Kryptoweto utrzymane - premier pokazuje rosyjskie związki z giełdą kryptowalut. Sprzeczne cele - PiS i stowarzyszenie Morawieckiego na kursie kolizyjnym. Na razie otwarta - Iran będzie przepuszczał statki przez Cieśninę Ormuz. Kolejna nieudana próba odrzucenia prezydenckiego weta do ustawy o kryptoaktywach. Poranne głosowanie zwieńczyło gorącą awanturę. Premier ostrzega przed interesem za brudne pieniądze rosyjskiej mafii z zaginięciem i zaangażowaniem służb w tle i pyta, czy państwo ma chronić obywateli czy oszustów. Zdaniem opozycji ustawa jest zbyt restrykcyjna i jeśli przez nią obywatele przeniosą inwestycje za granicę, to to będzie prawdziwe zagrożenie. Pieniądze rosyjskich służb, tajemnicze zaginięcie twórcy firmy i tysiące poszkodowanych klientów. Historia Zondacrypto - przekonywał dziś Donald Tusk - to doskonały dowód na to, że rynek kryptowalut trzeba uregulować na już. Jeśli trzeci raz uda wam się ochronić tę konkretną firmę, jeśli trzeci raz uda wam się narazić Polaków na wielkie straty, to rzeczywiście będziecie mogli sobie pogratulować. Protestował prezydencki minister. Nie ostrzegaliście Polaków przed tym procederem i to jest wasza odpowiedzialność, a nie odpowiedzialność prezydenta czy opozycji. Ale nim doszło do głosowania prezydenckiego weta - awantura. Wszczęta przez Dariusza Mateckiego, Michała Wosia i Łukasza Mejzę. Posłom PiS bardzo zależało na tym, żeby odwrócić uwagę od zasadniczego tematu, czyli od kwestii nadzoru nad rynkiem kryptowalut. Zawetowana ustawa, twierdził minister finansów Andrzej Domański, dawała Komisji Nadzoru Finansowego realne narzędzia, żeby chronić Polaków. Brak tej ustawy to eldorado dla oszustów i do tego eldorada dopuszcza prezydent. Choć przedstawiciele Zondacrypto zapewniają, że jest wypłacalna, klienci od tygodni nie mają dostępu do środków. W Sejmie Donald Tusk przypomniał o niejasnych okolicznościach, w których giełda powstała. W 2022 roku rozpoczęła się wielka kariera Zondacrypto z nowym szefem. Wiecie, za czyje pieniądze? Za pieniądze rosyjskiej mafii. I przypomniał, że pieniądze dostawali od niej politycy prawicy: Zbigniew Ziobro oraz Przemysław Wipler. Łącznie ponad 700 tysięcy złotych. Panie prezesie Kaczyński, to pytanie ciąży nad panem, mam nadzieję, że pan wyjdzie tu i na to pytanie odpowie. Czy pan wiedział, że pański zastępca bierze pieniądze od Zondacrypto? Jeśli giełda upadnie, poszkodowanych może być nawet 30 tysięcy osób. Straty mogą sięgnąć 350 milionów złotych. Ale nawet to nie przekonało opozycji do pilnego wprowadzenia nowych przepisów. Przestrzegałem w Sejmie, żeby Polacy byli ostrożni, jeśli chodzi o inwestowanie w kryptowaluty. Natomiast Donald Tusk znów próbuje przerzucić gorący kartofel. Do odrzucenia prezydenckiego weta potrzeba było 263 głosów. Koalicja miała tylko 243. Scenariusz filmu kryminalnego. Naprawdę nie wiem, co kieruje politykami PiS. Co ciekawe, część polityków nie zagłosowała dziś w ogóle. Byli wśród nich Jarosław Kaczyński oraz Mariusz Błaszczak. Kaczyński i Błaszczak, nie biorąc udziału w glosowaniu nad wetem prezydenta, de facto potwierdzili wersję rządu. Wiedzą doskonale, że ta ustawa powinna obowiązywać. Mariusz Błaszczak przed pytaniami w Sejmie uciekał. A ja pana pytam, czemu pan nie zagłosował. A Jarosław Kaczyński twierdzi, że zwolennikiem