniami gazowymi. To posła nie przekonuje, tak jak tańsza energia z paneli fotowoltaicznych, które zamontował na własnym domu. Zdemontuję to świństwo, jak tylko mi się to spłaci. A to za rządów PiS zbudowano panele, które w sumie dają 20 gigawatów. Rządzący mówią o celowej narracji PiS-u i prezydenta. To jest ciągłe pokazywanie UE jako jakiejś zewnętrznej organizacji, do której Polska nie należy, której ta organizacja coś narzuca. Unijny szczyt w sprawie cen prądu w czwartek. O cenach energii europejscy politycy będą rozmawiać już w czwartek. Problem jest - przyznaje Komisja Europejska, bo wysokie ceny energii to mniejsza konkurencyjność unijnych gospodarek. I kłopot dla obywateli. Jaki Bruksela ma pomysł, by ten problem rozwiązać, to pytanie do Doroty Bawołek, która trzyma rękę na pulsie w Brukseli. Komisja ma zaproponować m.in. zmiany w ETS, które mogą polegać na utrzymaniu puli bezpłatnych uprawnień do emisji na obecnym poziomie, chociaż miałaby być ograniczana, i wprowadzenie górnego pułapu cen dla płatnych uprawnień, żeby ukrócić spekulacje nimi. Bez ETS zużywalibyśmy dziś o ponad 100 mld m3 gazu więcej i byli przez to bardziej uzależnieni od jego importu i przez to słabsi, dlatego ETS jest potrzebny, ale musimy go zmodernizować. ETS - Europejski System Handlu Emisjami. Idziemy w tym kierunku, żeby dać więcej przestrzeni przemysłowi, żeby się mógł transformować i żeby utrzymać te zasady dla ciepłownictwa, dlatego że ceny ciepła są dla nas bardzo ważne. Bruksela nie chce całkowicie rezygnować z systemu. Dlatego na październikowym szczycie Polska wraz z sojusznikami wywalczyła przesunięcie objęciem ETS ciepłownictwa i transportu na 2028 rok. Coraz więcej europejskich stolic mówi, że przepisy powinny wejść w życie w 2030 roku albo wcale. W trudnych czasach łatwiej rezygnować z ambicji klimatycznych. Ta ustawa była dobra, ale do czasu, teraz autorzy dostrzegli w niej błędy zasługujące na Trybunał Konstytucyjny. Przepisy zaczęły budzić prawne wątpliwości dokładnie wtedy, gdy zaczęły służyć politycznej konkurencji, i PiS zaskarżyło do Trybunału własne przepisy o wyborze jego sędziów. Znów pewnie przypadkiem wtedy, gdy Sejm wybrał sześcioro nowych. Wyroku nie ma, sędziowie czekają na zaprzysiężenie przez prezydenta. Nieczystej gry wokół Trybunału Konstytucyjnego enta już odsłona. I ciąg dalszy nastąpi, bo Trybunał odroczył rozprawę dotyczącą wyboru sędziów i pyta prezydenta. Jeden z zarzutów wniosku dotyczy kompetencji prezydenta w zakresie przyjmowania ślubowania, w związku z powyższym pan prezydent powinien zająć tutaj stanowisko. Stanowisko zajmują na razie politycy z obu stron sceny politycznej. I jest to stanowisko co najmniej odmienne, w odpowiedzi na pytanie, czy nowo wybrani sędziowie będą mogli orzekać, jeśli prezydent nie przyjmie od nich ślubowania. Ślubowanie nie konstytuuje ich wyboru. Oni zostali wybrani przez Sejm. Ślubowanie jest jedynie czynnością ceremonialną. Prezydent ma obowiązek przyjęcia ślubowania. Bez ślubowania nie ma sędziego Trybunału. Marcin Warchoł, który jest przedstawicielem PiS jako wnioskodawcy, uważa, że koalicja rządząca obsadziła 6 wolnych miejsc w Trybunale niezgodnie z prawem. Posłowie PiS, by zablokować zmiany, zaskarżyli do tego Trybunału nawet własne, uchwalone w czasie rządów Zjednoczonej Prawicy, przepisy o Trybunale. Przepisy przez nas tworzone w szczytnych celach posłużyły z czasem do paraliżu i demontażu państwa. Nam się nie śniło nigdy, że będą blokować TK, że sparaliżują funkcjonowanie Trybunału, że będą rozpruwać szafy KRS-u, że napadną na Prokuraturę Krajową, dokonają zamachu na media