kryptowalut nigdy nie był. Myśmy się niczego nie wystraszyli. Po prostu obydwoje jesteśmy przeciwnikami nie tylko tej firmy, ale w ogóle kryptowalut. Jeżeli tak, to otwarte pozostaje pytanie, dlaczego po raz kolejny PiS oraz Konfederacja blokują uregulowanie rynku kryptowalut. W sprawie Zondacrypto Prokuratura Regionalna w Katowicach wszczęła właśnie śledztwo. Statut partii to dokument, który z różnymi poprawkami w PiS-ie istnieje od dawna, ale właśnie ma swoje pięć minut. Członkostwo w partii straci ten, kto znajdzie się w organizacji o celach sprzecznych z celami czy interesem PiS-u - tak wynika z artykułu szóstego, który Prezydium Komitetu Politycznego pokazuje członkom stowarzyszenia Mateusza Morawieckiego i proponuje im polityczne pomysły realizować w radzie eksperckiej. Rada czy rozłam? Wiadomość prezesa PiS skierowana do Mateusza Morawieckiego jest jasna: albo stowarzyszenie, albo partia. Trzeba wybrać. I jasno mówię, że dla ludzi, którzy by się w to angażowali, miejsc na naszych listach nie będzie. Jarosław Kaczyński przywołuje statut PiS. Zaczyna już budować struktury lokalne. Nie można doprowadzać do tego, żeby na jednej partii wyrastała druga. Były premier ze stowarzyszenia, które ma być think tankiem, rezygnować nie zamierza. Zapewnia, że nie działa wbrew interesom PiS, tylko na ich rzecz. Do stowarzyszenia Morawieckiego zgłosiło się w sumie około 40 polityków PiS. Jedność w różnorodności. Dla mnie to stowarzyszenie jest i będzie częścią Prawa i Sprawiedliwości. Ja nigdzie się nie wybieram. Rozwój Polski nie tylko nie jest sprzeczny z celami PiS, ale wprost jest celem PiS-u. Ale w PiS-ie wrze. Wczoraj zwołano pilną naradę na Nowogrodzkiej. Z jednej strony słowa o jedności. Jedność jest dla nas najważniejsza. Musimy przestać te kłótnie, te ambicje, tylko po prostu skoncentrować się na jedności i iść do przodu. Z drugiej ostrzeżenie przed konsekwencjami dyscyplinarnymi. Możliwe nawet usunięcie z partii. Nie ma zgody na tworzenie tego typu podmiotów, które jawnie uderzają w interesy PiS. Zapowiedziano też powołanie rady eksperckiej PiS jako alternatywy dla stowarzyszenia Morawieckiego. Skończy się to w końcu odejściem Morawieckiego z PiS-u. Bo to nie pierwszy zgrzyt w PiS-ie między maślarzami i harcerzami. Oliwy do ognia dolał partyjny casting na kandydata na premiera. Powołanie pana profesora Czarnka jest główną przyczyną tych wszystkich wydarzeń. Mateusz Morawiecki dla części elektoratu PiS byłby zdaniem prezesa trudny do zaakceptowania. Jest jak czerwona płachta na byka. Rządzący ironizują. Z tego, co słyszałem, Morawiecki założył stowarzyszenie Rozbój plus. Ta nazwa byłaby dość adekwatna. Tak z kolei premier komentuje najnowszy sondaż, w którym PiS ma zaledwie 18 procent. Pierwszy sondaż, gdzie PiS ma jedynkę z przodu. Wewnętrzne tarcia nie pomagają. To na pewno nas nie buduje, tylko stawia przed bardzo dużym znakiem zapytania. Głosowanie na ewentualne nowe ugrupowanie Mateusza Morawieckiego po jego wyjściu z PiS-u rozważyłoby ponad 16 procent badanych. Niech się dzieli. Tylko ani Morawiecki, ani Kaczyński nie zrzucą z siebie odpowiedzialności za te lata złodziejstwa, z którymi mieliśmy do czynienia pod rządami PiS-u. Na razie były premier zapewnia, że nigdzie się nie wybiera. W Sejmie czeka opozycyjny wniosek o odwołanie ministry klimatu Pauliny Hennig-Kloski, powinien być głosowany najpóźniej na ostatnim kwietniowym posiedzeniu. Tyle formalności, bo zdecydowanie ciekawsze jest to, co dzieje się za koalicyjnymi kulisami. Premier na spotkaniu z liderką Polski 2050 Katarzyną Pełczyńską-Nałęcz jasno dał do zrozumienia, że zielone światło dla wotum nieufności to czerwona karta dla koalicji w obecnym kształcie. Byłoby taką zwykłą polityczną głupotą. Tak rządzący oceniają sugestie płynące z Polski 2050, że ich poparcie dla ministry klimatu i środowiska stoi pod znakiem zapytania. Podejmiemy decyzję o głosowaniu według własnych przekonań i własnych decyzji, Chodzi o wniosek o wotum nieufności złożony przez PiS i Konfederację. Podobnych wobec innych ministrów było wiele. Rządzący zawsze stawali za nimi murem. Tę zasadę koalicji podczas wczorajszego spotkania z liderką Polski przypomniał premier. To jest dość oczywiste i powiedziałem otwarcie i to nie ma co ukrywać. Jak się okaże, że nie jesteście z nami, to się pożegnamy, jeśli zdacie ten test koalicyjnej lojalności i solidarności będziemy dalej pracować, jak nie, to pożegnamy się. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz jeszcze rano utrzymywała, że nic takiego nie padło. Nie usłyszałam nic takiego co bym uznałabym za ultimatum. Rządzący przypominają, że umowa koalicyjna zakłada zgodne działanie. Nie wyobrażam sobie, że jakiś klub, jakieś grono posłów, jakaś część może koalicji rządowej z ministrami zagłosuje przeciwko Hennig-Klosce, to by oznaczało koniec ich w rządzie. Ale część polityków Polski 2050 przekonuje... To jest bardziej skomplikowane. Skomplikowane są na pewno relacje między tymi posłami, których do Sejmu wprowadził Szymon Hołownia. Po burzliwym rozwodzie sprzed dwóch miesięcy partia podzieliła się na pół, na dwa kluby parlamentarne. W jednym liderką jest ministra funduszy - w drugim ministra klimatu. To nie jest tak, że akurat do Pauliny Hennig-Kloski, która kiedyś była z wami w jednym ugrupowaniu, teraz Polska 2050 ma najwięcej pretensji i zarzutów? Nie mamy żadnych zarzutów. Nie ma to znaczenia. Według drugiej strony chyba jednak ma. Skoro przed rozwodem były kwiaty, a potem już tylko pretensje. To jest taka nawalanka w piaskownicy łopatkami przez niektórych. Pytanie, jakie będą jej skutki. Ten rozwód bardzo emocjonalny nie jest w stanie rozkołysać za bardzo koalicji rządzącej? Rozwody chyba to do siebie mają, że emocji tam nigdy nie brakuje. Mam nadzieję, że koleżanki i koledzy będą w stanie zgodnie współpracować. Wymaga tego sejmowa arytmetyka, gdzie do większości potrzeba pięciu ugrupowań. Koalicja, by działać stabilnie, potrzebuje tych filarów pięć. I każdy tu musi stanąć na wysokości zadania. O tym samym mówi Polska 2050. Jako odpowiedzialny współkoalicjant uważam, że żadna opozycja nie będzie ustawiać nam rządu, który będzie ustawiać pan premier. Czyli decyzja została podjęta? Oczekujemy jeszcze spotkania z panią minister. Do spotkania nie doszło, choć obie strony wyznaczyły terminy i wysłały zaproszenia. Współkoalicjanci coraz głośniej mówią o potrzebie mediacji. Oglądają państwo 19:30. W piątkowym podsumowaniu za chwilę ponownie otwarta Cieśnina Ormuz, a potem także... Gwiazdy na murawie - TVP kontra artyści. Niech państwo oglądają. Będzie mnóstwo emocji. Damy z siebie