publiczne. Nam się to w głowie nie mieściło. Jak było naprawdę? To PiS obsadził Trybunał swymi partyjnymi kolegami, na czele stawiając odkrycie towarzyskie prezesa. To PiS zmienił KRS i powoływał neosędziów, co doprowadziło do paraliżu wymiaru sprawiedliwości. To PiS zamienił media publiczne pod kierownictwem tego polityka w tubę propagandową i szczujnię. To nie były szczytne cele. I dziś też nie są. Taka gra na zamieszanie, by zablokować Trybunał, bo PiS boi się Trybunału, który jest niezależny. Po wypowiedziach szefa Kancelarii Prezydenta Zbigniewa Boguckiego koalicja zakłada, że prezydent może ślubowania nie przyjąć lub że będzie z tym zwlekał. I jak w przypadku SAFE, rządzący rozważają plan B. Na razie na stole są różne koncepcje, łącznie z tą, by sędziowie złożyli przysięgę przez Zgromadzeniem Narodowym. Uważam, że jeśli się przysięgę składa narodowi, to już nic wyższego poza te dwie izby być nie może. Konstytucjonalista prof. Andrzej Zoll widzi inne rozwiązanie. Sędziowie składają przysięgę przed marszałkiem i informują prezydenta specjalnym listem. Mamy obecnie paraliż, od strony funkcjonowania TK trudno mówić, że jest on obecny w naszym ustroju. Ten wybór 6 sędziów TK, wybór oparty na konstytucji i zgodny z ustawodawstwem, służy naprawieniu Trybunału Konstytucyjnego. Trybunał dał prezydentowi czas na przedstawienie stanowiska do 17 kwietnia. Narodowe bezpieczeństwo wrzucone w polityczną młóckę musi szukać planu B - i tak SAFE szuka innej drogi. Premier zapowiada, że partnerzy w Unii wiedzą, co i dlaczego stało się w Polsce, umowa z Komisją Europejską tuż, a finansowe transfery popłyną do polskiej zbrojeniówki. Droga będzie bardziej skomplikowana, ale finał - jak zaplanowano: Polska Zbrojna. Mam bardzo dobre informacje. Plan A nie udał się. Plan B wchodzi w życie. Wszyscy rozumieją, co się stało w Polsce, program SAFE, program Polska Zbrojna i pożyczka w projekcie SAFE będą realizowane. A ponad 180 mld zł w ramach niskooprocentowanej pożyczki trafi do polskiego przemysłu zbrojeniowego. Jesteśmy na etapie przygotowania i podpisania umowy bezpośrednio z Komisją Europejską i myślę, że w kwietniu powinny być już pierwsze środki wprowadzane. Rząd wykorzysta Ustawę o obronie ojczyzny. To program Polska Zbrojna. Umowę podpiszą ministrowie finansów i obrony narodowej. Te pożyczki będą płynąć do Polski. Dziękuje panu premierowi za pracę na rzecz szybkiego rozwiązania tego niepotrzebnego kryzysu wywołanego przez stanowiska prezydenta i opozycji. Kryzysu wywołanego trzema słowami. Nie podpiszę ustawy. Polskie służby zostały ograbione z pieniędzy, które do tej pory były niedostępne. Bo prezydenckie weto może oznaczać utratę ponad 7 mld zł dla policji, służby ochrony państwa i straży granicznej. Miliardów, które miały sfinansować broń, środki ochrony czy tarczę antydronową. Program SAFE miał nam zapewnić, że tą kontrolę będziemy mieć na całej granicy wschodniej i na całej granicy morskiej. Tego państwo nie chcecie, tego prezydent nie chce? Naprawdę? Jednak na te i kolejne pytania... Ile w ramach waszego programu modernizacji tych hełmów kupiliście? Opozycja nie odpowiada. Atakuje. Niech pan poprosi Niemcy, to dostanie pan 5 tys. w gratisie. A zamiast rozmowy - wychodzi. Ze spotkania, które dotyczyło skutków prezydenckiego weta. To jest inny pomysł na funkcjonowanie bezpieczeństwa naszej ojczyzny. Na pewno niezgodny z polską racją stanu. Do programu SAFE chcą przystąpić kraje, które wcześniej nie były nim zainteresowane. To np. Cypr. A w Brukseli padają pytania o program SAFE 2. Sytuacja na Bliskim Wschodzie sprawiła, że kraje członkowskie