wszystko, ale wygrają ci, którzy tego najbardziej potrzebują. Pieniądze będą przeznaczone na zakup samochodu do transportu krwi. A na rozgrzewkę król latino. Będzie wesoło, będzie dużo radości. Iran otwiera Cieśninę Ormuz na czas rozejmu, Stany Zjednoczone utrzymują morską blokadę Iranu. Na wąski pasek morza, którym płynęła jedna piąta światowego handlu ropą, patrzą w Paryżu liderzy ponad czterdziestu państw, by pod przewodnictwem Francji i Wielkiej Brytanii rozmawiać o planie na otwarcie cieśniny na stałe. Przywracanie żeglugi na kluczowym szlaku miałoby się rozpocząć, kiedy zakończy się wojna. W bliskowschodnim wojennym teatrze Europa była jedynie widzem. Teraz chce być aktorem w budowaniu pokoju. W Paryżu powstawał dziś plan pełnego odblokowania Cieśniny Ormuz. Domagamy się całkowitego, natychmiastowego i bezwarunkowego otwarcia Cieśniny Ormuz przez wszystkie strony. Przywrócenia warunków swobodnej żeglugi sprzed wojny. Nowa koalicja chętnych powstała z inicjatywy Francji i Wielkiej Brytanii. Na apel odpowiedziało 50 krajów świata, w tym Polska. Cel: na nowo i na stałe ponownie otworzyć i zabezpieczyć cieśninę. Bez min i opłat. Francja chce wysłać na miejsce wojsko: niszczyciele min, fregaty i samoloty rozpoznawcze, by stworzyć na przyszłość bezpieczny system eskorty dla tankowców. Potwierdzam, że wraz z Francją stajemy na czele międzynarodowej misji. To będzie misja pokojowa i obronna. Ale ten przygotowywany w Pałacu Elizejskim ambitny plan może wejść w życie dopiero po zakończeniu wojny, bo nikt nie chce ryzykować zdrowiem i życiem żołnierzy. Dlatego jego powodzenie zależy przede wszystkim od wyniku rozmów pokojowych USA i Iranu. Iran poinformował dziś, że otwiera Cieśninę Ormuz dla ruchu handlowego. Ale tylko na wyznaczonej trasie i nie na stałe, a jedynie na kolejne 10 dni. Bo tyle właśnie ma trwać zawieszenie broni w Libanie. Co dalej, nie wiadomo. Rozejm między Izraelem a Libanem wszedł w życie wczoraj przed północą. Libańczycy masowo zaczęli wracać na południe kraju - w miejsca, gdzie kiedyś stały ich domy. Ale rozejm jest niezwykle kruchy, bo Tel Awiw i Hezbollah nie zgadzają się co do żadnych jego warunków. Mamy dwa żądania: rozbrojenie Hezbollahu i trwałe porozumienie pokojowe. Hezbollah nalega na wycofanie się Izraela z całego terytorium Libanu i zawieszenie broni. Nie zgodziłem się na żaden z nich. Przedstawiciele Izraela i Libanu mają spotkać się niebawem w Białym Domu. Prezydent USA zapowiedział też, że druga runda rozmów z Iranem może odbyć się już w ten weekend i że wojna prawie się skończyła. Ale na razie Amerykanie wciąż blokują irańskie porty i wybrzeża. Kolejna runda negocjacji będzie ostatnią i doprowadzi do całkowitego zakończenie wojny w regionie, obiecuje Teheran. Minister energii podsumował program Ceny Paliwa Niżej Według szacunków dzięki wprowadzeniu pakietu Polacy zaoszczędzili około trzech miliardów złotych. Prowadzone kontrole pokazały, że są stacje, które miały swoje ceny maksymalne i końcowy rachunek niekoniecznie się im zgodzi. A sam CPN wciąż ma być inflacyjnym hamulcem i gwarancją, że nie wzrosną ceny w innych sektorach, ale sytuacja na Bliskim Wschodzie jest niepewna. To dzisiejsze ceny paliw w Polsce. Najniższe od końca marca, gdy po gwałtownych wzrostach zainterweniowało państwo. Przyzwoicie. Wszędzie jest równo, nie trzeba wybierać. Dwa dni temu żeśmy jechali, to kosztowało 6,19. A teraz 6,04. A czy na weekend jeszcze spadnie, tego nie wiem. Już wiadomo, bo jest nowe rozporządzenie ministerstwa energii. Benzyna i olej napędowy potanieją. Cena diesla spadnie o jedenaście groszy. Chociaż nie wszędzie cenę maksymalną stosowano. W kwietniu skontrolowano ponad cztery tysiące stacji. Ponad sto zawyżało stawki. Prowadzone jest postępowanie, kontrola celno-skarbowa, natomiast już po zakończeniu może zostać nałożona kara administracyjna nawet do miliona złotych. Kontrole będą kontynuowane, bo kontynuowany będzie program Ceny Paliwa Niżej. W ciągu najbliższych dni, tygodni nie przewidujemy wygaszenia tego programu, bo ta sytuacja międzynarodowa nie uspokaja się. Choć na światowych rynkach jest wiara w porozumienie na linii USA - Iran. Po dzisiejszych doniesieniach o tymczasowym otwarciu Cieśniny Ormuz ceny ropy gwałtownie spadły. Baryłka kosztuje mniej niż dziewięćdziesiąt dolarów. Mamy do czynienia ze spadkiem, zauważalnym spadkiem. Takim trochę optymistycznym związanym z perspektywą rychłego procesu pokojowego. Dwa razy droższa jest baryłka paliwa lotniczego. Trzy czwarte importowanego do Europy gotowego surowca pochodzi z Bliskiego Wschodu. Ostatnią dostawę z Zatoki Perskiej zapewnił ten tankowiec - dopłynął do Rotterdamu kilkanaście dni temu. Stąd takie alarmujące informacje. W Europie mamy zapas paliwa lotniczego na jakieś sześć tygodni. Jeśli nie uda nam się otworzyć Cieśniny Ormuz, wkrótce usłyszymy wiadomość, że niektóre loty z miasta A do miasta B mogą zostać odwołane. Zdaniem ekspertów cięcia siatki połączeń i droższe loty to realny scenariusz. Biura podróży już powolutku zaczęły podnosić ceny i też niektóre biura zaczęły już pisać do klientów z prośbą o dopłatę. Te połączenia, na których linie lotnicze zarabiają stosunkowo mało, po prostu się nie odbędą, czyli nie kupimy biletów lotniczych do destynacji, które są tanie. Pierwsze ograniczenia w tankowaniu samolotów wprowadzono już na niektórych włoskich lotniskach. Sytuacja w zakresie paliwa lotniczego jest najtrudniejsza ze wszystkich rodzajów paliw. Ale w Polsce na razie stabilna. Na krajowych lotniskach większość stanowi paliwo wyprodukowane w rafineriach Orlenu. Prokuratura Okręgowa w Lublinie wszczęła postępowanie w sprawie niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariuszy publicznych w związku z dopuszczeniem do udziału w niejawnym posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego osoby nieuprawnionej. Chodzi o szefa BBN Sławomira Cenckiewicza. Decyzję podjęto po analizie materiału dowodowego przekazanego w tej sprawie oraz uzupełniającym przesłuchaniu pana ministra. W najbliższym czasie prokuratorzy będą wykonywali zaplanowane czynności. Co do terminów tych czynności, rodzaju czynności oraz ich czynności nie udzielamy informacji. Materiały zostały przekazane przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, ale zawiadomienie było złożone przez ministra koordynatora do spraw służb specjalnych. Przestępstwa są zagrożone karą pozbawienia wolności do lat trzech. W środę Naczelny Sąd Administracyjny oddalił skargę kancelarii premiera na orzeczenia sądu niższej instancji, które uchylały decyzję o cofnięciu poświadczenia bezpieczeństwa Sławomirowi