dzisiaj wracają do Komisji Europejskiej i pytają, czy jeszcze z SAFE mogą być pieniądze, czy będzie kolejna edycja programu. Zwłaszcza że program wysoko oceniają ekonomiści, generałowie, eksperci i zwykli obywatele. Według ostatniego sondażu dla Radia Zet ponad 50% ankietowanych uważa weto prezydenta za niezgodne z interesem Polski. Ja jestem za europejskim, zdecydowanie, są dobre warunki, już od razu są pieniądze. Kwestia europejska pozwala nam uzyskać środki, które już mogą być bezpośrednio wykorzystane dla bezpieczeństwa ogółu. Bo dziś stawką nie jest polityczna kłótnia, ale tempo, w jakim Polska się zbroi. W "19.30" dziś jeszcze... Groźne wyczyny turystów w Tatrach. Taka moda weszła parę lat temu i teraz ludzi jest coraz więcej. Przebywanie poza szlakami, nocne wędrówki, by być na wschodzie słońca. Skoro nie można, to nie można. Łamiących przepisy namierzy cyberstrażnik. To stanowisko powstało, żeby ktoś się bacznie przyglądał, bo my nie jesteśmy w stanie wszystkiego wyłapać. Myślę, że w pewien sposób to ograniczy naśladowców, jeśli tego będzie mniej. Ta wojna miała trwać kilka dni. Już widać, że nic z tego nie będzie, ale Donald Trump nadal powtarza, że Iran nie ma już zdolności bojowych, a przewaga Ameryki w powietrzu jest druzgocąca. I to fakt, ale na morzu sprawa wygląda inaczej. Kluczowa dla światowej gospodarki Cieśnina Ormuz zaminowana, Trump wzywa na pomoc sojuszników z NATO, choć bardziej to wygląda na szantaż niż prośbę. Od niemal 3 tygodni to codzienność Irańczyków. Amerykańskie i izraelskie siły zrównują z ziemią kolejne cele powiązane z przywódcami reżimu w Teheranie. Ale w atakach giną też setki cywilów. Ratujemy tych, którzy znaleźli się pod gruzami. Armia USA twierdzi, że realizuje jasno określone cele militarne. Od początku operacji przeprowadziła ponad 6 tys. lotów bojowych. Zniszczyła m.in. ten magazyn morskich dronów. I fabrykę Shahedów. Pokazujemy możliwości sił USA w utrzymywaniu przewagi nad irańskim niebem. Pojawiły się na nim m.in. te najpotężniejsze i najdroższe bombowce na świecie. Na żywo jest bardzo duży. B-2 zaatakowały Iran także w czerwcu ubiegłego roku. Wówczas celem były główne ośrodki nuklearne. Trump twierdzi, że dzięki temu nie dopuścił do wybuchu III wojny światowej. Jeśli dacie Iranowi broń jądrową, bardzo duża część świata zostanie wysadzona w powietrze. Ale Iran nie składa broni. Szczątki rakiety wystrzelonej w kierunku Izraela spadły na Jerozolimę. Dronami i rakietami zaatakował też ambasadę USA w Bagdadzie. Lepiej nazwać tę wojnę Epickim Strachem niż Epickim Furią. Tak reżim kpi z propagandy sukcesu Donalda Trumpa. O tym, że operacja nie przebiega zgodnie z planem, świadczy paraliż kluczowej dla światowego transportu ropy Cieśniny Ormuz. I żądania prezydenta USA, by w jej odblokowaniu pomogły państwa Sojuszu Północnoatlantyckiego. Od lat chronimy te kraje za pośrednictwem NATO, bo NATO to my. Możecie zapytać Putina. Nie boi się Europy. Boi się USA. Odmówiły m.in. Hiszpania, Włochy, Francja i Niemcy. Premier Donald Tusk mówi wprost: nie wyśle polskich żołnierzy do Iranu. Polska ma inne zadania w ramach NATO. To, co mamy w dyspozycji, musi służyć bezpieczeństwu Bałtyku. Podobny głos płynie też z Brukseli. Nikt nie jest gotowy narażać swoich ludzi na niebezpieczeństwo w Cieśninie Ormuz. Musimy znaleźć dyplomatyczne sposoby. Nieoficjalnie po raz pierwszy od wybuchu wojny doszło do rozmów między dyplomatami USA i Iranu. Donald Trump deklaruje szybki koniec wojny w Iranie. I snuje plany. Wierzę, że będę miał zaszczyt zdobyć Kubę. O śmierci Ewy Tylman widomo tyle, że do tragedii doszło w 2015 roku, gdy jej ciało wyłowiono z Warty. Reszta okoliczności to nadal wersja prokuratury. Główny podejrzany, Adam Z., był już trzykrotnie uniewinniany, a teraz, po decyzji sądu apelacyjnego, sprawa znów wraca do rozpatrzenia. Po 10 latach od śmierci Ewy Tylman sprawa wciąż nie jest rozstrzygnięta. Adam Z. już trzykrotnie w sądzie słyszał, że jest niewinny - ale będzie musiał walczyć dalej. Dziś sąd apelacyjny po raz kolejny uchylił wyrok sądu I instancji i skierował sprawę do ponownego rozpatrzenia. Dla mnie to jest dowód, że ten wymiar sprawiedliwości działa, że umożliwia się podejrzanemu prawo do obrony, że ten proces trwa, że racje wszystkich stron są brane pod uwagę. Jest wyrok, my ten wyrok szanujemy, walczymy dalej. W tej chwili najważniejszą rzeczą jest rozważenie, czy znajdziemy podstawy na złożenie skargi na to orzeczenie, bo jest taka procedura w Kodeksie postępowania karnego, która pozwala złożyć skargę na orzeczenie uchylające. Rok temu sąd uniewinnił Adama Z. od zarzutu zabójstwa, nie skazał go także za nieudzielenie pomocy, mimo że podczas jednego z pierwszych przesłuchań mężczyzna powiedział, że widział, jak Ewa Tylman wpadła do rzeki. Sąd uznał jednak, że te słowa padły pod presją policji i nie mogą być dowodem. Dziś skład orzekający stwierdził, że są przesłanki, by skazać Adama Z. za nieudzielenie pomocy, a poprzedni wyrok był błędem. Kolejny - czwarty już - proces w tej sprawie rozpocznie się najprawdopodobniej za kilka miesięcy. Pod Wrocławiem policja przejęła 42 kg kokainy, ukryte w ogrodowych donicach. Skrytki były przygotowane w betonowych ściankach i wszystko wskazuje na to, że tak dopiero zaczynała się podróż narkotyków. Śledztwo jest silnie rozwojowe, bo policja ustala, kto je przygotował i dokąd miały trafić. To była wyjątkowa operacja. Policjantów działających na tej posesji w Krajkowie, pod Wrocławiem, wspierał patrol w śmigłowcu wyposażonym w specjalne kamery. Efekt wielotygodniowej obserwacji i tego nalotu to zatrzymanie ponad 42 kg kokainy. Zabetonowanie tego w takim niepozornym przedmiocie. Nie tylko ilość narkotyków robi wrażenie, ale i pomysłowość przestępców. Stworzono specjalne takie formy do betonowych donic, tam zalewano specjalnie przygotowane ponadkilogramowe paczki narkotyków. W takiej formie miały prawdopodobnie ruszyć dalej. Policja ustala właśnie dokąd. Funkcjonariusze prowadzą dalsze czynności, których celem jest ustalenie źródła pochodzenia zabezpieczonych narkotyków oraz identyfikacja kolejnych osób mających związek z tym procederem. Zatrzymany podczas akcji 42-letni mężczyzna usłyszał już zarzuty obrotu znacznymi ilościami narkotyków. Na podstawie wniosku prokuratora sąd rejonowy dla Wrocławia-Krzyków zastosował tymczasowy areszt wobec podejrzanego na okres 3 miesięcy. Kilkumiesięczne postępowanie prowadzone przez policjantów z Wydziału Kryminalnego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu we współpracy z Centralnym Biurem Śledczym Policji ma też wątki zagraniczne. Posiadamy informację w ramach międzynarodowej współpracy policji od strony norweskiej, że mężczyzna również w ich kraju trudnił się przestępczością narkotykową, co może świadczyć, że działał w międzynarodowej grupie przestępczej. Zatrzymany mężczyzna na podstawie już postawionych zarzutów może trafić do więzienia na 12 lat. Wartość przechwyconych narkotyków to nawet 17 mln zł. Może dla niepoznaki powinien wyglądać jak cywilne auto, ale policja nie zamierza ukrywać, że ma Mustanga i nie zawaha się go użyć. Maszyna ma całą stadninę pod maską i będzie postrachem piratów drogowych na Mazowszu. Już zdążył