Cęckiewiczowi. Szybcy i niebezpieczni. Kurierzy na motorowerach są coraz bardziej popularni, dostarczają przesyłki szybko, ale za ich tempem nie nadążają przepisy. Dlatego na wrocławskim rynku specjalne patrole sprawdzają pojazdy kurierów. Jednak do skutecznego działania sporo jeszcze potrzeba. Wygląda jak rower, ale wiele wskazuje na to, że nim nie jest. Bo kierujący w ogóle nie pedałuje, a silnik elektryczny pozwala rozpędzić się do prędkości znacznie powyżej dwudziestu pięciu kilometrów na godzinę. Naprawdę się nasila i to chyba myślę, że ta czerwona linia już się do nas zbliża i musimy coś z tym zrobić. To dziś problem wszystkich polskich miast. I przepisów, które nie nadążają za pomysłowością użytkowników elektrycznych pseudorowerów. We Wrocławiu na wniosek mieszkańców straż miejska postanowiła kontrolować, czy rowery elektryczne kurierów jeżdżących po mieście są naprawdę rowerami. Na obecną chwilę nie mamy możliwości za stan techniczny pojazdu karać mandatem karnym, co by generalnie przyspieszyło tę całą procedurę. I jeśli strażnicy mają wątpliwości, sprawę muszą kierować do sądu. Walczyć szybko i skutecznie z elektrycznymi pojazdami udającymi rowery pomogłyby między innymi mobilne hamownie, które sprawdzają moc i prędkość takich pojazdów. Technicznie rzecz biorąc, takich narzędzi jeszcze w Polsce nie ma, są prowadzone pewne prace między innymi na Politechnice Poznańskiej, żeby zbudować takie narzędzia. Hamownie na testy trafiły między innymi do Poznania i Gdańska. Po przeprowadzeniu testów funkcjonariusze przeanalizują zebrane dane i informacje pod kątem oceny przydatności testowanej hamowni w codziennej służbie. Ministerstwo Infrastruktury informuje, że pracuje nad zmianami w prawie. Zdaniem Cezarego Grochowskiego z Wrocławskiej Inicjatywy Rowerowej zmiany potrzebne są jak najszybciej, bo kurierzy korzystający z pseudorowerów czują się po prostu bezkarni. Jak już się przekonają, że nie ma opcji, żeby jeździć, i prędzej czy później zostaną ukarani, oczywiście jeżeli będą łamać przepisy i jeździć tak, jak jeżdżą teraz, to przestaną to robić po prostu. Kiedy zmiany w prawie wejdą w życie, na razie nie wiadomo. Dmytro nie widział mamy przez cztery lata, odkąd po wybuchu pełnoskalowej rosyjskiej agresji trafił na okupowane tereny w obwodzie chersońskim. Dzięki staraniom Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Ukrainy najbliżsi spotkali się w Warszawie. To historia, która łamie serce i jest drastycznym przykładem rosyjskiego procederu porywania ukraińskich dzieci. Julia Demianiwna cztery lata nie widziała swojego syna. Nie możemy pokazać jego wizerunku. Był więziony w obwodzie chersońskim na okupowanych przez Rosję terenach Ukrainy. Bardzo czekałam, jestem przeogromnie wdzięczna, że on wraca. Syn Julii Dmytro i siedmioro innych dzieci wrócił dzięki staraniom Biura Rzecznika Praw Obywatelskich Ukrainy. Za każdą historią stoją łzy, lata czasami poważnych tortur - nie tylko fizycznych ale i psychicznych. Według władz w Kijowie Rosja nielegalnie deportowała ponad dziewiętnaście tysięcy dzieci z Ukrainy. ONZ oskarżyła Moskwę, w tym prezydenta Rosji i rosyjską rzeczniczkę praw dziecka, o popełnienie zbrodni przeciwko ludzkości. Rosjanie nadają ukraińskim dzieciom swoje obywatelstwo, rusyfikują i organizują nielegalne adopcje do rosyjskich rodzin. Oni chcą pozbawić ich pamięci, że oni są Ukraińcami. Walczyć z tym próbuje wiele międzynarodowych organizacji. Najtrudniejszą częścią tej pracy jest identyfikacja i odnalezienie ich rodzin. To właśnie do matek tych dzieci swoje słowa skierowała Julia Demianiwna. Mam nadzieję, że inne matki, które czekają na dzieci, które straciły, znajdą w sobie siły, by o nie walczyć, walczyć o to, by te dzieci wróciły. Starania i rozmowy z Rosją na rzecz powrotu ukraińskich dzieci do swoich rodzin prowadzą też Stany Zjednoczone, angażuje się w nie Melania Trump. Obie strony uczestniczyły w kilku nieoficjalnych spotkaniach i rozmowach telefonicznych, prowadzonych w duchu dobrej woli. Rosja zaprzecza, by wywoziła dzieci wbrew ich woli. Jednak wiadomo, że są oddzielane od rodzin, wysyłane na szkolenia wojskowe, do produkcji dronów lub na przymusową reedukację. Możesz tylko prosić, pisać i mieć nadzieję, że ktoś ci odpowie i pomoże. Dlatego bardzo, bardzo to przeżywam, przepraszam. To mecz, w którym wszyscy grają do jednej bramki. TVP kontra artyści już w najbliższą niedzielę na murawie płockiego stadionu imienia Kazimierza Górskiego. Ci, którzy pojawią się na boisku, są Państwu dobrze znani, ale przyjmą zupełnie nowe role i zagrają, by pomagać podopiecznym Fundacji Telewizji Polskiej. A na muzycznej scenie też wszystko zagra. To będzie wyjątkowy mecz, a przed nim - wyjątkowy koncert. Obydwie drużyny trenują w pocie czoła. I niech nie zwiedzie nas fałszywa skromność, to tylko zasłona dymna, która ma uśpić czujność przeciwnika. Jestem w takim wieku, że bardziej interesują mnie wyniki badań lekarskich niż wyniki meczów, w których gram. A jak trenujecie, macie jakąś taktykę? Ja jestem beznadziejnym piłkarzem, ale mam wielkie serce i chciałbym tak jak wszyscy uczestnicy tego meczu i wszyscy widzowie oraz kibice, którzy będą z nami i na miejscu w Płocku, i przed telewizorami, po prostu dać z siebie wszystko. Mecz pomiędzy drużynami Telewizji Polskiej i Reprezentacji Aktorów Polskich będzie miał charakter towarzyski, ale stawka jest wysoka. Dochód ze sprzedaży biletów i wysłanych SMS-ów przeznaczony zostanie na zakup samochodu do transportu krwi dla Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Może się wydawać tylko samochodem, ale on przyczynia się do tego, że dzieci znów mogą być dziećmi. Wcześniej Fundacja Telewizji Polskiej kupiła sprzęt do hipotermii leczniczej, zapewniający pomoc noworodkom w transporcie w karetce. Do kolejnego zakupu teraz może dorzucić się każdy z nas. Wystarczy być razem z Telewizją Polską. O godzinie 10:00 zaczynamy, będzie można nauczyć się pierwszej pomocy, będzie wiele atrakcji sportowych dla dzieciaków, można postrzelać karne Radosławowi Majdanowi. A to wszystko, przypomnijmy, w rytmie największych hitów Skolima. Wszystkich tych, którzy nie będą mogli być z nami w Płocku w niedzielę, zapraszamy przed telewizory na przedmeczową rozgrzewkę w ramach akcji TVP Info "Polska na TAK". A potem - danie główne. Mecz "Gramy, by pomagać" również na żywo pokaże TVP3 oraz portal internetowy TVP Sport. Bardzo państwu dziękuję za wspólnie spędzony czas, za chwilę Pytanie dnia - gościem Aleksandry Pawlickiej będzie profesor Katarzyna Pisarska, przewodnicząca Fundacji Kazimierza Pułaskiego. Spokojnego wieczoru, do zobaczenia.