obudzić niezdrowe emocje polityków wietrzących skandal, ale rzeczywistość pokazała, że nie ma się co rozpędzać. To nie jest samochód z gry komputerowej ani z filmu akcji. To jest nowa broń polskiej policji w walce z piratami drogowymi. Za kierownicą wyszkoleni policjanci z Grupy Speed. A pod maską widlasta ósemka i moc 450 koni mechanicznych. Przy wciskaniu pedału przyspieszenia czuć tę prędkość. To jest dosłownie kilka sekund do setki czy do 200 km/h. Jedyny taki radiowóz trafił do służby w Radomiu. Legendarny "muscle car" będzie patrolował mazowieckie drogi i pomoże walczyć z drogowymi piratami. Jestem nawet przekonany, że ten radiowóz znacznie pomoże nam w zatrzymywaniu i eliminowaniu z drogi tych kierowców. Bo przekraczanie prędkości to jeden z grzechów głównych na polskich drogach. Tylko w ubiegłym roku kierowcy zrobili to ponad 2,5 mln razy. Im szybciej jedziemy, tym większe prawdopodobieństwo zaistnienia zdarzenia drogowego. Statystyki też pokazują, że zmniejszenie prędkości o 1 km/h w ruchu drogowym przekłada się na 3-4% spadek liczby zabitych. Do tego dochodzi alkohol. W 2025 roku policjanci zatrzymali ponad 95 tys. kierowców na podwójnym gazie. A w przypadku gdy kierowca ma we krwi ponad 1,5 promila alkoholu, auto może przepaść na rzecz państwa. Właśnie tak stało się z tym Mustangiem. Kierujący, który został zatrzymany w kwietniu 2025 roku do kontroli drogowej, miał ponad 2 promile alkoholu. Ale zanim auto trafiło do policji, trafiło do internetu i stało się gwiazdą fake newsów. W sieci pojawiły się nieprawdziwe informacje o tym, jakoby samochód uległ uszkodzeniu. My te informacje zdementowaliśmy natychmiast, w tym samym czasie samochód był już w naszym garażu. Fejki i dezinformację powielał również europoseł PiS Waldemar Buda, który twierdził, że zarekwirowany wóz miał trafić do prywatnego użytku ministra Marcina Kierwińskiego. Wcześniej wydało się, że to, co pisze, wynikało z jego niekompetencji. A tu już wynika z absolutnej głupoty. Bo to jest sekunda, żeby sprawdzić, że to jest fake news. I tu nasuwa się refleksja: zarówno w internecie, jak i na drodze warto zachować rozsądek. Stare przysłowie powiatowych herosów mówi, że przepisy są po to, by je łamać. Dobrze ich znają w Tatrzańskim Parku Narodowym, bo tam grasują, wchodząc na krzyż na Giewoncie, odpalając w lesie sztuczne ognie, kąpiąc się w górskich stawach. Czasem prezentują swoje osiągnięcia w sieci, a to może być ryzykowny zwyczaj, bo właśnie pojawił się w górach nowy szeryf. Polacy kochają Tatry i miłość tę pokazują w sieci. Czerwiec zeszłego roku. Autor nie zapomniał o nagraniu swoich wyczynów, ale zapomniał, że może zranić ludzi na dole. A to już świąteczne nagranie turystów na tafli Morskiego Oka. Popisy oczywiście zamieszczone w mediach społecznościowych. Teraz jest ta moda na Instagram i wielu ludzi robi sobie zdjęcia przy wschodzie słońca, zachodzie słońca, chodzą nieodpowiednio ubrani, nieodpowiednio przygotowani. To już wrzesień. Turysta Rysy zdobywa ze swoim psem. Właśnie takich filmików i zdjęć w internecie ma szukać nowy strażnik Tatrzańskiego Parku Narodowego. Nie będzie chodził z lornetką po szlakach, ale wypatrywał, co w internecie publikują turyści. Publikacji, które promują różne nielegalne zachowania w TPN, przebywanie poza szlakami, nocne wędrówki, żeby być na wschodzie słońca. A takie nocne wędrówki są zakazane, bo są niebezpieczne i płoszą zwierzęta. Podobnie jak biwakowanie czy rozpalanie ognisk. Liczba łamiących przepisy rośnie równie szybko jak liczba tych, którzy odwiedzają Tatry. Są jacy są. Szczególnie polska mentalność, czyli jak coś nie można, to najlepiej to zrobić. Teraz wszyscy czują się zobowiązani wrzucić relacje ze swoich wypraw, wyczynów na Instagram itp. Pojawiają się ogromne ilości materiałów o wchodzeniu w majtkach zimą na wierzchołek. I właśnie dlatego może się okazać, że bardziej skuteczny od strażnika na szlaku będzie strażnik przy komputerze. Właśnie to stanowisko powstało, ktoś będzie się temu bacznie przyglądał, bo my nie jesteśmy w stanie wszystkiego robić. Oczywiście jeżeli się da, to reagujemy. Natomiast taka osoba będzie się stricte tym zajmowała. TPN na razie nie ujawnia tożsamości "cyberrangera", ale potwierdza, że działa od początku marca, i to skutecznie. Już pierwsza taka sytuacja została zidentyfikowana. To był lot dronem na terenie TPN. Więc złożyliśmy odpowiednie zawiadomienie w tej sprawie. Mandat w TPN może sięgnąć 500 zł, ale przy kumulacji wykroczeń - nawet 1000 zł. Jeśli sprawa trafi do sądu, wybryk może kosztować nawet 5 tys. zł. Parki narodowe, jeziora, pałace. Podlasie ma szczęście do turystycznych atrakcji, ale nie ma szczęścia do geopolityki. Kryzys migracyjny na wschodzie zbudował tam więcej posterunków niż pensjonatów i przeorał biznesy pasami strefy przygranicznej. W zeszłym roku zaprosić gości pomagał Podlaski Bon Turystyczny, w tym roku też pomoże. W tym domku we wsi Skroblaki można przekonać się, co znaczy podlaska gościnność. Są lokalne produkty, piec do pieczenia chleba, miód z pasieki, a dla bardziej wymagających strefa SPA. Jak wjeżdżają i wchodzą do domku, to jest przede wszystkim: "Ojej, jak u babci". A jak wyjeżdżają, to czują się przede wszystkim wypoczęci, spokojni. Naszym największym plusem jest obcowanie z naturą. To jeden ze 160 obiektów, w których będzie można zrealizować Podlaski Bon Turystyczny, czyli dofinansowanie do noclegu w wysokości od 300 do 400 zł. Druga edycja projektu jest podzielona na 3 tury. Wysokość bonu nie będzie zależała od kategorii obiektu, który turysta wybiera. Pierwsza tura, wiosenna, generowanie bonów rusza 21 marca. Bony realizujemy od 1 kwietnia do 30 czerwca. Druga tura startuje w lipcu i potrwa do końca wakacji. Trzecia, najdłuższa, od września do końca grudnia. Wysokość bonu w ostatniej będzie najwyższa. Jak z niego skorzystać? Wystarczy wejść na stronę www.podlaskibonturystyczny.pl, kliknąć zakładkę "Złóż wniosek o bon", a następnie wypełnić i wysłać formularz. Pierwsza edycja akcji cieszyła się gigantyczną popularnością. Udało nam się dotrzeć nie tylko do mieszkańców Polski, ale i poza granice. Również efektem tego instrumentu był wzrost rezerwacji w podlaskich hotelach i pensjonatach prawie o 51%. Szymon Żyliński swój bon wykorzystał we wrześniu. Spędził weekend w Goniądzu. Odwiedził też Tykocin. Często żyjemy zagonieni naszym codziennym życiem, od poniedziałku do piątku, a ten weekend jest możliwością odetchnięcia. Jedliśmy kartacze, piliśmy smaczny kompot. Ogólnie świetny wyjazd i bardzo polecam. Akcję chwalą też sami hotelarze. Gościniec "Folwark Nadawki" ponownie zaprasza na "podlaską babkę" czy "schabowego po chłopsku", przy akordeonie. Do mnie nawet prywatnie dzwoniły osoby, z którymi się znamy, i pytały: "Coś tam macie na Podlasiu takiego fajnego?", "Nie zdążyliśmy kupić, czy można coś z tym zrobić?". Ja mówię: "No musicie być czujni i musicie pilnować". Dlatego przypominamy. I tura generowania bonów już w sobotę. A Podlasia reklamować nie trzeba. Oaza spokoju i natury. I 4 wyjątkowe parki narodowe. Za chwilę mec. Sylwia Gregorczyk-Abram u Doroty Wysockiej-Schnepf w "Pytaniu dnia". A w "19.30" to już wszystko, dziękuję państwu za uwagę i życzę spokojnego wieczoru.